piątek, 25 listopada 2016

Hurra! Wrak Race! Podziękował, szerokości. (Same dygresje). Sigma 14/3,5 AF



Kilka lat temu zaczęło się pisać Fotodinozę. Zaczęło się bajdurzyć o starych Sigmach nie współpracujących z Canonem i myśleć o nich bezustannie.

To się nazywa mania.

No i w ramach kryzysu wieku średniego powoli kompletowało się gamę obiektywów Sigma z roku, mniej więcej 1994-go. Kto bogatemu zabroni?

Chodziło oczywiście o fajne obiektywy. Nie o wszystkie z katalogu. Tylko fajne. Stałoogniskowe. Bo są fajne.

No, jeden zoom wiosny nie czyni. Czy drugi.

Jak na kolekcjonera klasycznych szkieł celuję dość nisko, przyznaję. Troszkę się pousprawiedliwiam przed sobą. Życie w zgodzie ze swoimi przekonaniami to ważna rzecz. Były śmiesznie tanie. Koszt ich zakupu nie przekraczał we wszystkich przypadkach 15% ich pierwotnej wartości. Nic tak nie tanieje, jak obiektywy nie działające z Canonem EOS inaczej niż na pełnej przesłonie.

Do tego nie przywiązywałem zbytniej wagi do wyglądu zewnętrznego. Miały działać, ale mogły sobie wyglądać jak złom. I niektóre wyglądają. Niektóre nawet są złomami.

Ostatnio jednak osiągnąłem ekstremum w tej dziedzinie.

Tak wrakowatego obiektywu jeszcze nigdy nie miałem. Ale też nigdy nie miałem tak wyjątkowego.

Sigma AF 14mm f/3,5.


Przy tak szerokim kącie- bardzo mała minimalna odległość ostrzenia- 18cm od matrycy.


Sigma AF 14mm f/3,5. Przy tylnej soczewce- mocowanie do filtrów żelatynowych.


Zawsze chciałem mieć takie coś (cytat).

Zawsze jak zawsze. W roku 2009 nie miałem pojęcia o jego istnieniu. Gdy wpiszemy w google „Sigma 14/3,5” natkniemy się na pytanie dotyczące tego obiektywu- czy jest on wart grzechu- zadane na forum Canon Board i ktoś napisał następującą odpowiedź:

Witam. Czy ta Sigma 14/3,5 to przypadkiem nie jest szkło manualne? Po raz pierwszy słyszę o takim obiektywie (ale nie jestem alfą i omegą). Jeżeli to autofokus, to pochodzi sprzed dobrych 15-tu lat.(...) Na pełnej klatce rzeczywiście 14mm "widzi wszystko" i "tylny plan" oddalony o 10 metrów majaczy gdzieś tam na horyzoncie. Strzelam czasem pejzaże na filmie i 14 mm wydaje mi się dość trudnym szkłem, ale z dużymi możliwościami (...) Jeżeli to szkło autofokus to każdy za tą cenę chciałby go mieć, nie zważając na wady. Jeśli manualne to i tak szersze niż wszystkie manuale M42. Tak czy siak, o ile nie jest poważnie uszkodzone to jest warte grzechu.

To napisałem ja, Jarząbek, trener drugiej klasy (cytat). Tylko o tym zupełnie zapomniałem, bo to było siedem lat temu. To kolejny dowód, że w internecie nic nie znika. W przeciwieństwie do pamięci.

Lepiej uważajcie Szanowni co piszecie w komentarzach!
W ogóle- lepiej uważajcie, drodzy Czytelnicy.

Z Sigmą 14/3,5 AF wszystko się zaczęło w 1991 roku.
Rok 1991 był wyjątkowy pod paroma względami. Było to tak cholernie dawno, że na terenie Rzeczypospolitej Polskiej nadal stacjonowały wojska radzieckie, które w tymże samym roku w Wilnie krwawo sprzeciwiły się niepodległości Litwy. Zaprezentowano Poloneza Caro, średni kurs dolara wynosił 11 tysięcy starych złotych, oraz ujawniono aferę Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego- defraudację na szkodę panstwa od 7 do 10 MILIARDÓW dolarów (biorąc pod uwagę wszystkie wątki tego przedsięwzięcia). Niedługo później, odkrywca afery Michał Falzman, urzędnik NIK i działacz opozycyjny, został w trybie pilnym odsunięty od sprawy jej badania przez swojego szefa, a dwa dni później zmarł na serce.

Taki los. Smutne.

Niedługo potem profesor Walerian Pańko, tenże szef Naczelnej Izby Kontroli, który o aferze FOZZ wiedział również bardzo dużo, zginął w wypadku samochodowym w rządowej Lancii, na cztery dni przed przedstawieniem wyników kontroli tegoż FOZZ przed Sejmem.

Taki tam, zwykły wypadek samochodowy w zwykłych latach 90-tych. Los.

 Lancia Kappa,prawie rządowa ;), widziana obiektywem Sigma 14mm @ f/3,5.


Kierowca służbowej lancii- Jan Budziński przeżył katastrofę, został skazany za nieumyślne spowodowanie wypadku, potem ułaskawiony, jednak wkrótce zmarł na zawał serca.

Los.

Dwaj policjanci, którzy pierwsi dotarli na miejsce wypadku również wkrótce zmarli- przyczyną było utonięcie na rybach.

Los

W grudniu 1991 roku, wydawca pierwszej książki o FOZZ Marcin Dybowski został w podejrzanych okolicznościach zatrzymany i poturbowany przez policję, a w tym czasie zniknęły z jego auta dokumenty o tej aferze. Niedługo potem nieznani sprawcy zasztyletowali mu psa i podpalili samochód. Dostał ochronę.

Hm.

Rok później jeden z podejrzanych w aferze FOZZ, Jacek Sz. zginął w wypadku samochodowym pod Sulejówkiem.

Taki tam, zwykły wypadek w zwykłych latach 90-tych.

Śledztwa nie wykazały żadnych nieprawidłowości.

Takie to wypadki losowe krążyły po naszym kraju w roku 1991-wszym.

****************************************************

Teraz wracamy do studia. Teraz będzie pozytywnie i na temat:

Z punktu tego artykułu ważniejsze wydaje się, że wysłano w tymże 1991-wszym roku pierwszego maila w Polsce. To był pierwszy w ogóle przejaw internetu w naszym kraju.

W ogóle nic o tym wtedy nie wiedziałem. Z internetem zetknąłem się dopiero z dziesięć lat później w pracy. Ponieważ nie miałem wtedy własnego internetu, za zgodą mojego szefa kopiowałem sobie te rzeczy, które mnie podówczas interesowały na płytę CD i drukowałem w domu. Dlatego do dziś w szafie mam wydrukowany cały internet z 2001 roku. Głównie obiektywy.

Internet, który teraz pozwala mi pisać, a Wam czytać te bałakania, pozwala także wyszukać sporo faktów o tym co działo się wtedy nie tylko w Polsce, ale też jakie obiektywy wypuszczali ze swoich biur projektowych Japończycy.

Od lat 50-tych, a może i jeszcze wcześniej, producenci optyki ścigali się na najszersze obiektywy manualne. Najszersze, takie które korygują dystorsję- czyli linie proste oddają na zdjęciach jako proste- a nie zakrzywiają je tak jak rybie oko. Zbudowanie rybiego oka/ fisheye jest sprawą stosunkowo prostą- całkiem niezłe robili też Rosjanie z ZSRR, a dzisiaj da się kupić takie nienajgorsze manualne szkła robione przez małe, nieznane nikomu chińskie firmy. Gdy nie musimy zebrać światła z tak olbrzymiego kąta widzenia, żeby wszystkie linie wychodziły nam proste, tylko możemy pozwolić by soczewki rybiego oka zakrzywiały je swobodnie- obiektyw wychodzi mały i nieskomplikowany. Gdy chcemy jednak mieć obiektyw rektalinearny, czyli linie proste pod kontrolą- sprawa jest niezwykle trudna. Może nawet najtrudniejsza w optyce.

Były to czasy obiektywów stałoogniskowych, a nie zoomów, więc każdy zawodowy fotograf miał ochotę posiadać jak najszerszą ich baterię, żeby móc zmieniać pole widzenia i różnicować swoje zdjęcia.

Postęp pozwalał iść w stronę coraz krótszych i krótszych ogniskowych. W roku 1982 Canon chwalił się już obiektywem FD 14mm f/2,8 L i twierdził, że to najszerzej widzące szkło na świecie do lustrzanki (114º pola widzenia). Nie była to prawda, bo Nikon miał już swojego, kilka lat wcześniejszego Nikkora 13mm f/5,6, dającego kąt widzenia 118º. Ale była to prawda o tyle, że Nikkor był ciemny i produkowany wyłącznie na indywidualne zamówienie, a Canon serii L był jasny i dostępny w każdym lepszym sklepie. Ogólnie rzecz biorąc za olbrzymią kasę już wtedy można było kupić obiektyw o niewiarygodnie szerokim polu widzenia.

No a potem w 1985 nastała era autofokusa, Canon i Minolta zmienili mocowania bagnetowe swoich aparatów i dłuższą chwilę trzeba było poczekać na ukazanie się ultraszerokich obiektywów z automatycznym ustawianiem ostrości. Bardzo dłuższą chwilę. W niektórych przypadkach baaardzo dłuższą. Minolta na przykład czekała z tym, aż do czasu swojego upadku, czyli przejęcia przez Sony w 2006 roku. Przez 21 lat od wprowadzenia na rynek autofokusa najszerszym obiektywem do Minolty AF było 20mm i przez owe 21 lat Minolta pozwalała, by na szerszych niż 20mm obiektywach produkowanych do jej aparatów zarabiały firmy niezależne.

Pentax czekał z tym do roku 2004. Nikon do 2000-go. No, też dosyć długo.

Sigma 14mm f/3,5 + Canon 5d. Minimalna odległość ostrzenia. Jak zwykle na Fotodinozie- wszystkie zdjęcia bez ramki są w żaden sposób nieobrabiane i niewyostrzane, tylko zmniejszone. Zdjęcia z ramką mają podwyższony kontrast i wyostrzenie.


A pierwszym ultraszerokim obiektywem autofokus do lustrzanek była tymczasem Sigma 14mm f/3,5 wypuszczona w lutym 1991! Najwcześniej ze wszystkich producentów!

Ja cię przepraszam!
Łódź, ul. Ogrodowa. Sigma 14mm f/3,5 + Canon 5d

Drugi był Canon, który (zapewne w przerażeniu że jest drugi) zaprojektował obiektyw EF 14 f/2,8 L.

Przez osiem następnych lat tylko te dwie firmy miały te właśnie dwa obiektywy autofokus, o tak krótkiej ogniskowej. Wszystkie inne były dłuższe i miały węższy punkt widzenia. Siłą rzeczy nasuwały się porównania tej dwójki.

Różnice były.

Canon 14/2,8 L. To „L” to od „Luxury”. I to nie jest dzisiejsze multiinterfejsowe i loftowe luksury naszego najnowszego SUV-a Renault Kapelut, tylko prawdziwe i porządne Luxury lat 90-tych- co Canon tym oznaczył, to było naprawdę solidne i najwyższej jakości. Ów Canon 14/2,8 L wszystkie określające przymiotniki miał z przysłówkiem „bardzo”. Był bardzo jasny (jak na swoją szerokość), bardzo dobry, bardzo solidny, bardzo ciężki i bardzo drogi. Kosztował w 1993 roku 1740 dolarów.

Podczas gdy Sigma, uwaga uwaga, tadam- 452 $. Blisko czterokrotnie taniej!!!
Czy to oznacza, że była czterokrotnie gorsza? Kto chce niech w to wierzy.

Sigma 14mm f/3,5 + Canon 5d. Odporność na odblaski nie jest mocną stroną Sigmy.


Pamiętacie, jak pisało się na Fotodinozie o obiektywie Sigma 500/4,5, znanym aspirancie do profesjonalizmu, wielce konkurencyjnym cenowo? LINK Zaprojektowano go o 2/3 działki (EV) ciemniejszego, dzięki czemu zmniejszyła się wielkość soczewek i koszt produkcji. To samo zrobiono we wczesnych latach 90-tych z Sigmą 14mm.

O ile jeszcze w teleobiektywach można było uznać to za pewną słabość- każde zmniejszenie światłosiły obiektywu robi różnicę fotografowi- bo wydłuża czas naświetlenia zdjęcia, zwłaszcza ten czas, gdy fotografujemy z ręki, bez statywu- teleobiektywy wymagają szczególnie krótkich czasów, żeby dać nieporuszone zdjęcia. O tyle w superszerokim szkle nie ma to właściwie żadnego praktycznego znaczenia. I tak na ogół używa się ich przymykając mocniej przesłonę
Sigma 14mm f/3,5 + Canon 5d @f/3,5. Łódź, Manufaktura.

Sigma 14mm f/3,5 + Canon 5d @f/3,5. Łódź, Pl. Kościelny. Audycja zawiera mimowolne lokowanie produktu.

Sigma na tle Canona L była czymś zupełnie innym. Choć nadal rekordowym szkłem, o najkrótszej na świecie ogniskowej i automatycznym ustawianiu ostrości. Jednakże było to coś w rodzaju teleportera idei najszerszego obiektywu w rejony cenowe nadające się dla normalnego człowieka.

Nie był to najwyższy cud świata i ideał. Sigma w folderach reklamowych wcale się idealną jakością obrazu nie chwaliła, co stanowi zupełny wyjątek wśród wszystkich folderów reklamowych dotyczących dowolnej optyki fotograficznej. O najgorszym chłamie producent zawsze pisze, że daje krystaliczny obraz, całkowicie korygując wszystkie wady optyczne i zapewnia perfekcyjną ostrość. Wyjmuj kartę kredytową.

Sigma chwaliła się że 14/3,5 jest rekordowy, owszem, ale przede wszystkim podkreślała, że jest to sprzęt bardzo mały i lekki.

Nie użyto w nim- co jest kolejnym ewenementem- żadnych soczewek asferycznych, żadnego szkła specjalnego i niczego co jest mocno kojarzone dzisiaj z szerokokątnymi obiektywami. A soczewek było w nim zatrzęsienie- 13 sztuk, zgrupowanych w 11 tzw. z angielska „elementów” (czyli soczewek zespolonych ze sobą na stałe). Zadziwiające jak zdołano tyle zmieścić w tak małym urządzeniu. Te superszerokokątne tak mają, żeby odpowiednio wyprostować linie proste. Canon używał tyle samo soczewek w swojej maszynie o ogniskowej 14mm, ale wśród nich była jedna specjalna- asferyczna.

Oprócz dramatycznej różnicy cen, była też bardzo wyraźna różnica wielkości i wag:

72x 68 mm, 430 gram Sigmy, contra 77x 89 mm, 560 gram Canona. I pewnie myślicie że jeden był z metalu, a drugi z plastiku? Mylicie się.

Sigma AF 14mm f/3,5


Sigma AF 14mm f/3,5 z serii limitowanej Wrak Rejs ;)


To co osiągnęła Sigma, to obiektyw bardzo nieduży. Można by napisać, że niezwracający uwagi, gdyby nie potwornej wielkości przednia soczewka- jest to olbrzym o średnicy WIĘKSZEJ niż średnica korpusu tego sprzętu, osłonięty od frontu szeroką a krótką tulipanową osłoną z metalu. W ogóle tu WSZYSTKO jest z metalu, od a do z. Jest to super solidnie zbudowany obiektyw.

Jak napisał sprzedający „nie chciałbym dostać nim po głowie”.

Sigma 14mm f/3,5 + Canon 5d @f/3,5. Łódź, stół jadalny. Alpine 110 parkował 5 cm od przedniej soczewki.


Od czasu zacytowanego na początku własnego komentarza z roku 2009-go pogłębiłem nieco wiedzę o starożytnych Sigmach autofokus i nabrałem w międzyczasie szacunku do Sigmy AF 14mm f/3,5, jako do przedstawiciela linii „rekordowej” w której ta mała japońska firma wyspecjalizowała się przez lata. AF 14/3,5 była jednym z pierwszych poważnych kroków na tej drodze. Potem przyszedł czas na zoomy i Sigma robiła wszystko, by zawsze być w czołówce tego wyścigu. Zważywszy że do dzisiaj jest najmniejszą z producentów japońskich firmą produkującą obiektywy, ostatnią niezależną (W Tamronie na przykład 11% udziałów ma Sony) i ostatnią rodzinną , zatrudnia dziś 1130 pracowników- ten podziw dla jej działań może być tylko większy.

Taki Canon zatrudnia na przykład 191.899-ciu ludzi, choć wiadomo że produkuje oprócz optyki także drukarki i skanery.

Canon? Nie znam... Aaaa, to ten producent faksów i drukarek?- zwykł mawiać o Canonie znany nikoniarz Marcin Górko.

Ale taki choćby Nikon, który produkuje mniej więcej to samo co Sigma, ma 25 tysięcy pracowników. Jest różnica.

I taka niezaduża, rodzinna firma rzuca wyzwania największym graczom i wychodzi na swoje. Już od 55-ciu lat.

Dlatego też kibicuję Sigmie niczym Niciarka Widzewowi.

Przypomina mi się historia, którą opowiadał mi mój Tata. Za czasów gierkowskiego udawanego prosperity był on inżynierem w przemyśle chemicznym, jednym z nielicznych osób w swoim biurze projektów znającym angielski, zatem był wysyłany w sporą, jak na komunę, ilość zagranicznych delegacji. Na delegacjach tych negocjowano licencję jakie za kredyty z Zachodu miała kupować PRL (Osobnym tematem jest kwestia jak wyglądały te delegacje i kto na nie jeździł, ale nie rozwinę dalej, bo będziecie czytać do wieczora). Jedną z tych delegacji była wizyta w Japonii w 1973 roku. Tata odwiedził tam kilka firm produkujących akcesoria dla przemysłu, między innymi firmę, której nazwy niestety sobie nie przypomnę- produkowała ona uznawane za najdokładniejsze na świecie bodajże zawory elektromagnetyczne, diamenty inżynierii, niedościgłą rewelację stosowaną w wielu fabrykach i liniach produkcyjnych. Z biura tejże firmy zawieziono polskich inżynierów do fabryki produkującej te cuda. Był to rodzaj drewnianego baraku, w którym pracowało co najwyżej kilkadziesiąt osób. Wewnątrz, wbrew oczekiwaniom, nie było żadnej linii produkcyjnej, żadnych taśmociągów i żadnego hałasu. Większość hali była podzielona na boksy, oddzielone bodaj bambusowymi przepierzeniami. W każdym boksie siedzieli pojedynczo pracownicy, mający swój mini warsztacik o idealnie ergonomicznym układzie- byli otoczeni z trzech stron koszyczkami z elementami montowanych urządzeń- wszystkie na wyciągnięcie ręki. Sięgali do nich nie patrząc i ręcznie skręcali owe zawory, czy co to tam mieli skręcać.

Znaczy się karierę można zrobić nawet niewielkimi siłami.
Znaczy się w latach 70-tych przynajmniej tak było.
Nie wiem jak teraz.


*****************************

Sigma AF 14mm f/3,5 była produkowana przez siedem lat do 1998 roku, w dwóch seriach, różniących się zewnętrznie karbowaniem pierścienia ostrości- w starszych był na nich ukośny wzorek, a w nowszym wydaniu- poprzeczne żłobkowanie. Czy różniły się wewnętrznie- nikdo nic nevi. Sigma trzyma język na kłódkę i znaleźć coś na ten temat niepodobna.

To w Polsce bardzo rzadki obiektyw, a i na Ebayu nie ma go za wiele- widać niewielu fotografów decydowało się na takie ekstremum. Trzeba powiedzieć, że jest to ogniskowa trudna. Ujmijmy ten problem w skrócie: obiektyw który pokazuje wszystko, tak naprawdę nie pokazuje niczego konkretnego. A fotografia, to dziedzina która na ogół pokazuje coś konkretnego. Ciężko kontrolować ultraszeroki kadr, o ile nie przedstawia on wnętrza bazyliki św. Piotra w Watykanie. Jeżeli stoimy na pustym polu- zdjęcia z 14mm obiektywu nie będą na ogół same z siebie interesujące- wszystkie bliżej położone obiekty stają się przy tak szerokim obiektywie bardzo małe, zatem trzeba się namęczyć co nieco, żeby na naszym zdjęciu było Coś.

Oooo.Odrobina tej radości
której nam tu brak
By napełnić życia bak
By nie wegetować tylko żyć normalnie brat

Reggae to bomba, którą codziennie detonuję
Na ruinach Babilonu gromadzi się tłum
Mamy tu ghettoblastery z basami wielkości domów
Robimy bum bum

jak Brudny Harry z Magnum.
Zrób na to zoom ,zrób na to bracie spory zoom!
Pstryk! fotkę za fotką dokładaj do archiwum.
Niech każdy to zobaczy, jak tu polewa się rum
na pohybel celebrytom dla załogi szacun. (cytat).


Fajnie się strzela takim ekstremum.
Przydała by się może wyższa przesłona, której nie można użyć na cyfrowym Canonie (choć nie każdym- LINK), trzeba by taki obiektyw rechipować. Ale wszystko po kolei. Na razie wszystkie fotki strzelone na pełnym otwarciu przesłony.

Sigma 14mm f/3,5 + Canon 5d. Łódź, granice Litzmanstadt Ghetto, oraz Fiat Punto po pobycie w 18-tu krajach.

Sigma 14mm f/3,5 + Canon 5d @f/3,5. Łódź, Manufaktura.

Sigma 14mm f/3,5 + Canon 5d @f/3,5. Łódź, Kościół NMP.

Sigma 14mm f/3,5 + Canon 5d. Łódź, ul. Ogrodowa
Sigma 14mm f/3,5 + Canon 5d. Łódź, ul. Ogrodowa.
 

Pewien renesans popularności superszerokie obiektywy zdobyły na początku lat 2000-ch- wtedy gdy wchodzące na rynek cyfrowe aparaty zmniejszyły matryce do rozmiaru APS-C lub APS-H, mniejszego od standardowej klatki filmu- zatem wszystkie obiektywy dawały na nich zawężone pole widzenia. Przypomniano sobie o wiekowych obiektywach Sigmy, które pozwalały odzyskać na cyfrówkach chociaż część szerokiego spojrzenia.


W ten sposób używał go też poprzedni właściciel mojej Sigmy 14/3,5. Na Canonie 1D.

To jest wpis, który oprócz samych dygresji niespodziewanie i po raz pierwszy połączy także dwa tematy wiodące Fotodinozy- stare obiektywy i dobre zdjęcia (cudze). Otóż kupiłem tenże obiektyw na Allegro. Już zdjęcia ilustrujące aukcję wydawały się charakterystyczne:

fot. M. Kalbarczyk (zdjęcia opublikowane za zgodą autora)

No i potem sprzedającym okazał się pan Michał Kalbarczyk.

A pan Michał Kalbarczyk jest fotoreporterem Dziennika Elbląskiego. A poza tym jest także nagrodzonym w konkursie grupy Street Dogs of Poland. Street Dogsi to można powiedzieć bardziej ruch międzynarodowy niż grupa, działający na Fejsie, skupiający tych ukąszonych streetfoterką. Największy w Polsce ruch. Od czasu do czasu organizują wystawy wyróżnionych zdjęć.

fot. Michał Kalbarczyk. Zdjęcie nagrodzone w konkursie Street Dogs of Poland.


Zajrzałem też na stronę www.michalkalbarczyk.com gdzie można znaleźć fajne reportaże. Podobają mi się szczególnie zdjęcia z serii „Words are Dead” i „Druga zmiana”. Te pierwsze gęste, z chaosu- harmonia, z mroku tyłów- w światła sceny,


fot. Michał Kalbarczyk.


a te z „Drugiej zmiany” rejestrujące powoli odchodzącą swojską przaśność.

fot. Michał Kalbarczyk.


fot. Michał Kalbarczyk. To zdjęcie bardzo mi się podoba. Jest w nim napięcie. I jeszcze do tego natężenie.


Bardzo mi miło przejmować Sigmę 14/3,5 z tak zacnych rąk.

Dziękuję!

Fabrykant
dyrektor kreatywny walnięty o sprzęty.



Źródła i źródełka:
Afera FOZZ:

Sigma 14/3,5:
http://www.bdimitrov.de/kmp/lenses/index.html


Michał Kalbarczyk:

http://artcamera.info/2015/09/nagrodzone-zdjecia-w-okf-fotomaraton-2015-szczecin/






9 komentarzy:

  1. Lancia Kappa weszła do produkcji w 1994 - wypadek nie dziwny, skoro to była tak wczesna wersja przedprodukcyjna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O cholerka! Nie skojarzyłem faktów. Musiała to być zatem Thema. Dzięx.
      Internet kłamie. Mówiłem żeby uważać.

      Usuń
  2. A ja ponarzekam na co innego: Jeśli mnie internety nie mylą to pierwszego maila w Polsce udało się odebrać (a także odpowiedzieć na niego) w lipcu 1990 r. (http://www.smartage.pl/pierwszy-email/). Fakt - nie jest on idealnie "e-mailem we współczesnym tego słowa znaczeniu", ale nie deprecjonowałbym tego zdarzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i znowu Wikipedia kłamie. Pojechałem z kalendarium Wikipedii. Dzięki za link!

      Usuń
  3. jesli jest napiecie, a do tego jest natezenie, to znaczy ze JEST MOC :)
    fajny artykul, szkoda ze niema wiecej o tych delegacjach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Może się je wplecie w jakiś jeszcze wpis.

      Usuń
  4. Miałem okazję kilka razy pracować tą Sigmą - na sprzęcie kolegi robiliśmy nią pod koniec lat 90-tych architekturę przemysłową. Zapamiętałem wyłącznie walkę z blikami. Jeden z nas patrzył w wizjer, a drugi, kierując się poleceniami pierwszego, z pomocą rąk, teczek z papierami, części garderoby wysłaniał przednią soczewkę.
    O delegacjach Taty też chętnie poczytam. I porównam doświadczenia oraz wspomnienia, bo mój za wujka Gierka też okazał się (prawie) jedynym szprechatym i kumatym "na zakładzie", więc zjeździł pół kapitalistycznego świata. I narobił Polsce długów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dziwo, pomimo długów do jakich mój Stary się na pewno przyczynił, to największe dzieło jego rąk nadal żyje, pracuje i ma się nieźle- to Stilon Gorzów.

      Usuń
    2. Bliki w Sigmie- owszem. Kiedyś zrobię test tego szkła, jak Pan Bóg przykazał- w pełni półprofesjonalny. Bliki są, jak we wszystkich dosłownie Sigmach jakie posiadam, i w ogóle we wszystkich wiekowych autofokusach. Ale przy takim kącie jaki ma 14mm, to i tak te bliki są stosunkowo znośne, w przeciwieństwie do 18/3,5, gdzie są masakryczne. A skoro są znośne, to mogę wybaczyć jej wszystko. Zakochałem się, pomimo tego, że autofokus raz ostrzy a raz nie chce i trzeba mu pomóc i do tego wszystko na (na razie) na najniższej przesłonie trzeba strzelać, żeby Canon nie strajkował. Wszystko przeżyję dla tych szerokich kadrów.

      Usuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.