Egzotyka. Ja tak sobie myślę, że
żeby poczuć prawdziwy powiew egzotyki, to wcale nie trzeba kupować
biletów na samolot. Jak Ślązak chce poczuć powiew egzotyki, to
niech pojedzie na Podlasie. I odwrotnie.
Jak Góral chce
poznać zew obcych kultur to niech jedzie na Kaszuby
Zatruj mnie
Zatruj ciastem puszystym
Zatruj mnie
Zatruj głosem niskim
Zatruj mnie
Zatruj czystą pościelą
Zatruj mnie
Zatruj ciepłą kąpielą
Zatruj jak Ślązaka jodem
co z Chorzowa
Samochodem jedzie latem do Darłowa.
Ale właściwie- to
nie. Dla Górali mam lepszą propozycję. Niech Góral wsiada w
samochód i siup na Słowację. Piętnaście minut drogi, a jakby
obce lądy zwiedzać.
Ta Słowacja jest
taka bliska i swojska, słowiańska. Górale po tamtej stronie w
takich samych parzenicach kapelutkach i do tego tą samą gwarą
gadają. Ale jednocześnie egzotyka niezbadana bucha.
Jak nożem odciął
ta nieistniejąca od dziewięciu lat granica.
Od dziewięciu lat!
Nieźle- co?
Przelatuje się
nieistniejącą granicę na przykład w Jurgowie, zawsze staram się
w Jurgowie, żeby mi synapsy przyjemnie styknęły na jej widok. O
ten widok:
Już na zawsze od
czasu filmu "Ciało" będzie mi się kojarzyć ten widok z
zakonnicami w karawanie z nartami na dachu. Nie inaczej.
I nagle zmiana. Coś
zupełnie innego.
Nie tylko ja
zauważam ten fenomen. Parę dni później, w autobusie wypchanym
narciarzami jadącym do Štrbskégo Plesa podchwycam znamienne
stwierdzenie współpasażera ściśniętego jak i ja niczym
sardynka, który zauważa: "Dziwne jest to, że to jedzenie nie
przekracza granicy, pomimo tego że wcale tej granicy nie ma. Tu inne
i tu inne".
O dzięki ci
anonimowy współpasażerze- uchwyciłeś sedno sprawy. Sedno tej
tożsamości różnej, choć zjednoczonej. Bo to tożsamość chyba,
prawda?
Tożsamość we
własnej osobie. No bo dlaczego niby to jedzenie nie chce przekroczyć
tej międzynarodowej granicy? Co je powstrzymuje?
Co
powstrzymuje restauratorów w Bukownie Tatrzańskiej do wprowadzenia
do menu bryndzowych haluszek, szegedyńskiego gulaszu z knedlami i
zupy česnakovej?
Już szybciej zjemy je w centrum Warszawy niż w Zakopanem. Tożsamość
chyba nieco zagęszcza się w stronę granicy.
Nie roztapia się,
nie chce się zglajszachtować. Nie poddaje się unifikacji. Trwa.
Tożsamość
Bratysławy, tożsamość Brna, tożsamość Krakowa i Zakopanego.
Same zjednoczone tożsamości w tej Unii.
I wystarczy
objechać Tatry z lewej strony, by pomimo tego zjednoczenia znaleźć
się na obczyźnie. Jest inaczej. Jak nożem odciął. Jak siekierecką, jak ciupazką góralską odciął.
 |
| Wszystko podpisane. |
Godzina
21.30. Po polskiej stronie tatr, w Białce olbrzymi tłum spaceruje
po ulicach, błyskają świała, miliony straganów ciągną się
przez wieś, kierpce, oscypki, bambosze, plastikowe ciupagi, banery
reklamowe walczą ze sobą na każdym kroku. Mijamy wspomniany
Jurgów, mijamy pusty Ždiar
i już wypoczynkowe Tatrańska Łomnica i Smokowce.
Na ulicach- nikogo.
Żywej duszy.
Słowacja nie
bierze udziału w wyścigu. Nie pędzi. Nie pluje reklamami na każdym
kroku. Nie odnawia wszystkiego jak leci za pomocą sidingu (ostatni
cassus po naszej stronie to restauracja Magdy Gessler w Bukowinie,
która choć zapewne jest obłożona drewnem to WYGLĄDA jakby była
z sidingu). Słowacja się zastanawia, czy na pewno warto niszczyć
szlachetną patynę. A ma jej sporo.
 |
| Nowy Smokowiec |
 |
| Nowy Smokowiec |
 |
| Nowy Smokowiec |
 |
Nowy Smokowiec. Willa założyciela i propagatora tego uzdrowiska- doktora
Mikuloša
Szontágha
|
Po naszej stronie-
tradycyjne wsie XVIII i XIX wieczne, wzbogacane z każdym kolejnym
rokiem o infrastrukturę turystyczną. Jeszcze sto lat temu
gospodarze hodowali tu owce, a turyści nie zjawiali się wcale.
Po drugiej stronie
Tatr- zupełnie odwrotnie. Od czasu Franza Josefa nie widziano tam
żadnej owcy. W okolicach lat 1880 ustanowiono tam miejscowości o
statusie uzdrowiska i nie ma tam żadnych przejawów wiejskiego
życia.
 |
| Tatrzańska Łomnica |
Geologia też jest
zupełnie inna. Tatry od naszej strony stoją ustawione prostopadłymi
do granicy kraju dolinami, są strzeliste i przepaściste, od strony
słowackiej wszystko jest bardziej równoległe. Z doliny Popradu,
równoległej do Tatr wznosi się ku górom
wieludziesięciokilometrowy płaski stok, który podchodzi prawie pod
szczyty. Na nim, równolegle do łańcucha Tatr leżą wspomniane
austro-węgierskie uzdrowiska, nanizane na szosę, oraz zbudowaną w
latach 1906-1912 linę kolejową Tatrzańskiej Kolei Elektrycznej
(Tatranské elektrické železnice, TEŽ), o rozstawie torów 1000
mm, a więc wąskotorową. Fantastycznie i od stu lat łączy ta kolej wszystkie atrakcyjne miejsca słowackiego podhala.
 |
| Nowy Smokowiec |
 |
| Nowy Smokowiec |
Od czasów Franz-
Josefa dobudowano wprawdzie kilka budynków, ale jak dobrze
skadrować, to można bez scenografii filmy z fin- de- siecl'u
kręcić.
Zanim powstały te
uzdrowiskowe miasteczka turyści nie mieli tam najłatwiej. Podobno
pierwszą turystką na południowej stronie Tatr była Beata Laská
(Łaska, z Kościelskich), pani
na zamku kieźmarskim, według plotek nieślubna córka Zygmunta
Starego. W 1565 roku odbyła trzydniową wędrówkę do Zielonego
Plesa, w towarzystwie licznych kieźmarskich mieszczan. Niestety po
powrocie na zamek została ukarana przez męża Olbrachta Łaskiego
dożywotnim pobytem w głodowym więzieniu, ponieważ udała się na
wycieczkę bez jego zgody. Po ośmiu latach mąż- utracjusz był
zmuszony sprzedać zamek za długi. Nowy właściciel odkrył
pierwszą turystkę w ciemnicy swojego nowego nabytku i kazał
uwolnić. Zmarła w Koszycach.
Tyle
mówi legenda, choć prawda historyczna jest trochę bardziej
skomplikowana:
Dzisiaj na szczęście nie wtrącają do ciemnicy. Jedyna kara jaka czeka turystę to weekendowe czekanie w kolejce po skipass. Za to można się poczuć jak w środkowoeuropejskiej wieży Babel. Wszystkich tam można spotkać.
Zakopanego z tymi
słowackimi miasteczkami nie da się już dziś porównać, pomimo bardzo
podobnego czasu powstania i podobnej estymy jaką się cieszyło.
Krupówki to jest już jakiś Sunset Bullevard made in Poland i nad
komercjalizacją Zakopanego wylewają łzy kolejne pokolenia
tradycjonalistów. Zakopane to już duże, ludne miasto, z
bezpowrotnie utraconym klimatem kurortu z początku wieku. Te
ostatnie resztki zakopiańskich willi nie przebijają się już w
mojej świadomości przez barierę z banerów reklamowych.
Nie mówiąc już o
tym, że prawie gór tam nie ma. To znaczy takich do jeżdżenia.
Że co? Że
Kasprowy niby? Że święta góra polskiego narciarstwa? Święta,
swięta. A próbowaliście na nią wjechać w sezonie ferii?
Smutek i nostalgia.
Zakopane może buty
narciarskie czyścić małym wsiom na Podhalu- Bukowinie, Białce,
Czarnej Górze, Jurgowowi- jedna Harenda wiosny nie czyni.
Umówmy się, że w
Zakopanem można wygodnie mieszkać, pooglądać górskie szczyty i
dobrze zjeść. Ale pojeździć na nartach- nie można.
 |
| Tatrzańska Łomnica |
 |
| Tatrzańska Łomnica |
 |
| Tatrzańska Łomnica |
Ponarzekaliśmy
sobie na Zakopane, pokalaliśmy własne gniazdo, to teraz pokalamy
trochę sąsiadów zza miedzy. Może się nie obrażą.
Otóż wyjazd
na Słowację był wypadem w przeszłość. Wypadem zarówno w piękną
przeszłość architektury z początku wieku, jak i nie tak piękną
przeszłość słusznie minioną.
Troszeczkę się
tam można poczuć nie tylko jak za Franza- Josefa, ale także jak za
Cyrankiewicza Josefa.
Przede
wszystkim- wzrok. Urzędniczy wzrok pracowników hotelowych. Klient
wchodzi do hotelu, "Dobrý deň"-
mówi i staje przy kontuarze recepcji. Za kontuarem dwie panie
recepcjonistki z wzrokiem utkwionym w monitorach komputerowych.
Klient czeka. Panie nie podnoszą wzroku . "Dobrý
deň"- mówią. Mija chwila. Klient wbija swój znaczący wzrok
w panie recepcjonistki. Mija długa chwila. Cisza. Klient czeka. Po
minucie pani recepcjonistka zaszczyca spojrzeniem klienta. Mamo,
mamo! Nawiązałem kontakt!!
Na basen hotelowy
trzeba się zawsze zapisywać. Co dzień rano pani wypisuje nam duży
różowy kwitek i co dzień po południu idziemy na basen z dużym
różowym kwitkiem. Na całym basenie z ośrodkiem spa, saunami suchą
i mokrą, siłownią i jacuzzi przebywamy jedynie my, oraz druga
sympatyczna słowacka para. Echo odpowiada gdy zawołać. Kwitka nikt
nie sprawdza. Niemniej gdyby ktoś sprawdzał- jesteśmy kryci- mamy
kwitek. Różowy.
Pewne
sytuacje także dają do myślenia. Pora obiadowa. Wchodzimy do
restauracji w Ždiarze.
Przekraczamy próg, a od barowego kontuaru BIEGNIE do nas pani
machając rękami i krzycząc: "Zatvorené, zatvorené!!!".
Czy
Państwo Szanowni, rozpieszczeni przez dwadzieścia pięć lat
doświadczania polskiego kapitalizmu, wyobrażają sobie tę
sytuację? Czy zauważają Państwo znacznie szerszy obszar wolności,
w tym wolności wypowiedzi, jaki cechuje słowacki etos kelnerski?
Co
kraj to obyczaj, znaczy się. Podobno w Pradze, zawsze licznie
odwiedzanej i przepełnionej, masowa nieuprzejmość kelnerów jest
przedstawiana jako szczególna atrakcja turystyczna i jako taka jest
reklamowana w przewodnikach dla Brytoli i Niemców. Potraktuj to jak
wyzwanie! Wywalcz swoje piwo!
Ale
wróćmy z Czech na Słowację.
Powrót
do minionych epok ma swoje różne dobre i złe strony. Jak to z
epokami bywa. Co by tu nie mówić- za komuny byłem jednak młodszy
(cytat). Urocze miasteczka po południowej stronie Tatr powodują
bardziej obiektywny ogląd tego co jest po stronie północnej.
Wychodzi z tego pobieżnego oglądu, że Polacy lubują się w
hałasie i chaosie, imprezach, nocnym życiu i banerach reklamowych
na każdym płocie.
Słowacy
wolą spokój, chodzą spać z kurami, nie wstydzą się reliktów
przeszłości, a banery mają w całkiem słusznej pogardzie.
 |
| Tak się bawi, tak się bawi- Poprad w sylwestra!!! |
 |
| Nowy Smokowiec |
 |
| Tatrzańska Łomnica, widok na dolinę Popradu. |
 |
| Tatrzańska Łomnica |
 |
| Tatrzańska Łomnica |
Zastanawia mnie
przy tym ostatnio, czy ostra reklamoza jaka dotyka Polskę nie wiąże
się przypadkiem (oprócz kiepskiego prawa) z bardzo słabym poziomem
czytelnictwa. Może dlatego trzeba do wszystkich krzyczeć tymi
reklamami, bo sami z siebie nic nie czytają.
Ja natomiast jestem
biedny, czytam wszystko automatycznie i odruchowo. Przy śniadaniu
skład majonezu przed oczami, w kibelku ostrzeżenia na dezodorancie,
w poczekalni u lekarza- plakaty o kręgosłupie, do trzeciej w nocy o
tragedii na Broad Peak'u, ogólnie- co podlezie pod oczy i może
dlatego tak cierpię- automatycznie czytam wszystkie reklamy.
Dzieki Słowacji
poczułem nagłą ulgę.
No i pomimo tych
straszliwych i dramatycznych różnic dzielących nasze kraje
współpraca międzygraniczna zacieśnia się. Bardzo to
pocieszające. Wyobraźcie sobie że od tego sezonu Bahledova Dolina
działa na jednym skipasie z Białką i Jurgowem. Jeszcze trochę i
przewiercimy tunel łączący Kasprowy Wierch ze Sztyrbskim Plesem a
niedługo potem zarazimy się od Słowacji większym ładem
przestrzennym i odkurzymy z reklam całe Zakopane.
Lubię Cię
Słowacjo.
I'll be back
(cytat- Arnold Schwarzenegger)
Fabrykant
P.S. Tytuł
artykułu oczywiście mylnie kieruje wzrok na czeskie Brno. Ale nie
mogłem się powstrzymać.