poniedziałek, 12 lutego 2018

Kate (thriller).

By Deon Maritz (Flickr) [CC BY-SA 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Wikimedia Commons.


Ty jesteś taka moja mała Kate Moss
Chude masz ręce, chude nogi a oczy
Oczywiście głębokie, że hej hej hej.
Chude modelki ciągle w modzie są
Ciągle na głodzie chodzą, mało śpią.
Ty jesteś taka moja mała Kate Moss
Kochanie, wytrzyj nos...
              Organek „Kate Moss”




Kate obudziła się jeszcze przed świtem. Niejasne uczucie mówiło że coś jest inaczej niż zwykle. Uniosła głowę z pościeli wielkiego łóżka i rozejrzała się po białych ścianach sypialni. Na jednej z nich czerwieniał w milczeniu wściekle kontrastowy Warhol, promieniejący kolorem nawet w półmroku przedświtu. Kate, przymrużyła oczy i prześlizgnęła się wzrokiem po obrazie. Kieliszek niedopitego wina, rozrzucone w lekkim nieładzie ubrania, białe szpilki pod fotelem. Chwilkę wsłuchiwała się w ciemność za oknami, ale szum miasta był ledwie dostrzegalny. Wielka, samotna, obła lampa milczała na suficie. Zza drzwi garderoby sączyła się słaba poświata. Ach, to to. Zapomniała zgasić tam światło. Mrużąc oczy żeby się nie rozbudzić, wysunęła swe szczupłe ciało spod prześcieradła. Biały dywan miło i miękko dotykał jej stóp. Uchyliła drzwi od szafy, gdzie wielkimi stertami leżały jedne na drugich pudła z butami, przesunęła nogą pod ścianę srebrną torbę od Hermesa, potem machinalnie podniosła czerwone czółenko, które spadło z półki i wcisnęła je obok nierozpakowanego, czarno żółtego pudła z aparatem. Nie miała dotąd czasu żeby do niego zajrzeć od świąt. Może się kiedyś przyda. Kliknęła przełącznik i domknęła drzwi i wróciła do łóżka. Gdy zasypiała ponownie, Londyn powoli otwierał oczy.

Słońce przebijało się przez zasłony. Kate usiadła na łóżku i przeciągnęła się. Mmmm, przyjemnie. 
Musiała być już dziesiąta. Na razie nie sprawdzała godziny. Zrzucając prześcieradło na podłogę ruszyła do łazienki, gdzie jasne światło odbijające się od bieli i kontrast antracytowej ściany rozbudzał ją do reszty. Weszła za wielką szybę i odkręciła krany.

Wycierała się grubym ręcznikiem, który powodował przyjemne mrowienie. Zerknęła w lustro- nie jest źle, nawet bez makijażu… W tym momencie przypomniała sobie że nie wzięła z garderoby ubrań. Naga, z ręcznikiem na włosach wróciła do sypialni. Mijając łóżko, jakiś mocny czerwony kształt przyciągnął jej wzrok.

Róża na stoliku nocnym.

Skręciła gwałtownie. Przecież jej tu wczoraj nie przyniosła?! No chyba że nie pamiętała… Pochyliła się nad stolikiem. Niepokój uderzył falą gorąca. Do łodyżki przymocowany był bilecik:

Tak rzadko o mnie myślisz. Tęsknię. Nie mogę bez Ciebie żyć.”

Kate aż zatkało ze zdziwienia. Nie dotykając róży usiadła na łóżku oniemiała. O co tu chodzi? Krople wody kapały z włosów na biały dywan. Ktoś tu był?! Ona sama przecież nie przyniosła tej róży wczoraj w nocy. Była pewna. Prawie.
Zamyśliła się i spróbowała przypomnieć sobie wydarzenia poprzedniego wieczoru, ale nie do końca mogła być pewna swoich wspomnień. Prawdę powiedziawszy nawet nie pamiętała jak otwierała drzwi. W każdym razie wróciła sama. Tak. Tego swojego odbicia w lustrze kiedy winda wiozła ją wczoraj z parkingu na górę mogła być pewna. Pożegnała się z Jamiem pod domem. Odjechał taksówką. Skąd zatem ta róża? Może włożył ją do kieszeni jej płaszcza, a ona go wyjęła? Pamiętała by przecież. Chyba.


Czy to możliwe, że ktoś był tu w mieszkaniu, kiedy ona spała? Musiałby mieć klucz, bo przecież jak inaczej? Fala gorącego niepokoju znowu ją zalała. Pomyślała o Johnym. Czyżby dorobił klucz? Ale to do niego zupełnie niepodobne. Nie, to niemożliwe.
Z pewnością Jamie musiał wsunąć jej tę różę w taksówce. Trochę to dziwne, ale obydwoje byli na niezłym rauszu. Może miał ją jej dać w restauracji i zapomniał? Tak, pewnie tak. Spyta go dzisiaj, jak zadzwoni. Jamie zapewne gdzieś nad Atlantykiem, w drodze do Nowego Jorku. Kate zwizualizowała sobie odrzutowiec lecący nad falami błękitu.
Uspokojona, ale nadal zamyślona poszła po ubranie, wycierając do sucha włosy.

Weszła do wielkiej kuchni, z której dość rzadko korzystała, oprócz śniadań. Po pierwsze włączyła potężny niklowany ekspres, potem odwróciła się w stronę wysokiego okna na taras.
Na stoliku leżały na talerzu dwa croissanty i słoiczek jej ulubionego dżemu z daktyli. Obok nich mała żółta karteczka:

Smacznego! Dla Ciebie wszystko!
                              N.”

N! Kate odetchnęła z ulgą. A więc to Natahlie, ta dziewczyna od sprzątania! Czasem prosiła ją o zrobienie śniadania kiedy spieszyła się na sesje… Ale ta róża? Nathalie musiała tu być kiedy ona spała… I tak by sobie pozwalała? Hm. Czyżby była les? Rozmawiały kiedyś dłużej i Nathalie opowiadała o swoich dzieciach i mężu z wielkim zapałem. No ale kto wie… To przecież nic nie znaczy. Nie za bardzo jej się to wszystko podobało. Trzeba będzie zmienić panią od sprzątania. W ogóle jakieś to dziwne… Zawahała się czy nie zadzwonić do Jamie’ego w tej sprawie, ale pewnie był jeszcze nad oceanem.
Bardzo dziwne.


Otworzyła okno tarasowe i zamyślona wyszła na taras. Postawiła filiżankę na barierce i pochyliła się opierając łokcie na drewnianej poręczy. Pod nią widać było stoki licznych dachów sąsiednich apartamentowców, poniżej kanały dawnych doków i zieleń a przed nią rozpościerała się panorama miasta, jak zwykle za lekką mgiełką od Tamizy, pomimo słonecznego dnia. Ulicą na dole przejechali rządkiem rowerzyści, wszyscy w białych kaskach, zręcznie omijając uliczną polewaczkę. Błyszczały dachy samochodów. Błyszczały okna odległych wieżowców. Coś błysnęło także z prawej strony. Kate odwróciła głowę w tamtym kierunku i przymrużyła oczy. No nie! Z odległego o sto metrów dachu celował w nią jakiś duży teleobiektyw. Cholerni paparazzi! Nigdy im mało! Kate, świadoma ewentualnych konsekwencji, pokazała im fakera, przyłożyła ręce do ust- „Dzwonię na policję, bydlaki!”- wrzasnęła w kierunku dachu na sąsiednim kwartale. Szybkim, acz wystudiowanym krokiem wróciła do kuchni, zamknęła drzwi na taras i zasunęła roletę. Niech ich cholera!



Szybko wrzuciła do torebki klucze i paczkę herbatników. Wystukała na telefonie: „Proszę o zwrot kluczy do mieszkania. Przyjdź dziś o 6 po południu” i wysłała do Nathalie. Przed wyjściem sprawdziła wszystkie okna i drzwi. Te dziwne wydarzenia z poranka rozstroiły ją nieco. Nie bardzo to wszystko pasowało. Musiała się jednak spieszyć.

Winda zjechała do podziemi. Kate poprawiła rzęsy w lustrze i wyszła raźnym krokiem na parking, gdzie wśród rzędów czarnych suv-ów stało jej, wyglądające na filigranowego maluszka, stare zielone Porsche. Lubiła je. Miało swój styl. Jamie co prawda zawsze mówił jej żeby nie jechała zbyt ostro zanim się rozgrzeje, ale spieszyła się na sesję Vougue’a. Nic nie będzie tak szybkie jak jej Porsche.


Lubiła sesje z Mertem i Marcusem, oni po prostu byli spoko. Lubiła ich zdjęcia, z mocnymi brutalnymi kolorami i zawsze była z nich zadowolona. Wspólnie z nią zwykle wymyślali fajne rzeczy, można było trochę grać, trochę się bawić.

Tym razem też się dużo działo. Przebrana w czerwono niebieską szatę z brytyjską flagą Kate wyginała się kusząco i zwiewnie, obiektywy chłopaków śledziły jej każdy ruch, studyjne flesze buchały co sekundę białym światłem. Fotografowie jak zwykle byli wyluzowani, żartowali, śmiali się z bucowatego Evansa u którego byli wczoraj na wywiadzie. Kate pomiędzy ujęciami wrzucała ironiczne szpilki. Bawili się doskonale.




***

Przepchnęła się przez korki Londynu w rytmie pulsującego „Billie Jean” Jacksona. Świetny ten numer, szkoda że nie ma już faceta. Kate lubiła od czasu do czasu puścić sobie jakiś utwór z Jacksona na pełny regulator, żeby bit przeniknął basem aż do kości. Zielone Porsche dudniąc People always told me be careful of what you do, and don't go around breaking young girls' hearts... ” zjechało po pochylni do garażu podziemnego.

Winda sunęła w ciszy na najwyższe piętro. Kate obserwowała w lustrze własne zielone oczy, zrobiła do siebie dzióbek i uśmiechnęła się. Ciekawe co Mert i Marcus wyciągną z tej sesji. Fajnie było!
Klucze z torebki trafiły do zamka, uchyliła drzwi do mieszkania.

Zorientowała się od razu że coś jest nie tak. Znowu. Przeciąg zwichrzył jej włosy.

Zastygła w progu. Otwarte okno... Przecież wszystkie były zamknięte.

Nieprzyjemne dreszcze przebiegły jej po plecach. Szybko cofnęła się i zatrzasnęła gwałtownie drzwi. Nacisnęła przycisk. Windę, niech to diabli, już ktoś zabrał . Schody... Przeskakiwała po trzy stopnie biegnąc w dół, gwałtownie zakręcając z ręką na barierce. Drzwi na parterze huknęły o ogranicznik. Konsjerż Mike podniósł głowę na wpadającą Kate.
- Mike, chyba miałam włamanie.
- Cholera- mięśniak Mike nie tracił czasu, sprężyście poderwał się zza kontuaru – spokojnie Kate, zaraz tam idę. Masz klucze?
Podała mu breloczek, który ściskała cały czas w dłoni.
- Idę schodami, będzie szybciej. Możesz tu zostać. Albo wjedź windą.- Mike nie tracił chwili i biegł już łomocząc do góry.
Kate wolała nie zostawać, ruszyła za nim.

Na górze Mike ze sprejem pieprzowym w ręku pchnął gwałtownie drzwi do mieszkania. Kate nie widziała zbyt wiele zza jego szerokich jak szafa pleców, zajrzała ostrożnie. Cisza. Przeciąg nadal wiał z otwartego wejścia. Mike wpakował się sprężyście do środka i ruszył w stronę sypialni. Została ostrożnie w progu. Słuchała kroków.

Mike wrócił z sypialni - Zostań tu! - rzucił jeszcze i zagłębił się w przestrzeni salonu i kuchni.
-Nikogo nie ma. Wejdź i sprawdź czy coś zginęło!- zawołał z głębi mieszkania.

Kate zajrzała do sypialni. Wszystko było na swoim miejscu. Z otwartego porte-fenetre wiało wydymając białe zasłony. Sprawdziła szuflady. Złoty zegarek od Calvina leżał tam gdzie był rano. Tak samo biżuteria. Zerknęła czy Mike nadal jest w salonie i odsłoniła sejf schowany za czarno- białym szkicem Paula Klee. Otworzyła go szybko. Nie. Tutaj nikt nie szperał.

Zerknęła do garderoby- to samo. Nikt nie ruszył leżącej od wczoraj na podłodze srebrnej Birkin, a pudełka od butów stały na swoich półkach. Omiotła spojrzeniem pomieszczenie i ruszyła do salonu.
- Miałaś tu coś cennego?- zapytał Mike oglądający okna i zasłony.
- Raczej nie. Ale okno w sypialni było zamknięte kiedy wychodziłam.
- Zginęło coś?
- Chyba nie.
- Zaraz zobaczę to okno- Mike ruszył do sypialni, chowając do kieszeni sprej z gazem pieprzowym.
Kate poszła za nim machinalnie gapiąc się na jego sylwetkę kulturysty.
- Nie wygląda żeby ktoś tu od zewnątrz majstrował- stwierdził Mike oglądając framugi- Nic cennego nie zginęło?
- Nie. Wszystko na miejscu.
- Hm. Może to jakiś... wielbiciel?
- Albo fetyszysta - Kate weszła do łazienki. Tu także wszystko leżało tak jak poprzednio. Zajrzała do kosza na bieliznę. Nie wyglądało na to, że coś się tu zmieniło.
- Może to okno było słabo zamknięte i samo się otworzyło?- Mike oglądał klamkę – Na pewno nikt tu nic nie ruszał?
- Chyba nie... - Kate rozmyślała rozglądając się po pokoju.
- Dzwonimy na policję?
- Niee...- machnęła ręką - Przecież tu chyba nikogo nie było. Musiało mi się wydawać. Może słabo domknęłam. Spieszyłam się rano. Bardzo dziękuję Mike.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Szkoda że nie jestem fetyszystą – roześmieli się oboje – jakby co to siedzę na dole, Kate. Dzwoń.
- Dzięki.

Mike trzasnął drzwiami i została sama, nadal zamyślona.
Te dziwne karteczki z rana. Chyba jednak nie jest tak w porządku jak się wydaje. Może trzeba komuś o tym powiedzieć. Rozejrzała się kolejny raz po mieszkaniu. Otworzyła po kolei wszystkie szafki w kuchni, zajrzała za kanapę i do szuflad. Przejrzała półki z książkami. Odsunęła białe drzwi szaf w przedpokoju. Zlustrowała taras na dachu.

Potem jeszcze raz wróciła do sypialni i otwartego okna. Przeszukała pościel, obejrzała obrazy na ścianach, znów weszła do przysypialnianej garderoby żeby spojrzeć na pudełka i sukienki. Podniosła srebrną torebkę i odwiesiła ją na uchwyt obok innych. Rozgarnęła wiszące ubrania. Nic.
Raczej wszystko było tak jak wcześniej.
Miała już gasić światło, kiedy jej wzrok zatrzymał się na żółtym pudełku od Nikona. Było lekko naddarte z boku. Nalepka zabezpieczająca wieczko sterczała do góry. Cholera. Cholera jasna! Jednak złodzieje! Wyszarpnęła pudełko z półki, zrzucając przy okazji czerwone czółenka od Prady. Otworzyła gwałtownie.

Było puste.

W środku spoczywała tylko mała czarno-żółta karteczka. Kate mało oczy nie wyszły z orbit, a niepokój znowu złapał ją w kleszcze.

Nie dbasz o mnie. Nigdy o mnie nie myślisz. Kończę z tym
                                                                                                        N.”

Puste pudełko wypadło jej z rąk i głucho puknęło o podłogę. Trzeba zadzwonić! Szybko! To jakiś wariat! Na policję... Nie, cholera, najpierw do Jamiego! Trzeba mu powiedzieć...

Kate podeszła odruchowo z komórką do otwartego okna. Ze zdenerwowania nie mogła odblokować iphone'a. W końcu wybrała odpowiedni numer. Słuchała dłuższy czas przerywanych dźwięków z tamtej strony oceanu... Nie odbierał. W końcu włączyła się automatyczna sekretarka. Kate nagrała wiadomość szybko rzucając słowa. Może oddzwoni... Oparła szczupłą nogę i łokieć na barierce okna i wykończona tym wszystkim ujęła głowę między ręce. Za dużo tego wszystkiego. Była kompletnie rozbita. Wiatr kołysał lekko zasłonami. Słońce pomarańczowiało nad dachami.

W cieniu ulicy, kilka pięter pod sobą zauważyła nagle Nathalie w czerwonej, kraciastej sukience, która szybkim krokiem wyszła zza rogu i zmierzała do jej wejścia. Ufff. Nathalie! Już zapomniała że się z nią umówiła. Na szczęście zaraz tu będzie Nathalie i jej pomoże! Co za ulga. Trzeba będzie chyba zmienić mieszkanie, czy co? Jakiś wariat odwiedza ją w garderobie!

Kate wychyliła się przez barierkę, żeby obserwować Nathalie wchodzącą do budynku. I wtedy drobny błysk na dole zwrócił jej uwagę. Mrugnęła oczami.

Na chodniku leżały rozpryśnięte soczewki, metalowe pierścienie. Rozwleczone elektroniczne obwody drukowane jaśniały zielonkawą plamą kruszynek, Czarna obudowa rozpęknięta niczym czerep na dziesięć części od uderzenia, splątane kable wielościeżkowe, matowa ramka migawki, przycisk spustu. Pęknięta matryca lśniła na chodniku w zachodzącym słońcu.

W jednym przebłysku zrozumiała wszystko.


To aparat ją kochał po prostu.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.