czwartek, 22 stycznia 2015

Canonowskie L-ki to szajs! Nieudany test Canona 24-105/4 L IS


Drżą nam kolana, i wam też powinny.

Tak drogi obiektyw jeszcze nigdy nie był nawet wymieniany słowem na Fotodinozie. Dzisiaj nadszedł dzień chwały i dostąpiliśmy zaszczytu testowania pożyczonego szkła za kilka tysięcy złotych.

To obiektyw najwyższej dostępnej u klasy- serii „L”, jak „Luxury”, stworzonej przez Canona dla profesjonalnych użytkowników, lub takich, którzy chcą się za nich uważać. Tych co wiedzą co czynią.

Klasa L cieszy się od lat 80-tych (a nawet wcześniej) estymą najsolidniejszych szkieł Canona, większość z nich jest uszczelniana, ma metalową konstrukcję, umożliwiając użytkowanie w najtrudniejszych warunkach tropikalnych puszcz, równikowych dżungli, podbiegunowych kół, warszawskiej Pragi, oraz łódzkiej ulicy Włókienniczej.

Ach, tam łatwiej przyjacielem być

Wśród tropikalnych puszcz,

Niż gdy za ścianą krzyczy ktoś:

Puszcz mię pan, ach puszcz”,

I pluskwy, ach nietropikalne

Mnożą się, jak w aparacie tym Roneo.

Witkacy „Do przyjaciół gówniarzy”



Obiektyw 24-105/4 L, został zaprojektowany w 2005 roku jako instrument o bardzo ciekawym i bardzo szerokim zakresie ogniskowych, mający być uniwersalnym sprzętem do pełnoklatkowych aparatów analogowych, jak i całkiem niezłym dla cyfrówek z mniejszą matrycą APS-C. Na pełnej klatce pokryje niemal cały zakres pożądany do codziennych zdjęć- od szerokiego kąta, do średniego tele. Na zmniejszonej matrycy formatu APS-C także pozostaje dość szeroki na krótszej ogniskowej (odpowiednik 35mm).

Wszedł na rynek razem z Canonem EOS 5D i był sprzedawany z tym aparatem jako atrakcyjny komplet. Canon dodał do tego obiektywu wydajną stabilizację obrazu która, mamy nadzieję, jeszcze poprawiła walory użytkowe obiektywu i wspomogła jego nienajwyższą światłosiłę f/4, dla wielu zastosowań zbyt ciemną. 


Uniwersalność L-ki dodatkowo wspomaga całkiem niewielka minimalna odległość wyostrzenia- 47cm.

Obiektyw jest popularnym szkłem, często testowanym, solidne sprawdzenie tego obiektywu zrobiło np. optyczne.pl :




Zakasujemy rękawy i przystępujemy do testu, żeby zakasować wszystkich.



BUDOWA ZEWNĘTRZNA

Obiektyw w pierwszym wrażeniu zaskoczył nas wyjątkowo swoją niewielką wagą, niezgodną z tym co podaje producent. Sprawdziliśmy- według tabel 24-105 IS waży 670 gram. Nie jest to zgodne z wagą naszego egzemplarza, który waży zaledwie 370 gram. Zadziwiające! Skandal! Jak można tak wprowadzać w błąd! Zdecydowaliśmy się nawet napisać mailowo notę protestacyjną do siedziby Canona w Japonii. Odpowiedzieli tylko jednym zdaniem:



あなたはティーカップをテストしている, 私は繰り返す:お茶を

Niestety nie znamy japońskiego, żeby odcyfrować ten przekaz, Canon wobec takiej wpadki mógłby się jednak trochę wysilić i odpowiedzieć po polsku.

Zostawmy wpadki PR-owe Canona i wróćmy do testu:

Obudowa obiektywu wygląda niezwykle solidnie, niczym jednolita całość, bez żadnych szczelin i szpar, za co musimy pochwalić jego konstruktorów- wzbudza zaufanie. Całość, ewidentnie na bazie metalowego korpusu, pokryta dodatkową farbą poprawiającą uchwyt. Jakość wykończenia na poziomie spodziewanym dla obiektywów profesjonalnych. Obiektyw wyposażony jest w skalę odległości, z zaznaczoną dla najwyższych przesłon skalą głębi ostrości. Niestety pierścienie zoomowania i ostrzenia chodzą jednak ze zbyt dużym oporem. Próbowaliśmy je przekręcać najpierw ręcznie, a potem, wobec trudności- za pomocą klucza francuskiego i żabki hydraulicznej, ale nie daliśmy rady. Kontrola jakości japońskich fabryk w Oita, Kiushiu nie popisała się. Znowu wpadka!



Obiektyw jest instrumentem uszczelnionym, co potwierdza solidna gumowa uszczelka wokół sporej przedniej soczewki (średnica filtrów 77mm). Wiele osób zastanawia się na jakim poziomie odporności projektowane są uszczelnienia obiektywów Canona. Zdecydowaliśmy się przetestować go w ekstremalnych warunkach, poprzez zanurzenie w zlewie kuchennym, i możemy potwierdzić wysoką klasę szczelności 24-105 L. Po zanurzeniu w obiektywie nic nie chlupie. Brawo!

24-105/4 L IS- test wodoodporności

Największe rozczarowanie spotkało nas gdy próbowaliśmy zapiąć nasz obiektyw do aparatu. Okazało się że dekiel kryjący mocowanie bagnetowe jest niezdejmowalny w tym modelu! Co za szok! Uważamy za karygodne, że w tej cenie obiektyw systemu EOS nie daje się nawet podłączyć do aparatu! To jest jakieś naciąganie gości na placu Wolności!



Z tego też powodu nie byliśmy w stanie przetestować obrazu, jaki daje 24-105 L IS, ale wobec licznych jego wad i usterek nie liczylibyśmy na nic dobrego. Możemy tylko wyobrazić sobie jak marne daje zdjęcia:



Podsumowanie

Obiektyw zawiódł całkowicie pod względem jakości wykonania, z małym wyjątkiem uszczelnień. Błędy montażowe, oraz brak możliwości zamocowania do aparatu dyskwalifikują całkowicie to szkło. Prawdę mówiąc, nie mamy pojęcia jak Canon jeszcze utrzymuje się na rynku.

Po zastanowieniu uważamy, że ten obiektyw nie nadaje się do fotografii w ogóle. Jedyne do czego można go użyć- to to:




Fabrykant

dyrektor kreatywny walnięty o sprzęty.

22 komentarze:

  1. Genialny i przez to drogi Drogi (wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Tak się ta karczma nazywała) siostrzeńcowy Fabrykancie!
    Zawiodłeś w tym teście oczekiwania wiernych czytelników, tak rozpieszczonych twymi wcześniejszymi wykwitami (nie mylić z wypocinami) - np. testem objektywu całkowicie ręcznego a niezapomnianego. Ten "L"uxurowy obiektyw canona trzeba zamontować na korpusie aparatu w sposób następujący: 1.) najpierw wygrzebać z domowych rupieci fotograficznych tzw. retro/reverse ring ( ring wolny dla nieustraszonych pięściarzy, którzy przecie tak genialnie pięści fotograficznej używali we wcześniejszym teście, nie z teściem). Ring ten musi mieć gwintowaną średnicę 77 mm równą średnicy "25-105 4 L-IS' a" i właściwe zamocowanie bagnetowe canona. 2.) Tym ringowym, bagnetowym zamocowaniem wkręcamy obiektyw do korpusu Canona.
    3.) patrzymy przez wizjer (przymykając filuternie jedno oko; zgadnijcie które?). 4.) Przecieramy oczy (to bardzo ważne). 5.) szukamy w domowych rupieciach (znowu) nazywanych wytwornie archiwum muzealno-fotograficznym czegoś ostrego, może być bormaszyna ale język nie da rady. 6.) Borujemy w nieodejmowalnym dekielku bagnetowym dziurkę o odpowiedniej średnicy 6.a) Jeśli uda się wywiercić dziurkę o średnicy 0,05 milimetra to objektyw będzie miał światłosiłę f: 360. Jak zauważył w swym obecnym teście Fabrykant, ten obiektyw ma światłosiłę "zbyt ciemną dla wielu zastosowań". Jeśli ten pogląd uznamy za słuszny to pomoże nam tylko trochę większa bormaszyna . Wiercimy w dekieku większą dziurę - np, 0,20 milimetra i już mamy stosunkowo jasny objektym o światłosile f 1:128! As simple as that! Szkoda, że ten wynalazek został dokonany nie tylko przezemnie ale w póżnym średniowieczu w Italii a nawet przez makaroniarzy brzydko nnazwany "Camera Obskura". Czy taki Canon z takim obiektywem jest rzeczywiście obskurny? Trudno powiedzieć a jeszcze trudniej napisać. Ale Polak potrafi! Jeszcze taki jak ten Fabrykant!

    OdpowiedzUsuń
  2. zapomniałem dodać:
    do punktu 3.) - patrząc oczywiście gówno widzimy (a fe!)
    do punktu 4.) oczy przecieramy , gdyby to g.... nas zapaprało
    do punktu 6.) borujemy w środku geometrycznym dekielka a nie na jego skraju! To ważne z uwagi na aberację geometryczną!

    OdpowiedzUsuń
  3. i jeszcze jedno uzupełnienie, filologiczne. Fabrykant niestety nie dba o czystość języka polskiego (choć na ten temat już też kiedyś mądrze pisał). Użył słowa "szajs" czyli germanizmu. Jako patriota polszczyzny literackiej czułem się w mym powyższym komentarzu zmuszony użyć rdzennie polskiego określenia "gówno".

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem czy ten germanizm nie trafił przypadkiem do polszczyzny literackiej. Na pewno trafił do literatury, ale czy literatura to już polszczyzna? Teraz drukują co popadnie- jak powiedział James Bond wrzucając złoczyńcę do prasy drukarskiej ("Tomorow never dies" i to w Hamburgu się działo) Proponuję zakrzewić w języku niemieckim wyrażenie "gówno"- będzie remis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przez kryminalistów władającym językiem Reja czy innego Pan (Tadeusza?) w języku niemieckim zakrzewione zostało słowo "pienunze" zamiast czysto polskie pieniądze.Ale nie mówcie " Pienunze Bitte" jak będziecie w jakimś niemieckim banku (chyba , że chcecie obrabować).

      Usuń
  5. Panie Fabrykant! Jak zwykle rzetelny i uczciwy test sprzętowy. Tak jak wspominałem wielokrotnie, na fotografii się nie znam i właściwie sam nie wiem, dlaczego czytam tego bloga. Chyba dlatego, że fajny jest. No mniejsza z tym. W każdym razie, jeżeli chodzi o test powyższego obiektywu, przekonał mnie Pan całkowicie do jego zakupu, co zamierzam uczynić już jutro z samego rana. Konkretnie o 7 rano czasu środkowoeuropejskiego. To będę miał już dwa, bo oczywiście po teście obiektywu żadnego, również nabyłem tamto cacko. Czekam z niecierpliwością na kolejne testy, które to urządzenia zamierzam po testach owych niezwłocznie nabywać. A jak już będę miał tego dużo, to sam przystąpię do testowania i założę bloga fotograficznego i zrobię Panu kąkuręcję. Ha ha ha!!! Hodujesz Pan żmiję na swoim własnym blogowym łonie, Panie Fabrykant. Pozdrawiam serdecznie, jeszcze jako przyjaciel, ale już niedługo jako wróg znienawidzony z kąkuręcyjnego bloga fotograficznego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "kąkóręcja orzywia interes (nawet ten interes, który mężczyźni mają w majtkach) "

      Usuń
  6. Szanowny Panie Waldeck. Masz Pan spore szanse na sukces żmijowy. Jedyne pocieszenie dla mnie jest takie, że zamiast pisać- będę czytał Pańskie wpisy i zaśmiewał się do rozpuku. Jak to już niniejszym czynię.

    OdpowiedzUsuń
  7. á propos "żmijowy" i obecnej Zimy:

    ..."witaj, zimowe przestworze!
    serce radośnie mi bije,
    szukajmy,a może na dworze,
    znajdę zmarzniętą żmiję"...

    napisał to, dawno zmarły, literacki konkurent Fabrykanta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze inny wieszcz, niejaki Adam z Mickiewiczów ( "tych' Mickiewiczów) wypowiedział się w kwestii żmiji, któren to wiersz przytaczam w całości ku pamięci potomności, coby wiedziała o żmijej niewdzięczności:


      CHŁOP I ŹMIJA

      (BAJKA Z LAFONTAINA)

      W pamiętnikach bestyjo-graficznych Ezopa

      Jest wzmianka o uczynku miłosiernym chłopa

      I o pewnego węża postępku łajdackim.



      Chłop wyszedł zimnym rankiem po chrośniak do sadu,

      Aż tu pod bramą wąż mu do nóg pada plackiem:

      Przeziębły, wpół skostniały, przysypany szronem,

      Już zdychał, już ostatni raz kiwnął ogonem.

      Chłop zlitował się nad tą mizeryją gadu,

      Wziął go za ogon, niesie nazad w chatę,

      Kładzie go na przypiecku,

      Podściela mu kożuszek jak własnemu dziecku

      (Nie wiedząc, jaką weźmie od gościa zapłatę);

      Póty dmucha, póty chucha,

      Aż w nieboszczyku dobudził się ducha.

      Nieboszczyk wąż jak ożył. tak się wnet nasrożył:

      Rozkręcił się, do góry wyprężył się, syknął

      I całym sobą w chłopa się wycela,

      W swojego dobrodzieja, w swego zbawiciela

      I wskrzesiciela!

      "A to co się ma znaczyć - zdziwiony chłop krzyknął -

      To ty w nagrodę dobrego czynu

      Jeszcze chcesz mnie ukąsić? A ty źmii-synu!"

      I wnet porwawszy dubasa,

      Tnie węża raz pod ucho, drugi raz w pół pasa.

      Odleciał ogon w jeden, a pysk w drugi kątek;

      Rozpadło się źmijisko na troje źmijątek...

      Darmo drgają

      I biegają

      Ogon za szyją, za ogonem szyja:

      Już nie zmartwychwstanie źmija.



      Przytrafia się to często, że dobry człek jaki

      Niewdzięcznika przygarnie;

      Ale trafia się częściej, że niewdzięcznik taki

      Przepada marnie.

      KONIEC

      Usuń
    2. dobrze, üe wieszcz przypomniany, bo akurat nie uwaüaöem w swym czasie na lekcji polskiego albo teü staöem w käcie

      Usuń
  8. Mam dwa takie i o ile muszę potwierdzić niewielką wagę i wodoodporność, to do zastosowania do picia herbaty już się nie mogę zgodzić, do tego celu jest zdecydowanie niewygodny, już bardziej jako przybornik na biurko się nadaje. Co do jego japońskich korzeni też nie byłbym tego taki pewien, prędzej jakiś chińczyk za miskę ryżu go składał i zapomniał o soczewkach.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jedna soczewka wiosny nie czyni. Jedna żmija- też.

    OdpowiedzUsuń
  10. Tłumaczenie z japońskiego rozwaliło wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój komentarz usunięty przez autora! Autor jak cenzor rodem z PRL-u! Nie chce się prawdy wziąć na klatę...? No cóż, jak to Wilde zdaje się powiedział: to co najbardziej boli, to sprawiedliwość. A kneblowanie buzi, jak czas pokazuje, rodzi potem głośniejszy krzyk, a już samo cytowanie takiego gówna świadczy dobitnie o autorze.

      Usuń
    2. Usunięty przez AUTORA, znaczy się nie przez piszącego bloga, ino przez tego kto pisał komentarz.
      Z zasady nie usuwam komentarzy, niech ta komentujo co chco.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. To widocznie, psiakrew!, zżarło jakieś paskudztwo! :O! A piszącego bloga w takim razie najmocniej przepraszam.

      Usuń
  12. Do wielbicieli gówniarzy

    Kto się za tego typu poezyję nie obraża
    Niech się sam za gówniarza uważa.

    Przeglądam duchem wszystkich wielbicieli moich twarze
    I myślę sobie, o psiakrew!, czy wszyscy są gówniarze?
    A zwłaszcza kilku najbardziej wiernych!
    (tych gnatem zdzieliłbym po zadzie równo!)
    Takich urzeknie, proszę pani, najohydniejsze nawet gówno!
    Tacy powiedzą, że nawet szmira to jakieś wprost prawdziwe cacy,
    Byle by tylko podpisane było S i I Witkacy!,
    Ach, bo Witkiewicz tak dobry jest i doskonały,
    Że nie wiadomo już, czy nawet on oddawał kały!
    Może on nie srał i nie robił pipi,
    Taki On ach!, genialny jest!

    Ci wielbiciele pełni są bezkrytycznego, ach!, zachwytu,
    Bez względu na to, ach!, czy dzieło wyszło z głowy mej, czy też z odbytu,
    Czy w uniesieniu twórczym umysł mój klarowny był jak jakaś, proszę pani, wieczorna, ta tak zwana, ach!, poświata,
    Czy też mój mózg trawiły wszystkie narkotyki świata,
    Łącznie z odorem dorożkarskich bud i stęchłych bram,
    Które tak dobrze są mi znane, lecz nie z Kielc,
    bo muszę wyznać, ach! że nigdy nie bywałem tam.

    A prawdziwy przyjaciel powiedziałby, Ignacy, pewien utwór ci uwłacza,
    Ja dla twojego dobra takie gówno wrzucę tam gdzie jego miejsce, czyli wprost do sracza,
    To choć od dawna jestem, proszę paAni, ten tak zwany zimny trup,
    Takiemu mógłbym nawet wskazać własny grób!

    Ale nie! Znalazł się baran Raj - wielbiciel zapyziały,
    Co pewien utwór mój, psiakrew! wyłuskał, fuj!, jak gniazdo pluskiew spod powały,
    I ścierwo mi się, proszę pani, wywróciło w grobie,
    Gdy ten wielbiciel gówniarz użył wiersza mego, o psiakrew!,
    By wyblwać z pyska swoje fobie,
    Fobie, którymi zionie jak ohyda i śmierdząca zmora,
    Że człowiek widzieć może go jedynie jako cuchnącego własnym sosem, ach, potwora,
    Więc zamiast śpiewać, ten wielbiciel witrolejem sika w pyski, gębą sra,
    Gdy mu muzyczka skądsiś gra.

    Dlatego błagam wielbicieli moich, och!, psiakrew! gówniarzy,
    Niechaj zamilkną, ach!, ta szmira niech się ze mną nie kojarzy,
    A spośród tych gówniarzy wszystkich, panie Raj,
    Panu zabraniam wielbić siebie naj!,
    Bo niedługo, ach, zapomną wszyscy żem autorem "Matk"i oraz "W małym dworku"
    I pamiętać będą tylko o tym grafomańskim, ach, potworku,
    I mnie tak sobie będą wyobrażać - symbol, jako szczyt ohydy,
    Jako jakiś Paramount najgorszej pseudoliterackiej brzydy.

    I nie chcę, potąd wielbicieli mam, co z tyłka sączy im się mowa w śliskim kłamstwie,
    W zaczajonej za nim złośliwości, chęci krzywdy
    I zlekceważenia, ach!, i zwykłym chamstwie.
    I tak nie znoszę w ogóle obłudnych gówniarzy,
    Ale gdy mymi wielbicielami śmieli być -
    Tym gorzej! Precz ode mnie, gatunku wraży!
    I niech mi się Raj nigdy więcej nie ukaże,
    (wolę z czartami w piekle po wsze czasy tkwić
    I w najpiekielniejszych wprost stosunkach z nimi być!),
    A wielbicieli mych gówniarzy wszystkich w kupie -
    zwalę gnatem dla ekonomii po olbrzymiej wspólnej dupie.

    Proszę mi wybaczyć, że nie składam
    własnoręcznego podpisu, ale,
    jak powszechnie wiadomo,
    jestem, o, psiakrew!, w fazie daleko posuniętej
    dematerializacji.
    Do pisania używam medium.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre, dobre, Mistrzu! Niech Ci ziemia lekką będzie! Sęk w tym że wierszyk o gówniarzach strasznie ci on nośny i wpada w ucho, a do tego z lekka obrazoburczy- do cytowania z pamięci nadaje się doskonale. Omawia ci on, ten wierszyk i stosunki polsko- polskie i stosunki polsko gówniarskie, zatem jest, wbrew pozorom, dość uniewrsalny.

      Usuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.