wtorek, 7 stycznia 2014

Sigma. Kundel- czempion.

Część pierwsza, być może nie ostatnia

Czy można uogólniać? Można. Proszę bardzo.
Sigma to firma nieco dziwna, acz ciekawa. Odważna, ale czasem nie mająca szczęścia. Mająca mieszane opinie wśród fotografów. Uznana za zawodnika spoza podium, ale często wygrywająca zawody. Wytrwale dążąca do przodu.
A najdziwniejsze- wszyscy chwalą się swoją historią, a Sigma woli troszkę o niej zapomnieć. No cóż- były wpadówy, panie mecenasie, ale wyszliśmy na prostą...
Na oficjalnej stronie producenta można znaleźć co najwyżej skromną notkę historyczną o początkach. Nie dowiemy się niczego o dawnych obiektywach Sigmy- ważne jest tylko tu i teraz, najnowsze modele. To się marketingowo opłaca, a wspominanie o 50-ciu poprzednich latach wymagałoby wspomnienia także o niektórych mniej chlubnych momentach.

Ciekawe co ja bym zrobił na miejscu dyrektorów Sigmy? Chyba bym walił prosto z mostu o błędach i wypaczeniach minionej epoki. Zwłaszcza że oprócz błędów były zwycięstwa i to nie byle jakie.

Na początek- same zwycięstwa:
Najpierw była manufaktura w Tokio, która pośrednio skorzystała na boomie japońskiej gospodarki i rosnącej marce japońskiej elektroniki i optyki. Pisał o tym Marcin Górko w swojej historii Nikona- w fotografii zaczęło się to od wojny w Korei. Fotoreporterzy i fotografowie prasowi mieli stamtąd daleko do swoich macierzy, a tu okazało się że sprzęt psuje się w ciężkich warunkach klimatycznych i okolicznościowych. Blisko było do Japonii, gdzie pojawiły się warsztaty i manufaktury oferujące sprzęt, którego spróbowali zawodowcy z Korei. I nagle okazało się że obiektywy i aparaty nie ustępują Leice i Zeissowi, a jeśli nawet nieco ustępują- to są wielokrotnie tańsze. Potem Nikon został oficjalną firmą reporterów magazynu „Life” i zaczęła się wielka kariera japońskich aparatów i optyki.
Sigma została jedną z bardzo wielu firm produkujących szkła do aparatów. Jej historia zaczęła się w 1961 roku, kiedy stworzono Sigma Research Centre w Setagayaku. W latach 60-tych projektowano tu sprzęt mający konkurować na rynku w warunkach gęstniejącej konkurencji. Sporą częścią były obiektywy popularne, powtarzające parametry optyki „firmowej” Nikona czy Pentaxa, sprzedawano je w niższych cenach, kuszących dla amatorów.
Od samego początku istnienia Sigma skupiała się jednak na wypracowaniu własnych nisz, w których byłaby hegemonem. I to była, rzecz jasna, dobra strategia, bo dzięki temu firma zaczęła się wyróżniać i została zapamiętana.
Lata 60-te i 70-te to światowa epoka manualnych obiektywów o pancernej, jak na dzisiejsze czasy konstrukcji- obiektywy każdego producenta były bez wyjątku metalowe, najczęściej z korpusem z mosiądzu, wszystko to ciężkie i sprawiające wrażenie niezniszczalnego. Takie też były Sigmy.
Kto chce prześledzić sigmowskie kalendarium (niekompletne) może je znaleźć tutaj:
http://www.sigmauser.co.uk/index.php?option=com_content&view=article&id=51&Itemid=67

Zrobię tu mały, amatorski przegląd rodzynków wyciągniętych z tej listy, które się wybijają i dzięki którym Sigma doszła tam gdzie jest dzisiaj.
Pierwszym szkłem jakie uderza po oczach był jeden z pierwszych obiektywów jakie produkowano u Sigmy (być może nawet pierwszy-próbuję to ustalić). Sprzedawano je pod marką innego znanego producenta osprzętu fotograficznego jako Beroflex, a później także pod paroma innymi markami i jest to:

















Sigma/ Beroflex 12mm f/8 fisheye z 1961 roku.
Jak widać sprzęt nie był zbyt jasny według dzisiejszych kryteriów- można rzec ciemny jak nieszczęście, ale miał inne niewątpliwe zalety- był rybim oczkiem dającym okrągły obraz na klatce 35mm, o wyjątkowo krótkiej ogniskowej i gigantycznym polu widzenia 180°. Do tego miał stosunkowo rozsądne rozmiary i wagę i cenę.
Fajna strona z testem tego obiektywu:



Sigma Mirror Ultratelephoto 500 f/4 z 1974-go był za to monstrualnym potworem o konstrukcji lustrzanej. Był to jeden z najjaśniejszych obiektywów lustrzanych o jakich słyszałem, jaśniejszy od Nikkora 500 f/5 o tej samej ogniskowej, ale odbijało się to na jego wadze i rozmiarze.
Trzeba powiedzieć że to jedno z manualnych szkieł jakie chciałoby się mieć, choć na pewno nie jest to obiektyw do noszenia na codzień.




Sigma 39-80/3,5 Zoom to pierwszy zoom Sigmy z 1974-go. Należy zauważyć że jasność tego szkła jest bardzo dobra i zrobiłaby karierę nawet dziś. Była to bezpośrednia konkurencja dla długo produkowanego 43-86/3,5 Nikona z lat 1963- 76, ale mająca szerszy zakres od dołu, co dawało większą uniwersalność. Rok wcześniej ukazał się też najjaśniejszy w tej klasie Canon 35-70/2,8-3,5, ale był to produkt raczej luksusowy. Szersze niż 35mm standardowe zoomy pojawiły się dopiero na początku lat 80-tych, między innymi sigmowski tzw. Zoom Theta: 28-80 3,5- 4,5.



Następny smakołyk z roku 1976-go to lustrzana Sigma 600/ 8 Mirror. Była teleobiektywem o bardzo kompaktowych rozmiarach, 600mm upchnięto w korpusie długości 110mm. Zrobiła bardzo dużą karierę, dotrwała w produkcji do 1996, podlegając niewielkim modernizacjom, sprzedawana wtedy jako jedyny obiektyw manualny wśród autofokusów Sigmy.


18/ 2,8 XQ Filtermatic wypuszczona w 1977 roku to sprzęt wyznaczający kierunek rozwoju Sigmy od tamtych lat aż do naszej teraźniejszości- superszerokokątne, bardzo jasne obiektywy. W tych dziedzinach kilkukrotnie była rekordzistą światowym. Między innymi właśnie ta 18-tka była jaśniejsza niż wszystkie ówczesne Nikkory i Canony o tej ogniskowej. Miała dodatkowo bardzo ciekawą konstrukcję z wbudowanymi wewnątrz czterema filtrami, które zastępowały filtry nakręcane od frontu, niemożliwe tu do użycia ze względu na bardzo wypukłą soczewkę.


14/ 3,5 i 14/2,8
Czternastka była dla wielu systemów najszerszym dostępnym szkłem- np. dla Olympusa i Minolty, które same nie produkowały takiego ultraszerokościowca. Było to szkło w czołówce światowej, należące do najszerszych rektilinearnych (czyli takich które obrazuję linie proste jako proste, a nie zakrzywione jak rybie oko). Zarówno 14 jak i 18-tka produkowane były równolegle w wersjach jaśniejszych- f/2,8 i ciemniejszych- f/3,5 bardziej poręcznych i tańszych. Była to wszechstronność oferty nie stosowana przez żadną inną firmę.


W 1978 roku wypuszczono Sigmę 28 f2,8 Mini Wide. Była to jaskółka całej serii obiektywów w jakiej wyspecjalizowała się Sigma w latach 80-tych- szerokich stałoogniskowych sprzętów o dobrej jasności, ostrości i roszsądnej cenie.



Rok 1979 Sigma zapisała w annałach najszerszym zoomem świata 21-35/3,5-4,5. Był to chyba obiektyw dzięki któremu Sigma stała się szeroko znana, producenci głownego nurtu- Nikon, Canon, Pentax, Olympus nie odważyli się do czasu rewolucji autofokusowej na tak szerokie zoomy i skupiali
się na stałoogniskowych. Jak pokazała przyszłość- Sigma miała rację pchając w tę stronę rozwój zoomów, dziś stanowią znaczną, znaczną większość obiektywów o krótkiej ogniskowej.


W 1981 pojawił się marketingowy kamień milowy w karierze firmy- Sigma 24/2,8 Super Wide. Ten sprzęt zrobił karierę- miał dobrą jasność, porządną jakość, dawał szerszy niż większość obiektywów standardowych kąt widzenia i sprzedawano go w rozsądnej cenie. Było to marzenie przeciętnego zaawansowanego amatora, którego zoomy kończyły się na 35mm szerokości. Doczekała się kilku kolejnych wersji, a od 1990 roku została szkłem autofokus.


Z 1981 roku pochodzą także bardzo interesujące teleobiektywy- 200/3,5 i 300/4,5, interesujące, bo różniące się od mainstrimu. Były nieco ciemniejsze od bardzo drogich profesjonalnych obiektywów „firmowych” typu 200/2,8 i 300/4, ale zaledwie o ½ przesłony, co nie jest znaczącą wielkoscią. Zapewne miały konkurencyjne ceny- niestety nie zyskały wielbicieli, o 300/4,5 nie znalazłem w sieci nic w ogóle.
Była to, mimo wszystko, dobra strategia Sigmy stosowana jeszcze długie lata- pół kroku za najdroższymi obiektywami profesjonalnymi konkurencji. Dziś jednymi z jej przedstawicieli są na przykład EX 500/4,5 i zoom 17-70/ 2,8-4 OS.


Następny zwierz ma parametry bezwzględnie ekstremalne- to lustrzany 1000mm f/13,5 wypuszczony w 1983 roku. To jak dotąd chyba najdłuższy ogniskową obiektyw Sigmy, choć dość umiarkowany jeśli chodzi o rzeczywiste rozmiary: długość 186,5mm, średnica 92mm i waga 1050g. Nie był to sprzęt zbyt popularny, ale zapewne nie tego się po nim spodziewano. Myślę że konstruktorom przyświecała idea ograniczenia rozmiarów i masy, tak żeby sprzęt dawał się używać z ręki. Wyszła z tego jednak ciemnizna niemożebna, a więc do ograniczonych zastosowań dla ekstremistów (np. astrofotografia).

No a potem nastąpiło trzęsienie ziemi. 1985 rok. Automatyczne ustawianie ostrości. Najpierw próby Nikona i Canona- Nikon F3AF z ofertą 2-ch obiektywów autofokus, canon F80, z trzema monstrualnie wyglądającymi zoomami. Nie zrobiły kariery- były drogie i niedopracowane. Niemal w tym samym czasie Minolta wyprodukowała model 7000 rozpoczynając system Dynax. I to był strzał w dziesiątkę. Aparat dla zaawansowanego amatora, który rozpoczął rewolucję.


A rewolucja miała konsekwencje- wykosiła z głównego rynku wszystkich którzy nie załapali się na automatyczne sterowanie ostrością i przemeblowała sytuację krystalizując tzw. Głównych Graczy (First Party) i firmy produkujące szkła do aparatów tychże Głównych- czyli Third Party. Do tych ostatnich awansowały: Sigma, Tokina, Tamron i Cosina, pozostali producenci manualnych obiektywów zostali znienacka w mało znaczącej niszy. Znowu okazało się że ten kto nie biegnie jak najszybciej do przodu- ten się cofa.

A potem Sigma musiała podjąć walkę z Głównymi Graczami, którzy nie chcieli mieć u boku konkurencji. Były wpadówy, była troszkę zszargana opinia. Ale chyba wyszliśmy na prostą, panie mecenasie...

Źródła podane jako linki w tekście.
Zdjęcia conieco ukradzione z różnych stron.
Fabrykant
Tutaj dodany później aneks do tego artykułu:

http://fotodinoza.blogspot.com/#!/2014/02/appendix-o-potworze.html


Tutaj dalsza część historii Sigmy- autofokus:
http://fotodinoza.blogspot.com/2014/03/sigma-tajna-historia-smaczne-kaski.html






5 komentarzy:

  1. Tu appendix do artykułu:
    http://fotodinoza.blogspot.com/2014/02/appendix-o-potworze.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień dobry, przed kilkoma dniami odkryłem Fotodinozę i muszę szczerze przyznać, że nie mogę się oderwać.
    Przechodząc do Sigmy: mam taką 50/2,8 Macro (starą z lat 1990.), może Fabrykant byłby zainteresowany krótkim testem? Ewentualna łyżka dziegciu jest taka, że ta Sigma ma bagnet Minolty - ale za to działa przy każdej przysłonie. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! No i właśnie tu jest pies pogrzebany- co ma bagnet Minolty, albo Nikona to hula na pełnej przesłonie aż klatki furczą (zdjęciowe). Owa łyżka dziegciu nie byłaby zbyt gorzkim kęsem, bo stuletnia analogowa Minolta leży na dnie szafy. I za propozycję bardzo, bardzo dziękuję. Wręcz jestem zaszczycony, że nieznany mi czytelnik gotów jest oddać swoją Sigmówkę na testowanie. Jednakoż nie skorzystam, a to z tego powodu, że mam taką 50/2,8, która jeszcze na Fotodinozie testowana nie była, ale z pewnością będzie, bo jest to najlepsze optycznie szkło Sigmy jakie mam. Zostawiam ją sobie na jakiś miły deser testowy. Nie wiem kiedy, ale kiedyś. Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  3. Rozumiem, taki test na deser! Swoją drogą też sprawdzę moją Sigmę i porównam ją z Minoltą 100/2,8 Macro i Tamronem 180/3,5 Macro. Zatem miłego testowania!

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.