wtorek, 10 marca 2015

Nie trojaczek z Kolina, tylko Dwunastoraczek z Cosina.




Właściwie, to powinni sprzedawać tylko jeden model samochodu. Chyba się wszyscy zgodzą, prawda? Nic by to nie szkodziło światu, gdyby wszyscy musieli jeździć takim samym autem. Po co komu te różnice. Byłby to na przykład Volkswagen Golf, produkowany przez wszystkich producentów globu, pod różnymi markami- nazywałby się raz Ferrari, raz Renault, a raz Wołga. Czy by to komu przeszkadzało? Chyba niewiele, a jakie oszczędności projektowe i materiałowe! Jakie oszczędności w naprawach, serwisowaniu, sprzedaży! Idziecie na przykład do sklepu i prosicie o pompę paliwa. Nie musicie podawać żadnych roczników, modeli, VIN-ów. Pompa jest jedna, bo wszyscy mają takie same! Co za oszczędność czasu i przestrzeni (o czasoprzestrzeni celnie napisał Krzysiek Gol- tutaj). Czy to nie piękne?



To nie jest nowa idea. Już wielu producentów uważało podobnie i to parędziesiąt lat temu. Już wielu producentów zastosowało schemat dążący do tego ideału. W branży motoryzacyjnej o niego najłatwiej, czasem jest o tym głośno, a czasem robi się po cichu przemarkowanie produktu i sprzedaje na innych rynkach pod inną nazwą. A czasem na tych samych rynkach. Czasem jest to sensowne, a czasem jest to strzał w stopę producenta. Na naszym rynku są sprzedawane identyczne (niemal) auta, które są jednocześnie Renault i Mercedesem, a nawet Dacią, oraz inne będące jednocześnie Toyotą i Fiatem. No i fajnie. Od razu widać, że te firmy nie różnią się niczym, oprócz znaczka i naszego o nich wyobrażenia.

Renault, Dacia, Renault ze zmienionym przodem. Ten sam silnik we wszystkich autach.


Tu jest o tym wpis na Złomniku:




Tymczasem jednak nie o samochodach tu będzie. Heloł, tu portal o fotografii, o obiektywach starych i nikomu nie potrzebnych. Ale nie tak starych jak u innych.



Będzie o obiektywie, który pobił wszystkie rekordy badge engineering (przemarkowywania), we wszystkich dziedzinach gospodarki światowej ever. Howgh.



Przy okazji przelecimy się po historii fotografii i sprzętu.



Próbowałem sam rozplątać ten motek nazw, kilka z nich już zniknęło z rynku i nie pojawiło się więcej, a kilka z nich istnieje na drugim końcu świata. Niestety nie da się dowiedzieć o tym wszystkiego. Można się dowiedzieć troszeczkę, a reszta- to będą spekulacje.



Rzecz cała z przemarkowaniem i sprzedażą tego samego, jako coś zupełnie innego w dziedzinie fototgrafii wydaje się być tradycją, sięgającą jeszcze lat 50-tych i 60-tych. To była pierwsza fala rebrandingu.

Druga fala, znacznie solidniejsza, ale mniej ciekawa, jest teraz, kiedy można sobie zamówić kontener czegokolwiek elektronicznego z Chin, z dowolnym napisem na obudowie. Jeśli nie wiedzieliście- to jest sprawą banalną zamówić trzysta tysięcy sztuk aparatów kompaktowych pod nazwą Gosia Digital, albo Gapczo Stevens Professional. Tak dzieje się przede wszystkim z lampami błyskowymi. Druga fala jest związana z rozwojem taniego przemysłu w Azji, oraz z tym, że wiele znanych niegdyś fotografom marek zdechło i było/ jest tanio na sprzedaż np. Nissin i Exakta.

Wróćmy do pierwszej fali. Myślę, że pierwsza fala pojawiła się wraz z rozwojem lustrzanek w latch 50-tych i przystąpieniem do tego rozwoju producentów Japońskich. Jak pisał Marcin Górko fotoreporterzy europejscy i amerykańscy odwiedzający Japonię przy okazji konfliktu w Korei nagle zauważyli że obiektywy Nikkor nie są wcale gorsze niż ich własne Leiki, Zeissy i Contaxy, a Japończycy nie ustępują Niemcom w dziedzinie optyki. Są za to tańsi. David Douglas Duncan, reporter wojenny "Life'u" kupił dla siebie wszystko co produkował Nikon i zawiózł do USA, przyczyniając się do rozpropagowania firmy. Wkrótce "Life" zamówił dla swoich reporterów zestawy u Nikona.

(O D.D.Duncanie będzie jeszcze pewnie na Fotodinozie)

Japończycy zaczęli być znani w pewnych kręgach, jednak Japonia nie miała dobrej marki w tamtych latach. Uznawani byli za zręcznych kopistów, produkujących "japońskie jednorazówki" jak mawiano o ich wyrobach samochodowych. W fotografii mieli jednak najlepszy towar za małe pieniądze. Być może to skłoniło największych sprzedawców i dystrybutorów sprzętu w USA do wprowadzania na rynek różnych japońskich produktów pod własnymi markami. Robiły tak np. Ritz Camera ("America's Camera Store Since 1918", niestety już upadły), oraz kaliforniski producent optyki Vivitar (Ponder&Best).

Marki te przechodziły później z rąk do rąk, co dodatkowo wzmaga zamieszanie.

Stąd zdaje się cała historia z licznymi nazwami.



Tak działo się za czasów fotografii manualnej i nie przerwało się, gdy na świat przyszedł autofokus.

Ekstremumem badge engineeringu został niespodziewanie skromny, autofokusowy Trabant fotografii. Był to Trabant, ale bardzo zdolny.



Wychodził pod następującymi 12-toma nazwami:



Cosina, Exakta, Phoenix, Promaster, Quantaray, Soligor, Tamron, Tokina, Vitacon, Vivitar, Voightländer, Walimex



Wszystkie te nazwy dotyczyły obiektywu AF 19-35/3,5-4,5. Wszystkie dane na niebie ziemi i w internecie wskazują, że produkowała go Cosina.

Z wikipedii- foto by Przemysław

Cosina jest marką mało dzisiaj w Polsce znaną- nie sprzedaje już w ogóle produktów pod własną nazwą. Ale w dwóch słowach można powiedzieć o niej wszystko- produkuje obiektywy dla firm Nikon, oraz Zeiss, dla tej ostatniej bodajże wszystkie obiektywy z bagnetem Sony A i E oznaczone logiem Zeissa. Są to rekomendacje nie wymagające komentarza. Dzisiaj Cosina skupiła się na optyce manualnej z najwyższej półki, sprzedaje ja także pod własną marką Voightländer, niedgyś niemiecką, bardzo cenioną i nietanią.



W latach 80-tych i 90-tych było inaczej- Cosina zaczęła produkcję obiektywów z mocowaniami innych producentów i na ogół były to obiektywy budżetowe.

Bardzo pomogło w rozwoju rozpoczęcie produkcji szklanych soczewek asferycznych . A jeszcze bardziej pomogło rozpoczęcie produkcji hybrydowych plastikowo- szklanych soczewek asferycznych.

Asferyczne, to takie, których powierzchnia nie jest wycinkiem wypukłej sfery, czy cylindra, ale ma także wklęsłości przy brzegach- polepsza to jakość obrazu i zmniejsza wady chromatyczne, daje możliwość skorygowania geometrii obrazu. Jest to wynalazek znany od XVII wieku, ale trudny do uzyskania w produkcji przemysłowej- wymaga mozolnego szlifowania soczewek pod różnymi kątami. Pomysł na soczewkę hybrydową, gdzie na szkło nanosi się odpowiednio profilowaną polimerową powierzchnię pozwolił potanić soczewki asferyczne i zastosować je w tanich obiektywach.



19-35/3,5-4,5 został wyprodukowany najprawdopodobniej tuż po rozpoczęciu produkcji asferycznych hybryd, w okolicach 1996 roku.

Cosina na swojej stronie internetowej zdążyła już zapomnieć że go produkowała, z resztą taki tani obiektyw, to dla niej dzisiaj despekt. Przeskoczyła na wysoką półkę swoimi Voightländerami.

Ponieważ nie można w żaden sposób ustalić kiedy zaczęto produkcję 19-35, doszedłem do tego metodą Sherlocka Holmesa przeczesując roczniki Popular Photography. Najwcześniejsza wzmianka o tym obiektywie to marzec 1996, gdzie jest określany jako nowość. Znalazłem też test tegoż obiektywu jako Vivitara, w numerze z tego samego roku.



Vivitar to marka znana za oceanem- pod tą nazwą kryły się pierwotnie obiektywy firmy Ponder&Best powstałej w 1938 roku, a założonej przez dwóch niemieckich emigrantów w Kaliforni. W latach 70-tych cała firma zmieniła nazwę na Vivitar i zaczęła współpracę z japońskimi producentami optycznymi, Tokiną Kironem i Cosiną, która produkowała dla Vivitara nie tylko obiektywy, ale i lustrzanki. Vivitar prowadził umiejętnie marketing i wyważał ceny, zyskując całkiem sporą sławę, przede wszystkim w rodzimym USA.

W latch 70-tych wypromowali serię obiektywów manualnych "Vivitar Series 1", cenioną za dobry stosunek cen do jakości. Potem w "Series 1" pojawiły się także obiektywy autofocus, między innymi nasz AF 19-35/3,5-4,5.

 Sądząc po ilości dostępnych dzisiaj egzemplarzy- pod marką Vivitar wyprodukowano i sprzedano największą (może największą po "Cosinie") liczbę naszego obiektywu (spekulacja Fotodinozy).

Po śmierci obu założycieli Vivitara firma przejęta przez członków jej zarządu, powoli wycofywała się ze sprzedaży obiektywów autofokus. Najprawdopodobniej ostatnie autofokusy wypuściła w 2006 roku. Prawa do nazwy Vivitar przejęła firma Sakar International, która od 2008 roku niespodziewanie przywróciła do życia słynną "Vivitar Series 1" nazywając tak zrebrandowane obiektywy Samyanga. No ale nie ma to już nic wspólnego z Cosiną, z Japonią, ani z 19-35 AF.



Za to Exakta ciuteczkę ma. Exakta to nazwa baaardzo zasłużona dla fotografii, w ogóle nie japońska. Jej zasłużoność została maksymalnie rozmieniona z grubych na drobne, a potem przepita pod płotem. Taki los.

Exakta to marka, jak łatwo się domyślić- germańska, niegdysiejsza własność firmy Ilhaage Kamerawerk z Drezna, rocznik, uwaga uwaga- 1912. Była to firma, która uwaga uwaga- w 1933 roku rozpoczęła produkcję pierwszej na świecie lustrzanki jednoobiektywowej! My wszyscy lustrzankowcy z niej- jednym słowem! Pierwsze aparaty stosowały dużą kliszę, o szerokości 46mm i były stosunkowo potężne i nieporęczne. W związku z tym- krach, bum bang, tadam!- firma Ilhaage w roku 1936 wypuściła pierwszą na świecie lustrzankę na film małoobrazkowy 36mm! My wszyscy w ogóle z niej- jednym słowem. Wszyscy, nawet moja Mama strzelająca analogowym kompaktem.

To ci dopiero!

Do wynalazków Exakty należy także pierwsze na świecie gniazdo lampy błyskowej wyzwalanej spustem migawki, oraz pierwsza na świecie dźwignia do przewijania filmu.

Pierwsza lustrzanka 36mm nazywała się Kine-Exakta, miała bagnet na gwint i wraz z akcesoriami była pierwszym prawdziwym systemem fotograficznym, do którego rzesze producentów z Niemieckiej Rzeszy produkowały liczne obiektywy, pryzmaty i dodatki.

Jak wiemy Exakta była z Drezna, i jak wiemy Drezno po II Wojnie należało do NRD. Exakta została wcielona do koncernu Pentacon/ Praktica i produkowała aparaty do lat 70-tych, potem zniknęła z rynku, choć nie z pamięci.

Tymczasem w Niemczech Zachodnich powstała w latach 60-tych druga Exakta, produkowana przez Ilhaage West, firmę nie mającą żadnych związków z drezdeńskim oddziałem. Zachodnią Exaktę przeniesiono w 1970 roku do Japonii, nawiązując bliską kooperację ze znaną nam firmą Cosina. I tu historie powoli się splatają.

Niestety japońskie modele aparatów nie sprzedawały się najlepiej. Zaczęły się kłopoty Ilhaage West, która w końcu odsprzedała prawa do nazwy.

Nazwa jak wiemy była zasłużona- każdy chciałby ją mieć. No więc mieli ją po kolei wszyscy, niestety bez dobrych pomysłów co z nią zrobić. Najpierw Szwajcarzy od roku 1984. Ich pomysłem było to o czym jest ten artykuł- brandowanie nazwą Exakta obiektywów innych producentów. Trwało to ładnych parę lat.

W okolicach początku lat 2000-ych w nieistniejącym już komisie na ul. Narutowicza w Łodzi natknąłem się na obiektyw do Canona EOS o nazwie Exakta. Exakta kojarzyła mi się z NRD i byłem szczerze zdziwiony, że wschodni Niemcy produkują cokolwiek do japońskiej lustrzanki.

Obiektyw działał z aparatem tylko w środku sklepu, a na zewnątrz, na ulicy- zawieszał się. Nie wiedziałem dlaczego. Teraz już wiem- bo był zrebrandowaną Sigmą, która nie współpracowała z cyfrowym 10D inaczej niż na pełnym otworze przesłony.

W 1995 roku prawa do nazwy przeszły na niemiecką hurtownię pod nazwą Exakta Foto GmBH z Berlina. W roku 2001 Exaktę, przejął znany z optyki Schneider- Kreuznach. Nie słychać o Exakcie dzisiaj. Jedyne informacje o Ilhaage i Exakcie można znaleźć na stronach z koncówką ".org"- klubów wielbicieli staroci.

Na Exaktę machnięto ręką w pózniejszych latach 90-tych. Za zrebrandowanymi obiektywami tej marki ciągnie się nie za dobra opinia. No i z pierwszymi lustrzankami świata ma to już naprawdę mało wspólnego.



Dalej polecimy nazwy naszego obiektywu alfabetycznie. Phoenix. Niewiele można się dowiedzieć o Phoenixie, oprócz tego, że był dystrybutorem obiektywów japońskich i koreańskiego Samyanga na USA. Był i się zmył. Trochę reklam tej firmy przewija się w Popular Photography z lat 90-tych. Phoenix zniknął z rynku w okolicach 2008 roku.

Dzisiaj można znaleźć w internecie Phoenix Imaging , która zajmuje się techniką obrazowania cyfrowego. Sądząc po stronie internetowej to jakaś firma- krzak, nie wiem czy ma coś wspólnego ze starym Phoenixem.



Promaster, to podobny do powyższego projekt- rebrandowane obiektywy i akcesoria fotograficzne na rynek amerykański, szerokiej gamy producentów- byli tam i Tamron i Sigma i Cosina. Sprzedawali swoje AF 19-35 w wersji najprawdopodobniej produkowanej przez Tamrona- z identycznym wyglądem, a nawet identyczną czcionką jaką opisano tamronowski obiektyw.

 Promaster istnieje do dziś, ale współpraca z Japończykami co do obiektywów urwała się w okolicach 2011 roku z jednym wyjątkiem- telekonwertera, dość podobnego do dawnej konstrukcji Kenko/Cosina. Oprócz tego sprzedają mydło i powidło dla fotografów. Nie ma obiektywów- tracimy zainteresowanie.

http://promaster.com/



Dalej mamy Quantaray AF 19-35/3,5-4,5. To była marka stworzona przez wspomnianą sieć sklepów Ritz Camera (since 1918). Na Quantaraya (tak jak i na Exaktę) muszą uważać ci co mają Canony. To w większosci Sigmy, analogiczne do modeli macierzystych, zatem stare modele sprawiają te same problemy z cyfrowymi Canonami jak i sigmowskie oryginały- pracują tylko na w pełni otwartej przesłonie, w innym wypadku wyrzucają "Error". Nie dotyczy to co prawda modelu 19-35/3,5-4,5, bo jak wiemy produkowała go dla wszystkich zainteresowanych Cosina.

Ritz Camera powstała z rodzinnego studia fotograficznego założonego w Atlantic City, New Jersey, gdzie w latach 20-tych była najpopularniejszym zakładem fotografii, obsługującym lokalny rynek. W 1936 otworzono filię- fotolab w Waszyngtonie. W latach 2000-ch firma posiadała już ponad 300 sklepów. Niestetyż w okolicach 2009 roku Ritz Camera zaczęła tracić płynność finansową i w 2012 roku została przejęta przez firmę C&A Marketing. Sklepy Ritz Camera są aktualnie wyprzedawane różnym podmiotom, choć marka nadal istnieje.



Dalej leci Soligor. Też jakoś mało japoński z nazwy. I słusznie. Była to marka obiektywów i akcesoriów stworzona przez American Allied Impex Corporation z USA w 1956 roku. Jak widzimy- wszyscy mieli ochotę sprzedawać jakieś importy pod swoją marką. AIC. Corporation działała na globalną skalę- współpraca z Japończykami była ścisła, firma miała wpływ na produkcję, zamawianą głównie u Tokiny i Tamrona, później Cosiny. W 1968 założono pod skrzydłami Amerykanów firmę A.I.C. Phototechnik GmbH w Stuttgarcie, która w 1993 roku zmieniła nazwę na Soligor, tak jak nazywały się markowane przez nią wyroby. W czasach manualnych Soligor był znany z obiektywów zaprojektowanych u Tokiny i produkowanych przez Tamrona- z wymiennym mocowaniem bagnetowym T4. Można było zmienić tył obiektywu i założyć go do Nikona, Canona, Pentaxa czy Olympusa- jak kto chciał.

Cały ten sojusz amerykańsko- niemiecko- japoński współpracował , czy też dogadywał się jeszcze z Vivitarem, czyli wspomnianą firmą Ponder&Best (obydwie firmy używały tego samego mocowania T4) Zapewne dogadywał się po niemiecku. Wszystko w rodzinie.

Póki Cosina produkowała obiektywy na rebranding- wszystko jakoś działało. Jednak w 2006 zakończono produkcję 19-35/3,5-4,5 i innych szkieł tego typu.

W 2011 Soligor rozpoczął proces upadłościowy. Prawa do marki przejął turecki Polat Fotoğrafçılık, a siedzibę Soligora w Leinfelden pani Demet Solmaz.



Model 19-35 był szczytowym momentem tych międzynarodowych interesów, kiedy wszyscy się dogadali i wszyscy na tym zarabiali. Ale- spekuluję- zdaje się że japońskim niezależnym firmom powoli przestało się to opłacać. W latach 90-tych marka Japonii w optyce i elektronice była już szeroko znana- bądź co bądź to Japończycy wdrożyli do produkcji autofokus pchając postęp do przodu. Tymczasem europejscy producenci powoli pchali postęp do tyłu- dzisiejsza przewaga Azjii nad Europą jest pod tym względem dramatyczna. Jedna Leica się broni, a reszta to jakieś niszowce.

Dlatego zapewne Cosinie wygodniej współpracować z potentatem Nikonem i produkować własne metalowe supersolidne Voightlaendery, niż wypuszczać plastikową masówkę dla firm spod kalifornijskiego krzaka.


O Tamronie napisało się już osobny i osobisty artykuł tutaj. Nie będziemy się powtarzać.

Powiemy tylko że obiektyw Tamron 19-35/3,5-4,5, podobnie jak analogiczna konstrukcja Tokiny nie była tym samym obiektywem co pozostałe- nie wiadomo do końca ile miała wspólnego z pozostałymi bliźniaczkami- najprawdopodobniej konstrukcja optyczna była taka sama, natomiast przeprojektowano mechanikę- obydwa (Tokina i Tamron) miały wewnętrzne ogniskowanie, czyli nie zmieniały długości podczas zoomowania (inaczej niż inne wersje), wyglądały solidniej, a Tokina była znacznie cięższa niż pozostałe- 390 versus 300 gram, co oznacza wyraźnie solidniejszą konstrukcję. Niektórzy mówią (jak o Stigu), że Tokina 19-35 była produktem samej Tokiny.
Dobry artykuł o zewnętrznych różnicach Tokiny i Vivitara: http://jonbradbury.com/2010/07/tokina-vs-vivitar/

Ponieważ różne źródła internetowe spekulują co chwila co innego na ten temat, a ostatnio wysyłam bezustannie jakieś bezsensowne historyczne pytania do Japonii- zdaje się że skuszę się jeszcze raz na list mailowy do Tokiny i Cosiny w sprawie ich obiektywu. Gdyby cokolwiek odpisali- dam wam znak w komentarzach do wpisu. Nie liczcie niestety, ze będzie to szybko.



Tokina- to jak u Złomnika- temat na osobny wpis. Firma aktywna, solidna i znana. Nie produkuje olbrzymiej gamy obiektywów, ale w większości są to obiektywy ciekawe i na ogół solidnie wykonane. Być może ta sława skłoniła Tokinę do wzmocnienia solidności obiektywu 19-35. Tokina Istnieje od lat 60-tych. Tworzy konsorcjum Tokina/ Hoya/ Kenko- obiektywy/ znane filtry optyczne/ znane konwertery, a teraz jest ściślej związana także z Pentaxem



Vitacon- to marka singapurskiej firmy Photo& Consumer Investments Pte, współpracującej z Cosiną, jako dystrybutor na Azję i Oceanię. Sprzedaje/ sprzedawała jej obiektywy także jako Vitacor'y. Na stronie internetowej można się zapoznać z ich ofertą. Jako aktualne są tam podane wszystkie obiektywy Cosiny, o ile internet nie kłamie- nie produkowane już od ośmiu lat. Można się cofnąć w czasie, jakby kto chciał:




Teraz przygotujcie się na niezły hit. Lepiej usiądźcie, trzymając w ręku skromny plastikowy obiektyw Voightländer 19-35/3,5-4,5 AF.

Otóż Voightländer. Jest to najstarsza istniejąca firma optyczna świata!!! Rok założenia 1756! Wiedeń. Dzięki bogu, po Wiedniu raptem kilka lat wcześniej hulał jeszcze Wolfgang Amadeusz Mozart! A cesarzowa Maria Teresa właśnie wypowiadała wojnę Prusom. Czy czujecie wzrastający ciężar plastikowego obiektywu?

Poczujecie jeszcze bardziej, jak się dowiecie, że Voightländer był pierwszym producentem metalowych aparatów systemu Daguerre'a w 1841 roku

Poczujecie jeszcze bardziej, jak się dowiecie, że Voightlander wyprodukował pierwszy zoom dla fotografii małoobrazkowej- (36-82/2,8 Zoomar) w roku 1960.

Było to już za zarządu firmy Zeiss, która kupiła prawa do marki w 1956 roku. Wkrótce obie połączyły się w jedno ciało Zeiss/Voightlander, ale w roku 1970 odsprzedano prawa do nazwy znanej firmie Rollei. Niestety tenże zbankrutował w 1982. Nazwa trafiła w końcu do firmy Ringfoto (1997).

Tymczasem od 1999 roku Cosina produkuje świetne obiektywy pod tą właśnie marką, użyczoną od Ringfoto. Nie tylko obiektywy z resztą- także aparaty dalmierzowe Voightländer Bessa i lustrzanki. Wszystko to solidne, manualne i starej szkoły.

Voightländer zatem, mimo że starzec zgrzybiały- ma się znacznie lepiej niż pozostałe matuzalemy i jakoś dożył XXI wieku.



Pozostała jeszcze nazwa, brzmiąca jak ze Stadionu Dziesięciolecia roku 1989- Walimex.


Walimex jest marką ciekawej i prężnie działającej do dziś niemieckiej firmy Walser, mającej siedzibę na zamku w Gelwerbering (bodajże rodowym zamku właściciela), która zajmuje się akcesoriami fotograficznymi. Założona w 1998 roku załapała się jeszcze na obiektywy Cosiny, a kiedy przestano je produkować- przelała swoje zainteresowanie na koreańskiego manualnego Samyanga. Obiektywów Walimex 19-35/3,5-4,5 nie mogło być chyba zbyt wiele, bo nie natrafiłem na zdjęcie takiegoż szkła z wyraźnym napisem "Walimex" na obudowie, lub choćby na dekielku. No ale skoro niemiecki Chip.de zamieszcza go w spisie, to musimy liczyć (jak zawsze) na niemiecką solidność:




Tak oto toczyły się wszechświatowe losy obiektywu, który był jednocześnie Mercedesem i Dacią swoich czasów. A tak naprawdę był to Trabant z silnikiem Polo. Nazywają go na wszystkich anglojęzycznych forach świata "Plastic Fantastic".

Zakończono jego produkcję w 2006 roku, tak samo jak innych obiektywów AF Cosiny, które sprzedawano pod większością z nazw wyżej wymienionych. Minęło akurat 10 lat od początków produkcji 19-35/3,5-4,5 AF- być może wygasły jakieś prawa, czy licencje.



19-35/3,5-4,5 rozmnożył się po całym świecie, tak że pomimo paru lat jakie minęły od jego zniknięcia z rynku- nadal jest dość łatwo dostępny. Wystarczy tylko przypomnieć sobie jedna z jego dwunastu nazw i wpisać w wyszukiwarkę portali aukcyjnych.



Podobno dobry. Pogłoski mówią że dobry. A Fotodinoza też niedługo (za jakiś ściśle nieokreślony czas) powie czy dobry, czy niedobry, jak tylko sprawdzimy- czy aby nie jest mdły (cytat).



Nie macie wyjścia- musicie pozostać nastrojeni na nasze wszechświatowe fale





Fabrykant

to nie trzynasta nazwa 19-35, tylko dyrektor kreatywny Fotodinozy walnięty o sprzęty.



P.S. Wysłałem maila do Cosiny w sprawie wersji ich obiektywu (Tokina!), oraz lat produkcji. Zobaczymy czy odpowiedzą.



Źródła i źródełka (część już wymieniona w tekście):



Marcin Górko- "System Nikon"

Źródło podstawowe- doskonały spis wszystkich (?) obiektywów do Canona EOS:

http://technoclopedia-canon-eos.com/











































8 komentarzy:

  1. Kawał niezłej roboty (o artykule).

    OdpowiedzUsuń
  2. A nie mówiłem, że Fotodinoza to blog motoryzacyjny? No przyznaj Fabrykancie, czy nie mówiłem? Co prawda na obcych blogach, ale mówiłem!!!

    DANN
    Waldeck_13
    (pozostaje nastrojony)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne żeś Pan mówił. Dlatego, choć artykuł był gotowy już przedwczoraj zinkrustowałem go od frontu zdjęciem Toyoty i Fiata. To Pańska sprawka, panie Dyrektorze wspomagający.

      Usuń
  3. Dziękuję. Jak to mówią- kawał niezłej, nikomu niepotrzebnej roboty. Ale miło było tak się zanurzyć w sieć i zbadać sprawę.

    OdpowiedzUsuń
  4. O, panie, kilka z tych nazw znałem, ale taki dajmy na to Walimex?

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałem 19-35 Vivitara Series a później 19-35 Tokiny. Oba obiektywy niezłe optycznie jak za swoją cenę ( odpowiednio 200 i 250 zł ), przy czym:
    1) Vivitar znacznie więcej i "nieładnie winietował" - wyglądało to trochę jak podpięcie obiektywu APS-C do FF, tyle że brzegi nie były całkowicie czarne,
    2) Vivitar miał mniej solidną budowę, przypominał w dotyku opakowanie po większym jogurcie,
    3) Ostrość - na obu w środku dobra od pełnej dziury, w rogach Tokinę trzeba było przymknąć do f/8, Vivitar nigdy nie był jak dla mnie wystarczająco ostry na brzegu kadru,
    4) Autofocus - no demon szybkości to to nie był, ale w obu był dość celny. Vivitar z racji większych luzów obudowy wykazywał się tutaj większym rozrzutem.

    Jako tanie szkiełko szerokokątne do pełnej klatki - to jeden z lepszych wyborów, poza innymi zoomami Tokiny czy np. 20-35 Canona.

    OdpowiedzUsuń
  6. O i to jest świetne uzupełnienie do artykułu. Tokiny nigdy na własne oczy nie widziałem. Zatem wyraźnie były to różne obiektywy i Tokiny chyba jednak nie należy wliczać do litanii wymienionych nazw. Może była to jakaś tokinowska modyfikacja pierwotnego projektu Cosiny. Kiedyś to zgłębię, najpewniej pisząc do amerykańskich przedstawicielstw Tokiny i Cosiny- oni są dużo bardziej skłonni do dyskusji niż Japończycy. W każdym razie- jak Szanowny Pan napisał- obiektywy warte swej niewielkiej ceny.

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.