poniedziałek, 20 marca 2017

Projekt Okrążenia vol. 8. Stacja Łódź Żabieniec. Z miasta do wsi i z powrotem.

To jest wpis z serii Projekt Okrążenia Łodzi- LINK, w którym krążymy sobie wokół stacji Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej. Generalnie kręćka można dostać, mówię wam. Jak to w Łodzi.

Tymczasem na stacji Łódź Żabieniec. Najponurszej stacji w mieście:
Ja wiem co tu jest. Tu nic nie ma (cytat). No nie- jest jedna znacząca, przepotężna rzecz w pobliżu- ZUS. Tam czyhają nasze emerytury. Albo nie. Nie wiadomo.
Z tyłu czai się ZUS. (Sigma 90 Macro + Canon 5D- f/2,8, -0.33 EV)


 Natomiast skoro do emerytury daleko, to trzeba niestety pojechać też dość daleko od stacji Łódź Żabieniec, żeby obejrzeć coś ciekawego, a nie tylko Teofiów Przemysłowy i bloki z lat 70-tych. Ale da się. Obierzemy kierunek północny.

(...) Stanął chłop pośrodku pola
Splunął, odbił się mocno.
Przeleciał koło kościoła
Poleciał w stronę północną. (cytat).
            
Właściwie odległość do kolejnego przystanku ŁKA (Łódź Radogoszcz Zachód- 3,8 km) można by z przyjemnością pokonać rowerem, ponieważ na tym odcinku zahaczamy o przestrzeń gdzie formalne miasto przenika się z wsią. Tutaj napotkamy ślady dawnych podłódzkich folwarków, a także spędzimy przyjemny czas w wiejskich ostępach, wśród działek oraz użytków ekologicznych. Już kilometr od dworca Żabieniec opuścimy asfalt na rzecz ulic gruntowych. Wszystko to w ścisłych granicach Łodzi.
Światełko w tunelu na Żabieńcu. (Sigma 90 Macro + Canon 5D- f/3,2, -0.33 EV)

I właśnie w te najbliższe leśne ostępy kryją jedną skromną, acz intrygującą tajemnicę, dla której warto wystawić rower na peron dworca Łódź Żabieniec.
Właściwie ciężko będzie nazwać to zwiedzaniem zabytku.
To będzie taki ciekawy spacer po lesie.

poniedziałek, 13 marca 2017

Top 5 dziwnych obiektywów do których Canon nie przyzna się na 30 lecie systemu EOS


Są różne rzeczy pamiętane i różne zapomniane. Cała polityka polega ostatnio na robieniu wrzutek, które przykryją wczorajsze sensacje. Wszyscy tak robią. Znana sprawa. To zwykle działa. Ale nie, nie damy sobie zamydlić oczu na Fotodinozie. Nie wszystko było takie piękne jak twierdzi marketing.

Canon właśnie będzie otwierał szampany i przeżywał uniesienia związane z okrągłą rocznicą systemu EOS, któremu stuknęła trzydziestka. Znaczy się już od pięciu lat może jeździć na żółtych tablicach. A ponieważ nieliczne z jego obiektywów wydają się być tworzone na żółtych papierach należy je zebrać i przypomnieć, bo jak pamiętacie sam Canon cierpi na Alzheimera- LINK.

Nie tylko chodzi tu o obiektywy najtańsze i projektowane tak aby tylko istniały- w rodzaju słynnego 38-76 f/4,5-5,6 o którym się kiedyś pisało jako o rzekomym denku od słoika-LINK, albo 18-55?3,5-5,6, który wszyscy dostawali zupełnie gratis za dwieście złotych do swojego nowego aparatu i prawie dawało się nim robić zdjęcia. Chodzi tu o różne rzeczy.

Ludzie najbardziej nie lubią
różnych rzeczy
        Krzysztof Gol

Każdy z tych obiektywów jest jakąś zadrą na gładkim szkle historii Canonów EOS z tego czy innego powodu. Niektóre wcale nie były tanie. Dwa z nich noszą na sobie dumny czerwony pasek i czerwoną literkę „L” oznaczającą „Luxury”.

No to do roboty.

poniedziałek, 6 marca 2017

Stocznia Łódź

Nie zobaczycie już tego co ja widziałem własnymi oczami. Czas przeminął. Tak jest ze wszystkim. Możecie sobie tylko to wyobrazić.

Raz na kilka dni Facebook ze swych odmętów przynosił mi chwilę estetycznej radości, kiedy to Stocznia Łódź staczała ze swych pochylni kolejne zdjęcie. Szczęka mi opadała, endorfina się wydzielała i życie było nieco piękniejsze.
Nie ma już Stoczni Łódź. Ale endorfiny zostały we wspomnieniach.
Czym była? Skąd się wzięła? Kto tworzył? I dlaczego? Trudno o precyzję w wypadku internetowego projektu, który zniknął jak sen jaki złoty.

Powiem wam, że po raz pierwszy w życiu Fotodinoza (w pluralis majestatis) nawiązała kontakt z twórcami których zdjęcia ma się zamiar krytycznie analizować. (Mamo, mamo, nawiązałam kontakt!- cytat). Ale istniało ryzyko. Duże ryzyko. Że obiją po mordzie, kiedy bez pytania gwizdnę sobie ich zdjęcia w ramach prawa dozwolonego cytowania na niekomercyjne potrzeby. Wszyscy jesteśmy z Łodzi i o to chodzi. Tu w ogóle po mordzie można dostać.

fot. Stocznia Łódź, Piotr Dębiński.
fot. Stocznia Łódź, Tymoteusz Lekler.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Festung (pędem w deszczu)


Wiecie co to jest Toruń?
To takie miasto jest. Nawet znane.

Piernik, Kopernik, ratusz, Wisła, Apator Toruń, krzywa wieża, ruiny zamku, planetarium, obiad w makdonaldzie, autobus. Wycieczki szkolne lecą tym tropem. W młodszej części młodości bywałem wielokrotnie w Toruniu i też leciałem tym tropem. Ale dorosłem. Doczytałem. Zdziwiłem się.
I teraz już wiem, że w tym Toruniu zupełnie nie o to chodzi.

Dzisiaj Toruń leży gdzieś tam w środku północnej Polski. Tak się dziwnie jednak składa, że w poprzednich swych życiach leżał zwykle w pobliżu jakiejś granicy. Najpierw w pobliżu granicy krzyżacko- pruskiej. Potem odwrotnie- prusko- krzyżackiej, potem polsko- krzyżackiej, potem prusko- polskiej, potem księstwowarszawsko- rosyjskiej, potem prusko- rosyjskiej przez chwilę rosyjsko- pruskiej, potem znów odwrotnie. Wszystko w zależności od tego kto akurat miał Toruń w posiadaniu. W każdym razie granica zawsze była tuż-tuż.

A miasto miało wiele zalet. Przede wszystkim Wisła się tu wypłycała. Można było z jednej strony na drugą- siup, bez zamaczania majtek. No i bogato było. Oj bogato. Wielce multikulturowo, z racji owych granic. Prusko, polsko i autonomicznie. Za czasów polskich wojen z Krzyżakami Toruń na przykład wsparł króla Włodzimierza Jagiellończyka kwotą 200 grzywien, co było równe OSIEMDZIESIĘCIOLETNIM dochodom miejskim ówczesnego Krakowa. Znaczy się- biednie nie było.
Transport rzeczny, składy soli, międzynarodowy handel (granice!), uniwersytet, a potem jeszcze Toruń jako główny ośrodek luteranizmu w regionie- wszystko to powodowało przyrost gotówki w mieście.

No ale trzeba było się zbroić. Przecież granica tuż-tuż. Jeszcze ktoś napadnie.
No więc Toruń się zbroił przez całą swoją długą historię.
A ostatni napad połączony z rujnacją miasta miał miejsce w 1703 roku, kiedy to zbombardowali go Szwedzi. Potem (aż do dzisiaj) nikt nie rujnował militarnie Torunia, no chyba że dekretami urzędowymi. Cudem boskim nie zdemolowali go nawet Rosjanie w 1945, nie wiem co ich powstrzymywało.

Tymczasem przez wieki Toruń został uzbrojony tak, że lepiej nie można.
I, jak to mawiał jeden mój kolega- to jest jednak coś!

środa, 15 lutego 2017

Projekt Okrążenia vol. 11b - Stacja Łódź Arturówek- cz. zachodnia. Elita, wojna, chaszcze.


To kolejny odcinek Projektu Okrążenia Łodzi za pomocą Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej. Poprzednie odcinki znajdziecie tutaj: LINK
A pierwszą część Arturówka- TUTAJ

Czy to w ogóle ładnie tak zostawiać kogoś w parku? W poprzednim odcinku zostaliście w Parku Julianowskim jak ten Himmilsbach z angielskim. Odczekaliście na ławce w samym sednie, w samym jądrze fabrykanckich dóbr Julianowa, z których został tylko park i pałacyk myśliwski. Zima nadeszła, a Wy nadal na ławce.
Ruszymy z parku tropem geograficznym, a nie chronologicznym i dokończymy dzielnicę Julianów po zachodniej stronie torów i na północ od Parku Julianowskiego. To znaczy właściwie będzie to część dzielnicy administracyjnej Julianów- Marysin-Rogi, która jest tak zorganizowana, że nikt nie wie gdzie leżą jej podziały, ani nie jest pewnym czy dobrze poprowadzono jej granice.
Niektórzy północny Julianów uznają już za Radogoszcz na przykład. Nawet stojące tam muzeum nazywa się „Muzeum Tradycji Niepodległościowych- Radogoszcz”.

Ze względu na willowy i tradycyjnie „elitarny” image dzielnicy Julianów deweloperzy z pobliża starają się podczepić nazwowo do Julianowa, pomimo tego że ich inwestycje leżą gdzieś hen od niej daleko. Znana sprawa. W Warszawie są o to nawet procesy deweloperów z Urzędami Gminy (np. Saska Kępa), w Łodzi nie doszliśmy jeszcze do tego poziomu snobizmu. Ale wszystko przed nami.


Dzielić i parcelować Julianów zaczęła jeszcze fabrykancka rodzina Heinzlów, kiedy to łódzki przemysł stracił nagle swojego głównego odbiorcę- Rosję, bo nie dość, że Polska odzyskała niepodległość, to jeszcze Rosja zniknęła z map świata, zastąpiona przez Związek Radziecki. W związku z zakręceniem kurka wszystkie fabryki łódzkie (a było ich po I wojnie jeszcze 613 sztuk, według Państwowej Inspekcji Pracy, a przed wojną ponad tysiąc) przędące przędzę i tkające tkaniny zaczęły prząść bardzo cienko.
Heinzlowie, ze swoim olbrzymim majątkiem obejmującym całe północne kresy Łodzi wraz z olbrzymim Lasem Łagiewnickim od lat po I Wojnie Światowej dzielili włości na małe działki i sprzedawali po kawałeczku. Las był systematycznie karczowany, a drewno sprzedawane na skalę przemysłową, przyczyniając się do budowlanego rozwoju miasta.
Północny Julianów, który właśnie zaliczymy stanowi zespół różnych reliktów owej rozprzedaży- zabudowa jest tu willowa, ale bardzo zróżnicowana, bo do lat 60-tych -70-tych nadal przetrwało tu sporo pustych działek, które zostały, a nawet zostają zabudowywane dopiero w naszych czasach. Sporo ulic jest tu nadal gruntowych. Sprawia to wrażenie pewnego chaosu, ale przykrytego dużą ilością zieleni, co zapewnia ciekawy klimat.

piątek, 10 lutego 2017

Sic Ford Transit gloria mundi. Jakoś to będzie.




Zaprawdę powiadam wam, oto nadchodzi wiek miecza i topora, wiek wilczej zamieci. Nadchodzi Czas Białego Zimna i Białego Światła, Czas Szaleństwa i Czas Pogardy, Tedd Deireádh, Czas Końca. Świat umrze wśród mrozu, a odrodzi się wraz z nowym słońcem. Odrodzi się ze Starszej Krwi, z Hen Ichaer, z zasianego ziarna. Ziarna, które nie wykiełkuje, lecz wybuchnie płomieniem. Ess'tuath esse! Tak będzie! Wypatrujcie znaków! Jakie to będą znaki, rzeknę wam - wprzód spłynie ziemia krwią Aen Seidhe, Krwią Elfów...
      Aen Ithlinnespeath,przepowiednia Ithlinne Aegli aep Aevenien"
                           Andrzej Sapkowski "Krew elfów"

Coś tam być musi dalej. Choćby świat przemijał. Jakaś przyszłość.


Mowa oczywiście o cyfrowych aparatach fotograficznych.

Do przemyśleń na temat przyszłości fotografii skłoniły mnie:

a) artykuł na temat statystyk sprzedaży aparatów cyfrowych
b) komentarze Tristana z fejsika Fotodinozy, mówiące że fotografia będzie się stawać coraz bardziej elitarna.


źródło: https://www.dfv.pl/article/rynek-sprzetu-fotograficznego-ad-2016

Statystyki z artykułu mówią pewne oczywistości, jakie rzucają się w oczy każdemu, kto zajrzał do sklepów fotograficznych lub też obserwował czym to ludność fotografuje. I jak często.

Bardzo często. Non stop.

Do wszystkich tych statystyk przydałby mi się jeden wykres- taki który pokazuje ile zdjęć robi się na świecie. Ja wam go narysuję (dane oparte zupełnie na niczym, oprócz obserwacji życia):


piątek, 3 lutego 2017

Najbrzydsze i najładniejsze rzeczy we Francji

Dziś żadnych pytań o byt,
czy mieć, czy być?
Proszę dziś,
żadnych pytań o świat,
o to co dzieje się,
dzieje się i tak.
(...)
dziś bez babrania się w snach,
przepowiedniach o dniach co nadejdą i
bez niewyraźnych dość min
i bez wina, bo
dziś jestem bez win.
            Voo voo "Dzisiaj jest ładna pogoda"

Tym razem autobus niesie przez pół Europy. Najpierw nasze pół, a potem obce. Żywioł germański.

Potem zjawią się zardzewiałe silosy. Niechybny znak, że Szwajcaria już przeminęła i że teraz jedziemy już przez Francję. W Szwajcarii nie ma ani jednego zardzewiałego silosa, to pewne. We Francji jest dużo zardzewiałych rzeczy. Francuzi to lubią.
Francuzi lubią sobie nie odnawiać. Tak już mają. Budynki w tych górskich wioskach, które nie są oplecione siecią wyciągów i kolejek linowych wyglądają jak zbudowane w XIX wieku, ciężkie domy z kamienia. Odnawiano je ostatnio za de Gaulle,a. Wszystko ma taki ciekawy sznyt jak z lat 50-tych. Właściwie nie musiano zapewne szukać wiele, żeby znaleźć odpowiednie plenery do ekranizacji "Mikołajka". Już po prostu stały. Z początku smutno mi się trochę zrobiło' że w kwestii motoryzacji Francuzi nie są konsekwentni i wszędzie nowe paskudne Peugeoty krosołwer, albo Renaulty ze światłami na pół bagażnika. 

Ale postanowiłem poskrobać. Postanowiłem plwać na tę skorupę i zstąpić do głębi. I zstąpiłem.

Idea tego wpisu nie udała się. Miały nią być Najbrzydsze Rzeczy we Francji. No bo wszyscy strzelają tylko te najładniejsze. To ja chciałem być oryginalny. No ale nie dało się. Obiektyw sam się kieruje w stronę tych najładniejszych. Postanowiłem pójść innym tropem- wyznaczonym przez Tomatsu Shomei- LINK. Dał nam przykład Shomei jak zwyciężać mamy. Czy można potraktować Francję jak terra incognita. Tę Francję już milion razy opisaną w literaturze, sztuce, poezji, prozie (to ja prozą piszę?), filmach z Delonem, Tatou i Boon'em, oraz pijackim bełkocie. Tę którą wszyscy znają z bagietek, żandarmów, ślimaków, citroenów dwacefał, kasztanów na placu Pigalle, żabich udek i miłości francuskiej. Czy nieznane wystąpią tu jakoweś anomalie?
No i poszedłem jak pocisk, ale nie inteligentnie jak Pershing, tylko jak ten odłamkowy, ten co go Gustlik ładował, bezwiednie i bezrefleksyjnie strzelać te anomalie. O ile to anomalie. Co tam podleci to strzelać i nie pękać.

piątek, 27 stycznia 2017

Canon, Kodak, Nikon, LSD, ta zabawa po nocach się śni.


Ostatni tydzień przyniósł same rewelacje bieżące, tak że nie wytrzymuję tej presji i muszę skomentować.
Po pierwsze: Kodak wznawia produkcję slajdu Ektachrome! (To oni jeszcze żyją?) Okazuje się, że pan Darek Krakowian z Fotonegatywu miał rację- musi być przyszłość!- jak to mówił w wywiadzie Fotodinozy- LINK.

Kodak wraca do korzeni i liczy na entuzjastów analoga chętnych na filmy odwracalne. Ostatni raz strzelałem na slajdach w wieku lat 7-miu, może zatem czas powtórzyć doświadczenia?
Kodak zresztą ma się coraz lepiej, a jak wiemy- miał się gorzej. Oprócz dziesiątek nietrafionych inwestycji i upadku na pysk fotografii analogowej cierpiał także na emerytozę, taką samą na jaką cierpiało General Motors. Tj. firmowe programy emerytalne dla dawnych pracowników. Ponieważ firma Kodak ma sto lat, a życie człowieka się wydłuża (pomimo diety frytkowo- hamburgerowej) tych dawnych pracowników zrobiła się rzesza. I Kodak i General Motors układało się, zdaje się, w tej sprawie z rządem i jakoś pozbyło się balastu emerytalnego.
Nie wiem tylko co na to emerytowani pracownicy Kodaka.
Kodak wywalił też na bruk takie ilości ludzi, że normalnie nie wiem jak oni się tam w ogóle mieścili. Sprzedał tysiące swoich patentów za 525 milionów dolarów- między innymi Facebookowi, Apple'owi, Microsoftowi i Samsungowi.
I dopiero wtedy przestał przynosić 100 mln dolarów strat.
Potem w 2011 roku wszedł ostro na rynek drukarek atramentowych i tuszy.
Potem w 2012 roku wycofał się ostro z rynku drukarek atramentowych i tuszy.

W 2013-tym wszedł ostro w system aparatów Mikro 4/3 jaki prowadzli Olympus i Panasonic. Ale jakoś nie wyprodukował żadnego aparatu.
Potem ogłosił Bankructwo Małego Jacka (cytat).

niedziela, 22 stycznia 2017

Bezlusterkowce. Rzut oka bazyliszka.


-Pierwszy raz widzę coś takiego na oczy. Istne dziwadło, na honor, dziwadło nad dziwadłami. Znaczy się, to jest ten osławiony bazyliszek?
-Nie- Geralt uniósł potwora wyżej, by rycerz mógł się lepiej przyjrzeć- To nie jest bazyliszek. To jest kuroliszek.
-A jaka jest różnica?
-Zasadnicza. Bazyliszek zwany też regulusem, jest gadem, a kuroliszek, zwany też skoffinem albo kokatryksją, jest ornitoreptylem, to znaczy ni to gadem, ni to ptakiem (…)
-A którego z nich, powiedz, można ukatrupić za pomocą zwierciadła?
-Każdego. Jeśli walnąć prosto w łeb.”

                 Andrzej Sapkowski „Wiedźmin”


Nie wiem. No to się wypowiem.

Jestem dinozaurem. To nawet Automobilownia o mnie napisała. Fakt. Lubię rzeczy niezmienne i stałe. A nawet stare. Starzyznę lubię.

Nie przeszkadza mi to lubić też nowiznę. Aczkolwiek podchodzę do niej krytycznie i bez wielkich kredytów zaufania.

Tak to już jest u McDonalda (cytat)

Zaczęło się wszystko od Pani Agnieszki, która robi bardzo fajne zdjęcia z podróży- LINK, w której to podróży jest niemal bezustannie. Też bym tak chciał. Ale nie mogę. Poprzez znajomego nam Grega i dzielącą nas przestrzeń internetu nastąpiło pytanie- co tu kupić do podróży? Bezlusterkowego.

A ja co?
A ja nic.

Trzeba było zgłębić. Mówią że bezlusterkowce to przyszłość fotografii. Przyszłość, nie przyszłość, a może i niecała przyszłość (tak mi się przynajmniej laicko wydaje), ale zbliżyłem się ostatnio do tego gatunku zwanego ornitoreptylem i zrobiłem ogląd.
Coś mi pękło
Robię ogląd
A to pękł mi światopogląd (...)
Światopogląd rzecz nabyta
Się załata go i kwita
Wezmę tylko grubych nici
I już się jak nowy świci.
                Stanisław Klawe

Na początku zgłębiania jęknąłem z przerażenia, choć cichutko. Drogo. No dość drogo. Dla kogoś kto zgłębia na co dzień używane złomy po 250 zł sztuka wszystko wydaje się drogie. Tak jak dla kogoś kto ma w ręku młotek wszystko wygląda na gwóźdź. No ale potem pomyślałem- dawno nie kupowałem nic nowego. 
Życie musi trochę kosztować.


Nie mam normalnego spojrzenia na rynek. Mam nienormalne- wystarczy spojrzeć na mój telefon- LINK. Mogę wam wyjaśniać dlaczego na co dzień nie używam smartfona, choć używam go od święta, ale ponieważ ten wpis ma dotyczyć bezlusterkowców- to się powstrzymam.

Na początek wrażenie ogólne- bezlusterkowcem też się da robić zdjęcia. Nie gorsze niż lustrzanką.(no ale zdjęcia, tak naprawdę daje się robić prawie byle czym). Sporo bezlusterkowców ma takie same lub większe możliwości jak lustrzanki- zależy jaki wypas się kupi. W niektórych aspektach- bardzo kuszących, np. w ostrzeniu autofokusem- najlepsze bezlusterkowce są lepsze niż większość lustrzanek. W przeciwieństwie do sporej ilości lustrzanek dają możliwość natychmiastowego łączenia się z telefonem i wysyłania zdjęć i filmów na fejsika, insta, snapczata, krupczata i inne miejsca sieciowe w jakie chcielibyśmy je wysłać.


Co prawda lustrzanki też się ostatnio uczą i co nowsze modele- dają także zespolenie ze światem wirtualnym.
Jakie są podstawowe różnice, dla dinozaurów mojego pokroju?

Bezlusterkowce są z zasady mniejsze. Większość najtańszych modeli jest w porównaniu z lustrzanką nieco uproszczone- przypomina aparaty kompaktowe z wymiennym obiektywem. Nie. Źle napisałem- spora część bezlusterkowców to SĄ aparaty kompaktowe z wymiennym obiektywem. Nawet wielkość matrycy się zgadza, co gorsza.
Strzeżcie się zatem, Rodacy!

Tu następuje pierwszy opór dinozaura. Atawistyczny, nieprzyjemny opór. Strzelanie zdjęć kompaktami nigdy nie dawało mi zbyt dużo przyjemności. Miałem w życiu dwa cyfrowe kompakty i robienie nimi zdjęć przypominało mi zawsze jeżdżenie Daewoo Matizem. Niby można, niby się do przodu człowiek przemieszcza, ale dreszczu nijakiego nie ma. I do tego to drażniące pyrkotanie trzycylindrówki.


Ja zupełnie nie przypominam tego gościa. Od razu widać, że te kompaktowe bezlusterkowce to są nie dla mnie.


O ja przypominam tego gościa. Też jestem nieogolony, tylko włosków nie mam na żel. 

piątek, 13 stycznia 2017

Japonia. Oczami bezpańskiego psa

fot: Tōmatsu Shōmei 
To co się dzieje- historia, polityka, sytuacja w ojczyźnie- formuje każdego z nas, niczym kamienie szlifowane w strumieniu. Kształtuje. Choć może sobie sprawy nie zdajemy.

Jednak niektórzy potrafią, dzięki temu ukształtowaniu, dać ponadczasowy obraz historii i polityki, zogniskować w soczewce działania jakiś przejmujący symbol czasów z których pochodzą i kultury w której się wychowali.

Japonia nie daje mi spokoju. Dziwny kraj. W którym trzęsienia ziemi wystąpiły nie tylko fizycznie, ale i mentalnie. Po nich świat już nie był taki sam. Nie sama Japonia w towarzystwie takich krajów.
Japonia przegrała II Wojnę Światową i przegrała ją bardzo. Może nawet bardziej niż Niemcy, choć ciężko to oceniać. Podobnie jak w Niemczech ideologia skoncentrowanego nacjonalizmu, wspierana przez propagandę poddała się w obliczu klęski i wyparowała, zostawiając za sobą zgliszcza. Ale też wydaje się, że w Japonii odbyło się to gwałtowniej, dotkliwiej i dla społeczeństwa było większym szokiem. Zwłaszcza, że spuszczono im na koniec na głowy bombę atomową.
A tuż przed jej spuszczeniem całe społeczeństwo Japonii zbroiło się na potęgę w bambusowe dzidy, tasaki i siekiery, będąc gotowym na przyjęcie amerykańskiej inwazji i odparcie wroga, gdy tylko wysadzi swoje wojska z barek desantowych na plażach wyspy. Sztab amerykański oceniał swoje przyszłe straty w razie takiej inwazji na milion żołnierzy.

Właściwie należałoby zacząć od początku, choćby w skrócie, żeby lepiej zrozumieć co fotograf Tōmatsu Shōmei miał na myśli.
II Wojna Światowa według Rosjan i Amerykanów zaczęła się w 1941 roku. Według Polaków zaczęła się w 1939 roku, a według Chińczyków w 1937-mym. Taka to dziwna wojna była. Dlatego wśród zwycięzców II Wojny Światowej są między innymi Amerykanie, Rosjanie, Brytyjczycy, Polacy i Włosi. A wśród przegranych- Niemcy, Japończycy i Włosi. No i niektórzy Polacy. Bardzo to skomplikowane i nie do ogarnięcia.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Amerykanin z Yokohamy.


John Weine nacisnął hamulec i potężny kanciasty Cadillac zakołysał się zatrzymując przy krawężniku. Weine machinalnie przestawił drążek na „Parking” rozglądając się po ulicy miasteczka. Wysiadł z auta zawadzając o dach obszernym rondem kapelusza.
Stara Becky kosiła trawnik przed swoim sklepem hałasując równie wiekową kosiarką. W warsztacie „U Mike'a” błyskał z garażu automat spawalniczy.
John skinął głową Becky, wykonując coś w rodzaju salutu do swojego nakrycia głowy i pozdrowił listonosza, który niósł sporą paczkę po drugiej stronie ulicy.
Upał wisiał w powietrzu. Dochodziło południe.
Weine sięgnął po aparat z tylnego siedzenia i nie trudząc się zamykaniem auta skierował swą potężną postać w stronę sklepiku fotograficznego, oklejonego gęsto reklamami.
Ulicą przejechała jakaś mała Toyota. Weine długo odprowadzał ją wzrokiem, splunął z niechęcią i pchnął drzwi do sklepu, na których zakołysał się plakat z wyraźnie czegoś bardzo szczęśliwą posiadaczką Minolty 7xi. John nie zwracał uwagi na jej ponętnie kusy strój. Dźwięknął potrącony dzwonek.
-John, stary byku!- sprzedawca zza lady, pochylony nad jakimś magazynem przesunął okulary na łysinę i podszedł przywitać się z klientem. Uścisnęli dłonie i klepnęli się po ramionach.
Wewnątrz nie było specjalnie chłodniej niż na dworze, pomimo brzęczącego w rogu klimatyzatora. Wiatrak na suficie mielił miarowo powietrze kołysząc reklamami Kodaka.
-Coś taki skwaszony?
-Ech, mówię ci Ron, wkurza mnie to wszystko.
-Hm?- sprzedawca spojrzał pytająco
-Ci Japończycy są już wszędzie- Weine trącił ręką plakat Nikona zwisający przy regale- Nie tak miało być, Ron. Na ulicy, w sklepie. Wszędzie!
-No co zrobisz. Sam wiesz, że robią dobre rzeczy- Ron wskazał palcem futerał, który dyndał Weinowi na szyi- Sam wiesz...
-Namówiłeś mnie na to. Używam, ale...
-I co? Jesteś niezadowolony?
-Nie Ron, nie zrozum mnie źle. Kupuję u ciebie aparaty, odkąd otworzyłeś ten sklepik w pięćdziesiątym pierwszym, nigdy się nie zawiodłem na twoich radach. Aparat jest w porządku. Ale gdybyśmy tylko produkowali takie lustrzanki z autofokusem, to zaraz bym to wywalił do śmieci. To jest po prostu nie do pojęcia. Pamiętasz Ron, jak lataliśmy nad Yokohamę? W naszej „Małej Bee”? Ledwo wylądowaliśmy wtedy na Iwo Jimie, na oparach paliwa... Ledwo ledwo... Pamiętasz...- John zamyślił się na chwilę do swoich wspomnień- Ale nieźle im dowaliliśmy. Wtedy wydawało się że jesteśmy górą. Oni byli na kolanach...
-Stare czasy John. Enola Gay to przeszłość- Ron poklepał Weine'a po plecach- Chesz im wypowiedzieć następną wojnę za Nikona?


środa, 28 grudnia 2016

Trzy po trzy. Spis treści.




Raz na rok warto przystanąć i zastanowić się gdzie jesteśmy.
Może właśnie na Titanicu?
Może właśnie walnęliśmy w górę lodową i więcej wpisów nie będzie? Trzeba przesiąść się do szalup i ratować zmoczony tyłek?
Jednak nie.

Nie idę na dno, choć za mną kolejne boje.
Kolejna dziegciu łyżka w moje drzewa życia słoje.
To serce na nim wycięte jeszcze nie zarosło
mchem,
co wskazuje północ, jak wskazówka non stop,
noc w noc, rok w rok gdy siedzę nad tekstem.(...)


Bo skłamałbym, gdybym napisał, że nie chcę docierać, ale
długofalowo, nie FM, szukaj by znaleźć.
Stale poza nurtem, z dala od koryta,
słów rzeka,
łap przekaz,
on niech ciebie chwyta
i nie puszcza jak gąszcz słów, fantazji puszczam wodze.
Na twoich bębenkach jestem dziś doboszem.(...)

                                    MC Silk

Jeszcze żyjemy. Jeszcze się coś pisze. A nawet czasem narysuje.
Osiąga się czasem niespodziewane sukcesy.
Osiąga się czasem takie sukcesy o jakich nie śmiało się nawet marzyć zaczynając pisać bloga o (teoretycznie) fotografii. Jakie przez myśl nie przechodziły.

Przede wszystkim ma się wspaniałych czytelników. To jest naprawdę super!

Ma się takich czytelników, co to nie lecą hejtem, kiedy człowiek wykaże się pełnym półprofesjonalizmem, a do tego pomagają z całych sił. Dzięki nim i tylko dzięki ich zachętom Fotodinoza dorobiła się fanoskiej strony na Twarzoksiągu. Dzięki Krzysiu, dzięki Szczepanie!

Wśród owych czytelników Fotodinozy jest do tegp co najmniej trzech dziennikarzy miesięczników fotograficznych, których artykuły jeszcze dziesięć lat temu czytałem z wypiekami na twarzy i szczęką opadniętą, a owymi miesięcznikami mam wypchane pół piwnicy. Nie mówiąc już o książkach przez tych panów napisanych.

Powiem szczerze, że nie byłbym w stanie sobie tego wyobrazić w roku 2013.
Duża w tym zasługa internetu, bo bez niego mógłbym co najwyżej pisać nieśmiałe listy do redakcji owych miesięczników, a nie bloga.

Na początek jeszcze troszkę statystyki podsumowawczej tu się zamieszcza:

Opublikowano na Fotodinozie w 2016 roku 53 wpisy, włącznie z tym który czytacie.
Przetestowano solidnie zaledwie dwa obiektywy:
Loreo Lens in a Cap
Sigmę 90 f/2,8 macro

Opisano niesolidnie dwa obiektywy:
Sigma 14 f/3,5
Sigma 500 f/4,5

Opisano aparaty:
Canon EOS 300X
Canon EOS Elan
Canona IX7
Canona 50e

Napisano poradniki o tym jak pożenić Sigmę z Canonem EOS, oraz jak kupować używane obiektywy i czy w ogóle.

Oraz dwa Top'y- jeden Top Ten o tanich obiektywach do Canona, a drugi Top Five o fajnych aparatach cyfrowych Canona sprzed paru lat.

Przeprowadziło się aż dwa wywiady z panami Marcinem Górko i Dariuszem Krakowianem.

Napisało się cztery odcinki Projektu Okrążenia Łodzi za pomocą Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej. Może z tego kiedyś jakaś książka będzie. Albo jaki pdf. Nie wiadomo.


Reszta to jakieś nieistotne pierdoły o aparatach i obiektywach i podróżach na Słowację, do Tyrolu, do Katowic, do Grecji, do Grudziądza, Chełmna i Fromborka, do Bułgarii i Rumunii, do Pabianic. Niektóre dwuczęściowe.
Nie wiem czy dobrze się bawiliście czytając te wpisy. Ale nienajgorzej się je pisało.

Publikuje się rzadziej niż w zeszłym roku i właściwie nie wiadomo czy to dobrze czy niedobrze. Niektórzy mówią, że dobrze. Niektórzy mówią że niedobrze. Chyba trzeba jakąś ankietę na fejsiku zamieścić, żeby demokracja zdecydowała. Bo jak wiadomo- o demokrację się wszystko rozbija. Demokracja musi być, najlepiej ta mojsza. Bo jest lepsza niż twojsza. Wiadomix.

Nie wiadomo o czym będzie następny wpis. To się dopiero zobaczy.
Różne tematy ciągną, ale czasu trochę brakuje na realizację tych tekstów. Przydałby się jakiś pełny etacik literacki.

Ale może wtedy byłoby za łatwo?

Jak jest za łatwo, to serce obrasta mchem, człowiek gnuśnieje i przyzwyczaja się. Może lepiej coś tam dalej pisać na marginesach. Samemu się free- lansować. Nie podlegać nikomu, oprócz Google Bloggera.
Wolność jest przyjemna.

Niestety na pewno kiedyś nastąpią kiedyś jakieś przerwy- z powodu braku weny, braku tematu lub braku czasu. Tylko potem nie mówcie, że nie ostrzegałem.

Czytelnictwo Fotodinozy podskoczyło (chyba z radości) od czasu założenia fanpage'a Na Fejsie- dołki na wykresie statystycznym są takie jak były, ale za to te górki!

5 grudnia nastąpiło założenie fanoskiej strony. Zwyżka.

Co do tego kto nas ogląda, to nastąpiły przetasowania. Turcy spadli z szóstego na dziewiąte! Niemcy wskoczyli na trzecie miejsce! Rosja niespodziewanie na piątym, tuż przed Ukrainą!


Z egzotyków to miałem w tym miesiącu sześć wejść z Kenii i dwadzieścia osiem z Chin. Ale te z Chin to pewno zupełny przypadek- po prostu ktoś oparł się o klawiaturę i przez przypadek wcisnął litery układające się w nazwę „Fotodinoza”. Tylko internautów jest tam 710 milionów (sierpień 2016) i prawem statystyki przypadek ten nastąpił zapewne 28 razy.

Zyskało się nowych czytelników, a może to ci starzy wchodzą po prostu dwa razy częściej? Też nie wiadomo. Jeszcze w tymże samym 2016 w kwietniu ogłaszaliśmy stutysięczną odsłonę Fotodinozy, a teraz już możemy stupięćdziesięciotysięczną. Także ruch jest.


Ruch jest nierówny, niektóre wpisy są bardzo poczytne, a niektóre bardzo mało. Bo też i Fotodinoza jest nierówna- raz jakaś wycieczka, raz jakiś zdechły obiektyw, to znowu jakaś analiza zdjęcia. Nie wiadomo czego oczekiwać. Gdyby jeszcze odsłony postów rozkładały się jakoś sensownie- np. nikt nie czyta artykułów o zdechłych obiektywach- wtedy sprawa byłaby jasna. No ale to jest loteria. Nie ma reguł. Widać to po wyświetlanych na prawym marginesie bloga „najpopularniejszych wpisach”- każdy jest z innej dziedziny.

Wpisy z 2016 uplasowały się dość wysoko, ale nic na razie nie przebiło Roberta Doisneau i jego sztucznego pocałunku pod paryskim ratuszem napisanego w 2015. Niemniej 4 wpisy z 2016-go w pierwszej dziesiątce.


A które wpisy zostały moim zdaniem niedocenione czytelniczo?
Bardzo jestem zadowolony z Alfreda Eisensteadta w którego ktoś wjechał samochodem- LINK, a który miał mało wyświetleń.
Również całkiem niezły wpis o fantastycznej fotograficzce, w skrócie fantafotograficzce i to do tego polskiej- Zofii Chomętowskiej dorobił się skromnego audytorium- LINK
Ansel Adams, wysłany w kosmos także nie był zbyt często czytany- LINK

Zatem, po długim procesie tentegowania w głowie (cytat- Król Julian) będzie się pisało tak jak i się pisało wcześniej.

Bo inny sposób, to podzielić bloga na trzy blogi tematyczne. No ale przecież się nie rozerwę, jak powiedziała żaba, kiedy po jednej stronie miały stanąć zwierzęta mądre, a po drugiej- te piękne (suchar).

Przyszłość coś tam przyniesie na pewno.
Zaglądajcie na https://www.facebook.com/fotodinoza/ to się dowiecie pierwsi co przyniesie.
A na Nowy Rok życzymy robienia i oglądania samych fajnych zdjęć!Zostańcie nastrojeni na nasze fale!

Upadamy, upadamy, upadamy by wstać
To że teraz plecy, to nie powód by już nie grać
To nie gadka, dla gadania tylko
Porażki- to pył, nie daj się pokonać pyłkom
Jesteś mocniejszy niż ci się zdaje
Jesteś silniejsza od swoich słabości
Stacja Vavamuffin ciągle nadaje
Fale na których przepłyniesz przeciwności.



Fabrykant
dyrektor kreatywny walnięty o sprzęty, czasem trochę śnięty.


P.S. Żeby pogodzić czytelników tradycjonalistów i postępowców załączę tenże oto kawałek „Summertime”- tradycyjnie postępowy. Grają bracia Węgrzy z Panonia All Stars Ska Orchestra, na wokalu Harcsa Veronika i Kiss Erzsi:

                         https://www.youtube.com/watch?v=5ML1WCJLkcc


piątek, 23 grudnia 2016

Nieznane świąteczne zdjęcia znanych fotogafów


Prezentujemy dziś Państwu zupełnie nieznane, cudem odnalezione zdjęcia kilku znanych fotografów. Dziwnym trafem wszystkie dotyczą świąt. Prawdopodobnie jest to zaginiona w latach 70-tych kolekcja znanego paryskiego marszanda Pierra Noëla, który zbierał fotografię tematycznie. On wszystko miał tematyczne.

Święta pod mostem w Paryżu według Brassaï'a