wyświetlenia:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sigma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sigma. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 stycznia 2020

Top 10+ wiekowych obiektywów Sigmy wartych rechipowania



Bonżur mesje i medame. Że wule wu prezęte le gam de obżektif Sigma de milnef są katrowę-dis truła.
Znaczy się Fotodinoza będzie nieco truła o obiektywach Sigma z roku 1993-go. I o przeszłości też.

Ponieważ przez ostatnie parę lat zajmowaliśmy się wyszukiwaniem wiekowych obiektywów Sigma, które nie współpracują z cyfrowym Canonem, potem wyszukiwaniem cyfrowych Canonów, które jednak współpracują z Sigmami sprzed potopu, a potem zajęliśmy się rechipowaniem tychże obiektywów, tak żeby działały jak nowe- nabrało się troszkę doświadczenia i może się stworzyć coś w rodzaju Top Ten szkieł Sigmy, które warte są rechipowania do Canona EOS. Oraz warte grzechu.

Nabywca tych obiektywów, oprócz default'owego braku współpracy z Canonem za wyjątkiem pełnego otworu przesłony (który można naprawić przez zmianę elektronicznego chipa) musi się liczyć z następującymi mankamentami:

-starość nie radość- one mają 25 lat.
-dają one o wiele gorszy kontrast zdjęć niż współczesne obiektywy i dużo gorzej pracują pod słońce. Powłoki przeciwodblaskowe zrobiły od tamtej pory wielki postęp i pokrywa się nimi soczewki z obu stron, a kiedyś tylko od frontu.
-autofokus na ogół znacznie ustępuje dzisiejszym konstrukcjom. Jest dużo wolniejszy i mniej celny.
-jakość obrazu na brzegach dopiero od niedawna osiąga to czego życzyliby sobie fotografowie. Kiedyś inżynierowie mieli na to wyjechane, chyba że projektowali coś bardzo drogiego. Sigmy były dość tanie.
-podobnie dystorsje (zagięcia linii prostych znajdujących się przy brzegach fotografowanego obrazu). Powiem wam po cichu: one falują.
-winietowanie (ściemnienie brzegów obrazu) w starszych obiektywach na ogół jest większe niż dziś. Dla mnie to zaleta. A nawę duża zaleta.
-wady chromatyczne w niektórych starych obiektywach wołają o pomstę do nieba. A bóg widzi i nie mści. Na zdjęciach strzelanych niegdyś na filmie nie było tego tak widać jak na cyfrówce.
-części zamiennych do tych obiektywów brak. Nul. Zero.

Kto chce jeszcze więcej dowiedzieć się na temat kupowania obiektywów używanych może zerknąć do poradnika Fotodinozy opisującego Czy i Jak kupować- LINK. Kto chce się dowiedzieć na temat kompatybilności Sigmy i Canona- może przeczytać obszerne i przegadane Kompendium Kompatybilności-LINK .

Sigmy dają się dzisiaj rechipować, co nie jest darmowe, ale w miarę niedrogie. Chipy do Canona EOS produkuje manufakturowo pan Jiři Otisk z pobliskich Czech. Kontakt do firmy: https://www.btv.cz/adresa

Zatem ad rem.




1. Sigma AF 70-210mm f/2,8 (najlepiej- APO)

Jeden z pierwszych, obok Tokiny 80-200, konkurentów dla reporterskich zoomów Nikona, Canona i Minolty (kto wie, co to była Minolta - ręka w górę). Zawsze oceniana o stopień niżej niż liderzy, ale też zawsze była dużo tańsza. Solidnie zbudowana, ostrością w centrum kadru nie ustępowała najlepszym, można się było przyczepić co najwyżej do brzegów. W porównaniu do ówczesnych zoomów firm "markowych" Sigma miała dużo wolniejszy i bardziej zawodny autofokus i słabsze zachowanie pod światło. To był taki trochę profesjonalizm dla pełnych półprofesjonalistów. Obiektyw 70-200 u Sigmy był produkowany w licznych kolejnych wersjach - można się doliczyć do dzisiaj aż 9 modeli. Te najstarsze są dzisiaj rzadkością, a im młodsze, tym bardziej zbliżają się jakością do najlepszych zoomów na rynku. Niestety również zbliżają się ceną. Najstarsze 70-200, nie współpracujące z Canonem na pełnej przesłonie są czasem do kupienia za niewielkie kwoty, można się nimi interesować, jeśli mają napis "APO" na obudowie, co oznaczało lepszą jakość obrazu, dzięki soczewce apochromatycznej. 

Nie ma jakiegoś wielkiego sensu kupowanie tego obiektywu, zamiast np. nowszych wersji DG HSM, albo zamiast Tamrona 70-200, chyba że jest bardzo tani, co się czasem zdarza.


Zalety
-dobra jakość obrazu w centrum kadru, przyzwoita na brzegach
-solidna budowa, niemal całkowicie metalowy.
-na ogół znacznie tańszy niż wszystko co podobne.

Wady
-wolny, czasem omylny autofokus, do reporterki w dzisiejszym rozumieniu - słaby.
-kontrast spada mocno pod światło, widać bliki.
-wady chromatyczne wyraźniej widoczne niż we współczesnych konstrukcjach.


Nadaje się: Na pełną klatkę- bardzo dobry
Na małą matrycę APS-C - bardzo dobry.

Z Nikonem, Sony, Pentaxem nie powinien sprawiać kłopotów, tyle tylko że w tych wersjach będzie droższy.

Na Fotodinozie był opis wszystkich wersji 70-200 Sigmy - LINK.
Popularność: W tej wersji bardzo rzadka.

Własności użytkowe w porównaniu do współczesnych
obiektywów o tej ogniskowej: ⬛ ⬛ ⬜ ⬜ ⬜


Czy warto rechipować: ⬛ ⬛ ⬜ ⬜ ⬜






2. Sigma AF 21-35mm f/3,5- 4,2.
Hipsterskie szkło, zarówno pod względem kształtu, dostępności jak i użytkowania. Kloc jakich mało z potężną, niespotykaną w zoomach stałą osłoną przeciwsłoneczną z metalu. Wielki i ciężki, z żelaza, stali (cytat). Lepiej nie dostać nim po głowie. W czasie debiutu najszerszy zoom autofokus świata. 

środa, 7 sierpnia 2019

Sigma autofokus i auto-da-fé


No i co? Myślicie że wszystkie artykuły na Fotodinozie to będą wpisy epokowe? Nie ma tak dobrze. Tym razem będzie wpis o głupotach. Rzeczach kompletnie nieinteresujących i bez sensu. O kolekcji własnych obiektywów.
Jestem kolekcjonerem. Wielu już było kolekcjonerów. Niektórzy zbierają na przykład odkurzacze. Niektórzy kolekcjonują stare lustrzanki Kodaka - natknąłem się na takich w trakcie pisania artykułu o pierwszych cyfrowych lustrzankach.
- Co robisz chłopczyku?
- Zbieram psie kupki.
- To bardzo ładnie, ale tu jedną zostawiłeś.
- Taką już mam.
              (Marek Raczkowski)
Ja też sześć lat temu zacząłem pisać bloga i zbierać psie kupki... tfu, zbierać stare obiektywy Sigma. No, nie myślcie sobie, że to były jakieś manualne rarytasy błyszczące mosiądzem i szlifowanym ręcznie szkłem, jak obiektywy pana Petzvala z Wiednia. Powiedziałbym że wręcz przeciwnie, zupełnie przeciwstawnie i całkiem odwrotnie. To były rzeczywiście takie fotograficzne psie kupki, których nie chciał nikt. Kryteria były następujące - żeby było maksymalnie tanio, żeby obiektywy miały jakiś drobny nimb profesjonalizmu, no i musiały być autofokus. Ja bez autofokusa nie fokusuję.
Rzecz całą oczywiście ułatwiały to kolekcjonowanie wojny między Canonem a Sigmą, które spowodowały, że stare Sigmy autofokus nagle w końcu lat 90-tych i początkach 2000-ch przestały działać z lustrzankami Canona. Niektórym się wydawało, że zupełnie i bezpowrotnie. Ja jednak zgłębiłem temat i wyszło, że działają, choć tylko troszeczkę. Jak wiadomo tym się różni wróbelek, że ma jedną nóżkę troszeczkę. Działają troszeczkę - wyłącznie na otwartej przesłonie. 
Nie wszyscy przyjęli to do wiadomości, niektórzy stwierdzili, że ich stare obiektywy Sigma są zupełnie do wyrzucenia i nic nie warte. Ja natomiast postanowiłem oprzeć się na tym fakcie i kupować takie obiektywy, które będę mógł użytkować właśnie bez przymykania przesłony, i które dadzą mi przy tym jakąkolwiek atrakcję. To był całkiem dobry plan. 
Zwłaszcza, że po czasie okazało się, że są ludzie, którzy pracują nad tym, żeby stare Sigmy znów uruchomić z Canonami - na przykład pan Jiři Otisk spod czeskiej Ostrawy - pisało się o nim TUTAJ. Ale to się okazało dopiero później. 
Na samym wstępie kupiłem sobie, za bodaj 350 zł obiektyw 28/1,8 High Speed Wide, który ładnie uzupełnił mi zestaw Canonów i pozwolił porobić kilka zdjęć z prześlicznie rozmytym tłem, choć nie zawsze z trafioną ostrością (na ogół co trzeci raz). Potem już poszło. Najtańszą z moich Sigm kupiłem za 90 złotych i był to wyjątkowy rarytas (w moim mniemaniu, oczywiście), tj. bardzo rzadko spotykana superszerokokątna 21-35/ 3,5-4,2, najdroższą, kolejny rarytas, ale tym razem już rzeczywisty - Sigma 400mm f/5,6 AF superteleobiektyw za 450 złotych. Większość pozostałych nie przekroczyła kwoty 200 złotych. Ponieważ zakupy były rozłożone w czasie, za cenę jednego, najtańszego profesjonalnego zooma miałem na raty całą kolekcję obiektywów udających prawie profesjonalne, tyle tylko że nie umiejących przymknąć przesłony. Czy to było sensowne? Pewnie nie bardzo. No ale kolekcjonizm to kolekcjonizm. Zwłaszcza, że po odkryciu możliwości rechipowania tychże obiektywów sensowność raptownie wzrosła.
Mym przewodnikiem po świecie starych Sigm był nie internet, w którym sześć lat temu o starych Sigmach było mało - były to sprzęty z końcówki czasów analogowych i ery przedinternetowej których historia i użytkownicy nie poważali za bardzo - nie internet, ale przede wszystkim katalog obiektywów Sigma rocznik 1993.
Katalog nieco żałośnie śmieszny - co prawda wydany profesjonalnie, z opisami przypominającymi późniejsze sigmowskie katalogi, ale ze zdjęciami wprost amatorskimi na maksa, o lata świetlne do tyłu w porównaniu z dzisiejszymi folderami, pełnymi spektakularnych zdjęć autorstwa różnych "ambasadorów marki Sigma" (między innymi przez kilka lat świetnymi zdjęciami podróżniczymi Jacka Bonieckiego).
Postanowiłem zbierać Sigmy według tego żałosnego katalogu.
Kolekcja jest nadal niepełna, ale nie wiem czy kiedykolwiek będzie pełna, zatem postanowiłem dokonać krótkiego podsumowania.
Czy te obiektywy mają zalety? Sporo.
Czy te obiektywy mają wady? Dużo.

Sigma AF 14mm f/3,5


To nawet nie super, ale wręcz hiperszeroki kąt na pełną klatkę. Po raz pierwszy w życiu mogłem sfotografować całe wnętrze sławojki stojąc w drzwiach, oraz wnętrze bagażnika Lancii Kappa od środka - LINK i to bez wysiłku. Za tę możliwość wybaczam owej Sigmie wszystkie wady. Jest ich dość dużo - wyraźnie widoczne wady chromatyczne (kolorowe obwódki wokół kontrastowych linii), im bliżej brzegu tym gorzej, dramatyczne blikowanie pod słońce i utratę kontrastu - podczas fotografowania muszę pomagać sobie lewą ręką, która rzuca cień na przednią soczewkę, wtedy jakoś idzie.


Sigma AF 14mm f/3,5 na pełnym otworze i pełnej klatce Canona 5D

 We wnętrzach silniejsze żarówki również powodują lśniące "halo" i rozbłyski. Czyli ogólnie - rewelacja skrzyżowana z dramatem. W obiektywie zmieniłem chip, ale nie najgorzej się go używało i na pełnej przesłonie - trzeba się tylko wtedy pogodzić z dużo słabszą ostrością na krawędziach zdjęcia.
A, no i wygląda jak psia kupka, bo lakier zlazł z niego już dwadzieścia lat temu. 
A, no i autofokus jest raczej z tych najwolniejszych.

Jak jest fajny? Jak Ferrari Daytona. Niezbyt łatwy w prowadzeniu, ale satysfakcja gwarantowana.

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Luksus kontra grat. Canon EF-S 24 f/2,8 vs Sigma 24 f/2,8 Super Wide Macro.





Dzisiaj będzie test całkowicie w pełni półprofesjonalny. Umiarkowany luksus i umiarkowany grat. Dwa sprzęty w bardzo atrakcyjnych cenach, na które stać nawet amatorów. Podstawowe pytanie testowe brzmi - gdzie jest postęp, panie Mecenasie?
Czy zdołamy dobrnąć do odpowiedzi?

Do każdego z tych obiektywów mam stosunek entuzjastyczny, choć do każdego inny. Boż one są różne jednak, pomimo podobieństw. Najpierw podsumujmy nówkę.

Naleśnik




Canon wypuścił na rynek obiektyw, którego nikt właściwie się nie spodziewał. Nikt się nie spodziewa hiszpańskiej inkwizycji! Nikt na niego nie liczył, ani o nim nie marzył szczególnie. Ba! ten obiektyw dublował wręcz inny model Canona, od lat już istniejący. Jednego z pierwszych stałoogniskowców w systemie EOS - EF 24 mm f/2,8 z 1988 roku, prostego, skutecznego i lubianego, zastąpionego potem znacznie droższą wersją ze stabilizacją obrazu (2012 rok). 
Nowy Canon pojawił się w 2014 i nazywał się niemal identycznie: EF-S 24 mm f/2,8, kluczowa jednak była literka S w nazwie, oznaczająca sprzęt przeznaczony na małą klatkę APS-C, podczas gdy stara, dwudziestopięcioletnia 24-ka EF obsługiwała oczywiście pełną klatkę, bo stworzono ją w czasach filmu analogowego. 


Pierwsze EF 24mm f/2,8 Canona, rok 1988

Drugie EF 24mm f/2,8 IS STM, rok 2012

Trzecie EF-S 24mm f/2,8 STM - naleśnik, rok 2014


To były czasy! Wtedy jeszcze dzisiejszą "pełną klatkę" nazywano filmem małoobrazkowym. Dopiero dzisiaj zyskała status luksusu i nobilitującą nazwę. Wtedy kingsajz był dla każdego.

Wszystko to przez matryce cyfrowe, które zredukowały standardowy rozmiar. Nowy model EF-S oprócz przeznaczenia na amatorskie matryce cyfrowe miał jednak jedną wyróżniającą się wybitnie cechę - był obiektywem typu Pancake. Pierwszego w swej historii naleśnika wypuścił Canon rok wcześniej, był to pełnoklatkowy model EF-S 40 f/2,8 STM. Dwudziestkaczwórka została jego młodszym bratem na małe matryce.
 Wygląda mi też na to, że te dwa obiektywy były w ogóle pierwszymi "naleśnikami", jakie Canon w swojej historii (od 1933 roku) wyprodukował.

Obiektywy typu naleśnik pojawiły się na świecie za sprawą fizyka pana Paula Rudolfa z firmy Zeiss już w 1902 roku. Skonstruował on prosty obiektyw z czterech soczewek o niezwykle małych rozmiarach, bardzo płaski - Zeiss Tessar. Wszystkie późniejsze naleśniki są pochodną tej konstrukcji. Mimo zadziwiająco małej grubości optyka Tessara jest znana z wysokiej jakości obrazu. 
Po osiemdziesięciu latach swojego istnienia zdecydował się na niego i Canon.

Konstrukcja naleśnikowego obiektywu 24mm na małe matryce APS-C miała sens jeszcze większy niż wcześniejsze o rok 40mm na pełną klatkę, bo pasowała niewielkimi rozmiarami do rozmiarów amatorskich aparatów. Zyskiwała go dodatkowo, wobec spodziewanego ataku aparatów bezlusterkowych konkurencji. Canon zawczasu pomyślał o miniaturyzacyjnym orężu, pozwalającym się doczepiać do jego najmniejszej lustrzanki i chwalić się podobną poręcznością co atakujące go Sony czy Olympusy.
Obydwa naleśniki Canona miały dość umiarkowaną cenę, która taką pozostała do dziś - są jednymi z najtańszych jego obiektywów. Czy warto, panie Mecenasie rozważać zakup takiego ledwo odstającego od aparatu gówienka?

Staruszek




Drugi obiektyw jest najpopularniejszą w czasach przedcyfrowych Sigmą. Sigma załatwiła tym sprzętem wielu producentów na cacy. Zabiła nim wiele much za jednym zamachem. Po pierwsze jest to obiektyw - uwaga uwaga, nie uwierzycie - o rok starszy niż cały canonowski system EOS. Wyprodukowano go z myślą o pierwszym autofokusowym aparacie świata sprzedawanym z sukcesem, czyli Minolcie 7000. Sigma zmodernizowała wtedy swój manualny obiektyw 24 mm, konstruując narzędzie do podgryzania dużych graczy rynkowych, którym wtedy w żadnym razie nie była. Zbudowano zatem sprzęt wszystkomający - po pierwsze mocno szerokokątny, po drugie dający rekordowe możliwości zbliżenia makro, po trzecie niewielki, a po czwarte prawie o połowę tańszy niż wszystkie podobne obiektywy konkurencji.

niedziela, 20 stycznia 2019

Luksus contra Grat. Canon 100 f/2,8 Macro L USM vs Sigma 90 f/2,8 Macro



Właściwie to cały ten blog powinien mieć taki tytuł. Już nawet parę tego typu wpisów było - na przykład Canon 70-200 f/2,8 L contra trzydziestopięciolatek 70-210 f/4 - LINKMoże powinno się stworzyć cykl.
No to cykl (cytat).

Nowe kontra stare

Dostał się był w nasze (w pluralis majestatis) fotodinozowe ręce obiektyw, jakiego byśmy sobie najpewniej nigdy nie kupili. I to zupełnie nie dlatego, że jest niedobry. Wręcz przeciwnie, wedle wszelkich znaków, bardzo dobry. Przeciwko niemu przemawiają dwie następujące przemowy - jest dość drogi i druga przemowa - że nie potrafilibyśmy go właściwie wykorzystać. 
Ta druga przemowa świadczy przede wszystkim przeciwko Fotodinozie, a nie przeciwko obiektywowi. Ale co zrobić. Nie jestem makrowcem. Nie fotografuję na ogół żadnych żyjątek mniejszych niż kot sąsiadów, nie robię zbliżeń łebków od szpilki i nie zastanawiam się ile aniołów mieści się na ich powierzchniach. Obiektywy makro oceniam pod kątem ich przydatności do zupełnie innych celów, niż zostały zbudowane.
Porządnego testu tego obiektywu nie będzie. I kto się go spodziewał, ten może przestać już czytać. Będzie test nieporządny.
Będzie test dający (mam nadzieję) niejaką odpowiedź na pytanie - czy nowe i drogie jest rzeczywiście lepsze niż stare strasznie stare i tanie. No bo chyba jest?
Czy jednak nie?


poniedziałek, 12 listopada 2018

Top 10 +++ Nie najtańsze tylko NAJDROŻSZE obiektywy do Canona EOS, które mają coś w sobie.

Zbudowałbym ja dom najwyższy na świecie
W samym by sercu miasta stał.
A schodów by bez liku było w domu tym,
Okropnie dużo w górę w dół ciut-ciut
I donikąd schody też bym miał,
Bo sobie tak akurat życzyłbym.


W podwórku to ja chcę dorodny mieć drób
Co krok "gul, gul", "kwa, kwa", "gę, gę"
Taki koncert - ojojoj! - jak ze snu,
Tu indyk, tam znów gęś, coś z kaczek i coś z kur
I już każdy w krąg połapie się,
Że właśnie ja, milioner, mieszkam tu.

Gdybym był bogaczem
Dejdel didel dejdel
Digu digu didel, dejdel dum...



Zrobiło się już Top Ten dziesięciu NAJTAŃSZYCH obiektywów do Canona EOS - LINK, to teraz trzeba zrobić Top Ten najdroższych. Taki dream team, bez ograniczeń. Na wszelki wypadek jednak - przymrużcie jedno oko. Do rzeczy zatem:

10+. Canon 1200 f/5,6 L USM  ostatnia polska cena 402.900,- zł


Jeden z niewielu solidnych testów Canona 1200mm : https://www.the-digital-picture.com/Reviews/Canon-EF-1200mm-f-5.6-L-USM-Lens-Review.aspx

Jeżeli interesujecie się sprzętem fotograficznym, albo chociaż czytacie Fotodinozę, to musieliście o nim słyszeć. To najdłuższy kiedykolwiek produkowany obiektyw autofokus działający z Canonem EOS. Niech was nie zmyli przesłona f/5,6 - jak na tę długość może uchodzić za superjasne szkło. Nie produkują go już, a nawet wtedy kiedy go produkowali powstawał na indywidualne zamówienie. Dzisiaj występuje tylko w jednym miejscu - raz na parę lat na Ebay'u. Wtedy robi się mały szum i piszą o tym wydarzeniu portale fotograficzne.
Ostatnia cena nowego obiektywu w Polsce to właśnie wspomniane czterysta tysięcy złotych. Dzisiaj nie wiadomo, bo zmieniła się relacja do dolara, a Canony 1200 f/5,6 robią się coraz bardziej egzotyczne. Sprzęt był zaprojektowany do poprzedniego mocowania Canon FD z lat 80-tych, ale z tym bagnetem nigdy nie był sprzedawany. Na igrzyska w Los Angeles w 1984 roku Canon, celem szumu i promocji, dostarczył fotoreporterom do użytkowania pięć sztuk tego szkła, ale potem wszystkie wróciły do producenta, by zostać pod koniec lat 80-tych przerobione na autofokus i mocowanie EF. Nieznana jest ilość wyprodukowanych w sumie egzemplarzy, podejrzewa się, że zostało wypuszczone około 20 sztuk. Z wyjątkiem wspomnianych pięciu sztuk żaden obiektyw nie wszedł do produkcji przed tym, zanim za niego nie zapłacił klient. Było to zrozumiałe, bo do jego stworzenia potrzeba było dwóch ogromnych soczewek z fluorytu, powstających metodą hodowania kryształów (nie licząc jedenastu pozostałych ze zwykłego szkła). Wytworzenie soczewki fluorytowej trwało minimum 18 miesięcy.





Nie jest to obiektyw bez wad. Pierwsza to rozmiar, przekraczający 83 centymetry i waga 16,5 kilograma. No ale, jak się ma kasę na ten obiektyw, to i na tragarza wystarczy. Druga "wada" to brak stabilizacji ostrości, ale ten obiektyw powstał przed jego wprowadzeniem na rynek. W zestawie sprzedawano Canona po prostu wraz z dedykowanym statywem w odpowiedniej walizce. 
Minimalna odległość ostrzenia to - tadam! - 14 metrów.
Za to sprzęt jest kompatybilny z konwerterem x 1,4 i x 2, po założeniu tego ostatniego otrzymujemy 2400 mm ze światłem f/11. Nie każdy apatat będzie zdolny do wyostrzenia przy takiej ciemnicy, ale jak już wyostrzy, to można zobaczyć przez niego sznurówkę, którą zgubił Neil Armstrong na księżycu.


Zdjęcie porównawcze - Londyn obiektywem 50mm. Fot https://www.mpb.com/en-uk/

Zdjęcie porównawcze - Londyn obiektywem 1200mm, z tego samego miejsca. Fot https://www.mpb.com/en-uk/ - ten sklep z używanym sprzętem sprzedawał Canona 1200mm w 2014 roku.

Legendy głoszą, że obiektyw ten powstał by umożliwić zrobienie zbliżenia twarzy japońskich zawodników baseballa, stojących na bazie na największym azjatyckim stadionie Koishen w Nishinomiya (118 metrów boiska, 80 tysięcy widzów, zbudowany w 1924 r).
Trzeba powiedzieć, że to dość egzotyczny obiektyw, jak na masowego producenta znanego z drukarek i faksów. Mówi się, że kilka egzemplarzy zostało zamówione przez służby specjalne paru krajów.
My name is Bond. James Bond.

Rozważałbym:
Sigmę 1000 f/8, którą Fotodinoza testowała - TUTAJ. Ciemniejszy, ale znacznie bardziej dostępny obiektyw ekstremalny. Dużo wad, ale za to cena używki zaledwie 3500,-


10. Canon 600 f/4 L IS USM III 48.800,- zł 
 







No, jak tanio od razu się zrobiło! Cena spadła dziesięciokrotnie w porównaniu z numerem 10+. A i tak jest to jeden z dwóch najdłuższych dzisiaj oferowanych przez Canona obiektywów, a przy tym w swoich parametrach nie ma żadnej konkurencji. żadna Sigma, Tokina czy Tamron nie produkują podobnie jasnych stabilizowanych stałooogniskowców, wielkości czteroletniego dziecka (po założeniu osłony). Nie ma też żadnych zoomów o tym zasięgu, które zachowują jasność f/4. Zatem w swej klasie - jedyny i najlepszy przedstawiciel dla aparatów Canon EOS. Ale nie tylko najlepszy, bo jedyny. Szkło cechuje całkowity brak dystorsji geometrycznych, praktycznie żadne aberracje chromatyczne, rewelacyjna ostrość i kontrast. Ma stabilizację obrazu zbliżającą się skutecznością do pięciu działek przesłony. Da się z tego obiektywu, ważącego 3,920 kg robić nieporuszone zdjęcia z ręki z czasem 1/25 - 1/15 sekundy! Rzecz wręcz niewiarygodna, ale potwierdzona.
Do tego w najnowszych wersjach tego garłacza wprowadzono dodatkowy tryb stabilizacji - włącza się dopiero po dociśnięciu spustu do końca i nie powoduje "pływania obrazu w wizjerze" kiedy ostrzymy na cel, znanego z tańszych obiektywów. Działa równie skutecznie. Stabilizacja wyczuwa również automatycznie, kiedy zamocujemy naszą lufę na statywie.
Ostrzenie manualne także wyposażono w dwa tryby - z przełożeniem szybkim i wolnym. Co kto lubi. Ja lubię.
Narzędzie idealne do strzelania dzikich i baaardzo dzikich zwierząt, z odległości gwarantującej przeżycie. Na oko połowa ze zdjęć konkursu "Wildlife Photographer of the Year" jest strzelana tym obiektywem. Większość strzelających Formułę 1 także go używa.


Canon 600 f/4 L IS USM. Fot. materiały producenta.


poniedziałek, 9 lipca 2018

Top 10 +. Najtańsze NOWE obiektywy do Canona EOS, które mają coś w sobie



Napisało się już Top Ten o ciekawych starych obiektywach- LINK, to może czas napisać o nowych?
Drogi użytkowniku systemu Canon, stojący na rozdrożu - na co też wydać pieniądz? Jest wiele opcji

-To co będziemy robili?
- Nooo.... jest wiele możliwości. 
                   (cytat) 

Co oprócz / zamiast kit'a?

Jeżeli, drogi użytkowniku, nie jesteś specjalnym znawcą i posiadasz amatorski aparat z małą matrycą i standardowym obiektywem (kit'owym jak mawiają Angole), oraz duże chęci pakowania się w fotografię, to możliwości rozwoju obiektywowego masz następujące:

- jaśniej
- dłużej
- szerzej
- bardziej uniwersalnie 
- z większym zbliżeniem
- lepiej optycznie(ostrzej)

Jasność i jakość najtaniej realizują obiektywy stałoogniskowe, ale oczywiście nie zapewniają takiej łatwej i prostej uniwersalności jak zoomy ze swoim szerokim zakresem. Należy o nich myśleć jako o dodatkach do obiektywu kit'owego.

Jak się już pewnie zorientowaliście - fotografia jest kosztowna, jeżeli się w nią zagłębiać. To co zostanie przedstawione w naszym toptenie jest najtańszą według subiektywnej opinii Fotodinozy sensowną opcją złożoną z nowych sprzętów w 2018 roku.

A czy Fotodinoza jest aby obiektywna w swoim subiektywnym wyborze? No jasne że tak! 
Nikt nam (w pluralis majestatis) nie płaci! Nikt nie sponsoruje, ani nie spąsoruje. Nic nie zarabiamy! Wszystko wydajemy! Jak wiadomo - pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy (Marylin Monroe).
Wszystkie obiektywy wyrywam z gardła różnym pobliskim sklepom, znajduję się więc w mniej więcej podobnej sytuacji co Czytelnik Szanowny, pomimo że od pięciu lat pisze się, w miarę poczytnego fotograficznego bloga.
W zestawieniu wziąłem pod uwagę raczej potrzeby użytkowników aparatów z małą matrycą APS-C, bo użytkownicy pełnych klatek zapewne sami wiedzą co sobie kupić, żeby było fajnie.
Sprzęty są ustawione według subiektywnego faktora "chcę to", po wcieleniu się autora w sytuację amatora z aparatem i kitowym obiektywem - od najmniej, do najbardziej "chcę to".


Za powstałe niedogodności, niezgodności i zawiedzione nadzieje z góry przepraszamy, pisało się ze swej najlepszej wiedzy, ale może nie była ona pełna. Wszystkie wymienione poniżej obiektywy NIE SĄ absolutnymi ideałami. W pewnej części są kompromisami. Na pewno jest sporo obiektywów od nich lepszych, ale niestety - trzeba za nie zapłacić znacznie drożej. 
Sami posprawdzajcie co dla Was dobre! Bo może nie to samo co dla mnie.

Hej chłopcy, bagnet na broń! Tfu... znaczy się obiektyw na bagnet!


UWAGA: Zdjęcia samplowe obiektywów, te pochodzące z Fotodinozy, są prosto z aparatu (Canon 40D, Canon 400D), jedynie zmniejszone bez podostrzania.


10+. Canon EF-S 24mm f/2,8 STM

(ok. 680,- zł)





czym się różni wróbelek: JAŚNIEJ, LEPIEJ OPTYCZNIE 
jak posiadać: OPRÓCZ KIT'A

  To jest obiektyw dla trochę bardziej zaawansowanych. Może propozycja raczej na trzeci obiektyw, niż na drugi. Jego zalety nie będą bardzo kuszące amatorów, ale są wyjątkowe w systemie Canona. Jest to ewidentnie najmniejszy obiektyw, jaki można dopiąć do aparatu EOS, prawie jakby go nie było- będzie dużą zaletą dla minimalistów, podróżników z bagażem podręcznym i hipsterów. Bardzo dobra jakość obrazu i jasność większa niż w obiektywie kitowym będą jego zaletami. Wadą natomiast - mała uniwersalność w stosunku do obiektywu kitowego i powtarzanie jego ogniskowej. Jest on rodzajem pewnego samoograniczenia się fotografa, które wymusza myślenie o komponowaniu kadrów i zastanawianie się nad swoimi zdjęciami. W pewien sposób to super poręczne narzędzie do doskonalenia umiejętności. Żeby tego posmakować, ustawcie zooma w swoim obiektywie na 24mm i róbcie tak zdjęcia przez miesiąc. Jeżeli wyjdziecie z tej próby zwycięsko - myślcie o zakupie 24/2,8, a będziecie zachwyceni jakością jego obrazu i mikroskopijnym rozmiarem. Obiektyw dla zdecydowanych i wytrwałych w fotograficznej robocie. 24mm (odpowiednik 35mm na pełnej klatce) to blisko tego, co ogarnia spojrzeniem ludzkie oko. Zatem obiektyw do wszystkiego, ale nie dający automatycznie spektakularnych efektów "wow". 

Zalety: niezwykle mały, dobry optycznie
Wady: ogniskowa dość uniwersalna, ale mało spektakularna.

Porządny test na Optyczne.pl:
https://www.optyczne.pl/354.1-Test_obiektywu-Canon_EF-S_24_mm_f_2.8_STM_.html

Sample:

Canon 24/2,8 na f/2,8. Ładne rozmycie tła i dobre możliwości zbliżenia do obiektu. (fot. Fotodinoza)




Canon 24/2,8 na f/2,8. Znów dobre możliwości zbliżenia do obiektu i ładna, niewielka głębia ostrości. (fot. Fotodinoza)

 

 

10. Sigma C 17-70mm f/2,8-4 DC Macro OS HSM (ok.1450,-zł)





czym się różni wróbelek: JAŚNIEJ, BARDZIEJ UNIWERSALNIE , LEPIEJ OPTYCZNIE
jak posiadać: ZAMIAST KIT'A

Można się zastanawiać, czy nie zamieniać swojego obiektywu kit'owego na coś o stopień lepszego. To jest właśnie o stopień lepsze, a nawet o spory stopień. Od pół do całej działki jaśniejsze, zatem zwiększa znacznie możliwość strzelania zdjęć w ciemniejszych warunkach bez lampy. O dwadzieścia milimetrów dłuższe, a przy tym na zakresie tele (70mm) znacznie jaśniejsze od kit'a. Sporo ładniejsze wyjdą z tego obiektywu portrety z rozmytym tłem. Szersze o 1mm na dole, co wbrew pozorom czyni wyraźną różnicę w szerokości widzenia - wyraźnie lepsze do architektury, wnętrz, reportaży wakacyjnych i nie tylko.  Na pokładzie dodatkowo stabilizacja. Solidna budowa, z metalowym mocowaniem bagnetowym. Zatem wszystko nieco lepsze, bardziej uniwersalne i uprzyjemniające życie. Jedynie cena nie jest "nieco" lepsza.

Zalety: stopień jaśniej, stopień szerzej, stopień bardziej uniwersalnie, sporo solidniej.
Wady: cena mogła by być stopień niższa 

Porządny test na Optyczne.pl:
https://www.optyczne.pl/288.1-Test_obiektywu-Sigma_C_17-70_mm_f_2.8-4.0_DC_Macro_OS_HSM.html

Sample: 


Sigma na 17mm i przesłonie f/4. Fajnie niewielka odległość minimalnego ostrzenia. (fot. Fotodinoza)






Sigma 17-70 na 55mm i minimalnej przesłonie f/4. Dobra jakość od brzegu do brzegu. (fot. Fotodinoza)




9. Samyang 85mm f/1,4 Aspherical IF (ok. 970,- zł)






czym się różni wróbelek: JAŚNIEJ (dużo!!!), DŁUŻEJ, LEPIEJ OPTYCZNIE
jak posiadać: OPRÓCZ KIT'A

 Jest to prawdopodobnie najtańszy superjasny obiektyw. Jak wpływa to na zdjęcia? Każdy stopień przesłony (stopnie f/1,4, f/2, f/2,8, f/4, f5,6 itd.) oznacza dwukrotnie więcej światła przepływające przez obiektyw. Czyli przez Samyanga 85/1,4 przepływa go ośmiokrotnie więcej, niż przez wasz obiektyw "kit" ustawiony na 50mm. Oznacza to możliwość strzelania zdjęć bez lampy w znacznie ciemniejszych warunkach oświetlenia. Oznacza to także gigantyczną różnicę w rozmyciu tła za fotografowanym obiektem, która nadaje się idealnie do portretów i detali architektury czy krajobrazu. Samyang jest ostry, kontrastowy, super solidny, z wszystkimi cechami obiektywu profesjonalnego. Czy są wady?