piątek, 12 lutego 2016

Pabianice. Półprzewodnik. Bardzo niedoceniane, jednym obiektywem 28 f/1,8.


Pabianice ul. Zamkowa. Fabryka Bawełny Krusche i Ender

Miało się pojechać do mitycznej Byczyny. Może kiedyś się pojedzie, a wtedy Byczyna przestanie być mityczna. Na razie postanowiłem poszukać mitów blisko domu.

W sumie lubię grzebać w stercie rzeczy niepotrzebnych i niedrogich. Takich którym nikt się za bardzo nie przygląda. A wystarczy trochę bliżej je obejrzeć, żeby zobaczyć, że mają bardzo dużo zalet. Z takim nastawieniem do rzeczywistości, to takiego mita w sumie nietrudno znaleźć.

Tymczasem za pomocą poczty polskiej i czeskiej nadszedł naprawiony obiektyw, od pana Jirziego Otiska. Sigma AF 28/1,8 High Speed Wide, jasny stałoogniskowy. Po zamontowaniu nowego mikrochipa współpracuje z moimi Canonami na wszystkich przesłonach i we wszystkich odsłonach i to nasunęło mi myśl o reportażu. I o mariażu.

Miasta i obiektywu.

Ja jestem chyba w duchu rasowym reporterem, ale bez rodowodu.

I w pewien sposób lubię stawiać sobie jakieś zadania, a może to i rzecz fotograficznie uniwersalna, takie zadania. Każdy ograniczony zadaniem spręża się wewnętrznie, mobilizuje, nakierowuje na cel i działa, zamiast siedzieć ciągiem na fejsbuku.

Wpadłem zatem do Pabianic i włączyłem układ krążenia (ang. cruising out of control system).

Wszystko będzie zatem jednym jedynym obiektywem, bez skrótów, kadrowań i efektów specjalnych. I do tego jeszcze czarno białe. Bo czarno białe- to ładne jest.

Pabianice, odkąd je mimochodem od lat odwiedzam, zawsze sprawiały na mnie wrażenie miasta, które ma pewne rzeczy zupełnie na wyrost i poza swoją skalą. Nigdy nie wnikałem w to głębiej, ale jak zagadka tkwiło to gdzieś w świadomości i żądało wyjaśnienia. Co mam na myśli pisząc o rzeczach poza skalą? Przede wszystkim główna oś miasta, ulica Zamkowa, szeroka tak bardzo, że Boeing 727 mógłby spokojnie na niej lądować, kosząc skrzydłami latarnie i brzozy. W 800 tysięcznej Łodzi takiej ulicy nie ma, a jak już jest, to środkiem idą osobno rozdzielone tory tramwajowe, mocno ograniczając wrażenie przestronności.

W Pabianicach- środkiem leci aleja jak Champs Élysées i to w pewnym miejscu poszerzona jak oryginał o Plac Zgody, zwany w Pabianicach Starym Rynkiem.
Pabianice ul. Zamkowa.
Do tego dwa obiekty wykraczające zupełnie poza skalę historyczną, jaką mają na ogół podłódzkie miasteczka i sama Łódź, wszystkie powstałe na dobrą sprawę w XIX wieku- renesansowy zamek i gotycki kościół w samym centrum.

Po nich można się zorientować, że gdy po dawnym terenie Łodzi hasały jeszcze między leśnymi ostępami niedźwiedzie (dla Francuzów- szablozębne niedźwiedzie polarne), to w Pabianicach budowała się jakaś nie byle jaka cywilizacja.

Niedźwiedzie polarne dla Francuzów, to dlatego, że kiedy Szanowna Współfabrykantka we wczesnych latach 90-tych pojechała do Francji do robót, kilka razy była całkiem serio i z poważną troską pytana przez Francuzów czy bardzo się dają w polskich miastach we znaki buszujące dzikie niedźwiedzie.

Bardzo. Bez strzelby żaden pięciolatek nie rusza się z domu.

Było to co prawda bardzo dawno temu, ale zupełnie niedawno pan Włoch (mieszkający obok lotniska), od którego wynajmowaliśmy mieszkanie pytał nas, również serio, ile trwa taka podróż lotnicza z Polski do południowych Włoch- dziesięć- dwanaście godzin?

Bez międzylądowania w Moskwie nie doleci, panie. Lepiej nie próbować. Tylko najodważniejsi dają radę.

-Egeszege togo masajo buroki.

-Co?

-No tak powiedział facet w Budapeszcie i buraki dostał

-Ty! Wracaj do kraju! Piorunem- do kraju!

Ale gdzie przez Pireneje!? Najkrótszą drogą!

(cytat- Laskowik i Smoleń. "S tyłu sklepu warzywnego ") 

Zatem do kraju. Pabianice. Miasto z długą historią. Wycieczka doń nie wymaga zbyt dużych przygotowań do podróży- dla najoszczędniejszych łodzian wystarczy bilet tramwajowy, bo już w 1901 roku miasto zostało połączone z Łodzią torami tramwajowymi. Wcześniej niż linią kolejową. Ale to działo się jak Łódź już kwitła i eksplodowała na wszystkie strony.

A kiedy rzeczywiście niedźwiedzie i tury chadzały sobie nad łódką, wtedy w XI wieku okolice Pabianic należały do księcia Władysława Hermana. Nie mogąc doczekać się potomka, postanowił on ofiarować ziemie pabianickie na rzecz kościelnej kapituły krakowskiej, jako wotum w intencji narodzin syna. Zatem można by rzec, że bez Pabianic nie mielibyśmy króla Bolesława Krzywoustego (rocznik 1085), który się po tej darowiźnie narodził.

Krakowska kapituła pod wodzą biskupa Jana Muskaty postanowiła stworzyć z Pabianic centrum dowodzenia regionu sieradzkiego, co się udało- dobra pabianickie obejmowały wkrótce huty szkła i żelaza, młyny i okoliczne wsie. Wielki majątek i duże dochody. Miejscowość uzyskała prawa miejskie około 1350 roku, choć starania o to trwały kilkadziesiąt lat.

W 1532 roku spłonął w pożarze drewniany dwór nad rzeką Dobrzynką i postanowiono wybudować nowy- murowany o funkcjach obronnych. Architektem był Wawrzyniec Lorek, który wzorował się nieco na ratuszu w Sandomierzu i w Szydłowcu. Dwór obronny, zwany dziś zamkiem jest jednym z tych przekraczających ramy obiektów, które na pierwszy rzut oka robią wrażenie w Pabianicach- stoi w centrum miasta na eksponowanym miejscu przy głównej ulicy.
Pabianice ul. Zamkowa. Renesansowy dwór obronny.

Pabianice- zamek. Napis nad oknem głosi: Sic transit gloria mundi. Słusznie, szłusznie...

Po lewej neogotyk, po prawej- renesans. Sigma AF 28/1,8 High Speed Wide + canon 5D, f/9 ISO 400

Drugi zabytek stoi zupełnie niedaleko- na środku pustawego placu, który był pierwotnie miejskim rynkiem przylegającym do pabianickich Champs Élysées, dzisiaj rynek jest trochę wyliniały i wybrakowany. Sam zabytek jednak- bardzo zacny, to kościół Świętego Mateusza z 1583 roku. Nie ma w Łodzi żadnego równie starego kościoła, a i w okolicy też niewiele, nawet licząc z klasztorem w Łagiewnikach.

Pabianice. Stary Rynek. Kościół św. Mateusza.

Pabianice, Stary Rynek. Kościół św. Mateusza.


Pabianice Kościół św. Mateusza. Najważniejsze drzwi w mieście- z pabianickim herbem. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/2,0 ISO 400, monochrome/ filtr zielony
Pabianice na pierwszy ogląd nie sprawiają aż tak wyjątkowego wrażenia- można przemknąć ich Polami Elizejskimi i nie zauważyć ciekawostek. Jak tak właśnie robiłem przez długi czas, prawie nigdy nie zagłębiając się w boczne uliczki. Widać też sporo pustkowi i wygonów w pobliżu centrum, które także wzmagają poczucie nieładu. Zatrważająco straszne są także przedmieścia od strony Rzgowa (czyli najłatwiejszego dojazdu od Gierkówki, DK1)- jest to wojewódzkie centrum banerów, reklam i natłoku wszystkiego co nieestetyczne, ale też (co pocieszające) wielkie centrum handlu tekstyliami. Wygląda jednak jak najgorszy sen internauty, w którym to śnie nie można dotrzeć do treści które chce się obejrzeć, bo wszystko, ale to wszystko zasłaniają wyskakujące okienka. Ja tam się tak czuję, w każdym razie. A nie lubię się tak czuć.

Otóż w Pabianicach jest wiele ciekawego kontentu. I bardzo, bardzo wiele ciekawego kontekstu. Przede wszystkim są tam dziesiątki fabryk w samym centrum miasta, niektóre są w ruinie, niektóre nie działają, ale niektóre jednak nadal działają, tak że można sobie z sentymentem powspominać jak wyglądała Łódź sprzed piętnastu lat- dzisiaj już wszystkie łódzkie fabryki zostały przerobione na biura, magazyny, sklepy i hotele. Tutaj- lepiej lub gorzej egzystują. Już samo to jest wyjątkowe. 
Pabianice, ul. Szewska.
Pabianice, ul. Szewska.Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/4 ISO 400, monochrome/ filtr zielony


Pabianice, ul. Kościelna. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/2,0 ISO 400, monochrome/ filtr czerwony.
Pabianice, ul. Sejmowa.

Połowa pabianickiego centrum nadaje się natychmiast i bez żadnych zmian do kręcenia filmów z XIX wieku. Bruk, proszę Państwa- połowa uliczek w pobliżu centrum jest brukowana kocimi łbami, czego nie widziałem dawno, w żadnym mieście. Zabudowa kamieniczna jest zwarta, wpół drogi między dużym miastem, a miasteczkiem. Generalnie wystarczyłoby wykopać wszystkie samochody i kamera! akcja! jedziemy "Ziemię Obiecaną 2".
Pabianice, ul. Kościelna.

Pabianice, ul. Garncarska.

Pabianice, ul. Garncarska.

Pabianice, ul. Garncarska. Sigma AF 28/1,8 High Speed Wide + canon 5D, f/1,8 ISO 400
Pabianice, ul. Wyszyńskiego.


Pabianice, ul. Wyszyńskiego.

Część fabrycznych i pofabrycznych gruntów w centrum jest bardzo zaniedbana, co oznacza, że żaden deweloper nie strzelił tam swojej wypasionej i prestiżowej mieszkaniówki ogrodzonej murem ze szlabanem, tylko wszystko zostało od biedy tak jak zdechło dawno temu. Zostały liczne relikty, które co prawda nie zaciekawią turystów liczących na cukierkowe anturaże, liczne kafejki z parasolkami i sklepy z pamiątkami made in China, ale zainteresuje wariatów pragnących brutalnej autentyczności. Tych, którzy lubią zbyry (cytat, licencja- Foka).

Stare kamieniczki, domy dawnych tkaczy, drewniane szopki i komórki na podwórzach.
Pabianice, ul. Sejmowa. Na daszku- małpki, w tle- prawdopodobnie nieczynna transformatorownia

Sigma AF 28/1,8 High Speed Wide + canon 5D, f/2,0 ISO 400, monochrome/ filtr zielony.

Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/2,0 ISO 400, monochrome/ fitr zielony


Jeśli mam podpowiadać kierunek, to należy trzymać się przede wszystkim blisko zapleczy, byle nie od frontu, nie od frontu...

Chyłkiem, boczkiem, skrótem można zwiedzać i odkrywać zagadki Pabianic.

Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/3,5 ISO 400, monochrome/ fitr czerwony
Pabianice, ul. Gdańska. Dawna siedziba UB, w czasie II Wojny- Gestapo.

Pabianice, ul. Gdańska. Dawna siedziba UB. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/1,8 ISO 400, monochrome/ fitr zielony

Pabianice, ul. Gdańska. Dawna siedziba UB. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/1,8 ISO 400

Ul. Gdańska. Dawna siedziba UB. Sigma AF 28/1,8 High Speed Wide + canon 5D, f/1,8 ISO 400


Trzeba tylko się pilnować, żeby nie drażnić zanadto autochtonów, większość z nich jest oczywiście przyjaznych i zaciekawionych, dwóch panów bezdomnych pragnęło na przykład spojrzeć sobie przez lipko aparatu na swoje miasto, co im oczywiście umożliwiłem, pan grabarz także pozwolił mi wejść do kaplicy Kindlerów (dziękuję!), tylko przy Starym Rynku jeden z panów autochtonów spojrzał na mnie mocno kosym wzrokiem, nie przerywając opróżniania flaszeczki.

Ze spotkań pabianickich- miałem także bezpośrednie spotkanie z pabianickim pitokiem (ang. peatock de Pabianice)


Europejski Park Rzeźby. Najciekawszy element parku. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/2,0 ISO 200, monochrome/ fitr czerwony
Wśród zapuszczonych i odnowionych fabrycznych murów rozrzucono rodzynki fabrykanckich pałacyków i willi, dzisiaj będących na ogół budynkami publicznymi. Takich pałacyków nie ma w takiej ilości w innych sąsiadujących z Łodzią miastach. Najbardziej okazałe z nich stoją przy głównej ulicy Zamkowej- to dawne siedziby właścicieli największych zakładów włókienniczych- Krusche i Ender, i nie muszą się one wstydzić porównań z łódzkimi pałacami.
Pabianice, ul. Zamkowa. Po lewej dawny pałac Enderów, po prawej- pałac i fabryczny kantor rodziny Krusche z alegorią prządek na tympanonie.


 Niemniej te ukryte w bocznych uliczkach, gorzej odnowione, także mają dużo uroku.

Pabianice, ul. Konopna. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/2,2 ISO 400

Pabianice, ul. Konopna. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/2,2 ISO 400
Pabianice, ul. Konopna, róg Konstantynowskiej. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/7,1 ISO 400, monochrome/ filtr zielony

Do XVI wieku miasto przeżywało lepsze i gorsze czasy, potem może więcej gorszych, gdy Pabianice podupadły, wyludniając się znacznie, tracąc prawa miejskie oraz protekcję kapituły krakowskiej.

Odnowę zawdzięcza planom Franciszka Druckiego- Lubeckiego, zarządcy gubernianego w Księstwie Warszawskim, a potem ministra skarbu w Królestwie Polskim, wszystko to pod rosyjskim zaborem. Drucki- Lubecki, choć rusofil, to jednak i wizjoner, pragnący przemysłowego rozwoju.

Już w latach 1820-tych sprowadzono do Pabianic saksońskich osadników, którzy dostali wsparcie kredytami i działki nad rzeczką Dobrzynką.

W krótkim czasie rozwinęły się warsztaty tkackie i folusznicze, między innymi zakład Gottlieba Krusche.

Z pierwszego okresu przemysłowego miasta pochodzi niesamowity pabianicki "Dom Tkacza" przy ul. Świętego Jana. Jest to potężna piętrowa drewniana chata w stylu saksońsko- łużyckim, jak na spadochronie zrzucona w centrum Polski. Podobne uczucie miałem kiedyś widząc stacje kolejowe w Tunezji- wszystkie jak żywcem wzięte z francuskich, alpejskich miasteczek.

Pabianice, ul. Św. Jana. Dom Tkacza. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/8 ISO 400, monochrome/ filtr zielony.

Pabianice, ul. Św. Jana. Dom Tkacza. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/8 ISO 400, monochrome- filtr zielony

Osada tkaczy rozrosła się szybko, a boom nastąpił w 1850 roku, kiedy Krusche, wraz z synem Bernardem sprowadzili maszynę parową i zaczęli inwestować w nową, olbrzymią fabrykę w centrum miasta. Wkrótce Pabianice rozkwitły zakładami włókienniczymi, chemicznymi i maszynowymi. Przy ulicy Zamkowej powstały wspomniane fabrykanckie pałace i dopiero rzut oka na archiwalne zdjęcia pokaże nam czym była wtedy owa szeroka jak Boeing ulica.
Pabianice, Ulica Zamkowa, początek XX wieku.

Należy tu dodać dla nieświadomych, że do gwałtownego rozwoju zarówno Pabianic, jak i Łodzi przyczyniło się zniesienie ceł pomiędzy Królestwem Polskim (pod zaborem rosyjskim), a samą Rosją, które otworzyło wielkie rynki zbytu dla polskich fabryk.

Łódź okazała się lepiej położona i skomunikowana i pokonała Pabianice w tym wyścigu do rozwoju. Dzięki Bogu- u nas w Łodzi płynęło aż 18 rzek (!!!), a w Pabianicach bodaj tylko dwie, można było w Łodzi napędzać więcej wodnych kół.

(Turystów pragnących dzisiaj obejrzeć wszystkie 18 łódzkich rzek zapraszamy w strojach nurka do łódzkiego systemu kanalizacyjnego).

Potężnym wciąż działającym kompleksem jest Polfa Pabianice, dawne zakłady chemiczne Schweikerta i jego kolejnych wspólników. Ludwik Schweikert, syn Fryderyka, założyciela rodu, który to nestor z pomagiera kowalskiego w Starowej Górze (wieś pod Łodzią) został przemysłowcem i posiadaczem kilku łódzkich fabryk i pałaców.

Ludwik studiował chemię na politechnice w Zurychu, potem wraz z Robertem Resigerem, a później specjalistą od chemii Emanuelem Froehlichem zainwestował w zakłady w Pabianicach. Karierę zaczęło robić to przedsiębiorstwo po fuzji dokonanej ze szwajcarską CIBA A.G.( Co to jednak, proszę Państwa, znaczy dobre towarzystwo na studiach!) Do dziś istniejąca fabryka zajmuje wielki, różnorodny teren blisko centrum miasta, jej środkiem płynie zaś rzeka Dobrzynka.

Pabianice, ul. Piłsudskiego. Polfa, dawniej zakłady chemiczne Schweikerta.

Pabianice, ul. Piłsudskiego. Polfa, dawniej zakłady chemiczne Schweikerta.

Pabianice, ul. Piłsudskiego. Polfa, willa Schweikerta. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/2,0 ISO 400, monochrome- fitr zielony


 Jak wspomniało się wcześniej- można zerknąć na zabytki od frontu, ale równie ciekawie, a może jeszcze ciekawiej (dla fanatyków) wyglądają one od zaplecza. Kiedyś spójny olbrzymi teren, dzisiaj ulega pewnej brzegowej dezintegracji.


Pabianice, ul. Piłsudskiego. Tereny dawnych zakładów Schweikerta. Sigma AF 28/1,8 High Speed Wide + canon 5D, f/5,6 ISO 400, monochrome- filtr zielony

Pabianice, ul. Piłsudskiego. tereny dawnych zakładów chemicznych Schweikerta.Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/7,1 ISO 400, monochrome- filtr zielony.

Pabianice, ul. Piłsudskiego, dawniej zakłady chemiczne Schweikerta.

Jednym z głównych atutów Pabianic jest wspomniany kontekst. Zaskakujący. Miasto w którym renesansowe, naprawdę renesansowe i gotyckie, naprawdę gotyckie zabytki stoją wśród rozległych ceglanych fabryk z XIX wieku. 
Pabianice, Stary Rynek. Z lewej neogotyk. W środku renesans. Po prawej gotyk.

Wypieszczona i eksponowana naprzeciw zamku "Fabryka Wełny" to ceglane mury dawnych zakładów Krusche i Ender, po części zamienione na centrum handlowe, po części na hotel, spa i restauracje (znów przekracza to wszystko skalę małego miasta).

Pabianice, ul. Lipowa przy Zamkowej. Dawne zakłady bawełniane Krusche i Ender. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/8 ISO 400
Pabianice, ul. Grobelna. Hotel "Fabryka Wełny", dawne zakłady bawełniane Krusche i Ender. W tle kościół św. Mateusza.

Pabianice, ul. Lipowa. Hotel "Fabryka Wełny", dawne zakłady bawełniane Krusche i Ender



Tuż obok, równie wielka, niezagospodarowana część tych fabrycznych budynków. Czeka na lepsze czasy.
Pabianice, ul. Zamkowa. Dawne zakłady bawełniane Krusche i Ender.

Pabianice, ul. Zamkowa. Dawne zakłady bawełniane Krusche i Ender. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/8 ISO 400
 
Pabianice, ul. Lipowa. Dawne zakłady bawełniane Krusche i Ender.

Pabianice, ul. Lipowa. Dawne zakłady bawełniane Krusche i Ender. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/7,1 ISO 400, monochrome- filtr zielony



W tej odnowionej części najłatwiej odnajdą się turyści żądni wypasu i elegancji- chcemy podjechać gdzieś Range Roverem na obiad? Proszę bardzo.

Pabianice, ul. Lipowa. Dawne zakłady bawełniane Krusche i Ender. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/9 ISO 400, monochrome- filtr zielony

Hej w dryndy! do hotelów! na wiedeński sznycel!
Na piwko, na koniaczek, na kanapkę miękką!
Uśmiechnie się, dziewczątka, kelner wasz, jak szpicel,
Niejedną taką widział, niejedną, serdeńko...

Julian Tuwim "Wiosna"


Fabryka Krusche i Ender była, proszę Szanownych Państwa, czwartą pod względem wielkości fabryką bawełny w Polsce! Nie jest to tylko ta część, którą widać na pierwszy rzut oka z ulicy Zamkowej i nie jest to tylko to miejsce, pod które podjeżdżają Range Rovery.

Na tyłach, w stronę południową, gdy miniemy parkingi przyhotelowe, leżą cichutko wielkie magazyny i szedowe niskie hale, zajęte dziś przez hurtownie, paintballa, i warsztaty, między innymi piaskarnię . Wszystko to poraża rozmiarem, rozległością i nasuwa skojarzenia z dawnymi zakładami Poznańskiego, zamienionymi dziś bezpowrotnie na Manufakturę. I znów tworzy zaskakujący kontekst z wypasionym, luksusowym hotelem, z którym sąsiaduje niemal przez płot.
Pabianice, pobliże ul. Grobelnej. Dawne zakłady bawełniane Krusche i Ender

Pabianice, pobliże ul. Grobelnej. Dawne zakłady bawełniane Krusche i Ender

Pabianice, pobliże ul. Grobelnej. Dawne zakłady bawełniane Krusche i Ender

Pabianice, pobliże ul. Grobelnej. Dawne zakłady bawełniane Krusche i Ender

Pabianice, okolice ul. Grobelnej. Dawne zakłady bawełniane Krusche i Ender. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/10 ISO 400, monochrome- filtr zielony



Ciekawie też prezentuje się wspomniana pabianicka rzeczułka Dobrzynka, która w przeciwieństwie do wszystkich rzeczułek łódzkich jest doskonale eksponowana w centrum miasta, płynie między murami fabryk i wzdłuż parku, w mieście jest na niej kilka stawów, zalewów retencyjnych, a nawet łowisk rybackich (100 metrów w linii prostej od hotelu "Fabryka Wełny"! Z okien można obserwować łowiących wędkarzy. Co za niespotykana, luksusowa rozrywka! Takie rzeczy tylko w Pabianicach).

Pabianice, ul. Zamkowa. Hotel "Fabryka Wełny"- dawne zakłady bawełniane Krusche i Ender. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/2,0 ISO 400

Pabianice, ul. Zamkowa. Rzeka Dobrzynka.



Pabianice, ul. Grobelna. Rzeka Dobrzynka. Sigma AF 28/1,8 High Speed Wide + canon 5D, f/7,1 ISO 400, monochrome- filtr zielony
I oglądając stare Pabianice nie można do końca wyrobić sobie zdania, czy to wielkie miasto, czy też małe. Pół na pół. 80 tysięcy mieszkańców. Liczne blokowiska. Dzisiaj jest przytłoczone cieniem sąsiedniej Łodzi, jeszcze bardziej okazałej i jeszcze bardziej pełnej reliktów przeszłości i to do Łodzi ciągną turyści. Ale jak słusznie zauważył Krzysztof Gol- gdyby takie Pabianice leżały sobie samotnie na Podlasiu, to mogłyby być nawet i miastem wojewódzkim.

Tymczasem oddalając się niewiele od centrum (zależy tylko w którą stronę) szybko trafimy na obrazki wzięte prosto z małych miasteczek z XVIII i XIX wieku- niską zabudowę, kręte uliczki. Suniemy sobie wolniutko po bruku podziwiając świat. Życie toczy się jakby senniej, psy przechadzają się pod płotami i poszczekują na obcych.

Pabianice ul. Bugaj.
Wtem! Urocza kapliczka, nie wymieniana w żadnych przewodnikach. Czyżby to neobarok? Niech ta się wypowie, kto się zna.

Pabianice ul. Bugaj. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/9 ISO 400

Pabianice ul. Bugaj.

Z czasów dynamicznego rozwoju pochodzi w Pabianicach większość kościołów w centrum. Podobnie jak w Łodzi żyła tu mieszanka kultur i wyznań- katolicy, żydzi i protestanci z Niemiec. Ci ostatni zbudowali piękny rotundowy kościół ewangelicki, do którego obraz ołtarzowy namalował sam Wojciech Gerson, założyciel Zachęty, sam też ewangelik.

Pabianice- kościół ewangelicki, ul. Zamkowa. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/7,1 ISO 400, monochrome- filtr pomarańczowy
Żydowska społeczność, biorąca czynny udział w rozbudowie przemysłowej miasta osiedliła się głównie w okolicach dzisiejszego Starego Rynku. Od 1864 roku zaczęła w Pabianicach działać szkoła dwu wyznaniowa- katolicko żydowska, w której uczyły się dzieci obu społeczności. Pod koniec XIX w powstała żydowska szkoła wyznaniowa i klasycystyczna bóżnica (dziś nieistniejąca) przy ulicy Bóżniczej.

(Przed 1939 rokiem Żydzi stanowili 18% procent Pabianiczan).

Stosunki polsko- żydowsko- niemieckie stanowiły zapewne melanż współpracy, koegzystencji, konkurencji i niechęci. Dziś jest to zwykle temat cukrowany, lub podostrzany, zależnie od poglądów. Niemniej w Pabianicach współpraca ta wyglądała na rzeczywiście wyjątkowo dobrą. Katolicy polscy i niemieccy zbudowali wspólnie swój neogotycki kościół (oprócz osadników protestanckich z Saksonii silny był także napływ do Pabianic Niemców z Bawarii i Austrii). Pierwotnie Niemcy stanowili 34% mieszkańców, ale po tym jak w zaborze rosyjskim nastąpiło uwłaszczenie chłopów i ich masowy ruch, jako siły roboczej do miast, liczba Germanów w 1914 roku zmalała do 10%. Należy też wziąć pod uwagę, że rodziny pierwotnie niemieckie w dużej części polonizowały się na potęgę. Między innymi rodzina najbardziej znanego Pabianiczanina- św. Maksymiliana Kolbego.

Rzecz jasna koegzystencja wyznań skończyła się wraz z nadejściem II Wojny Światowej- ludność żydowska, zamknięta przez Niemców w getcie, jednym z pierwszych na terenie Polski. W 1942 nastąpiły straszliwe sceny likwidacji getta przez niemiecką policję i oddziały SA, większość żydowskich Pabianiczan została zgładzona w Chełmnie nad Nerem. Bóżnicę hitlerowcy zdewastowali już w 1939 roku, ruinę rozebrano po wojnie, w latach 60-tych.

Więcej o życiu żydowskiej społeczności w Pabianicach można poczytać tutaj:




Co ciekawe, w Pabianicach zachował się dobrze, choć nie w całości, cmentarz żydowski, założony w 1849 roku. Można go zwiedzać uzyskawszy klucz do furtki w Muzeum Miasta.

Pabianice. Cmentarz żydowski ul. Jana Pawła II.

Ze świątyń różnych wyznań znajdzie się w mieście także kościół Mariawitów, niewielki ceglany budynek leżący po zachodniej stronie miasta.

Najciekawszym kościołem w Pabianicach jest jednak chyba kościół Baptystów, stojący jako ruina pomiędzy blokami i domami osiedla przy ul. Waryńskiego. Po prostu nie widzieliście jeszcze nigdy w życiu takiego kontekstu.

Pabianice. Kościół Baptystów. ul. Waryńskiego/ Wyszyńskiego, po prawej bloki.
Pabianice. Kościół Baptystów. ul. Waryńskiego/ Wyszyńskiego


Pabianice. Kościół Baptystów. ul. Waryńskiego/ Wyszyńskiego

Baptyści fajni. Niemniej i tak najbardziej dla mnie pociągającym zabytkiem sakralnym jest wspaniała ewangelicka kaplica cmentarna, dawne mauzoleum rodziny Kindlerów, zbudowane przez Zofię Kindler ku pamięci zmarłego męża Ludwika. Później rodzina przekazała budynek na rzecz parafii ewangelickiej Pabianic. Stoi ta kaplica na skrzyżowaniu ulic przy miejskich cmentarzach w południowej części miasta. Jest to obiekt niezwykły ze względu na styl- przykład absolutnie wzorcowej wiedeńskiej secesji, o przedziwnych kontrastach, subtelnych detalach, zestawionych z gładkimi, masywnymi proporcjami bryły- prosto jak z Otto Wagnera. Lubimy to, drogie tygrysy! Zaprojektował ją Johanes Wende, ten sam który w Łodzi postawił kościół św. Mateusza przy Piotrkowskiej, Secesja wiedeńska nie była w Polsce specjalnie popularna, być może dlatego ten budynek tak mnie pociąga. Według mnie- najwyższa światowa klasa.
Pabianice. Kaplica ewangelicka Kindlerów. Ul. Kilińskiego

Pabianice. Kaplica ewangelicka Kindlerów

Pabianice. Kaplica ewangelicka Kindlerów


Do środka kaplicy Szanowni Czytelnicy nie musicie się już pchać, zrobiłem to już za was i rozczarowałem się nieco- wnętrze bardzo surowe.

Na cmentarzu ewangelickim za to- ciekawie, choć z umiarkowaniem- monumenty pabianickich przemysłowców znów stoją w interesującym anturażu, nie jako wielkie budowle znane z łódzkich cmentarzy, lecz skromniejsze pomniki, najbardziej niespodziewany chyba Oskara Kindlera i jego żony, w formie rozległego, płaskiego poletka- kurhanu.
Pabianice. Cmentarz ewangelicki. Brama cmentarna i nagrobek pastora Bidermanna. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/1,8 ISO 200, monochrome- filtr czerwony

Pabianice. Cmentarz ewangelicki. Kurchan- grobowiec Kindlerów

Pabianice. Cmentarz ewangelicki. Pomniki rodziny Krusche

 Dopiero lata 90-te XX wieku skłoniły Pabianiczan do epatowania fantazyjnymi budowlami funeralnymi. Nawet się domyślam kto to zaprojektował. Wiem, ale nie powiem.

No, w sumie- to też jakiś znak czasu.



Pabianice. Cmentarz ewangelicki. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/2,2 ISO 200
Tak właściwie to można by te mity ciągnąć i ciągnąć i ciągnąć w nieskończoność- wokół miasta rozlokowały się letnie rezydencje fabrykantów, w tym wielki i wspaniały pałac Kindlerów w Ksawerowie, a gdy ruszymy z Pabianic przez Rzgów w stronę Łodzi natkniemy się na relikty największej bitwy I wojny światowej na froncie wschodnim- na przykład olbrzymi, choć bardzo zapuszczony cmentarz wojenny w Gadce Starej, gdzie leży kilka tysięcy żołnierzy z obu stron konfliktu. Notabene sama Łódź po tych walkach była jednym wielkim szpitalem, pełnym rannych.

Cmentarz wojenny w Gadce Starej. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/1,8 ISO 200, monochrome- filtr pomarańczowy

Cmentarz wojenny w Gadce Starej. Sigma AF 28/1,8 + canon 5D, f/2,2 ISO 200, monochrome- filtr pomarańczowy.


Cmentarz wojenny w Gadce Starej.

O samych Pabianicach można myśleć, że to "Łódź w przeszłości i miniaturze", ale mimo pewnych podobieństw miasto ma swój własny mocny charakter. To miejsce wielce kontrastowe, skąd stary duch jeszcze nie uleciał, a nowy jeszcze jakby nie do końca się osadził. Walka żywiołów. W sam raz dla odkrywców.

Dlatego jak lubicie kontrasty- możecie wpaść je pozwiedzać. A jeśli lubicie rzeczy miękkie i mało kontrastowe... No cóż. Polska jest nie dla Was.




Fabrykant



P.S.

Co do obiektywu Sigma AF 28/1,8 High Speed Wide Aspherical- tutaj pisało się już o nim, to jestem nim szczerze zachwycony. Po re-chipowaniu jest to niezwykle wszechstronne, jak na stałkę szkło, dające bardzo dobrą ostrość w centrum od pełnej przesłony, a przy tym otwarciu przyjemnie winietujące. Brzegi uzyskują bardzo dobrą jakość przy f/5,6. Przymknięty do f/8 daje obraz na całym kadrze ostry jak żyleta. Klasa! Na pełnej klatce nadaje się do reportażu że hej! Stosunkowo szeroki kąt i bardzo wysoka jasność daje możliwość pokombinowania z klimatem zdjęcia- albo na niskich przesłonach podkreślimy centralny element, a przy tym pokażemy dużo nieostrego tła z mocną winietą, albo po przymknięciu uzyskamy bardzo zacne szkło pejzażowe, o wielostronnych zastosowaniach. Słabszy kontrast, z racji starego typu powłok przeciw- refleksyjnych uratuje osłona przeciwsłoneczna, której po prostu nie należy nigdy zdejmować.
Autofokus dość głośny i nie najszybszy, ale po naprawach spisuje się świetnie i trafia tam gdzie trzeba (w przeciwieństwie do wcześniejszych doświadczeń z tym szkłem, opisanych w linku powyżej).

Jak to zwykle na Fotodinozie- zdjęcia z ramką są nieco obrobione i podostrzone, a zdjęcia bez ramki są prosto z aparatu, zmniejszone, lecz w żaden sposób nie zmieniane i niewyostrzane. Wszystkie zdjęcia powiększają się po kliknięciu nań.



Źródła:






18 komentarzy:

  1. Bardzo dobry fotoreportaż, dużo pracy, ale efekt wartościowy i taki "półprzewodnicki". Zdjęcia znakomite.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Musze powiedzieć, że trochę się napracowałem. Za to było przyjemnie.

      Usuń
  2. Panie Fabrykancie, trzeba przyznać, żeś się Pan postarał. To chyba wpis z największą ilością zdjęć na Fotodinozie. Co prawda ich nie liczyłem, ale nie kojarzę, żeby w jakimś innym wpisie było ich tak dużo. Oczywiście, to bardzo dobrze. Trzeba przyznać, że czarno - białe, to jednak klimacik mają. Jakieś takie ciekawsze są. Bo koloru to już wszędzie pełno, ten kolor to nam się na ulicach sam w oczy pcha. A czerń i biel, to jednak jakąś tajemnicę w sobie mają. Tak jak na tych pabianickich fotkach. No i muszę przyznać, że znowu żeś mnie Pan zabrał w podróż w czasie i przestrzeni. Takie Pabianice, kto by pomyślał, niby nic, a jednak coś. Takich Pabianic to w Polsce pewnie jest więcej, czekają na swoje odkrycie, jakby kogoś spytać z czym się kojarzą, to raczej byłby problem, żeby odpowiedzieć, ale wystarczy tam być i dobrze patrzeć, a fascynująca historia wyziera z każdego miejsca. Trochę żeś jednak tych tajemnic Pabianicom wydarł, Panie Fabrykancie. Ale to dobrze. Czuję się, jakbym przed chwilą tam był, a przecież nie ruszyłem się z wygodnej kanapy. Dobra, jedź Pan znowu w jakieś nieoczywiste miejsca i rób Pan taki półprzewodnik. Będziem czytać. I komentować też. Bo tak sobie myślę, że nie sztuka pojechać w egzotyczne miejsca, gdzie wszystko jest inne i karmić zmysły tą odmiennością. Sztuką jest pojechać do sąsiedniego miasteczka, albo na ulicę obok i w pozornej banalności znaleźć rzeczy niezwykłe. Wypatrzeć je, zrozumieć i wiedzieć na co się patrzy. To jest sztuka. I to się Panu w Pabianicach udało. Pojechałeś Pan na wyprawę tramwajem. Powtórzę jeszcze raz: tramwajem. Niesamowite!!!

    Ja jednak muszę przyznać, że te Pabianice to jednak mi się z czymś kojarzą. A konkretnie z zespołem Proletaryat. Nawet nie wiem, czy jeszcze grają. Ale kiedyś grali i ich uwielbiałem. Tzn. jak byli punkowi, bo jak się stali metalowi, to już trochę mniej. I tak sobie o nich przypomniałem, jak żeś Pan o tych Pabianicach napisał, bo już ze 20 lat ich nie słyszałem. Jutro przejrzę swoje płyty, bo gdzieś tam chyba ich jeszcze mam i znowu popłynie w przestrzeń: "Hej, naprzód marsz, Proletriaaaaaaaat..."

    A i jeszcze mi się z czymś Pabianice kojarzą. Telewizor tam kiedyś kupiłem. Używany. Kineskopowy. Jakieś 10 lat temu. Fajny był, dopóki grał. A potem coś w nim pyknęło, zaśmierdziało i dokonał żywota. I jeszcze pamiętam, że jak już z nim wracałem, i byłem prawie pod Warszawą, to poprzedni właściciel zadzwonił, że pilota zapomniałem. To się wróciłem. I w sumie cały dzień poświęciłem na to, żeby przywieźć telewizor z Pabianic. Taka tam historyjka. Też już prawie o tym zapomniałem. Ale żeś mi Pan przypomniał.

    I jeszcze jedno. Przecież ja tam kogoś z rodziny mam. Przyszywanej i dalekiej, ale rodziny. Jakiś szwagier teścia ciotecznej siostry mojej babci ze strony mamy tam mieszka. Albo mieszkał. Ciekawe czy żyje.

    No to chyba tyle. To i tak sporo skojarzeń, jak na miasto, które pozornie się z niczym nie kojarzy. Ja tak naprawdę też lubię miejsca zapomniane przez Boga i ludzi. Bo w takich miejscach nic nie muszę. Mogę być kim jestem i dobrze się z tym czuję. W miejscach bogatych i pełnych przepychu jednak odczuwam swoją marność. A w takich Pabianicach mógłbym mieszkać. I miałbyś Pan do mnie blisko na kawkę. Mógłbyś Pan tramwajem podjechać. A nuż by się coś jeszcze w tych Pabianicach ciekawego znalazło?

    Dyrektor
    (ponieważ Pan żeś się tak skromnie podpisał, to i ja nie będę kłuł w oczy tytułami)

    Waldeck_13

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jedną dygresję wtrącę, na temat zwiedzania najbliższych okolic. Kiedyś przez dłuższy czas mieszkałem (bo już nie mieszkam) na Muranowie w Warszawie. Pozornie miejsce jakich wiele. Bloki mieszkalne, sklepy, ulice itd. Parę lat tam przemieszkałem i nie interesowałem się co to za miejsce. Czułem podskórnie, że jakieś inne i nietypowe, ale nie wiedziałem dlaczego. Ale jak się zainteresowałem, to krew mi ścięło w żyłach. Muranów to cmentarzysko. Postawione na gruzach getta, których nigdy stamtąd nie wywieziono. Wystarczy pogrzebać czubkiem buta w ziemi i napotykamy na gruzy. Zresztą te gruzy wyłażą w każdym miejscu, nie trzeba nawet grzebać. W tych gruzach nadal są Żydzi. Oczywiście, tylko jakaś ich część. Ci którzy zginęli w gruzach, już tam pozostali. Nigdy ich nie ekshumowano. Leżą tam nadal. Pod tymi gruzami, pod tymi blokami. A nawet w samych blokach. W ścianach konkretnie. Bo jak powstał Muranów? A no z gruzów getta. Po wojnie nie było z czego budować, nie było pustaków, cegieł, itd. Były za to miliony metrów sześciennych gruzu. I z tego budowano osiedle Muranów. Przywieziono z ZSRR maszyny do mielenia gruzu i po dodaniu zaprawy, wytwarzano cegły, z których budowano bloki. A że razem z gruzem mielono kości pozostałych tam Żydów? Nikt się tym nie przejmował. Budowano nową stolicę, liczył się czas, bito kolejne rekordy normy. Jeden z bloków został postawiony w 6 dni! I dlatego kości Żydów z getta są w murach bloków Muranowa. Resztę gruzów getta zarównano i na tym postawiono osiedle. Takie historie. Wystarczyło tylko trochę poczytać i pochodzić po okolicznych uliczkach. I Pan również żeś tam był, prawie spod mojego bloku żeś Pan robił test tego strasznie długiego teleobiektywu, celując w zegar na Pałacu Kultury.

      Czasem nie trzeba nigdzie jechać. Wystarczy spojrzeć pod nogi, tam gdzie akurat stoimy. I naprawdę czasem możemy się zdziwić, tym co zobaczymy. Tylko oczy trzeba mieć szeroko otwarte. A głowę jeszcze szerzej.

      DANN
      Waldeck_13

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Grają, Proletaryat ma w tym roku 30lecie :)

      Usuń
  3. Tak. Ten wpis o Pabianicach to rzeczywiście jest pewną iluzją, bo wszędzie da się dużo odkryć, jeżeli się tylko trochę poskrobie. O Warszawie nie wspominając, bo już o niej, jako o kopalni rzeczy przeszłych napisałem przecież. A historia XX wieku, zwłaszcza w naszej części świata, to jest jeden wielki syf moralny, niestety, i to co gorsza sięgający mackami po dzień dzisiejszy. Czasem chce się płakać.

    Zdjęć dużo- wziąłem się po prostu do roboty. Ale muszę ku prawdzie czasu i ekranu sprostować i zawieść Szanownego Czytelnika- nie wybrałem się do Pabianic tramwajem. Bo Prawda jest Dobra (Prawda i Dobra to nazwy podłódzkich wsi). Tramwaj był tylko wymieniony jako potencjalny środek lokomocji dla najoszczędniejszych. Widać nie jestem najoszczędniejszy, ale tramwajem niestety trudno byłoby dostać się do Gadki Starej na cmentarz wojenny. Zatem w użytku był najwierniejszy Fiat Punto II 16v, ten który bywał nawet w Albanii.
    Za to planuję następne fotoreportaże wykonane za pomocą pociągu podmiejskiego. Okaże się.
    Tak czy siak- dziękuję za miłe słowo i ciekawe opowieści.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten tramwaj to tylko taka figura retoryczna była. Ja oczywiście nie wiem, czym się Pan przemieszczałeś, chodziło mi o to, że pojechałeś Pan odkrywać nieznane lądy tam, gdzie można się dostać tramwajem. O ten kontrast mi chodziło. W każdym razie, tramwajem czy samochodem, ważne żeby ciekawe rzeczy znaleźć. A jak się znajdzie, to się nimi podzielić. Na Fotodinozie na przykład.

    Niestety też się boję, że groźne demony, które odcisnęły tak mocne piętno na Europie w XX wieku, wcale nie umarły. Gorzej, mają się całkiem dobrze. Czekają tylko, żeby ktoś wyjął korek z butelki i wypuścił je na wolność. Zaczynam się bać.

    Waldeck_13

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Panu, Panie Waldeck, że przez połowę życia jako wesoły pesymista wieszczyłem że Ruskie wejdą. Każdą rozmowę o przyszłości kończyłem "...o ile Ruskie nie wejdą". Wszyscy znajomi się ze mnie śmiali od czasów studenckich. Do czasu aż Ruskie nie weszli na Krym. Wtedy się okazało, że ja jednak prorokiem jestem. A co będzie dalej? Nie wiadomo. Pożyliśmy sobie z przyjemnością i w spokoju ostatnie 25 lat, więc przynajmniej tyle nasze.

      Usuń
    2. Panie Fabrykancie, obyś Pan nie był prorokiem złego. Ale fakt, że nieciekawie się dzieje. Z dwóch odwiecznych polskich zagrożeń (tego ze wschodu i tego z zachodu) do dzisiejszych czasów ostało się już tylko to wschodnie. Na Zachodzie bez zmian, chciałoby się powiedzieć, ale ze wschodu to jakiś lodowaty nieprzyjemny wiaterek zaciąga. Oby się w wichurę nie przerodził. Oby.

      DANN
      Waldeck_13

      Usuń
  5. Bardzo interesujący półprzewodnik, inaczej określany jako "semi-conductor". I to nawet pasuje do linii tramwajowej nr. 41? do Pabianic, która też zatrudniała konduktorów.Zawsze zasypiałem , jako dziecko, w tym tramwaju wracając z Pabianic do Łodzi z odwiedzin u cioci chrzestnej - Marysi. A wujek czasem mnie strzygł bo miał zakład fryzjerski na ulicy Zgoda 2 - dom narożny. Ten dom stał przy dosyć szerokiej ulicy (ale nie takiej jak pabianiackie Champs Elysee) wiodącej z Łodzi do Sieradza. Wszyscy w Pabianicach nazywali tę ulicę " autostradą". A co do fotografii to bardzo udane sł eksperymenty z filtrami. Zielony filtr rzadko bywa używany a tu przyczynią się do zwiększenia kontrastów i przyciemnienia czerwonej cegły domów. Jedno z najlepszych zdjęć, mym skromnym zdaniem, to żelazna secesyjna ("Jugendstil")brama fabrykanckiej willi Schweikerta. "Low key" w najlepszym wydaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za krytyczny (choć pochwalny) komentarz. Mnie się też ta brama wydała ładna i dałem ją w większym formacie. Filtry to fajna rzecz, zwłaszcza że w wydaniu elektronicznym nie pogarszają jakości obrazu.

      Usuń
  6. Brawo, po prostu brawo. Soczysty, piękny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  7. kawal dobrej roboty! fajny polprzewodnik :) nie wiedzialem ze takie fajne sa Pabianice! Stalowa Wola tez ma fajny klimat, ale nie az tak, poza tym wioski na wschod od Chelma, im blizej granicy, tym fajniej wygladaja, spokojnie tak, i jakby dalej w latach 60 :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja tam nie był. Ale mam ochotę pozwiedzać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Panie Marcinie; z mojej strony duze gratulacje do tego reportazu !!! A historia to lubi sie powtarzac.... i moze ktoregos dnia.... ;)) Z mojego punktu widzenia 28 mm to najbardziej universalna i najbardziej nie doceniana ogniskowa. Poniewaz kazdy szanujacy sie Fotograf ma stalke 35 mm nie ma tez za duzo objektywow tego typu a Taki stary ef 28 mm f1.8 usm jest nawet troche drozszy niz (podobno) nowoczesny ef 28 mm f 2.8 is usm :) Jeszcze by mnie troche interesowalo jak sie ta Sigma radzi z kolorami i aberracja chromatyczna ?

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję! Skupiłem się tu mocno na czarno-bieli, mogę Panu jedynie polecić stary wpis o tym obiektywie, choć nie pamiętam czy o chromatykę tam zahaczyłem, za to jest trochę kolorowych zdjęć z tego szkła.
    http://fotodinoza.blogspot.com/2014/03/ekscytacja-penym-otworem-czyli-sigma.html
    28mm/1,8 Canona jest zapewne także bardzo wdzięcznym szkłem, niejaki pan Erik Refner (5 nagród w World Press Photo, w tym WPP of the year 2002)używa 28/1,8 jako praktycznie jedynego obiektywu. http://www.worldpressphoto.org/people/erik-refner .

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.