środa, 15 lutego 2017

Projekt Okrążenia vol. 11b - Stacja Łódź Arturówek- cz. zachodnia. Elita, wojna, chaszcze.


To kolejny odcinek Projektu Okrążenia Łodzi za pomocą Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej. Poprzednie odcinki znajdziecie tutaj: LINK
A pierwszą część Arturówka- TUTAJ

Czy to w ogóle ładnie tak zostawiać kogoś w parku? W poprzednim odcinku zostaliście w Parku Julianowskim jak ten Himmilsbach z angielskim. Odczekaliście na ławce w samym sednie, w samym jądrze fabrykanckich dóbr Julianowa, z których został tylko park i pałacyk myśliwski. Zima nadeszła, a Wy nadal na ławce.
Ruszymy z parku tropem geograficznym, a nie chronologicznym i dokończymy dzielnicę Julianów po zachodniej stronie torów i na północ od Parku Julianowskiego. To znaczy właściwie będzie to część dzielnicy administracyjnej Julianów- Marysin-Rogi, która jest tak zorganizowana, że nikt nie wie gdzie leżą jej podziały, ani nie jest pewnym czy dobrze poprowadzono jej granice.
Niektórzy północny Julianów uznają już za Radogoszcz na przykład. Nawet stojące tam muzeum nazywa się „Muzeum Tradycji Niepodległościowych- Radogoszcz”.

Ze względu na willowy i tradycyjnie „elitarny” image dzielnicy Julianów deweloperzy z pobliża starają się podczepić nazwowo do Julianowa, pomimo tego że ich inwestycje leżą gdzieś hen od niej daleko. Znana sprawa. W Warszawie są o to nawet procesy deweloperów z Urzędami Gminy (np. Saska Kępa), w Łodzi nie doszliśmy jeszcze do tego poziomu snobizmu. Ale wszystko przed nami.


Dzielić i parcelować Julianów zaczęła jeszcze fabrykancka rodzina Heinzlów, kiedy to łódzki przemysł stracił nagle swojego głównego odbiorcę- Rosję, bo nie dość, że Polska odzyskała niepodległość, to jeszcze Rosja zniknęła z map świata, zastąpiona przez Związek Radziecki. W związku z zakręceniem kurka wszystkie fabryki łódzkie (a było ich po I wojnie jeszcze 613 sztuk, według Państwowej Inspekcji Pracy, a przed wojną ponad tysiąc) przędące przędzę i tkające tkaniny zaczęły prząść bardzo cienko.
Heinzlowie, ze swoim olbrzymim majątkiem obejmującym całe północne kresy Łodzi wraz z olbrzymim Lasem Łagiewnickim od lat po I Wojnie Światowej dzielili włości na małe działki i sprzedawali po kawałeczku. Las był systematycznie karczowany, a drewno sprzedawane na skalę przemysłową, przyczyniając się do budowlanego rozwoju miasta.
Północny Julianów, który właśnie zaliczymy stanowi zespół różnych reliktów owej rozprzedaży- zabudowa jest tu willowa, ale bardzo zróżnicowana, bo do lat 60-tych -70-tych nadal przetrwało tu sporo pustych działek, które zostały, a nawet zostają zabudowywane dopiero w naszych czasach. Sporo ulic jest tu nadal gruntowych. Sprawia to wrażenie pewnego chaosu, ale przykrytego dużą ilością zieleni, co zapewnia ciekawy klimat.



Ul. Sowińskiego
Ul. Sowińskiego przy Zgierskiej

Ul. Sasanek

ul. Konarowa (Sigma 90 macro f/2,8, -0,67EV, filtr czerwony)

Żłobek Miejski, ul. Świetlana.
Żłobek Miejski, ul. Świetlana.

W owym ciekawym klimacie zadaniem turysty jest wydobycie zza kordonów zieleni i szeregów szeregówek z lat 90-tych różnych rodzynków z międzywojnia. Bo są tu przykłady niezłego międzywojennego modernizmu. Nie takiego corbusierowskiego modernizmu, rodem z lazurowego wybrzeża, z tarasami do opalania i pasami przeszkleń, tylko bardziej ciężkiego, łódzkiego modernizmu- jego liczne przykłady stoją w centrum miasta i są otaczane w pewnych kręgach rodzajem kultu.
Wille północnego Julianowa też niezgorsze.


Ul. Sowińskiego

Ul. Sowińskiego

Ul. Sowińskiego

Ul. Przedwiośnie.

Ul. Przedwiośnie (Sigma 90 macro f/3,2, -0,67EV, filtr czerwony)

Co ciekawe- bardzo wiele budynków z międzywojnia stoi opuszczonych. I to w tzw „najbogatszej dzielnicy miasta”! Będę spekulował, ale ich opuszczenie to najpewniej wynik II Wojny Światowej, kiedy to w hekatombie holokaustu Łodzi zostało zgładzone przez Niemców 35% jej ludności miasta, oraz wynik masowych wyjazdów samych Niemców po wojnie. Najpewniej sprawy własności owych opuszczonych domów nie zostały w żaden sposób rozwiązane.
Ul. Bema. (Sigma 24 macro f/9, -1EV, filtr pomarańczowy)

Ul. Bema.

Znajdzie się też na północnym Julianowie relikty klasycystyczne, oraz wręcz typowo wiejskie drewniane domki schowane za nowymi willami. Są też zabudowania folwarczne, w których mieści się dziś warsztat samochodowy.
Ul. Bema.
Idziemy, idziemy a tu- wtem! Posesje nr 40 i 42 przy ulicy Bema.
Ba, płynie tam nawet rzeka. Teoretyczną granicą północnego Julianowa jest rzeczka Brzoza, jedna z wielu łódzkich ledworzeczek. Jest to rzeczka dla tych, którzy lubią chaszcze i zbyry.


Kanały burzowe doprowadzające wodę do rzeczki Brzoza

Użytek ekologiczny "Mokradła rzeki Brzozy"- staw w pobliżu rzeczki (dojście ul. Szczęśliwą)

Ogólnie, w dużej części ta dzielnica Łodzi, pomimo elitarnej sławy jaka ją otacza jest dla tych, którym zbyry i chaszcze nieobce.


Idziemy, idziemy- wtem! Kawałek pałacu sprowadzony do parteru. Ul. Słoneczna.


Skomplikowana historia wojennej Łodzi, w której przed wojną żyły trzy wielkie nie najgorzej współpracujące społeczności, z których jedna w trakcie konfliktu wykończyła drugą i sterroryzowała trzecią, a potem sama została wypędzona, znajdują kulminację w postaci najważniejszego zabytku północnego Julianowa, czyli fabryki na Radogoszczu (nie mylić z Muzeum Radegast)

Ostrzegam cię, drogi Czytelniku, że o ile do tej pory było miło i lajtowo, to teraz zrobi się coraz mniej miło i coraz bardziej hardkorowo.

Przeczytałem ostatnio bardzo ciekawą książkę „Moje szczęśliwe życie” Szymona Rogozinskiego- łódzkiego Żyda, z której można się dowiedzieć ciekawych rzeczy na temat współżycia i podziałów między wspomnianymi społecznościami niemiecką, żydowską i polską w łódzkim przedwojniu. (Jednym z najciekawszych stwierdzeń, z którymi nie spotkałem się wcześniej jest to, że reforma finansowa Grabskiego była w założeniu napisana przeciwko mniejszości żydowskiej- za naprawę finansów II Rzeczypospolitej w dużej mierze zapłaciła w zwiększonych podatkach żydowska klasa średnia).

W książce tej expressis verbis jest wyrażona pretensja do łódzkich Niemców, którzy jako mniejszość narodowa w polskim mieście bardzo często współpracowała z mniejszością żydowską, a podczas okupacji zrobiła gwałtowny w tył zwrot i przeszła na wrogie pozycje. O eksterminacji Żydów łódzkich możecie przeczytać więcej w innym odcinku Projektu Okrążenia Łodzi- Stacji Marysin.

Muzeum na Radogoszczu jest zabytkiem o bardzo ciekawej historii- można by rzecz emocjonalnej. Jest to obiekt, który został przekształcony na muzeum- pamiątkę nie jak to zwykle bywa- odgórną decyzją, tylko jednogłośną decyzją mieszkańców miasta, jeszcze w 1945 roku (choć organizowanie go i przebudowa zajęły czas aż do lat 70-tych).
Widoczny z daleka pomnik- iglica przed Muzeum Radogoszcz, dawną fabryką Samuela Abbego

Zaczynając od początku- Samuel Abbe, przedsiębiorca i wnuk pierwszego w Łodzi dyplomowanego majstra tkackiego żydowskiego pochodzenia- Dawida Wolfa Abbe (wymyślił nowy sposób wyrobu przędzy) zbudował (prawdopodobnie w ostatnich latach XIX wieku) fabrykę tkanin wełnianych i jedwabnych przy ulicy Zgierskiej 137.
De facto fabryka owa w ogóle nie leżała w Łodzi, tylko na brukowanej drodze łączącej Łódź ze Zgierzem. Zapewne Abbe kierował się niską ceną gruntów i podatków.

Maszyny parowe dawały już wtedy odpowiednią siłę napędową by móc postawić fabrykę w środku pól, zastanawiam się tylko nad kwestią wody, która jest potrzebna do większości procesów przemysłowych (choć do tkalni już nie tak bardzo)- albo załatwiono problem za pomocą studni głębinowej, lub być może czerpano ją z dwóch rzeczek przepływających przez Julianów- Sokołówki i Brzozy.
Mam pewne skojarzenia, nie podparte żadnymi dowodami, że z fabryką Samuela Abbego może mieć coś wspólnego mały, nieużywany budyneczek- budka stojąca koło mostu nad stawem Parku Julianowskiego. Zaglądając tam jeszcze w dzieciństwie przez okienko z wybitą szybą można było dostrzec potężną pompę z czarnego żeliwa. Tata mówił mi, że to pompa dostarczająca wodę do budynków Zakładu Gospodarki Miejskiej jaki graniczył z parkiem w latach 80-tych, ale może to była pompa do znajdującej się kilkaset metrów i w prostej linii fabryki Abbego? Któż to wie?

Wraz ze wspólnikiem Samuel Abbe tuż przed I wojną światową kupił także fabrykę wełny czesankowej w śródmieściu Łodzi. Fabryka na Pańskiej 9 (dziś Żeromskiego) sprzedawała przędzę na rynek łódzki i eksportowała ją do Cesarstwa Rosyjskiego. Eksportowała, póki Cesarstwo Rosyjskie jeszcze istniało. Niemniej po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, które odbiło się fatalnie na gospodarce Łodzi fabryki Abbego zdołały utrzymać się na rynku i przekierować ekspansję na Włochy i Austrię. Samuel Abbe wietrzył nowe perspektywy. Na wystawach przemysłowych w Rzymie i Paryżu w 1927 roku przędza fabrykanta uzyskała wyróżnienia. Wszystko szło pięknie aż do wojny.
W 1937 roku Samuel Abbe zmarł. Został pochowany na Cmentarzu Żydowskim (patrz-stacja Łódź Marysin), a majątek przejął syn- Stefan.

W niedalekim pobliżu, przy dzisiejszej ulicy Liściastej 17 (wtedy Krakowskiej 55) powstała również fabryka włókiennicza wraz z cegielnią, której właścicielem przed wojną był Michał Glazer. Także znajdująca się na dalekich rubieżach miasta, poza jego granicami. Fabryka ta w latach 30-tych słabo sobie radziła (w 1932 roku była postawiona w stan upadłości), a tuż przed wojną znajdowała się w stanie ruiny.

Obydwie te fabryki- Abbego i Glazera bardzo podpasowały niemieckim okupantom, po tym jak już osadzili się w Łodzi w 1939 roku.

Rodzina Abbe- Stefan i żona Samuela- Matla tuż przed wkroczeniem Niemców do Łodzi zdołała uciec pod Częstochowę, niestety tam została ujęta i przewieziona do Auschwitz, gdzie prawdopodobnie zginęła w komorze gazowej.


Po zajęciu Łodzi 8-go września 1939 roku okupanci przystąpili energicznie do działań. Łódź nie weszła w skład Generalnej Guberni, tak jak Warszawa, tylko została przyłączona do Rzeszy Niemieckiej na żądanie stowarzyszenia łódzkiej mniejszości niemieckiej Deutscher Volksverband in Polen. Nazwę miasta przemianowano na Litzmanstadt na cześć zwycięskiego generała z I Wojny. W październiku dopracowano już wykonanie listopadowej akcji „Intelligenzaktion Litzmannstadt”, wymierzonej w inteligencję i działaczy społecznych żydowskiego i polskiego pochodzenia. Akcję wyznaczono na dni 9-11 listopada, tak żeby pokrywała się z polskim świętem niepodległości i była dobitniejszym akcentem działania hitlerowców.
W Intelligenzaktion uwięziono 1500 osób z łódzkiej elity- działaczy żydowskich i polskich partii lewicowych, urzędników, duchownych, lekarzy i nauczycieli.

Wydatnie pomogła w tym lista proskrypcyjna tzw. „Sonderfahndungsbuch Polen”, o której nie wiedziałem, ale właśnie doczytałem- była to wydana w formie księgi lista nazwisk 61 tysięcy polskich obywateli, którzy mogli zagrażać III Rzeszy. Co najlepsze księga ta została wydana już w lipcu (!!!) 1939 roku, staraniem Głównego Urzędu Wywiadu SS, oraz berlińskiego Gestapo. Wykorzystano w niej głównie doniesienia niemieckiej mniejszości w Polsce, ale także analizę prasy i raporty niemieckich ambasad. Księga podczas okupacji była potem uzupełniana na bieżąco i stanowiła przewodnik dla wszelkich służb hitlerowskich.

Gestapo naprędce przystosowało do celów więziennych kilka obiektów w okręgu łódzkim- na przykład kino „Wolność” w Pabianicach, które mogliście już oglądać na Fotodinozie- LINK.- a w Łodzi była to właśnie fabryka Glazera na Radogoszczu, do której docelowo zwieziono wszystkich więźniów z regionu. Byli oni potem dowożeni na prowizoryczny sąd doraźny do Gestapo na ul. Anstadta, a stamtąd natychmiast do miejsc zbiorowej śmierci w lesie na północ od Zgierza lub lesie Łagiewnickim.
Muzeum Tradycji Niepodległościowych- oddział Radogoszcz.

Akcje te były kontynuowane do 1940 roku. W drugiej części Intelligenzaktion hitlerowcy zajęli się młodzieżą- najpierw aresztowano młodych ludzi w obozie radogoskim, a potem wywożono do Dachau. Pewnej części tych więźniów udało się przeżyć wojnę, m in. znanemu dyrygentowi Henrykowi Debichowi.

Muzeum Tradycji Niepodległościowych- oddział Radogoszcz. 
(Sigma 24mm f/5,6 -0,33 EV, filtr zielony)

W dawnej fabryce Samuela Abbego przy Zgierskiej utworzono w tym czasie obóz przejściowy dla przymusowych przesiedleńców z Łodzi. Wysyłano ich transportami do Generalnej Guberni, głównie do Krakowa. Za czasów obozu przesiedleńczego czyli od października 1939 do lutego 1940 nie odnotowano żadnego przypadku śmierci uwięzionych osób, warunki ich przetrzymywania i transportu były znośne i niedługie, za wyjątkiem braku wyżywienia, ale przesiedleńcom pozwalano zabrać ze sobą prowiant. Przez obóz ten przeszła między innymi popularna ostatnio seksuolog Michalina Wisłocka.

Muzeum Tradycji Niepodległościowych- oddział Radogoszcz.
Od stycznia 1940 roku fabryka Abbego została jednak przeznaczona do nowej roli- więzienia policyjnego, do którego zaczęto przywozić więźniów z poprzedniej lokacji w pobliskiej fabryce Glazera. Przez pewien czas funkcjonowały tu dwa obozy naraz- przesiedleńczy i policyjny, potem fabrykę na Radogoszczu przekształcono już tylko w więzienie- obóz pod władzą Gestapo pod nazwą „Erweitertes Polizeigefängnis und Arbeitserziehungslager”.
W obozie nie stosowano masowej eksterminacji, nie było tu komór gazowych ani krematoriów, było to miejsce przejściowego przetrzymywania więźniów przed skierowaniem ich do właściwych ośrodków osadzenia lub obozów zagłady. Średni czas pobytu więźniów w obozie Radogoszcz wynosił około 2 miesięcy
Przebywali tu w większości ci, którzy złamali okupacyjne prawo (np. dokonywali nielegalnego uboju, handlu lub szmuglowania żywności), zatrzymani w łapankach, ci, którzy zostali uznani niebezpiecznymi dla interesów niemieckich, a także jeńcy wojenni z Rosji.
Dość łatwo było tam trafić. Wystarczyło zostać złapanym z kupionym nielegalnie mięsem. Wielu łodzian miało w tym więzieniu kogoś bliskiego.
W Radogoszczu przetrzymywano niewielu Żydów; ci w większości gromadzeni byli w getcie. Komendantem obozu był porucznik policji Walter Pelzhausen, a jako załogę przyjęto początkowo wachmanów z obozu w fabryce Glazera- przeważnie cywili volksdeutschów, których przyjęto naprędce do Gestapo.
Muzeum Tradycji Niepodległościowych- oddział Radogoszcz.

Obóz- Radogoszcz był znany z powszechnego znęcania się nad więźniami i stosowania głodu i terroru jako narzędzia pracy niemieckich strażników. Przewinęło się przez niego około 40 tysięcy ludzi- liczba ta jest szacunkowa, bo archiwum obozu zaginęło. Prawdopodobnie do 1944 roku zginęło w nim ok. 2 tys. więźniów.

Do ofiar Radogoszcza zalicza się też między innymi Aleksy Rżewski, pierwszy w wolnej Polsce prezydent Łodzi, twórca jej systemu edukacyjnego, oraz inicjator budowy łódzkiego systemu kanalizacji (więcej o miejskich wodociągach i kanalizacji znajdziecie przy opisie stacji Łódź Stoki- LINK), wcześniej socjalistyczny rewolucjonista i wielokrotny uciekinier z więzień carskich i niemieckich. Jego imieniem nazwano gimnazjum na północnym Julianowie, leżące kilkaset metrów od Muzeum Radogoszcz.

Potem karty losu odwróciły się od Niemców.
W 1944 roku nadchodził front wschodni i zwycięska Armia Czerwona. W lipcu 1944 roku Wyższy Dowódca SS i Policji (Höhere SS- und Polizeiführer) w Generalnej Guberni Wilhelm Koppe wydał znamienny rozkaz, który na terenie całej Polski przyczynił się do śmierci tysięcy osób. Był to rozkaz ewakuacji lub wymordowania więźniów we wszystkich miastach do których zbliżała się rosyjska armia. W instrukcji zapisano, że więźniowie NIE MOGĄ ZOSTAĆ WYZWOLENI. Prawdopodobnie na terenie Łodzi, która należała do Rzeszy, nie do GG, został wydany analogiczny rozkaz, do którego zastosowała się załoga więzienia Radogoszcz.
W obozie przebywało wtedy około 1500 osób.
W nocy z 17 na 18 stycznia 1945 roku Niemcy wtargnęli na parter trzypiętrowego więzienia i zaczęli systematyczną masakrę wszystkich osadzonych za pomocą pistoletów i bagnetów. Następnie, po wymordowaniu wszystkich przenieśli się na III piętro, gdzie zarządzili zbiórkę więźniów i nakazali im zbiec na dziedziniec więzienia. Na schodach ustawiono karabin maszynowy, który otworzył ogień do biegnących ludzi. Część z nich zawróciła, ale napotkała na strzały z pistoletów od góry. Niemcy przemieścili się na środkowe piętra budynku, by tam dokończyć egzekucji, jednak na trzecim piętrze pozostała garstka więźniów, która rzuciła się na nich, atakując za pomocą cegieł i desek. Pozostali przy życiu ludzie także stawili im opór. Zaskoczeni hitlerowcy zbiegli na dół i zaryglowali budynek. Nad ranem 18 stycznia podjęli decyzję o podpaleniu więzienia, w którym nadal żyło co najmniej 700 osadzonych. Na zewnątrz ustawiono strzelców, którzy mieli reagować na każdą próbę ucieczki z pożaru.

Budynek zajął się błyskawicznie. Prawdopodobnie miał drewniane stropy.
Ludzie próbowali uciekać przez dach, skacząc z trzypiętrowego gmachu na sąsiednie obiekty. Kilka osób uratowało się wbiegając klatką schodową na górę i ukrywając się w potężnym zbiorniku z wodą (fabrycznej wieży ciśnień) na ostatnim piętrze.


Tak się składa, że mój Teść, w wieku pięciu lat właśnie przebywał niedaleko więzienia na Radogoszczu, a konkretnie tam, gdzie dziś przy ul. 11 Listopada stoją bloki osiedla Radogoszcz Zachód. Wtedy była to po prostu wieś, na którą rodzina wyjechała na wszelki wypadek, uciekając z mieszkania w centrum wobec zbliżającego się frontu. Armię Czerwoną poprzedzała jej niezbyt korzystna fama, a nerwowe zachowanie Niemców także mogło być ryzykowne. Lepiej było gdzieś przeczekać.

18 stycznia mój Teść, wraz z ojcem oglądał ogień i potworny dym jaki zasnuł niebo z pożaru w więzieniu na Radogoszczu, siedząc we włazie dachu chałupy w której wynajmowali pokoik. Dziadek mojej Żony denerwował się strasznie, ponieważ do więzienia dosłownie trzy dni wcześniej trafił jeden z jego przyjaciół...

W masakrze na Radogoszczu zginęło 1500 osób, wśród nich kilkanaście dzieci z obozu dziecięcego z ul. Przemysłowej. Uratowała się trzydziestka więźniów.
Była to największa jednorazowa zbrodnia Niemców dokonana na terenie Polski podczas działań frontowych.

Domniemane nazwiska 1200 osób zamordowanych w więzieniu udało się ustalić dopiero wiele lat po wojnie Muzeum Tradycji Niepodległościowych- oddział Radogoszcz nadal nad tym pracuje i poszukuje informacji. Archiwum więzienia nie zachowało się.

19 stycznia do Łodzi wjechali Rosjanie. Teść zapamiętał absolutnie niekończący się sznur czołgów jadących ulicą Zgierską na północ. Poszedł wraz z rodzicami pod mury więzienia Radogoszcz. Bramy były otwarte na oścież. Budynek, same ceglane mury bez okien i wnętrz, dymił wciąż potężnie. Dziadek mojej żony poszedł zasięgnąć języka, Teść z Mamą zostali przed wejściem.
Niestety przyjaciel Dziadka nie przeżył.

Wielu łodzian przez wiele dni po masakrze szukało wśród ruin i spalonych ciał na Radogoszczu szczątków swoich bliskich. Bardzo niewiele ofiar udało się zidentyfikować. Już w styczniu 1945 roku ta zbrodnia wydawała się ludziom tak bestialska i bezsensowna w obliczu nadejścia wyzwolenia, że zbiorowe pogrzeby ofiar stały się manifestacjami nienawiści do Niemców, a miejsce obozu zostało okrzyknięte mauzoleum i pomnikiem.

Nie obyło się też bez straszliwych doraźnych samosądów na Niemcach, jednym z nich był bogu ducha winny elektryk tramwajowy niemieckiego pochodzenia, który został zawleczony na ostatnie piętro obozowego budynku, zrzucony z dachu, a potem dosłownie rozdeptany przez wzburzony tłum.

Szczątki ofiar Radogoszcza zostały złożone w zbiorowej mogile na pobliskim cmentarzu przy Zgierskiej. Musiało jednak minąć trochę lat, zanim władze zorganizowały muzeum- pomnik w dzisiejszym kształcie.

W 1945 roku odbyły się procesy kilkunastu z kilkudziesięciu strażników załogi Radogoszcza, których udało się ująć. Komendant Walter Pelzhausen został skazany na karę śmierci.
Muzeum Tradycji Niepodległościowych- oddział Radogoszcz.

Muzeum Radogoszcz- rzeźba w ceglanym murze- Kazimierz Karpiński.

Muzeum Tradycji Niepodległościowych- oddział Radogoszcz.

Dziś na Radogoszczu działa interesujące formalnie muzeum- miejsce pamięci. Zaprojektowane jest przez łódzkich architektów i plastyków, Tadeusza Łodziana (iglica) , Kazimierza Karpińskiego i Romana Modzelewskiego (rzeźby) w latach 60-tych. Doskonale przetrwało próbę czasu- pomysły na jego aranżację są ascetyczne, nieprzegadane, ale i poruszające. Mają też za tło dużo pustej przestrzeni na podworcu fabrycznym, kiedyś służącym za plac apelowy.

Od strony ulicy Sowińskiego, w miejscu dawnego budynku usypany jest kurhan z obeliskiem, na którym napis głosi:
W każdej grudce tej ziemi historia, historia, której zapomnieć nam nie wolno
Od strony frontowej możemy przeczytać:
Tu spoczywamy zamordowani w przeddzień wolności. Imiona i ciała zabrał nam ogień, żyjemy tylko w waszej pamięci. Niech śmierć tak nieludzka nie powtórzy się więcej.

Właśnie.

* * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Do dawnej fabryki Michała Glazera na ulicy Liściastej raczej nie za bardzo warto się zapuszczać-no chyba, że remontujecie jakiś silnik tłokowy- dziś mieści się tam Fabryka Pierścieni Tłokowych Prima, a o dawnym obozie przejściowym wspomina jedynie skromna tablica na elewacji. Nic więcej nie zostało.
Po przeniesieniu w 1940 roku obozu z fabryki Glazera do fabryki Abbego na Zgierską, w późnych latach wojny, prawdopodobnie w 1943 roku, Wehrmacht zorganizował w dawnych budynkach fabryki Michała Glazera swoje magazyny. Po wyzwoleniu w styczniu 1945 okazało się, że magazyny są pełne i otwarte. Ludność łódzka zajrzała tam ciekawie.
A tam leżało kilka tysięcy par nart.

Były to narty wojskowe, malowane na biało z zielonym pasem na przedniej części, z wiązaniami typu Kandahary. Sporo ludzi nie omieszkało wziąć sobie po parce. Narty te były w Łodzi zwane Glazerówkami, od miejsca ich pochodzenia. Nigdzie indziej w Polsce ich tak nie nazywano.
I właśnie tak sobie myślę, że mój szanowny Tata też miał właśnie takie Glazerówki, a przynajmniej wydaje mi się że w dzieciństwie leżało sobie coś takiego na półce pod stropem garażu. Nie jestem pewien.
Mój szanowny Tata w wieku gimnazjalnym, w każdą zimową niedzielę zakładał owe narty i zasuwał rano przez Arturówek i Las Łagiewnicki aż do Smardzewa (15km), tam cały boży dzień zjeżdżał z góry i podchodził piechotą pod górę smardzwickich wzgórz, a pod wieczór zasuwał na nartach do domu.
Czego i Wam życzę. Bo po tych wojennych traumach na Fotodinozie- nic tylko przejść się w spokoju ze stacji Arturówek po największym lesie leżącym w obrębie granic miejskich w Europie.

To właśnie uczynimy w trzecim odcinku stacji Łódź Arturówek. Tylko trzeba będzie trochę na niego poczekać.





Fabrykant


P.S. 18 lutego 2017 w Muzeum Tradycji Niepodległościowych- oddział Radogoszcz, ul. Zgierska 147, w godzinach 21.00- 23.00 odbędzie się noc pamięci- w programie zwiedzanie terenu obozu z przewodnikiem, projekcja filmów dokumentalnych, upamiętnienie ofiar zbrodni radogoskiej.

P.S. Dla purystów obiektywowych- zdjęcia wykonane Canonem 5D i obiektywami Sigma AF 24mm/2,8 Super Wide Macro, Sigma AF 90/2,8 Macro. Fotografie oznaczone nazwą obiektywu i wartością przesłony są nieobrabiane a jedynie zmniejszone.

Źródła i źródełka:



„Spacerownik łódzki” -R. Bonisławski, J. Podolska.









8 komentarzy:

  1. Super, super. Jestem pod wrażeniem.
    Zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG, czego to ja jeszcze nie wiem o moim ukochanym Julianowie. Dziękuję bardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo. Staramy się jak możemy. Ja też jeszcze dużo nie wiem o Julianowie, ale na szczęście podczas pisania o nim dużo się dowiaduję. Już wkrótce bendem erudytem ;)

      Usuń
  3. O psiakostka! Nie zastosowałem w tekście żadnego cytatu. To chyba pierwszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hurgot Sztancy20 lutego 2017 16:54

      zacytowałeś tablicę - to też się liczy!

      Usuń
  4. Hurgot Sztancy20 lutego 2017 17:00

    to jeden z takich artykułów, gdzie chciałoby się dać lajka, ale temat nie pozwala - no bo jak tu lubić takie historie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze że się podoba. Cieszę się. To taka mała polityka historyczna w wydaniu prywatnym.

      Usuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.