sobota, 14 marca 2015

Nadar. Szok poznawczy.

Nadar
To ja doznałem szoku poznawczego. Nie pan Nadar.

On był sprawcą, a ja Nadar nie wychodzę z tego szoku. Musiałem jakoś mało się przykładać do książek o historii fotografii, bo pana Nadara nie znałem bliżej do tej pory. Albo był on wymieniany w tych książkach zdawkowo, bo zapewne książki pisane przez lewicowych intelektualistów, a on rasowy kapitalista i biznesmen był, albo ja nie doczytałem.



Ten pan wyróżnia się na tle innych prekursorów fotograficznego rzemiosła. Błyszczy niczym dyjament i wyróżnia się. Nie wiem przypadkiem czy dziś nie nazywałoby się to ADHD. Kiedyś, w jego czasach w każdym razie nazywano to awanturnictwem.

Przeczytałem kilka zaległych biogramów pana Nadara i z każdego biogramu można dowiedzieć się nowych ciekawych rzeczy, a oczy otwierają się szeroko.



Po pierwsze nie dość że był on jeden, to jeszcze w trzech osobach! Ojciec, syn i brat (nieświęty).



Po drugie- był francuskim szpiegiem w Polskich Legionach w roku 1848 (!!!).



Po trzecie pionierował pan Nadar w co najmniej trzech aspektach fotografii. Nie! W czterech. Jak się dobrze zastanowić- to w pięciu.



Nie wiem od czego zacząć- jestem przytłoczony.



Może od biografii, Sama biografia wystarczy.



Prawdziwe nazwisko to Gaspard-Félix Tournachon, urodzony w 1820 roku.

Miał zostać lekarzem, ale nie wyszło. Wcześnie musiał zacząć sobie sam radzić i robił to doskonale. Jako młodzieniec nastoletni został na początek rysownikiem i szybko zdobywającym uznanie karykaturzystą, pisał też artykuły do gazet. Miał szczęście trafić w odpowiedni czas i miejsce i zaprzyjaźnić się z właściwymi osobami- np. Charlesem Baudleaire'm.



W wieku 19 lat (!) założył własne czasopismo"Livre d'Or", do którego pisali między innymi Balzac i Dumas. To daje pewien pogląd o rozmachu i energii jakie cechowały Tournachona. Ten człowiek, wydaje się miał niespożyte siły i chęci działania. Dzięki czasopismu zdobył szeroką sławę, nadal będąc głównie dziennikarzem i rysownikiem, o fotografii nie ma tu jeszcze nawet słówka. Fotografia z resztą w tym czasie ledwie była w projektach panów Niepce'a i Daguerre'a, bo mowa o latach 40-tych XiX wieku.

W czasach swojego redaktorowania w "Livre d'Or" Nadar zostaje Nadarem, przyjmując swój przydomek za podpis.

W 1848-mym następuje ów ciekawy związek Nadara z Polską, a raczej polskimi dążeniami do niepodległości. Tournachon wstępuje w Paryżu do Legionów Polskich, mających iść na Prusy i wyzwalać Polskę z zaborów. Wstępuje, uwaga uwaga, pod nazwiskiem Nadarsky. Hm. James Bond też w Licence to Kill używa polskiego paszportu na nazwisko Jerzy Bondon...

Nadar jako francuski Bond zostaje szybko wzięty do niewoli i równie szybko z niej uwolniony- wraca do Francji po dwóch miesiącach, ale znów wkrótce wyjeżdża jako szpieg do Prus.



Po powrocie poznaje nowo powstałe techniki fotograficzne i zostaje przez nie do cna pochłonięty. Był jednym z pierwszych beneficjentów wynalezienia fotografii, żądnym działań, jakich nikt jeszcze przed nim nie podjął, żądnym odkrywać i eksploatować nowe jej możliwości. Ten pan posunął myślenie o fotografii o lata naprzód, był, wydaje mi się większym wizjonerem i odkrywcą w tej dziedzinie, niż wielu innych z jego epoki.



Jego podejście do tego medium, jest wg mnie niesłychanie wręcz nowoczesne- Nadar nie tylko chce tylko używać fotografii jako środka wyrazu, on chce eksploatować wszystkie jej możliwości, eksperymentować. Wymyślać nowe zastosowania jej tam, gdzie się tylko da. patrzeć na fotografię co dzień świeżym okiem.



To w sumie jest jak credo każdego ambitnego fotografa. Nadar był tu bliższy wszystkim późniejszym epokom, niż swojej własnej, która licznie ustawiała w atelier "żywe obrazy" na wzór dawnych dzieł malarzy.



Tournachon otwiera w Paryżu swoje atelier- portretowe. Jest znaną osobą, powiedzielibyśmy dziś- celebrytą, obracającym się wśród elity francuskich intelektualistów. I oni właśnie stanowią jego klientelę, przyczyniając się do wiekopomnej chwały jego fotografii. Pozują mu do portretów między innymi (alfabetycznie): Honore Balzac,przyjaciel Nadara- Baudelaire, Sarah Bernhardt , Berlioz, Liszt, Maupassant, Nerval, Offenbach, Rossini, George Sand, Wagner...

Charles Baudlaire foto: Nadar
Claude Monet 1901, foto: Nadar


Dziwnym trafem Nadar i jego portrety pojawiają się w mojej jaźni  od zupełnie innej strony. Nieinternetowej.

Czytam właśnie genialną książkę- Andrzeja Bobkowskiego "Szkice piórkiem". Czytam ją powolutku, z przerwami, żeby na dłużej starczyła. To napisany niezwykle potoczystym, ironicznym językiem dziennik z Paryża lat okupacji od klęski Francji w 1940, aż do wyzwolenia przez Amerykanów w 1944-tym. Jest to najwyższa ekstraklasa polskiej literatury, wchodzi jak masełko. Bobkowski przekazuje wydarzenia z dnia codziennego (wiele kuriozów na styku niemiecko- francuskim), analizuje postawy Francuzów i Polaków i Niemców, filtruje je przez swoją niewiarygodną erudycję, wiedzę historyczną i językową (niemiecki, francuski, angielski, łacina i greka- perfect), a przy tym wielką fantazję i łakomstwo "na życie". To literatura intelektualna, ale i zmysłowa, obrazowa. Bardzo współczesna w stylistyce i celna w opiniach. Dużo by o niej pisać, ale mimochodem natknąłem się w niej na pewien aktualny dla tego wpisu akapit. Środek wojny, w Paryżu jest okupacja, ale prawie jakoby jej nie było, stan zawieszenia w próżni.



"16.8.1942

(...)

Ciekawa wystawa w Muse Cognac-Jay. Oryginalne fotografie z czasów II Cesarstwa (..) mnóstwo fotografii osób znanych i sławnych z teatru i literatury. Świetne dagerotypy Balzaca, Teofila Gaultier (...). A dalej wszystkie tancerki i śpiewaczki Opery Paryskiej. Fotografie malarzy i ich modelek, fotografie tych pikantnych aktoreczek z bulwarowych teatrzyków i tinglów- tanglów, za którymi szaleli nasi pradziadowie i dziadkowie. Te kokieteryjne desabile, gorsety, czarne pończochy, biusty przewalające się nad fiszbinami jak fala przez falochron portowy i inne uroki tych czasów. Stary i satyrowaty Alexandre Dumas z młodą, uroczą i naprawdę smaczną loretką. Krynoliny. Cały szereg portretów tak pięknych, że żaden z nowoczesnych fotografów nie potrafiłby czegoś takiego zrobić. Ówczesna fotografia w dziedzinie portretu stała na pewno wyżej niż dzisiejsza. Wskutek wydoskonalenia materiału, "wyostrzenia" soczewek, płyt, filmów i papierów straciła te przejścia między światłem a cieniem, które tak doskonale płyną w fotografii XIX wieku. Dziś wszystko jest rąbane- jak cała nasza epoka. Jaką śliczną modelkę miał Corot. Cóż za wspaniała głowa ten Michelet. Szkoda, że popisał tyle bzdur. Renan, obydwaj Goncourtowie, Flaubert, Gautier, George Sand. Pełno wspomnień, każda twarz specjalnej wartości teraz. Można uciec do nich i zaszyć się w kącie któregoś Balzaca, można schronić się w spiżowym dzwonie prozy Flauberta i nie słyszeć tego gęgania, tego kłamliwego pastwienia się nad zdrowym rozsądkiem, które może przyprawić o obłęd.(...)."



Można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że sporą część fotografii jakie oglądał Bobkowski- to prace Nadara. O, na przykład ten Michelet i ci bracia Goncourt:


Jules Michelet- historyk, filozof, foto: Nadar
Edmund i Jules Goncourt, wydawcy, fundatorzy nagrody literackiej, foto: Nadar

Nadar został pionierem w dziedzinie niewymuszonego, naturalnego portretu. Niektórzy mówią o portretach psychologicznych. Na tle epoki- jego portrety były wybitne- nie miały żadnego anturażu, nie miały żadnych dekoracji wymalowanych tandetnie w tle, nie miały żadnego wymuszonego ułożenia. Normalnie tak jakby pan Nadar- Tournachon wziął do ręki dzisiejszego Canona 5 DsR i strzelił parę naturalnych fotek w swoim pokoju.

Sarah Bernard- aktorka, foto: Nadar.


Trochę tak musiało być. Nadar, dzięki swoim koneksjom z pewnością znał wszystkich swoich sławnych modeli, co dawało mu znakomitą możliwość uchwycenia ich w naturalnych, niewymuszonych pozach i wyjątkowy handicap wobec innych fotografów. To byli jego znajomi, którzy mogli być przy nim sobą, odrzucić niepotrzebne pozy i formy.



Nadar jako pierwszy skupiał się na człowieku. Na samym człowieku i na niczym innym.



Te portrety unieśmiertelniły jego prace na wieczność- z całą pewnością po wsze czasy będą drukowane na tyłach książek Dumasa, poezjach Baudelaira, płytach Liszta i Berlioza, w artykułach o nagrodzie Goncourtów i w biografiach George Sand. Są obecne niemal w każdym biogramie w Wikipedii. Były najlepsze w swojej epoce- i jako najlepsze- przetrwały.

George Sand- pisarka, foto; Nadar

Trochę się trzeba nie zgodzić z Andrzejem Bobkowskim- ich doskonała jakość wynika z powyższego zjednoczenia fotografa z modelami, z dobrego oka i rzemiosła Nadara, ale także z wielkiego formatu używanego do ich zrobienia, który w latach Bobkowskiego odchodził powoli do lamusa na rzecz filmu małoobrazkowego. Kolejna rzecz to powszechność fotografii w latach 40-tych, która wtedy była już używana we wszystkich mediach- gazetach, plakatach, a zatem wszędzie- co wpływało na jej odbiór przez pisarza. Masowość techniki fotograficznej musiała doprowadzić do ogólnego spadku średniej, pod względem jakości jak i talentu fotografujących.



Nadar używał w swoim atelier wyłącznie światła dziennego. Musimy spojrzeć na to z podziwem, domyślając się czegoś w rodzaju przeszklonej ściany lub dachu, a także zauważyć- jak Bobkowski miękki światłocień rozproszonego światła, można sądzić że realizowany jakimiś zasłonami, bo zapewne portrety robił w każdą pogodę, a nie czekał jak niebo pokryją chmury.

Natomiast pewne jest że pracował wyłącznie za dnia. Po zmroku zapewne musiało go zajmować bogate życie towarzyskie.



To mogłoby wyglądać na koniec artykułu o Nadarze- Tournachonie. Ale nie- to dopiero jedna trzecia. Jedna trzecia! Piszemy o człowieku niespożytej energii.



Fotografia zajmowała go w połowie. W drugiej połowie zajmowało go życie towarzyskie. W trzeciej połowie zajmowało go baloniarstwo.

Raczkujące w jego czasach podróże balonowe. Nadar zagłębił się w tę dziedzinę, łącząc jako pierwszy swoje dwie pasje. Jest autorem pierwszych zdjęć lotniczych świata. W 1858 sfotografował Paryż w pobliżu Łuku Triumfalnego! 
Foto: Nadar


Wkrótce zainwestował pieniądze we własny balon, nazwany "Geant", licząc na znaczne zyski z jego użytkowania i wykorzystywania do celów fotograficzno- turystycznych. Niestety balon uległ katastrofie, w której mocno ucierpiała żona Nadara, tak że przedsięwzięcie zakończyło się fiaskiem i utopieniem pieniędzy.

Nie zakończyło to entuzjazmu Nadara do baloniarstwa. Ani trochę. W 1870 gdy wybuchła wojna francusko- pruska to właśnie on zainteresował generałów wykorzystaniem balonów do celów wojskowych- szpiegowania wroga z powietrza, kreślenia map i przenoszenia poczty, a nawet przesyłania ludzi poza linie oblężeń. Nie dość tego! Wraz z innymi entuzjastami i przedsiębiorcami zorganizował w Paryżu podczas wojny manufakturę produkującą balony wojskowe. Była to, uwaga uwaga, pierwsza na świecie produkcja masowa statków powietrznych.

Nieźle!



Przeskoczyłem nieco w przód, żeby dać obraz działań pana Turnachona na wszelkich niwach, ale powrócę jeszcze do lat 50-tych XiX wieku, gdy pojawiło się więcej Nadarów niż tylko jeden.



Było ich trzech, w każdym z nich inna krew (fałsz). Ale jeden przyświecał im cel (cytat).

Nadar opiekował się od dzieciństwa swoim bratem, finansował jego edukację i pomógł także zostać fotografem. Przez pewien czas pracowali wspólnie, potem rozdzielili się- każdy otworzył swoje atelier. Brat, Adrien nie przestał używać wspólnego przezwiska "Nadar", które stało się marką znaną w całej Francji, co doprowadziło do konfliktu i procesu, który Tournachon wygrał. Parę lat później Nadar zaczął pracować z synem Paulem, a w końcu zostawił mu interes- Paul Tournachon także używał pseudonimu ojca.



W 1861 Nadar zglosił patent. Był to epokowy wynalazek fotografii przy sztucznym oświetleniu- spalanej magnezji.

Nadar nie byłby sobą, gdyby nie wykorzystał swojego pomysłu w wyjątkowy sposób. To było u niego niezwykle nowoczesne, po prostu nie chce się wierzyć że był to człowiek swoich czasów.

Awanturnik.



Uzyskał pozwolenie i w latach 1861- 1865 sfotografował jako pierwszy podziemne lochy Paryża. Bo Paryż ma ich trochę.

Katakumby- pochodzą z czasów rzymskich, były kamieniołomami, a od XVIII wieku stały się grobowcem dla miasta. Mają długość ponad 50-ciu kilometrów korytarzy. Na polecenie króla Ludwika XVI ze względów sanitarnych znoszono tu zwłoki z istniejących cmentarzy i kościołów przeludnionego Paryża. Złożono w katakumbach kości wielu znanych osób- Dantona, Robespierre'a, Perraulta, La Fontaine'a, Rabelais'ego, a także architekta Jules Hardouin-Mansart'a, od którego mamy dziś poddasza z mansardą.

Catacombes, photo by Nadar
Catacombes, photo by Nadar

Podziemia z jednej strony pozostawały zapomnianym kątem miasta, w którym toczyło się ukryte życie nizin społecznych- grabarzy, włóczęgów i bezdomnych. Z drugiej strony fascynowały i inspirowały wielu paryżan- Wiktor Hugo umieścił tu akcję "Nędzników" W czasach Nadara wzmogło się zainteresowanie Katakumbami jako obiektem zainteresowania wymagającym odkrycia.



Dygresja:

Widzę pewne dalekie analogie ze mną, naiwnym, z dzieciństwa. Tak to było troszeczkę ze mną i odkrywaniem własnego miasta. Jako dziecko coś wiedziałem o istnieniu łódzkich fabryk, a nawet często obok Zakładów im. Marchlewskiego, ex Poznańskiego przechodziłem/ przejeżdżałem. Jedno z wcześniejszych wizualizacji wspomnieniowych to pyłki bawełny z fabryki, zasnuwające niemal mgłą całą ulicę Ogrodową, gdy idę z Babcią do tramwaju. Potem się rosło i rosło, chociaż mądrzało niewiele. Ale dopiero na studiach (!) odkryłem że istnieją zapuszczone imperia Scheiblerów i Grohmanów, o których nie miałem pojęcia. Po prostu mieszkało się w jednej części miasta, spokojnie się chodziło do szkoły (Bałuty i Chojny to naród spokojny) i druga połowa Łodzi była terra incognita. Po cóż niby miałem tam jeździć w podstawówce? Z resztą fabryki nie były wtedy modne, ani trochę i stanowiły raczej problem niż dumę- najpierw jako komunistyczne molochy, potem jako upadające zakłady, potem jako niszczejące rudery. Dopiero teraz latają tam w podniecie liczni fotografowie.

Koniec dygresji.



Nadar wykorzystał swój nowy wynalazek- magnezję do oświetlania ciemności w Katakumbach, a potem paryskich kanałach. Nie myślcie że odbywało się to tak jak dzisiaj- pstryk i światło, idziemy dalej. Czas naświetlania zdjęć wynosił 18 minut, wymagało to kunsztu i poświęcenia.

Catacombes, photo by Nadar
Catacombes, photo by Nadar

Nadar pisał o tym w autobiografii:

"Próbowałem zmiękczyć światło (magnezjowe- Fotodinoza) przez umieszczenie mlecznego szkła pomiędzy obiektywem (chyba źródłem światła (?)- Fotodinoza) a modelem, co nie dało mi zbyt wiele; potem zaaranżowałem to bardziej praktycznie poprzez białe odbłyśniki, a wreszcie podwójny zestaw dużych luster odbijający jasne światło w zacienione miejsca. Doszedłem w końcu do czasu naświetlenia jaki powinienem stosować i wreszcie mogłem używać czułości klisz z jakich korzystałem na codzień w studio."



Pewnie dziwicie się jak w ciągu 20 minut naświetlania zostały uchwycone nieruchome postaci na zdjęciach katakumb? Nie ma co się dziwić- to manekiny.



Efektem był album ze zdjęciami "Paris souterrain" i liczne pocztówki, który spopularyzowały ciemne zakamarki Paryża. Można je zwiedzać po dziś dzień.

Nadar uchwycił je jeszcze "sauté", bez turystycznych udogodnień, te przedziwne zaułki, pełne minionej śmierci. Śmierci wziętej w nawias.



To mogłoby wyglądać na koniec artykułu o Nadarze- Tournachonie. Ale nie- to dopiero trzy czwarte.



W 1886 roku Nadar wraz z synem przeprowadza wywiad z chemikiem, Eugène’em Chevreul'em i wykonuje fotografie podczas tego wywiadu. Taki klasyczny fotoreportaż, jaki można obejrzeć w każdym dzisiejszym tygodniku, w każdym dzisiejszym wywiadzie internetowym, w każdej gazecie. Nikt wcześniej, przed Tournachon'ami tego nie wymyślił. Nadar (x2) był znów pierwszy! Co za gość!

Chevreul w rozmowie z Nadarem. Foto: Paul Nadar


W 1894 Nadar zostawia synowi swoje atelier i w wieku 74 lat zaczyna nowy interes fotograficzny w Marsylii, gdzie zdobywa od nowa sławę i chwałę. Na wystawie światowej w Paryżu w 1900 syn organizuje mu wystawę retrospektywną

Wraca do Paryża na dobre w 1904. Pozostaje tu do śmierci w 1910 roku.



Dopiero śmierć Nadara, w wieku 90 lat, na rok przed wybuchem pierwszej wojny stanowi dobre zakończenie naszego artykułu. Pomimo odległości czasowej, jaka dzieli go od nas, możemy dziś poznać go z każdej strony- w 1865 zrobił sobie autoportret ze wszystkich stron! Pomysł godny dzisiejszego twórczego gimnazjalisty, a nie szacownej postaci XIX wiecznej.





Cały on...





Fabrykant

z www.fabrykaslubow.pl





Źródła:





http://fr.wikipedia.org/wiki/Nadar



https://www.szerokikadr.pl/poradnik/pionierzy-fotografii-nadar-nieustraszony-fotograf-ktory-latal-balonem


7 komentarzy:

  1. Fabrykancie! Fascynacja tą postacią przebija z każdego zdania tego tekstu. Ale nie dziwię się. Bo co tu dużo gadać.. Co za gość!!!

    DANN
    Waldeck_13

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyżbym przesadził z fascynacją? To możliwe. Ale nieuniknione. Następny wpis będzie za to krytyczny. W okolicach czwartku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Fabrykancie, z fascynacją Pan nie przesadził. Naprawdę trudno się nie fascynować taką postacią. A na nowy wpis czekam niecierpliwie i zacznę sprawdzać już od środy po południu. :-)))

      DANN
      Waldeck_13

      Usuń
  3. I ja Ci go znałem! Bo książek kilka przeczytałem. A takie wpisy to fabrykować proszę mi częściej, na diecie człowiek degustuje tyko strawne rzeczy, absolutnie nie trawi papki. Szapoba, bo zima znika.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mersi boku. Wpisy à la też będą (nie wiem czy aksą nad "a" w dobrą stronę postawiony, ale jak Francja to Francja). Papka też będzie. Wszystko będzie. Tylko u nas.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tego Nadara trochę znałem ale Bobkowskiego - wogóle nie. Zastanawia mnie pewne oderwania od ekokowo-historycznych realiów w pisarstwie - podobnie jest w "Obcym" -Camusa , gdzie w Alegerze autor nie daje nawet śladu drugiej wojny światowej. jakby jej wogóle nie było. Trochę inaczej u Tyrmanda w jego niby autobiograficznym "Filipie" - gdzie wojna czy raczej Polska jest bardzo odległa. Nadal nie wiem jak tu się umieszcza obrazki więc dam na fejsbóku.

    OdpowiedzUsuń
  6. tego wszechstronnego autoportretowego Nadara przerobię na animowany GIF

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.