wtorek, 10 kwietnia 2018

Leniwe wstrzymane, Sony się waha.




Lubię sobie od czasu do czasu dostać jakąś darmoszkę. To atawizm z lat dzieciństwa, kiedy to pisało się do jakiegoś producenta samochodów "Aj lajk very much yor products. Please send me some katalogues" i oni przysyłali, dzięki czemu na Wschodzie można było powąchać troszkę Zachodu, za sprawą błyszczących lakierem stron i pięknych zdjęć różnych wypasów. Dzisiaj wypasy na każdej witrynie sklepowej, ale katalogi mają nadal dla mnie wiele uroku. Także  katalogi firm fotograficznych, które zbieram sobie od lat. Mam nawet trochę takich z czasów analogowych. Nie dość tego - mam zachomikowane w piwnicy kilka katalogów takich firm z ery cyfrowej, które już gryzą ziemię i wąchają kwiatki od spodu - Samsunga i Minolty na przykład.

Wychodzę ze słusznej filozofii (moje słuszne poglądy na wszystko- cytat), że jest to najtańszy sposób z obcowaniem z bardzo dobrą reprodukcją fotograficzną. Zawsze w tych katalogach są jakieś efektowne, fajne i wydrukowane na dużym formacie zdjęcia, czasami zdarzają się absolutne perełki, a nawet fotografie autorów z pierwszej ligi, jak Joe McNally (Nikon), Tomasz Tomaszewski (Sony), Tomek Sikora, czy Jacek Bonecki (ex Sigma, dziś Fuji).
Kilka razy zdarzył mi się opad szczęki na widok jakiegoś zdjęcia z katalogu obiektywów, najbardziej zapamiętane to zdjęcie Tim'a Andrew z rybiego oka Nikkora. Dlaboga! Nikt nigdy wcześniej, ani później nie użył rybiego oka do panoramowania! (Panoramowanie- śledzenie ruchem aparatu ruchu fotografowanego obiektu). Co za pomysł!

Fot. Tim Andrew

Canon miał katalogi zwykle przyzwoite, ale marnie dostępne, nawet przy premierach nowości nie pojawiają się w sklepach żadne foldery. Na ogół trochę bardziej wysilają się przy modelach amatorskich. Główny impakt wydawniczy Canon kierował zawsze do wielkiego, w płótno oprawnego albumu "Canon EF lens work", którego kolejne wydania pojawiały się czasem na targach fotograficznych jako dodatek do zakupu aparatu lub obiektywu, a na co dzień był to album sprzedawany za pieniądze. Taka reklamówka za kasę. Chętni byli. Teraz wydają już bodaj XV- tą edycję III wersji tego dzieła. Starsze wydanie jest dostępne jako pdfy kolejnych rozdziałów TUTAJ. Jest to taka biblia canonowca, książka dość kusząca i obszerna, ale ciężko nazwać ją katalogiem reklamowym.

Nikon się starał bardziej - do każdego nowego modelu zawsze były wypuszczane osobne foldery, zawsze też były zbiorcze katalogi obiektywów, O ile się nie mylę, większość z nich opracowywał Marcin Górko, z którym Fotodinoza przeprowadziła kiedyś wywiad - LINK

Od czasów spowszechnienia internetu z katalogami jest coraz cieniej, każdy producent stara się na katalogach trochę oszczędzać, z resztą każdy prowadzi od zawsze swoją polską politykę katalogową - niektórzy z łaski wydrukują trzy stroniczki, a niektórzy co bardziej bibliofilscy, drukują istne biblie i kompendia. Dzisiaj to już rzadkość. Ostatnio najbardziej starają się bezlusterkowi, a lusterkowi jakby odpuszczają. Na tle ogólnego upadku sztuki kuszenia katalogami, jedna firma wyróżnia się bardzo in plus- to Sony.

Sony to ma dobrze. Produkuje telewizory, laptopy, kina domowe i telefony. Aparaty stanowią tylko jedną z części. Może sobie zatem pozwolić na wypasione salony w których leżą garściami różne katalogi. Leżą? No to bierzemy! Już tak od paru lat bierzemy, zatem na podstawie katalogów z roku 2012, 2014, 2015, 2017 możemy snuć analizy. Kim też jest Sony, i jak się czuje? 


Sony wypuszcza naprawdę obszerne i wypasione katalogi do swoich aparatów i obiektywów. Zwłaszcza obiektywy co roku zbierane są w coraz to bardziej opasłych zestawieniach. Jeszcze ze dwa lata, a zdetronizują płatne "EF Lens work" Canona. Na bazie tychże nie tylko można pooglądać co tam Sony produkuje, ale też jak ewoluuje.

W 2006 roku Sony przejęła z całym inwentarzem dział fotograficzny Konica-Minolta. Przez ostatnie lata kontynuowała linię lustrzankową świętej pamięci Minolty, a potem, po serii sukcesów jakim były lustrzanki z lustrem nieruchomym, została jednym z pionierów aparatów bezlusterkowych. Pierwsze lustrzanki Sony przejęły mocowanie obiektywowe po Minoltach, zwane typem A, wszystkie zatem stare obiektywy Minolty autofokus do tego mocowania pasowały, grały i buczały z rozkoszą. Do bezlusterkowców nie dało się tego mocowania zastosować, z racji konieczności innego osadzenia tyłu obiektywu względem matrycy. Do aparatów bez lustra Sony zaprojektowało bagnet zwany typem E i nowe obiektywy do niego przeznaczone.





Rok 2012.
Stary bagnet typ A rządzi w katalogach Sony. Bagnet bezlusterkowy stanowi znaczną mniejszość w zestawie. Na rynku są wtedy bezlusterkowce Sony serii  NEX, z cyferkami od 3 do 7, wszystkie z małą matrycą APS-C, są nowością, nie wszyscy im ufają. Czy są w katalogu jakieś obiektywy bezlusterkowe, zdolne skusić swą atrakcją zaawansowanych fotografów? Tak sobie. Gama składa się raptem z siedmiu obiektywów, podczas gdy tych z lustrzankowym mocowaniem typu A jest trzydzieści sztuk.



 Oczywiście za pomocą "przelotki" można sobie podłączyć stare obiektywy do nowych aparatów, ale co to za cymes, skoro z tańszą przelotką autofokus działa tylko z obiektywami nowszych generacji, a z droższą przelotką (z lustrem na pokładzie) co prawda ze wszystkimi, ale trzeba za nią zapłacić 1/3 ceny aparatu (o tym działaniu różnie z resztą się użytkownicy Sony wypowiadają).
Na razie bezlusterkowce są traktowane jako kuszenie zaawansowanych i mniej zaawansowanych amatorów. Profesjonaliści traktują je jako ciekawostkę i nie wróżą przyszłości.


Obiektywy Sony 2012. (zdjęcie można powiększyć po kliknięciu)

Tradycyjne lustrzanki Sony rządzą w katalogowej ofercie(Sony Alfa 99), choć podgryzanie pozycji Nikona i Canona nie za bardzo im wychodzi.

Rok 2014
Na rynku są już semi-profesjonalne bezlusterkowe aparaty typu Sony Alfa 7, i Alfa 7S, bardzo wysoko oceniane i pełnoklatkowe. Oglądają się za nimi posiadacze starszych Canonów 5D II i Nikonów D600 (w których akurat za sprawą wady fabrycznej olej z migawki pluje na matryce - spisek! To z pewnością sprawka Sony!). W katalogach obiektywy z bagnetem E, do nich przeznaczonym zajmują już należne miejsce i rosną w siłę, a ludziom Sony żyje się dostatniej. Jak się mają obiektywy z mocowaniem do bezlusterkowców? Sony się waha.

- Ile jeszcze mam czekać?! Złożyłem zamówienie już godzinę temu! Dajecie te pierogi czy mam iść zjeść gdzie indziej?!
- Kuchniaaaaaaa! Leniwe wstrzymane, klient się waha!







Otóż wszystkie atrakcyjne, jasne, można rzec - profesjonalne obiektywy z bagnetem E mają ogniskowe nie przekraczające 50 mm. Wszystkie profesjonalne zoomy mają światło nie lepsze niż f/4. Jak się chce mieć lepsze parametry, to trzeba kupić te z bagnetem A - tam są i 70-200/2,8 i superjasna 135/1,8 markowana przez Zeissa, jasne 300, oraz 500 milimetrowce i inne atrakcje zdolne skusić profesjonalistę. Widać, że Sony stawia na wzmożoną sprzedaż swoich reduktorów bagnetowych.

Powoduje to także gwałtowny rozkwit producentów takich reduktorów. Skoro można podłączać do bezlusterkowców Sony za pomocą reduktora stare obiektywy tej firmy, to może można i obiektywy innych firm? Sprawdźmy to! No, patrzcie Państwo! Można! Reduktory zdolne podłączać szkła Canona i Nikona do Sony pojawiają się jak grzyby po deszczu, wobec posuchy obiektywów typu E u macierzystej firmy - robią karierę.

Jak każdy z resztą, nowy system na rynku Sony boryka się z niedoborem obiektywów używanych i tanich. Pisałem już o tem we wpisie o bezlusterkowcach, lusterkowcach i bazyliszkach- LINK. Reduktory bagnetowe obcych firm częściowo załatwiają ten problem.

Rok 2015
Sony idzie za ciosem i wypuszcza uzupełniające/ zastępujące aparaty bezlusterkowe półprofesjonalnej serii 7, o lepszych parametrach - 7 II, 7S II i 7R II. Dostępnych jest już 5 aparatów tej serii, można kupić też poprzednią generację, ogólnie rzecz biorąc Sony robi to, co w motoryzacji robi BMW i Mercedes - zapełnia wszystkie dostępne nisze. Nie było jeszcze 5-cio drzwiowego pick-up'a coupe? To robimy! Aparaty uznawane są za bardzo dobre i mogące konkurować w wielu aspektach z lustrzankami konkurencji. Sony w swoich katalogach rysuje bardzo ładne drzewka decyzyjne dla klientów, w sam raz coś dla niezdecydowanych gadżeciarzy.



Jak tam z obiektywami? Nie nadanżają. Ja zdanżam... Zdążam! O, nawet pan zdanża.


Obiektywy Sony 2015. (zdjęcie można powiększyć po kliknięciu)




Sytuacja jak sprzed roku. Obiektywów z bagnetem bezlusterkowym co prawda przybyło, ale nadal wśród jasnych stałoogniskowców Everest stanowi 55 milimetrów. Nadal wszystko co przypomina profesjonalne teleobiektywy ma światło f/4. Nadal aby skorzystać z najlepszych obiektywów Sony wymagane jest dokupienie przejściówki, najlepiej tej za 1500 złotych, która przerabia bezlusterkowiec na lustrzankę. Profesjonaliści o niczym innym nie marzą, gdy myślą o kupieniu sobie lekkiego i małego bezlusterkowca.

Rok 2017
Nareszcie ruch z sensem - obiektywy bezlusterkowe doganiają wreszcie aparaty i stanowią clou oferty - większość obiektywów jest z mocowaniem E. Sony zdecydowało się wreszcie przerobić sporo ze swoich fajnych szkieł na bagnet E. Po pięciu latach na rynku!!! Niestety nie dotyczy to największych Zeissowskich cymesów: 85/1,4 i 135/1,8. Żeby ich używać właściciele Sony A7 i profesjonalnego A9 zmuszeni są dokupić wspomniane reduktory bagnetowe.


Obiektywy Sony 2017. (zdjęcie można powiększyć po kliknięciu)

Rok 2018... 
Jeszcze nie wyszedł z drukarni. Może dowiemy się czegoś nowego o polityce obiektywowej Sony.


I jeszcze jedno można wywnioskować z sonowskich katalogów - Sigma, Irix i Samyang nie zginą. A przynajmniej nie w najbliższym czasie. Sony, o dziwo, podtrzymuje przedziwne tradycje Minolty i niektórych obiektywów nie produkuje. Nie ma tam na przykład żadnego obiektywu szerszego niż 16mm o jasności f/2,8 (są u Canona i Nikona), nie ma żadnego obiektywu powyżej 500 mm (są u Canona i Nikona). Nie wiem czy to tak naprawdę ważne, bo takie obiektywy stanowią nikły procent sprzedaży, niemniej ich brak pozwala na prosperity producentów niezależnych.

Jeszcze jedno można Sony zarzucić - to ceny. Ale o cenach gentelmani i właściciele Sony nie rozmawiają.

Fabrykant

Źródła i źródełka:

Katalogi Sony na rynek polski.
https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_Sony_α_cameras


10 komentarzy:

  1. W epoce cyfrowej/digitalnej, technicznie sprawę ujmując , lusterko a już szczególnie ruchome, jest anachronizmem (tak jak pryzmat). Bo z matrycy obrazowej sygnał może iść gdzie się by nie zachciało. Przez co produkcja jest bardziej ekonomiczna. A jak ktoś chce celownik optyczny to niech sobie przyłoży do aparatu stary celownik Leici.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja. Ale ja taki konserwatysta jestem, że mi się te anachronizmy też podobają. Co prawda bezlusterkowce coraz bardziej atrakcyjne, ale trochę nie na moją kasę.

      Usuń
  2. fajnie - miła odmiana od Olympusa królującego na tej stronie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak mogę długo opowiadać, o rzeczach na których się nie znam.

      Usuń
  3. Ja niedawno wróciłem do "lustra". Do bezlusterkowców, do celowania na duży telewizor mam za krótkie ręce a w wizjerze mało widać ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo lubie firme Sony wiec zyczej jej jak najwiekszego powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja, Jako Klient, sié waham.celownik nastawiam tentatywnie na jakiś bezlusterkowiec z funkcjá Video HD, Und Lübeck 4K... Takko jaki?

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja jestem wiernym użytkownikiem Minolty - Sony i brakuje mi bardzo małej 35mm ze światłem 2,8. Jest wielka 1,4, ale ma tak złe opinie, że nie chce mi się spróbować. Ktoś wie, czemu przez tyle lat nie zrobili tego - podstawowego dla wielu - szkła?
    Michał

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.