sobota, 26 marca 2016

Pan z pomnika.


The Tetons, and the Snake River- foto: Ansel Adams
W 1977 wystrzelono w kosmos bezzałogową sondę Voyager 1. Oprócz pełnionej roli badawczej, była to też wiadomość wysłana do obcych cywilizacji. Na pokładzie umieszczono zrobioną ze złota płytę typu gramofonowego, w której rowkach zapisano dźwięki, rysunki i zdjęcia prezentujące naszą cywilizację i planetę, człowieka i jego życie, elementy przyrody i techniki, sto pięćdziesiąt ziemskich języków, w tym polski. Matematyka zawarta na rysunkach miała przybliżyć obcym rozmiary ziemskich elementów i położenie naszej galaktyki.

Voyager 1 nadal leci w przestrzeni. W 2016 roku oddalił się na 134au (19mld 199mln kilometrów) od ziemi i jest to najdalej od naszej planety wysłany przez człowieka przedmiot, a przy okazji- najszybszy. W sierpniu 2012 jako pierwszy twór naszych rąk opuścił układ słoneczny i znalazł się w przestrzeni międzygwiezdnej. Łączność z sondą powinna trwać do 2025 roku. Dzisiaj sygnał komunikacyjny dociera do nas po 18 godzinach.
Nieco później, w roku 40272 sonda minie najbliższą nam gwiazdę Gliese 445 w gwiazdozbiorze Żyrafy.
Jeżeli ktokolwiek z obcych odbierze nasz sygnał z Voyagera, będzie się mógł wśród stu szesnastu innych zdjęć radować jednym, zrobionym przez Ansela Adamsa.
Mało który fotograf cieszy się tak czołobitnym uznaniem. W każdej książce od fotografii powtarzają się nazwiska tych wielkich, którzy zdjęciami przestawili ową dziedzinę sztuki na inne tory, albo tych którzy w ogóle na torach ją ustawili. Zawsze znajdzie się w tej historii miejsce dla JosephaNicifore Niepce'a, Daguerra, Nadara, Cartier- Bressona czy Ansela Adamsa.
Ten ostatni jednak oprócz albumów o sztuce trafia równie często do książek szkoleniowych o fotografii, poświęca mu się również miejsce w albumach przyrodniczych, a w swym rodzinnym kraju cieszy cię niemal pomnikowym kultem.

Ansel Adams nie był człowiekiem typowym. Był pod wieloma względami człowiekiem idącym własną drogą, a która pod wieloma względami okazała się drogą pionierską.
Nie zapowiadał się dobrze. Były z nim kłopoty.
Urodził się na przedmieściach San Francisco. W wieku czterech lat przeżył słynne trzęsienie ziemi z 1906 roku, w którym rozpadający się mur ogrodowy złamał mu nos- skrzywiony pozostał do końca jego życia. Był nerwowy i wybuchowy, o naturze hipochondryka, szybko nudziły mu się tradycyjne zabawy z kolegami, a trzy kolejne szkoły wyrzucały młodego Adamsa ze swoich progów. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że był dzieckiem z ADHD. Ojciec, z którym Ansel Adams był bardzo emocjonalnie związany, zdecydował o domowym trybie nauczania swojego syna. Przyniosło ono bardzo dobre efekty. Chłopak miał naturę bardzo dociekliwą i rzeczy które go ciekawiły zajmowały go bez reszty- interesował się przyrodą i kolekcjonował owady. Od ojca dostał z początku teleskop, który stał się jego hobby, a w 1916 roku- aparat fotograficzny, słynnego Kodaka Brownie.
Pamiętacie kodakowskie „Ty naciśnij guzik, my zrobimy resztę”. Znamienne jest to że ową „resztę” Ansel Adams zgłębił i zrewolucjonizował w swoim dorosłym życiu.
Niemniej coraz bardziej pochłaniała go także muzyka. Adams, wzrokowiec z doskonałą pamięcią błyskawicznie nauczył się nut i zaczął grę na pianinie. Dużo ćwiczył, zachęcany przez ojca, wdrażał się do konsekwencji i systematyczności. W muzyce wyżywał się emocjonalnie i twórczo, co dawało mu satysfakcję, zaczął więc kierować myśli w stronę kariery koncertowego pianisty.
Rodzinne wychowanie Adamsów kładło nacisk na skromność, moralność i społeczną odpowiedzialność. Ansel ewidentnie kierował się tymi zasadami przez całe życie, a odpowiedzialność za świat przeniósł w głównej mierze na przyrodę. Rodzina przyszłego fotografa prowadziła firmę zajmującą się wycinką lasów i eksploatacją drewna- założył ją dziadek Ansela, a przejął ojciec. Wychowanie młodego Adamsa obróciło się przeciwko rodzinnemu biznesowi, który w wieku dojrzałym bardzo krytykował jako nieodpowiedzialne niszczenie natury.
Zatem uważajcie, Szanowni Czytelnicy czy wspaniałe ideały jakie przekazujecie swoim dzieciom nie mają przypadkiem lekkiej pozłotki z hipokryzji.
Natura napadła (cytat) na Ansela Adamsa w czasie pierwszej jego wycieczki z rodziną i aparatem Brownie do Yosemite National Park. Młody Adams doznał tam dosłownej estetycznej euforii, która na dobrą sprawę zaważyła na jego późniejszych losach.
Yosemite, dolina i jej okolice leżące na zboczach Sierra Nevada, pierwsze miejsce w USA chronione ustawą kongresu, było jak piorun z jasnego nieba. Sekwoje o średnicy 9 metrów, skaliste szczyty, rzeki, jeziora i wodospady, w tym najwyższy w Stanach siedemsetczterdziestometrowy. I górskie światło, które zrobiło wrażenie na przyszłym klasyku fotografii. Tam zrobił swoje pierwsze zdjęcia.
Przez całą jesień i zimę uczył się fotografii w ciemni lokalnego zakładu fotograficznego, a następnego lata powrócił do Yosemite z lepszym aparatem i statywem.
Wpadł w fotografię po uszy.
I w góry.
Do tej pory większość przyjaciół Adamsa pochodziło z kręgów muzycznych, teraz nawiązał znajomości wśród artystów i fotografów i wraz z wujem zaczął wycieczki w góry Sierra, zabierając zawsze aparat i hartując wolę wędrówki w każdą pogodę.


Ansel Adams Yosemite Valley Clearing Winter Storm 1944.
Należy tu wspomnieć czym pan Adams fotografował, gdy odłożył już Kodaka Brownie na półkę. Był to na ogół aparat formatu 8x10 cali. Gdy to przeliczyć na centymetry okaże się, że klisza miała wymiar płytki łazienkowej. Sam aparat był potężną skrzynką, do której trzeba było nosić odpowiednio masywny statyw i stos szklanych płytek z emulsją. Nie przeszkadzało to zapaleńcowi Adamsowi wspinać się z tym zestawem na grzbiecie.

Zapisał się także do klubu Sierra, grupy entuzjastów chcących chronić naturę, później wiele lat prezesował temu klubowi. Prowadził wycieczki i ruszał na samotne wyprawy fotograficzne w wysokie szczyty (Sierra Nevada ma w najwyższym punkcie 3997 metrów), wspinając się z aparatem na skały, żeby uzyskać lepszą perspektywę.

Tymczasem także ćwiczył na pianinie i dawał lekcje uczniom, żeby zarobić na swoje utrzymanie. Jako człowiek rozmowny i wrażliwy, był zarówno wśród wędrowców jak i artystów bardzo lubiany. Ze znerwicowanego nastolatka stał się po prostu fajnym gościem, o szerokich horyzontach i zainteresowaniach, chętnym do dyskusji na temat Bacha, jak i na temat ścieżek przez grzbiety gór.
Jeżdżąc non stop, zimą czy latem, w góry Sierra Adams nawiązał bliskie stosunki z lokalnym zakładem fotograficznym rodziny Best. Studio Best wkrótce zaczęło sprzedawać odbitki z jego zdjęć turystom i miłośnikom parku Yosemite. U Bestów korzystał z ciemni i z pasją ćwiczył na ich wiekowym fortepianie. Grał tak i grał i korzystał, a później ożenił się z córką właścicieli Virginią Best.
W tym czasie klarowały się jego poglądy na fotografię. Adams eksperymentował z obiektywami, robił zdjęcia z różnymi filtrami, dążył konsekwentnie do ukazania pejzażu takim, jakim on go widział, zdając sobie sprawę z tego, że aparat i substancja światłoczuła „widzą” ten świat nieco inaczej niż ludzkie oko. Należało zmusić je do współpracy. Podczas fotografowania strzelistej formacji skał Half Dome w 1927, gdy została mu do wykorzystania jedyna, ostatnia klatka do której użył czerwonego filtra żeby wzmocnić efekt nieba, zdał sobie sprawę ze swojego intuicyjnego działania:
Byłem w stanie wyobrazić sobie pożądany obraz: nie takim, jakim jawił się w rzeczywistości, ale takim, jakim go czułem i takim, jakim chciałem żeby był na ostatecznej odbitce”.
Ansel Adams: Yosemite Valley Clearing Winter Storm 1944.

Zdjęcia Adamsa, jak mało czyje wcześniej, próbowały oddać pejzaż tak by oko widza oglądało go niczym efektowną, oryginalną rzeczywistość. Jak to oko, które automatycznie i bezwiednie przymyka przesłonę tęczówki i wyostrza obraz, tam gdzie właśnie kierujemy spojrzenie. Adams robił zdjęcia na wysokich przesłonach, tak by wzrok widza mógł się skupiać na detalach w każdym miejscu zdjęcia. Starannie naświetlał odbitki, żeby uzyskać płynne przejścia tonalne od czerni do bieli i zrekompensować fakt, że rozpiętość tonalna kliszy jest znacznie mniejsza niż możliwości oka w tej materii.
To doprowadziło go tuż przed wojną do skodyfikowania zasad naświetlania zdjęcia i robienia odbitek, zwanych Systemem Strefowym, opracował go wraz z portrecistą Fredem Archerem. System, w skrócie, polegał na podzieleniu odcieni oddawanych przez fotografię na 11 tonów od czerni do bieli, opisaniu ich i bezpośrednim powiązaniu z podziałem przesłon w aparacie. Kolejne tony szarości różniły się od siebie o jedną działkę przesłony. Fotograf znając te zależności mógł przed zrobieniem zdjęcia ocenić fotografowaną scenę, zmierzyć jasność jej punktów światłomierzem i zdecydować jak ma ona wyglądać finalnie na odbitce, i zgodnie z tą decyzją ustawić przesłonę i czas na aparacie.

System pozwalał do maksimum wykorzystać rozpiętość tonów, jakie mogła dać czarno- biała fotografia, żeby uzyskać obraz dostosowany do szerokiego spektrum tonalnego jakie oglądamy własnymi oczami.
Oprócz Systemu Strefowego, znanego i otoczonego chwałą w ciemniach ciemni całego świata Ansel Adams był wynalazcą także jeszcze jednego, bardzo istotnego odkrycia, powiązanego logicznie z Systemem. Była to tak zwana Preekspozycja. Rzecz polegała na tym, że gdy motyw fotografowany był bardzo kontrastowy i zawierał dużą ilość cieni, kryjących w czerniach mroku detale, to świetnym rozwiązaniem było wcześniejsze krótkie naświetlenie klatki filmu równomiernym białym światłem. Cały finalny obraz zyskiwał znaczne rozjaśnienie detali w cieniach, zachowując je w jasnych partiach obrazu. Voilá! Photoshop z lat 20-tych!
Zdjęcia Ansela Adamsa zaczęły być szerzej znane. Po ślubie fotograf zweryfikował swoje plany co do zostania zawodowym pianistą. Słuchacze, którzy go znali, mówili o jego dużym wyczuciu muzycznym i umiejętnościach, jednak on sam zdał sobie sprawę, że jednak nie zostanie wybitnym muzykiem koncertowym. Zwłaszcza, że często grał dłońmi pokancerowanymi od górskiej wspinaczki. Dzięki kręgowi swoich przyjaciół, zyskiwał coraz szerszy rozgłos jako świetny fotograf i dokumentalista, w 1927 roku podpisał kontrakt na swoje pierwsze portfolio, dzięki pomocy biznesmena i mecenasa sztuki Alberta Bendera, które to portfolio, rozpowszechniane wśród elit Zachodniego Wybrzeża przyniosło mu sławę i bardzo przyzwoity dochód. Przy okazji wydania albumu fotograf zgłębił tajniki wydruku, farb drukarskich i edycji zdjęć.
Znajomości Adamsa poszerzały się znacznie, poznał wielu artystów, między innymi malarkę Georgię O'Keeffe i fotografa- Paula Stranda, który inspirował Adamsa, doradzał , dzielił się z nim wiedzą i zachęcał do rozwoju.

W 1930 Adams wydał swój drugi album pod tytułem „Taos Pueblo”. Autorką tekstu do niego była Mary Austin, znana z mistycznej i uduchowionych powieści o Sierra Nevada. Z tego albumu pochodzi zdjęcie, przed którym leżę plackiem na podłodze.

Taos Pueblo
By Ansel Adams - Source: http://www.archives.gov/exhibit_hall/picturing_the_century/port_adams/port_adams_img109.htmlTen plik jest dostępny w zbiorach National Archives and Records Administration i skatalogowany pod numerem ARC (National Archives Identifier) 519983., Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=118224

Nie wiem jak na Was działa to zdjęcie. Ja nie mogę oderwać od niego wzroku. To jest doskonałość wcielona. Moryc, ty nie wierz własnym oczom, to nie może być (cytat). Oprócz kompozycji niczym z Pieta Mondriana, to zdjęcie daje po prostu genialne wrażenie. Jest tu absolutna, boska równowaga światła i cienia, jest tu wypieszczony i widoczny każdy detal, który sprawia że ten obraz jest jak widziany własnymi oczami, jest to wszystko tak ujęte, że nie wyobrażam sobie, żeby mogło to być zrobione lepiej. Każde przesunięcie fotografa o trzy centymetry w dowolną stronę dałoby kompozycję uboższą- wyobraźcie to sobie- na zdjęciu widać dokładnie tyle ile trzeba, żeby zwizualizować proporcje, detale i wrażenie, odbiór. Lekko przycięte okno, krawędź dachu minimalnie wysunięta ponad zwornik bramy, światłocień uwypukla bryły i odległości. Zamykam oczy i nadal jestem w Taos Pueblo.

By Ansel Adams - From 20 MB TIFF scan of original print, cropped to remove print edges, denoising, contrast adjustments, rescaled and converted to JPEG. Photo from Ansel Adams's Manzanar war relocation center photographs (alternative overview). Z zasobów Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych, oddziału Prints and Photographs division jest dostępny pod numerem ppprs.00370., Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=29493


Ansel Adams: Portrait of Half Dome-Yosemite National Park
Wkrótce, dzięki koneksjom swoich co raz bardziej wpływowych znajomych Adams zorganizował swoją wystawę w waszyngtońskim Smithsonian Institute, z zachwytami przyjętą przez publiczność i znawców. Sam autor podchodził jednak krytycznie do swojej pracy i nie chciał zatrzymywać się w rozwoju, nie szukał gloryfikacji, udoskonalał technikę, stosował coraz częściej zbliżenia, przemyśliwał swoje priorytety. Dwa lata później założył wraz z Edwardem Westonem i Imogen Cunningham stowarzyszenie „f/64”, która postulowało tworzenie „czystej i prostej fotografii”. F/64 pochodziło oczywiście od ulubionej wartości przesłony, dającej maksymalną głębię ostrości od pierwszego do ostatniego planu na zdjęciu (Należałoby zauważyć, że takiej wartości przesłony nie dają dzisiaj nasze małoobrazkowe obiektywy, no ale i głębię ostrości dają znacznie większą).

Adams z powodzeniem prowadził przejęte po teściach Studio Best w pobliżu doliny Yosemite, sprzedając turystom odbitki swoich zdjęć i albumy. Dzisiaj to dawne studio jest jego szacownym muzeum. Sukcesy wystawowe i namowy Paula Stranda skłoniły go do otworzenia swojej własnej galerii w San Francisco, zaczął też publikować eseje w kilku pismach fotograficznych.

Foto: Ansel Adams
Lata trzydzieste to, jak wiemy, kryzys w USA, przemiany społeczne i migracje bezrobotnej ludności, fotografowane przez znanych reporterów i opisywane przez Steinbecka w "Gronach Gniewu". Adams nie czuł się reportażystą społecznym, ale i on miał wolę działania. Zaangażował się w ochronę ukochanej przyrody, która coraz mocniej ustępowała w dolinie Yosemite przed zakusami deweloperów. U wylotu doliny stawiano już w tym czasie baseny, hotele i hale handlowe. Fotograf wydał wtedy album „Sierra Nevada, ścieżki Johna Muira”. To ta jego książka wybitnie przyczyniła się do uchwalenia przez Kongres ustaw określających obszary parków narodowych Sierra Nevada i Wielkiego Kanionu.
Kryzys w USA, to także czas, gdy Studio Best nie prosperowało najlepiej. Cienkie czasy odczuwali wszyscy. Adams podejmował wtedy najróżniejsze komercyjne kontrakty fotograficzne dla dużych firm, w rodzaju Kodaka, AT&T, Pacific Gas and Electric i magazynu „Fortune”. Te zlecenia nie były specjalnie zgodne z jego zainteresowaniami i zajmowały dużo czasu, ale dawały stabilizację. Fotografował w wolnym czasie swoje pejzaże.
W 1939, po kilku kolejnych wystawach, został edytorem pisma „U.S. Camera”, ówcześnie najważniejszego magazynu fotograficznego w Stanach. Tam prawdopodobnie poznał słynnego animatora i krytyka fotografii Edwarda Steichena, późniejszego szefa działu fotografii Museum Of Modern Art w Nowym Jorku (o którym PISAŁO SIĘ na Fotodinozie). Rok później sam Adams zorganizował największą i najgłośniejszą wystawę fotograficzną swoich czasów „A Pageant of Photography”, którą odwiedziły wielkie tłumy zwiedzających.
W latach czterdziestych Adams tworzył i udzielał się na niwie fotografii dosłownie na wszystkich polach. Wydał swój przewodnik-album po Dolinie Yosemity, rozpoczął wykłady dla studentów fotografii na Art Center School of Los Angeles, gdzie wraz z Fredem Archerem kodyfikował swój, wspomniany wyżej System Strefowy. 
Napisałem, że System Strefowy powstał przed II Wojną Światową, co jak widać w naszej części świata jest nieprawdą, owszem- przed włączeniem się do wojny przez USA, kiedy w Stanach życie biegło swoim torem, gdy tymczasem w Europie trwał krwawy konflikt, który zrujnował dawne porządki i wymordował miliony ludzi, zwłaszcza w Europie Wschodniej.
Ameryka myślała już niewątpliwie o wojnie. Wśród wykładów o technice naświetlania i wywoływania zdjęć dawanych przez Adamsa, były też takie przeznaczone dla wojskowych fotografów. W gazetach wrzało, ale na razie nie zakłócało to codziennych działań.
W 1941 roku Ansel Adams dostał rządowy kontrakt na zrobienie fotografii pejzażowych dla U.S. Department of the Interior (Wydział Zasobów Wewnętrznych), przedstawiających parki narodowe, rezerwaty Indian i inne dziedzictwa. Fotografie miały w wielkich formatach ozdobić ściany nowych budynków departamentu. Na projekt ten Adams poświecił wiele miesięcy pracy. Jest też ten kontrakt przyczynkiem do historii trudnych i zawikłanych ścieżek, jakimi kroczy prawo autorskie i rządowe zamówienia.
Adams dostał zapisane w kontrakcie pozwolenie na wykonywanie w trakcie trwania projektu zdjęć na prywatny użytek, robionych na własnych materiałach, w czasie nie opłacanym przez amerykański rząd. Rzecz miała być odnotowywana szczegółowo w notatniku dziennym, gdzie fotograf zapisywał dniówki za które wystawiał rachunki Wydziałowi Zasobów Wewnętrznych.
Jednakowoż dokładne zapisy w dzienniku nie weszły w krew Anselowi Adamsowi, co można zrozumieć. Biurokracja zawsze jest nieco skonfliktowana z artyzmem. A Artysta z biurokrację. Podczas długich wypraw Ansel zrobił wielkie ilości zdjęć, wśród nich i to, które obrosło legendą, zatytułowane „Moonrise, Hernandez, New Mexico”. Adams opisywał okoliczności jego zrobienia w swoich późniejszych książkach- w każdej nieco inaczej. W bardziej dramatycznym z opisów, jadąc drogą o zachodzie słońca, zauważył księżyc nad wioską, wieczór zapadał szybko, a on w aparacie miał tylko jedną klatkę. Spiesząc się nie mógł znaleźć światłomierza, przyjrzał się scenie i ocenił jasność przyszłego zdjęcia na oko, mając w pamięci znaną sobie wartość luminancji księżyca, wedle której nastawił parametry aparatu. Zdjęcie ukazało się w „U.S. Camera”, wybrane do edycji przez Edwarda Steichena.
Ansel Adams: Moonrise, Hernandez, New Mexico
 Zdjęcie to sprawiło nieco kłopotów. I trochę pożytków.
Po pierwsze okazało się dość kłopotliwe w naświetlaniu negatywu, zbyt ciemne i z mało wyraźnym pierwszym planem. Technika z lat 40-tych nie dawała mu do końca rady. Dopiero w latach 70-tych Ansel Adams przysiadł nad nim w ciemni i wypracował sposoby i materiały, które w pełni oddawały jego zamierzenia. To przyczyniło się do wielkiego renesansu tego pejzażu. Fotograf zrobił wtedy 1300 sygnowanych odbitek zdjęcia, większość w formacie 16x20 cali (40x50cm). Wartość tych sygnowanych odbitek osiągnęła 25 mln dolarów i dała w jesieni życia Anselowi Adamsowi pełną niezależność i brak konieczności zatrudniania się do projektów komercyjnych. W 2006 roku jedną z odbitek sprzedało Sotheby's za 609.600 dolarów.
Tutaj przykłady jak Adams edytował i podkręcał to zdjęcie na przestrzeni lat, korzystając z tego samego negatywu:

Ansel Adams na tle swojego pejzażu z księżycem- po lewej wersja najwcześniejsza, po prawej- najpóźniejsza.

Przypomina mi się tu historia Lou Reeda, który za tantiemy z jednej piosenki „Walk on the Wild Side” przez czterdzieści lat utrzymywał ze wszystkimi opłatami swoje nowojorskie mieszkanie.
Wróćmy do studia.

Zdjęcie „Moonrise” sprawiło jeszcze jeden kłopot. Czy było prawną własnością fotografa? Czy może jednak należało do U.S. Department of the Interior? Adams zapomniał zanotować datę jego zrobienia. Dokonano śledztwa i na podstawie astronomicznych obliczeń ustalono położenia księżyca wedle zdjęcia. Zostało zrobione 1 listopada. Dziennik odnotował, że tego dnia Adams nie pracował dla rządu.
Tymczasem 7 grudnia Japończycy postanowili zatopić amerykańskie okręty na małej wysepce pośród Pacyfiku. Stany przystąpiły do wojny. Armia zaczęła szybko organizować jednostkę fotograficzną pod wodzą Edwarda Steichena (wspominałem już o niej przy okazji TEGO wpisu). Steichen znał możliwości Adamsa, zresztą po wydaniu jego biblii fotografów, opisującej wszystkie etapy robienia zdjęcia- trylogii „The Camera”, „The Negative” and „The Studio”, był on traktowany jako wyrocznia i najbardziej doświadczony człowiek w tej branży. Steichenowi zależało szczególnie na tym „The Studio”. Adams współpracował w czasie lat wojny z amerykańską armią, wykonując odbitki strategicznych zdjęć lotniczych, między innymi tajnych japońskich baz na Aleutach. Był jednak w duchu humanistą i nie był bezkrytyczny. Na przykład internowanie amerykanów japońskiego pochodzenia bardzo go skonfundowało, pojechał do obozu internowania i zrobił tam reportaż, wystawiony później w Museum of Modern Art.
Po wojnie fotograf cieszył się już powszechnie uznaną sławą i szacunkiem. Doceniony przez Fundację Guggenheima wykonał na jej zlecenie zdjęcia do albumu o wszystkich parkach narodowych Stanów Zjednoczonych, rodzaj almanachu z najpiękniejszymi pejzażami Ameryki. Co jak co, ale przyrodę to USA ma zupełnie odlotową, zwłaszcza pod względem skali. Gejzery, łańcuchy górskie i jeziora na zdjęciach Adamsa nabierały wyjątkowego blasku i epatowały monumentalizmem, zwłaszcza że cierpliwy i doświadczony fotograf poświęcał im wiele czasu, portretując w różnych porach dnia i roku i wyczekując na odpowiednią pogodę.
"Czasem zjawiam się wtedy gdy Bóg jest gotowy na to. aby ktoś tylko kilknął spust migawki"- mawiał.

Ansel Adams: Thundercloud, Lake Tahoe 1938

Ansel Adams: Dunes, Oceano

Ansel Adams: Tenaya Lake Clouds

Ansel Adams: Teton National Park

Ansel Adams: Old Faithful Geyser, Yellowstone


Ansel Adams: Zabriskie Point, Death Valley National Monument.

Ansel Adams: Fountain Geyser Pool, Yellowstone National Park 1942

 Jeszcze we wczesnych latach 40-tych Adams skonstruował na dachu swojego auta specjalną platformę dla fotografowania i montował ją później na swoich kolejno zmienianych środkach lokomocji. Zastanawia mnie tylko, czy owa platforma rzeczywiście aż tak bardzo ułatwiała wielkoformatowe zdjęcia- podwyższała korzystnie punkt widzenia, jednak zważywszy na miękkie resory amerykańskich aut i dłuższe czasy naświetlania...


W latach 50-tych Ansel Adams udzielał się też dziennikarsko, organizując fotograficzne pismo „Aperture” i pisząc liczne artykuły. Był zapalonym i naprawdę wytrwałym edukatorem. Od roku 1955 przez ciągłe dwadzieścia sześć lat prowadził roczne kursy dla studentów fotografii. Przy tym nadal poświęcał się komercyjnym zleceniom, aż do wspomnianej reedycji „Moonrise”, która ustawiła go finansowo- między innymi był stałym współpracownikiem firmy Polaroid, tej od zdjęć natychmiastowych.



 Napisał dla niej nawet poradnik fotograficzny. Zdjęcia na Polaroidach wykonane przez Adamsa zapewne są jednymi z najlepszych pejzażowych zdjęć zrobionych tym formatem.
foto: Ansel Adams

Najbardziej znane zdjęcie Ansela Adamsa na Polaroidzie: El Capitan Winter

Oprócz tego wydawał własne książki- poradniki o fotografii.
"Zdjęć nie tworzy się tylko aparatem fotograficznym. Podczas tworzenia fotografii wykorzystujesz również wszystkie obrazy które widziałeś, książki które przeczytałeś, słyszane utwory muzyczne oraz ludzi których kochałeś"
                  Ansel Adams
W 1966 roku został członkiem Amerykańskiej Akademii Sztuk i Nauki, a w 1980-tym Jimmy Carter odznaczył go Presidential Medal of Honour, najwyższym amerykańskim odznaczeniem przyznawanym cywilom.
Sukces Ansela Adamsa i pomnikowa pozycja jaką zyskał, wiąże się z tym jakim był człowiekiem i czemu poświęcił swoją twórczość, ale także z czasami w których żył. Były to jednak, myślę, lepsze czasy dla fotografii niż dziś, pomimo dzisiejszej szerokiej jej dostępności. Była ona wtedy medium naprawdę wszechmocnym, władnym zmieniać społeczeństwo i kształtować poglądy, a przy tym cieszyła się szerszym niż dzisiaj uznaniem. Adams podsumował to prosto: "Nie każdy wierzy obrazom, ale ludzie wierzą fotografiom"
Tematyka jego zdjęć brzmiała w zupełnej harmonii z zainteresowaniami społecznymi Amerykanów, ich poczuciem dumy i wyjątkowości, które to uczucia zdjęcia Adamsa niewątpliwie budowały. Przy tym konsekwencja z jaką pracował i rozwijał się, dążenie do pełnego poznania dziedziny jaką się zajmował- jest godne podziwu.
 "Życie jest twoją sztuką. Otwarte i świadome serce to twój aparat fotograficzny. Twoja jedność ze światem jest twoim filmem. Twoje jasne oczy i łatwy uśmiech to twoje archiwum"
                                   
Tutaj mała dygresja- Adams próbował fotografii barwnej (choćby Polaroidy), ale nigdy nie stała się jego ulubioną dziedziną. Był wierny czerni i bieli. Jak sam mówił- nad fotografią barwną, od momentu zrobienia zdjęcia, aż do momentu wywołania odbitki- nie da się panować w całości. A to było jego konikiem, sednem jego twórczości- całkowite ogarnięcie procesu fotografowania. Niektórzy mówią, że spodobałaby mu się dzisiejsza cyfrowa obróbka.
Ilość epigonów jakiej dorobił się Adams jest po prostu niezliczona. W każdej Castoramie i Ikei stoją dziesiątki czarno-białych fotografii za 49,90, które powtarzają techniki Adamsa w jakich przedstawiał swoje imponujące pejzaże- maksymalną głębię ostrości, staranną rozpiętość tonów, harmonijną kompozycję.
 

Myślę nadal o Taos Pueblo...
Szkoda żeśmy w 1977 roku oryginalnego zdjęcia Taos Pueblo nie wysłali obcym cywilizacjom, przyklejając przylepcem do złotej płyty.
To pierwotnie wysłane Voyagerem 1, "The Snake river" nie spodobałoby się samemu Adamsowi. Jakość reprodukcji nie spełniała z pewnością jego standardów.
Zdjęcie Ansela Adamsa z oryginalnej złotej płyty wysłanej Voyagerem 1 (porównajcie z pierwszym zdjęciem tego wpisu)

Pozostaje tylko zacytować Stanisława Lema, zmieniając nieco kontekst:
Wiedząc, gdzie mają ideały
I ujść nie mogą z tej zasadzki,
Litością zdjęty Kosmos cały
Nad wami załamuje macki.


Wesołych świąt!

Fabrykant

P.S. Artykuł ten nie powstałby, gdyby nie inspiracja na Fotoblogii, gdzie Ansel Adams został opisany stosunkowo skrótowo, tak że rzuciłem się do pogłębiania wiedzy: http://fotoblogia.pl/8554,dlaczego-ansel-adams-stal-sie-legenda



http://www.kadrzasada.pl/cytaty-o-fotografii-ansel-adams/

5 komentarzy:

  1. Świetne, czytałem z dużym zainteresowaniem - polecam też uczniom.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogę też przy okazji zareklamować inne historie z tagiem "notka o klasycznym zdjęciu", na przykład o Zofii Chomętowskiej:
    http://fotodinoza.blogspot.com/2016/02/kazdy-chciaby-byc-zofia-chometowska.html
    Czy Alfredzie Eisensteadcie:
    http://fotodinoza.blogspot.com/2016/01/jak-dzieo-sztuki-obrocic-w-bana.html

    No i coś, co zupełnie nie nadaje się dla młodzieży- morderstwa, trupy i ogólny kryminał. Młodzieży! Nie czytajcie tego przypadkiem!!!! :
    http://fotodinoza.blogspot.com/2015/12/fotograf-ktory-pyna-rynsztokiem.html

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.