piątek, 20 października 2017

Projekt Okrążenia Łodzi vol. 0. Dworzec Łódź Karolew. Co?! Nie ma takiej stacji!!!



Czy wolno tak opisać stację widmo, panie doktorze?
Wolno. Wolność jest.

No więc, zgodnie z tytułem, nie ma takiej stacji. Ale że nie ma, to nie znaczy że jej nigdy nie było. Pociągi ŁKA przejeżdżają mimo, nie zatrzymując się, nikt już nie pamięta, oprócz najstarszych pamiętliwców.

No więc jest plan, żeby szybko pociągnąć za hamulec bezpieczeństwa i zatrzymać pociąg ŁKA tuż za przejazdem kolejowym na Wróblewskiego. Albo jest inny plan, żeby rowerem podjechać ze stacji Łódź Kaliska. Bo blisko. Na tyle blisko, że kolei nie opłacało się utrzymywać dworca Karolew. No to teraz utrzymuje się sam jak może.



Dworzec, eklektyczny i ceglany został zbudowany w 1903 roku za czasów niezbyt miłościwie nam panującego cara Mikołaja. Znaczy się- za zaborów. Było to rok po wybudowaniu linii kaliskiej. Nie mialem o tym pojęcia, że dworzec Karolew, razem ze stacją Chojny służyły za miejsca przeładunku towarów jadących do Rosji na inne tory. Otóż kolej warszawsko- wiedeńską, oraz odnogę tejże linii sięgającą od północy z Koluszek do Łodzi Fabrycznej zbudowano w rozstawie europejskim- 1435mm, czyli 4 stopy i 8,5 cala. W tym rozstawie zbudowano też łącznik między Łodzią Widzew a Kaliską. Natomiast główne tory kolei kaliskiej, budowane za czasów Rosjan miały rozstaw torów wedle imperialno- carskiej modły, czyli 5 stóp. Na Karolewie z jednej strony dworca biegły tory węższe, z drugiej szersze i tutaj dokonywano przeładunku na wagony mające zawieźć towar w głąb Rosji.
Karolew był zatem ważnym kluczem spinającym linie transportowe z Łodzi. Okazały budynek świadczy o tym doskonale. Jednak przed I Wojną Światową leżał tak naprawdę na strasznym zadupiu, po prostu na wsi i funkcjonował dzięki ruchowi towarowemu. Pierwsza wojna przyniosła Karolewowi pierwszy kryzys- po ciężkich bojach Łódź zdobyli Niemcy i strumień towarów do Rosji, zarówno po stronie producentów jak i odbiorców nagle całkowicie wysechł.
Po wojnie, w dwudziestoleciu wolnej Polski dworzec Karolew nie wykorzystywał już nawet dziesiątej części dawnego potencjału. Łódź nie zbudowała jeszcze żadnych blokowisk na wsi Retkinia, a pobliska Politechnika Łódzka miała się pojawić dopiero w 1945 roku. Przewymiarowany dworzec służył niezbyt licznym pasażerom do lat 70-tych, kiedy to kolej zdecydowała o jego zamknięciu. Zatem od tamtej pory stoi pusty, nie licząc najpierw legalnych, a od lat 2000-ch nielegalnych lokatorów. Ci ostatni spowodowali mały pożar, który sprawił, że budynek zamknięto na amen.



Dla wcześniejszych, legalnych lokatorów, którzy mieszkali w dworcu 5 metrów od głównej łódzkiej magistrali kolejowej zrobiono jeden wyjątek od reguł. Od reguł miejskich. Mianowicie dróżkę, która biegła między torami, łącząc dworzec ze światem zewnętrznym za pomocą kolejowego przejazdu przyporządkowano do ulicy Wróblewskiego i nadano Karolewowi numer 33. Powoduje to, że ulica Wróblewskiego na dzisiejszych mapach a) krzyżuje się sama ze sobą, i to na przejeździe kolejowym(!!!), b) biegnie na zachód, na wschód i na północ jednocześnie.
Takie rzeczy tylko na Karolewie.



Potem, po erze pożaru były plany wyburzenia dworca, czemu zapobiegli społecznicy i miejski konserwator zabytków.
Dość dziwne jest to, że nie został wykorzystany w trakcie organizowania obwodnicy Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej - aczkolwiek, oceniając na szybko- byłaby to spora inwestycja. Ruch pociągów na tej linii jest intensywny, należałoby zbudować przejścia podziemne, nie mówiąc już o renowacji samego budynku. Do tego dworzec Łódź Kaliska jest zupełnie niedaleko. Nie jest pewne czy by się to opłacało.
Z drugiej strony co zrobić z Karolewem- nie wiadomo. Gdybyż jeszcze nie stał on w środku kłębowiska torów. No ale stoi.
Można zatem zwiedzić z zewnątrz, póki się nie zawali.
Uwaga uwaga- po lewej jednoosobowy BUNKIER przeciwlotniczy na dworcu Karolew, o ile się nie mylę to jeszcze z czasów I wojny światowej.




Na dawnej stacji Karolew stoi też jedna z nielicznych w mieście kolejowych wież ciśnień, dzięki którym tankowano parowozy. Ta jest zrujnowana co nieco i nie ceglana, tylko żelbetowa, co datuje ją raczej na XX wiek niż na XIX-ty. Niemniej łatwo dostępna na "wyspie" między nieużywanymi torami. Poleciałem na Karolew z miarką, sprawdzać czy gdzieś nie zawieruszyły się tam tory szersze o 15 cm, rosyjskiej prowiniencji. O tych 15 centymetrach są różne dowcipy mniej i bardziej sprośne.



Wnętrze wieży wodnej.


Można znaleźć w pobliżu wieży ciśnień relikt dawnej bocznicy, zlikwidowanej na początku lat 80 tych, która biegła do dawnych zakładów Allarta przy Wróblewskiego. O nich będzie trochę dalej.


Tory

Tory

Tory

A wiecie dlaczego tory po wchodniej stronie wieży ciśnień są tak zarośnięte i nic po nich nie jeździ? Bo nie ma dokąd. A ja wiem co się zepsuło! Autobus się zepsuł! (cytat). 
Każdy pasażer wysiadający na głównym do niedawna dworcu Łódź Kaliska, po wyjściu zeń centralnym wyjściem napotyka dwa gigantycznej szerokości wiadukty kolejowe obramowujące ów dworzec i przechodzące nad aleją Bandurskiego i wszystkimi jej przystankami autobusowymi i tramwajowymi. Otóż jeden z tych wiaduktów jest makietą. Nie wiem czy wiecie. A widzieliście na wiadukcie wschodnim kiedyś jakiś pociąg? No właśnie. Bo tam nie ma torów!!!
Oba te wiadukty, będące gigantyczną inwestycją w ramach przebudowy dworca Łódź Kaliska i zastąpienia historycznego budynku aktualnym bohomazem, zostały wykończone tylko w połowie. Fundusze się skończyły. Wiadukt wschodni stoi od dwudziestu paru lat całkowicie nieużywany. 


Fragment schematu stacji.

Zahaczyliśmy zatem fotodinozowym przewodnikiem o następny przystanek- dworzec Łódź Kaliska, ale już wycofujemy się rakiem z powrotem na Karolew.



Z dworca Karolew możemy udać się na wschód lub zachód zgłębiając miejską tkankę reliktową. Na zachód nie trzeba będzie daleko chodzić, bo największy relikt sterczy widoczny z daleka. Komin. Jeden z coraz mniej licznych łódzkich kominów, śladów przemysłowej przeszłości . Ten komin jest wyjątkowy wśród ocalałych kominów, bo jako do wyjątku- można podejść do niego na odległość wyciągnięcia ręki. Większość innych jest pochowanych za zamkniętymi bramami, albo za barierą podwórek, wewnątrz czynnych jeszcze zakładów. Generalnie dostęp utrudniony.
A przecież to fajnie tak dotknąć sobie komina. Nawet pogłaskać miasto po kominie, jak psa po łbie.


Stała tu kiedyś fabryka do kompletu tego komina, ale ją wyburzono jakieś dziesięć lat temu. Nie będzie to jedyna wyburzona fabryka, jaką w okolicach dworca Łódź Karolew można zobaczyć.
Fabryka jaka tu stała to przędzalnia bawełny Emila Eiserta i Otto Johana Schultza, zbudowana w 1921,roku, zrujnowana w okolicach 2009-go. Zwana była przez okolicznych mieszkańców "pieprzorką". A to podobnież z racji skłonności właścicieli do molestacji podległych pracownic.
Fabryka zatrudniała w najlepszym swym okresie 1200 pracowników i bardzo ładnie radziła sobie w dwudziestoleciu międzywojennym i za Hitlera, po wojnie została upaństwowiona, tak jak wszystkie inne.

Teren na Wróblewskiego, pomiędzy przejazdami kolejowymi jest terenem tak niczyim jak warszawska Wisła na krańcach stolicy- to zwężająca się w kształt trójkąta wyspa nicości pomiędzy odnogami torów kolejowych. Kiedyś za pomocą samochodu zgłębiłem ją całą, póki jakaś droga prowadziła.
Ja wiem co tam jest. Tam nic nie ma. (cytat).



Skoro nie ma, to udamy się teraz na wschód od dworca. Kierunek wschód, tam musi być jakaś cywilizacja (cytat).
Za Castoramą i skrzyżowaniem z potężną Aleją Jana Pawła znowu zagłębiamy się w starzyznę. Na początek w lewo idzie ulica Proletariacka. Proletariacka to ona jest od drugiej wojny światowej. Wcześniej nazywała się bardziej światowo- Hrabiowska. Kto patrzy bystro, ten się dopatrzy walki postu z karnawałem.

Proletariacka przechodzi łagodnie w Inżynierską i Wołową. Przy Inżynierskiej stoją bardzo ładnie odnowione budynki biurowe miejskich jatek, najładniejszy na rogu Inżynierskiej i Radwańskiej. Jatki były, ale się zmyły, w ich miejscu stoi teraz Auchan. Pozostało tylko piękne zdjęcie furmanek, stojących w tym miejscu, gdzie dziś na parkingu przedmarketowym organizują się zloty Youngtimer Łódź i wielbicieli BMW. Znaczące.



Przy ulicy Wołowej 14, od północy opisywanego terenu stoi jeszcze jedna skromna ciekawostka- pierwszy budynek radia w mieście Łodzi! Nie wygląda na wielce spektakularny, ale jednak- to tu zaczęła się historia przyszłego Radia Łódź. Jeszcze za czasów tejże siedziby radio to zapisało się złotymi zgłoskami w dziele miastotwórczej budowy i przy tym w dziele społecznej pomocy- dzięki datkom od słuchaczy, zebranym za sprawą koncertów życzeń zbudowano szkołę dla dzieci ociemniałych i niesłyszących.
Pierwszy budynek Radia Łódź.

Za Proletariacką, w stronę wschodnią rozciąga się bardzo ciekawe pustkowie. To tereny wyburzonych zakładów wełnianych, cały kwartał pomiędzy ulicami Wróblewskiego, Proletariacką i Wołową. Bardzo korzystnie dla ciekawego turysty na tym pustkowiu nadal działają różne firmy, w stojących nadal budynkach. Można zatem pozwiedzać. Pustkowie powstało, kiedy jeden deweloper dziesięć lat temu kupił ową fabrykę i postanowił zmienić ją w osiedla mieszkaniowe. Zaczął od wyburzenia. Potem nie skończył. I tak stoi.
Pozostałości pofabryczne są nader ciekawe- to XIX wieczne wieża transformatorowa i hala maszynowni, obydwa obiekty urocze same w sobie, choć zrujnowane. Pozostała jeszcze część biurowo- magazynowa i fotograficznie malownicze ślady po szedach fabryki.
Relikty fabryki Allarta/ Polmerino.


Na pierwszym planie- ocalała z fabryki Allarta wieża elektryczna, na drugim planie- pałac dyrektora zakładów przy ul. Wróblewskiego, na trzecim planie- kominy elektrowni EC2. Najlepsze kiedykolwiek zdjęcie tych obiektów zrobił Piotr Dębiński- opisywany już na Fotodinozie- TUTAJ

Jest to dawna fabryka wełny Leona Allarta, Rousseau i spółki, pierwsza w Polsce czesankownia wełny. Przedstawiciel francuskiej spółki odkupił tu tereny rolne w 1878 roku. Była to potężna i kompletna inwestycja. Zaprojektowano oprócz fabryki także budynki mieszkalne dla robotników, kadry inżynierskiej, pałacyk właściciela, stojący do dziś przy Wróblewskiego. Czytam także, że w skład kompleksu weszła także szkoła przy Kątnej 17 (dziś Wróblewskiego) i boisko sportowe klubu "Arko" przy Wołowej 1.
Notabene przy numerze 17 ulica Wróblewskiego po raz kolejny ma skrzyżowanie sama ze sobą- poprzeczna uliczka wewnątrz fabrycznej zabudowy nie dorobiła się własnej nazwy. Dawniej w budynkach mieściły się biura fabryki Allarta i szkoła dla dzieci pracowników, dzisiaj lokują się tam rozliczne firmy oraz szkoła tańca.
Znak czasów?

Familoki przy ul. Wróblewskiego 17

Francuska spółka Allarta rozwijała się niezwykle prężnie, w szczycie swej kariery, gdy wykupiła podobną fabrykę w Tomaszowie zatrudniała prawie trzy tysiące robotników. Centrala spółki mieściła się w Roubaix, a oprócz Polski miała swoje filie także w Lyonie i w Rumunii.
Dyrektorem zarządzającym był Ernest Saladin, konsul francuski w Łodzi. Kadra inżynierska zakładu także pochodziła z tego kraju, a zakłady były w mieście znane jako "Starzy Francuzi", w odróżnieniu od drugiej, młodszej fabryki z kapitałem galijskim w centrum Łodzi.
Budynki fabryczne sygnował swym nazwiskiem architekt miasta Hilary Majewski, co jednak nie oznacza że sam je projektował, bo jest podpisany na setkach łódzkich rysunków budowlanych, które leżą w archiwach.
Fabryka funkcjonowała lepiej lub gorzej do początku II Wojny Światowej.

I tu zagadka dla znawców miasta i motoryzacji: czy jakakolwiek znana niemiecka firma motoryzacyjna miała w łodzi swoje zakłady? Jakiś Volkswagen, Mercedes, Audi?

Otóż miało- BMW. Właśnie w zakładach Allarta, przekształconych w czasie okupacji w warsztaty produkcyjne. Nie samochodów, co prawda, ale silników lotniczych. Potem prawdopodobnie przeniesiona na lotnisko Lublinek. Piszę "prawdopodobnie" bo lotnisko, ani Wojskowe Warsztaty Lotnicze przy nim umiejscowione niemal ani słowem nie chwalą się swoimi wojennymi losami, oprócz wzmianki, że za Niemca zbudowano betonowy 1200- metrowy pas startowy Lublinka.

Zakłady Allarta dotrwały do czasów powojennego PRL, w miarę nie zniszczone. Otrzymały imię Gwardii Ludowej, później w latach osiemdziesiątych - Polmerino. Nie wytrzymała jednak czasów kapitalizmu i wolnej Polski.

Pałacyk dyrektora zakładów Allarta.





Odwiedzam tę fabrykę od czasów jak jeszcze stała, i mam z nią związanych wiele miłych wspomnień, między innymi wyróżnienie w konkursie fotograficznym Potęga Łodzi za zdjęcie tutaj zrobione. Widzieliście ją też w wielu wpisach Fotodinozy.


Familoki przy ul. Wróblewskiego.








Pałacyk- willa przy Wróblewskiego, oraz zespół familoków i komórek niewiele gorszy od słynnego Księżego Młyna, tylko żadnej knajpy nie ma i turyści nie latają tłumnie z aparatami. No, z wyjątkiem Fotodinozy. Chociaż nie. Wychodzę z podwórka przy Wróblewskiego z aparatem na szyi. W bramie napotykam dwoje państwa idących w przeciwnym kierunku.
- O, widzę że pan po to samo co my.
- A państwo w jakim celu?
- Pozwiedzać! A pan tak dla turystyki?
- Piszę internetowy przewodnik po Łodzi.
- A, to podopowiem że kręcono tutaj film "Historia pewnej miłości", strasznie smutny. Tu na rogu Wróblewskiego i Piasta.


Relikty tramwajów na Wróblewskiego.

Ul. Piasta.

 Oczywiście wszystko zapuszczone, zaniedbane i fabryka do której to przynależne- zniknęła. Ale jest nawet trochę bruku. Zwłaszcza kiedy zajrzy się na sąsiednie ulicę Janiny czy Piasta- tam zapuszczone mini kamieniczki, drewniane budy i komórki dają, jak zauważył Krzysztof Gol obraz dawnej robotniczej Łodzi, niezbyt przyjemnej, ale prawdziwej, jak w Ziemi Obiecanej Reymonta.


Do tej Ziemi Obiecanej przylega to, co za chwilę zniknie- Elektrociepłownia EC-2. Kiedyś główne źródło energii, pary i ciepłej wody dla łódzkich fabryk, zwłaszcza tych powojennych. Dzisiaj fabryk trochę zostało, ale te które działają nie potrzebują już pary ani ciepła. Elektrownia została sprzedana Francuzom, a ci ogłosili że ją zamykają. No zobaczymy jak na tym wyjdziemy. Te firmy, które jeszcze używały produktów elektrociepłowni muszą radzić sobie same (np. Spółdzielnia mleczarska Jogo, produkująca najlepszą w Polsce śmietanę i jako bodaj ostatnia z dużych producentów lody bez dodatków tłuszczu palmowego).
Elektrownia jeszcze stoi i choć nie produkuje już niczego, to nadaje się nadal jako obiekt do zdjęć.


EC2 od strony bocznicy kolejowej.

EC2 od strony Wróblewskiego



Raz w życiu zwiedzałem ową elektrownię i do dziś pamiętam wir ognia jaki pokazano nam w wielkim piecu, oraz pana, który za pomocą przycisków odwrócił trzy wagony kolejowe do góry nogami na wielkiej obrotnicy. Robiło wrażenie.


Od południowo wschodniej strony elektrociepłowni stoi obiekt internetowy. Sławny internetowy artefakt znany błędnie jako "Hotel in Russia", który obiegł świat facebookowy i wywołał wiele heheszków. Ale to nieprawda że "Russia"- to nasze, swojskie z Alei Politechniki w Łodzi. Od czasu gdy stał się sławny obiekt ten zmienił się wizualnie (na lepsze), ale nadal nie zmieniło się jego otoczenie.


Al. Politechniki.


Oddalamy się już dość daleko od naszej stacji widmo, ale akurat warto się oddalić w tę stronę. Kawałek za elektrownią jest sobie park, ciekawy i historycznie i wizualnie.
Park im. Tadeusza Rejtana.


Park im. Tadeusza Rejtana.




Brama parkowa, dawniej cmentarna.



W 1899 roku były to pola rolne potomków niemieckich osadników spod Łodzi. Na licytacji nabyła je parafia ewangelicko- augsburska św Jana Ewangelisty, z zamiarem zbudowania tutaj cmentarza. Co też się stało.

Cmentarz, jak to u ewangelików, został zbudowany solidnie, w solidnym neogotyku. Ewangelicy, zwłaszcza pochodzenia niemieckiego stanowili w Łodzi solidną i świetnie zorganizowaną wspólnotę. To do nich należały pierwsze gazety wydawane w mieście i pierwsze budowane tu fabryki. Kolejny cmentarz w rozrastającej się eksplozyjnie Łodzi był niezbędny. Przez kilkadziesiąt lat istnienia cmentarz przy ulicy Felsztyńskiego służył wiernie i powoli zarastał drzewami, podobnie jak inne nasze klimatyczne cmentarze.

Takie rzeczy można znaleźć w parku Rejtana.

Tzw. domek ogrodnika.

Znak krzyża na murze jest podobno tradycją murarską i ma wyrażać "Boże miej ten dom w opiece"- znany na pewno w Łodzi i Warszawie.


Po II Wojnie, wobec mocno antyniemieckich nastrojów całego społeczeństwa władze nie wahały się zabrać ewangelikom cmentarza i świątyni i przekazać kościołowi katolickiemu. Wiele rodzin niemieckich uciekło lub przeniosło się do Niemiec. Wielu ludzi ukrywało swoje niemieckie pochodzenie.
Groby zostały.

Niszczały opuszczone do lat osiemdziesiątych, kiedy to władze w 1983 roku zlikwidowały urzędowo cmentarz a szczątki pochowanych i najcenniejsze nagrobki przeniosły na cmentarz przy ul. Sopockiej.


Lapidarium w parku Rejtana.






Dzisiaj cmentarz jest parkiem. Kilkanaście pozostałych nagrobków zgromadzono w lapidarium w jego centrum. Teren nadal otacza ceglany mur z piękną bramą, przy niej stoi nadal neogotycki domek zarządcy cmentarza.
W tle- zaskakujące towarzystwo kominów elektrociepłowni, tworzące spektakularny kontekst. Od cmentarza w stronę kominów, do ulicy Felszsztyńskiego biegnie nienazwany uliczny łącznik, na którym bruk nadal przypomina czasy ewangelików.

Można powoli kończyć już wycieczkę i udawać się w stronę dworca, żeby wsiąść do pociągu byle jakiego.
Sęk w tym, że ten dworzec, jak wspomniano na początku- nie istnieje.
I jak tu żyć, panie premierze? (cytat).



Fabrykant


P.S. Wszystkie części cyklu Projekt Okrążenia Łodzi dostępne są tutaj - LINK. To znaczy wszystkie napisane do tej pory.

P.S. II Wszystkie zdjęcia wykonane jak zwykle dwoma Sigmami 24/2,8 i 90/2,8 Macro. W ramkach zdjęcia poprawione (kontrast, jasność), bez ramek- zdjęcia z aparatu, tylko zmniejszone. Tym razem jednak wszystkie "surowe" zdjęcia są minimalnie wyostrzone. Stwierdziłem że ładniej wyglądają. A co tam.

P.S. II
Zapraszamy na Fejsika Fotodinozy: 
https://www.facebook.com/fotodinoza/

Źródła i źródełka:

„Spacerownik łódzki” Ryszard Bonisławski, Joanna Podolska.

www.polskaniezwykla.pl

8 komentarzy:

  1. Kolejny i koleisty bardzo interesujący kawałek historii koleji i nie tylko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejny i koleisty bardzo interesujący kawałek historii koleji i nie tylko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanowny Pan zrobiłby taki kolejowy przewodnik po Polsce.
    Zacięcie kolejowe jest. Może nie uświadomione, ale jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podświadomość to cholernie mocna rzecz!
      Dzisiaj Karolew, jutro cały świat!

      Usuń
  4. To jeszcze proszę wyprodukować jakiś patronite - do paliwa się będzie jak dołożyć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te miłe propozycje. Patronite to bacik, oprócz tego że kasa. Z moją naturą afektywną wielobiegunową raczej się do tego nie nadaję- a co jak przychodzi kryzys twórczy? A co jak człowiek obniża loty, zamiast podwyższać? Do Patronite potrzeba znacznie większego niż moje doświadczenia i determinacji.

      Usuń
  5. Ależ Szanowny Pan skromny i zapobiegliwy!
    Jednak jak by jakiś większy projekt KOLEJOWY się w głowie pojawił to czekam na informacje.
    Ps. zawsze można przestać płacić ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kolejny świetny tekst kolejowo-krajoznawczy. Czepnąłbym się tego bunkra p.lot. - podczas pierwszej wojny raczej takich nie było. Myślę, że zbudowali go Niemce ćwierć wieku później. I to raczej nie jako przeciwlotniczy, a przeciwpartyzancki, czy też przeciwszabrowniczy.

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.