Rene
Burri- "Buenos
Aires 1961"
„Szefem
(...)zespołu lekarzy był dystyngowany, zatroskany dźentelmen,
który podsunął Yossarianowi palec pod nos i spytał:
-
Ile palców widzicie?
-
Dwa- powiedział Yossarian
-
A teraz ile palców widzicie?- spytał doktor wyciągając dwa palce.
-
Dwa- odpowiedział Yossarian.
-
A teraz? - spytał doktor nie pokazując ani jednego palca.
-
Dwa- odpowiedział Yossarian.
Twarz
lekarza rozjaśnił uśmiech.
-
Na Jowisza, on ma rację- oświadczył tryumfalnie- on rzeczywiście
widzi wszystko podwójnie.”
Joseph
Heller -„Paragraf 22”
PRZYPADEK
I CHAOS
Zdjęcie
znalazło się samo podczas oglądania przeogromniastych zasobów
agencji fotograficznej Magnum.
Pan Rene Burri jest jej szacownym i
długoletnim członkiem, reporterem zbierającym obrazy z całego
świata. Jest to facet o wszechstronnych zainteresowaniach- często
pejzażysta abstrakcjonista, często portrecista. Spośrod jego
licznego dorobku to zdjęcie przykuło wybitnie moją uwagę.
Przykuło nie wiadomo czym, na pierwszy rzut oka. Po przykuciu
zacząłem się nad nim głęboko zastanawiać i oglądać je z
każdej strony. Samo do takiej analizy prowokuje, jako zdjęcie
oparte na strukturze- natłok elementów nie przeszkadza mu
oddziaływać jakąś zwracającą uwagę harmonią- znaczy to że
elementy nie są ułożone chaotycznie a mają jakiś sens, który
działa na naszą podświadomość.
Niewątpliwie
układ zdjęcia nie jest przemyślaną, wypracowaną kompozycją.
Nieomalże jest dziełem przypadku- osoby będące głównymi
postaciami kadru są uchwycone w ruchu- ułamek sekundy później
cała kompozycja zniknęła w otchłani czasu, wraz z odlatującymi
gołębiami. Nie mogę jednak powiedzieć że zdjęcie idzie ściśle
za duchem filozofii „decydującego momentu”- to układ który
powstał poza wolą i ścisłą obserwacją fotografa. Myślę że
Burri musiał strzelić co najmniej kilka klatek z tego ujęcia, być
może jakieś inne z tych klatek były jeszcze dobre. Olbrzymią jego
zasługą był WYBÓR idealnego zdjęcia. Sądzę że nie
przeprowadzał przy tym analizy strukturalnej jaką tu poczynimy za
chwilę- zdjęcie jest dobre bo przykuwa uwagę- to każdy fotograf
wyczuwa instynktownie. „Jak poznać dobrą fotografię? Wystarczy
obejrzeć milion zdjęć- potem już nigdy się nie pomylisz”
(Vonnegut strawestowany). Burri na pewno spełnił to kryterium.
ŚWIATŁO
I PRZESTRZEŃ
Im
dłużej zastanawiałem się nad tą fotografią tym bardziej
nabierałem przeświadczenia że analiza doprowadza mnie do wniosków
wariata.
Na
początek- CO tak zwraca uwagę na zdjęciu. Jako pierwsze rzucają
się w oczy jasne tło posadzki pocięte liniami, ciemne elementy-
postacie na tym tle i- co trochę trudniej dostrzec- cienie. Można
sądzić że Burri skomponował to zdjęcie opierając się najpierw
na nieożywionych elementach tworzących tło- posadzce i
archiekturze- analizując je można dostrzec równoległość linii
dachu klasycystycznej budowli w tle i linii na posadzce. To rama
podstawowa. Dopełnieniem tej podstawy jest coś co nadaje zdjęciu
bardzo niecodzienny klimat- światło. Decyzja o zrobieniu zdjęcia
wprost pod słońce, które ukrywa się za palmą w centrum kadru-
była kluczowa. Palma stanowi dzięki temu centrum kompozycji, a
nietypowe oświetlenie tylne daje wyraziste linie cieni biegnące w
stronę obiektywu. Jasny odblask od posadzki, dobre naświetlenie
negatywu i (zapewne) delikatna obróbka zdjęcia pod powiększalnikiem
w ciemni- niweluje, ukrywa ów efekt przed mniej doświadczonym
widzem. Fotografia skrywa dyskretnie tą słodką tajemnicę i po raz
nieskończony objawia bezsens potocznego twierdzenia że „zdjęć
nie należy robić pod słońce”- ależ należy, należy...

WIDZĘ
WSZYSTKO PODWÓJNIE- ZAWOŁAŁ YOSSARIAN
Najbardziej
niecodzienny aspekt tej fotografii jest również nieewidentny-
ukryty. Przyjrzyjmy się zdjęciu jeszcze raz- przypadkowo ułożone
postaci nie wpisują się w jakikolwiek czytelny, klasyczny układ-
można zauważyć tylko że dwie kobiety z prawej strony stanowią
ładne domkniecie kompozycji, budują równowagę- symetrię zdjęcia.
Symetrię- a więc układ współistniejących DWÓCH elementów.
Dwa
gołębie na środku placu, dwie kopulaste wieże, dwie pary
równoległych linii... Żeby unaocznić że nie ma tu pomyłki
musiałem sam sobie pozaznaczać klocki tej układanki. Wszystkie
główne elementy fotografii są podwójne! Nie są całkowicie
bliźniacze, stąd nieewidentość tego dualnego rytmu. Ale stąd
między innymi charakter tej fotografii. Obejrzyjcie sami. I
stwierdźcie czy przypadkiem nie zostałem Yossarianem.
Fabrykant
P.S.:
Polecam moje oryginalne kryminały z klimatyczną Łodzią w tle:
"Tramwaj
Tanfaniego" dziejący się w czasach świetności
przemysłowej Łodzi w roku 1905. Rzecz inspirowana prawdziwymi
wydarzeniami - zabójstwem Juliusza Kunitzera, twórcy łódzkich tramwajów.
Książka nagrodzona Exlibrisem Biblioteki im. Piłsudskiego za najlepszą
powieść o Łodzi w 2021 roku.
Reżyser Władysław Pasikowski o "Tramwaju Tanfaniego":
"Wciągające.
Rewolucja upadła, ale rewolucjoniści zostali... W Łodzi w zamachach
giną zamożni fabrykanci. Kto stoi za tymi zbrodniami? Frapująca intryga i
pełnokrwiści bohaterowie, ale prawdziwą bohaterką jest Łódź pod koniec
1905 roku. Jedno z najbarwniejszych i najbardziej oryginalnych miast
tamtych czasów. To nie kino, to autentyczny fotoplastikon z epoki... Ja
nie mogłem oderwać oczu od okularu. Polecam!"
"Tramwaj Tanfaniego" jest do kupienia wysyłkowo tutaj: LINK
"Złoty peugeot" to niebanalny kryminał motoryzacyjny z Łodzi epoki
wczesnego Gierka. Tajemnicza zbrodnia, nieudolna milicja, zakulisowe
przepychanki z władzą PRL a po drugie kawałek historii polskiej
motoryzacji i łódzkiej architektury oczami (i rękami) pewnego mechanika z
ulicy Wschodniej, który chcąc nie chcąc musi zabrać się za dociekanie,
dlaczego ktoś musiał zginąć i kto go zabił. Są wciągające tajemnice,
splątane wątki, brawurowe pościgi samochodowe, jest wiele charakterystycznych
postaci budujących mikrospołeczność powieści. W warstwie trzeciej
książka jest nasycona aluzjami do literatury popularnej z czasów PRL a
wynajdowanie tych i innych smaczków z Niziurskiego czy Nienackiego jest dodatkową rozrywką.
Do kupienia wysyłkowo - TUTAJ
"Deluks" - wielowątkowy kryminał dziejący się w roku 1976 składa się z kilku
warstw, począwszy od tematyki automobilowej, poprzez dawne tajemnice Łodzi, kończąc na echach II Wojny
Światowej. Książka tym razem aluzyjnie nawiązuje do tzw. kryminału milicyjnego, jednak dekonstruuje ten schemat, inaczej rozkłada racje i ironizuje z klimatów PRL. W świat
dawnej Łodzi pomaga czytelnikowi przenieść się zespół pełnokrwistych
bohaterów - od lumpów i milicjantów po profesorów i prywaciarzy. Akcja zawiązuje się wokół warsztatu
samochodowego, poniekąd kontynuując klimat "Złotego Peugeota", jednak cała
opowieść jest autonomiczną fabułą. Będziecie zaskoczeni!
"Deluks" do kupienia wysyłkowo - TUTAJ
"Wariatka
ze Spornej" - napisana wspólnie z Tomaszem Włodkowskim -Światowej
sławy reżyser usiłuje skończyć swoje ostatnie filmowe dzieło
niekonwencjonalnymi metodami. Równolegle ginie jego wieloletni
współpracownik i asystent.
Młoda policjantka, niedawno przybyła do
Łodzi ma poprowadzić śledztwo, które będzie wymagało od niej
szczególnego zaangażowania, cierpliwości, uwagi i... erudycji.
Tytułowa
ulica Sporna zdaje się trwać w niezmiennym od stu lat stanie, ale to
tylko pozory. Miasto dookoła przekształca się w bólach, jest rok 2003, Polska ma zaraz wejść
do Unii Europejskiej, ale niechciany bagaż PRL jest wciąż obecny,
również w policji. Kto i dlaczego zabił? Co ma wspólnego wielka sztuka i
małe morderstwo?
"Wariatka ze Spornej do kupienia wysyłkowo TUTAJ
Nadaje się na wykład w Szkole Filmowej - "Analiza kompozycji fotograficznej". Brawo!
OdpowiedzUsuńi jeszcze musiałem Blogowemu nadzorcy udowodnić, że nie jestem automatem.
Marcinku, zlikwiduj to i-programistyczne ograniczenie bo nie należy dyskryminować automatów (co udowodnił Stanisław Lem w Dziennikach Pilota Pirxa.) Dajmy automatom też coś powiedzieć. Bardzom ciekaw!
Dziękuję za komplementa. Bardzo mi miło, zwłaszcza że z tak szacownych ust! Zgodnie z życzeniem usunąłem wszystkie bariery automatoodporne. Przy czym Lem w niektórych miejscach Dzienników mówił coś wręcz przeciwnego... Lepiej nie ufać tymż automatom. Strzeżmy się!
OdpowiedzUsuń