Podobno geometryczny środek Polski to Piątek. Więc w ostatni piątek ruszyłem w trasę dawno nie odwiedzaną, którą kiedyś przemierzałem wielokrotnie. Trasa była celowa, ale miałem trochę czasu i postanowiłem zatrzymywać się wszędzie tam, gdzie zwietrzę ładne zdjęcie. Nie ograniczać się. No bo co w końcu może mnie zatrzymać w centralnej Polsce, równinnej, monotonnej, zwykłej do niemożliwości? Wiadomo, że tam nic nie ma. Zwłaszcza na trasie Łódź, Kłodawa, Przedecz i z powrotem przez Krośniewice. Jest to kraina pierwotna, dla większości mieszkańców swojska, ale pozbawiona właściwości.
Kiedyś jeździłem często tą trasą, ale odkąd na północ przepruła autostrada Amber Gold One (A1), odtąd ruch w stronę Torunia i Włocławka poszedł tamtędy, nowym szlakiem.
Tymczasem postanowiłem odwiedzić stare kąty i boczne drogi, którymi, zanim powstała A1 przeciskało się z Łodzi do Włocławka, omijając kompletnie zatkaną trasę "starej Jedynki" (dziś droga 91). Zdradzę wam tajemnicę. Ona już nie jest zatkana. Właściwie to nie ma tam nikogo.
To ten sam syndrom, który w Stanach wykończył Route 66 - cały ruch przeniósł się na autoban. A szczytem wykończenia na tej drodze są Krośniewice. Krośniewice są wykończone do cna. O Krośniewicach będzie później.
Kiedyś już zwiedzało się po drodze te tereny. Za pomocą książki "Dwory i pałace okolic Łodzi" ogarnęło się wtedy sporą część północy województwa. Niestety dawno to było.
Poszliśmy na spacer. Usiadłem na ławce,
mówiąc jeZU chrySTE, bo przesunął mi się akcent.
Oczywiście!... To nie woła jeść - co zdechło,
chcę cofnąć się w przeszłość, wiesz. Patrz, tutaj często
chodziliśmy na sanki, w weekendy i dzień powszedni;
tam, gdzie teraz banki i skład mebli.
A było tak wspaniale. Tak tęsknię za tym,
i nawet jak się załamałem na koloniach karate,
i jak na imprezie wyrzygałem pierwsze wino.
Czas mierzę od tamtych praktyk, dawno to było.
Afrokolektyw "Paranoja na bloku"
Jaka jest ta centralna Polska, w samym jądrze swej centralności? Wzrok większości przejezdnych prześliźnie się po owym monotonnym krajobrazie, równych szpalerach drzew, rozrzuconych gdzie bądź domkach, skromnych sosnowych laskach i polach ornych. Ale wyczulone oko tropiciela starzyzny i zapyzienia wnet dostrzega tam charakterystyczne punkty, które ciągną jak magnes. Oto jedziemy sobie równiną, pola, łąki, chałupki, kury, kaczki, drób, droga na
Bo nie wiem czy wiecie, ale kępa jest najważniejsza.
Kępa starodrzewu wyłania się za zakrętem gdzieś wśród wsi. Zawsze charakterystyczna - zawsze liściasta, zwykle samotna drzewiasto wśród równinnych pól, dziko zarośnięta. Hamuje się machinalnie i wytęża wzrok, czy w kępie nie zamajaczy fragment jaśniejszego muru, oberwanych dachówek, krzywych rynien, gzymsów zarośniętych trawą. Czy nie zamajaczy dwór.
A może tylko ruina. Ale jednak.
Barok
Tuż za Zgierzem jest Dzierżązna, ale odkąd Dzierżązną zajęły się fundusze europejskie, nie stanowi ona dla wielbicieli starzyzny i patyny już zbyt wielkiej atrakcji. Wszystko tam nowe i śliczne. A tego byśmy nie chcieli (cytat).
Ale niedaleko w stronę Łęczycy zjawia się Modlna. I pierwszy obiekt, który, choć odnowiony, powoduje machinalne zdjęcie nogi z gazu. Kościół drewniany i to barokowy. Szesnasty wiek.
Tradizzioni ruderi antichhi
A tuż za nim Skotniki. To nie dwór. To pałac.
Ten pałac działa bardzo pocieszająco. Nie zmienił się od dwudziestu lat. Zawsze wygląda tak samo, co jest bardzo pocieszające nie tylko dla konserwatystów, ale też dla miłośników zabytków. Nie tak łatwo jest zarąbać pałac!
Pałac, szczęść Boże ma na frontonie wypisaną datę 1843. Gdyby nie to, to nic o nim nie byłoby wiadomo, nawet konserwator zabytków jakiś taki małomówny na jego temat. Pewien czas temu był jeszcze otwarty, teraz ogrodzono go płotem. Pyk zdjęcie zza płota.
http://www.polskiezabytki.pl/m/obiekt/2203/Skotniki/
Countrex
Potem jest znowu nicośc pól i łąk. Ale w perspektywie majaczą jakieś ceglane budynki i kominy. Im bliżej tym większe.
Czy zwiedzanie zdechłych budynków pofabrycznych na wsiach to też jest urbex? Bo to przecież od "urban exploration" jest. Może należałoby wymyślić jakąś inną. Na przykład "countrex". Dokonałem wiejsko - rustykalnego countrexu w Leśmierzu. Jednej z najstarszych polskich cukrowni. Działała nieprzerwanie przez 170 lat. Nie wykonczyły jej zabory, pierwsza ani druga wojna, nie wykończyła jej wredna komuna. Dopiero nasz
Cukrownię w 1838 roku założył Wilhelm Werner, członek zacnej rodziny o niemieckich korzeniach. Była to dla niego nowa branża, bo wcześniej był szeroko znanym fabrykantem farbiarskim, mającym swoje zakłady w Ozorkowie i Zgierzu. W nowy interes zamierzył wciągnąć swojego brata Bogusława. Wysłał go najpierw do Francji na studia cukrownicze, dopiero potem obaj Wernerowie założyli leśmierską cukrownię. Z początku skromną, później coraz bardziej rozrastającą się i przekształcaną w wielki zakład produkcyjny, a z samego majątku Leśmierz czyniący małe robotnicze miasteczko. Spółka Wernerów stała się za jakiś czas spółką akcyjną, a do jej udziałów przystąpili znani łódzcy fabrykanci, skoligaceni rodzinnie z Wernerami - Karol Scheibler (wówczas początkujący), a potem także Karol Geyer (jego Biała Fabryka jest dzisiaj łódzkim Muzeum Włókiennictwa). Zakłady były sukcesywnie modernizowane, wprowadzono maszynę parową "o sile 10 koni mechanicznych", a potem wielokrotnie bardziej wydajny napęd elektryczny. W szczycie swej działalności, w dwudziestoleciu międzywojennym, w cukrowni pracowało około dwustu ludzi, sam zakład zaś dysponował własną siecią kolei wąskotorowej, którą dowożono buraki cukrowe z okolicznych majątków rolniczych i rozwożono gotowe produkty. Zarządcą był wtedy Władysław Boettlicher.
O kolejach wąskotorowych jeszcze tu przeczytacie. O Władysławie Boettlicherze niespodziewanie też.















