środa, 28 grudnia 2016

Trzy po trzy. Spis treści.




Raz na rok warto przystanąć i zastanowić się gdzie jesteśmy.
Może właśnie na Titanicu?
Może właśnie walnęliśmy w górę lodową i więcej wpisów nie będzie? Trzeba przesiąść się do szalup i ratować zmoczony tyłek?
Jednak nie.

Nie idę na dno, choć za mną kolejne boje.
Kolejna dziegciu łyżka w moje drzewa życia słoje.
To serce na nim wycięte jeszcze nie zarosło
mchem,
co wskazuje północ, jak wskazówka non stop,
noc w noc, rok w rok gdy siedzę nad tekstem.(...)


Bo skłamałbym, gdybym napisał, że nie chcę docierać, ale
długofalowo, nie FM, szukaj by znaleźć.
Stale poza nurtem, z dala od koryta,
słów rzeka,
łap przekaz,
on niech ciebie chwyta
i nie puszcza jak gąszcz słów, fantazji puszczam wodze.
Na twoich bębenkach jestem dziś doboszem.(...)

                                    MC Silk

Jeszcze żyjemy. Jeszcze się coś pisze. A nawet czasem narysuje.
Osiąga się czasem niespodziewane sukcesy.
Osiąga się czasem takie sukcesy o jakich nie śmiało się nawet marzyć zaczynając pisać bloga o (teoretycznie) fotografii. Jakie przez myśl nie przechodziły.

Przede wszystkim ma się wspaniałych czytelników. To jest naprawdę super!

Ma się takich czytelników, co to nie lecą hejtem, kiedy człowiek wykaże się pełnym półprofesjonalizmem, a do tego pomagają z całych sił. Dzięki nim i tylko dzięki ich zachętom Fotodinoza dorobiła się fanoskiej strony na Twarzoksiągu. Dzięki Krzysiu, dzięki Szczepanie!

Wśród owych czytelników Fotodinozy jest do tegp co najmniej trzech dziennikarzy miesięczników fotograficznych, których artykuły jeszcze dziesięć lat temu czytałem z wypiekami na twarzy i szczęką opadniętą, a owymi miesięcznikami mam wypchane pół piwnicy. Nie mówiąc już o książkach przez tych panów napisanych.

Powiem szczerze, że nie byłbym w stanie sobie tego wyobrazić w roku 2013.
Duża w tym zasługa internetu, bo bez niego mógłbym co najwyżej pisać nieśmiałe listy do redakcji owych miesięczników, a nie bloga.

Na początek jeszcze troszkę statystyki podsumowawczej tu się zamieszcza:

Opublikowano na Fotodinozie w 2016 roku 53 wpisy, włącznie z tym który czytacie.
Przetestowano solidnie zaledwie dwa obiektywy:
Loreo Lens in a Cap
Sigmę 90 f/2,8 macro

Opisano niesolidnie dwa obiektywy:
Sigma 14 f/3,5
Sigma 500 f/4,5

Opisano aparaty:
Canon EOS 300X
Canon EOS Elan
Canona IX7
Canona 50e

Napisano poradniki o tym jak pożenić Sigmę z Canonem EOS, oraz jak kupować używane obiektywy i czy w ogóle.

Oraz dwa Top'y- jeden Top Ten o tanich obiektywach do Canona, a drugi Top Five o fajnych aparatach cyfrowych Canona sprzed paru lat.

Przeprowadziło się aż dwa wywiady z panami Marcinem Górko i Dariuszem Krakowianem.

Napisało się cztery odcinki Projektu Okrążenia Łodzi za pomocą Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej. Może z tego kiedyś jakaś książka będzie. Albo jaki pdf. Nie wiadomo.


Reszta to jakieś nieistotne pierdoły o aparatach i obiektywach i podróżach na Słowację, do Tyrolu, do Katowic, do Grecji, do Grudziądza, Chełmna i Fromborka, do Bułgarii i Rumunii, do Pabianic. Niektóre dwuczęściowe.
Nie wiem czy dobrze się bawiliście czytając te wpisy. Ale nienajgorzej się je pisało.

Publikuje się rzadziej niż w zeszłym roku i właściwie nie wiadomo czy to dobrze czy niedobrze. Niektórzy mówią, że dobrze. Niektórzy mówią że niedobrze. Chyba trzeba jakąś ankietę na fejsiku zamieścić, żeby demokracja zdecydowała. Bo jak wiadomo- o demokrację się wszystko rozbija. Demokracja musi być, najlepiej ta mojsza. Bo jest lepsza niż twojsza. Wiadomix.

Nie wiadomo o czym będzie następny wpis. To się dopiero zobaczy.
Różne tematy ciągną, ale czasu trochę brakuje na realizację tych tekstów. Przydałby się jakiś pełny etacik literacki.

Ale może wtedy byłoby za łatwo?

Jak jest za łatwo, to serce obrasta mchem, człowiek gnuśnieje i przyzwyczaja się. Może lepiej coś tam dalej pisać na marginesach. Samemu się free- lansować. Nie podlegać nikomu, oprócz Google Bloggera.
Wolność jest przyjemna.

Niestety na pewno kiedyś nastąpią kiedyś jakieś przerwy- z powodu braku weny, braku tematu lub braku czasu. Tylko potem nie mówcie, że nie ostrzegałem.

Czytelnictwo Fotodinozy podskoczyło (chyba z radości) od czasu założenia fanpage'a Na Fejsie- dołki na wykresie statystycznym są takie jak były, ale za to te górki!

5 grudnia nastąpiło założenie fanoskiej strony. Zwyżka.

Co do tego kto nas ogląda, to nastąpiły przetasowania. Turcy spadli z szóstego na dziewiąte! Niemcy wskoczyli na trzecie miejsce! Rosja niespodziewanie na piątym, tuż przed Ukrainą!


Z egzotyków to miałem w tym miesiącu sześć wejść z Kenii i dwadzieścia osiem z Chin. Ale te z Chin to pewno zupełny przypadek- po prostu ktoś oparł się o klawiaturę i przez przypadek wcisnął litery układające się w nazwę „Fotodinoza”. Tylko internautów jest tam 710 milionów (sierpień 2016) i prawem statystyki przypadek ten nastąpił zapewne 28 razy.

Zyskało się nowych czytelników, a może to ci starzy wchodzą po prostu dwa razy częściej? Też nie wiadomo. Jeszcze w tymże samym 2016 w kwietniu ogłaszaliśmy stutysięczną odsłonę Fotodinozy, a teraz już możemy stupięćdziesięciotysięczną. Także ruch jest.


Ruch jest nierówny, niektóre wpisy są bardzo poczytne, a niektóre bardzo mało. Bo też i Fotodinoza jest nierówna- raz jakaś wycieczka, raz jakiś zdechły obiektyw, to znowu jakaś analiza zdjęcia. Nie wiadomo czego oczekiwać. Gdyby jeszcze odsłony postów rozkładały się jakoś sensownie- np. nikt nie czyta artykułów o zdechłych obiektywach- wtedy sprawa byłaby jasna. No ale to jest loteria. Nie ma reguł. Widać to po wyświetlanych na prawym marginesie bloga „najpopularniejszych wpisach”- każdy jest z innej dziedziny.

Wpisy z 2016 uplasowały się dość wysoko, ale nic na razie nie przebiło Roberta Doisneau i jego sztucznego pocałunku pod paryskim ratuszem napisanego w 2015. Niemniej 4 wpisy z 2016-go w pierwszej dziesiątce.


A które wpisy zostały moim zdaniem niedocenione czytelniczo?
Bardzo jestem zadowolony z Alfreda Eisensteadta w którego ktoś wjechał samochodem- LINK, a który miał mało wyświetleń.
Również całkiem niezły wpis o fantastycznej fotograficzce, w skrócie fantafotograficzce i to do tego polskiej- Zofii Chomętowskiej dorobił się skromnego audytorium- LINK
Ansel Adams, wysłany w kosmos także nie był zbyt często czytany- LINK

Zatem, po długim procesie tentegowania w głowie (cytat- Król Julian) będzie się pisało tak jak i się pisało wcześniej.

Bo inny sposób, to podzielić bloga na trzy blogi tematyczne. No ale przecież się nie rozerwę, jak powiedziała żaba, kiedy po jednej stronie miały stanąć zwierzęta mądre, a po drugiej- te piękne (suchar).

Przyszłość coś tam przyniesie na pewno.
Zaglądajcie na https://www.facebook.com/fotodinoza/ to się dowiecie pierwsi co przyniesie.
A na Nowy Rok życzymy robienia i oglądania samych fajnych zdjęć!Zostańcie nastrojeni na nasze fale!

Upadamy, upadamy, upadamy by wstać
To że teraz plecy, to nie powód by już nie grać
To nie gadka, dla gadania tylko
Porażki- to pył, nie daj się pokonać pyłkom
Jesteś mocniejszy niż ci się zdaje
Jesteś silniejsza od swoich słabości
Stacja Vavamuffin ciągle nadaje
Fale na których przepłyniesz przeciwności.



Fabrykant
dyrektor kreatywny walnięty o sprzęty, czasem trochę śnięty.


P.S. Żeby pogodzić czytelników tradycjonalistów i postępowców załączę tenże oto kawałek „Summertime”- tradycyjnie postępowy. Grają bracia Węgrzy z Panonia All Stars Ska Orchestra, na wokalu Harcsa Veronika i Kiss Erzsi:

                         https://www.youtube.com/watch?v=5ML1WCJLkcc


piątek, 23 grudnia 2016

Nieznane świąteczne zdjęcia znanych fotogafów


Prezentujemy dziś Państwu zupełnie nieznane, cudem odnalezione zdjęcia kilku znanych fotografów. Dziwnym trafem wszystkie dotyczą świąt. Prawdopodobnie jest to zaginiona w latach 70-tych kolekcja znanego paryskiego marszanda Pierra Noëla, który zbierał fotografię tematycznie. On wszystko miał tematyczne.

Święta pod mostem w Paryżu według Brassaï'a

piątek, 16 grudnia 2016

W epoce znaczka lizanego. Marcin Górko- wywiad.




Marcin Górko -inżynier, adiunkt na Politechnice Łódzkiej. Współpracownik firmy Nikon Polska. Najprawdopodobniej największy znawca historii i sprzętu firmy Nikon w Polsce. Dawny publicysta miesięcznika Foto-Kurier, a aktualny portalu Optyczne.pl. Autor (kultowej w moim mniemaniu) książki „System Nikon”, pierwszej w kraju obszernej monografii dotyczącej sprzętu fotograficznego. Książka została wydana w 1999 roku i należy tu powiedzieć, że jej autor nie mógł sobie o nic zapytać firmy Nikon Polska, bo jej jeszcze wtedy u nas nie było, nie mógł zajrzeć do internetu, żeby coś sprawdzić, bo go jeszcze powszechnie nie znano, nie mógł zatem nawet napisać maila do Japonii, żeby spytać o coś u źródeł. Jak on to zrobił? Książka jest pełna zdjęć (czarno białych) obiektywów i aparatów- prawie wszystkie autorstwa Marcina- a zważywszy, że Nikon w przyszłym roku kończy sto lat- trochę tych sprzętów wyprodukował.
To było wtedy nie do zrobienia.
Zawsze mnie to nurtowało.
Trzeba zapytać.

(wszystkie przypisy kursywą- moje, znaczy Fabrykanta)


Fotodinoza: Szanowny Marcinie, podpytam Cię o parę interesujących mnie rzeczy, a przede wszystkim o tę najbardziej interesującą- książkę „Nikon System”. Skąd Ci się wzięło w ogóle napisanie tej książki?

Marcin Górko: Wzięło mi się stąd, że w 1995-cim roku byłem po raz drugi na praktyce w Szwajcarii, przez trzy miesiące pracowałem tam w biurze.

Jako inżynier budowlany?

Za drugim razem już jako świeżo upieczony inżynier. To było dwa i pół roku po moim zakupie Nikona FM 2-ki, miałem wtedy ze sobą ten aparat z 50-tką f/1,4 a tam na miejscu kupiłem sobie od razu 28-85. Wtedy stawiałem swoje pierwsze kroki w języku niemieckim. Uczyłem się go wcześniej na Politechnice. Postanowiłem wtedy połączyć przyjemne z pożytecznym i kupiłem książkę o sprzęcie Nikona po niemiecku, która dla mnie była fajną mobilizacją, żeby się przez nią przeryć („Nikon kompendium” Rudolf Hillebrand, Hans Joahim Hauschield.)

piątek, 9 grudnia 2016

Projekt Okrążenia Vol 3a. Stacja Łódź Widzew. A może jednak nie wysiadać?



Śni mi się Łódź. Chodzę we śnie po znanych sobie ulicach i odkrywam zupełnie nieznane kwartały. Tajemnicze zakątki, pierwszy raz oglądane.

Jaki człowiek ma stosunek do miasta?
Czuły.

Chciałby, żeby temu miastu było dobrze. Żeby rosło sobie jak roślinka w doniczce Leona Zawodowca. Z sentymentem człowiek ogląda albumy dokumentujące historię i słucha sobie opowiadań i anegdot- co też to miasto kiedyś nie wyprawiało. Albo teraz.

Działo się.

Martwi się człowiek czasem o miasto.

Czasami bardzo.

Zwłaszcza, że nasze miasto miało krótką historię. Da się ją opowiedzieć w jednym wpisie na bloga, nie to co taki Kraków, co to od Króla Kraka powstał (i który to król wyjechał potem do Niemiec, gdzie pracował jako gastarbaiter pod nazwiskiem Krakau- licencja poetica: Krzysztof Gol). Tutaj jest parę stuleci krócej. Tutaj nie ma tak, że jak pokopać w ziemi to od razu średniowiecze. Albo chociaż renesans. Tutaj zanim miasto powstało w XIX wieku, to tylko krowy i żubry latały, i więcej nic (jak pisał Lem)

Wiem
teraz już dobrze wiem.
Co miał na myśli Marley
I o czym pisał Lem
Cyfrowi terroryści planują nowe wojny
A my
Szukamy szczęścia w światłach naszych miast.
(cytat)

Wszystko się zmienia, to jasne. Pantha rei. I pantalony też stają się dzinsami. Świat nie stoi w miejscu. Musi być postęp.

Jaki postęp, Edek?
Nooo, postępowy. Do przodu.

I teraz wysiądziemy sobie... spróbujemy wysiąść na dworcu Łódź Widzew. W ramach Projektu Okrążenia Łodzi, bo w końcu zdecydowałem, że mimo wszystko będzie to część pierwsza odcinka nr 3.
Bo może nie wysiądziemy jednak. Może nie damy rady.

piątek, 2 grudnia 2016

Dwa zegarki Josefa K.

Fot. Josef Koudelka 1968/ 1976.



"Człowiek wolny jest zawsze ponad człowiekiem zależnym."
                             Franz kafka „Proces”.


Nic nie wyjaśnia sprawy dwóch zegarków.
Nie ma prostego rozwiązania, proszę Państwa.
Nie ma. Mimo zagłębiania się w analizy, oraz długie procesy tentegowania w głowie (cytat- Król Julian)

Niektórzy są wolni, choćby urodzili się w klatce. A niektórzy lubią być wolni od wszystkiego. Josef Koudelka to pierwszy w świecie pielgrzym i asceta, który w dziedzinie kultywowania wolności ma mało konkurentów. Ekspata, wyrwany z ojczyzny. Czechosłowakiem się urodził, ale Czechosłowacja go nie chciała. Fotografował zatem na obczyźnie i tam, można by napisać- robił karierę, gdyby nie wyglądało na to, że kariera wisi mu kalafiorem.
I powiewa.

Jest znany. Jest także doskonale znany w Polsce, bywał u nas na festiwalach fotograficznych, uhonorowany i hołdowany przez wielbicieli. Właściwie jest legendą. Tworzył historię, choć pewnie mimo woli. Ale za to w zgodzie z wewnętrzną wolnością. Czy tak trzeba? Nie wiem. Ale można.

piątek, 25 listopada 2016

Hurra! Wrak Race! Podziękował, szerokości. (Same dygresje). Sigma 14/3,5 AF



Kilka lat temu zaczęło się pisać Fotodinozę. Zaczęło się bajdurzyć o starych Sigmach nie współpracujących z Canonem i myśleć o nich bezustannie.

To się nazywa mania.

No i w ramach kryzysu wieku średniego powoli kompletowało się gamę obiektywów Sigma z roku, mniej więcej 1994-go. Kto bogatemu zabroni?

Chodziło oczywiście o fajne obiektywy. Nie o wszystkie z katalogu. Tylko fajne. Stałoogniskowe. Bo są fajne.

No, jeden zoom wiosny nie czyni. Czy drugi.

Jak na kolekcjonera klasycznych szkieł celuję dość nisko, przyznaję. Troszkę się pousprawiedliwiam przed sobą. Życie w zgodzie ze swoimi przekonaniami to ważna rzecz. Były śmiesznie tanie. Koszt ich zakupu nie przekraczał we wszystkich przypadkach 15% ich pierwotnej wartości. Nic tak nie tanieje, jak obiektywy nie działające z Canonem EOS inaczej niż na pełnej przesłonie.

Do tego nie przywiązywałem zbytniej wagi do wyglądu zewnętrznego. Miały działać, ale mogły sobie wyglądać jak złom. I niektóre wyglądają. Niektóre nawet są złomami.

Ostatnio jednak osiągnąłem ekstremum w tej dziedzinie.

Tak wrakowatego obiektywu jeszcze nigdy nie miałem. Ale też nigdy nie miałem tak wyjątkowego.

Sigma AF 14mm f/3,5.

piątek, 18 listopada 2016

Projekt okrążenia. Vol 11a. Stacja Łódź Arturówek- część zachodnia. Królestwo Heinzla

Sigma 24/2,8 Macro + Canon 5D @ f/10, filtr pomarańczowy, -0,67EV



Wysiadając na stacji Arturówek z początku człowiek może nie wiedzieć gdzie się znajduje.

Ale może się dowiedzieć.

Każde miejsce na ziemi składa się z warstw, jak w Photoshopie. Staje sobie człowiek w jakimś pustkowiu i nagle okazuje się że stoi akurat w pradolinie Warszawsko- Berlińskiej, albo w zlewni wód Bałtyku, albo na terenach dawnego zaboru rosyjskiego, albo na obszarze wpływów lądolodu, albo w dawnej Generalnej Guberni . Albo w czymkolwiek innym.

Wysiadając w Arturówku także nie mamy świadomości, że wysiedliśmy w samym środku królestwa. Najpierw królestwa Zawiszów, a potem królestwa fabrykanta Heinzla. Niewiele na to wskazuje. Przed nami las, a za plecami ktoś myje zabytkowego Mercedesa na samoobsługowej myjni samochodowej. Co? Że jak wysiedliście to nie myje? No już trudno.

Czy coś tu w ogóle jest?

niedziela, 13 listopada 2016

Im gorzej tym lepiej. Sigma 90/2,8 Macro vs Canon 85/1,8 USM




Ograniczenia sprzyjają.
Bez ograniczeń wszystko takie rozmemłane. Ograniczenia nadają formę. Ramę.

Poszedłem tym tropem strzelając zdjęcia do Projektu Okrążenia dwoma obiektywami stałoogniskowymi. I to w czarnobieli. Prawdę powiedziawszy, zanim zacząłem tę serię myślałem najpierw o jednym obiektywie- 24mm. Zauważyłem w ogóle, że mając szerokokątny zoom i robiąc zdjęcia pejzażowo- reporterskie prawie zawsze ustawiam ogniskową właśnie na 24mm. To jest ogniskowa na której dobrze wychodzą budynki i lanszafty z jakimś pierwszym planem. Właściwie mógłbym zamienić szeroki zoom na stałą 24-kę i efekt byłby podobny.
Do tego bardzo dobry artykuł o przewadze obiektywu stałoognoskowego nad zoomem i jego błogosławionym wpływie psychologiczno- socjologicznym (nie tylko optycznym) na jakość zdjęć napisał już Foto-nieobiektywny na Fotoblogii- tutaj:
W tę stronę biegły me myśli.
Ale doszedłem do innego wniosku. Zbytnie ograniczenia zbytnio ograniczają.

Same zdjęcia z 24-ki byłyby jednak dość monotonne. Słabo też prezentują się przy tej ogniskowej detale fotografowane z bliska jako pojedynczy, główny obiekt. Po prostu trzeba zbyt blisko do niego podejść (co zniekształca) albo zbyt dużo będzie widać jego otoczenia. Zatem trzeba wziąć też coś dłuższego. Żeby robiło za inny punkt widzenia.
Wziąłem dinozaura- 90-tkę macro Sigmy.

czwartek, 3 listopada 2016

Projekt Okrążenia. Vol. 2. Stacja Łódź Stoki.



P.S.(Tutaj dostępna opisana wcześniej Stacja Łódź Marysin- LINK)
P.S. II- pewnie przesadziłem z objętością tego wpisu. Umówmy się, że można go czytać na dwa razy, dobra?

Fabryka nici Ariadna na ul. Niciarnianej

Otóż jak marszałek Piłsudski wysiadał z tramwaju „Socjalizm” na przystanku „Niepodległość”, tak i my wysiądziemy. Ale nie z tramwaju, tylko z Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej, nie na przystanku „Niepodległość”, tylko na stacji „Łódź Stoki”. I nie zegarki tylko rowery. I nie rozdają, tylko kradną.


Łódzka Kolej Aglomeracyjna, choć jeszcze nie pod tą nazwą, to był pomysł socjalistyczny. Jeszcze za Gierka zbudowano na linii Łódź Widzew- Zgierz obustronne perony, które potem stały samotnie, jak ten Himilsbach z angielskim, albo jak wiadukt pod Tuszynem, niepołączone z niczym i były nieużywane. Dopiero lata 2010-te ruszyły coś w kwestii regularnych pasażerskich przejazdów na tej linii.

Ł.K.A. Ma na pokładzie nie tylko automaty biletowe, ale też wifi. Można zatem przeglądać sobie wpisy Fotodinozy pomiędzy przystankami.

piątek, 28 października 2016

Mylne Powidoki (prawie jak foto).

Daję Ci wszystko co mam
Mój bit, niech Ci służy
W tym momencie nie mam nic więcej
Możesz być dłużny
Składam na Twoje ręce
Efekt mojej podróży.

(cytat- MC Silk)

Dzisiaj będzie o czym innym. 
Dzisiaj tak jakoś bardziej (cytat).
Narysowało się.
Przy okazji, postanowiłem utworzyć nowy, zachęcający tag: "prawie jak foto". Jakby kto chciał sobie przypomnieć różne rysunki i rebusy- pooznaczałem je i można polecieć wzdłuż brzegu tego Tagu:
http://fotodinoza.blogspot.com/search/label/Prawie%20jak%20foto

Ostatnio wzrok mi się psuje. Coraz gorzej widzę. I to pewnie są efekty:



piątek, 21 października 2016

Kontrola greckiego kryzysu. Vol 2- Piraci bez Karaibów


Część pierwsza dostępna TUTAJ


Jak się już wspomniało- ludzie lubią sobie podrzynać gardła w każdych okolicznościach przyrody. Południowe Mani na południowym Peloponezie zawsze było ostre. Zawsze był tu jakiś ostatni bastion. W wojnach z Wenecjanami, Turcją, a na końcu z Hitlerem. No, teraz jeszcze nawet i przed turystami. Tutaj gdzie ptaki zawracały, a ziemia to była przeważnie surowa skała, zamieszkiwali ludzie osobni. Rolnikami ci oni nie byli, oj nie.

Taka gmina.


Władza państwowa, za czasów wszystkich kolejnych władz słabo sobie tutaj radziła. W mordę można było dostać, to i poborcy podatkowi rzadko tu zaglądali.

Głównym źródłem dochodów tego regionu stanowił od XII do XIX (dziewiętnastego!!!) wieku rabunek.

W zawodzie wikinga najbardziej cenię sobie gwałcenie. (cytat).

poniedziałek, 17 października 2016

Kontrola greckiego kryzysu.



Czy jest kryzys? Oj, kryzys, kryzys...

Słońce świeci, oliwki rosną, morze w tym kryzysie strasznie się turkusowe robi. Rybacy łowią, turyści zalegają na plaży w ramach tzw. vacatio legis.
Troszkę poprzeklinamy sobie w ramach cytatu:

(...)Otóż była tam przystań, w tej mieścinie rzadkiej,
Na którą nasz bohater trafił przypadkiem
pomyślał: "O, tu ludzie pracy są też"
I podszedł do rybaka który chlał wino,

zresztą piąte
Popatrzył i żeby zacząć gadkę chyba, powiedział:
-No co tam słychać panie rybak?
A rybak na to:
-A, dobrze, dzisiaj rano wstałem
Wziąłem łódkę, trochę popływałem, k...
Przez godzinę wyłowiłem ryb z piętnaście
I odpoczywam sobie od południa tutaj właśnie.
-Od dwunastej?! - krzyknął biznesmen - Od dwunastej już masz wolne?!
-A co? Siądę tu gdzieś i wino pier...

Biznesmen chociaż na wczasach poczuł się w żywiole:
-Pozwolisz, że dam ci radę...
-A co! Pozwolę!
-Jak to k...?! O dwunastej dzień pracy skończony?!
Przecież mógłbyś zarobić więcej, tylko pomyśl!
Połowiłbyś od rana, aż do chwili kiedy słońce znika
I po tygodniu miałbyś pana pomocnika!
Po miesiącu kupiłbyś drugą łódkę, potem trzecią
Po roku śmigałbyś wziętym w leasing kutrem
Później drugim, siódmym i tak dalej...
Stary, wielka firma - czy to nie brzmi wspaniale?


Tu rybak przerwał:
-Panie, muszę powiedzieć,

               że pomysł niezły.
Ale ze mną co bedzie?
-Jak to co? Będziesz odpoczy
wał sobie!
-Tak? No a co ja teraz robię?”


Łona i webber „Biznesmen”

Odwiedziło się kolebkę. Kultury, oczywiście.


Z tymi Grekami, to moglibyśmy się zaprzyjaźnić. Oni są po naszych pieniądzach. Może trochę spokojniejsi, choć gorącą krew mają schowaną trochę głębiej. Ich naród jest jak lawa (cytat). Nawet nasza historia też ma jakieś paralele. To znaczy- do czasu, do czasu...

Oni są trochę starsi.

piątek, 14 października 2016

Taniej już było.

To była miłość czysto platoniczna. Na oczy nigdy nie widziałem przedmiotu tej miłości. Jest nim obiektyw, oczywiście.
Ta miłość, to także wyraz pewnego szacunku, czy nawet podziwu- jak dzielnie firma Sigma radziła sobie na rynku obiektywów do lustrzanek.
Ale każda miłość może się kiedyś skończyć (???). A ta kończy się symbolicznie.
Sigma 500 f/4,5 EX HSM odeszła ode mnie.

"Kochanie wróć, bo odejszłeś"
(tytuł poematu Krzysztofa Gol'a i Magdy Marciniak, którego nie mogę się doszukać w moich annałach. Może ktoś ze znajomych go pamięta? Druga część tego poematu nosiła tytuł "Kochanie, odejdź, bo przyjszłeś")

W latach 90-tych i 2000-ch nie było zbyt wiele szkieł, które nie miały bezpośredniej konkurencji, a ten właśnie obiektyw- Sigma 500mm f/4,5 do nich należał. Został stworzony kompromisowo, by walczyć o klienta z najlepszymi i podgryzać Canona, Nikona, Pentaxa i Minoltę. A może i świętej pamięci niemieckiego Contaxa? Bo w dawnych czasach wychodził także z tym mocowaniem.

Była to ukryta opcja japońska, tajny partyzant wśród żołnierzy regularnej armii. Kąsał z zaskoczenia po kostkach i zdobywał pole.

środa, 5 października 2016

Czy kupować używane obiektywy autofokus. I jak kupować.

Same nieprodukowane od lat obiektywy

Na blogu musi być płodozmian. Trójpolówka obejmuje także artykuły bardziej techniczne. I to jest właśnie taki. Ale cytaty są, są, nie martwcie się.


Czy

 
No jasne. Każdy by chciał mieć kupę szmalu i same nówki nierdzewki nieśmigane. Ale jak czasem popatrzy się na ceny nowych obiektywów, to wydają się one pochodzić z Alfa Centauri w niektórych przypadkach. A może i z Proximy Wodnika.

No ale można trochę poszperać i wyszukać na aukcjach obiektywy używane.

No i jak to z nimi jest?
Warto się za nimi rozglądać?

Są różne przypadki.
Jest wiele możliwości (cytat).

To jest właściwie pytanie filozoficzne- czy w ogóle kupować używane rzeczy. Niektórzy podchodzą do tego od strony prestiżowej, niektórzy od strony praktycznej. Kiedyś niejaki Złomnik napisał, że wystarczy zbierać okruchy ze stołu najbogatszych i już można całkiem nieźle egzystować. Coś w tym jest.

Niektórych nie przekonuje ryzyko tego działania. Zajmiemy się tu trochę ryzykiem.

No risk- no fun (cytat).

Ogólnie rzecz biorąc jeżeli obiektyw był w swoim życiu szanowany, nie był rzucany o beton, ani żaden reporter nie tłukł nim po głowie innego reportera podczas walki o zdjęcie prezesa Kaczyńskiego- to generalnie jest rzeczą trwałą, zdolną pracować przez długie lata w sprawności. Niemniej, jak we wszystkich dziedzinach- świat dąży do entropii, a wszystko co istnieje- zużywa się.

piątek, 30 września 2016

Projekt Okrążenia. Vol 1. Stacja Łódź Marysin


Wiadomo dlaczego alpiniści wchodzą na góry? Wiadomo. To ja z tego samego powodu postanowiłem okrążyć świat.

Ale nie ten wielki świat. europejską tożsamość, azjatyckie smaki, Afrykę czarną i białą jak kość słoniowa, Australię z ptakiem Ostridżem i amerykański sen. Nie.

Postanowiłem okrążyć swój własny lokalny świat i to w miarę ciasnym torem.

1435 milimetrów. Bo po torze odbędzie się ta odyseja.

Łódź ma różne największe rzeczy. (Ludzie najbardziej nie lubią różnych rzeczy- cytat Krzysztof Gol) I różne tory. Niektórzy mówią, że także najdłuższy tor tramwajowy w Europie- linii 46 do Ozorkowa (30km). Ale tym torem nie da się okrążyć Łodzi, a do tego jest on fotograficznie i semantycznie mocno wyeksploatowany. Dziesiątki fotografów już go sfotografowały.

Ale od niedawna jednak da się okrążyć miasto torem kolejowym.

To znaczy- wróć: tory były od dawna, tylko od niedawna jeżdżą po nich regularne pociągi- Łódzka Kolej Aglomeracyjna. Niektórzy podobno dojeżdżają nimi do pracy. Ja postanowiłem przetestować pociągi ŁKA jako rozrywkę. A może i naukę. Przez rozrywkę do nauki. Bawiąc uczyć się. Śmiech dla samego śmiechu to tylko niepotrzebna strata chichotów (cytat- Papcio Chmiel)

Koncepcja mi jednak runęła.

czwartek, 22 września 2016

Mark. Nie Mark Twain. Mark Four.




Co czuję, kiedy widzę Canona 5D Mark IV?
Czuję że się zmieniłem. Że mi się priorytety zmieniły.

Kiedyś czułbym tylko dreszcze pożądania. Ślinotok włączałby się automatycznie i drżączka opanowywałaby jestestwo. Na widok takiej nówki fulprofeski.

Dzisiaj przychodzą pewne zwątpienia i niepewności.

Czyżbym został wsteczniakiem?
Czyżbym został jakimś zamrożonym wykopaliskiem?

- A to ci sztywny defryzoń!- jak powitano Ijona Tichego po rozmrożeniu z hibernacji w roku 2039-tym (Hm. To już całkiem niedługo!)

A może to tylko rozsądek?

środa, 14 września 2016

Postęp

A teraz znajdziemy ideę(...). Edek?
- Postęp, proszę pana.

- Jak to należy rozumieć?
- No, w ogóle postęp.
- Ale jaki postęp?
- Postępowy. Do przodu.

- Znaczy się... naprzód?
- Tak jest. Przodem do przodu.
- A tył?
- Tył też do przodu.
- Ale wtedy przód będzie z tyłu?
- Zależy, jak patrzeć. Jak od tyłu do przodu, to wtedy przód będzie z przodu, choć do tyłu.
- To jakieś mętne.
- Ale postępowe, proszę pana.

         Słąwomir Mrożek „Tango”




Czym byłbym, jako bloger, gdyby nie istniał internet? Nikim oczywiście. Cała udawana erudycja, polegająca na wyszukiwaniu w sieci ciekawych informacji musiałaby być zastąpiona jakimś szperaniem w encyklopediach PWN i po bibliotekach. A i to nie dawałoby efektu w przypadku popkultury, która na ogół nie trafia do encyklopedii, no chyba że pisze je Wiesław Weiss, znaczy się do specjalistycznych.

Nie mógłbym także publikować, bo bez internetu nie byłoby medium, które umożliwia swobodne bajdurzenie na różne tematy i jeszcze docieranie do czytelników.

Dziękuję ci zatem, internecie.

Ciekawe jest, czy dzięki internetowi objawiło się więcej domorosłej twórczości? Tj. czy samo medium sprowokowało dużą ilość osób do tworzenia? Tych osób, które bez owego medium siedziałyby cicho i nie pomyślałyby o jakiejkolwiek ekspansji własnego działania? Na pewno. No jasne że tak. Ja też jestem przykładem.

Znów przypomina mi się napisany przez Krzysztofa Gol'a ilustrowany (bogato) „Poradnik dla młodego gitarulka”. Zacytuję z pamięci:

Jak grać na gitarze? Poradnik.

1. Kup lub pożycz gitarę.
2. Naciągnij struny- tam są takie kołeczki
3. Podłącz gitarę do wzmacniacza
4. Włącz wzmacniacz i przekręć gałkę do końca w prawo
5. Palcami przebieraj po strunach.

Prawda, jakie to proste?

Właśnie.