piątek, 30 września 2016

Projekt Okrążenia. Vol 1. Stacja Łódź Marysin


Wiadomo dlaczego alpiniści wchodzą na góry? Wiadomo. To ja z tego samego powodu postanowiłem okrążyć świat.
Ale nie ten wielki świat. europejską tożsamość, azjatyckie smaki, Afrykę czarną i białą jak kość słoniowa, Australię z ptakiem Ostridżem i amerykański sen. Nie.
Postanowiłem okrążyć swój własny lokalny świat i to w miarę ciasnym torem.
1435 milimetrów. Bo po torze odbędzie się ta odyseja.

Łódź ma różne największe rzeczy. (Ludzie najbardziej nie lubią różnych rzeczy- cytat Krzysztof Gol) I różne tory. Niektórzy mówią, że także najdłuższy tor tramwajowy w Europie- linii 46 do Ozorkowa (30km). Ale tym torem nie da się okrążyć Łodzi, a do tego jest on fotograficznie i semantycznie mocno wyeksploatowany. Dziesiątki fotografów już go sfotografowały.
Ale od niedawna jednak da się okrążyć miasto torem kolejowym.
To znaczy- wróć: tory były od dawna, tylko od niedawna jeżdżą po nich regularne pociągi- Łódzka Kolej Aglomeracyjna. Niektórzy podobno dojeżdżają nimi do pracy. Ja postanowiłem przetestować pociągi ŁKA jako rozrywkę. A może i naukę. Przez rozrywkę do nauki. Bawiąc uczyć się. Śmiech dla samego śmiechu to tylko niepotrzebna strata chichotów (cytat- Papcio Chmiel)

Koncepcja mi jednak runęła.

Ach, myślałem, gwizdnę rower Współfabrykantce wpakuję do Łódzkiej Aglomeracyjnej i siup w jeden dzień obskoczy się Łódź dookoła i obejrzy co tam jest ciekawego.
Niestety nie da się.
Zwiedzanie wciąga. Co i Wam polecam.

Dlatego skromny wpis został Projektem. Projektem Okrążenia Świata. Będę go realizować z przerwami, dla przyjemności własnej, ale jeżeli uznacie że to nie do wytrzymania to napiszcie w komentarzu- że już dosyć tego Projektu.
Truman, Truman spuść ta bania
Bo to nie do wytrzymania
Jedna bomba atomowa i wrócimy znów do Lwowa
Jedna bomba nieomylna i wrócimy znów do Wilna
               (cytat, z lat 50-tych)
Bo też Łódzka Kolej Aglomeracyjna chętnie zabiera na pokład rowery i to za zupełną darmoszkę, to jest w cenie biletu za człowieka. Po liniach ŁKA latają szwajcarskie z domu Stadlery Flirt, ale produkowane w Siedlcach, w których jest sporo miejsca na postawienie roweru.

Od 2014 roku można okrążyć Łódź za pomocą tych kolei. Wtedy to skończono modernizację linii Łódź Widzew- Zgierz, czyli północno wschodniego odcinka obwodu miasta. Linię tę co prawda pamiętam od wczesnego dzieciństwa, zawsze przejeżdżało się przez nią wpoprzek rowerem, a w późniejszych latach robiło tam masę różnych malowniczych zdjęć, stojąc, siedząć albo leżąc na torach. Albo przykładając do nich ucho, żeby sprawdzić czy Indianie z Dziekiego Zachodu mieli aby dobre metody napadów na Union Pacyfic. Żaden Stadler Flirt nie przelatywał wtedy nad głową. Linia była wtedy zarośnięta i zapyziała, używaną tylko przez pociągi towarowe raz na dzień. Nie było na niej żadnych stacji osobowych.
Teraz wpakowano w nią miliony euro z błogosławieństwem Unii, która połowę tych milionów oddała. Nie jestem wielkim entuzjastą wszystkiego co zafundowaliśmy sobie w kraju za unijne dotacje, ale akurat inwestycje w komunikację lokalną są bardzo sensowne, bo dają ludziom nie czczą przyjemność, a ułatwienia i impuls do rozwoju.
Obejrzałem sobie swoim krytycznym okiem krytyka wszechdziedzin kultury, sztuki i nauki nowe przystanki kolejowe. Nie za bardzo mam się do czego przyczepić. To znaczy nie to, że wcale wad nie mają- jakieś tam mają, komentował je ironicznie w swym felietonie Piotr Grobliński- LINK

Niemniej- estetyka przystanków jest dobra. Nieprzesadzona. Niezbyt wymyślna, ale funkcjonalna. Wyglądają solidnie i można sądzić, że wytrzymają próbę czasu, za wyjątkiem malowania ich sprayami przez idiotów- wandali. Żeby chociaż byli dowcipni jak znany anonim mażący po murach- Jan III Sobieski.
ŁKS żartuje z poważnych tematów,
RTS nie czyta książek,
ŁKS robi herbatę na wodzie po pierogach,
Widzew nie obiera ananasa ze skórki i w ogóle jest strasznym niejadkiem.
ŁKS myli Reksia z Krecikiem
Jak wiadomo.
Zacznę okrążenie od linii Zgierz- Łódź Widzew. Najbardziej mi ona familiarna.
Stacja Marysin. (Sigma 24 f/2,8, -1 EV, filtr czerwony)

Przyznam, że niestety jest to chyba błąd strategiczny. Najpierw będzie trzęsienie ziemi, a potem napięcie będzie spadać. I natężenie. Trzeba się będzie mocno natężać, żeby w opisach całej obwodnicy dorównać w atrakcjach linii Zgierz- Łódź Widzew.
Oprócz projektu turystycznego jest to także projekt fotograficzny. Został zrobiony dwoma dwudziestopięcioletnimi obiektywami Sigmy- popularnym 24/2,8 Super Wide Macro i nieco mniej popularnym 90/2,8 Macro. Zostały one rechipowane do aparatów cyfrowych Canona. Zdjęcia bez ramki są tradycyjnie dla Fotodinozy w żaden sposób nie obrobione, a jedynie zmniejszone, zdjęcia z ramką mają poprawiony kontrast, jasność i ostrość. Wszystkie zdjęcia powiększają się po kliknięciu nań.
Koloru na zdjęciach nie ma. No niestety. Zabrakło.
Miałem ochotę na czarno- biel. Monochromatycznie się poleciało, jakby to jakie stare dobre czasy były.
Kupujcie więc bilet i zasuwamy tym pociągiem.

Stacja Łódź Marysin.
Jest to najprawdopodobniej najciekawsze turystycznie miejsce na obwodnicy Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej. Do tego atrakcje położone są tuż przy torach- nie wymagają dalekiego chodzenia. Niestety dla kolejowego podróżnika- są wciągające. Zatem nie wiadomo o której godzinie podróżnik ów będzie miał ochotę wsiąść w następny pociąg. I drugie niestety- na tej części łódzkiej pętli pociągi kursują najrzadziej- tylko po pojedynczym torze. Może więc nie jest złym pomysłem rozpoczęcie orbity wokół miasta w tym właśnie miejscu. W razie czego można tu po prostu zostać i nie wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet, tylko zagłębić się w historię.
Smutną, tragiczną historię, ale rzeczywistą.
Pomnik łódzkiego getta.
I Cmentarz Żydowski.


Stacja Marysin nazywa się tak dopiero od czasu puszczenia przez nią pociągów kolei aglomeracyjnej. Do niedawna nazywała się potocznie Radogoszcz Towarowy, bo jak wspomnieliśmy- na tej linii nie kursowały pociągi pasażerskie. A podczas drugiej wojny i niemieckiej okupacji nazywała się Verladebahnhof Getto-Radegast. Niemcy ogrodzili teren stacji drutem kolczastym i przyłączyli do terenów żydowskiego getta.


Getto było pierwszym w Polsce odizolowanym terenem miasta, na który przesiedlono łódzkich Żydów, początkowo 140 tysięcy osób. Później, za sprawą stacji kolejowej Radegast sprowadzano transporty ludzi z Austrii, Czech, Luksemburga i Rzeszy. A potem także ze wszystkich likwidowanych gett w Kraju Warty.
Przez getto łódzkie przeszło około 200 tysięcy ludzi. Oprócz Żydów także Romowie i Sinti z pogranicza austriacko- węgierskiego.
Pomnik Getta- Stacja Radegast. (Sigma 24mm f/2,8, -1,33 EV, filtr czerwony)

Utworzenie Kraju Warty wbitego klinem z terenów Rzeszy w okupowaną Polskę, miało być początkiem ścisłej germanizacji tego obszaru. Hitlerowska propaganda uważała go za tereny rdzennie niemieckie (Przed wojną mniejszość niemiecka liczyła tutaj jednak tylko ok. 10% obywateli). Ideą Niemców było usunięcie z Kraju Warty wszystkich przejawów polskości i fizyczne wyeliminowanie ludności innej niż niemiecka. Wyeliminowanie poprzez niewolniczą pracę („eksterminacja przez pracę”), wysiedlenia i masowe zabijanie. W miejsce Polaków i Żydów zamierzano zasiedlić germańskich osadników z terenów wschodnich.

Do działań przystąpiono planowo, dokonując egzekucji polskiej inteligencji i katolickich księży, ziemian i przemysłowców, zakazując nauczania po polsku w jidysz i po hebrajsku, usuwając przydrożne kapliczki (dlatego w naszej części Polski jest ich tak mało, zwłaszcza zabytkowych), oraz tworząc getta we wszystkich większych miastach Kraju Warty.


Getto w Łodzi, zorganizowane w lutym 1940 roku stało się wkrótce olbrzymim obozem pracy, działającym pod dyktando Niemców. Na terenie Bałut i Starego Miasta, na obszarze około 4 km kwadratowych stłoczono wielką masę ludzi. Zagęszczenie na 1 km² wynosiło 42587 osób, dodajmy, że przed wojną były to dzielnice znane z biedy, ciasnych domów i braku sieci kanalizacyjnej.
Jednostki produktywne były niewolniczo eksploatowane, głównie na rzecz wytwarzania odzieży i butów dla armii hitlerowskiej. Nieproduktywnych członków społeczności- dzieci do lat 10-ciu, osoby starsze niż 65 lat, a także chorych zaczęto systematycznie i masowo zabijać wywożąc do obozów zagłady.
Pomnik Getta-Stacja Radegast. (Sigma 24, f/16, -33EV, filtr zielony)

Tragiczną rolę w organizacji getta i eksterminacji współbraci odegrał szef administracji żydowskiej- Chaim Rumkowski, co do działań którego do dziś nie ustają spory.

W muzeum- pomniku można wyczytać też wiele na temat tragedii Żydów z Europy zachodniej, przywożonych do getta pociągami na stację Radegast- na ogół inteligentów mających mało wspólnego z łódzkim proletariatem i przy wciąż zaostrzającym się niemieckim terrorze- zupełnie bezradnych. Na ogół należeli do starszego pokolenia, które pierwsze zostało wysłane do obozów śmierci.

Powiem szczerze, że ta straszliwa organizacja zabijania nie chce mieścić się w głowie. Przekracza wszelkie bariery wyobrażenia, wszelkie bariery człowieczeństwa. I pomnik- stacja Radegast doskonale to unaocznia. Verladebahnhof Getto-Radegast stał się bramą getta i został symbolem zagłady łódzkich Żydów.
Pomnik Getta- Stacja Radegast. (Sigma 24, f/11, -0.33 EV, filtr zielony)

W 2004 roku wzniesiono tutaj wstrząsające muzeum- pomnik, według projektu Czesława Bieleckiego. Myślę, że jedno z najlepszych w Polsce.

Projekt Bieleckiego nie jest enigmatyczny, ulotny i poetycki. Jest to projekt działający dosłownymi środkami i dobitną symboliką, doskonale obrazującą coś tak trudnego do zobrazowania jak masowa zagłada. Wspaniale wykorzystano tu wszystkie dostępne ślady historii i wzmocniono przekaz dodając nowe artefakty. Wielkim atutem tej architektury jest dopracowanie każdego detalu, wymyślenie takiego obrazowania, który każdym elementem poruszy widza i skłoni go do postawienia się w sytuacji ofiar.
Pomnik Getta- Stacja Radegast. (







Pod wieloma względami projekt wpisuje się w kontekst otoczenia. Pasuje do miejsca, do torów i do miasta.

Muzeum składa się z dawnego budynku magazynowego, zachowanego oryginalnego toru kolejowego i nowo zbudowanego Tunelu Pamięci, zakończonego symbolicznym kominem- kolumną.
Wszystko to robi wielce poruszające wrażenie, działa na wyobraźnię.

Pociąg z lokomotywą Ty-2, jedną z 6 tysięcy wyprodukowanych w Niemczech w latach 1942-45, która z dużym prawdopodobieństwem ciągnęła w czasie wojny wagony z Łodzi do obozów w Chełmnie nad Nerem (Kulmhof an Nehr) i Auschwitz stoi tuż obok toru po którym pędzą pociągi Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej. To wciąż ta sama stacja, chociaż peron Marysina przeniesiono sto metrów dalej.

Zerknięcie w otchłań historii nie kończy się na stacji Marysin na pomniku Radegast. Teraz zerkniemy głębiej i dalej w przeszłość.

Po zwiedzeniu muzeum udajemy się dalej, chodnikiem wzdłuż torów, docieramy pochylniami do ulicy Inflanckiej, gdzie widać już ceglany mur Cmentarza Żydowskiego. Żeby odnaleźć bramę wejściową, będzie trzeba przespacerować ładnych kilkaset metrów.
Nic dziwnego- to jeden z największych cmentarz żydowskich w Europie.
Nie róbcie tego tylko tak jak ja- okrążając go w prawo. Będziecie wtedy mieli do przejścia blisko trzy kilometry. Gdy okrążyć go w lewo- tylko czterysta metrów.

Niezależnie jednak od kierunku w jakim pójdziecie- na końcu czeka was atrakcja jakich nie oglądaliście najpewniej zbyt wiele, podobne są tylko we Wrocławiu i Berlinie.

Za czasów młodości wchodziło się na Kircholm (nazwa zwyczajowa) przez dziurę w płocie. Było to przez długie długie lata miejsce straszliwie zaniedbane, pozostawione same sobie i rozkradane. Nic dziwnego- prawie cała społeczność żydowska w Łodzi zniknęła w czasie wojny, zgładzona w obozach. A został cmentarz mający 42 hektary powierzchni na którym jest 230 tysięcy grobów...

Według żydowskiej tradycji miejsce spoczynku zmarłego jest oddane mu na wieczność, a jego grób jest oddany pod opiekę boga. Gdy umrą wszyscy pamiętający krewni- grób może zniszczeć- taki jest los świata.



Na szczęście gdy cmentarz został wpisany do rejestru zabytków sprawy zaczęły iść lepszym torem, a w czasie budowy pomnika Radegast wzięto się też za cmentarz.
Teraz otacza go solidny mur, tak jak to było pierwotnie, uporządkowano spory kawałek nekropolii, ale wiadomo, że nie da się tego zrobić z całym olbrzymim terenem. To bardzo dobrze, bo uporządkowany Kirholm nie byłby tak wyjątkowy.
Cmentarz Żydowski ma trzy bardzo znaczące cechy- jest niesamowicie rozległy i różnorodny, oraz trzecia- jest fantastycznie spatynowany.
To jest rozkosz fotografa, spacerować i robić tam zdjęcia.

Różnorodność cmentarza jest bardzo znacząca. W architekturze cmentarnej widać wszelkie odcienie stosunku Żydów do własnej tradycji, kultury, wszelkie nurty społeczno religijne i różne stopnie żydowsko- polskiej asymilacji. Spoczywa tam wielu wybitnych łodzian, na czele z elitą fabrykantów- Poznańskimi, Silbersteinami, Kohnami, wielu znanych lekarzy- Seweryn Sterling, Władysław Pinkus, a także rodzice Juliana Tuwima i Artura Rubinsteina.
Tradycja judaistyczna mówi, że na cmentarzu wszystkie macewy powinny być takie same, na znak równości zmarłych wobec boga, jednak tak monumentalnych grobowców, jakie stoją w głównej alei Kirholmu niewiele się znajdzie na innych łódzkich cmentarzach. Fabrykanci wyznawali raczej judaizm reformowany niż tradycyjny.





Wśród nagrobków znajdą się absolutne perły architektury- secesja wiedeńska, neobarok i klasycyzm w niektórych miejscach aż bucha spod zielonych pnączy, które porastają cmentarz.

Kirkut założono w 1892 roku, a więc w czasie gdy Łódź pędziła pełną parą i rozrastała się w sposób niesamowity. Podobnie rozrastała się jej żydowska społeczność. Tuż przed Drugą Wojną liczyła 231 tysięcy osób. Była to grupa bardzo spolaryzowana socjalnie i majątkowo- jej większość stanowiła biedota mieszkająca w „gorszych dzielnicach” na Bałutach i Starym Mieście. Z drugiej strony inteligencja i fabrykanci stanowili elitę finansową Łodzi. Na 928 fabryk działających w mieście na początku XX wieku 585 było w rękach Żydów (63%), lecz z wyjątkiem kilku dużych zakładów były to na ogół małe, wyspecjalizowane niszowo manufaktury- wspólnie produkowały tylko 37% wartości łódzkiej produkcji przemysłowej.
Jak napisał „Wirtualny Sztetl”- „łódzcy Żydzi stanowili społeczność zamkniętą, wyodrębnioną wyznaniowo, językowo i obyczajowo”.
Wielki obszar nekropolii znajduje się w stanie niemal nieruszanym od kilkudziesięciu lat. Zieleń upomniała się o groby, drzewa rozrosły, a większość nagrobków pokrywa dżungla pnączy i krzaków.




Część południowa kirkutu jest obszarem gdzie pochowano zmarłych z getta. Jest teraz uporządkowana i odnowiona.

Zwykle mało uczęszczany Cmentarz Żydowski robi wrażenie tego czym jest w rzeczywistości- olbrzymiego reliktu nieistniejącej kultury. Nasuwają się literackie skojarzenia do Tolkiena czy Sapkowskiego (zapewne Sapkowski odwiedzał Kirholm- jest łodzianinem). Ale tu- nie film i nie książka fantasy- tylko realna prawdziwa historia, którą można dotknąć i poczuć. Monument przeszłości. Niezwykły pomnik historii.
Mało co w Łodzi ma taki niezwykły klimat jak kirkut.
Spędziłem w muzeum Radogoszcza ponad półtorej godziny, a na Cmentarzu Żydowskim dwie i pół, a i tak nie obszedłem wszystkiego. Niestety plan kontynuacji dalszej podróży Łódzką Koleją Aglomeracyjną okazał się w moim przypadku nie do zrealizowania. Za bardzo zapamiętałem się w zwiedzaniu.

Pozostało mi zatem zwiedzić coś jeszcze na przystawkę. Bo w pobliżu Stacji PKP Łódź Marysin jest jeszcze jedna atrakcja, mniej spektakularna, acz ciekawa.
Najprawdopodobniej najmniejsze domy szeregowe świata.
Stoją przy ulicach Ołowianej, Kwarcowej i Strzeleckiego, 500 metrów na północ od przystanku kolejowego.
Łódź stanowiła od XIX wieku pod względem jakości mieszkań straszliwe dno. Do dziś są u nas spore nieskanalizowane obszary. We wspomnieniach Jana Nowaka Jeziorańskiego znajdziemy uwagę, że w Łodzi podczas okupacji niemieckiej nie dało się prowadzić konspiracji, ani ukrywać nielegalnych. Oprócz tego że był tu teren Rzeszy Niemieckiej, to w centrum miasta, zamiast kanalizacji na podwórkach stały ogólnodostępne sławojki i ukrywający się musieliby do nich chadzać, czego nie dało się utrzymać w tajemnicy przed sąsiadami.
Mieszkania na Bałutach, czy Starym Mieście były często rozpadającymi się drewnianymi ruderami, bez wody, prądu i kanalizacji, ciasnymi i zatłoczonymi do niemożliwości -przeciętnie (!!!) wypadało 5 osób na izbę. Łódź mimo szaleńczego rozwoju była biedna, po prostu.
Dostrzegano ten przykry fakt już w dwudziestoleciu międzywojennym, kiedy to utworzono państwowe programy taniego budownictwa, oraz społeczne towarzystwa zajmujące się budową domów robotniczych. Jednym z nich był TOR- Towarzystwo Osiedli Robotniczych, które przy wyżej wymienionych ulicach na Marysinie zbudowało osiedle minimalistycznych domów szeregowych, według projektu wzorowanego na koncepcji awangardowych architektów międzywojnia- Heleny i Szymona Syrkusów. Syrkusowie działali prężnie w polskiej grupie Praesens i międzynarodowym stowarzyszeniu architektów UIA . Byli znani w kręgach światowego modernizmu.


Domki szeregowe na Marysinie zostały zaprojektowane w 1934 roku na mikroskopijnych działkach i same też były mikroskopijne, by móc spełnić kryteria niskiej ceny. Przewidziano je dla robotników z pensją poniżej 250 zł. Można było w nich zamieszkać po wpłacie 20% wkładu własnego, resztę spłacało się w miesięcznych ratach po 16 złotych.
Osiedle Marysin, ul. Kwarcowa. (Sigma 24, f/2,8, -1EV, filtr zielony)

Budynki zaprojektowano z frontem z prefabrykatów i drewna. Wewnątrz na dole był jednoprzestrzenny salon z kuchnią, a na antresoli maleńkie pokoiki sypialne. Całość nie przekraczała 40m² powierzchni! Niestety kanalizacji nie przewidziano- na działkach zainstalowano sławojki.
Zdjęcie satelitarne Marysina- po lewej widzimy domy normalnej wielkości, po prawej- szeregówkę Syrkusów.

Osiedle jest dzisiaj mocno przebudowane, bo mało komu wystarcza do życia 40m². Ale zachowuje nadal restki swojego skromnego uroku i stoi przy brukowanych uliczkach pamiętających czasy przedwojnia. Oczywiście nie ma co marzyć, by mieszkańcy zachowali umiar w malowaniu i okładaniu elewacji kamieniem...
W konkursie na zachowanie oryginalnego wyglądu budynków zwycięża ulica Kwarcowa.
Osiedle Marysin. Ul. Kwarcowa. (Sigma 90, f/2,8, -1 EV, filtr zielony)

Zatem plan okrążenia Łodzi w jeden dzień się nie udał.
Ale na szczęście pociągi jeżdżą dalej, według rozkładu.
Nic, tylko wsiadać i pędzić do następnej stacji, gdzie czekają nas jeszcze zapewne różne nieopisane atrakcje.

Fabrykant
w ciągłej podróży dookoła świata.

UWAGA WSZYSTKIE NAPISANE CZĘŚCI PROJEKTU OKRĄŻENIA ŁODZI DOSTĘPNE SĄ TUTAJ:
LINK



Źródła i źródełka:

Muzeum getta.
http://kirkuty.xip.pl/lodz.htm



11 komentarzy:

  1. dookoła trójkąta...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden trójkąt wiosny nie czyni.
      Kwadratura dookoła koła.

      Usuń
    2. trójkąt trójkątowi koła nie wykole

      Usuń
  2. Deja vu, nie dalej jak tydzień temu odbyłem tą samą wycieczkę po cmentarzu i stacji kolejowej. Udokumentowałem wszystko na dwóch rolkach cz-b filmu ale jeszcze nie miałem czasu wywołać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cyfra, cholerka- szybsza ;). Ciekawe te koincydencje.

      Usuń
    2. no niby tak ale wybór był mój i jak najbardziej świadomy :)

      Usuń
  3. najdłuższa linia tramwajowa jest w Belgii (ponoć są plany, by pojechała nawet dalej)
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Kusttram

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za link.
      Załóżmy, że trochę się pomyliłem w celach promocji miasta ;)

      Usuń
  4. O szerokości torów kolejowych (1435 milimetrów czy nie) zachował się dziewiętnastowieczny nieprzyzwoity dowcip. Znacie? To posłuchajcie. (dzieci! zamknąć uszy!)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bęsąc po komunii u dalszego kuzynowstwa Fabrykanta odkryłem nie-aglomeracyjną stacyjkę kolejową "Lublinek". Parę kroków od lotniska Lublinek i parę tysięcy jeśli nie do Berlina to do Berlinka (po drodze mi było...)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.