wyświetlenia:

piątek, 17 kwietnia 2015

Kupić nie kupić- potarmosić warto.

- Krasiwaja pogoda!

- Eee, ja nie taka krasiwa, ale pogadać mogę.



"Czterej Pancerni" Janusz P. (niesławnej pamięci)



Kupić to niekoniecznie. Ale potarmosić można. Są różne ładne sprzęty do kupienia na aukcjach. Ślinka czasami cieknie, no ale jednak człowiek musi się hamować i za portfel trzymać. Ja nie kupię. Ale pogadać mogę.

Pogadam pogadam, zareklamuję, ukradnę zdjęcie z aukcji w ramach kontrybucji. Po to żeby mój wpis nie okazał się bez sensu po tym jak aukcje znikną. Jakby kto z właścicieli zdjęć miał pretensje- proszę dać znać- zdjęcie i link zostaną natychmiast usunięte.

Tak sobie tylko troszkę potarmoszę. Takie gawędy z mchu i paproci.
1.






Akuratnie wystawiana jest na Allegro ta Sigma AF 24/2,8, której test zrobiło się swego czasu- tutaj. Cena nie jest zbyt niska, niestety, aczkolwiek egzemplarz ten ma coś co widzę po raz pierwszy- mianowicie osłonę przeciwsłoneczną w kształcie uroczego tulipanka mocowaną, bodajże na uchwyty sprężynowe niczym dekielek.

Całkiem to jest zraźne szkiełko. Dobre na pełnym otworze (choć nie na poziomie "super") i z dobrym zbliżeniem- można udawać makro. Nie będzie co prawda współpracować inaczej niż na pełnej przesłonie z najnowszymi cyfrówkami Canona, ani z najmłodszymi analogami (typu 300v), ale za to będzie z każdym starszym analogiem i cyfrowymi Canonem D30 i D60 (nie mylić z30D i 60D) robić ładne, ostre zdjęcia na wszystkich przesłonach i współpracować bez problemu.



Zwierzę się też jak zwierzę, że ostatnie imprezy fotoreportażowe także strzelałem ową 24/2,8 podłączoną do pełnoklatkowego 6D- jadąc wyłącznie na pełnym otworze. Z wielką satysfakcją podłączyłem nówkę ze starówką 20- letnią i jest to bardzo przyjemne połączenie- obiektyw trafia tam gdzie trzeba i daje ładne obrazki. Nie będzie to sprzęt do wszystkiego- czasem wypadałoby przymknąć przesłonę, ale na imprezach dyskotekowych w ciemnościach- niekoniecznie. 
Także ten... rzecz nadaje się szczególnie dla analogowców, a dla cyfrowych pełnoklatkowców do zastosowań jaskiniowych. Znaczy tam gdzie ciemno i gdzie i tak przesłonę trzeba otworzyć. No i tam gdzie nie trzeba być cicho- bo Sigma 24/2,8 nie jest pod względem dźwięku zbyt grzeczna. 
 Do jakiego samochodu by ją porównać, dla zobrazowania? Hm. Do Hondy Civic CRX. Ale nie tej co myślicie. Do pierwszej serii.
Czy mam to skomentować? Proszę bardzo. Niegdyś popularny, ciekawy, sportowy, mały hot- hatch/ coupe. Trochę już wiekowy i ma niewielu entuzjastów. Ci którzy już są entuzjastami- chwalą.I pomyślcie tylko- 125 koni przy 800 kilogramach...


2.



Dłuższy czas na Allegrze wisi także Sigma 18-35/3,5-4,5.
Kojarzy mi się z następującym autem:
Znowu muszę coś skomentować? Proszę bardzo: Ciekawe, niegdyś wyjątkowe, ale dziś owiane nimbem pewnych kłopotów. Coś dla zapaleńców. Nie dla profanów.
Niektórzy z czytelników Fotodinozy mogą mieć do niego niejaki sentyment. Jeździły takie po świecie. A my w środku (na tylnym siedzeniu).

Dla cyfrówkowców APS-C 18-35/3,5-4,5 to nie jest wielki cymes, całkiem podobny do obiektywu kit'owego, ale dla pełnoklatkowych filmowców analogowych- owszem. Nawet dla tych pełnoklatkowych cyfrówkowców jest to kąsek łasy. Superszeroki sprzęcior, który swego czasu był najszerszym zoomem szerokokątnym świata. A było to w roku 1996. Sprzedawany egzemplarz pochodzi jednak z czasów nieco nowszych- znakiem jest złoty napis Aspherical na pobocznicach. (Opisało się w teście jego poprzednika- Sigmę21-35/3,5-4,5). 
Obiektyw ten ma tę świetną zaletę, że nie jest specjalnie jasny. Paradoksik taki- zwykle wszyscy się cieszą jak obiektyw jest jasny, ale nie w wypadku, gdy można go używać z cyfrówką Canona wyłącznie na otwartej przesłonie. Jeżeli nie posiadacie D30 lub D60- właśnie tak będzie. Sigma ma umiarkowaną jasność i dzięki temu sporą użyteczność na pełnym otworze- nawet do krajobrazów, gdy odpowiednio ustawimy ostrość- głębia ostrości na 18mm przy f/3,5 jest całkiem spora. 
Można się jednak przyczepić do wystawianej ceny, bo dorównuje cenie takiej np. Cosinie, Soligorowi, Vivitarowi 19-35/3,5-4,5 (testowanej przez Fotodinozę tutaj), która to Cosina w przeciwieństwie jednakże współpracuje z dowolnym aparatem Canona, na wszystkich przesłonach i nie robi awantur. Może jednak warto śledzić aukcje tej Sigmy- być może właściciel będzie skłonny do zniżek.

Należy tu uświadomić publiczności, że aparaty analogowe Canona, współpracujące z nią doskonale, swobodnie i bez fochów można kupić nawet za kilkanaście złotych na Allegro. Dla kogoś żądnego bez miary superszerokiego kadru jest to niezły pomysł, tylko będzie musiał zainwestować w filmy i wywołanie- dla niektórych użytkowników smartfonów może być to wyzwaniem. Ale jakże to oldskulowe i stylowe i czarowne. Tylko ta cena Sigmy trochę nieadekwatna, zwłaszcza że trwa właśnie wyścig do innej aukcji:

3.

Tamrona 17-35/2,8-4. Sporo osób się o niego bije i myślę że cena nie będzie niska. To potwierdza moją teorię, ujętą w artykule o Tamronach, że na rynku brakuje wyraźnie niedrogiego superszerokiego szkła do aparatów pełnoklatkowych. Producenci wypuszczają już tylko drogasy, zapominając że stare, używane aparaty pełnoklatkowe są już całkiem tanie i ich właściciele nie muszą być krezusami. Tamron zdecydowanie powinien wznowić produkcję takiego umiarkowanego szkła jakim był nieprodukowany już Tamron 17-35/2,8-4, a Sigma wskrzesić swój odpowiednik o tych parametrach. Myślę że szybciej jednak zrobią to za nich Chińczycy, bo oni tacy już są.

Sam Tamronik jest zacnym szkłem, o dobrej optyce, można się doczepiać ino do słabszych osiągów na brzegach pełnej klatki, napisało o tym Optyczne.pl w teście- tutaj.

Dużą zaletą (dziś rzadko spotykaną) jest bardzo przyjemna uniwersalność obiektywu, który nadaje się i do APS-C, gdzie stanowi atrakcję jako jasny obiektyw całkiem szeroko standardowy (o ile wiesz co mam na myśli, Puchatku), oraz jako superszeroki do pełnej klaty.

Tamronik, oczywiście, nie będzie robił fochów z żadnym Canonem, bo one się lubią, te firmy.
Jaki samochód przypomina ów Tamron? Już kiedyś się zwierzałem w Spisie Smacznych Nieprodukowanych Tamronów, że Tamron jako marka przypomina mi Opla. Ten Tamron 17-35, to byłby Opel Calibra. Tu będzie bez komentarza- każdy musi sam zgłębić swój, skomplikowany lub prosty, stosunek do Opla Calibry.



4.
Z drugiej strony długości ogniskowych leży sobie takaż na przykład Tokina AT-X 80-200/2,8:


I choć jest to sprzęt dość wiekowy, to oprócz wyraźnie słabszego kontrastu i nieco niższych osiągów na 200mm i wolniejszego autofokusa niż współczesne reporterskie tele- jest zacnym obiektywem, z metalu i szkła.
Jak miałbym porównywać go do samochodu- to byłby to Ford Capri 3.0. Komentarz? Porsche to to nie jest, ale charyzmę ma. Porządne żelazo. 

 I choć cena najtańszych 70-200/4L Canona jest dość niedaleko (o pjeńcet złoty wyżej- cytując klasyków reklamy)i choć Canony 70-200 mają cichutki i szybszy autofokus- tu jednak, w Tokinie, mamy o jedną działkę jaśniejszy sprzęcior, co nie brzmi tak ładnie jak to, że jest dwukrotnie jaśniejszy. Kto nie spodziewa się himalajów ostrości i szybkości- może o nim myśleć.
Chwilowo jest to najtańszy jasny autofokus w tym zakresie.



No chyba że weźmiemy jeszcze pod uwagę ten oto ciekawy oldskul:
5.


Canon EF 70-210/4- obiektyw z początków systemu Canon EOS, tj. z lat 1987-1990, całkiem poszukiwane szkiełko, ale jednak nie tej ostrości i nie tego kontrastu co późniejsza L-ka 70-200/4.

Ma za to tryb makro- pozwalający na zbliżenie trzeciego stopnia z obiektem fotografowanym, dając powiększenie 1:4,2 i ostrząc od 120 cm. W latach 80-tych było to wyczynem, w późniejszych czasach- weszło do kanonu.

A nawet do Canonu 70-200/4L. Ten ostatni też ostrzy od 120 cm, ale ma krótszą ogniskową, więc w efekcie pomniejsza słabiej.

Ten obiektyw należy do niemal całkowicie wymarłego gatunku obiektywów- pompek, w którym ogniskową zmienia się za pomocą ruchu posuwisto- zwrotnego. Znowu się Wam kojarzy, świntuchy. Ten sposób zoomowania ma swoje wady, w postaci zasysania i wydmuchiwania powietrza z wnętrza obiektywu, co zwiększa ryzyko zapylenia optyki, ale też nie znam szybszego sposobu na przejechanie zakresu od 70 do 210.
Oprócz tego obiektyw ten należy do innego wymarłego gatunku- rozsądnych jasnością, dobrych szkieł firmowych w niewysokiej cenie. Tego już dzisiaj prawie nie ma (Tego co pan chciał- to nie ma. Wódka może być?- cytat)

Do jakiego samochodu możnaby go porównać? Przychodzi mi na myśl Datsun 180 B SSS. Co? Nie słyszeliście o Datsunie 180B SSS? Proszę uprzejmie:

Czyż nie ciekawy? Czyż nie stylowy, choć nieco z minionej epoki? Czy ktokolwiek w ogóle go pamięta? A przecież w 1973 zajął 2-gie, 4-te i 12-te miejsce w East African Safari,a z samym Rauno Aaeeltonenem- 6 miejsce w 1974. Może powinien napisać o nim Autobezsens, albo Automobilownia...
Niektórzy z czytelników Fotodinozy mogą mieć niejaki sentyment do tego auta. Jeździło takie po naszym pięknym mieście. A my w środku (na tylnym siedzeniu).

Nie wiem tylko czy zdjęcia EF 70-210/4 przedstawiają wyłącznie sprzedawany egzemplarz, bo złota nalepka kontroli jakości Canona ("passed") raz jest, a raz znika z kolejnych ujęć, ale o to mniejsza. Zadziwiająco sporo takich nalepek przetrwało na obiektywach i aparatach Canona- mam je na trzech swoich sprzętach, które dzięki Bogu mają po 25 lat.

W każdym razie miło że takie znaki czasu jak 70-210 są jeszcze nadal do kupienia w dobrym stanie. Czy warto? Należy rozważyć samemu. Bardzo dobrą podstawę do rozważań dał znany Ken Rockwell:




Ken Rockwell nie umrze. Kopnie w kalendarz z półobrotu.

Ken Rockwell doliczył do nieskończoności. Dwa razy.

Sklepy przyjmują nawet kasę z "Monopolly", gdy Kenn Rockwel idzie kupić Nikona.



Na razie to by było na tyle. W razie chęci linczu- poproszę o komentarze.

W razie braku linczu- od czasu do czasu napiszę jeszcze z tej serii.



Fabrykant

dyrektor kreatywny walnięty o sprzęty.

P.S.
Wszystkie zdjęcia zupełnie nie są autorstwa Fotodinozy.
(Prawo cytatu – dopuszczalna prawem możliwość przytoczenia w tworzonym przez siebie dziele urywków rozpowszechnionych utworów lub drobnych utworów w całości bez zgody ich twórcy i bez uiszczania na jego rzecz wynagrodzenia. Prawo cytatu dotyczy twórczości chronionej majątkowymi prawami autorskimi i stanowi ich ograniczenie na rzecz dozwolonego użytku.
art. 29 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych: Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.
)

Podchodzi pod nauczanie. 






poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Przewief. Łódź jako Sanfrancisko. 400mm

Sigma 120-400,400mm f/8, Łódź- ul. Zgierska w kierunku północnym.


Lecąc tropem starego sprzętu co nieco zaniedbuje się nowy. Dość wygodnie rozsiadło się, w niszy lat 80-tych i 90-tych, siedzi się po cichutku w tej norce, jedząc kanapki, a świat ucieka- coraz trudniej go dogonić, materialny ten, nadprzyrodzony. A pościgu nie ułatwia ta ułańska czapka z pomponem (cytat).

Zaniedbawszy tak współczesność, jakbyśmy wciąż udawanym Ferrari jeździli z Donem Johnsonem po ulicach Miami, i to ubrani w marynarkę na T-shirt, nagle mieliśmy okazję zetknąć się i zderzyć z nówką sztuką.

400 milimetrów. To jest jednak coś.

Bardzo to było korzystne zderzenie, nie trzeba było od razu kwitka opłat za OC wyciągać, a wręcz przeciwnie- zderzenie było pod kontrolą, jak w wielkim zderzaczu hadronów. To była taka próba mikrofonu na pożyczonym mikrofonie. Udana próba. Z nadziejami i marzeniami na własny mikrofon. Znaczy własne M400.



Była to pożyczona Sigma 120-400/4,5- 5,6 OS (dzięki Piotrze!). Szkło całkiem niedawne, stabilizowane i słuszne. Takie rozsądne monstum dla zapaleńców- nie kosztujące milionów, nie będące superjasną lunetą kosmiczną, ale zapewniające równie ciekawe wrażenia i robiące swoją robotę.



Czterysta milimetrów to niezłe tele. I chociaż nie tak niezłe jak testowana przez Fotodinozę Sigma1000mm, to i tak przekraczające pewne ramy. Są to umowne ramy dostępności, na które wszyscy producenci obiektywów umówili się bez słów. Gdyby wypowiedzieli jednak te słowa, brzmiałby one tak: "Do 300mm robimy tanio, niech sobie postrzelają, a powyżej 300mm- walimy ceny dla głupków". Po japońsku to mniej więcej tak : "300 Made damī no tame yasuku, 300 ijō no MM - kakaku o MM - hanbai shite imasu", (wg Google translatora).

Różnice cenowe brane z Ceneo: nowe 300mm można kupić za 500 zł. Najtańsze nowe 400mm można kupić za 2870 zł.

Czy ktoś chętny na 100 mm więcej? Zapraszamy serdecznie.



Nie ma wg mnie żadnej obiektywnej przyczyny aż takiej różnicy cenowej. Szkła niewiele więcej, plastiku i elektroniki tyle samo.



Czterysetka to nawet obiektywnie patrząc jest jednak coś. Coke is it. Tylko what is it?



Długa ogniskowa jak prasa spłaszcza plany, kompresuje dal z bliżą i w przeciwieństwie do obiektywów szerokokątnych- nasyca obraz, tak że niewiele trzeba, żeby wydobyć ze zdjęcia urok, klimat, światło. O ile jeszcze superszerokokątne obiektywy mają coś wspólnego z ludzkim postrzeganiem- zastępują niejako kilka spojrzeń człowieka na raz i łączą je w jeden kadr, natomiast tak spojrzeć jak spogląda 400mm bez lornetki- nie sposób. Tak zewrzeć dal z bliżą- nie da się okiem nieuzbrojonym.

Użyło się 400mm na aparacie z małą matrycą APS-C, która wycina z pełnej klatki filmu samą środkową część (rusycyzm), więc liczyliśmy po cichu, że jak nam wytnie, to będziemy hołubce wycinać ze szczęścia. Czy co tam się jeszcze da wycinać. Troszkę bełkoczę, ale to się wytnie.

Zatem tele jest sprzętem dającym jako rezultat coś nieco odhumanizowanego, dalekiego od codzienności.



Rozmiarem takie 120-400 jest dość potężne, zwłaszcza że wysuwane. Wsunięte jest bliskie wielkości 70-200/2,8, ale w wersji maksymalnej ogniskowej- sporo dłuższe. Mimo wszystko niezbyt wysoka jasność pozwoliła na zachowanie dość rozsądnego gabarytu, nie powodującego bulu i nadzieji pleców przy całodziennym noszeniu, oraz przy umiejętnym przewieszeniu przez ramię- nie powodującego ulicznych sensacji wśród przygodnych przechodniów. Ma też skromny kolor czarny, przez co nie jest się branym od razu za Fakt, Superekspres i Przegląd Sportowy, jak to się czasem dzieje przy białych teleobiektywach Canona. Można próbować nawet wtapiać się w tłum, byle nie używając najdłuższej ogniskowej.
Sigma 120-400/4,5-5,6 DG Apo OS HSM


Na temat teleobiektywów można by śpiewać poezję śpiewaną. Ale co tu śpiewać, trzeba patrzeć w wizjer, ustawiać ładne obrazki i naciskać spust. I przerabiać, przerabiać Łódź na Sanfrancisko, tyle że bez mostu. I bez zatoki. Chociaż z Portem.

Sigma 120-400, 400mm f/11, ul. Zgierska- Łódź


Jakie wrażenia? Do użytkowania takiego długasa trzeba się trochę przyzwyczaić. Nie jest to light, przynajmniej dla mnie. Od lat noszę 70-200 i te właśnie, skromniejsze ogniskowe uważam za najbardziej praktyczne- można nie wysilając się strzelać portrety, zbliżać, ale też ogarniać nieco szerszy kadr, robiąc kilka kroków do tyłu.

120-400 nie jest taki zwykły. Raczej nazwałbym go sprzętem do zdjęć specjalnych- to nie jest obiektyw do łapania tej rzeczywistości, jaką na codzień się postrzega, tylko teleskop do podpatrywania innych galaktyk, obrotów gwiazd i mgławic dalekich spirali.


(...)Tak sobie wyobrażam Kielce, symbol, jako szczyt ohydy,
I jako jakieś Paramount najgorszej małomiasteczkowej brzydy.
A może piękne to jest, ach, miasteczko, ach, i nawet miłe
I niełatwo jest w nim złapać nawet kiłę...
W każdym razie tam przyjacielem być i w tych warunkach
Trudniej jest niż w afrykańskich najtropikalniejszych choćby wprost stosunkach.
Gdy człowiek gębą sra,
A tyłkiem podpatruje obroty gwiazd i mgławic dalekich spirale (...)

Witkacy "Do przyjaciół gówniarzy"



To znaczy- jak to w fotografii- trzeba się przyzwyczaić do patrzenia na świat, tak jak robi to obiektyw. Trzeba się zmusić do spojrzenia na rzeczywistość jak przez jego soczewki.

Dlatego przy używaniu szerokiego kąta ma się na ogół oczy dookoła głowy, natomiast już po półgodzinie użytkowania 120-400 mój wzrok błądził błędnie w niezmierzonej oddali i wyłapywał nikłe detale na horyzoncie, pomijając rzeczy bliższe niż 100 metrów.

Luneta.

Sigma 120-400, 400 f/10. Łódź- Kościół Św. Teresy, czarny budynek Infosys'u, w tle dawne zakłady Feniks i totem marketu M1 na ul. Brzezińskiej.

Sigma 120-400, 400mm f/9, budowa Dworca Fabrycznego w Nowym Centrum Łodzi
Sigma 120-400, 323mm f/11, budowa Dworca Fabrycznego w Nowym Centrum Łodzi
Sigma 120-400, 400mm f/10, Łódź ul. Zachodnia w kierunku południowym. Jakie to wieloznaczne.
 
Sigma 120-400, 400mm f/5,6, Łódź- Hotel Andels, ex- zakłady im Marchlewskiego, ex- Fabryka Poznańskiego.
Sigma 120-400, 400mm f/5,6, Łódź- Tadeusz Kościuszko spiżowy.
Dzięki tej lunecie świat jest inny. Może nawet i ładniejszy. Taki filmowy. Coraz częściej zauważam w filmach kadry ujęte superteleobiektywami- to piękna rzecz, bo pozwala ograniczyć pole widzenia do tego co potrzebne, i przez nakładające się na siebie plany stworzyć efekt spojrzenia z oddali.


Przyznaję szczerze, że zdjęcia zrobione były niefachowo, tj. w ramach pełnego półprofesjonalizmu- bez osłony przeciwsłonecznej. Na kilku zdjęciach kontrast jest z tego powodu słabszy niż by mógł. Zdjęcia z ramką zostały, tradycyjnie na Fotodinozie- obrobione, a zdjęcia bez ramki są nie tknięte, a jedynie zmniejszone bez wyostrzania. Wszystkie zdjęcia za pomocą Canona EOS 40D.
Sigma 120-400, 400mm f/9, Łódź ul. Piotrkowska w kierunku południowym.

 
Sigma 120-400, 400mm f/10, Łódź ul. Legionów

Sigma 120-400, 400mm f/10, Łódź ul. Narutowicza- po prawej Filharmonia.
Sigma 120-400, 400mm f/11, ul. Sienkiewicza, Łódź

Niekiedy da się uzyskać kompletnie odjechaną kompresję planów- na jednym ujęciu: Hotel Grand, Kościół Garnizonowy na Placu Wolności, Kościuszko na cokole, Kośćiół NMP na pl. Kościelnym, bloki na Bałutach. Dla zobrazowania zamieszczę nawet mapę owych obiektów:
Sigma 120-400, 400mm f/11, Łódź- ul. Piotrkowska w kierunku północnym.


Z telekonwerterem x 1,4 niestety nie działa autofokus- jak to w Canonie, należałoby zakleić styki na obiektywie, żeby człowiek mógł oszukać maszynę. Jednak nie zdecydowałem się przylepiać. Zdjęcie z konwerterem na manualnym fokusie:
Sigma 120-400 + Ext x 1,4, 560mm f/29, Zaćmienie słońca


Sigma 120-400, 400mm f7,1, Łódź- ul. Biegańskiego w kierunku zachodnim.

Sigma 120-400, 400mm f/5,6, Łódź- ul. Zgierska w kierunku południowym.
Sigma 120-400, 273mm f/8, Łódź- pomnik "Radegast" przy torach Łódź- Zgierz

Te tory... ach te tory. One są strasznie pociągające w obiektywie 400mm. Co chwila włażą w kadr jakieś urocze tory. Dobrze że to Łódź jest, jakby był to Kołobrzeg to nie byłoby połowy zdjęć. Jednakże nie tylko tory są fascynujące. Cienie przed bramą na mojej ulicy:
Sigma 120-400, 400mm f/5,6
 No a potem znowu tory:

Sigma 120-400, 400mm f/10, Łódź ul. Zachodnia w kierunku południowym
Sigma 120-400, 273mm f/8, Łódź- elektrownia EC2

Sigma 120-400, 232mm f/9, Łódź- Centrum Kultury EC1, dawna elektrownia.

 Dla równowagi podajemy także krótsze ogniskowe. Na Bugu we Włodawie ubyło dwieście sześćdziesiąt dziewięć: 
Sigma 120-400, 131mm f/9, Łódź- park im. St. Radwana, ex cmentarz protestancki

Sigma 120-400, 131mm f/11, Łódź- park im. St. Radwana, w tle komin- chłodnica elektrowni EC2.


Summa summarum

120-400 zostawił po sobie niezatarte dobre wrażenia, jako pierwszy stosunkowo ciemny teleobiektyw, który się używało. Nic to- że ciemny. Atrakcja jest wyjątkowa- tak spójrz, jak nikt nie spojrzy, łam czego rozum nie złamie! To poważny sprzęt, dający bardzo ładną ostrość, no i mający stabilizację, która ustabilizuje wasze fotograficzne życie i pozwoli używać 400-setki w warunkach światła znacznie gorszych niż byśmy się spodziewali.
Autofokus HSM szybki i cichy, choć czasem trochę nerwowy. Jedyne do czego możnaby się przyczepić to słabszy kontrast pod światło.

Jakby kto chciał na lwyby, lub choćby i na grzyby, albo lubi fotografować pokazy lotnicze, albo jak szanowny właściciel tej Sigmy rajdy samochodowe- jest to bardzo sensowne szkło. W całkiem niezłej cenie.

Kto chce test Sigmy- musi zajrzeć na Optyczne.pl- tutaj.

To co tu zaprezentowaliśmy to jedynie tzw. przewief (ang. preview) obiektywu. I to przewief we własnym interesie- dla czczej ciekawości- jak też się fotografuje takim 400mm

120-400 Sigmy zainteresował Fotodinozę na tyle, że nie przerywając marzeń postanowiliśmy zorientować się czy nie da się czasem znaleźć jakiejś taniej wiekowej Sigmy 400mm, która nie współpracuje z cyfrowymi Canonami inaczej niż na pełnym otworze.

Da się.

Franz, tego bierz!

Co z tego będzie- okaże się. Może się coś napisze.

Fabrykant - Marcin Andrzejewski

dyrektor kreatywny z przewiefem interesu

P.S. Podziękowanie za pożyczkę Sigmy dla Piotrka W.
P.S. 
 
Polecam moje oryginalne kryminały z klimatyczną Łodzią w tle:
 
"Tramwaj Tanfaniego" dziejący się w czasach świetności przemysłowej Łodzi w roku 1905. Rzecz inspirowana prawdziwymi wydarzeniami - zabójstwem Juliusza Kunitzera, twórcy łódzkich tramwajów. Książka nagrodzona Exlibrisem Biblioteki im. Piłsudskiego za najlepszą powieść o Łodzi w 2021 roku. Polecana przez Władysława Pasikowskiego.

"Tramwaj Tanfaniego" jest do kupienia wysyłkowo tutaj: LINK

"Złoty peugeot" - niebanalny kryminał motoryzacyjny z epoki wczesnego Gierka. Tajemnicza zbrodnia, nieudolna milicja, zakulisowe przepychanki z władzą PRL. Skromny mechanik z ulicy Wschodniej chcąc nie chcąc musi zabrać się za dociekanie, dlaczego ktoś musiał zginąć i kto go zabił. Są wciągające tajemnice, splątane wątki, brawurowe pościgi samochodowe. Kryminał zawiera liczne aluzje do literatury popularnej z czasów PRL szczególnie do książek Niziurskiego i Nienackiego. 

Do kupienia wysyłkowo - TUTAJ 

"Deluks" - kryminał dziejący się w roku 1976 złożyłem się z kilku warstw, od tematyki automobilowej, poprzez dawne tajemnice Łodzi, kończąc na echach II Wojny Światowej. Tym razem aluzyjnie nawiązuje do tzw. kryminału milicyjnego, jednak dekonstruuje schemat i ironizuje z klimatów PRL. Mamy zespół pełnokrwistych bohaterów - od lumpów i milicjantów po profesorów i prywaciarzy, a między wierszami ówczesne stosunki polsko-niemiecko-żydowskie. Będziecie zaskoczeni!

"Deluks" do kupienia wysyłkowo - TUTAJ 

"Wariatka ze Spornej" - napisana wspólnie z Tomaszem Włodkowskim -Młoda policjantka, niedawno przybyła do Łodzi ma poprowadzić śledztwo, które będzie wymagało od niej szczególnego zaangażowania, cierpliwości, uwagi i... erudycji. Tytułowa ulica Sporna zdaje się trwać w niezmiennym od stu lat stanie, ale to tylko pozory. Miasto dookoła przekształca się w bólach, jest rok 2003, Polska ma zaraz wejść do Unii Europejskiej, niechciany bagaż PRL jest wciąż obecny, również w policji. Kto i dlaczego zabił znanego wykładowcę filmówki? Co ma wspólnego wielka sztuka i małe morderstwo? 

"Wariatka ze Spornej" do kupienia wysyłkowo TUTAJ

 




























czwartek, 9 kwietnia 2015

Fotografowie do urbanistów, za pomocą kundli.




No i kto mógł zrobić to zdjęcie, hę? Ja się pytam.



Po pierwsze- co widzimy na tym zdjęciu? Widzimy na nim wygon, błotnisty, z drogą, a za wygonem urbanizm modernistyczny. Dlaczego modernistyczny? Bo graniasty i bez detalu. W języku architektów określany jako klabzdron bez dziobów.

Niektórzy oburzą się, że bez detalu (znamy takich), niektórzy się ucieszą i powiedzą że cudny (znamy takich).

Gdzież to może być? Widział kto taki urbanizm? Widział. Za rogiem w każdym mieście. Kto nam go załatwił? Moderniści oczywiście. Le Corbusiery i inne sławne epigony. Na tym zdjęciu też jest dzieło sławnych epigonów, choć nieco schowane za wzgórzem. Ale też nieco wystające. Wyobraźnia się włącza, gdy widzimy taki kontrastowy widoczek.

No więc kto zrobił to zdjęcie?

Na którym w trzech czwartych panuje wiejski pejzażyk polno-ugorowy, rozmiękła gliniasta droga, niczym na Podkarpaciu, rachityczne drzewka, ciemna ziemia.

A nad nią tajemniczy rząd białych modernizmów spadłych z kosmosu na ziemię orną.

Byłoby to Podkarpacie, ale jednak jest to Ameryka Południowa. Brazylia. Czy coś kojarzy się Państwu z modernizmem spadłym z kosmosu na ugór?



Brasilia.



Miasto zbudowane jako jedna z niezbyt licznych zrealizowanych modernistycznych utopii. Na surowym korzeniu- wcześniej nic tam nie było, oprócz dżunglowego brazylijskiego Podkarpacia. W 1956 zdecydowano o wybudowaniu całkowicie nowej stolicy Brazylii na zupełnym pustkowiu, 1000 kilometrów od Rio de Janeiro. Nie było tam nawet drogi. Materiały budowlane, robotników i maszyny dostarczano samolotami.

Za dzieło zabrali się Lúcio Costa- urbanista i Oscar Niemeyer- architekt. Brasilię skomponowano w sposób absolutnie idealny- na planie zbliżonym do samolotu- po osi skrzydeł powstały osiedla mieszkaniowe, na osi kadłuba zbudowano budynki użyteczności publicznej i siedziby rządowe. 

Miasto było na wskroś modernistyczne, jednorodne i podążające za ideami Le Corbusiera- przestrzenią, światłem, zielenią. Rozdzieleniem funkcji.

Miasto na 140 tysięcy ludzi (docelowo planowano około 500 tys.) powstało w całości w 3,5 roku, z wielkim nakładem sił i środków i transportowaniem materiałów budowlanych samolotami.



Białe, modernistyczne, stal, szkło i aluminium, linie, rytmy i osie, organiczna lekka architektura Niemeyera z żelbetu.


Plan idealny okazał się w praniu planem nader idealistycznym.

Przestrzeń okazała się straszliwą przestrzenią- dość podobne odhumanizowanie przejawia Moskwa ze swoimi wygonami, analogia wydaje się dobra, bo Oscar Niemeyer, był przez całe życie (żył 105 lat)- ideowym komunistą.

Główna ulica, Eixo Monumental, przypominająca autostradę przedzieloną pasem zieleni ma 300 metrów szerokości. Niestety w znakomitej większości miasta darowano sobie budowanie chodników. Może nawet słusznie. Komu by się chciało chodzić na takie odległości. Niektóre zdjęcia z Brasilii wyglądają wstrząsająco:

Bruno Barbey, 1973

Bruno Barbey, 1973.

Osiedla mieszkaniowe na "skrzydłach samolotu" są zaprojektowane jako jednostki samowystarczalne- ze sklepami, szkołami, kościołami itp. Mieszkańcy nie mają zbyt wielu motywacji, żeby pospacerować sobie w niedzielę po centrum- piesze wycieczki nie zostały zaplanowane przez planistów, choć zaplanowali oni nie tylko kolor taksówek, ale także mundury kierowców autobusów.

Lúcio Costa i Oscar Niemeyer swą Brasilią wspięli się na wyżyny sławy, ale jednak dość krótko była to sława przynosząca chwałę. Potem była zaprawiona dużą dawką krytyki, choć miasto zostało w 1987 roku wpisane na listę UNESCO. Ochrona Brasilii jako unikatu nie uchroniła jej od nieplanowanej dalszej rozbudowy- wokół stolicy pojawiły się osiedla satelitarne- teraz ilość ludności przekroczyła już pięciokrotnie pierwotnie założone pół miliona. Przedmieścia mocno zeslumsiały, centrum pozostało w pierwotnym kształcie, naruszanym jedynie przez wydeptane przez wygony dzikie ścieżki. Przestępczość w stolicy jest niestety na wysokim poziomie, a bezrobocie osiąga okolice 40%. "Dzieło wymknęło się spod kontroli"- stwierdził 102 letni Niemeyer.

Zdania mieszkańców są podzielone. Niektórym podoba się życie w mieście przestrzeni i światła, całkowicie innym niż tradycyjne miasta Brazylii. Ale nie jest to łatwe miasto.



Zdjęcie.

Byłoby to zdjęcie prostym, brutalnym zderzeniem dwóch pejzaży- miejskiego osiedla z wiejską okolicą, zderzeniem dającym po oczach i umyśle.

Byłoby- ale jest pies.

Pies zmiękcza. Pies rozwesela. jak to on- czy to w życiu, czy na zdjęciu. Wiejski kundel szczekający kontra stararchitekt Oscar Niemeyer (ten kundel- to tak jak ja). Ten kundel dodaje absurdu do fotografowanego kadru i szczyptę ironii. Tu wieś i kundel, a tu wysokie C Oskara Niemeyera i Lucio Costy.

Która część kadru jest bardziej ludzka? Czy nawet- po czyjej stronie jest sympatia fotografa? Zdaje się, że po stronie kundla. Dla tego fotografa psia zawsze byłanajlepsia. To rzecz jasna Eliott Erwitt, tropiciel absurdu, wirtuoz psiej fotografii doprawionej ciepłą ironią. Nawet w takim neutralnym i fotoreportażowym temacie udało mu się wykrystalizować oba ulubione elementy. 
Eliot Erwitt, Brasilia 1961.

Co ciekawe- już w 1961 roku, tuż po zbudowaniu Brasilii Eliott Erwitt w prosty i przenikliwy sposób podsumował tym zdjęciem eksperyment urbanistyczny na pustkowiu. Zupełnie inaczej niż jego koledzy z Magnum, zwłaszcza Rene Burri, który związał się z Brasilią na pół życia, ale fotografował tam głównie strzeliste arterie i budynki, oraz Oskara Niemeyera w zadumie.

Brasilia Eliotta Erwitta wygląda na tym zdjęciu niezbyt atrakcyjnie i myślę, że szpilka ironii jest skierowana raczej przeciwko nowym blokom, niż przeciwko brazylijskiemu Podkarpaciu. To ujęcie podkreślające obcość nowej architektury.



I jest to jakiś komentarz do wewnętrznej sprzeczności człowieka, który z jednej strony marzy o czystych, nietkniętych żadnym zaburzeniem strukturach, schludności idealnej i idealnym porządku, ale z drugiej strony oddala go to od tradycyjnego porządku świata- który bez wątpienia jest chaosem i bigosem kipiącym w garnku. I człowiek by chciał, żeby taki klarowny i sterylny porządek był śladem jego istnienia na tym padole- znakiem cywilizacji ustawiającej na swoją modłę świat. Ale gdzieś gubi umiar i nie zwraca uwagi na to co mówi jego pień mózgu, struktura kory starej i ciało migdałowate (odpowiedzialne za uczucia negatywne- no ktoś musi), cały ten procesor odziedziczony po gadach i płazach. Nie zwraca. Słucha tylko swojej kory nowej, neocortexu, uczuć wyższych, porządkujących, gdy tymczasem te stare krzyczą- stop, stop, my już tu wysiadamy! My chcemy natury, nie cywilizacji! Kundla nam dajcie!



To teraz już wiemy kto zrobił to zdjęcie i kto zbudował to miasto. Czas na wnioski.



Wniosek 1:

Fotografowie! Patrzcie uważnie przez wizjery i jak tylko widzicie coś, co obrazuje wasze uczucia i stosunek do świata- naciskajcie spust!

Wniosek 2:

Architekci! Urbaniści! Pamiętajcie o psach marki kundel podczas projektowania osiedli mieszkaniowych. Pies kundel musi się dać harmonijnie skomponować z nowym osiedlem. Bez tego nic! (jak mawiał Lem).



Fabrykant

z www.fabrykaslubow.pl




Zdjęcia z Magnum na temat Brasilii: