wyświetlenia:
piątek, 30 marca 2018
środa, 21 marca 2018
Poza Magnum. Bogdan Dziworski „f/5,6”
Wszystko przez Cartier- Bressona. Niech
go cholera! Wszystko przez to, że Bresson miał oprócz fotografii
spore doświadczenia z filmem. W 1936 współreżyserował „Życie
należy do nas” („La vie est à nous”), film pod egidą
Komunistycznej Partii Francji, później „Hiszpania będzie żyć”
o wojnie domowej. Gdyby nie to, pewnie dwadzieścia lat później
doradziłby Bogdanowi Dziworskiemu żeby zajął się koniecznie
fotografią i, jako jedyny Polak, wstąpił do agencji Magnum.
A tak – napisał mu, że film to też
jest świetne medium. Bogdan Dziworski został filmowcem
dokumentalistą. I nie żałuje.
Ja żałuję.
Nie widziałem na oczy powyższych
filmów Cartier- Bressona. Ale za to widziałem wystawę świetnych
zdjęć Bogdana Dziworskiego w łódzkim Muzeum Kinematografii.
Dawno się tyle nie nauśmiechałem do
siebie. Na wszystkich tych zdjęciach – Człowiek. Przez duże „C”.
Pan fotograf ma wspaniały talent do łapania interakcji
międzyludzkich jak motyli w siatkę. A przy tym głaszcze ich z
czułością, patrzy na ludzi z sentymentem. Bardzo to bresonowskie,
bardzo humanistyczne, pięknie złapane w momencie decydującym. Miłe
jest też to, że widać na zdjęciach Dziworskiego taką starą
fajną Polskę, której już nie ma, pomimo że wielu nadal ją
pamięta.
Co by tu nie mówić – za komuny
byłem jednak młodszy.
Krzysztof Gol
Pięknie zanurzyć się nie tylko w
świetne zdjęcia, ale i w przeszły czas lat sześćdziesiątych,
siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Ze zdjęć Dziworskiego bije
taki nieistniejący, przeszły sznyt. Trudno to określić. Na tych
fotografiach są, oprócz złapanych momentów kluczowych, także
pewne nieistniejące typy, nieistniejące dzisiaj międzyludzkie
sytuacje. Zapytany autor mówi o tym tak:
Kiedy patrzę na te fotografie, to
nawet jeśli zdjęcie jest niedoskonałe, "robią" je te
gęby, te fryzury, te kostiumy. Już w tym jest poezja. Ja nawet
starałem się teraz zrobić podobne rzeczy, ale nie wyszło już tak
dobrze. Wie pani, kiedyś była inna atmosfera. Jak dawniej szła
orkiestra dęta przez dzielnicę, to dla wszystkich było to
wydarzenie, wszyscy gromadzili się wokół i to przeżywali. Dziś
orkiestra między występami disco polo a plenerowymi koncertami już
tak nie działa, jesteśmy zblazowani. Ludzie nawet inaczej się
poruszają niż kiedyś, wszystko jest takie wystudiowane, gibają
się, naśladując obrazki z teledysków. Dawniej tego nie było,
życie biegło wolniej, więcej jakiejś refleksyjności, zadumy w
tym było.
Na fotografiach
Dziworskiego widać często emocje, interakcje, tu spotykają się
tęskniące spojrzenia i wymowne gesty, które rozumiemy bez słów,
jak na niemym filmie rysunkowym. Zauważam, że często brakuje tego
w dzisiejszym popularnym nurcie streetfoto, gdzie nacisk położony
jest na kadr, dziwność, zaskoczenie, a naturalnych odruchów i
obserwacji ludzi jest niewiele. Niewiele jest, mimo wszystko,
wyczulenia na człowieka.
Myślę, że będzie
z tym coraz gorzej. W czasach fotografowanych przez Bogdana
Dziworskiego można było co najwyżej po mordzie zarobić, za
podglądanie obiektywem postronnych przechodniów. Jak mówi sam
fotograf - parę razy po mordzie dostał. Warto było! Dzisiaj
niestety, obicie fizjonomii nie będzie najgorszym, co spotka
wścibskiego reportera. Grozi mu coś znacznie, znacznie gorszego –
proces, za naruszenie tych czy innych praw. Policja, sądy, adwokaci,
grzywny, paragrafy, togi i łańcuchy z orłem białym. Palec
odruchowo cofa się ze spustu migawki...
poniedziałek, 12 marca 2018
Co nas kręci, co nas podnieca.
Na ławeczce
Na początku podobały mi się
wszystkie kobiety: grube, chude, starsze, młodsze, blondynki,
brunetki. Potem zacząłem trochę przebierać- raczej młodsze,
raczej blondynki niż brunetki, a najlepiej szatynki, szczupłe, ale
nie kościste. Jeszcze później zacząłem gustować w przyćmionych
lampkach, cichej muzyce, cienkiej bieliźnie i dwóch kieliszkach
dobrego wina na stoliku. Myślałem, że mi się smak coraz bardziej
sublimuje, a to były początki impotencji…
Wisława
Szymborska, z serii Podsłuchańce.
A mnie podnieca kafelek od pieca.
Kiedyś podniecało mnie wszystko.
Teraz zauważam sublimację. Kiedyś dyszałem na widok dowolnego
nowego obiektywu. Teraz poznałem swe gusta do głębi i już
wreszcie ustaliłem kryteria wewnętrznego rankingu. Kryteria
podniety są następujące:
-to co jasne
-to co szerokie
-to co tanie.
Jak wiadomo wszystkie te kryteria razem
są nie do pogodzenia, tak jak samochód dobry, ładny i tani. Trzeba
kupić trzy.
A jak już dwa naraz kryteria są
spełnione, to już w ogóle ekstaza. Udręka i ekstaza.
Na szczęście i o dziwo wybór w
każdej z tych dziedzin się poprawia. Nawet w tej ostatniej, znaczy
się taniości. Nie zapomnieli jeszcze producenci o tych najmniej
podnieconych, bo mniej zamożnych. Ostatnio pisało się o takim
tanim sprzęcie, w postaci Yongnuo 100/2 – LINK.
Nie był ci on super, ale też nie był do niczego. Był pośrodku.
Za to tani.
Taniość jest rzeczą względną. Dla
niektórych tanio, to będzie 5,5 tysiąca za nową Sigmę 14-24/2,8–
na przykład dla Foto-Nieobiektywnego. Ja wiem, że to cholernie
zaawansowane szkło i że tańsze niż mniej więcej odpowiadające
mu sprzęty innych marek. No, ale jakoś tak mi się to drogo widzi.
Nie poradzę. Może i dobra cena, ale wysoka. Ja jednak w zaostrzaniu
swoich kryteriów doszedłem do ekstremum. Ma być bardzo jasno, ma
być bardzo szeroko i ma być bardzo tanio. Ma być podniecająco.
No to teraz o czym myślą kobiety? O
czym mówią faceci? O czym szumią wierzby? W kryterium jasności
oczywiście o Sigmach, bo Sigma ostatnio bardzo dba o to, żeby być
w czołówce wyścigu. Żeby wyprzedzać lewym pasem. Po pierwsze
więc primo obiektyw 105mm ze światłem 1,4. No niby nie jest to
takie super ekstremum, Nikon ma podobny Canon ma 85/1,4, ale jednak.
Sigma jest o pięć milimetrów dłuższa od Nikona, piętnaście dwadzieścia milimetrów
dłuższa od Canona i nie ma stabilizacji (którą ma Canon). No i do
tego ma coś, co dla obiektywów jest jak potężny spoiler na Subaru
Imprezie - mocowanie statywowe. W tej dziedzinie jest
najprawdopodobniej najkrótszym teleobiektywem w którym takie coś
zastosowano. Brak stabilizacji oznacza też jedno – ma szansę być
tańsza niż konkurenci. Patrz – punkt trzeci podniet.
Następny obiektyw łączy aż dwie
cechy z tych podniecających. Jest superjasny i superszeroki. To
Sigma 14/1,8. W dziedzinie szerokości dość blisko ekstremum, w
dziedzinie jasności – ekstremum niepobite. Nigdy nie było tak
jasnego obiektywu o takiej ogniskowej. Bije on na głowę wszystko co
było do tej pory. Ekstremalnie szerokie szkło, które daje małą
głębię ostrości – to jest jednak coś. Trzeba kiedyś tego
popróbować.
poniedziałek, 5 marca 2018
Trabant powrócił!
Zakłady przemysłu motoryzacyjnego VEB
Sachsenring Automobilwerke w Zwickau produkowały z duroplastu
samochód marki Trabant od lat 50-tych do 90-tych.
Na swej damce chyżo pomykał.
Pod pretekstem przejażdżki na ramie
Robił dziecko kolejnej damie,
Po czym kłaniał się i szybko znikał.
(Bronisław Maj)
Duroplast to polimerowe tworzywo sztuczne, niepalne i o dużej wytrzymałości na zgniatanie i zginanie. Dzięki temu, że było tanie w produkcji Niemiecka Republika Demokratyczna była, o dziwo, najbardziej zmotoryzowanym krajem Demokracji Ludowej – na 1 samochód przypadały tylko 4 osoby (w 1989 roku). Zważywszy, że Trabant był czteroosobowy, całe NRD mogło wsiąść do swoich samochodów i po upadku Muru Berlińskiego popędzić na spotkanie z kapitalizmem w RFN- ie.
Trabant jest jednym z przykładów, że sensowne użycie tworzyw sztucznych może być impulsem do rozwoju.
Tymczasem mamy rok 2018-ty. Wszystko dziś jest wypasione, drogie, multiinterfejsowe, błyszczące metalem, luksusowe i podłączone do internetu. Także aparaty fotograficzne. Enerdowski Trabant jest na tym tle gównianym pudełeczkiem, w którym jedyne co podnieca, to sentyment do starzyzny. To, zdaje się, dzisiaj słabo się sprzedaje. Jak coś nie wygląda na drogie i nowe, to znaczy że należy wyrzucić to natychmiast do śmietnika, wziąć kredyt na dwadzieścia lat i kupić nowe.
Wydawałoby się, że Trabanty nie mają dziś racji bytu.
Ale chyba nie do końca. Przynajmniej nie w dziedzinie sprzętu fotograficznego.
Tutaj ścierają się różne trendy – spadek zainteresowania fotografią jako medium służącym estetyce i wiedzy, wzrost zainteresowania fotografią jako czczą rozrywką i rejestratorem głupot, oraz związany z tym spadek zainteresowania poważniejszym sprzętem fotograficznym (przy powszechności smartfonów) i wzrost cen tegoż zaawansowanego sprzętu. Od kilku lat aparaty typu lustrzanka lekko drożeją, podobnie obiektywy fotograficzne. Bezlusterkowce, stanowiące nikły procent sprzedaży także trzymają cenę, pomimo tego że nowością ich już nazwać nie można.
Większość producentów takich zaawansowanych sprzętów stanowią firmy japońskie. Sprawdziłem sobie kurs jena z ostatnich dwóch lat, i wiecie co? Ten jen od półtora roku cały czas tanieje. Niestety sprzęty fotograficzne nie bardzo. Kolejne generacje albo są droższe od poprzedników, albo przynajmniej nie tańsze. Producenci motywują te ceny coraz większym wypasem i zaawansowaniem sprzętu, pomimo tego że żadnej rewolucji nie widać, co najwyżej dokładanie kolejnego wodotrysku do buchającej fontanny. Mi się wydaje że to tworzy pewne zaklęte koło. Popyt spada, producenci podnoszą ceny żeby sobie to rekompensować, no to popyt spada dalej itd. Tak to intuicyjnie, a nie rozumem i wiedzą wyczuwam.
No i zdaje się, że mój ulubiony Canon też to wyczuł, albo wyrozumował ze swej tajemnej wiedzy. Dość że wrócił do korzeni, jakie był je miał jeszcze w połowie lat dwutysięcznych i jeszcze wcześniej.
No i fajnie. Lubimy korzenie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








