poniedziałek, 25 maja 2015

Back to the 90-ties. Wszystkie Sigmy AF 400 /5,6. Część 1

Kocham te wszystkie obiektywy. One są takie słodziutkie, maleńkie i niewinne. To tylko ich konstruktorzy dają czasem tyłów.
Tymczasem spojrzałem przez lipko aparatu i tak mi się spodobało, że nie dałem rady. Zakochałem się w lunecie. Wszistko wibaczam. Bo milość, mój mily- to ja (cytat).
I luneta 400mm trafiła już raz na Fotodinozę, a teraz trafia inna luneta.
Sigma AF 400/5,6 + Canon D60, bez obróbki, zmniejszone. f/13 ISO 400
Stałoogniskowe AF 400/5,6.
I w tym zakochaniu długoogniskowym tak się rozpisałem, że muszę podzielić na części- najpierw posmarujemy masełkiem podkładowym, a w następnej części będzie smakowita bitwa antycznych potworów. Oba stare, jeden bardziej legendarny od drugiego.
Pierwszy na Fotodinozie artykuł dwuczęściowy. Voilà! (Tak zwany -Kfazi Miś, Wuala).

Obiektyw 400mm to potężne tele, w miarę niezłe do celów przyrodniczych, na tyle długie, że są już pewne szanse ucieczki przed rozwścieczonym bawołem, który akurat nie życzy sobie żeby mu robić zdjęcia, całkiem fajne do zbliżeń krajobrazów i niektórych sportów, tych sportów, co to gdzieś tam biegają na horyzoncie, a nie grają w tenisa stołowego. Do tenisa stołowego są trochę krótsze niż 400mm. 
Sigma AF 400/5,6 + Canon D60 f/5,6 ISO 400
 
Sigma AF 400/5,6 + Canon D60, bez obróbki, zmniejszone. f/10 ISO 400


400mm kompresuje świat do linii i nakładających się planów i daje obrazek jak z teleskopu Hubble'a. I to jest w nim piękne i kuszące. Rzecz jasna nie można nazwać go uniwersalnym. Żeby zrobić komuś porządny portret, taki w którym fotograf nawiązuje kontakt bezpośredni z modelem, należy wyposażyć się w krótkofalówkę, lub skorzystać z sieci GSM. Żeby użyć tego co potocznie zwą "zoomem nożnym" należy wyposażyć się w dobre buty do wędrówki i prowiant. Żeby wreszcie znaleźć motyw godny uwiecznienia tym kieszonkowym Hubblem, trzeba przestać patrzeć jak normalny człowiek- na rzeczy normalnie postrzegane, a zacząć patrzeć jak dowódca łodzi podwodnej- przez peryskop w stronę horyzontu.

Dzisiaj na rynku występują w większości stałoogniskowe czterysetki profesjonalne, ze światłem f/2,8 w cenie nowego samochodu, lub ze światłem f/4 i stabilizacją, w cenie niezłego używanego. Dawniej, szanujące się firmy produkowały jeszcze stałoogniskowe czterysetki ze światłem f/5,6, które miały bardzo poważne zalety: były niewielkie, łatwo manewrowalne, stosunkowo lekkie i miały ceny znacznie rozsądniejsze (choć nie można ich nazwać niskimi). Dlaczego już ich właściwie nie robią? Oprócz zalet miały także i wady, a największa- dla producentów- była ta, że zmniejszały sprzedaż drogich, jasnych i stabilizowanych. Oprócz tego- przyznaję- zoomy przy tej ogniskowej są bardziej użyteczne i uniwersalne.
Były niezbyt jasne. Oczywista oczywistość. Nie nadawały się do wszystkiego co by człowiek chciał. A człowiek chciał wszystko. Ale dziwnym trafem tęsknota za tym skutecznym i rozsądnym sprzętem przelewa się czasem przez fora internetowe, póki ich dawni użytkownicy nie wymarli.
O Sigmie 400/5,6 jest w tych narracjach mniej, ze względu na to, że w latach 80-tych i 90-tych nie była firmą z pierwszej ligi, a zatem najlepiej sprzedawały jej się tanie obiektywy. Droższe traktowane były z pewną taką nieśmiałością. A 400/5,6 do nich należała, choć i tak kosztowała 1/3 kwoty jaką trzeba było płacić za firmówki First Party..

Część 1. History will teach us nothing.
Wszystkie Sigmy 400/5,6 autofokus.

Zacznijmy od początków, prapoczątków. To jest właśnie typowy przedstawiciel prawie wymarłego gatunku, jak wspomnieliśmy- całkiem fajnego i praktycznego, obiektyw z gatunku "Semi Pro", dla zaawansowanego entuzjasty z ograniczonym budżetem. Tego samego, którego pragną usunąć ze swojego targetu wszystkie firmy fotograficzne z Sony na czele- napisało się o tym opowiadanie- o Półprofesjonaliście..
Firmy chciałyby mieć najchętniej za klientów następujące grupy osób: kasiastych amatorów (można im wmówić wszystko, za każdą cenę), kasiastych entuzjastów, gotowych kupować sprzęt profesjonalny jakby nim zarabiali na życie, oraz kasiastych profesjonalistów, którzy robią to rzeczywiście.
Entuzjaści z ograniczonym budżetem są przekierowani na firmy trzecie (Third Party), a jeśli tam nie znajdą tego czego potrzebują (coraz częściej nie znajdują, bo Sigma i Tamron aspirują do coraz to wyższego poziomu)- muszą skierować wzrok na sprzęt używany, bo nowego się już nie produkuje.
I ja właśnie nic innego nie robię, dniami i nocami, tylko kieruję wzrok na sprzęt używany.

No i muszę się przyznać- patrzę, patrzę i nic nie kumam. Nic nie kumam w temacie, który jest moim ulubionym konikiem- historii obiektywów Sigma autofokus, konkretnie historii obiektywu 400mm f/5,6. Przekopuję się przez internet szpadlem i grzęznę w niejasnościach, koła buksują, no i nie daje się dojść do sedna. Coś tam wiem, ale nie wiem najważniejszego- o jakim obiektywie jest ten artykuł? Niezły dylemat, prawda?
Z grubsza- nie wiem jaki obiektyw testuję.

Jest to sprawa tak skomplikowana, że jej wyjaśnienie zajmie większość artykułu, tak że właściwe testowanie nie będzie już konieczne.

Początki były zamierzchłe. Obiektyw 400/5,6 manualny produkowała Sigma od 1978 roku pod przydomkiem "Super Tele XQ". Niestety obiektywy te musiały wymrzeć przed potopem- znalazłem tyko jedno zdjęcie takiego manualnego szkła w internecie. Ale wystarczy.
  Ten obiektyw należy uznać za przodka naszych autofokusów, bo Sigma produkowała także lustrzany obiektyw o tych samych parametrach.
Następny krok w historii był bardzo odważny. Sigma zaproponowała jako pierwsza firma na świecie obiektyw o ogniskowej 400mm z autofokusem. Było to w roku 1988.
Było to raptem rok po prezentacji pierwszego aparatu systemu EOS.
Podkreślmy to- było to na trzy lata przed zaprezentowaniem pierwszej bardzo jasnej 400-tki przez Canona (400/2,8 L) i na 5 lat przed wypuszczeniem przez niego podobnego szkła Semi-Pro tj. Canona 400/5,6L. Nasza Sigma wyprzedziła tym obiektywem także wszystkie długie teleobiektywy Minolty i Nikkory 400mm autofokus.

Ten obiektyw był produkowany do... no właśnie nie wiadomo do którego roku. Mroki średniowiecza kryją wczesne lata autofokusów Sigmy. Sporo internetowych źródeł podaje że do 1994-5 roku, bo wtedy wszedł na rynek najbardziej znany spośród czterysetek- obiektyw 400/5,6 APO Tele Macro.
Ale to nie jest prawda. Po drodze była jeszcze jedna wersja, o której pisze dużo źródeł, a jak się przyjrzeć uważnie- to dwie, o którech pisze tylko Fotodinoza.
Otóż mój obiektyw wygląda tak:
A w internecie można znaleźć tak samo opisane obiektywy, które wyglądają tak:
Wytęż wzrok i znajdź jeden szczegół jakim różnią się te obiektywy, oprócz koloru.
Różnią się! Okienko od skali odległości skacze raz przed, a raz za pierścień ostrzenia. Niestety nie dowiecie się z całkowitą pewnością- która była wcześniejsza. Ja przeprowadzę spekulację- wcześniejsza była ta z okienkiem od tylnej strony, bo bardziej przypomina kształtem manualną Sigmę.
Do tego wszystkiego następne wersje 400/5,6 także, jak zauważycie występują z okienkiem raz z przodu, a raz z tyłu. Być może chodzi o mocowania pod różne bagnety (Canon, Nikon, Pentax), które wymuszało zmianę konstrukcji.

Ostrzegam, że powyższa spekulacja nie jest oparta na niczym pewnym. 

Drzewo genealogiczne Sigmy 400 autofokus według tej spekulacji wygląda tak:

 Sigma AF 400/5,6 (wrzesień1988-?)
Sigma AF 400/5,6. Osłona schowana

okienko skali odległości od strony tylnej- za pierścieniem ostrzenia
Średnica przedniej soczewki 72mm
minimalna odległość ostrzenia 4m
przesłona maksymalna: f/22
11 elementów w 8 grupach
prawdopodobnie dwie soczewki ULD.
wymiary: 85 x 213,5 mm
waga: 890 gram

Szkło całkowicie metalowe, z wysuwaną, wbudowaną osłoną przeciwsłoneczną, mimo potężnej ogniskowej lekkie i nieduże. Wyposażone w niezdejmowane mocowanie statywowe, swoim pierścieniem prawie gładko wpasowane w tubus. Produkowane w czterech wariantach kolorystycznych lakierowania- czarnym, białym, szarym i oliwkowym. Podobne opcje miały też inne teleobiektywy Sigmy z tamtych czasów. Pierwszy obiektyw autofokus o tej ogniskowej.
 
Sigma AF 400/5,6 (?- 1993(?))
Sigma AF 400/5,6. Osłona schowana

okienko skali odległości od strony frontowej- przed pierścieniem ostrzenia.
Średnica przedniej soczewki 72mm
minimalna odległość ostrzenia 4m
11 elementów w 8 grupach
prawdopodobnie dwie soczewki ULD.
wymiary: 85 x 213,5 mm
waga: 1100 gram
Nie mam szczerego pojęcia czym różniły się, oprócz wyglądu te wersje.Ta ma wygładzone krawędzie, brak karbowania na osłonie przeciwsłonecznej. Nie wiem też czy różnica w wadze była rzeczywista, czy też jest to jakieś przekłamanie. W internecie znajduje się znacznie więcej zdjęć tej odmiany czterysetki, niż tej poprzedniej.

Sigma AF 400/5,6 APO(1993(?)- 1994)- info z katalogu 1993.
Sigma AF 400/5,6 APO. Osłona schowana


Sigma AF 400/5,6 APO. Osłona wysunięta.

Średnica przedniej soczewki 72mm
minimalna odległość ostrzenia 4m
przesłona maksymalna: f/22
11 elementów w 8 grupach
" w konstrukcji użyto szkła SLD"
wymiary: 85 x 212,5 mm
waga: 1445 g.
Szerszy niż u poprzednika pierścień ostrzenia, duży napis APO na mocowaniu statywowym, sam pierścień tego mocowania- wyraźnie grubszy- odstaje od profilu tubusu. Zmiana konstrukcji optycznej- więcej soczewek. Na pierwszym zdjęciu- okienko skali odległości za pierścieniem, a na drugim zdjęciu (katalogowym)- przed. 

Sigma AF 400/5,6 APO Tele Macro, 1994- 1996.
Sigma AF 400/5,6 APO Tele Macro. Osłona schowana

Średnica przedniej soczewki 77mm
minimalna odległość ostrzenia 1,6m
przesłona maksymalna: f/32
10 elementów w 7 grupach
dwie soczewki ze szkła SLD
wymiary: 90,5 x 257,2 mm
waga: 1445g. / 1500 (HSM) g.
Pierwsza wersja APO Tele Macro z matowym lakierem, zdaje się że gumowanym- typu "Zen", szeroki pierścień ostrości. Wyjątkowo mała minimalna odległość ostrzenia była przebojem wśród teleobiektywów. (biła Canona o zabójcze 1,9m). Znowu zmieniono ilość soczewek, tym razem jest ich mniej.

Sigma AF 400/5,6 APO Tele Macro/ Tele Macro HSM 1996- 2001- info z katalogu 1996.
Sigma AF 400/5,6 APO Tele Macro. Osłona schowana
Sigma AF 400/5,6 APO Tele Macro, wersja biała. Osłona schowana

Średnica przedniej soczewki 77mm
minimalna odległość ostrzenia 1,6m
przesłona maksymalna: f/32
10 elementów w 7 grupach
dwie soczewki ze szkła SLD
wymiary: 90,5 x 257,2 mm
waga: 1445g. / 1500 (HSM) g.
Druga wersja, na pozór bardziej plastikowa- pokryta gładkim satynowym lakierem w wersji białej, lub czarnej, pierścień ostrzenia jeszcze większy i karbowany wzdłuż osi obiektywu. Ten wariant jest popularniejszy, bo dłużej produkowany, najbardziej znany i uznawany za najlepszy z czterysetek Sigmy. Wiele osób używa go do dziś, nie przejmując się brakiem możliwości przymknięcia przesłony na Canonie. Wariant z silnikiem zwykłkym, oraz cichym silnikiem ultrasonicznym HSM- pierwszy raz w gamie Sigmy.
W roku 1996 kosztował 590 $, podczas gdy Canon 400/5,6 L- 1470 $.

Fotodinoza ostrzega: Ministerstwo Zdrowia, albo Opieki Społecznej, wybór należy do Ciebie- Mimo wielu starań powyższy spis może nie być kompletny i w pełni zgodny z prawdą.

Po 2001 roku, w którym nastąpił armageddon i Canon wprowadził nowe protokoły elektroniczne, które w efekcie powodowały brak współpracy tych obiektywów Sigmy z nowszymi aparatami Canona inaczej niż na pełnym otworze przesłony- czterysetka zniknęła z rynku zastąpiona przez zoomy. Występowały także jakieś problemy z Sigmami dedykowanymi do Minolty/Sony. Ostatnia wersja APO Tele Macro była rechipowana w serwisach do współpracy z nowymi lustrzankami, ale nie wiem czy jeszcze jest to możliwe.
Trzy generacje Sigmy- na górze AF 400/5,6 APO Tele Macro, w środku AF 400/5,6 APO Macro, na dole pierwszy AF 400/5,6. Osłony wysunięte. Zdjęcie wzięte z:
http://www.dpreview.com/forums/thread/2813649

Mój (drugi najstarszy) wariant Sigmy współpracuje w pełni z Canonem D60, współpracuje wyłącznie na pełnym otworze z wszystkimi moimi aparatami APS-C (Canon 30D, 40D,400D), ale z 6D robi zdjęcia w automacie prześwietlone o dobre 2EV, trzeba go tresować w trybie M.

No i w następnej części- TUTAJ, za dni parę, potresujemy troszeczkę naszą Sigmę i postawimy ją naprzeciw godnego konkurenta. Będzie szybka bitwa Sigma AF 400/5,6 contra Canon 400/5,6 L. Nie ma jeszcze takiego testu w internecie. Kogo obstawiacie? Miejmy nadzieję, że Sigma potrenuje troszkę przed tym starciem...

Pompuj pompuj pompuj, człowieniu
Trenuj
A ujrzysz progres w okamgnieniu
Jeśli ktoś rzuci ci wyzwanie
Jak spartanie vis a vis wygranej staniesz.

Fabrykant
dyrektor kreatywny wyjątkowo walnięty o sprzęty.

Źródła i źródełka:
Canon EOS System- Jarosław Brzeziński
System Nikon- Marcin Górko
Minolta Dynax System- Paweł Baldwin

Katalogi Sigmy z r. 1993 i 1996

Różne wersje Sigmy 400AF:
http://www.dpreview.com/forums/thread/2813649

http://www.photoclubalpha.com/2009/03/06/sigma-classic-400mm-tele-quick-rechip/

http://www.dyxum.com/lenses/Sigma-400mm-F5.6_lens397.htmlhttp://www.trademarkia.com/photoline-74033482.html

http://www.csse.monash.edu.au/~carlo/Sigma-AF-400mm-f5.6-APO-B.html

4 komentarze:

  1. czy w tych Sigmach nie da się ręcznie przestwić przysłony na np. 8 i w tej pozycji użyć do Canona? (aby nie było tylko przy pełnym otworze)...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma pierścienia przesłon. Przecie to EOS- wszystko przez prąd elektryczny. Sposób jest jeden, ale b. bezsensowny i niewygodny. 1. Kupujemy za 30 złotych jakiś aparat analogowy, który współpracuje z Sigmą. 2. Zakładamy Sigmę do niego i naciskamy przycisk podglądu głębi ostrości (o ile go mamy- w tańszych modelach zwykle dostępny przez funkcje użytkownika "Custom Functions"), 3. Sigma przymyka przesłonę, 4. Zdejmujemy w tym stanie Sigmę z aparatu analogowego i przekładamy na cyfrowy ALE w ten sposób, żeby styki elektroniczne aparatu i obiektywu nie zetknęły się- czyli nakręcamy bagnet "nie do końca". 5. Uzyskujemy w ten sposób obiektyw manualny o zadanej przesłonie. 6. Po pierwszym zdjęciu tracimy zapał i chęci do tej bezsensownej operacji i rzucamy obiektyw w kąt, zaczynamy pić z rozpaczy, wpadamy w alkoholizm i melancholizm, staczamy się po równi pochyłej.
    Innym, prostszym sposobem jest kupienie starego aparatu cyfrowego, który współpracuje ze starymi Sigmami, są to, wg. mej wiedzy D30, D60 (nie mylić z 30D i 60D!), oraz 1D i 1Ds pierwszych generacji.
    Innym, jeszcze prostszym sposobem jest posiadanie Nikona i kupienie tej Sigmy z mocowaniem nikonowskim. Ale, rzecz jasna- będzie znacznie droższa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy artykuł Fabrykancie!
    W tym miejscu warto poinformować, że historia Sigmy (włącznie z opisem części obiektywów) jest dostępna na internecie: http://www.sigma-imaging-uk.com/sigmalounge/sigma-history-1961-to-present-day/

    Przy okazji mam propozycję: jako, że Fotodinoza opisuje głównie sprzęt na wskroś nieprofesjonalny - cóż mogło by być lepszego niż zestawienie i testy jakichś starych megazoom'ów, które jak wiadomo są do wszystkiego czyli do niczego..

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję! Sigma lounge była do zeszłego roku prywatną inicjatywą entuzjastów, jednak nawet gdy korespondowałem z japońskim oddziałem Sigmy- to odsyłano mnie tam właśnie w kwestiach historycznych. Od tego roku na witrynie położyła łapę, czy też wzięła pod swe skrzydła Sigma United Kingdom. Ze strony owej korzystam od czasu do czasu i nawiązywałem do niej w poprzednich wpisach z tagiem "Sigma", aczkowlwiek jest to strona dość niedokładna. Nie jestem w stanie zweryfikować wszystkiego- daty się zwykle zgadzają, ale w kilku przypadkach zdjęcie jednej wersji obiektywu służy za ilustrację do kilku następnych. To obniża nieco jej wiarygodność. Dziwię się, że Sigma, wzorem Canona, Nikona czy innego Pentaxa nie założy swojej własnej, prawilnej strony historycznej uwzględniającej Wszystko Co Wyprodukowano, tylko korzysta z pracy entuzjastów amatorów. Wygląda jakby im się nie chciało.
    Fotodinoza opisuje oczywiście sprzęt w pełni półprofesjonalny. Niestety robię to zgodnie z własnymi zainteresowaniami, oraz zasobami, zatem testy megazoomów nie wchodzą za bardzo w grę- miałem kiedyś Sigmę 28-200, która nie wzbudziła mego entuzjazmu i sprzedałem ją za marne środki płatnicze. Do innych megazoomów nie mam ani dostępu, ani serca. Ale jekby kto chciał napisać o nich artykuł, to chętnie przyjmę w gościnę.

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.