środa, 29 czerwca 2016

Top 5. Najtańsze, stare cyfrówki Canon EOS, które mają coś w sobie.




Nooo, proszę Państwa- najtańsze, to nie znaczy zupełnie najtańsze. To nie jest top five za pięć złotych, niestety. Taki los. Będzie mowa o taniości relatywnej, nie obiektywnej.
 
Bo o taniości obiektywnej już było, przy okazji Top Ten najtańszych obiektywów.
 
Natomiast wszystkie te aparaty są stare i nic nie warte, w porównaniu z tymi, które leżą w sklepach. W ogóle na złom z nimi. Po prostu są do niczego- kupcie koniecznie te nowe, dostaniecie rabat, cashback, fakturę vat i ściereczkę do wycierania soczewek.

A, no i żaden, oj jak nam przykro, nie kręci filmów. Żadnych. Nawet w niehade.

Jak stare są te aparaty? No zależy do czego porównywać. Jak do nowych aparatów- to strasznie stare. Jak do samochodów- to już takie sobie, a jak do Boeingów 747 w czynnej służbie, to są prawie nowe. Elektronika starzeje się najszybciej, a raczej najszybciej się deprecjonuje. Co jest dobrą wiadomością dla niezbyt zamożnych społeczeństw. Jak pisał kiedyś święte słowa Złomnik: Nie trzeba wiele- wystarczy zbierać odpadki spod stołu bogatszych- i można całkiem nieźle żyć.

piątek, 24 czerwca 2016

Prawda nie istnieje. Huzia na Józia.


Fot. Steve McCurry.

Kto wierzy jeszcze w to, że fotografia przedstawia obiektywną prawdę?
Ręka w górę, proszę!

No, parę rąk się podniosło...

Huzia na Steva Mc Curry'ego. Znany dotąd jako bardzo znany fotoreporter National Geographic został znanym oszustem.

Napisałem już o tym wpis, gdzie dwóch moich alter egów dyskutowało na ten temat, ale jeszcze napiszę, bo to polowanie z nagonką dalej trwa.

Fot. Steve McCurry, Kuba.


piątek, 17 czerwca 2016

Kupiłem kopalnię. Za 40 złotych.


Łódzki kupiec kolonialny i restaurator Artem Czkwianianc/ Czkwianow z żoną Niną. 1906.

Przypadek?
Nie sądzę- jak pisał nieodżałowany Złomnik.
Szedłem sobie ulicą Narutowicza, w okolicach numeru 4, rozmyślając o tematach na osobne wpisy, bo ja o niczym innym nie rozmyślam. Wzrok mój błędny błądził po murach ulubionego rodzinnego miasta Łodzi i prześlizgiwał się po witrynach, tramwaje jechały, studentki szły ulicą. Studenci pewnie też, ale ja na studentów nie patrzę. Młot pneumatyczny nawalał stłumionym stacatto z kamienicy naprzeciwko. Zatrzymałem się przy witrynie antykwariatu „Pegaz Tuwima”, zerknąłem czy nie ma czegoś ciekawego.
Było.
Instynkt łowcy, zaprawiony w przeglądaniu lumpeksów i ofert obiektywów na allegro zogniskował ostrość na czarnej książce wystawionej na wystawie.
Ryszard Bonisławski
„Wielka Wojna 1914- 1918
Łódź i okolice na fotografiach Michała Daszewskiego”


Coś zadzwoniło.
To był dzwonek alarmowy w pamięci.
Coś zadzwoniło, ale nie wiedziałem w którym kościele. Wszedłem do środka, poprosiłem o książkę z wystawy do przejrzenia, oczy wyszły mi z orbit i ślina pociekła. Musiałem przełknąć. I musiałem mieć.

sobota, 11 czerwca 2016

David Seymour Chim, a sprawa polska.

fot. David Seymour Chim- Neapol 1949.
David Seymour Chim zostanie mostem. Mostem pomiędzy pisaniem wpisów o niczym, relacjami z wyjazdów, a solidnym artykułem o fotografii. Conieco też między Austrią i jej historią, a rodzinną Łodzią. Mam nadzieję, że pan fotograf nie obraziłby się za tak instrumentalne potraktowanie.

W mieście Łodzi, skąd się pochodzi odbywają się dwie duże imprezy fotograficzne- pierwsza to Targi Foto i Video w hali Expo, niegdyś w Hali Sportowej naprzeciwko akademików Politechniki. Tej hali, przy której stał na cokole samolot Mig 17 bodajże. Legenda miejska głosiła, że samolot będzie stał dopóty, dopóki pierwsza dziewica nie ukończy Politechniki Łódzkiej. Zdaje się, że jakiejś się udało, bo samolot parę lat temu zniknął jednak z cokołu. Gratulujemy!

Kiedyś chadzało się na targi Foto Video, kiedy jeszcze sprzęt fotograficzny stanowił tam ważny element- stoiska uginały się od obiektywów, a hostessy z wdziękiem pozowały tłumowi do zdjęć. Pamiętam jedne z targów z sześć lat temu- Sony wynajęło wtedy na ekspozycję całą wielką halę- japońskie kaligrafki malowały na papirusie japońskie literki, sushi kipiało na stołach, niemalże sake niemalże lało się niemalże strumieniami, a wiśnie kwitły w każdym kącie.

Potem jednak pod względem sprzętu robiło się coraz słabiej i słabiej, choć coraz mocniej robiło się pod względem wykładów o fotografii, warsztatów i spotkań z fotografami. Też fajnie i bardzo miło, jednak z jednym wyjątkiem. O ile sprzęty dawało się obejrzeć w dwie godziny w dowolnym terminie trwania imprezy, o tyle żeby posłuchać wykładów należałoby już wziąć sobie jakiś trzydniowy urlop od zajęć- bo dużo z nich odbywa się w środku dnia. W tym roku spojrzałem na listę wystawców- (brak Sony, brak Canona, brak Nikona) i na spis wykładów i nie zdobyłem się jednak na odwiedzenie targów. Trochę nawet żałuję.
 
Tak to jest z tymi targami. Bo bywało się na wielu targach.

Pierwsze poważne targi na jakich byłem, to były targi na Rynku Bałuckim. Dolnym Rynku Bałuckim, bo są dwa- górny w czasach dzieciństwa był w ogóle nie targowym pustym wygonem. Prawdziwy targ leżał na Rynku Dolnym, przy ulicy Dolnej, wówczas błotnisto brukowanej, w otoczeniu niskich chałupek bałuckich, bieda- kamieniczek niby z małego miasteczka. Z drugiej strony tymczasem flankowały Rynek budynki remizy strażackiej, tej samej dokładnie o której Tuwim pisał:
Leciała mucha z Łodzi do Zgierza
Po drodze patrzy- strażacka wieża
Na wieży strażak zasnął- i chrapie
W dole pod wieżą gapią się gapie.
Mucha strażaka ugryzła srodze
Podskoczył strażak na jednej nodze
Spogląda- gapie w dole zebrali się
Wkoło rozejrzał się- o rety! Pali się!
(pisane z pamięci, wyuczone w wieku lat 4-ch)
 
Ja też, jako mały gapia gapiłem się na drewnianą wieżę, która tak naprawdę nie służyła do obserwacji (a przynajmniej nie za naszych czasów), a do suszenia węży strażackich. W środku remizy stał Magirus, pewnie z lat 40-tych, z drabiną i błyszczał. Wiem bo zaglądałem.

Remiza stoi do dziś, choć jest już wypas full modern nowoczesno- nijaka, gładka i nudna. Wieżę drewnianą rozebrali już dawno. No i Magirusa nie ma, tylko Iveco. Wiem, bo zaglądałem.
Od Renault i Iveca trzymaj się z daleka (cytat)

czwartek, 2 czerwca 2016

Jak czytać jak nie czytać?

Fot: Edward Weston 1924, z książki "Jak czytać fotografię" Iana Jeffrey'a
Krytykowanie jest przyjemne. Przyjemnie jest być takim krytysiem, zarówno być w ogóle, jak i być krytysiem branżowym, pławić się w krytycyzmie i złośliwych interpretacjach. Jakże to wesoło jest tak sobie ex cathedra skrytykować, zjechać, zrównać z ziemią, zniszczyć, wypaczyć, ośmieszyć autora i przekaz. Mesadż znaczy.

A potem miałem ochotę przekazać mesadż
Nic z tego, ze smutkiem łeb do ziemi zwieszam
Z tłumem się mieszam,
jesteście za głupi na mój message
Nic tylko ubaw, dupy, blokersi, biznesmeni
Dealerzy i złodzieje,

miejski klimat
Wejdę w to, będę DJ'em
 
kleję bity, patrzę z góry
Przynależę do elity, młodzieżowej popkultury
(…)
Wreszcie ktoś mnie lubi
Wreszcie się sprzedam
Wreszcie do czegoś się nadam
             Afrokolektyw "Seksualna Czekolada"
             (uwaga, dozwolone od lat 18-tu)

Zatem- zrównać z gruntem, przyfasolić, pojechać po całości, albo po części chociaż pojechać. To przyjemne jest. Od razu człowiek czuje się taki nieco wyższy, szczuplejszy, bardziej kudłaty i umięśniony. Może sobie popatrzeć troszkę na świat z lotu ptaka. Nic to, że ten ptak to kura i że zaraz musi lądować, no ale dla takich momentów pisze się i czyta krytyczne recenzje. To ludzkie jest i wcale nieobce.
 
I nawet przyjemnie się o tym czyta, jak ktoś inny anonimowy kogoś innego zrównuje. O ile tylko ma dobry powód.

Ale ja nie o tym.

Ja tym razem o drugiej stronie medalu. Bo wszystko można sobie także zinterpretować pozytywnie. Uwznioślić, postawić na piedestale i polerować szmateczką. Czołem bić, plackiem leżeć. Bałwanom cześć oddawać, nie widząc, że stopniałe. Przy czym- zadziwiające- człowiek się przy tym równie dobrze czuje. Zwłaszcza w trakcie euforycznej krytyki jakiejkolwiek sztuki. Czuje się na przykład jako ten odkrywca, promotor i inwentor. I guru.

Na przedmieściach żył Singapuru
Pewien znany z przemówień guru
Lecz raz wyznał mi z płaczem-
Mam kłopoty z wołaczem
I do szczura ciągle mówię- „szczuru”
              Wisława Szymborska