wyświetlenia:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeczytane- zaliczone.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeczytane- zaliczone.. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 lutego 2019

Aparaty, kłamstwa i obrazy fotografizne.



Może macie ochotę poczytać sobie coś dobrego o fotografii?
Otóż mam dla Państwa Szanownych bardzo dobrą książkę w prezencie. A raczej to autor ma ją dla nas. "Aparaty i obrazy, w stronę kulturowej historii fotografii". Jest do pobrania za darmo jako PDF - TUTAJ. Przeczytałem z wielką przyjemnością - bardzo pasuje do tematyki mojego bloga. 
Jakub Dziewit, jej autor, który jest kulturoznawcą, kuratorem wystaw i wykładowcą Uniwersytetu Śląskiego, bierze na warsztat fotografię i jej rezonans społeczny i kulturowy. Książka, pomimo naukowo - filozoficznego wstępu, jest tak naprawdę swobodną gawędą autora na tematy bardzo dla fotografii ważne - porusza kwestię jej "prawdziwości" i kwestię jej mimetyzmu względem rzeczywistości, czyli naśladowania istniejącego świata. Większość eseju jest poświęcona tej kwestii. A temat jest doprawdy kluczowy, bo czy fotografia jest prawdą? Czy mówi prawdę? Albo chociaż do prawdy dąży? Czy też udaje, oszukuje oko widza, kłamie w owe żywe oczy, nagina, montuje i kadruje, upiększa i fotoszopuje?
Rzeczy aktualne (jak się okazuje) od zarania, aż do dzisiaj, kiedy to w atmosferze skandalu zrzucani z podiów są kolejni fotografowie wygrywający konkursy metodą "na klonowanie Photoshopem", a z pomników zrzucani są kolejni nestorzy fotografii, których oskarża się o manipulowanie obrazem - między innymi słynny Steve McCurry - LINK. 

Dziewit przedstawia początki powstawania fotografii, relacjonuje poważne kłopoty pierwszych fotografów z odwzorowaniem rzeczywistości - zdjęcia musiały być tworzone maksymalnie sztucznym sposobem, żeby dać wrażenie czegoś naturalnego, np. składane z kilku obrazów. Już pionierzy zyskali też świadomość możliwości manipulacji, jakie niesie "obiektywna" na pozór fotografia. Pierwotne było przecież mniemanie publiczności o tym, że fotografowanie to pozbawione wpływu twórcy "malowanie samym światłem", bezpośrednie odwzorowanie widzianego świata:
"Prostem szaleństwem byłoby, gdyby którykolwiek z artystów pomyślał nawet ubiegać się o niedościgłą dla ludzkiej ręki dokładność i doskonałą precyzję, jaką daje sama przyroda, działająca w machinie fotograficznej"
       Tygodnik Ilustrowany 1860 rok.

Fotografia została wynaleziona, a raczej wdrożona w życie w okolicach 1827 roku, a już kilkanaście lat później trzeba było się żegnać z tymi słodko naiwnymi przekonaniami.

No i co teraz, proszę publiczności? Kłamali ci pionierzy fotografii jak z nut, czy może za pomocą ograniczonej ilości dostępnych słów próbowali opisać świat swym fotograficznym poematem?

środa, 5 grudnia 2018

Ranking książek przeczytanych VIII (wrzesień - listopad)




Z lekkim opóźnieniem wrzucamy książki. Może się komuś przydadzą na prezenty mikołajkowe i świąteczne.
Po co książki? Czy nie lepiej byłoby żyć w kulturze ustnego przekazu? Nie ścinać drzew na papier, nie tracić czasu na dyskusje nad każdym zdaniem, nie ślęczeć pod lampą do północy. Może lepiej. Ale co zrobić?


Skala sześciogwiazdkowa:
****** – Tusku, musisz!
***** – bardzo dobra, wysoka satysfakcja.
**** – dobra, warta przeczytania.
*** – może być, ale może też nie być.
** – słabo, jest słabo.

* – w ogóle nic ni ma.

"Mock. Pojedynek" Marek Krajewski **** i pół
Niezły kryminał, o bardzo ciekawym anturażu, może nawet ciekawszym niż fabuła. Krajewski dał w tym "wczesnym" Mocku obraz uczelni wrocławskiej, studenckich korporacji i zwyczajów, oraz zanikającej w końcówce XIX wieku tradycji pojedynków. To mi się podobało. Obraz młodzieńca, którego znamy z poprzednich książek jako faceta w średnim wieku, jego wyborów i tego co na niego wpłynęło także jest dobry. Niedobre są dwa czy trzy dialogi, zwłaszcza pod koniec książki, w które włożono skomplikowane wyjaśnienia wcześniejszych wydarzeń. Brzmią fałszywie, jak wykład na uczelni, a nie głos żywego bohatera. Niemniej warto. Zwłaszcza dla ciekawych didaskaliów, ciekawszych niż w poprzednich kryminałach Krajewskiego.





"Życie przed sobą" Emile Ajar / Romain Gary ******


Wspaniałe. Językowo, psychologicznie, atmosferą. Mały chłopak, syn prostytutki, wychowywany w nielegalnym przytułku opisuje swój świat i swoje problemy, do których podchodzi ze stoicyzmem i wrażliwością jednocześnie. Refleksje na temat przemijania, które nasuwa nieuchronne starzenie się wszystkich opiekunów chłopca, kąśliwe uwagi narodowościowo - religijne oraz zestaw najróżniejszych przedziwnych typów, które zamieszkują sąsiedztwo. Wszystko zanurzone w dziecięco - naiwnym, a przy tym do bólu szczerym i celnym widzeniu świata. Sporo humoru w typie Hrabala. Tusku musisz! Pełną recenzję tej książki napisałem TUTAJ.

poniedziałek, 22 października 2018

Skarb kibica fotografii. "1001 fotografii, które musisz zobaczyć" red. Paul Lowe






Wpadła mi w ręce książka, którą sam bym chętnie napisał. Gdybym tylko jakąś napisał. Musiałbym tylko trochę więcej wiedzieć i więcej fotografii obejrzeć. No i mieć nieskończone pokłady czasu. Ale na szczęście książka już jest, zatem czuję się zwolniony z tych obowiązków i teraz mogę spokojnie leżeć na kanapie i czytać. Co za ulga.
Czy to łatwo wybrać 1001 istotnych fotografii ze zbioru wszystkich istniejących? Dla uświadomienia książka donosi w przedmowie, że w samym 2017 roku szacunkowo powstało ich 1,3 biliona, a co dwie minuty powstaje dziś więcej zdjęć niż w całym XIX wieku. Niewątpliwie niełatwo. Ciężka sprawa. Jakie kryterium przyjąć? Estetyczne? A czy pierwsza fotografia pana Niepce’a - LINK była estetyczna? No, nie do końca. Raczej nikt nie jest gotów wieszać ją sobie w dużym formacie na ścianie nad kanapą. Mimo tego trudno nie zamieścić jej w książce o tysiącu i jednej najważniejszych fotografii.
Autorzy książki zdecydowali się, jak najsłuszniej, na kryteria kulturowe i historyczne. Powstała księga, która najlepiej z dotąd przeze mnie czytanych obrazuje całą historię fotografii, jej ewolucję, wpływ na świat, na rzeczywistość zarówno zwykłych zjadaczy chleba, jak i na kierunek w którym szły całe państwa. Bo fotografia miała taką siłę, a nawet ma do tej pory, jeśli tylko przypomnimy sobie zdjęcie Nick’a Ut, które przyczyniło się do zakończenia wojny w Wietnamie, albo zdjęcie zakładnika z Guantanamo zrobione przez Jeana Marca Bouju, które wzmogło dyskusję na temat traktowania islamskich terrorystów w USA. W książce znajdziemy też wielką ilość starszych dowodów na siłę fotografii - choćby zdjęcie blizn od bata na plecach niewolnika, dzieło panów McPhersona i Oliviera. Ważny głos w sprawie zniesienia niewolnictwa.



Te istotne fotografie można w „1001 fotografii” zobaczyć. Ale można tam zobaczyć tak naprawdę niemal wszystko. Jest ta książka, przy okazji także wielkim zapisem historii naszej kultury, zaczynając od XIX wieku, a kończąc na dzisiejszym „teraz”. Jest tam wielka ilość pięknych, świetnie zrobionych fotografii, ale też tych, które walor dokumentacyjny mają na pierwszym planie. No ale jak tu nie zamieścić ich w zestawie, skoro widnieją na nich Elvis Presley, mierzony lekarską wagą podczas rekrutacji do wojska, Buzz Aldrin spacerujący w podskokach po księżycu, Henri de Toulouse Lautrec malujący "Taniec z Moulin Rouge", albo Ronald Regan właśnie postrzeliwany u drzwi limuzyny. Siłą rzeczy oglądamy kadr za kadrem skomplikowaną historię XX i XXI wieku.


Demoniczne spojrzenie Goebbelsa na Alfreda Eisenstaedta. I na nas.

wtorek, 9 października 2018

Mistrz empatii. "Życie przed sobą" Romain Gary


Na SNG Kultura moja recenzja książki:

Dzięki Bogu za tłumaczy! Oni z pewnością czasem dają tyłów, ale jednak w większości przypadków biorą nas za rączkę i wprowadzają w literaturę jak w masełko. Przekształcają francuski w polski, a Francuza w Polaka. Zrozumiałego i wyrazistego odpowiednio. I tak jest też z tłumaczami "Życia przed sobą" Romaina Gary'ego - Krystyną i Krzysztofem Pruskimi. Uchwycić jej język i tonację, spolszczyć odpowiednio musiało być bardzo trudno. Musieli się namęczyć, ale efekt wibruje i iskrzy. Bo to świetna książka. Piękna i wyrazista. Opowiada Momo, chłopak z najniższych nizin. Jest dzieckiem, ale jakim dzieckiem! Najbystrzejszym obserwatorem świata, naiwnym filozofem, dziesięciolatkiem, który zna życie na wskroś, pozbył się złudzeń i opowiada jak jest. A nie jest najlepiej.

Momo to dziecko prostytutki, wychowywane w nielegalnym sierocińcu. Prowadzony jest on przez madamme Rozę, także byłą kobietę lekkich obyczajów, żyjącą z wcześniejszym bagażem wojennych doświadczeń z Auschwitz. Momo w swym wywodzie nie do końca rozumie ten bagaż, ale to zupełnie nie szkodzi, bo on doskonale wyczuwa czym jest dla pani Rozy przeszłość. Momo to mistrz empatii.
Wie jak myślą sąsiedzi z pobliża i o czym marzą zakazane gęby z jego marnej dzielnicy, wyczuwa wszystkie obawy doktora Katza. Relacjonuje rozbiegane myśli swojego mentora Muzułmanina pana Hamila. Momo nie ma złudzeń, nie ma może pełnej wiedzy, ale ma doskonałe wyczucie - jak myślą ludzie i jak działają.

Tłumacze musieli oddać ten ciekawy język - dziecięcy i wtrącający śmieszne błędy, ale przenikliwy i weredyczny, nie cofający się przed opisaniem i ocenieniem czegokolwiek, traktujący wszystko z pogodnym, ironicznym stoicyzmem. Śmieszne i wspaniałe jednocześnie.

Ona miała system coraz bardziej nerwowy.

Tyle wiedziałem, że na pewno miałem ojca i matkę, bo pod tym względem natura jest nieubłagana.

Miałem pietra, ale dobrze się bać, wiedząc dlaczego, bo zwykle mam dzikiego cykora bez żadnego powodu, zupełnie odruchowo.

Zasnęliśmy snem sprawiedliwego. Dużo się zastanawiałem i teraz myślę, że pan Hamil nie ma racji, kiedy tak mówi. Uważam, że właśnie niesprawiedliwi najlepiej sypiają, oni olewają wszystko, a tymczasem sprawiedliwi nie mogą zmrużyć oka, ponieważ wszystkim się przejmują. Inaczej nie byliby sprawiedliwi.

Czytaj całość na SNG Kultura - LINK

środa, 26 września 2018

Ranking książek przeczytanych VII (sierpień- wrzesień)



W autobusie, w łóżku zanim zadzwoni budzik, w parku, przy śniadaniu, dorywczo i odrywczo. Czytamy, czytamy.

Czas biegnie
Ma tempo szalone
Walczę żeby mu wyrwać moment
I fakt, że kawałek mu chlasnę czasem
Wtedy siadam na ławce
Czytam prasę
       Łona i Webber

Czytamy, a potem sobie autorytatywnie oceniamy.

Skala sześciogwiazdkowa:
****** – Tusku, musisz!
***** – bardzo dobra, wysoka satysfakcja.
**** – dobra, warta przeczytania.
*** – może być, ale może też nie być.
** – słabo, jest słabo.
* – w ogóle nic ni ma. 

"Przystanek Dakar, rajd okiem fotografa" Jacek Bonecki ****


Album fotograficzno- tekstowy, kupiony w Biedronce za 4,99. Ale wart prawie 54,99, (czyli swą pierwotną cenę). Stojąc przed stosem książek w spożywczaku oko me przykuło natychmiast nazwisko znanego fotografa. Bonecki, obieżyświat, wspinacz, profesjonał, jeździł na rajd Dakar (przed laty "Paris-Dakar", ale rajd przeniósł się z Europy i Afryki do Ameryki Południowej zachowując nazwę) wielokrotnie. Zaprzyjaźnił się z wieloma kierowcami, teamami, organizatorami, zwiedził kawał kontynentu. Wielkim atutem jego zdjęć jest wspaniała różnorodność. Nie tylko automobile i samotni herosi w swych fantastycznych maszynach (Dakar jest niemal ostatnim przejawem długodystansowego maratonu, w którym sportowcy walczą w starym dobrym stylu, występują tam też "samotne białe żagle", którzy sami sobie w pojedynkę zespołem, mechanikami, organizatorami i wsparciem medycznym), na zdjęciach Boneckiego nie tylko zatem samochody i quady, ale także krowy, wołowina, księżycowe pejzaże, tłumy kibiców, walka mechaników z materią, oraz wszechobecne helikoptery. Bardzo to malownicze i wielobarwne. Świetne zdjęcia, tekst ze sporą ilością ciekawostek i detali.


"Inni ludzie" Dorota Masłowska ***** i pół

To taki "Pan Tadeusz" na dziko i brutalnie. Brawurowa powieść napisana rapowym wersem z rymami. Wniknięcie w strumień świadomości ludzi skupionych głównie na sobie, przyjemnym życiu i doczesnych uciechach, a przy tym zagubionych na maksa, uwiązanych w codzienność i samotnych w tłumie. Ludzi, którzy z fałszywą samooceną brną w błędy i bagno komercji, folgując sobie do woli. Straszne co nieco. Smutne. Można dostać doła. Ale opisane z wielkim wyczuciem i zjadliwą, zabójczą ironią. Nie nadaje się dla każdego, ale jest dowodem fantastycznego talentu i wyczucia autorki. Dużą recenzję tej książki napisałem na SNG Kultura - http://sngkultura.pl/2018/08/pan-tadeusz-ze-srodmiescia/

"Niemiecki bękart" Camilla Läckberg ***

Niestety z każdą kolejną książką autorki kryminałów doznaję coraz większego zawodu. Błaho. Coraz błaszej. Coraz mniej dogłębnej psychologii. Jedyny zysk z przeczytania, to liczne retrospekcje do czasów wojny, z których można się przekonać, że II Wojna Światowa w niektórych krajach oznaczała coś zupełnie innego niż w naszym. Ale w sumie to już wiedziałem.

środa, 1 sierpnia 2018

Ranking książek przeczytanych VI (czerwiec- lipiec)





Nie będziemy gadać niepotrzebnych rzeczy, hej! (cytat). Parę książek się ostatnio przeczytało:


Skala sześciogwiazdkowa:

****** – Tusku, musisz!

***** – bardzo dobra, wysoka satysfakcja.

**** – dobra, warta przeczytania.

*** – może być, ale może też nie być.

** – słabo, jest słabo.
* – w ogóle nic ni ma.


"Warunek" Eustachy Rylski ***** i pół 
Zaskakująca lektura. Niektórzy krytycy (Krzysztof Masłoń) uważają tę książkę za arcydzieło. Czy to jest arcydzieło? Na pewno książka, która wyróżnia się wyjątkowo na tle innej współczesnej prozy i porusza wiele czułych strun. Oryginalna. Jak łatwo zgadnąć po moich rankingach/ indeksach, mało czytam literackich powieści. Ta jednak niesamowicie zapada w pamięć, ryje bruzdy i wykuwa skały wyobraźni, pomimo tego, że wydaje się na pierwszy rzut oka dość niewielka i tycząca (niby to) tematów odległych i oderwanych. To powieść historyczna, ale niech was nazwa nie zwiedzie. Kipi ona od emocji, psychologii i konfliktu. Wszystko jest w niej niby takie spokojne, soczyste, linearne, ale zaskakujące zwroty, tej spokojnej akcji, uczucia targające bohaterami, opisane celnie i expressis verbis zaskakują co kilka stron. Są na wskroś współczesne, a może i bardziej. Wspaniały jest język tej powieści, lakoniczny a bogaty, w trzech słowach łapiący obraz rzeczy. To jest po prostu smaczne. Mlask! Nasycone polską kulturą i tradycjami literackimi na wskroś. To jest coś takiego, jakby zsyntetyzować tę literaturę z wielkim talentem, a przy tym doprawić życiem i żywymi emocjami, skrócić jej archaiczny styl. Wreszcie w połowie czytania "Warunku" wykrzyknąłem do siebie odkrywczo - toż to jest Gombrowicz! Tylko bez wariactwa i udziwnień, ale z wieloma nawiązaniami do oryginału, aluzjami, celnością spostrzeżeń, zrozumieniem bohaterów, acz przy tym bezceremonialnością ich opisów.
Główną osią jest u Rylskiego konflikt a i mimowolny przyjacielski związek dwóch oficerów armii Bonapartego, wracających w klęsce spod Moskwy. Ale ich wracanie nie jest takie banalne, jak powrót całej reszty armii - mają wiele na sumieniu i są charakterami wywiedzionymi z innych środowisk ideałów, o innym temperamencie, innym bagażem napakowani. Inaczej podchodzący do życia. Choć niespodziewanie wspólne cechy można w nich spostrzec.
O czym jest ta książka? Jest bardzo bogata w znaczenia. Ja odczytuję ją jako zmaganie się z losem i z własną formą człowieczą, gombrowiczowską formą, ale wiele innych odczytań jest możliwych. Sprawdźcie sami. Warto!


"Geniusz Żydów na polski rozum" Krzysztof Kłopotowski ****


Jesteście może antysemitami? Nie? Znany krytyk filmowy Krzysztof Kłopotowski, bystry i analityczny umysł, także nim nie jest. Waży na chłodno wszystkie argumenty przewag, wad, win i zalet tradycji kulturowych, które w dyskursie powszechnym są przyjmowane zwykle straszliwie emocjonalnie i z wrzaskami. Przewaga ludzi pochodzenia żydowskiego w dziedzinach naukowych (olbrzymia - 23% noblistów, 20% profesorów najważniejszych uniwersytetów), biznesu i giełdy (25% z pięćdziesiątki najbogatszych ludzi świata), technologii internetowych. Jak to jest możliwe, skoro Żydzi stanowią zaledwie niecałe 2% globalnej populacji? Kłopotowski, przede wszystkim na bazie socjologicznych i kulturoznawczych książek żydowskich autorów, wyjaśnia to historią, religią, tradycją i kodem kulturowym. Przy okazji (acz z żalem) nie mając zbyt dużo litości dla polskiego i chrześcijańskiego kodu kulturowego.

Nie lubimy pamiętać, lub nie wiemy, jak wiele im [Żydom] zawdzięczamy. To krótka lista: równość wobec prawa boskiego i ludzkiego, świętość życia, godność osoby ludzkiej, sumienie indywidualne, odpowiedzialność społeczną, miłość jako podstawę sprawiedliwości i nade wszystko, jak obejmować rozumem nieznane, czego skutkiem był monoteizm (...) Zawdzięczamy im też ideę postępu.

Jest to książka ciekawa, a przy tym odważna, w duchu żydowskiej "chutzpach", która nie boi się stawiać odważnych, niepoprawnych politycznie i niewygodnych tez, których wcześniej nie stawiano. Autor opisuje po kolei istotę i sposób działania lobbingu żydowskiego w USA, awans cywilizacyjny jaki na Bliskim Wschodzie zapewnił Izrael (Palestyńczycy pod okupacją izraelską żyją materialnie wielokrotnie lepiej, niż pod własnymi rządami), idee i przesłanie jakim kieruje się New York Times, a w ślad za nim Gazeta Wyborcza (czym Kłopotowski naraził się oczywiście jej redaktorom), analizuje historię powstania i rozwoju Hollywood (przy czym, nieco przesadnie, dosiada swego ulubionego konika - analizy filmów), opisuje dokładnie sposób i ducha wychowania w tradycyjnych i nowoczesnych żydowskich rodzinach, niezwykłe korelacje pomiędzy współczesnym prawem, nauką i biznesem, a ideową formacją żydowskich dzieci. Nie omija tematów polsko - żydowskich obopólnych win, a także zaangażowania (wykorzenionych) Żydów w tworzenie bolszewizmu.

Kłopotowski, wieloletni mieszkaniec USA w pewnym sensie oderwał się od standardowego podejścia, z jakim traktowani są Żydzi w Polsce, to oderwanie bardzo sprzyja analizie i dociekaniom. A jak są traktowani Żydzi w Polsce? Tak: https://www.youtube.com/watch?reload=9&v=PV7B_xfOn3k&feature=share

Kłopotowski wielokrotnie nawołuje do naśladowania kodu kulturowego judaizmu, czerpania wzorców i łapania idei. Zwłaszcza do idei kultu wiedzy, stawianego na równi, lub przed przed religią. Idei poddawania w wątpliwość wszelkich dogmatów i tradycji i dyskutowania. Bo stąd się bierze postęp cywilizacyjny, w którego awangardzie stoi naród wybrany.


Bardzo ciekawe są tezy, powtarzane za socjologami i historykami żydowskimi, że kultura judaistyczna rozwijała się najprężniej wyłącznie jako diaspora, w reakcji z innymi kulturami, często im wrogimi. Drugie ciekawe, choć w sumie oczywiste stwierdzenie, to to, że Żydzi znaleźli swój idealny eden w USA, wcale nie w Izraelu. Nie tylko oni, z resztą.

To co można zarzucić tej książce, to niejaką patchworkowość, stworzona była na bazie artykułów, jakie Kłopotowski publikował wcześniej, a końcowa część jest opisem osobistych zmagań autora z kwestią polsko - żydowskich stosunków i zmagań z krytykami. Powoduje to niepotrzebne powtórzenia niektórych myśli autora i pewną niespójnosć. Niemniej - warto. Książka fermentu i analizy, których w Polsce, moim zdaniem, brakuje. Antysemici, filosemici, obojętni, Polacy, Żydzi i inni - do lektury i dyskusji!

sobota, 30 czerwca 2018

Naciąganie gości na placu Wolności, czyli dlaczego nie kupię (teraz) nowej książki Katarzyny Nosowskiej.




Góry rosną w oczach. Książki, gazety, czasopisma, broszury, foldery, papierowe teczki, jednostronnie zapisane kartki papieru, które szkoda wyrzucić, a od niedawna liczne zgody na wykorzystanie danych osobowych zgodne z RODO. Piętrzą się. Makulatura, segregacja śmieci, antykwariat, ognisko. Nowe regały montowane pod sufit. Ile to roboty!

Na ostatnie święta Bożego Narodzenia poszedłem do księgarni po prezenty. Na wprost wejścia stał regalik TOP TEN.

Fragment nieznanej sztuki Tennesy Williamsa w oryginale:
"Ten pies... i owe forty... a lot much? To handle Buddy! Stale pies, but i brew, stale... Ale, no – stare my windy, fury win...
One – to ten sam stale pies! Wanna? Piece? A top ten list, pal go! I won!”
                              Stanisław Barańczak.
Stał sobie ten kuszący regalik TOP TEN, a na nim kuszące książki. Niedługo przed świętami zmarł Wojciech Młynarski i książka z jego nazwiskiem stała na poczesnym miejscu na tym regaliku. Nie zapamiętałem dokładnie tytułu - "Wspomnienie o Wojciechu Młynarskim", czy coś takiego. Sięgnąłem łapczywie. I trochę mnie zatchnęło. Tekst był napisany czcionką dla trzylatków. Nie znam się na czcionkach drukarskich, ale petit to to nie był. Właściwie nie dla zwykłych trzylatków. Dla trzylatków olbrzymów. Ja rozumiem, że wielu wielbicieli Młynarskiego jest już posuniętych w latach i że mieliby oni marzenie poczytać książkę bez okularów, a wydawca wyszedł im naprzeciw. Mam jednak podejrzenia że intencje były zgoła inne.
Nie oni pierwsi zaczęli. Zaczęli youtuberzy. Każden jeden jutuber, którego oglądała młodzież szkolna i gimnazjalna, kiedy już zmonetaryzował swój kontent i był wielce kontent z licznych subów i lajków, postanawiał dodać sobie prestiżu, oraz kasy i wydawał książkę. Taka książka to świetne posunięcie. Starzy nie oglądają jutuberów, ale jak mają kupić prezent swojej gimbazie, myślą o kupieniu czegoś do czytania (może w końcu coś przeczyta?), idą do księgarni, a tam na półce uśmiecha się Gimper, Mandzio, Niekryty Krytyk, Gonciarz, Cyber Marian, albo Miecio Mietczyński. O! Nasze dziecko to ogląda i się fascynuje. Kupujemy, na pewno się ucieszy!
Ja też pooglądałem te książki, ale żadnej nie kupiłem. Nie ucieszyłem się. Wydawnictwa te były w większości (z wyjątkami) tworzone według następującego schematu: ładnie wydane, duża ilość kartek, tekst o objętości felietonu zajmujący 40% tych kartek, resztę wypełniają zdjęcia i grafiki, możliwie kolorowe i krzyczące, kupione hurtem na Shutterstocku, albo z innego banku zdjęć, oraz złote myśli i memy drukowane czcionką dla trzylatków - gigantów. Świetny plan. Udawana książka za 39,99.
 

środa, 13 czerwca 2018

Ranking Książek Przeczytanych V (kwiecień - maj)



Idziemy na rekord czytelniczy. A co tam. Przynajmniej nie ma wyrzutów sumienia, takich gdyby szło się na przykład na rekord cukierniczy, albo alkoholiczy. Czy to wpływa pozytywnie? Czy gust się sublimuje, wiedza wzrasta, skorupka nasiąka? Eeee, to wszystko dla przyjemności przecież. Same przyjemne próbujemy czytać. Ale od czasu do czasu piasek zgrzytnie w zębach.

Skala sześciogwiazdkowa:

****** – Tusku, musisz!
***** – bardzo dobra, wysoka satysfakcja.
**** – dobra, warta przeczytania.
*** – może być, ale może też nie być.
** – słabo, jest słabo.
* – w ogóle nic ni ma.

 "Berlin miasto kamieni"  Jason Luton (komiks)****
Jest w tym coś, choć trzeba się w czytaniu rozpędzić. Z początku kreska wydaje się taka...hm... socrealistyczna, uładzona i bez wyrazu. Im głębiej w las, tym zaczynamy coraz bardziej doceniać inwencję autora. Inwencja ta poszła w psychologię i wierne oddanie uczuć bohaterów. Rzecz jest o Berlinie lat 1927-29, kiedy to miasto kipiało i bulgotało od wewnętrznych napięć - niedługo po I wojnie, ale jeszcze przed Hitlerem. Wiele wątków jest tu skłębionych i zazębionych, oglądamy dzień powszedni i problemy kilku postaci. Socjaliści i narodowcy, dziennikarze i szupo (Schutzpolizei- policja porządkowa), niedoszli artyści, robotnicy i przyszli wywrotowcy. Nie ma tu szaleństw i nagłych zwrotów, a najważniejszą intencją autora- oddanie ducha czasów, idei i utopii w jakie wierzono, choć utopię komunistyczną traktuje się tu z niewątpliwą sympatią. Dobry ten komiks, wieloaspektowy. Rzadko też zdarzają mi się komiksy, które powodują, że łza się kręci w oku. Może to tylko ja jestem zbyt sentymentalny.


"Miejsce za miejscem. Podróże małe i duże" Michał Szulim ** i pół
Główny zarzut - banalne. Autor, który jest muzykiem, założycielem  zespołu Plateau, a jego pasją - podróże po świecie, prowadzi bloga podróżniczego. Był w wielu ciekawych miejscach, jednak refleksje jakie serwuje w książce nie powalają na kolana. Mało jest tam opisanych rzeczy, o których bym wcześniej nie wiedział. Gruzja? Gościnność i nadmiar alkoholu. Maroko? Nachalni sprzedawcy, gotowi cię zamęczyć. Tajlandia? Uliczne jedzenie w pięciuset smakach. O jedzeniu jest w tej książce naprawdę dużo, są polecane miejsca jedzeniowe w Azji, Europie i Polsce. Ja jednak jakoś nie traktuję jedzenia jako celu wycieczki, i stąd książka ta nie wprawiła mnie w specjalny rezonans. Najciekawsze wydały mi się opisy Polski i Warszawy (w której autor mieszka), dosyć obszernie jest też przedstawiony Madagaskar, reszta to co najwyżej króciutkie zajawki. Niestety język autora także nie jest moim ulubionym. Określenia takie jak "bogdanka", "chmurnooka gazela", mimo że użyte ironicznie, a także cały rozdział, będący listem do ministra transportu, opiewający dominikańskie taksówki Guagua - trącą niestety kiczem i szkolnymi pamiętniczkami.


 "Fabrykantka aniołków" Camilla Läckberg ***
Może być, za wyjątkiem zakończenia, co jak wiemy trochę dyskwalifikuje kryminał. Z jednej strony intryga ciekawa, trzyma w napięciu, z drugiej strony przesadzona. Obserwacje psychologiczne nie są już tak dogłębne i rzetelne jak w debiucie Läckberg, a to za sprawą tłumu bohaterów jaki zaludnia tę książkę. Muszę sprawdzić z inych opinii co tam dobrego napisała, bo kupowanie jej kryminałów z przypadku nie jest jednak dobrym planem.


"Szkoła filmowa. Rozmowy" Kinga Burzyńska ****
Fajnie, że ludzie są tak różni. Każdy jakoś inaczej odbiera ten świat i swoje w nim miejsce. Także aktorzy. Co dała im szkoła, jak zaczynali, dokąd doszli? To wywiady odpowiadające na te pytania. Mówią między innymi Andrzej Grabowski, Piotr Adamczyk, Agata Kulesza, Borys Szyc, Maja Ostaszewska, Wojciech Malajkat, Arkadiusz Jakubik, Anna Dymna. Prowadząca rozmowy autorka pozwala im się wygadać. Dobrze się czyta.



"1945. Wojna i pokój" Magdalena Grzebałkowska ******
Niby tam się wie. Coś tam się wie. Babcia mówiła, Tata wspominał rosyjskie czołgi i rozstrzelanych Niemców. Czytało się. Ale jednak wstrząsa ta książka. Grzebałkowska nadgryza tu i tam, zahacza o festung Breslau, sieroty w domach dziecka, mieszkania w ruinach Warszawy, szykanowanych Kaszubów, statek Wilhelm Gustloff, wyjazdy na szaber, nędzę i nową nadzieję. Czas przesilenia, kiedy zło jeszcze nie odeszło, a dobro miało się nie zdarzyć. Ludzi, którzy przeżyli eksplozję świata, umarli za życia i zmartwychwstali. Toczą swą egzystencję wśród innych, podobnych sobie zombies. Ale też wśród nagle wyzwolonych, cieszących się życiem, wychyniętych zza szaf, wreszcie nie gnębionych. Brutalność, brak zasad, życie nic nie warte. Ale też bezinteresowna dobroć i przychylność obcych sobie ludzi. Mimo że książka pokazuje wyrywki - jest tam obraz tych strasznych czasów, wyrazisty i dobitny.


piątek, 27 kwietnia 2018

Ranking książek przeczytanych IV (luty- kwiecień)

Przeczytałem ostatnio artykuł o uzależnieniach. Można się uzależnić nawet od spania, nie mówiąc już o zakupach, czy też bardziej wyrafinowanych podnietach. To mi dało do myślenia. Czy od czytania też się można uzależnić? Pewnie tak. Jak to sprawdzić? Może odstawić? Odstawić?!!! Ale jak to?!!!



Skala sześciogwiazdkowa:

****** – Tusku, musisz!
***** – bardzo dobra, wysoka satysfakcja.
**** – dobra, warta przeczytania.
*** – może być, ale może też nie być.
** – słabo, jest słabo.
* – w ogóle nic ni ma.




"Dwanaście srok za ogon" Stanisław Łubieński ******

Czytałeś "Nad Niemnem"? A opisy przyrody też?- pytał mnie z niewiarą kolega w liceum. "Dwanaście srok" składa się właściwie z samych opisów przyrody. Ma ta książka niesłychany wręcz urok. Płynie piękną polszczyzną i łagodnymi opisami zmieszanymi z ciekawostkami. Ptaki we wszystkich kontekstach, podane z sosem filmowym, literackim, popkulturowym, politycznym, osobistym. Ale podane na żywo. Jest nawet Bond. James Bond. Osobiste fascynacje autora stają się w ciągu czytania pierwszych stron fascynujące dla czytelnika. Stanisław Łubieński potrafi opowiadać, ma wyczucie w przejściu od syntezy do detalu, od nawiązań poważnych do humorystycznych. Każdy skromny wypad obserwacyjny w opisach Łubieńskiego staje się jak wyprawa do amazońskiej dżungli. Każdy ptak jest kimś. Już nie mówiąc o opisywanych wybitnych ornitologach i autorach książek. To wszystko jest ciekawe, ciekawie ujęte i przy tym swobodne. "Swobodne jak ptak na niebie" - chciałoby się napisać frazesem. Świetne.
Wywiad z autorem na SNG Kultura przeprowadził Piotr Grobliński- LINK


"Listy na wyczerpanym papierze" Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora **** i pół

Podglądacz. Tak się właśnie czułem czytając tę książkę. Nie są to przecież listy Tristana do Izoldy, ani Julii do Romea (O Romeo! czy jesteś na dole?), tylko bardzo konkretnych i znanych postaci, o których się dużo wie. A którzy swój związek przez długie lata ukrywali.
Listy są piękne. Skrzą się językowo, słowotwórczo, skojarzeniowo. W co drugim jest wierszyk lub piosenka. Tekst lub tekścik. Widać jednak, że poza literaturą, która pomiędzy kochankami brzmiała jak poetycka lira, byli osobowościami bardzo trudnymi, właściwie niedopasowanymi. Była to w ogóle miłość trudna. Do tego niestety znam biografię obydwojga, i ta biografia przeszkadza mi nieco w odbiorze tej poezji epistolograficznej. O ile twórcami byli na miarę największą, o tyle ludźmi... hm... takimi sobie. Przybora zniszczył życie kilku kobietom, sądząc po jego "Memuarach" nie za bardzo się tym przejmując. Agnieszka Osiecka traktowała życie lekko jak piórko, co na jej bliskich wpływało raczej destruktywnie. Sami z resztą zdają sobie z tego sprawę - piszą o tym do siebie w tych listach. 

"Bardzo Ci jest ładnie w brązowym płaszczu  i szaliku w kratkę, który odebrałeś Marcie. Masz też bardzo ładne usta, i to w tych samych miejscach, które podobają Ci się u mnie. Charakter masz nienadzwyczajny, ale z tego też jesteś do mnie podobny. Tylko że twoje wady biorą się ze słabości, a moje z lenistwa..."

"Najzabawniejsze jest to, że oboje zarzucamy sobie to samo: egoizm (o, bo ja Ciebie uważam za najpaskudniejszego egoistę ze wszystkich, jakich znam).
Kochany mój! Nie przejmuj się tym wszystkim zanadto. Dość jest przecież ważne i to, że się kochamy. A że żyjemy jak pies z kotem - no to trudno. Może to i można porównać do konfliktu mocno uwiązanego psa łańcuchowego z wrednym wędrującym kotem."

Cóż tam jednak w sumie te przeciągania łańcucha, skoro na każdej stronie tej książki piosenki. A wśród nich ta najpierwsza:

Cóż Jeremi, że jest nam tak ładnie,
któż, Jeremi, mój sekret odgadnie,
że od książąt pobladłych
wolę mężczyzn upadłych - 
o, Jeremi, czy jesteś już na dnie?
A ty jeszcze w krawacie, w binoklach,
a ja pytam, czyś kogo już okradł,
nie wymagam, byś nocą się śnił,
ale błagam, byś palił i pił
Może czasem nabierzesz ochoty
do rozróbki, do mokrej roboty?...
Ja opatrzę twe rany,
kiedy będziesz karany,
lecz ty - nosisz kalosze,
choć proszę:
O, Jeremi, rzuć rymy i składnię,
o, Jeremi niech ciebie napadnie
jakaś furia i piekło,
jakaś żądza i wściekłość - 
o, Jeremi,
czy jesteś już na dnie?
(...)

Warto było te listy upublicznić, jako piękną literaturę, ale jakoś swą ogólną wymową kłócą się z moim poglądem na świat. Czy nie za łatwo oceniam? Może to coś ze mną nie tak?


"Księga zachwytów" Filip Springer **** i pół

Obiecałem sobie nie wstawiać do tego rankingu przewodników, które czytam przed większością wyjazdów, ale właśnie łamię tę zasadę. Co prawda ten przewodnik bardziej się nadaje do czytania w domu. To zestaw ciekawych  obiektów powojennej architektury z całej Polski, która inspiruje, zaciekawia i ma coś w sobie. Porządny almanach o stu dziewięciu budynkach ze wszystkich województw, a o każdym kilkustronowy esej, ze zdjęciem zrobionym przez autora. Niestety w kilku miejscach nie zgadzam się zachwytami ze Springerem. A nawet protestuję. Ja protestuję! Moje protesty możecie przeczytać tutaj - LINK.

Książka dobra jako inspiracja, przegląd, i prowokacja do dyskusji, choć w kilku miejscach może zbyt doktrynerska. Ale za to prekursorska w swej popularyzacji współczesnej architektury, zawiera dużo ciekawych i nieznanych budynków, wartych zobaczenia. Warto też mieć ją na półce.



"Mrożek. Striptiz neurotyka" Małgorzata I. Niemczyńska. ****

Waham się. Mrożek też się w życiu wahał. To już jest nas dwóch! Waham się przy ocenie tej książki, bo na okładce obiecuje ona "nieznane oblicze wielkiego pisarza i trudnego człowieka", czego nie spełnia do końca. To oblicze znane. Natomiast sam obiekt tej biografii i jego losy są tak fascynujące, że aż skręca z ciekawości. Złapałem się w połowie książki, że z podnietą wyczekuję "co będzie dalej", jakby to była powieść fabularna, a nie opis życia pisarza. Mimo wszystko kto czytał Mrożka, jego listy do Lema, oraz karmił się choćby artykułami gazetowymi na jego temat, ten nie przeżyje zbyt wielu zaskoczeń w lekturze. Autorka może być doceniona przede wszystkim za pogłębienie wiedzy o relacjach pisarza z najważniejszymi dla niego osobami - pierwszą żoną Marią, Janem Błońskim, Adamem Włodkiem, drugą żoną Susaną. W książkę włączony jest też jeden z ostatnich wywiadów, jakiego autorce udzielił pisarz, oraz przegląd jego teczki z IPN. Obydwa, a zwłaszcza ubeckie papiery - wnoszą doprawdy niezbyt wiele. Solidna biografia. Ponieważ jednak Mrożek doczekał się już za swego życia powstania mrożkologii i mrożkoistyki teoretycznej i stosowanej, de facto większość treści tej książki leżało już na różnych talerzach. Sławomir Mrożek jest to jednak przedziwna i genialna postać, o której mogę czytać zawsze, wszystko i po wsze czasy.


poniedziałek, 18 grudnia 2017

Ranking książek przeczytanych. Wrzesień - grudzień 2017



Tuż przed świętami serwuję ranking książek ostatnio przeczytanych. No bo wszyscy tak robią- w zamyśle zarobienia na klikalności. My nic nie zarabiamy, a tylko wszystko wydajemy (Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy- cytat Marylin Monroe), ale wpiszemy się w ten trend. Czy może trynd.  Może się komu przyda na prezenty, albo do celów spuszczenia w wychodku.
Żeby zwiększyć pulę zakupową - mój poprzedni ranking książek jest tutaj- LINK.

Skala sześciogwiazdkowa:
****** - wybitna. Tusku, musisz!
***** - bardzo dobra. Wysoka satysfakcja.
**** - dobra. Warta przeczytania.
*** - może być, ale może też nie być.
** - słabo, jest słabo.
* - w ogóle nic nima.

Ze zrozumiałych względów ostatnie dwie oceny raczej są rzadko wykorzystywane. Staramy się nie czytać takich książek.



"Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz" Anna Kamińska ****
Solidna, bardzo rzetelna biografia ciekawej postaci. Rutkiewicz była interesująca i wyjątkowe nie tylko ze względu na wyczyny himalaistyczne, ale i z racji skomplikowanego charakteru, co książka bardzo wielostronnie eksploatuje. Ciekawe dla mnie jest też szeroko opisany anturaż- okupacyjne dzieciństwo na Litwie, repatriacja, powojenny Wrocław- ciekawe czasy. Wnika się też co nieco za kulisy taternicko- alpinistyczne i stosunki (oraz motywacje) w tymże środowisku. Dla wtajemniczonych cytat: "Wspinał się jak Sprężyna, szkoda, nic mu się już nie zgina"

Camilla Lackberg "Kaznodzieja" ***
Na tle debiutanckiej "Księżniczki z lodu" książka wyraźnie słabsza, choć nadal dobra. Nie ma niestety tego uderzenia i świeżości. Niestety ma też słabości kompozycyjne- wątków obyczajowych jest zbyt wiele i nieco zbyt powierzchownych, autorka jakby chciała zrekompensować nam to że głównych bohaterów już dobrze znamy i skomplikowała im życie ponad miarę wiarygodności. Drugim, fatalnym błędem jest tytuł książki. To błąd tego samego rodzaju co obsadzenie Skelena Skarsgarda w filmie "Dziewczyna z tatuażem", albo Colina Firtha w "Szpiegu". Kto przeczyta ten zrozumie te aluzje.

Piotr Gociek "Czerwone bataliony" ***
Opowiadania science-fiction. Część z nich zapada w pamięć- mają dobry, zaskakujący pomysł fabularny i nawiązania historyczne np. o "superbohaterach Związku Radzieckiego", czy o "przemianie duchowej doktora Kluczyka, najbogatszego Polaka". Jednak spora część jest przeszarżowana, nieco na siłę zbyt dowcipna. Trochę szkolna, jeśli wiesz co mam na myśli Prosiaczku. Wzięcie w cudzysłów goni następne wzięcie. Być może autora zmartwiłoby, że za najlepsze opowiadanie uważam to, które dowcipu nie zawiera wcale.

Marek Krajewski "Mock. Ludzkie zoo" ****
To być może najlepsza książka tego autora. Jest jego pierwszą do której nie mam żadnych, ale to żadnych zastrzeżeń fabularnych. Akcja dotyczy przede wszystkim bardzo ciekawych rzeczy- bo historycznych, mało znanych i kontrowersyjnych. Risercz do niej musiał autora zająć na długo. Ma też bardzo dobrą równowagę, a może i nawet szlachetną prostotę w porównaniu z kilkoma przekombinowanymi książkami o Eberhardzie Mocku. Nie ma aż tak przesadnego okrucieństwa, nie ma bombastycznego finału. Końcówka książki zadziwia kompletną zmianą miejsca akcji, a też i wiarygodnością i szczegółowością opisu. Niezła robota!

Mieczysław Wlekły "Tu byłem Tony Halik" ****
Nie mogłem przeoczyć pozycji o tytule jakim taguję swoje wpisy podróżnicze. Tony Halik to legenda. A jeszcze ciekawiej się robi kiedy człowiek się dowiaduje że poza Polską był legendą jeszcze większą, choć już nieco zapomnianą. Z Fotodinozowych zainteresowań wymienię tylko że Tony Halik był jedynym znanym mi Polakiem (z paszportem Argentyńskim) jaki publikował w słynnym "Life" kilkustronicowe reportaże. Biografia ma dobrą konstrukcję- achronologiczną, od Halika najbardziej znanego do tego odkrywanego po raz pierwszy, która powoduje że z każdą przeczytaną stroną oczy otwierają się coraz szerzej. A na końcu są jak spodki. Czy ta książka ma wady? Właściwie nie. Autor włożył w nią mnóstwo pracy, dotarł do świadków z epoki i to na całym świecie. Ale nie jest napisana porywająco. Troszkę może zbyt wiele jest w niej Elżbiety Dzikowskiej, wieloletniej partnerki Halika.

Roger Moore "Nazywam się Moore. Roger Moore" ***
Autobiografia najmniej poważnego z Bondów. Życie brał lekko, łatwo i przyjemnie, z nizin trafił na szczyty. Najciekawsze z książki znów są wczesne lata. Moore urodził się w tak szczęśliwym czasie, że do wojska go wzięli tuż po zakończeniu II Wojny- budżet Wielkiej Brytanii był wtedy skierowany nadal w całości na armię. Tylko nie wydawano go na zbrojenie- wystawne obiady w wojskowych kantynach wspomina do dzisiaj z sentymentem. Różne sympatyczne ploteczki sprzed pół wieku mieszają się w tej książce z miłymi banałami. Sympatyczny człowiek był ten Moore. Świeć Panie nad jego duszą.

Antoni Kroh "Za tamtą górą" *****
Jeśli miałbym wymienić ulubionego tworzącego dzisiaj polskiego pisarza- to byłby to Antoni Kroh właśnie. Nie znacie? Błąd! Człowiek barwny to łagodne określenie. Jeżeli ktoś kontynuuje dzieło Sabały, który, jak wiadomo z zakopiańskiego pomnika, jedną ręką trzyma krzypecki, a drugą ręką gawędzi- to właśnie ów zasłużony etnograf, muzealnik, leksykoznawca, który pióro ma tak lekkie, że pochłaniam jego książki jak Rafaello- ledwo się zacznie a tu całe pudełko poszło. "Za tamtą górą" także jest swobodną gawędą, czasem szpileczka gdzieś wetknięta, czasem w śmiech obrócone poważne rzeczy, ale zawsze widać że autor ma dużo wyrozumiałości dla opisywanych ludzi, nawet wtedy gdy błądzą. Rzecz jest o Łemkach. Jest to autorska opowieść o osobistym odkrywaniu kultury i historii łemkowszczyzny (Kroh był pierwszym po wojnie kuratorem, który zorganizował wystawę o Łemkach), wewnętrznych konfliktach wśród współczesnych i wśród ich przodków. Temat z pogranicza geograficznego, kulturowego i ustrojowego- bardzo ciekawe i z niezwykłym wyczuciem. Potocznie, ironicznie. Dużo o stosunkach różnych narodów do innych narodów. Dużo o zwyczajnych stosunkach międzyludzkich.
I dłuższy czas mija od przeczytania tej książki, tym więcj o niej myślę...