wyświetlenia:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przewief obiektywu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przewief obiektywu. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 grudnia 2019

Najstarsze obiektywy do Canona EOS. Sentymenty.



Ciekawe rzeczy, nikt nie zaprzeczy. Zanim Canon EOS został tym zawodowym pełnym profesjonalistą, którego białe lufy celują dziś w najważniejsze wydarzenia sportowe i reporterskie, zaczynał jako pełny półprofesjonalista. Taki zaawansowany amator. 
Wcześniej, w czasach manualnych zawsze był troszeczkę numerem dwa, za Nikonami, które ewidentnie były najbardziej wszechstronne ze swoją nieskończoną gamą sprzętów, obiektywów, lamp i akcesoriów. U Canona manualnego też było fajnie, ale nie aż tak jak u Nikona.
Projektując system EOS Canon miał w planach pokonać swojego rywala, zmienić reguły gry i zostać najlepszym.
Reguły gry zostały zmienione poprzez całkowite zerwanie z poprzednim mocowaniem obiektywów, całkowite zerwanie z mechanicznym połączeniem pomiędzy aparatem a obiektywem i zastosowaniem automatycznego ostrzenia. Za tę rewolucję dawni użytkownicy poprzedniego canonowskiego systemu manualnego obrazili się śmiertelnie - ich sprzęty "przestały być wspierane" niczym Windows 7 i na żadne nowe obiektywy i akcesoria firmowe nie można było już liczyć. Był to ewidentny strzał w stopę. Ale strzał oddany po to, żeby odrzutem wypchnąć Canona (z przestrzeloną stopą) do góry.
Dziwię się, że inżynierowie Canona poszli na tak odważny i z początku krytykowany ruch - wierni użytkownicy, wieczni klienci na kolejne produkty, to rzecz niezwykle cenna - a Canon ich olał zupełnie. To, że sprzedając aparat sprzedaje się klientowi również swój system i zyskuje potencjalnego wiernego fana wiadomo nie od dziś - między innymi dlatego najtańsze aparaty systemowe są w tak niewielkiej, w porównaniu do wyższych modeli, cenie. Pomimo, że ich funkcjonalność nie jest w żadnym wypadku dwukrotnie gorsza, jak wskazywałby paragon. 




W 1987 roku Canon jednym ruchem skasował sobie spore źródło dochodu, jakie stanowili posiadacze systemu manualnego. Obiektywy starego typu FD, o ile się orientuję, przestały być produkowane jak ucięte nożem w 1987 roku, a całą parę skierowano na nowe konstrukcje z autofokusem.
Musieli być, ci inżynierowie, zupełnie pewni swojego przyszłego sukcesu.
Pierwsze co wypuszczono na rynek to aparat dla zaawansowanego amatora, Canon EOS 650, już na Fotodinozie opisywany. Zrobił on wspaniałą robotę, ponieważ był wspaniały. Jak wiadomo - tanie wino jest dobre, bo jest tanie i dobre. EOS 650 może nie był bardzo tani, ale był niesamowicie dobry, jak na tło konkurentów w którym to tle startował.

niedziela, 29 września 2019

Jak się zostaje nałogowym Nikonowcem

Otóż znany nestor fotograficzny, autor książki "Tradycyjny i cyfrowy Nikon system", pierwszej w Polsce książki - monografii fotograficznego producenta - Marcin Górko napisał na Fotodinozę wpis gościnny. I to wpis osobisty. Szanowny Pan Marcin jest najprawdopodobniej największym w Polsce znawcą nikonowego sprzętu, a przy tym obywatelem opanowanym manią kolekcjonerską. To cenne. Zgubne, ale chwalebne.
Wywiad z Marcinem, na temat jego książki i pracy dziennikarskiej w latach dziewięćdziesiątych w "Foto-Kurierze" przeprowadziłem jakiś czas temu na Fotodinozie - LINK.  Teraz oddaję pole relacji autora:

Jak się zostaje nałogowym nikonowcem, czyli uzależnienie od nikotyny to nic, w porównaniu z uzależnieniem od Nikona.
.




 Będzie to historia wesoła i smutna. Wesoła, bo nikt nie zginął a i rodzina powiększała się sukcesywnie; smutna, bo pokazuje samotną walkę naszego bohatera z przeciwnościami losu, pokazuje jego dążenie do celu, które – aż konsekwentne – nie było wcale proste ani łatwe. 
To był deszczowy dzień na początku marca. Pisząc dokładnie, był to 8 marca, jeszcze dość głęboko w poprzednim tysiącleciu. Tego dnia w jedynym słusznym komisie fotograficznym w Łodzi byłem umówiony na odbiór Nikona FM-2n. Wówczas definitywnie zakończyłem epokę systemu Praktica PB i – jak to się teraz mówi i pisze – „przesiadłem się” na Nikona. Gdy lekko drżącymi rękoma pakowałem korpus „eFem-dwójki” do torby, sprzedający życzył mi abym poniżej Ilforda nie schodził oraz abym jak najszybciej kupił sobie „stopiątkę dwa i pół”. Hm, łatwo powiedzieć: „kup sobie 105/2,5!”. To z pewnością było szczere życzenie i poparte dobrą znajomością tego obiektywu, ale w roku 1993, gdy nie istniały fora internetowe, google, ebay i inne współczesne temu podobne dobrodziejstwa, nie tak łatwo było dowiedzieć się czegoś o tym obiektywie. Ponieważ możliwości finansowe nie były szczególnie sprzyjające, nie zastosowałem się do dobrej rady „wujka Darka”, przynajmniej nie od razu… Kilka miesięcy później, już latem, wraz z moim FM-2n, Nikkorem 50/1,4 i Sigmą 24/2,8 którą Jego Ekscelencja Fabrykant raczył już opisać, pojechałem na praktyki studenckie do Szwajcarii. I postanowiłem sobie, że tam zastawię sidła na owego Nikkora 105/2,5. 
Jak myślałem tak zrobiłem – regularnie patrolowałem komisy foto w Zurychu i pewnego dnia w jednym z nich zobaczyłem stojące obok siebie dwa niepozorne Nikkory: 105/2,5 i 135/3,5. Czas więc na bliższe poznanie ich - po kilkunastu minutach „degustacji” postanowiłem kupić…tego niewłaściwego, czyli 135/3,5. O tym wyborze zdecydowała wcześniejsza sympatia do ogniskowej 135mm (jeszcze z czasów Zenita i Prakticy), nieco dłuższa ogniskowa no i co tu ukrywać: niższa cena…. Ową stotrzydziestkąpiątką zrobiłem sporo dobrych – tak mi się przynajmniej kiedyś wydawało - zdjęć i nie było powodu, by na nią narzekać. Mityczna stopiątka dwa i pół pozostała gdzieś tam w głowie, cichutko szepcząc do ucha: „i tak mnie kiedyś kupisz”, a ja zakupowi stawiałem zacięty opór i byłem szczęśliwy z  triem stałek 24+50+135, do których dołączył też zoom 28-85, żeby było śmieszniej w wersji AF….. Ale ten cudowny stan równowagi nie trwał niestety długo: trafiła się okazja kupić Nikkora 200/4 i okazało się, że 135/3,5 jest trochę za długi i trochę za ciemny. Nie musiałem długo myśleć czym go zastąpić… Postanowiłem pojawić się na giełdzie fotograficznej w „Stodole” i zamienić siekierkę na kijek. Ku mojej radości okazało się, że na jednym ze stołów leniwie wyleguje się obiekt moich westchnień, jeszcze bardziej ucieszyłem się, że sprzedający był skłonny w rozliczeniu przyjąć mojego 135/3,5. Trochę mniej mi się podobało, że to ja musiałem dopłacić, no bo gdzie tu logika: płacić więcej za mniejszą ogniskową? Sprzedający – stary wyjadacz –  uświadomił mnie, że właśnie zamieniam zwykły amatorski ciemny teleobiektyw na legendarną portretówkę Nikona.
.


Tak więc targu dobiliśmy a ja miałem świadomość, że zastosowałem się do sugestii otrzymanej w dniu zakupu FM-2n. Z moim 105/2,5 – którego nota bene mam do dzisiaj – polubiliśmy się bardzo: ja o niego dbałem i czytałem mu bajki przed snem, a on pokazywał mi, że równie dobrze sprawuje się w fotografii ogólnej, portrecie, że z pierścieniami pośrednimi daje świetne rezultaty w makrofotografii a i nocne niebo na odpowiednim montażu też da się nim z dobrymi rezultatami zrobić. I sądziłem, że osiągnąłem optyczne ZEN, ale niestety nie było mi dane zaznać spokoju. 

niedziela, 20 stycznia 2019

Luksus contra Grat. Canon 100 f/2,8 Macro L USM vs Sigma 90 f/2,8 Macro



Właściwie to cały ten blog powinien mieć taki tytuł. Już nawet parę tego typu wpisów było - na przykład Canon 70-200 f/2,8 L contra trzydziestopięciolatek 70-210 f/4 - LINK. Może powinno się stworzyć cykl.
No to cykl (cytat).

Nowe kontra stare

Dostał się był w nasze (w pluralis majestatis) fotodinozowe ręce obiektyw, jakiego byśmy sobie najpewniej nigdy nie kupili. I to zupełnie nie dlatego, że jest niedobry. Wręcz przeciwnie, wedle wszelkich znaków, bardzo dobry. Przeciwko niemu przemawiają dwie następujące przemowy - jest dość drogi i druga przemowa - że nie potrafilibyśmy go właściwie wykorzystać. 
Ta druga przemowa świadczy przede wszystkim przeciwko Fotodinozie, a nie przeciwko obiektywowi. Ale co zrobić. Nie jestem makrowcem. Nie fotografuję na ogół żadnych żyjątek mniejszych niż kot sąsiadów, nie robię zbliżeń łebków od szpilki i nie zastanawiam się ile aniołów mieści się na ich powierzchniach. Obiektywy makro oceniam pod kątem ich przydatności do zupełnie innych celów, niż zostały zbudowane.
Porządnego testu tego obiektywu nie będzie. I kto się go spodziewał, ten może przestać już czytać. Będzie test nieporządny.
Będzie test dający (mam nadzieję) niejaką odpowiedź na pytanie - czy nowe i drogie jest rzeczywiście lepsze niż stare strasznie stare i tanie. No bo chyba jest?
Czy jednak nie?


poniedziałek, 9 lipca 2018

Top 10 +. Najtańsze NOWE obiektywy do Canona EOS, które mają coś w sobie



Napisało się już Top Ten o ciekawych starych obiektywach- LINK, to może czas napisać o nowych?
Drogi użytkowniku systemu Canon, stojący na rozdrożu - na co też wydać pieniądz? Jest wiele opcji

-To co będziemy robili?
- Nooo.... jest wiele możliwości. 
                   (cytat) 

Co oprócz / zamiast kit'a?

Jeżeli, drogi użytkowniku, nie jesteś specjalnym znawcą i posiadasz amatorski aparat z małą matrycą i standardowym obiektywem (kit'owym jak mawiają Angole), oraz duże chęci pakowania się w fotografię, to możliwości rozwoju obiektywowego masz następujące:

- jaśniej
- dłużej
- szerzej
- bardziej uniwersalnie 
- z większym zbliżeniem
- lepiej optycznie(ostrzej)

Jasność i jakość najtaniej realizują obiektywy stałoogniskowe, ale oczywiście nie zapewniają takiej łatwej i prostej uniwersalności jak zoomy ze swoim szerokim zakresem. Należy o nich myśleć jako o dodatkach do obiektywu kit'owego.

Jak się już pewnie zorientowaliście - fotografia jest kosztowna, jeżeli się w nią zagłębiać. To co zostanie przedstawione w naszym toptenie jest najtańszą według subiektywnej opinii Fotodinozy sensowną opcją złożoną z nowych sprzętów w 2018 roku.

A czy Fotodinoza jest aby obiektywna w swoim subiektywnym wyborze? No jasne że tak! 
Nikt nam (w pluralis majestatis) nie płaci! Nikt nie sponsoruje, ani nie spąsoruje. Nic nie zarabiamy! Wszystko wydajemy! Jak wiadomo - pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy (Marylin Monroe).
Wszystkie obiektywy wyrywam z gardła różnym pobliskim sklepom, znajduję się więc w mniej więcej podobnej sytuacji co Czytelnik Szanowny, pomimo że od pięciu lat pisze się, w miarę poczytnego fotograficznego bloga.
W zestawieniu wziąłem pod uwagę raczej potrzeby użytkowników aparatów z małą matrycą APS-C, bo użytkownicy pełnych klatek zapewne sami wiedzą co sobie kupić, żeby było fajnie.
Sprzęty są ustawione według subiektywnego faktora "chcę to", po wcieleniu się autora w sytuację amatora z aparatem i kitowym obiektywem - od najmniej, do najbardziej "chcę to".


Za powstałe niedogodności, niezgodności i zawiedzione nadzieje z góry przepraszamy, pisało się ze swej najlepszej wiedzy, ale może nie była ona pełna. Wszystkie wymienione poniżej obiektywy NIE SĄ absolutnymi ideałami. W pewnej części są kompromisami. Na pewno jest sporo obiektywów od nich lepszych, ale niestety - trzeba za nie zapłacić znacznie drożej. 
Sami posprawdzajcie co dla Was dobre! Bo może nie to samo co dla mnie.

Hej chłopcy, bagnet na broń! Tfu... znaczy się obiektyw na bagnet!


UWAGA: Zdjęcia samplowe obiektywów, te pochodzące z Fotodinozy, są prosto z aparatu (Canon 40D, Canon 400D), jedynie zmniejszone bez podostrzania.


10+. Canon EF-S 24mm f/2,8 STM

(ok. 680,- zł)





czym się różni wróbelek: JAŚNIEJ, LEPIEJ OPTYCZNIE 
jak posiadać: OPRÓCZ KIT'A

  To jest obiektyw dla trochę bardziej zaawansowanych. Może propozycja raczej na trzeci obiektyw, niż na drugi. Jego zalety nie będą bardzo kuszące amatorów, ale są wyjątkowe w systemie Canona. Jest to ewidentnie najmniejszy obiektyw, jaki można dopiąć do aparatu EOS, prawie jakby go nie było- będzie dużą zaletą dla minimalistów, podróżników z bagażem podręcznym i hipsterów. Bardzo dobra jakość obrazu i jasność większa niż w obiektywie kitowym będą jego zaletami. Wadą natomiast - mała uniwersalność w stosunku do obiektywu kitowego i powtarzanie jego ogniskowej. Jest on rodzajem pewnego samoograniczenia się fotografa, które wymusza myślenie o komponowaniu kadrów i zastanawianie się nad swoimi zdjęciami. W pewien sposób to super poręczne narzędzie do doskonalenia umiejętności. Żeby tego posmakować, ustawcie zooma w swoim obiektywie na 24mm i róbcie tak zdjęcia przez miesiąc. Jeżeli wyjdziecie z tej próby zwycięsko - myślcie o zakupie 24/2,8, a będziecie zachwyceni jakością jego obrazu i mikroskopijnym rozmiarem. Obiektyw dla zdecydowanych i wytrwałych w fotograficznej robocie. 24mm (odpowiednik 35mm na pełnej klatce) to blisko tego, co ogarnia spojrzeniem ludzkie oko. Zatem obiektyw do wszystkiego, ale nie dający automatycznie spektakularnych efektów "wow". 

Zalety: niezwykle mały, dobry optycznie
Wady: ogniskowa dość uniwersalna, ale mało spektakularna.

Porządny test na Optyczne.pl:
https://www.optyczne.pl/354.1-Test_obiektywu-Canon_EF-S_24_mm_f_2.8_STM_.html

Sample:

Canon 24/2,8 na f/2,8. Ładne rozmycie tła i dobre możliwości zbliżenia do obiektu. (fot. Fotodinoza)




Canon 24/2,8 na f/2,8. Znów dobre możliwości zbliżenia do obiektu i ładna, niewielka głębia ostrości. (fot. Fotodinoza)

 

 

10. Sigma C 17-70mm f/2,8-4 DC Macro OS HSM (ok.1450,-zł)





czym się różni wróbelek: JAŚNIEJ, BARDZIEJ UNIWERSALNIE , LEPIEJ OPTYCZNIE
jak posiadać: ZAMIAST KIT'A

Można się zastanawiać, czy nie zamieniać swojego obiektywu kit'owego na coś o stopień lepszego. To jest właśnie o stopień lepsze, a nawet o spory stopień. Od pół do całej działki jaśniejsze, zatem zwiększa znacznie możliwość strzelania zdjęć w ciemniejszych warunkach bez lampy. O dwadzieścia milimetrów dłuższe, a przy tym na zakresie tele (70mm) znacznie jaśniejsze od kit'a. Sporo ładniejsze wyjdą z tego obiektywu portrety z rozmytym tłem. Szersze o 1mm na dole, co wbrew pozorom czyni wyraźną różnicę w szerokości widzenia - wyraźnie lepsze do architektury, wnętrz, reportaży wakacyjnych i nie tylko.  Na pokładzie dodatkowo stabilizacja. Solidna budowa, z metalowym mocowaniem bagnetowym. Zatem wszystko nieco lepsze, bardziej uniwersalne i uprzyjemniające życie. Jedynie cena nie jest "nieco" lepsza.

Zalety: stopień jaśniej, stopień szerzej, stopień bardziej uniwersalnie, sporo solidniej.
Wady: cena mogła by być stopień niższa 

Porządny test na Optyczne.pl:
https://www.optyczne.pl/288.1-Test_obiektywu-Sigma_C_17-70_mm_f_2.8-4.0_DC_Macro_OS_HSM.html

Sample: 


Sigma na 17mm i przesłonie f/4. Fajnie niewielka odległość minimalnego ostrzenia. (fot. Fotodinoza)






Sigma 17-70 na 55mm i minimalnej przesłonie f/4. Dobra jakość od brzegu do brzegu. (fot. Fotodinoza)




9. Samyang 85mm f/1,4 Aspherical IF (ok. 970,- zł)






czym się różni wróbelek: JAŚNIEJ (dużo!!!), DŁUŻEJ, LEPIEJ OPTYCZNIE
jak posiadać: OPRÓCZ KIT'A

 Jest to prawdopodobnie najtańszy superjasny obiektyw. Jak wpływa to na zdjęcia? Każdy stopień przesłony (stopnie f/1,4, f/2, f/2,8, f/4, f5,6 itd.) oznacza dwukrotnie więcej światła przepływające przez obiektyw. Czyli przez Samyanga 85/1,4 przepływa go ośmiokrotnie więcej, niż przez wasz obiektyw "kit" ustawiony na 50mm. Oznacza to możliwość strzelania zdjęć bez lampy w znacznie ciemniejszych warunkach oświetlenia. Oznacza to także gigantyczną różnicę w rozmyciu tła za fotografowanym obiektem, która nadaje się idealnie do portretów i detali architektury czy krajobrazu. Samyang jest ostry, kontrastowy, super solidny, z wszystkimi cechami obiektywu profesjonalnego. Czy są wady? 

poniedziałek, 22 maja 2017

Sprzęt, który posuwa fotografię. (Do przodu). Sigma ART 20mm f/1,4 DG HSM + Łódź Fabryczna preview





A czy taki umowny i przysłowiowy Cartier - Bresson to robił takie same zdjęcia jakie robią dzisiejsi reporterzy?

No nie bałdzo.

Robił zdjęcia czarno- białe, jednym obiektywem- 50-tką Leiki i bodaj na ogół jednym aparatem. Zupełnie inaczej, niż dzisiejsi fotografowie prasowi, wyposażeni (też na ogół) w baterie obiektywów i po trzy aparaty, strzelający zdjęcia od superszerokiego kąta po straszliwe tele zdolne ściągnąć kosmonautę lądującego na księżycu i pryszcz na nosie Szarapowej.

Czy wynikało to z braku sprzętu w latach 30-tych i 40-tych?
Nie. To wynikało z samoograniczenia się Cartier- Bressona.

Samoograniczanie się jest dobre, powoduje zwiększenie dyscypliny i uwagi u fotografa, oraz nie odciąga od tematu. Już o tym pisał kiedyś Foto- nieobiektywny LINK. I ja też o tym piszę. Odcięcie marginesów sprzętowych i przesadnych możliwości...

- To co będziemy teraz robić?
- Noo... Jest wiele możliwości.
(cytat)

Odcięcie tych marginesów powoduje, że z fotografii zostaje tzw. samo sedno. Obraz, który ma być istotny.

Czy to jednak znaczy, że owe dalekie marginesy sprzętowe to coś złego? Broń boże! Poszerzanie spektrum możliwości jest także rzeczą która popycha fotografię do przodu. Rzecz jasna, i jak zwykle, zależy kto i jak tego sprzętu używa.

Henry Fox Talbot, czy Nadar, albo inni pionierzy fotografii męczyli się ze szklanymi płytami, pokrytymi emulsją robiąc swoje zdjęcia, a w sumie to ciekawe jakie foty by robili, mając do dyspozycji Leicę Cartier- Bressona. Pewnie trochę inne.
Mieliby w każdym bądź razie szerszy wybór i trochę ułatwienia. Bo tylko o to w sprzęcie chodzi. Od zawsze toczy się ten bieg- i od zawsze w tę samą stronę.

Kiedyś rewolucję stanowił automatyczny pomiar światła, potem autofokus, potem możliwość cyfrowego obrazowania. Za każdym razem taka rewolucja była falą z jaką hurmem ruszali producenci , a wraz z nimi umasowienie tych wynalazków. Ostatnimi czasy ciśnienie przeniosło się mocniej w stronę filmowania, zostawiając fotografii coś na kształt cyzelowania dawniejszych dokonań. Usprawniania, dokładania drobnych funkcji, usoszalmediowania, zmniejszania sprzętu i polepszania jakości obrazu, rozbudowywania możliwości softwareowych. Czy te zmiany posuwają fotografię do przodu? Niewątpliwie, choć jakby mniejszymi niż kiedyś krokami.

Bardzo znaczące zmiany notuje jednak według mnie postęp techniczny w dziedzinie optyki. Nastała ostatnio jakaś nowa era dostępności. Nadejszła wiekopomna chwiła (cytat).

Już kiedyś pisałem o tym, że zrealizowano parę moich marzeń z młodości - obiektywów superjasnych, albo o niezwykłych parametrach- https://fotodinoza.blogspot.com/2014/12/spisek-z-reka-w-nocniku.html .
To jest właściwie niby takie sobie nic, w porównaniu na przykład do programów składających świat w kulkę, albo do dostępności dronów, które pozwalają obejrzeć świat z lotu wróbelka. Niby nic. Ale jednak.
Dla mnie na przykład składanie świata w kulkę nie jest tak atrakcyjne jak to, że za pomocą tych nowych obiektywów można uzyskać takie zdjęcia, jakich wcześniej uzyskać się nie dało. I to w cenie, choć drogiej, to jednak dostępnej dla sporej części sprzętowych wariatów.
Serdecznie witamy nowe smaczne kąski (cytat).


Mam na myśli przede wszystkim małą głębię ostrości przy szerokim kącie. To coś co mnie podnieca. (A mnie podnieca kafelek od pieca- cytat). Szerokie kąty przyzwyczaiły nas od zarania do wielkiej głębi ostrości jaką dawały, wszystko na obrazku było ostre, nawet na pełnym otwarciu przesłony, a tutaj nagle mamy coś co przeczy tym stereotypom.



Sigma A 20mm f/1,4 HSM DG, przesłona f/1,4

piątek, 28 kwietnia 2017

Jak spakować się na dwa tygodnie w bagaż podręczny. Canon 28-105 f/3,5-4,5 jako pomoc dydaktyczna.



11 sierpnia 2015 roku nastąpiła mała rewolucja: wredny Wizzair zmniejszył wielkość bezpłatnego, nierejestrowanego bagażu z 55x45x25 cm na 42x32x25 cm.
To był cios w podbrzusze.
Był to mały krok dla linii lotniczej, ale wielki krok dla tych, którzy zabierają na wakacje tylko dwie pary majtek, po to by zmieścić więcej obiektywów. Od tego dnia druga para majtek zaczęła nie wchodzić do bagażu podręcznego.

Od tego dnia należało przemyśleć starannie nasze fotograficzne wybory obiektywów, które miały latać wraz z nami jako bagaż podręczny. Ciężki orzech do zgryzienia dla wariatów sprzętowych.

Jednak jakoś udało się osiągnąć kompromis.

W ogóle w pakowaniu się na wyjazdy odkryłem z biegiem ostatnich lat pewne korzystne reguły, których nie uświadamiałem sobie wcześniej. Reguły te zostały odkryte z musu, od czasu gdy pojechaliśmy do Bułgarii w pięć osób z namiotem samochodem Fiat Punto na dwa tygodnie. Trzeba było odkryć jakieś reguły, żeby móc przeżyć.
Reguły te sprawdziły się także w lotach tanimi liniami z bagażem podręcznym. I na potrzeby latania tanimi liniami zostaną tu przytoczone:

1. Tanie linie latają głównie w Europie. Innymi częściami świata nie zawracamy sobie głowy.

2. W cieplejszych krajach możemy ubierać się w znacznie mniej ciuchów. Odpuszczamy zatem wszystkie zimne kraje- Islandię, Skandynawię, Rosję. Racjonalizujemy sobie to w ten sposób, że w Islandii i Skandynawii jest drogo, a w Rosji niezbyt demokratycznie. Fuj. No i poza tym zimno. Brrr.
Poza tym pamiętamy, że po pierwsze cała cywilizacja judeochrześcijańska przyszła z południa. Wszystko staje się jeszcze łatwiejsze. Coś pięknego!

3. Należy wybierać takie kraje w których przepisy są traktowane jako ogólne sugestie. Będzie to dotyczyło także bagażu podręcznego. Nie wolno, ale można (cytat). Dość często samoloty tanich linii latają z załogą pochodzącą z kraju docelowego, która jest odpowiedzialna za sprawdzanie bagażu. Liczmy na to że załoga potwierdzi powyższe stereotypy.

4. Jedna, odpowiednio dobrana para butów zapewnia szczęście przez dwa tygodnie. Na plaży i tak chodzimy boso.

5. W czasie deszczu dzieci się nudzą, a my i tak siedzimy w domu, muzeum albo w samochodzie. Wszystko co przeciwdeszczowe- jest niepotrzebne.

6. Oczywiście znaczną część ubrań można założyć w czasie kontroli lotniczej na siebie. Nikt nie zabroni mi lecieć w sierpniu do Grecji w walonkach, papasze i trzech swetrach. Wolność jest. Grecy zresztą mają duży sentyment do papach i walonek.

piątek, 25 listopada 2016

Hurra! Wrak Race! Podziękował, szerokości. (Same dygresje). Sigma 14/3,5 AF



Kilka lat temu zaczęło się pisać Fotodinozę. Zaczęło się bajdurzyć o starych Sigmach nie współpracujących z Canonem i myśleć o nich bezustannie.

To się nazywa mania.

No i w ramach kryzysu wieku średniego powoli kompletowało się gamę obiektywów Sigma z roku, mniej więcej 1994-go. Kto bogatemu zabroni?

Chodziło oczywiście o fajne obiektywy. Nie o wszystkie z katalogu. Tylko fajne. Stałoogniskowe. Bo są fajne.

No, jeden zoom wiosny nie czyni. Czy drugi.

Jak na kolekcjonera klasycznych szkieł celuję dość nisko, przyznaję. Troszkę się pousprawiedliwiam przed sobą. Życie w zgodzie ze swoimi przekonaniami to ważna rzecz. Były śmiesznie tanie. Koszt ich zakupu nie przekraczał we wszystkich przypadkach 15% ich pierwotnej wartości. Nic tak nie tanieje, jak obiektywy nie działające z Canonem EOS inaczej niż na pełnej przesłonie.

Do tego nie przywiązywałem zbytniej wagi do wyglądu zewnętrznego. Miały działać, ale mogły sobie wyglądać jak złom. I niektóre wyglądają. Niektóre nawet są złomami.

Ostatnio jednak osiągnąłem ekstremum w tej dziedzinie.

Tak wrakowatego obiektywu jeszcze nigdy nie miałem. Ale też nigdy nie miałem tak wyjątkowego.

Sigma AF 14mm f/3,5.

niedziela, 25 października 2015

Należałoby spróbować je przymknąć, a potem się zastanawiać! Felieton powyborczy.



No i jednak przegrali! Nie wiem tylko- kto, bo felieton piszę w sobotę przed wyborami. Więc może wygrali? Ktoś wygrał na pewno. Jakoś to będzie.

Jakoś to będzie, ale nadchodzą ważne wyborcze tematy:

Jaki obiektyw wysłać do modyfikacji?

I dlaczego?



Skoro już wolno, panie doktorze, to trzeba by przerobić swoje stare obiektywy Sigmy na wersje 2,0, a nawet 2,0 turbo injection, żeby można było ich używać z każdą cyfrówką Canona na wszystkich przesłonach na jakich dusza zapragnie. A nie tylko latać nisko i powoli.

Tylko trzeba wytypować które obiektywy, bo całej szklarni nie dam rady od razu. Z resztą co ja będę robił jak wyślę wszystkie swoje obiektywy naraz? O czym ja będę pisał na Fotodinozie? Chyba o wyborach.



W tak zwanym międzyczasie zebrało się dość sporo z kolekcji niedziałających Sigm. Brakuje może tu i ówdzie jakichś rarytasków, ale w sumie całkiem skompletowany zestaw się nam zestawił.
No i teraz trzeba zrobić wybory.

Ze sklepu koła fortuny należy wybrać tę Sigmowkę w której najbardziej brakuje mi możliwości przymykania przesłony. Tę wysłać do Ostravy, do Pana Jiřiego Otiska, twórcy mikroprocesorów, które naprawiają stare Sigmy do współpracy z nowymi Canonami. Artykuł o Jego pracy jest tutaj.



Najbardziej korcą te szerokokątne, żeby hulały na pełnej klatce swoją szerokością. No ale są też bardzo miłe makro, jeszcze nieopisane na Fotodinozie, oraz jest też luneta wszechświatowej długości, czyli 400/5,6. No i jest umiarkowany szeroki kąt za to z dużym zbliżeniem, jak Partia Umiarkowanego Postępu (W Granicach Prawa)- 24/2,8. Każdy wart grzechu.


Niektóre partie, tfu.. obiektywy odpadły w przedbiegach- taki 18/3,5 (test-tutaj) jest na przykład jak SLD (to chyba nie jest wasz wybór?)- obiecuje dużo, ale jest tak naprawdę zdechłym staruchem- ostrość (przynajmniej mojego egzemplarza) nie jest idealna, więc jego nie wyślę.


Przez chwilę na czoło wysunął się teleobiektyw 400/5,6 (test-tutaj), który jest niczym partia Korwin (czyżbyście na nią głosowali?)- patrzy w siną dal i nie zastanawia się nad takimi detalami jak bliska rzeczywistość, ale cóż- jest to przykład szkła któremu przymykanie przesłony jest mało potrzebne. Z powodzeniem można go używać na otwartej, nawet w słoneczny dzień.




Przeżyję też brak przesłaniania na obiektywie 21-35/ 3,5-4,5 (test-tutaj), który jest jak PSL (czy to na nich głosowaliście, kumie?), zawsze użyteczny i do usług- w przeciwieństwie do PSL jest jednym z moich ulubionych- nie żąda nic w zamian. Jego jasność jest pośrodku skali i choć do idealnie wyostrzonych od pierwszego do ostatniego planu krajobrazów nie można oczekiwać przy f/3,5, to jednak radzi sobie w większości sytuacji,


Obiektywy Macro 50/2,8 i Macro 90/2,8 których używam bardzo często do zdjęć "produktowych" na Fotodinozę, są jak PIS i PO. Obydwa stare i dość podobne. Teoretycznie do czego innego, ale sposób działania zbliżony. 50/2,8 niestety zacina się pod koniec zakresu.

Mógłbym myśleć o ich upgradowaniu, ale jednak używam ich zawsze z Canonem D60, zatem wszystkie przesłony są dostępne i nie mam wielkiej weny żeby to zmieniać.


Znów lekkie przetasowanie i pomyślunek. Zostaje na polu bitwy 28/1,8 (test-tutaj), który jest jak Partia Razem. Niestety, choć niby ostry, bystry, jasny i elokwentny, ale celuje zupełnie nie tam gdzie trzeba. Autofokusem celuje nie tam gdzie trzeba. I to jest chyba dobra myśl, bo 28/1,8 bez możliwości przymykania przesłony nadaje się tylko do bardzo wąskich zastosowań- portretu lub detalu we wnętrzu. Do wszystkich innych przydałaby się możliwość przymykania. Do tego Pan Jiři rozbierając ten sprzęt, być może zaradzi coś na jego narowy autofokusowe.



W końcu postanowiłem wybrać dwa obiektywy- obydwa lekkie i łatwe do zapakowania, obydwa dają przyjemne nadzieje na używanie ich z Canonem 6D w każdych pięknych okolicznościach przyrody. I niepowtarzalnych.

Wybieram dwa.



Ale zaraz! Dwa krzyżyki?
Głos nieważny! I co my teraz zrobimy...



Fabrykant

wyborczy

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Przewief. Łódź jako Sanfrancisko. 400mm

Sigma 120-400,400mm f/8, Łódź- ul. Zgierska w kierunku północnym.


Lecąc tropem starego sprzętu co nieco zaniedbuje się nowy. Dość wygodnie rozsiadło się, w niszy lat 80-tych i 90-tych, siedzi się po cichutku w tej norce, jedząc kanapki, a świat ucieka- coraz trudniej go dogonić, materialny ten, nadprzyrodzony. A pościgu nie ułatwia ta ułańska czapka z pomponem (cytat).

Zaniedbawszy tak współczesność, jakbyśmy wciąż udawanym Ferrari jeździli z Donem Johnsonem po ulicach Miami, i to ubrani w marynarkę na T-shirt, nagle mieliśmy okazję zetknąć się i zderzyć z nówką sztuką.

400 milimetrów. To jest jednak coś.

Bardzo to było korzystne zderzenie, nie trzeba było od razu kwitka opłat za OC wyciągać, a wręcz przeciwnie- zderzenie było pod kontrolą, jak w wielkim zderzaczu hadronów. To była taka próba mikrofonu na pożyczonym mikrofonie. Udana próba. Z nadziejami i marzeniami na własny mikrofon. Znaczy własne M400.



Była to pożyczona Sigma 120-400/4,5- 5,6 OS (dzięki Piotrze!). Szkło całkiem niedawne, stabilizowane i słuszne. Takie rozsądne monstum dla zapaleńców- nie kosztujące milionów, nie będące superjasną lunetą kosmiczną, ale zapewniające równie ciekawe wrażenia i robiące swoją robotę.



Czterysta milimetrów to niezłe tele. I chociaż nie tak niezłe jak testowana przez Fotodinozę Sigma1000mm, to i tak przekraczające pewne ramy. Są to umowne ramy dostępności, na które wszyscy producenci obiektywów umówili się bez słów. Gdyby wypowiedzieli jednak te słowa, brzmiałby one tak: "Do 300mm robimy tanio, niech sobie postrzelają, a powyżej 300mm- walimy ceny dla głupków". Po japońsku to mniej więcej tak : "300 Made damī no tame yasuku, 300 ijō no MM - kakaku o MM - hanbai shite imasu", (wg Google translatora).

Różnice cenowe brane z Ceneo: nowe 300mm można kupić za 500 zł. Najtańsze nowe 400mm można kupić za 2870 zł.

Czy ktoś chętny na 100 mm więcej? Zapraszamy serdecznie.



Nie ma wg mnie żadnej obiektywnej przyczyny aż takiej różnicy cenowej. Szkła niewiele więcej, plastiku i elektroniki tyle samo.



Czterysetka to nawet obiektywnie patrząc jest jednak coś. Coke is it. Tylko what is it?



Długa ogniskowa jak prasa spłaszcza plany, kompresuje dal z bliżą i w przeciwieństwie do obiektywów szerokokątnych- nasyca obraz, tak że niewiele trzeba, żeby wydobyć ze zdjęcia urok, klimat, światło. O ile jeszcze superszerokokątne obiektywy mają coś wspólnego z ludzkim postrzeganiem- zastępują niejako kilka spojrzeń człowieka na raz i łączą je w jeden kadr, natomiast tak spojrzeć jak spogląda 400mm bez lornetki- nie sposób. Tak zewrzeć dal z bliżą- nie da się okiem nieuzbrojonym.

Użyło się 400mm na aparacie z małą matrycą APS-C, która wycina z pełnej klatki filmu samą środkową część (rusycyzm), więc liczyliśmy po cichu, że jak nam wytnie, to będziemy hołubce wycinać ze szczęścia. Czy co tam się jeszcze da wycinać. Troszkę bełkoczę, ale to się wytnie.

Zatem tele jest sprzętem dającym jako rezultat coś nieco odhumanizowanego, dalekiego od codzienności.



Rozmiarem takie 120-400 jest dość potężne, zwłaszcza że wysuwane. Wsunięte jest bliskie wielkości 70-200/2,8, ale w wersji maksymalnej ogniskowej- sporo dłuższe. Mimo wszystko niezbyt wysoka jasność pozwoliła na zachowanie dość rozsądnego gabarytu, nie powodującego bulu i nadzieji pleców przy całodziennym noszeniu, oraz przy umiejętnym przewieszeniu przez ramię- nie powodującego ulicznych sensacji wśród przygodnych przechodniów. Ma też skromny kolor czarny, przez co nie jest się branym od razu za Fakt, Superekspres i Przegląd Sportowy, jak to się czasem dzieje przy białych teleobiektywach Canona. Można próbować nawet wtapiać się w tłum, byle nie używając najdłuższej ogniskowej.
Sigma 120-400/4,5-5,6 DG Apo OS HSM


Na temat teleobiektywów można by śpiewać poezję śpiewaną. Ale co tu śpiewać, trzeba patrzeć w wizjer, ustawiać ładne obrazki i naciskać spust. I przerabiać, przerabiać Łódź na Sanfrancisko, tyle że bez mostu. I bez zatoki. Chociaż z Portem.

Sigma 120-400, 400mm f/11, ul. Zgierska- Łódź


Jakie wrażenia? Do użytkowania takiego długasa trzeba się trochę przyzwyczaić. Nie jest to light, przynajmniej dla mnie. Od lat noszę 70-200 i te właśnie, skromniejsze ogniskowe uważam za najbardziej praktyczne- można nie wysilając się strzelać portrety, zbliżać, ale też ogarniać nieco szerszy kadr, robiąc kilka kroków do tyłu.

120-400 nie jest taki zwykły. Raczej nazwałbym go sprzętem do zdjęć specjalnych- to nie jest obiektyw do łapania tej rzeczywistości, jaką na codzień się postrzega, tylko teleskop do podpatrywania innych galaktyk, obrotów gwiazd i mgławic dalekich spirali.


(...)Tak sobie wyobrażam Kielce, symbol, jako szczyt ohydy,
I jako jakieś Paramount najgorszej małomiasteczkowej brzydy.
A może piękne to jest, ach, miasteczko, ach, i nawet miłe
I niełatwo jest w nim złapać nawet kiłę...
W każdym razie tam przyjacielem być i w tych warunkach
Trudniej jest niż w afrykańskich najtropikalniejszych choćby wprost stosunkach.
Gdy człowiek gębą sra,
A tyłkiem podpatruje obroty gwiazd i mgławic dalekich spirale (...)

Witkacy "Do przyjaciół gówniarzy"



To znaczy- jak to w fotografii- trzeba się przyzwyczaić do patrzenia na świat, tak jak robi to obiektyw. Trzeba się zmusić do spojrzenia na rzeczywistość jak przez jego soczewki.

Dlatego przy używaniu szerokiego kąta ma się na ogół oczy dookoła głowy, natomiast już po półgodzinie użytkowania 120-400 mój wzrok błądził błędnie w niezmierzonej oddali i wyłapywał nikłe detale na horyzoncie, pomijając rzeczy bliższe niż 100 metrów.

Luneta.

Sigma 120-400, 400 f/10. Łódź- Kościół Św. Teresy, czarny budynek Infosys'u, w tle dawne zakłady Feniks i totem marketu M1 na ul. Brzezińskiej.

Sigma 120-400, 400mm f/9, budowa Dworca Fabrycznego w Nowym Centrum Łodzi
Sigma 120-400, 323mm f/11, budowa Dworca Fabrycznego w Nowym Centrum Łodzi
Sigma 120-400, 400mm f/10, Łódź ul. Zachodnia w kierunku południowym. Jakie to wieloznaczne.
 
Sigma 120-400, 400mm f/5,6, Łódź- Hotel Andels, ex- zakłady im Marchlewskiego, ex- Fabryka Poznańskiego.
Sigma 120-400, 400mm f/5,6, Łódź- Tadeusz Kościuszko spiżowy.
Dzięki tej lunecie świat jest inny. Może nawet i ładniejszy. Taki filmowy. Coraz częściej zauważam w filmach kadry ujęte superteleobiektywami- to piękna rzecz, bo pozwala ograniczyć pole widzenia do tego co potrzebne, i przez nakładające się na siebie plany stworzyć efekt spojrzenia z oddali.


Przyznaję szczerze, że zdjęcia zrobione były niefachowo, tj. w ramach pełnego półprofesjonalizmu- bez osłony przeciwsłonecznej. Na kilku zdjęciach kontrast jest z tego powodu słabszy niż by mógł. Zdjęcia z ramką zostały, tradycyjnie na Fotodinozie- obrobione, a zdjęcia bez ramki są nie tknięte, a jedynie zmniejszone bez wyostrzania. Wszystkie zdjęcia za pomocą Canona EOS 40D.
Sigma 120-400, 400mm f/9, Łódź ul. Piotrkowska w kierunku południowym.

 
Sigma 120-400, 400mm f/10, Łódź ul. Legionów

Sigma 120-400, 400mm f/10, Łódź ul. Narutowicza- po prawej Filharmonia.
Sigma 120-400, 400mm f/11, ul. Sienkiewicza, Łódź

Niekiedy da się uzyskać kompletnie odjechaną kompresję planów- na jednym ujęciu: Hotel Grand, Kościół Garnizonowy na Placu Wolności, Kościuszko na cokole, Kośćiół NMP na pl. Kościelnym, bloki na Bałutach. Dla zobrazowania zamieszczę nawet mapę owych obiektów:
Sigma 120-400, 400mm f/11, Łódź- ul. Piotrkowska w kierunku północnym.


Z telekonwerterem x 1,4 niestety nie działa autofokus- jak to w Canonie, należałoby zakleić styki na obiektywie, żeby człowiek mógł oszukać maszynę. Jednak nie zdecydowałem się przylepiać. Zdjęcie z konwerterem na manualnym fokusie:
Sigma 120-400 + Ext x 1,4, 560mm f/29, Zaćmienie słońca


Sigma 120-400, 400mm f7,1, Łódź- ul. Biegańskiego w kierunku zachodnim.

Sigma 120-400, 400mm f/5,6, Łódź- ul. Zgierska w kierunku południowym.
Sigma 120-400, 273mm f/8, Łódź- pomnik "Radegast" przy torach Łódź- Zgierz

Te tory... ach te tory. One są strasznie pociągające w obiektywie 400mm. Co chwila włażą w kadr jakieś urocze tory. Dobrze że to Łódź jest, jakby był to Kołobrzeg to nie byłoby połowy zdjęć. Jednakże nie tylko tory są fascynujące. Cienie przed bramą na mojej ulicy:
Sigma 120-400, 400mm f/5,6
 No a potem znowu tory:

Sigma 120-400, 400mm f/10, Łódź ul. Zachodnia w kierunku południowym
Sigma 120-400, 273mm f/8, Łódź- elektrownia EC2

Sigma 120-400, 232mm f/9, Łódź- Centrum Kultury EC1, dawna elektrownia.

 Dla równowagi podajemy także krótsze ogniskowe. Na Bugu we Włodawie ubyło dwieście sześćdziesiąt dziewięć: 
Sigma 120-400, 131mm f/9, Łódź- park im. St. Radwana, ex cmentarz protestancki

Sigma 120-400, 131mm f/11, Łódź- park im. St. Radwana, w tle komin- chłodnica elektrowni EC2.


Summa summarum

120-400 zostawił po sobie niezatarte dobre wrażenia, jako pierwszy stosunkowo ciemny teleobiektyw, który się używało. Nic to- że ciemny. Atrakcja jest wyjątkowa- tak spójrz, jak nikt nie spojrzy, łam czego rozum nie złamie! To poważny sprzęt, dający bardzo ładną ostrość, no i mający stabilizację, która ustabilizuje wasze fotograficzne życie i pozwoli używać 400-setki w warunkach światła znacznie gorszych niż byśmy się spodziewali.
Autofokus HSM szybki i cichy, choć czasem trochę nerwowy. Jedyne do czego możnaby się przyczepić to słabszy kontrast pod światło.

Jakby kto chciał na lwyby, lub choćby i na grzyby, albo lubi fotografować pokazy lotnicze, albo jak szanowny właściciel tej Sigmy rajdy samochodowe- jest to bardzo sensowne szkło. W całkiem niezłej cenie.

Kto chce test Sigmy- musi zajrzeć na Optyczne.pl- tutaj.

To co tu zaprezentowaliśmy to jedynie tzw. przewief (ang. preview) obiektywu. I to przewief we własnym interesie- dla czczej ciekawości- jak też się fotografuje takim 400mm

120-400 Sigmy zainteresował Fotodinozę na tyle, że nie przerywając marzeń postanowiliśmy zorientować się czy nie da się czasem znaleźć jakiejś taniej wiekowej Sigmy 400mm, która nie współpracuje z cyfrowymi Canonami inaczej niż na pełnym otworze.

Da się.

Franz, tego bierz!

Co z tego będzie- okaże się. Może się coś napisze.

Fabrykant - Marcin Andrzejewski

dyrektor kreatywny z przewiefem interesu

P.S. Podziękowanie za pożyczkę Sigmy dla Piotrka W.
P.S. 
 
Polecam moje oryginalne kryminały z klimatyczną Łodzią w tle:
 
"Tramwaj Tanfaniego" dziejący się w czasach świetności przemysłowej Łodzi w roku 1905. Rzecz inspirowana prawdziwymi wydarzeniami - zabójstwem Juliusza Kunitzera, twórcy łódzkich tramwajów. Książka nagrodzona Exlibrisem Biblioteki im. Piłsudskiego za najlepszą powieść o Łodzi w 2021 roku. Polecana przez Władysława Pasikowskiego.

"Tramwaj Tanfaniego" jest do kupienia wysyłkowo tutaj: LINK

"Złoty peugeot" - niebanalny kryminał motoryzacyjny z epoki wczesnego Gierka. Tajemnicza zbrodnia, nieudolna milicja, zakulisowe przepychanki z władzą PRL. Skromny mechanik z ulicy Wschodniej chcąc nie chcąc musi zabrać się za dociekanie, dlaczego ktoś musiał zginąć i kto go zabił. Są wciągające tajemnice, splątane wątki, brawurowe pościgi samochodowe. Kryminał zawiera liczne aluzje do literatury popularnej z czasów PRL szczególnie do książek Niziurskiego i Nienackiego. 

Do kupienia wysyłkowo - TUTAJ 

"Deluks" - kryminał dziejący się w roku 1976 złożyłem się z kilku warstw, od tematyki automobilowej, poprzez dawne tajemnice Łodzi, kończąc na echach II Wojny Światowej. Tym razem aluzyjnie nawiązuje do tzw. kryminału milicyjnego, jednak dekonstruuje schemat i ironizuje z klimatów PRL. Mamy zespół pełnokrwistych bohaterów - od lumpów i milicjantów po profesorów i prywaciarzy, a między wierszami ówczesne stosunki polsko-niemiecko-żydowskie. Będziecie zaskoczeni!

"Deluks" do kupienia wysyłkowo - TUTAJ 

"Wariatka ze Spornej" - napisana wspólnie z Tomaszem Włodkowskim -Młoda policjantka, niedawno przybyła do Łodzi ma poprowadzić śledztwo, które będzie wymagało od niej szczególnego zaangażowania, cierpliwości, uwagi i... erudycji. Tytułowa ulica Sporna zdaje się trwać w niezmiennym od stu lat stanie, ale to tylko pozory. Miasto dookoła przekształca się w bólach, jest rok 2003, Polska ma zaraz wejść do Unii Europejskiej, niechciany bagaż PRL jest wciąż obecny, również w policji. Kto i dlaczego zabił znanego wykładowcę filmówki? Co ma wspólnego wielka sztuka i małe morderstwo? 

"Wariatka ze Spornej" do kupienia wysyłkowo TUTAJ