Czy wolno tak opisać stację widmo,
panie doktorze?
Wolno. Wolność jest.
No więc, zgodnie z tytułem, nie ma
takiej stacji. Ale że nie ma, to nie znaczy że jej nigdy nie było.
Pociągi ŁKA przejeżdżają mimo, nie zatrzymując się, nikt już
nie pamięta, oprócz najstarszych pamiętliwców.
No więc jest plan, żeby szybko
pociągnąć za hamulec bezpieczeństwa i zatrzymać pociąg ŁKA tuż
za przejazdem kolejowym na Wróblewskiego. Albo jest inny plan, żeby
rowerem podjechać ze stacji Łódź Kaliska. Bo blisko. Na tyle
blisko, że kolei nie opłacało się utrzymywać dworca Karolew. No
to teraz utrzymuje się sam jak może.
Dworzec, eklektyczny i ceglany został
zbudowany w 1903 roku za czasów niezbyt miłościwie nam panującego
cara Mikołaja. Znaczy się- za zaborów. Było to rok po wybudowaniu
linii kaliskiej. Nie mialem o tym pojęcia, że dworzec Karolew,
razem ze stacją Chojny służyły za miejsca przeładunku towarów
jadących do Rosji na inne tory. Otóż kolej warszawsko- wiedeńską,
oraz odnogę tejże linii sięgającą od północy z Koluszek do
Łodzi Fabrycznej zbudowano w rozstawie europejskim- 1435mm, czyli 4
stopy i 8,5 cala. W tym rozstawie zbudowano też łącznik między
Łodzią Widzew a Kaliską. Natomiast główne tory kolei kaliskiej,
budowane za czasów Rosjan miały rozstaw torów wedle imperialno-
carskiej modły, czyli 5 stóp. Na Karolewie z jednej strony dworca
biegły tory węższe, z drugiej szersze i tutaj dokonywano
przeładunku na wagony mające zawieźć towar w głąb Rosji.
Karolew był zatem ważnym kluczem
spinającym linie transportowe z Łodzi. Okazały budynek świadczy o
tym doskonale. Jednak przed I Wojną Światową leżał tak naprawdę
na strasznym zadupiu, po prostu na wsi i funkcjonował dzięki
ruchowi towarowemu. Pierwsza wojna przyniosła Karolewowi pierwszy
kryzys- po ciężkich bojach Łódź zdobyli Niemcy i strumień
towarów do Rosji, zarówno po stronie producentów jak i odbiorców
nagle całkowicie wysechł.
Po wojnie, w dwudziestoleciu wolnej
Polski dworzec Karolew nie wykorzystywał już nawet dziesiątej
części dawnego potencjału. Łódź nie zbudowała jeszcze żadnych
blokowisk na wsi Retkinia, a pobliska Politechnika Łódzka miała
się pojawić dopiero w 1945 roku. Przewymiarowany dworzec służył
niezbyt licznym pasażerom do lat 70-tych, kiedy to kolej zdecydowała
o jego zamknięciu. Zatem od tamtej pory stoi pusty, nie licząc
najpierw legalnych, a od lat 2000-ch nielegalnych lokatorów. Ci
ostatni spowodowali mały pożar, który sprawił, że budynek
zamknięto na amen.
Dla wcześniejszych, legalnych
lokatorów, którzy mieszkali w dworcu 5 metrów od głównej
łódzkiej magistrali kolejowej zrobiono jeden wyjątek od reguł. Od
reguł miejskich. Mianowicie dróżkę, która biegła między
torami, łącząc dworzec ze światem zewnętrznym za pomocą
kolejowego przejazdu przyporządkowano do ulicy Wróblewskiego i
nadano Karolewowi numer 33. Powoduje to, że ulica Wróblewskiego na
dzisiejszych mapach a) krzyżuje się sama ze sobą, i to na
przejeździe kolejowym(!!!), b) biegnie na zachód, na wschód i na
północ jednocześnie.
Takie rzeczy tylko na Karolewie.
Potem, po erze pożaru były plany
wyburzenia dworca, czemu zapobiegli społecznicy i miejski
konserwator zabytków.
Dość dziwne jest to, że nie został
wykorzystany w trakcie organizowania obwodnicy Łódzkiej Kolei
Aglomeracyjnej - aczkolwiek, oceniając na szybko- byłaby to spora
inwestycja. Ruch pociągów na tej linii jest intensywny, należałoby
zbudować przejścia podziemne, nie mówiąc już o renowacji samego
budynku. Do tego dworzec Łódź Kaliska jest zupełnie niedaleko.
Nie jest pewne czy by się to opłacało.
Z drugiej strony co zrobić z
Karolewem- nie wiadomo. Gdybyż jeszcze nie stał on w środku
kłębowiska torów. No ale stoi.
Można zatem zwiedzić z zewnątrz,
póki się nie zawali.
 |
| Uwaga uwaga- po lewej jednoosobowy BUNKIER przeciwlotniczy na dworcu Karolew, o ile się nie mylę to jeszcze z czasów I wojny światowej. |
Na dawnej stacji Karolew stoi też
jedna z nielicznych w mieście kolejowych wież ciśnień, dzięki
którym tankowano parowozy. Ta jest zrujnowana co nieco i nie
ceglana, tylko żelbetowa, co datuje ją raczej na XX wiek niż na
XIX-ty. Niemniej łatwo dostępna na "wyspie" między
nieużywanymi torami. Poleciałem na Karolew z miarką, sprawdzać
czy gdzieś nie zawieruszyły się tam tory szersze o 15 cm,
rosyjskiej prowiniencji. O tych 15 centymetrach są różne dowcipy
mniej i bardziej sprośne.