poniedziałek, 27 lutego 2017

Festung (pędem w deszczu)


Wiecie co to jest Toruń?
To takie miasto jest. Nawet znane.

Piernik, Kopernik, ratusz, Wisła, Apator Toruń, krzywa wieża, ruiny zamku, planetarium, obiad w makdonaldzie, autobus. Wycieczki szkolne lecą tym tropem. W młodszej części młodości bywałem wielokrotnie w Toruniu i też leciałem tym tropem. Ale dorosłem. Doczytałem. Zdziwiłem się.
I teraz już wiem, że w tym Toruniu zupełnie nie o to chodzi.

Dzisiaj Toruń leży gdzieś tam w środku północnej Polski. Tak się dziwnie jednak składa, że w poprzednich swych życiach leżał zwykle w pobliżu jakiejś granicy. Najpierw w pobliżu granicy krzyżacko- pruskiej. Potem odwrotnie- prusko- krzyżackiej, potem polsko- krzyżackiej, potem prusko- polskiej, potem księstwowarszawsko- rosyjskiej, potem prusko- rosyjskiej przez chwilę rosyjsko- pruskiej, potem znów odwrotnie. Wszystko w zależności od tego kto akurat miał Toruń w posiadaniu. W każdym razie granica zawsze była tuż-tuż.

A miasto miało wiele zalet. Przede wszystkim Wisła się tu wypłycała. Można było z jednej strony na drugą- siup, bez zamaczania majtek. No i bogato było. Oj bogato. Wielce multikulturowo, z racji owych granic. Prusko, polsko i autonomicznie. Za czasów polskich wojen z Krzyżakami Toruń na przykład wsparł króla Włodzimierza Jagiellończyka kwotą 200 grzywien, co było równe OSIEMDZIESIĘCIOLETNIM dochodom miejskim ówczesnego Krakowa. Znaczy się- biednie nie było.
Transport rzeczny, składy soli, międzynarodowy handel (granice!), uniwersytet, a potem jeszcze Toruń jako główny ośrodek luteranizmu w regionie- wszystko to powodowało przyrost gotówki w mieście.

No ale trzeba było się zbroić. Przecież granica tuż-tuż. Jeszcze ktoś napadnie.
No więc Toruń się zbroił przez całą swoją długą historię.
A ostatni napad połączony z rujnacją miasta miał miejsce w 1703 roku, kiedy to zbombardowali go Szwedzi. Potem (aż do dzisiaj) nikt nie rujnował militarnie Torunia, no chyba że dekretami urzędowymi. Cudem boskim nie zdemolowali go nawet Rosjanie w 1945, nie wiem co ich powstrzymywało.

Tymczasem przez wieki Toruń został uzbrojony tak, że lepiej nie można.
I, jak to mawiał jeden mój kolega- to jest jednak coś!


To, że jest się w jakimś dziwnym mieście- to widać. Mało uważne oko, zajęte planetarium, krzywą wieżą na ulicy Pod Krzywą Wieżą, piernikami i ratuszem może to przeoczyć. Ale kto tylko skieruje wzrok poza stare miasto- zauważy.
To jest jakieś militarne miasto.
Dlaboga! (jak pisał Lem) wszędzie jakieś artefakty forteczne.


Wszystko przez Prusaków. Ein- zwei- polizei. Ordnung muss sein. Wiadomo.
Toruń od czasów wieków średnich obwarował całe śródmieście potężnymi murami, fosą i bastionami. Jednak Prusacy wznieśli się na kolejny stopień umilitarnienia miasta. Ogłosili Toruń miastem- twierdzą.
Po kongresie wiedeńskim w 1815 roku, kiedy to ziemia toruńska dostała się Prusom, rozpoczęto szerokie przebudowy miasta, żeby wzmocnić jego potencjał obronny. Przebudowano średniowieczne fosy, dodano arsenały, koszary, wozownie i szpital wojskowy, nowe umocnienia i bramy. Ale Prusacy rozhulali się na całego po wygranej wojnie francusko- pruskiej, po której narzucono Francji płacenie kontrybucji. Francja miała wypłacić od 1871 roku w ciągu trzech lat 5 miliardów franków w złocie.

Od czasu gdy usłyszałem tę kwotę zawsze mnie zastanawiało- ile to tak naprawdę było?
Podrążyłem. Na jednego franka przypadało 0,29 grama czystego złota. Wychodzi mi że było to 1450 ton złota. Miliard ówczesnych dolarów. Mniej więcej roczny dochód narodowy całych Prus. Przywożone pod eskortą w ciągu trzech lat francuskie złoto przestało mieścić się w sejfach rządowych całego Berlina.

Do roku 1870-go Prusy dorobiły się 31 banków z kapitałem około 400 mln marek. Po trzech latach płacenia francuskich kontrybucji powstało kolejnych 107 banków z kapitałem 706 milionów marek (między innymi Deutschebank i Dresdner Bank)

Lata 1870-te to akurat boom kolejnictwa w Prusach. Do 1871 budowano kilka tysięcy kilometrów torów rocznie. W pierwszym roku płacenia kontrybucji powstało 12 tysięcy kilometrów torów.

Miało to wszystko różne dalsze konsekwencje, ale dla Torunia przede wszystkim konsekwencje militarnej rozbudowy. Wybudowano na przykład forteczną bramę kolejową na nowej linii do Olsztyna.
Przejeżdżało się w młodszej części młodości koleją przez ową pruską bramę, nie wiedząc że to brama. Jakieś tam tunele i ceglane mury nagle się zjawiały za oknem żółto niebieskiego podmiejskiego relacji Toruń- Olsztyn.

-Panie zawiadowco, co to za pociąg?
-Żółty
-Ale dokąd?!
-Do połowy.
(sucharek)

Jest to jedyna XIX wieczna zachowana brama kolejowa.
Ale bramy kolejowe to jeszcze nic. Lepsze rzeczy powstały za francuskie złoto.

W 1872 roku sztab generalny Prus podjął decyzję o rozbudowie Twierdzy Toruń i dostosowaniu jej do postępu w sztuce militarnej- przede wszystkim do wprowadzonych niedawno dział gwintowanych.
W 1858 roku użyto po raz pierwszy dział gwintowanych, w miejsce dawnych gładkolufowych. Te pierwotne, gładkolufowe strzelały kulistym pociskiem na jakieś 2000-3000 metrów, lecz zasięg ich skuteczności kończył się na jakichś 1500 metrów. Celność także była wątpliwa- kule stawiały duży opór powietrzu.
Pierwsze gwintowane lufy dawały zasięg około 4000-5000 metrów, ale skuteczność rażenia była w okolicach 3000, bo pociski leciały stabilizowane ruchem żyroskopowym i mogły być zaostrzone, co stawiało mniejszy opór. Celność znacznie wzrosła. Zaczęto także wyposażać pociski w materiał wybuchowy.
Miało to wszystko duże przełożenie zarówno na taktykę ataku jak i obrony.

A nawet miało to przełożenie na umundurowanie. Jeszcze na początku XIX wieku mundury oficerów były maksymalnie zdobne i wymyślnie różniły się od mundurów szeregowców. Pod koniec XIX wieku różniły się na ogół już tylko pagonami. Po prostu wzrosło znacznie ryzyko, że wróg z odległości kilometra wypatrzy oficera i odstrzeli go snajperskim strzałem z gwintówki.
No, co prawda nie wszędzie te mundury się zmieniły. Jak może pamiętacie Francuzi na początku I Wojny Światowej występowali w czerwonych gaciach i pomysły na ich zmianę były torpedowane, jako odejście od świętej tradycji.
Wiemy do czego to doprowadziło- prawie im Niemcy wleźli do Paryża.

Ale wróćmy z Paryża do Torunia.
Pruskie władze postanowiły wybudować pierścień fortów wokół miasta, w promieniu czterech kilometrów. I wybudowały. Szesnaście fortów, dwadzieścia baterii ziemnych i osiemdziesiąt cztery schrony międzypola. Nie zaniedbano też wewnętrznego pierścienia obrony, który dostał nowe umocnienia.
Przed I Wojną Światową Toruń posiadał ponad 200 obiektów fortecznych, co czyniło go jedną z największych twierdz w Europie Wschodniej. Obiekty były ze sobą skomunikowane odpowiednimi drogami wojskowymi (dziś stanowiącymi ulice Torunia), telefonicznie i telegraficznie, miały systemy nawadniające, odwadniające i własne ujęcia wody pitnej.

Każdy z 16 fortów zewnętrznych miał rozpiętość ok 300-400 metrów, olbrzymie wały i fosy, stoki bojowe, oraz budynki koszarowe sięgające trzech kondygnacji pod ziemię.
Budowa, wyposażenie i utrzymanie kosztowały Prusy 60 milionów marek.

Zbudowano także halę dla sterowców. Tę bym chętnie zwiedził. Niestety już nie istnieje.

Forty Torunia nie zostały nigdy wykorzystane do obrony miasta. W I Wojnie Światowej armia pruska wycofała się z nich niszcząc wyposażenie i linie telefoniczne. W II Wojnie Światowej nie były brane pod uwagę, ze względu na archaiczność ich idei wobec celności i siły uderzeniowej nowoczesnej artylerii.
I dlatego stoją sobie prawie w komplecie do dzisiaj.

Trzeba to zobaczyć!
Miałem być jakieś dwie godziny w Toruniu. Pal licho Kopernika, piernika i krzywą wieżę! Forty!
Niestety w dniu pobytu świat postanowił, że od dzisiaj już jest wiosna i trzeba odkręcić kran do podlewania roślinek. Po drodze się zachmurzyło, a od Włocławka lało non stop na słynną autostradę Amber Gold One. Potem lało, padało, kropiło, kapało, siąpiło i znowu lało. Potem kolejność uległa zmianie.
Miałem dwie godziny na Toruń. W deszczu. Najbardziej ucierpiały na tym zdjęcia.

Niewiele można zwiedzić w ciągu dwóch godzin. Ale coś tam można. Powiem Wam tak- wystarczy wychylić się poza śródmieście, a relikty pruskiego systemu wydawania 60 milionów marek są po prostu wszędzie.

Dawna piekarnia garnizonowa i magazyny furażu.

Dawna piekarnia garnizonowa i magazyny furażu.

Dawna piekarnia garnizonowa i magazyny furażu.
Współczesne dostawy do niewspółczesnych magazynów fortecznych.

Wystarczy pójść kawałek i się natknąć. Potem można w internecie sprawdzić na co tam się natknęło. Akurat najpierw trafiła się ufortyfikowana piekarnia garnizonowa i magazyny furażu. Znaczy się samo żarcie. Piekarnia w czasie swej świetności mogła wyprodukować 30 TYSIĘCY bochenków chleba dziennie.
W pobliżu dawne zabudowania szpitala diakonisek.

Tuż obok koszary Kaszownika (Kaszownik to staw w pobliżu).

Koszary Kaszownika


Koszary Kaszownika
Koszary Kaszownika

Koszary Kaszownika

Idziemy sobie środkiem miasta, a tu co chwila jakieś podejrzane artefakty.


50 metrów dalej natrafia się na kawał lekko zarośniętego dzikiego wzgórza w środku
miasta- to koszary (podwalnia) Bastionu IV. Zarośniętą elewację koszar widać od strony Starego Miasta, natomiast największym cymesem jest to, że można sobie wleźć na grzbiet bastionu i pospacerować na przedziwnym wygonie.
Bastion IV

Bastion IV

Bastion IV

Bastion IV


Widoki z Bastionu IV

Bastion IV

Leje. Zatem zwijamy się z tego wzgórka. Trzeba obejrzeć jakiś fort z toruńskiego pierścienia zewnętrznego. Najłatwiejszą opcją jest Fort IV, niegdyś imienia generała Johana Yorck von Wartenburg, a za czasów polskich- Stanisława Żółkiewskiego na północnym wschodzie miasta. Gdyby nie padało odwiedziłoby się jeszcze Fort I, leżący niedaleko Wisły- najnowszą z pruskich inwestycji- jedyny fort pancerny na wschodnim froncie, w swoim czasie najpotężniej umocniony w Europie, uzbrojony w najpotężniejsze działa 21 cm. Nie wolno go co prawda zwiedzać.
Ale podobno- jak u Szwejka- nie wolno, ale można.

Pod Kulaśną widać było na dole w rzeczułce zdruzgotany pociąg Czerwonego Krzyża, który runął z nasypu kolejowego. Baloun wytrzeszczył na ten widok oczy. Osobliwie dziwiły go części lokomotywy porozrzucane na wszystkie strony. Komin maszyny wtłoczony był w nasyp kolejowy i sterczał zeń niby lufa działa 28-centymetrowego. ´Widok ten wzbudził także zainteresowanie w wagonie, w którym znajdował się Szwejk. Najbardziej oburzył się kucharz Jurajda. — Czyż to wolno strzelać do wagonów Czerwonego Krzyża? - Nie wolno, ale można — rzekł Szwejk. — Wycelowali akuratnie, a wytłumaczyć się nietrudno, że to było w nocy i że znaków Czerwonego Krzyża nie było widać. W ogóle dużo jest na świecie takich rzeczy, których robić nie wolno, ale można. Najważniejsze to, żeby spróbować, czy zakazanej rzeczy zrobić nie można. Podczas cesarskich manewrów w okolicy Pisku przyszedł rozkaz, ze nie wolno wiązać żołnierzy w kij. Ale nasz kapitan wymiarkował, że robić to można, bo taki rozkaz był strasznie śmieszny: każdy przecie mógł łatwo wymiarkować, że żołnierz związany w kij nie mógłby maszerować. Więc się nad tym befelem nie zastanawiał tak bardzo, żołnierzy związanych w kij kazał wrzucać na wóz taborowy i maszerowało się dalej aż miło. Albo weźmy taki przypadek, który zdarzył się u nas przed sześciu laty. Na naszej ulicy mieszkał niejaki pan Karlik na pierwszym piętrze, a na drugim piętrze mieszkał bardzo porządny człowiek, student konserwatorium, Mikesz. Ogromnie lubił kobiety, i między innymi zaczął się też zalecać do córki tego pana Karlika, który był właścicielem domu transportowego i cukierni, a gdzieś na Morawach miał podobno zakład introligatorski pod jakąś obcą firmą. Otóż, gdy ten Karlik dowiedział się że ten student zaleca się do jego córki, poszedł do niego do mieszkania i powiada: .,Z córką moją żenić się panu nie wolno, mój panie łapserdaku, bo jej panu nie dam!” „No dobrze — odpowiedział pan Mikesz — jeśli żenić mi się z nią nie wolno, to się przecież na kawałki nie rozszarpię.” Po dwóch miesiącach pan Karlik przyszedł znowu do tego Mikesza, przyprowadził z sobą nawet swoją małżonkę i oboje rzekli jednogłośnie: „Pan, panie łapserdaku, pozbawił naszą córkę honoru.” „Tak jest — odpowiedział Mikesz — pozwoliłem sobie zhańbić ją, szanowna pani”. Ten pan Karlik zaczął na niego niepotrzebnie wrzeszczeć i przypominać mu, że przecie powiedział, że z jego córką żenić mu się nie wolno, bo mu jej nie da, ale mu tamten całkiem rzeczowo odpowiedział, że ani myśli się z nią żenić, skoro nie wolno. Wtedy zaś nie było mowy o tym, co wolno. A ponieważ o tym nie było mowy, więc on dotrzyma słowa i prosi, żeby się nie niepokoili, bo on jest człowiekiem charakteru, nie żadną chorągiewką, ba, zawsze dotrzymuje słowa, to co powie, to jest święte, więc córki państwa Karlików nie chce i nigdy chcieć nie będzie. A gdyby z tej racji miał być narażony na prześladowania, to także nie robi sobie z tego nic, bo sumienie ma czyste, a jego nieboszczka mamusia jeszcze na łożu śmiertelnym zaklinała go, żeby nigdy w życiu nie kłamał, on zaś przyrzekł jej to uroczyście, a takie przyrzeczenie obowiązuje. W jego rodzinie w ogóle nikt nie kłamał, on zaś miewał w szkole zawsze stopnie celujące z zachowania. Widzicie więc — wywodził Szwejk — że wielu rzeczy czynić nie wolno, ale ostatecznie można. Drogi ludzkie mogą być różne, byle cel był wzniosły. „
Jarosław Haszek. „Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej”


Piekarnia i magazyny furażu.


Ale deszcz padał, padał bez końca. Prosiaczek myślał sobie, że nigdy, póki żyje, a miał już on lat bardzo dużo - może trzy,a może i cztery - że nigdy nie widział takiego deszczu. Dzień w dzień, dzień w dzień, deszcz, deszcz i deszcz. (cytat), zatem zrezygnowałem z Fortu I na rzecz Fortu IV, łatwiejszego do zdobycia.
Muzeum Artylerii w dawnych koszarach WP.

Takie rzeczy stoją sobie wszędzie. Takie rzeczy tylko w Toruniu. Schron międzypola.

Po drodze mija się dosłownie co pięćset metrów jakieś przejawy pruskiego militaryzmu. Stoją sobie przy dwupasmówkach i w pobliżu bloków z wielkiej płyty.

Mija się też młyn. Tak zwany Młyn Richtera. O ranyboskie! Co to za kolos! To jest wielkości głównej tkalni łódzkiej Manufaktury. Nie zdołałem zrobić mu w ulewie zdjęcia, dlatego pożyczam z Wikipedii. Młyn parowy z końca XIX wieku, jeden z największych na Pomorzu- o powierzchni użytkowej 10.606 metrów kwadratowych i kubaturze 44.828 m³. Do niedawna budynek stał w ruinie, dzisiaj mieści się tam instytucja o nieco wyraczastej nazwie „Centrum Nowoczesnosci Młyn Wiedzy”- rodzaj multimedialnego muzeum techniki, z największym w Polsce wahadłem Focault'a.

Młyn Richtera, fot: Pko, Licencja CC, Wikipedia

W Forcie IV można poszaleć. Zwłaszcza w zimowy dzień, ponury jak nieszczęście, kiedy jest się jedynym zwiedzającym. „Zabrania się chodzenia po skarpach”. Nie wolno, ale można. Zwiedziłem sobie w ulewie. Imponujące. No bo co w końcu, kurczę blade (cytat). Niestety gdy pokrowiec na plecak fotograficzny zaczął przemiękać musiałem zagęścić ruchy. Zdjęcia na dworze nie dało się zrobić. Znowu trzeba zarąbać z Wikipedii.

Fort IV, im Johana Yorck von Wartenburg- Stefana Żółkiewskiego.
Zdjęcie: 
http://www.turystyka.torun.pl/art/89/twierdza-torun-i-forty-xix-w.html

Fort IV, im Johana Yorck von Wartenburg- Stefana Żółkiewskiego.

Fort IV, im Johana Yorck von Wartenburg- Stefana Żółkiewskiego.

Fort IV, im Johana Yorck von Wartenburg- Stefana Żółkiewskiego. Poterna.

Fort IV. Relikty różnych armii.

Zawod Imieni Lenina Lichaczowa. Dziękuję Szczepanie za zwrócenie uwagi.

Fort ten, zbudowany według „projektu typowego” niejakiego generała Alexisa von Biehlera (nie mylić z kadetem Bieglerem), który postawił i nadzorował dziesiątki, o ile nie setki pruskich fortów, stawianych według jego planów, mógł schronić załogę ośmiuset ludzi (dwie kompanie) zabezpieczając ich przed pociskami 220mm. Razem z innymi fortami Torunia nigdy nie został użyty w żadnej obronie. Po Pierwszej Wojnie obiekty przejęło Wojsko Polskie i zorganizowało w nich magazyny i koszary, potem w kampanii wrześniowej Niemcy wkroczyli do twierdzy Toruń właściwie bez walki, nie licząc kilku bomb spuszczonych na lotnisko i wysadzenia mostu. Później w 1945 roku, kiedy paliło im się pod tyłkiem postanowili bronić się do upadłego, zgodnie z doktryną Hitlera mówiącą o tworzeniu miast- twierdz. W desperacji miastem twierdzą ogłoszono nawet Kołobrzeg (Festung Kolberg), który nie miał w ogóle żadnych umocnień. Co dopiero mówić o solidnej Festung Thorn. Obsadzono go trzydziestomoa siedmioma tysiącami żołnierzy, wyposażonych w solidną broń przeciwpancerną. 19 stycznia podeszła Armia Czerwona, która jednak nie doceniła sił niemieckiej obrony i niezbyt intensywnie przeprowadzała atak. Toruń został w ciągu kilku dni otoczony, ale nie zdobyty, pomimo walk na przedmieściach. Wyglądało na to że ta sytuacja może się długo utrzymywać, bo Niemcy byli przygotowani na długotrwałe oblężenie.
Na szczęście dla Torunia Armia Czerwona niezależnie od okrążenia miasta parła jak burza na północ i zachód i zdobyła przyczółki w okolicach Grudziądza i Świecia, a z drugiej strony- Bydgoszczy. Sytuacja w Toruniu traciła powoli na znaczeniu, bo miasto znalazło się niespodziewanie „na tyłach frontu”. Niemieckie wojsko broniło się już rozpaczliwie w innych miejscach. Licząc na przełom w walkach komendant Twierdzy Toruń gen.Otto Lüdecke opracował plan ewakuacji całej załogi fortecy i rzucenia swojego wojska na pomoc broniącemu linii Wisły Wehrmahtowi. I tu nastąpi zaskoczenie- Hitler zgodził się na ten plan, jedyny raz w historii niemieckich miast- twierdz. Wszystkie inne Festungen poszły na kompletny rozkurz w beznadziejnym oporze. Toruń ocalał.

No i ten cały Toruń zatruł mnie (zatruj ciastem puszystym- cytat), zasiał ziarno.

(Więc sadzę gdzie tylko da się nieśmiertelne ziarno
Pole którego okiem nie da się ogarnąć
Dla jednych trutką a dla innych karmą
Jednym błogosławi innym przyszłość wróży marną
Szydera, choćby jedna na milion
nie ma szans my i tak przemycimy ją
w końcu padnie ostatni bastylion
w dogodnej chwili zasadzimy ją
- cytat)

opanował mnie jak psychobójca, o którym śpiewał jeden znany Torunianin (czy Toruńczyk?)

Należy temu Toruniowi i pruskiemu dziełu wydawania 60 milionów marek więcej czasu, niż tylko godzina w deszczu.

Fabrykant

Źródła i źródełka:












15 komentarzy:

  1. Co mi ślina na język przynosi? A komentarze 3.
    Więc pierwszy, dla pocieszenia zmokłego Fabrykanta - "Rain in Spain, rains mainly on the plain" . Ale w Toruniu miałeś pecha a nawet pH (woda: równo 7,00).
    2-gi). Kontrybucje wojenne francusko-pruskie . Więc w owej wojnie -określonej we francuskim podręczniku historii (wydany w 1934 roku dla liceum francuskich) jako największej hańbie w historii Grande Nation - Prusacy nie weszli do Paryża bo czekali, okrążywszy miasto, aż Francuzi sami się powyrzynają. Bo akurat lud francuski, (który kilka miesięcy wcześniej masowo demonstrował w stolicy domagając się od Cesarza Napoleona III aby zaatakował Prusy), kiedy armia pruska zbliżała się Paryża, postanowił urządzić Komunę Paryską znaną nam z lektury pana Marxa. I wtedy resztki rządu francuskiego poprosiły oblegającą armię pruską aby pozwoliła Armii de la Grand Nations przejść przez wrogie szeregi i zaatakować od tyłu komunardów. Niewiele pomogło. Resztki rządu musiały podpisać haniebną kapitulację i zapłacić miliardową kontrybucję. Resztki rządu wezwały obywateli aby oddały na tę kontrybucję swe prywatne złote obrączki, kolie itp. I w miarę jak spłacały tym złotem karę za swą głupotę to armia pruska wycofywała się o parę kilometrów na wschód. Ale już Metza i Sztrasburga nie oddała.
    3-ci.) Ale wróćmy do Torunia. Shame on me! Za młodu, autostopem bardzo często jeździłem autostopem z Łodzi do Torunia. Ale zaślepiony miłością do (nie)pewnej Ani wogóle nie zauważyłem w tym mieście żadnej fortecy pruskiej.Wielka szkoda. Bo bardzo lubię fortece a nawet fortele. Zaliczyłem np. fortecę-fortel zwaną Linią Mażinota, która też nie oddała ani jednego strzału ku uciesze podłych Prusaków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę Maginota! Też bym sobie zobaczył! Toruń za to stoi, więc można go zwiedzić. Ja zamierzam trochę pogłębić kiedyś owo zwiedzanie.

      Usuń
  2. Wspaniały wpis!!

    Najbardziej podobają mi się cytaty: z mojego ukochanego Szwejka, z mojego ukochanego Puchatka i z mojego ukochanego Mikołajka.

    A sama treść jest bombowa, żeby nie powiedzieć - bombardierska. Nie mówiąc już o formie, ale to tutaj tradycja.

    Pozwolę sobie jednak na maleńkie sprostowanie: Zawod był Imieni Lichaczewa, a nie Lenina. A wcześniej - Imieni Stalina, ale to już na marginesie.

    Dziękuję za rewelacyjny deser intelektualny po poniedziałkowym korpo-lunchu!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Lenin pomylił mi się z Lichaczewem. Ale oni podobni byli. Przynajmniej w poglądach. Będę miał na uwadze Mikołajka, Puchatka i Szwejka. Ten ostatni nawet prawie się zgodził historyczno- chronologicznie z tematem. Ostatnio przeczytałem Szwejka po raz kolejny (n-ty), z wielkim ukontentowaniem. To jest po prostu poezja. Jeżeli jeszcze nie czytałeś to polecam na aperitif do tego deseru książkę Antoniego Kroh "O Szwejku i o nas". Wielce polecam, można Szwejka i jego epokę zgłębić do głębi i w tej głębi odkryć drugą głębię, którą rozumieją Czesi, a dla nas jest hermetyczna.

      Usuń
    2. Przepraszam, że dopiero teraz, ale wpis, nad którym siedzę, jest wyjątkowo czasochłonny (owszem było do przewidzenia). Bardzo dziękuję za polecenie książki, bo głębsze zrozumienie Szwejka jest warte odrobiny zachodu. Tyle tylko, e najpierw będę musiał odświeżyć sobie samego Szwejka, bo czytałem go co prawda dwa razy, ale bardzo dawno. Na szczęście nie narzekam na brak czasu na czytanie, bo czytam w środkach komunikacji publicznej - a spędzam w nich ponad półtorej godziny dziennie.

      Usuń
    3. Myślę że nawet nie trzeba czytać "Szwejka", który jest w owej książce obszernie cytowany.
      Czas na czytanie- bezcenny. Tego mi zawsze brakuje. W pewnym sensie- te przyszłe samochody autonomiczne to nie jest taki zły pomysł...

      Usuń
  3. Toruń piękne miasto. Byłem tam w podobnym czasie trzy lata temu, choć skupiony byłem raczej na centrum miasta.

    Swoją drogą ciekawy jestem jak procentowo wygląda ilość fortów, które wzięły udział w walce w przewidziany przez konstruktorów sposób w stosunku do tych, które okazały się praktycznie nieprzydatne. Przykładów trochę można wskazać. Z tych, które jako tako kojarzę:
    1) sam mieszkam pomiędzy dwoma fortami na południu Krakowa. Na Festung Krakau w czasie pierwszej wojnie światowej zatrzymała się rosyjska ofensywa, miasto jednak nie było otoczone. Rosjan zaatakowały tylko niektóre z baterii fortów wschodnich i południowych. Jeśli chodzi o zniszczenia, to gorzej skończył się wybuch amunicji w jednym z fortów ( Rajsko - ślady są widoczne do dzisiaj. Bawiło się tam w dzieciństwie ). Gdybym miał talent do pisania, to pewnie byłby to temat "na osobny wpis". Podczas II wojny światowej Niemcy bronili się tam bardzo krótko. W mojej okolicy w fortach stacjonowały wojska rosyjskich nacjonalistów ( własowcy ). Cudem moi przodkowie ocaleli, po tym jak rzeczeni Rosjanie postanowili sobie "dla treningu" postrzelać z armat do okolicznych domów.

    2) Twierdza Przemyśl - wzięła udział w walce, przechodziła z rąk do rąk. Mimo swoich rozmiarów i licznego garnizonu nie zdołała obronić miasta na długo. Zniszczenia wojenne były znaczne.

    3) linia Maginota - wiadomo

    4) forty Eben-Emael. Mimo, że konstrukcja była stosunkowo nowa, bo z lat 30. XX wieku, konstruktorzy nie przewidzieli, że wróg może przyjść z góry. No i Niemcy wylądowali na "dachu" fortów i szybko je unieszkodliwili.

    OdpowiedzUsuń
  4. Można wymieniać dalej: Międzyrzecki Rejon Umocniony, bodajże największa inwestycja w beton jaką można oglądać w Polsce- poddał się po kilku wystrzałach. Zdaje się że tak samo skończyły rosyjskie umocnienia na wschodzie Polski w 1941 roku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla miłośników fortów, bunkrów i innych budowli militarnych.

    Darmowy pdf z inwentaryzacji tych budowli w Toruniu:

    http://tonz-torun.blogspot.com/p/publikacje.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne, bogate! Dzięki! Będzie to mym przewodnikiem po następnym wypadzie do Torunia.

      Usuń
  6. swietny artykul! szkoda ze dopiero teraz, a nie w okolicach tego o Chełmnie, bo jak z Zonka wracalismy z nad morza to dzieki Tobie wstapilismy obejzec Chelmno i bardzo nam sie podobalo, w Toruniu tez bylismy, ale w srodmiesciu, tak jak wszyscy, wiec nie bylo za wiele ciekawego, teraz bysmy wiedzieli co poogladac... :)

    a Szwejka wogole uwielbiam! to jest chyba najlepsza ksiazka na swiecie wogole! ostatnio nawet sluchalismy jej "sluzbowo" w delegacji do szwecji, mam fajna wersje w mp3 bardzo starannie zrobiona jak sluchowisko, moge sie podzielic, tylko ze zajmuje z 500MB wiec raczej sie tego nigdzie nie "wrzuci" ale plyte skopiowac "nie wolno, ale mozna" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Uśmiałem się ze Szwejka w kontekście płyty cd. Jak poczekasz jeszcze z dwa- trzy tygodnie to z okolic Torunia będzie na Fotodinozie jeszcze Ciechocinek (o ile szczęście i wena dopisze), można będzie oblecieć za jednym zamachem ;) . A na emeryturze będzie można z Fotodinozą zwiedzać całą Polskę i pół Europy. Dziś Toruń, jutro- cały świat! (cytat- trawestacja).

      Usuń
    2. hehe pewnie ze poczekam ;) narazie nigdzie tam sie nie wybieram, bo ja to wogole daleko jezdzic nie lubie, a w szczegolnosci nad morze gdzie jest zawsze paskudnie, zimno i pada, dla mnie najfajniejsze atrakcje turystyczne to sa zlomowiska :)
      po prostu jak jestem gdzies blisko, to fajnie zobaczyc cos ciekawego przy okazji :)

      Usuń
  7. Chciałem wcześniej napisać, ale się jakoś nie złożyło. Bardzo fajny wpis o Festung Thorn, dawno już tam nie byłem, a i nie wszystko udało się zobaczyć. Nie tak znowu daleko od Torunia leży inne potężne założenie: Festung Posen. Całkiem sporo się zachowało oprócz Cytadeli. No i jest kilka smaczków, owoc niedawnych działań. Myślę tu o kładce z Bramy Poznania w miejscu Wielkiej Śluzy i jednym z fortów który można zwiedzić dopiero po wykupieniu biletu do Nowego Zoo, bo jest na jego terenie. http://www.twierdza.poznan.pl/szlak/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe rzeczy Pan Szanowny tu opowiada. Poznań zwiedzałem do tej pory po łebkach (jak większość miejsc, niestety), ale kładka Bramy Poznania nawet wystąpiła przez chwilę na Fotodinozie. O w tym wpisie:
      https://fotodinoza.blogspot.com/2016/05/czy-lepiej-miec-nic-czy-nie-miec-nic.html

      Niestety nie byłem jeszcze w samym muzeum. Ale mam nadzieję na większe zwiedzanie, bo raz na pół roku bywam w Poznaniu. Fort Posen też należałoby zgłębić. Dzięki za link!

      Usuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.