poniedziałek, 12 maja 2014

Przyszłość zaczęła się wczoraj. Ale się skończyła.



Does anybody here remember Vera Lynn?
Remember how she said- that we would meet again
Some sunny day?
Veeeeera!
Veeeeera!
What had became of You?
Does anybody else in here feel the way I do?

Pink Floyd (a nawet wredny Roger Waters) „Vera”.


To był skok w przyszłość. Tylko nie w tą stronę.
To była rewolucja u progu zmian.
APS.
Myślę że mógłby zrobić niesamowitą karierę. Ale nie zrobił.
Zacznijmy od początku.
Na początku założenia. Potem o designie.

Nie dowiemy się chyba kto personalnie wpadł na pomysł, oraz kto organizował początki- zbyt wielu ojców ma ta idea. Najprawdopodobniej inicjatorem był Kodak- największy ówczesny producent filmów foto. W każdym bądź razie w 1996 roku czołowe firmy fotograficzne zorganizowały się do wspólnego opracowania czegoś ponad dotychczasowe możliwości aparatów na film. Wzięli w tym udział najwięksi konkurenci rynkowi- Kodak, Fuji, Canon, Nikon, Minolta, którzy zebrali się, i o dziwo, dogadali. Potem dołączyły następne firmy- Olympus, Konica.
Całość oparto na nowym formacie filmu- kasetach zwanych IX240 (U Kodaka pod marką Advantix, u Fuji – Nexia), które oprócz emulsji światłoczułej zawierały także pasek magnetyczny, na którym można było zapisywać dane.



W założeniach nowy system miał trafiać w potrzeby amatorów- być bezobsługowy, prosty i idiotoodporny. Miał być łatwiejszy w obsłudze i dawać więcej mozliwości.
I był taki. Po części.
Po pierwsze- film zakładało się poprzez włożenie kasetki do małej komory. Resztę załatwiał aparat, co zapobiegało jakimkolwiek błędom.
Po drugie- można było robić zdjęcia w trzech formatach klatki- H (30,2 x 16mm) proporcje obrazu 16:9, C (classic- 25,1 x 16,7mm) standardowe proporcje 3:2, oraz P (panoramic 30,2 x 10,1mm)
Po trzecie- można było wstępnie, z poziomu aparatu zarządzić ilość odbitek danego zdjęcia
Po czwarte- zapisywane były dane naświetlenia klatki (czas/przesłona, użycie flesza), można było je nadrukować na tył odbitki.
Po piąte- można było zamieścić na zdjęciu (z poziomu aparatu) jeden z 99 napisów w 12 językach
Po szóste- najważniejsze- Można było w dowolnej chwili wyjąć film z aparatu, włożyć inny film i strzelać na nim, a potem wstawić tam znowu naszą pierwotną rolkę, która zostawała automatycznie przewinięta do pierwszej wolnej klatki. Genialne.
Perspektywa powyższej czynności podnieca mnie na maksa. Marzenie.
Marzenie zdjęcia robiąc, można by wstawiać raz czarno białą rolkę, raz full kolor 100ISO, a w ciemnych okolicznościach przyrody zmieniać na 800ISO.

Po siódme- film pozostawał zawsze w opakowaniu- także po wywołaniu. Zapobiegało to zarysowaniom. Zapobiegało to również wszystkiemu innemu oprócz zarysowania- także skanowaniu. Rolka przed, w trakcie i po naświetleniu, oraz po wywołaniu była oznaczana ruchomymi ikonkami pokazującymi stan filmu.

Dodajmy że filmy i wywołanie APS były około 20- 50% droższe od standardowego filmu 35 mm.

POCZĄTEK I KONIEC
System był promowany z hukiem i przytupem. Kodak i inni partycypanci uwierzyli w niego na całego. Wszystkie biorące udział firmy zaprojektowały całkowicie nowe modele aparatów pod nowy system- w dużej części były to kompakty, a Canon, Nikon i Minolta opracowały nowe lustrzanki.






Nikon i Canon zastosowali swoje standardowe mocowania bagnetowe, a Minolta poszła na całość i zaprojektowała nowe mocowanie, niekompatybilne z systemem lustrzanek 35mm.
I co było dalej?
Dalej z roku 1997 zrobił się rok 2000 i na rynku pojawiło się sporo kompaktów cyfrowych, które podnieciły publikę. Wielu pstrykającym zadrżała ręka przed zakupem aparatu na film APS, zwłaszcza że lustrzanki nowego systemu były dość drogie.
Przez pewien czas trwała walka trzech systemów- 35mm, APS i cyfry.
Na roku 2004 skończyły się premiery aparatów APS
Na roku 2011 skończyło się wsparcie produktowe tego systemu przez Kodaka, zwłaszcza że niedługo potem skończył się sam Kodak (no, jeszcze dycha, ale ledwo).
Na roku 2012 skończyło się wsparcie produktowe Fuji.

CZY TO MIAŁO SENS
„Pyta Pani w wierszu czy życie ma sęs. Słownik ortograficzny daje odpowiedź negatywną” Wisława Szymborska.

Nie wszystko było złe, nie wszystko. Ale w założeniach było kilka błędów.

System APS był przeznaczony dla amatorów. Tylko dla amatorów.
Kodak stwierdził że 95% zdjęć jest wywoływane jako odbitki nie przekraczające 13x18 cm, do czego zupełnie nie jest potrzebny tak duży rozmiar klatki jak tradycyjny film 24 x36mm. Zresztą, Kodak deklarował że już za chwileczkę, już za momencik wypuści znacznie bardziej zaawansowane drobnoziarniste filmy na APS, które dogonią jakością klatkę 35mm. Deklarował, deklarował, ale łeb ucięli i tyle z tego było.
Tutaj solidny artykuł Philip'a Greenspun'a z epoki tj. z roku 1996-go:
http://photo.net/equipment/aps/ ,Napisał tam znaczące zdanie- An APS negative is 56% the area of a 35mm negative. That's all that a serious photographer really needs to know about the format. Everything else is gadgetry.
Dokładnie w punkt!
Ale ponieważ minęło już 18 lat, a Fotodinoza to właśnie historyczne gadżeciarstwo- APS wpisuje się idealnie w nasz profil. Natomiast nie wpisywał się w ówczesny profil osób zainteresowanych na serio fotografowaniem, nie wspominając o profesjonalistach.

Któż z nas przewidzi, czy jakiś nasz kadr nie stanie się historycznym kamieniem milowym fotografii i czy nie zechcą go powiększać do rozmiarów hotelu Mariott? APS nie dawał takiej szansy.

Nie dawał także szansy zeskanowania (teoretycznie. Jeżeli coś nie wolno, ale bardzo się chce- to można), a skanowanie negatywów weszło już wtedy pod strzechy, jako świetny sposób archiwizacji, oraz zwiększenia możliwości obróbki zdjęć. APS deklarował co bystrzejszemu kupującemu- jesteś amatorem, nie drąż za bardzo. Zrobimy wszystko za ciebie, a ty tylko zapłać.
Nie za bardzo chciano płacić.

Kodak i pozostałe firmy chciały wyjść z nowym otwarciem, żeby zarabiać większą kasę na tym samym biznesie (jak każdy kapitalista), ale myślę że ich punktu widzenia nie podzielały małe laboratoria fotograficzne- do APS konieczne było kupienie nowych maszyn do wywołania filmu.

Tutaj bardzo krytyczny artykuł o APS znanego Kena Rockwella. Ken Rockwell szybciej biegnie niż ty stoisz. Ken Rockwell nie robi pompek- on odpycha Ziemię. Ken Rockwell potrafi wejść do sklepu fotograficznego i kupić L-kę do Nikona:

No i nikt nie przewidział przyszłości aparatów cyfrowych. Bliskiej przyszłości. Nie minęło pięć lat od rozpoczęcia APS-u, jak zjawiły się lustrzanki cyfrowe takie jak nasz przetestowany Canon D60:  http://fotodinoza.blogspot.com/2014/04/canon-d60-wiek-niewinnosci.html

RZECZYWISTOŚĆ ALTERNATYWNA
A gdyby tak cyfra opóźniła się o 5 lat? Gdyby APS miał trochę więcej czasu? Myślę że z wymienionych wyżej względów nie byłby takim hitem jakim miał być. Ale myślę też że sporo z tej technologii, przy zaciśnięciu zębów przez inżynierów, dałoby się importować do zwykłych filmów 35mm- profesjonaliści dali by wiele za możliwość dowolnej podmiany filmu w aparacie, oraz możliwość notatek dodawanych do zdjęć.
Wykopałem z archiwów jedną z przymiarek- tradycyjna lustrzanka przystosowana do filmów APS- prototyp Minolty. Podaję za Practical Photography z 1996 roku- prototyp ten stworzono co prawda nie w celu przeniesienia APS'u do lustrzanek tradycyjnych, tylko w celu testowania techologii APS na czymkolwiek lustrzanym, bo w 1996 roku Minolta nie miała jeszcze swoich Vectisów.

Nie mam zbyt wiele egzemplarzy Practical Photography, ale w numerze z 2000 roku widać cały bigos mieszania się trzech systemów fotograficznych- 35mm, APS i cyfrówek. Fuji i Olympus reklamują tam zarówno cyfrowe kompakty, jak i APS.

Po połączeniu obydwu systemów fotografia na film mogłaby pociągnąć jeszcze te kilka lat dłużej, nawet przy zmasowanej ekspansji digitalizmu.
Ale czy to by coś zmieniło?
Nie. Co najwyżej Fotodinoza powstałaby 5 lat później.

CO NAM ZOSTAŁO Z TYCH LAT
Powiem szczerze że APS równie mocno co możliwościami technologicznymi fascynuje mnie wpływem na wzornictwo aparatów, dziedziczonym do dzisiaj. APS miał być nowością, miał się wyróżniać. Dano projektantom sporo swobody.

Podczas rewolucji APSowej działy się w dziedzinie designu rzeczy ciekawe i niewyjaśnione- proszę bardzo oto przykład: Nikon Pronea 600i, wyglądający wypisz- wymaluj jak zmniejszony Canon:
Nikon Pronea 600i (1996)

Canon nie protestował. Tylko współpracował?

Minolta zrobiła swój aparat APS (Minolta Vectis-S 1) bez wystającego do góry pryzmatu- widok w wizjerze otrzymany był za pomocą poziomego układu luster (tzw."porro"). Aparat- lustrzanka miał kształt płaskiego kompaktu. Dodajmy że ten model Minolty nie sprzedał się w ogóle, za sprawą, oczywiście, zmiany mocowania obiektywów w stosunku do standardowych Minolt. Siedem lat później Olympus zerżnął ten patent (a może kupił, po prostu) w swoim cyfrowym aparacie E-300
Nie wiem czy ktoś to zauważył.
Minolta Vectis S-1 (1997)
Olympus E 300 (2004)
Schemat pryzmatu "porro"

Trzeba powiedzieć także, że tył owej Minolty był nieźle futurystyczny, jak na lustrzankę z 1997-go
:



Może znacie taki popularny cyfrowy aparacik- Canon IXUS ze stali nierdzewnej, wielkości pudełka od papierosów. Nawet nazwa nawiązuje do filmu IX240. Pierwszy IXUS był właśnie kompaktem APS- jednym z pierwszych gadżeciarskich aparacików- miniaturowych bajerków dobrych do noszenia w przedniej kieszeni koszuli i szpanowania na mieście, po zsunięciu Ray Banów na zakola.


Pierwszy IXUS (te dołeczki!)

Druga wersja















To nie było ostatnie słowo designerów APSu, pod marką IXUS sprzedawano także aparat do zdjęć podwodnych:

Ale to też jeszcze nie było ostatnie słowo. Ostatnie słowo to wypuszczony w 2000 roku IXUS Arancia Concept. Co oni wąchali, ci projektanci?

Do tego Arancia Concept sprzedawany był w takim zestawie:

No i na koniec coś z branży lustrzanej.
Wzornictwo lustrzanki APS Canona- EOS'a IX fascynuje mnie niepomiernie. Za radą Kena Rockwella poluję na ten aparat, żeby postawić go na biurku jako przycisk do papieru. Zobaczcie- tak w owym czasie wyglądał przeciętny aparat Canon 35mm dla amatora:


A tak wyglądał EOS IX (ten sam rok 1996)


Bardzo podoba mi się ten kształt. Nigdy już potem Canon nie był tak odważny i wyrazisty w swoich lustrzankach.

Tutaj test EOS'a IX z epoki przedlodowcowej:

(Tutaj mini test EOS'a IX zrobiny przez Fotodinozę: test EOS IX by Fotodinoza )
Co jeszcze nam zostało? Matryca cyfrowa o formacie zwanym APS-C, mniejsza niż klatka filmu. Jedyne echo, które co młodsi mogą z nazwą "APS" kojarzyć.

CZY DZISIAJ MOŻNA UŻYWAĆ STAREGO APS-U?
Można.
Tylko trzeba kupić film.
Zamieszczam dla informacji link do wyszukiwania na Allegro filmów APS. Jeśli je tu znajdziecie, to znaczy że jeszcze istnieją. Ciekawe kiedy przestaną:
Filmy i klisze na Allegro

Potem trzeba wywołać ten film. Da się to owszem zrobić- np. wysyłkowo w Tychach, Krakowie, Gdańsku. JEDYNE dostępne formaty APS to odbitki 10x15, 10x18 i 10x30cm.

Zatem przez najbliższe lata, do emerytury ,będziemy śledzić powolne znikanie APS-u, tak jak możemy śledzić powolne znikanie taśmy magnetofonowej, płyty CD a nawet znikanie Minidisc'u.
W długie zimowe wieczory będziemy klikać link do allegro sprawdzając czy przyszłość jeszcze żyje.
My tu, panie, tempus fugit, a tu czas płynie...


Fabrykant
z www.fabrykaslubow.pl

P.S. 1: Ciąg dalszy nastąpił:
APS Głupi pies. Tam go nie ma

P.S. 2: Tu opisy systemu APS:
P.S.II. Nie tylko ja zapałałem miłością poniewczasie do APS- tu doskonała para ukradziona z www.fredmiranda.com - najmniejszy aparat EOS- Canon IX, rocznik 1996, z najmniejszym obiektywem EF- 40/2,8 Pancake, rocznik 2013:




2 komentarze:

  1. Hmmm... W zasadzie technologie APS-owe można by wprowadzić do filmów 135 poprzez dorobienie na nich paska magnetycznego np. pomiędzy krawędzią a perforacją, albo pomiędzy strefą ekspozycji a perforacją. Plus do tego głowica magnetyczna w aparacie. Załatwione byłoby midroll change, dodawanie notatek z zachowaniem rozdzielczości klasycznego filmu 135.
    To by na pewno się szybciej spopularyzowało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pełna zgoda. To samo napisałem w dalszej, praktycznej części prób z filmem APS- tutaj:
      http://fotodinoza.blogspot.com/2014/11/aps-gupi-pies-vol-ii-konkurs-filmowy-w.html

      Usuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.