Już pisałem że podróże kształcą?
A! Pisałem w poprzednim wpisie. Dużo się ostatnio dowiedziałem z
podróży.
Przede wszystkim widziałem jak gekkon
robi kupę.
Oraz tego że małpa makak jest w
stanie w pół sekundy odpiąć naraz dwa suwaki plecaka.
Poznałem ludy południa. Widziałem
ich miasta na skałach, ich góry i ich selfies robione z kijka w
każdej morskiej zatoczce.
Poznałem też miejsca, od
których kompletnie idiotycznie nazywają się Seaty. Nie mogę
powiedzieć, że Hiszpanom nie wolno tak nazywać sobie swoich Seatów
jak chcą. Wolno oczywiście. Ale samochody te pasują do owych nazw
geograficznych jak pięść do nosa. Taki Seat Ronda wygląda przy
prawdziwej Rondzie jak psi ogon i zapewniam, że wyglądał tak samo
w chwili kiedy był nowy.
| Ronda. Ale nie Seat Ronda. |
Nie wiem czy wiecie, niejaki Złomnik
na facebooku wymyślił akcję trollingu doskonałego. Otóż firma
Seat ogłosiła z przytupem międzynarodowy konkurs na nazwę swojego
nowego modelu auta. Miała to być nazwa wybrana przez internautów
spośród nazw południowych hiszpańskich miasteczek "które
kojarzą się z najpiękniejszymi chwilami wakacji". Złomnik
zaproponował by wpisać w tę ankietę nadmorski kurort o nazwie
Cancelada, co podchwycili jego liczni facebookowi fani, w tym niżej
podpisany. Jest tylko jeden haczyk- Cancelada oznacza w języku
Frederica Garcii Lorki, oraz Francesca Franco- "skasowany/
skasowana". Ze względu na dużą skalę aktywności fanów
"Seata Skasowanego" konkurs został wkrótce zawieszony, a
raczej przyblokowano w nim możliwość wpisywania tego słowa.
Zupełnie nie wiem dlaczego. Mijaliśmy na autostradzie A7 Canceladę-
bardzo ładna, spełniała wszystkie kryteria konkursu.
Dlatego postuluję, by ów nowy,
nieznany jeszcze model ochrzcić jednak tym przydomkiem, niezależnie
od tego jak się będzie nazywał naprawdę.
Hiszpanie mają zresztą wyjechane na
samochody, to wiadomo od dawna. To nie Włosi, żeby się byle
żelazem podniecali. W przeciwieństwie do mnie. Każdorazowo
wracając górską krętą drogą (właściwie w Andaluzji nie ma
innych) wyciskałem z wynajętego Fiata Pandy ostatnie soki, w
przekonaniu że jestem co najmniej jakimś Hułanem.
(Hułanem Manuelem Fangio, oczywiście,
rocznik 1911 kierowca Formuły 1, Argentyńczyk).
I dlatego też gdy w drodze przez suche
górskie pustkowia nagle pojawił się mikrodrogowskazik "Ascari"
od razu mi się dobrze skojarzyło. Tor wyścigowy Ascari? Tutaj, na
tym pustkowiu?!
No tak, właśnie tu.
Wyczytałem, że to jeden z
najładniejszych torów wyścigowych w Europie, z tym że dość
trudno dostępny. Stworzył go jednak nie hiszpan, a Holender Klaas
Zwart, kierowca wyścigowy i właściciel Ascari Cars. Tor jest
dostępny dla tych, którzy mają 150 tys. euro rocznie na wpisowe.
Zatem ekskluziw do wybrańców. Nie all inkluziw.
Pod Rondą była tylko drewniana
zamknięta brama zagradzająca drogę przez kamieniste pustkowie z
plantacjami oliwek. Nie było za bardzo co oglądać. Nie zrobiłem
nawet zdjęcia toru Ascari i myślałem zatem że nie mam zdjęcia żadnego toru-
logiczne. Ale okazało się, że jakiś tor jednak mamy, chociaż nie ten.
O proszę bardzo:
Sami Hiszpanie nie fascynują się
autami. Ale mają inne zalety.
Na przykład Rondę.
| Ronda, widok ze Starego na Nowe Miasto. |
| Ronda |
| Kratownictwo w Andaluzji jest niesamowicie rozwinięte. Ronda. |
| Ronda |
Ronda, jak prawie wszystko co stare w Andaluzji- jest arabska z urodzenia. Bo Hiszpanie tez mieli zabory. Trwające od VII do XV wieku.








