 |
| Canon 5D + Yongnuo 100mmm @ f/2,2 |
No
i co ma zrobić ten biedny użytkownik cyfrowego aparatu z kitowym,
podstawowym obiektywem? Użytkownik amator, który nie wie co dalej?
No
jasne że powinien kupić sobie jakiś fajny obiektyw!
Pieniądze
szczęścia nie dają, dopiero zakupy, jak wiadomo.
Wybory
są ciężkie, z jednej podstawowej przyczyny- bo drogo. Fotografia
to droga zabawa, zwłaszcza jeśli nastawiamy się na nowe sprzęty.
Można na to wydać wszystkie oszczędności, bo to podniecające
jest. Na ogół trzeba się jednak ograniczać, mierzyć siły na
zamiary i rozsądnym być w życiu.
Jakiż
to nierozsądnie rozkoszny zakup podsuwa nam rozsądek? Noooo… jest
wiele możliwości (cytat). Można sprzedać nerkę, zastawić
mieszkanie, wziąć kredyt, zmienić pracę (też cytat). Ale kto
tego niechętny- musi kombinować.
Rozsądek
mówi, żeby celować w jak największą wydajność z wydanej forsy.
Mało wydać z dużym efektem. Do niedawna jeszcze wszyscy radzili
następujące kierunki- najtańszy teleobiektyw, najtańszy szeroki
kąt, albo najtańszy stałoogniskowy. I są to niezłe opcje, bo
zmieniają fotografowi punkty widzenia (zmieniając ogniskowe), albo
możliwości strzelania w półmroku.
W
większości systemów najtańszym stałoogniskowym i jasnym sprzętem
jest jasna 50-tka. Jakie ona da przewagi? Można będzie fotografować
bez lampy w czterokrotnie słabszym świetle, można będzie uzyskać
bardzo małą głębię ostrości (znaczy się oczy portretowanego
ostre, a uszki już rozmyte- mówiąc obrazowo- przydaje się
zwłaszcza jak brudne), można będzie, przymykając przesłonę
uzyskać ostrzejsze zdjęcia niż z obiektywu kitowego.
Większość
doradców doradzała niezdecydowanym amatorom właśnie taką 50-tkę.
I ja też ją doradzałem. Nie kłamałem. Sam mam.
Niemniej
50-tka ma jedną wadę główną, choć to jest cecha, a nie wada-
dubluje ogniskowe obiektywu standardowego, sprzedawanego w zestawie
wraz z aparatem. Uzupełnia go co prawda nieźle, bo tam gdzie on
jest najsłabszy jakością i ciemny, to stałoogniskowiec akurat
jasny i ostrzejszy. Ale czy na pewno na to należy wydać nasze
kilka, ciężko uciułanych stówek?
Każdy
musi sobie sam odpowiedzieć na pytanie czego mu potrzeba do
szczęśliwego żywota i lepszych zdjęć. Niemniej jeżeli kto
chciał poczuć dotknięcia absolutu i posmakować wyraźnej różnicy
w porównaniu z tym co ma, to na ogół musiał sięgnąć głębiej
po dodatkowe bilety Narodowego Banku Polskiego. Cierpieli zwłaszcza
miłośnicy portretów, dla których odpowiednio jasne, porządne
jakościowo szkła kosztowały między 1,5 a 2 tysiące owych
biletów.
Kosztowały.
Bo już, o dziwo, nie kosztują.
Jak
wiecie jestem miłośnikiem różnych wynalazków, zwłaszcza tych,
które nie demolują budżetu- lubię sprawiać sobie zajechane na
śmierć stare Sigmy, które nie działają na wszystkich przesłonach
z Canonem, albo inne tego typu rzeczy. Dla amatora jednak, taki zakup
jest raczej mało komfortowy, bo chodzi o to żeby mu się
fotografowało łatwiej, a nie trudniej, na czym mi akurat nie do
końca zależy. Druga rzecz to ewentualność wtopienia w coś
używanego, co wiele osób nie zachwyca. I nie dziwię się.
Na
tym tle zaistniały ostatnio obiektywy, które teoretycznie
rozwiązują wszystkie powyższe problemy:
-kosztują
kilkaset złotych, a nie dwa tysie
-używanie
ich daje dramatyczną różnicę in plus, wobec obiektywu kitowego
-
są stałoogniskowcem i krótkim teleobiektywem w jednym (najlepsza
rzecz do portretu, z założenia)
-oraz
mają gwarancję, fakturę VAT, instrukcję i pudełko. Bo są nowe.
A
imię ich Yongnuo.
Ciekawość
mnie zżerała i nie mogłem sobie odmówić zgłębienia tematu. No
bo jakieś wady też muszą mieć, prawdaż? Nie ma darmowych obiadów
(cytat), już nie mówiąc o deserach.
Niektórzy
mówią, że ich wadą jest kraj produkcji. Machina to
nadzwyczajna, niestety made in China (rymuje się i po polsku i
po angielsku). Ci niektórzy powinni jednak spojrzeć na to co jest
napisane drobnym drukiem na ich własnych prześwietnych obiektywach.
Z grubsza prawie wszystko co fotograficzne jest produkowane w
Chinach. Liczy się głównie kto projektował i jak się do tego
przyłożył. Chińczycy ostatnio bardzo idą do przodu w dziedzinie
inżynierki, wystarczy wspomnieć Huawei i Lenovo, może znacie takie
firmy. Yongnuo nie jest aż takim brandem, ale czemu nie dać mu
szansy? Ja chętnie dam.
 |
| Yongnuo YN 100mm + Canon 5D |
Zwłaszcza
że szansę dał mi sklep, w którym jakieś osiemnaście lat temu
kupiłem sobie plecak fotograficzny i statyw, jedno i drugie
wytrzymało do tej pory, a sklep nadal prężnie działa- to dość
rzadkie w naszym klimacie geograficznym, gdzie, jak się wyraził
swego czasu Marek Kondrat- idziesz do ulubionej knajpy, a tam już
rajstopy wiszą. W FS-Foto – LINK
nadal wiszą statywy i sprzęt oświetleniowy do studia. Chwali się!
 |
| Yongnuo YN 100mm |
 |
| Yongnuo YN 100mm |
 |
| Yongnuo YN 100mm |
FS-Foto
rozszerzyło parę lat temu ofertę o Yongnuo, i o ile Yongnuo robiło
z początku 50-tkę f/1,8 wzorowaną na Canonie, to nie wzbudziło to
jeszcze mojej podniety. Ale jak wypuściło 85/1,8 i 100/2,0, moje
ulubione ogniskowe portretowe, o to już ciarki po plecach
przeleciały i lekka drżączka z ciekawości mną zatelepała.
Bo
mam z czym porównywać- mam u siebie bezpośredniego konkurenta
Yongnuo, którego ta firma chce podgryzać i wykaszać w pierwszej
kolejności- Canona 100/2,0 USM. Obiektywy Yongnuo wyglądają na
pierwszy rzut oka identycznie jak Canony (choć są tylko bardzo
podobne), nie mają co prawda bezgłośnych silników Ultrasonic, ale
mają niezłą rekompensatę- są prawie dwa razy tańsze!
Nadają
się do czegoś? Podgryzą? Zobaczy się.
Oto
Yongnuo YN 100mm f/2,0.
Pierwsze
wrażenia pana Henia.
Ten
Yongnuo rżnie żywcem z Canona. I to całkiem dobrze rżnie!
Obiektyw wygląda niemal na klon canonowskiej setki. Po bliższym
kontakcie stwierdza się jednak drobne różnice (chociaż gdyby
zamienić je napisami, mało kto zdołałby je odróżnić).
Podobny
plastik, identycznie karbowane pierścienie, nawet podobna czcionka.
Nieco różni się wagą i ciut rozmiarem – Yong jest trochę
lżejszy i nieco większy. Chińczycy wiedzieli jednak z kogo rżnąć
- jest bardzo solidnie wykonany, ładnie spasowany, wrażeniem nie
różni się od canonowskiego odpowiednika. Mocowanie bagnetowe
metalowe, równie przemyślana jak w Canonie konstrukcja z
wewnętrznym ogniskowaniem- frontowa i tylna soczewka są montowane
na stałe i nie obracają się- wyostrzanie następuje poprzez ruch
szkieł wewnątrz.
Hej,
chłopcy bagnet na broń! Znaczy się obiektyw na bagnet aparatu!
Pierwszą
część zdjęć zrobiłem pełnoklatkowym staruszkiem – Canonem
5D, z nim Setka Yongnuo pokaże wszystkie najlepsze walory jako
obiektyw do dużych matryc, jednak później większość fotografii
strzelałem najbardziej amatorską i najtańszą z moich cyfrówek –
400D, bo ciekawiło mnie co można z niego wyciągnąć. W końcu to
kingsajz dla każdego.
Pierwsze
zaskoczenie przychodzi od razu.
Oczekiwałem
znacznej różnicy w wyostrzaniu. W Canonie 100 f/2,0 jest cichutki i
błyskawiczny napęd ultradźwiękowy (USM), pozwalający na ręczne
przeostrzanie w dowolnym momencie, bez konieczności używania
przełącznika AF/MF. Yongnuo nie jest tak wypasione, ma zwyczajny
silnik, wymagający odłączenia przełącznikiem w wypadku chęci
manualnych manewrów.
Otóż
wyobraźcie sobie, że Chińczycy umieli podrobić nawet efekt USM,
bez stosowania silnika ultradźwiękowego! Ci to potrafią! Ten
obiektyw prawie nie wydaje dźwięków. Jeszcze się z czymś takim
nie spotkałem w obiektywie ze zwykłym autofokusem. Poziom głośności
jest w Yongnuo dosłownie identyczny jak w Canonie. Rzecz jasna
pierścień ostrzenia zaczyna tu działać dopiero po przełączeniu
hebelka. Druga rzecz- że szybkość ostrzenia jest jednak gorsza niż
u Canona, nadal dobra, ale w porównaniu z mistrzem świata czuć
wyraźną różnicę.
Strzelamy
pierwsze zdjęcia. Jest nieźle! W tak jasnych obiektywach
niesamowitą przyjemność daje mała głębia ostrości. Po to się
je kupuje i po to się je projektuje. Można zabawiać się w
wydobycie z tła dowolnego elementu, klimatyczne nieostrości,
rozmyte pierwsze plany i magię rozedrgania w tle. Przyznam, że nie
będzie to testowanie obiektywne, bo po prostu uwielbiam takie efekty
i je namiętnie stosuję. Jasne stałoogniskowce rulez!
 |
| Yongnuo YN 100mm + Canon 400D |
 |
| Yongnuo YN 100mm + Canon 5D |
 |
| Fabryka przy Pomorskiej 100 w Łodzi, klimatyczna siedziba FS Foto |
 |
| Fabryka przy Pomorskiej 100 w Łodzi, klimatyczna siedziba FS Foto |
Porównania Yongnuo 100mm f/2 vs. Canon 100mm f/2
Strzelałem
głównie pod słońce. Takie zdjęcia, wbrew różnym utartym
schematom dają automatem ciekawe, impresyjne efekty. Zmieniając co
chwila obiektyw z Yongnuo na Canona mogłem ocenić jak się rzeczy
mają. Jak tam Yongnuo sprosta wyzwaniom.
Pompuj, pompuj, pompuj człowieniu
Trenuj, a ujrzysz progres w okamgnieniu
Nawet jak ktoś rzuci ci wyzwanie
Jak Spartanie vis a vis wygranej staniesz.
(UWAGA: Wszystkie zdjęcia w tym tekście z oznaczeniem przesłon są w żaden sposób nie przerabiane, jedynie zmniejszone bez żadnego wyostrzania, wszystkie zdjęcia powiększają się po kliknięciu).
 |
| Canon 100mm + 400D |
 |
| Yongnuo YN 100mm + Canon 400D |
Obydwa obiektywy mają bardzo ładne oddawanie nieostrości - Yongnuo jest tu równie dobre jak Canon:
Pod mocne światło:
 |
| Tutaj ujawnia się duża różnica pomiędzy Yongnuo a Canonem - spadek kontrastu pod mocne światło z kontry. Można sobie z tym radzić w programach graficznych. |
 |
| Powyższe zdjęcie z Yongnuo z podkręconym w najprostszym programie kontrastem. |
Pozytywy
są takie: Yongnuo jest świetnie ostre w centrum kadru, w czym ani
trochę nie ustępuje Canonowi, ma śliczny bokeh, czyli oddanie
nieostrych punktów tła, autofokus jest wystarczająco sprawny do
statycznych obiektów, a zabawa głębią ostrości i wydobyciem
głównego motywu z tła jest taka sama jak w Canonie. Pięknie! Młody ów
Chinczyk nie wykazuje właściwie wcale wad chromatycznych, a
dystorsja optyczna, wyginająca na brzegach kadru proste linie- jak
to powiedzieli by Czesi- neexistuje.
Negatywy
są takie: Yongnuo w normalnych warunkach oświetlenia bocznego czy
tylnego jest lekko mniej kontrastowe niż Canon, natomiast z przednią
soczewką wycelowaną w stronę słońca baaardzo traci kontrast w
całym kadrze (choć nie wykazuje blików). Canon bije go tutaj na
głowę. Jest to od biedy wada do obejścia, za pomocą wzmacniania
kontrastu w programach graficznych poprawiających zdjęcia, ale
wiadomix, że lepiej ten kontrast mieć od razu, a nie gmerać w
pikselach.
Największą
wadą Yongnuo YN 100 f/2 jest jednak autofokus. Jest on cichy jak u
Canona, ale po pierwsze nie jest tak szybki, a po drugie nie tak
celny jak w japońskim konkurencie. Na bliskie odległości i przy
obiektach nieruchomych- nie mam zastrzeżeń, nawet w trudnych
warunkach ciemnych wnętrz. Rzadko robi błędy. Do śledzenia
ostrością poruszających się obiektów nadaje się jednak słabo –
pędzący do fotografa pies (znana z szybkości Bura Suka)
fotografowany za pomocą Yongnuo i Canona 400D był ostry na jednym
zdjęciu z sześciu. Canon jest tu wyraźnie lepszy (ale też czasem
błędy mu się zdarzają).
Słabości
wykazywał ten obiektyw skierowany na obiekty odległe, blisko
„nieskończoności” na skali – autofokus często wtedy błądził,
mniej więcej raz na trzy ostrzenia, a dwa razy, gdy warunki były
trudne – obiekt odległy i pod światło – Yong nie mógł złapać
ostrości, po czym doznał czegoś w rodzaju zawieszenia się i trzeba było hebelkiem AF/MF go
zrestartować. Nieładnie. A fe!
Dla
pewności pożyczyłem z FSFoto drugi egzemplarz. Ten sprawował się lepiej. Znów na bliskie i klikudziesięciometrowe odległości
trafiał w obiekty statyczne w większości trafnie (zepsute 1
zdjęcie na dziesięć). Ale znów nie lubił ostrzyć na obiekty
znajdujące się na horyzoncie, choć trochę mniej nie lubił -
ostrzył, ale co kilka zdjęć wyostrzyć nie potrafił i mrugał
zieloną diodą autofokusa w wizjerze. Sprawdzałem to z Canonem 5D i
Canonem 400D - było tak samo.
Yongnuo + klatka
APS-C (Canon 400D)
Strzelałem
swoim ulubionym najmniejszym, najtańszym i najbardziej amatorskim aparatem, żeby oddać co na nim widać z Yongnuo
na małej klatce. Nieźle widać. Chodziło się i fotografowało ten
nasz łódzki Księży Młyn, coraz bardziej rewitalizowany, coraz
bardziej wypasiony, szukając ciekawych, spatynowanych miejsc.
Jeszcze ich jest sporo na szczęście. Zdjęcia z Yongnuo robione na
otwartej przesłonie są piękne, malarskie, mają małą głębią
ostrości nawet na niepełnoklatkowym Canonie 400 D.
Wszystkie
zdjęcia na obu aparatach strzelone w trybie „krajobraz” lub
„czarno- białe”, bo takich używam. Zdjęcia z oznaczeniem
przesłony NIE BYŁY w żaden sposób obrabiane, za wyjątkiem
zmniejszenia do 1024 pikseli, bez wyostrzania. Zdjęcia obrabiane są
opisane i oznaczone dodatkową czarną ramką.
 |
| Księży Młyn w Łodzi |
 |
| Księży Młyn w Łodzi |
 |
| Pies Suka. |
 |
| Yongnuo z poprawionym kontrastem i ostrością. |
Pełna
Klatka (Canon 5D)
Na
pełnej klatce głębia ostrości jest jeszcze mniejsza i
fantastycznie nadaje się do strzelania detali. Poleciało się
cykać zdjęcia w najlepszym łódzkim niezależnym serwisie
motocykli MCS - LINK,
z zamiłowaniem kustomizującym różne fajne wynalazki i
konstruującym wózki boczne do motocykli.
Bo
motocykle, one są niezwykłe (cytat).
Yongnuo
versus Canon na słynnej osi optycznej Fotodinozy.
Trzeba było użyć swojego pełnego półprofesjonalizmu i porównać Yongnuo z
Canonem na znanym czytelnikom Fotodinozy londyńskim piętrusie.
Proszę bardzo:
Wnioski
Obiektyw
Yongnuo YN 100 f/2 jest zwierzęciem dwoistej natury – ma z jednej
strony świetną ostrość i wyjątkowe talenty do portretów i
klimatycznych detali, należy do tzw. samograjów – w co go nie
wycelować, to wychodzi na zdjęciu ładnie. Ale w przeciwieństwie
do Canona nie jest ideałem. Jego niedostatki troszkę przypominają
obiektywy sprzed kilkunastu lat, które od współczesnych różnią
się właśnie głównie sprawnością autofokusa i powłokami
antyrefleksyjnymi – dokładnie takie słabości ma właśnie
Yongnuo.
Za to jest w centrum kadru idealnie ostry już od otwartej przesłony, można nim bez żadnych wyrzeczeń strzelać zdjęcia na f/2, w tej dziedzinie jest lepszy niż Canon.
Pompuj, pompuj, pompuj człowieniu
Trenuj, a ujrzysz progres w okamgnieniu
Nawet jak ktoś rzuci ci wyzwanie
Jak Spartanie vis a vis wygranej staniesz.
Kto
będzie z niego zadowolony, a nawet nim zachwycony? Ci którzy lubią
statyczne, spokojne zdjęcia, do których można się przymierzyć i
wysmakować podczas strzelania. Do sesji plenerowych – jak znalazł.
Portreciści naturalistyczni i studyjni, fotografowie lubiący
wydobywać detale z krajobrazu będą się nim cieszyć. Zwłaszcza
kiedy umieją podkręcać suwaczek kontrastu w programach
graficznych.
Nie
zadowoli fotografów reporterskich i sportowych, nie zadowoli tych,
którzy fotografują obiekty w szybkim ruchu - autofokus wykazuje tu
duże słabości, choć nie można powiedzieć, że jest beznadziejny.
Wczoraj byłem w sklepie, jak zwykle kupowałem coś tam
Za ladą stała
kobiecina prosta.
Prosta jak rozmowa, którą wiodłem z nią do
czasu, gdy w mej głowie pomysł powstał.
I gdy ona powiedziała
oschła: trzy czterdzieści
Ja odparłem: dobrze znowu panią
widzieć, proszę pani
Ona zdziwiona: jak to, my się skądś
znamy?
Owszem, dlaczego mielibyśmy się nie znać?
Dzieli nas
tylko ta lada i to, że każdy z nas boi się odezwać
Jeszcze te
40 lat, płeć, kolor włosów
To jeszcze nie jest taka
beznadziejna sprawa.
Przestańmy więc udawać ,proszę pani ,
Mieszkamy na tym samym świecie, my ofiary sztucznych granic
Oglądamy te same wiadomości, mówimy tym samym językiem
Łona
i Weber „My się znamy???”
Czy
rozważałbym kupienie Yongnuo? Jeśli od zrobienia zdjęcia nie
zależałaby moja wypłata – tak. Jest to bardzo ciekawa zabawka
dla amatora, dająca olbrzymią różnicę w stosunku do obiektywu
kitowego – klimatyczne zdjęcia z małą głębią ostrości,
których z ciemnego obiektywu 18-55 właściwie nie sposób uzyskać.
Jest to najtańszy, bardzo charakterny obiektyw jaki można kupić,
prawie o połowę tańszy od Canona 100/2. Nie jest ideałem,
niestety nie można od niego tego oczekiwać, ale w najważniejszej
kwestii, obrazka jaki daje, jest bardzo dobry. Ostry. Z autofokusem
trzeba się trochę pomęczyć.
Proponuję
zajrzeć do sklepu i sprawdzić samemu. Akurat ten sprzęt nadaje się
doskonale do strzelania w ciemnych wnętrzach. Tylko weźcie ze sobą
modelkę/ modela. Ten tygrys to bardzo lubi.
Czekam tylko, co tam jeszcze nowego Yongnuo wypuści. Ostatnio 14mm f/2,8.
Może uda się kiedyś przetestować? Mimo wszystko - Forever
Yong! Ta firma to nasza jedyna nadzieja na potanienie sprzętu
fotograficznego. Na razie jest młoda i trzeba jej wybaczać błędy
młodości. Każdy kiedyś zaczynał.
Zalety Yongnuo YN 100mm f/2
Bardzo
dobra ostrość w centrum kadru już od pełnego otworu (lepszy niż
Canon 100/2)
Przyzwoicie
skorygowane dystorsje geometryczne.
Solidna
budowa, metalowy bagnet.
Wady
chromatyczne na niskim poziomie.
Bardzo
cichy autofokus.
Niezły
stosunek ceny do jakości.
Wady
Autofokus
popełniający błędy, zwłaszcza przy odległościach od celu
bliskich nieskończoności i przy obiektach w ruchu.
Zdjęcia
wyraźnie mniej kontrastowe niż Canon.
Duży
spadek kontrastu pod światło.
Na
pełnym otworze winietuje (Canon też).
Fabrykant
Wielkie podziękowania za wypożyczenie obiektywu dla firmy FS-Foto dealera Yongnuo, Łódź, ul. Pomorska 100 - http://fsfoto.pl P.S.:
Polecam moje oryginalne kryminały z klimatyczną Łodzią w tle:
"Tramwaj
Tanfaniego" dziejący się w czasach świetności
przemysłowej Łodzi w roku 1905. Rzecz inspirowana prawdziwymi
wydarzeniami - zabójstwem Juliusza Kunitzera, twórcy łódzkich tramwajów.
Książka nagrodzona Exlibrisem Biblioteki im. Piłsudskiego za najlepszą
powieść o Łodzi w 2021 roku.
Reżyser Władysław Pasikowski o "Tramwaju Tanfaniego":
"Wciągające.
Rewolucja upadła, ale rewolucjoniści zostali... W Łodzi w zamachach
giną zamożni fabrykanci. Kto stoi za tymi zbrodniami? Frapująca intryga i
pełnokrwiści bohaterowie, ale prawdziwą bohaterką jest Łódź pod koniec
1905 roku. Jedno z najbarwniejszych i najbardziej oryginalnych miast
tamtych czasów. To nie kino, to autentyczny fotoplastikon z epoki... Ja
nie mogłem oderwać oczu od okularu. Polecam!"
"Tramwaj Tanfaniego" jest do kupienia wysyłkowo tutaj: LINK
"Złoty peugeot" to niebanalny kryminał motoryzacyjny z Łodzi epoki
wczesnego Gierka. Tajemnicza zbrodnia, nieudolna milicja, zakulisowe
przepychanki z władzą PRL a po drugie kawałek historii polskiej
motoryzacji i łódzkiej architektury oczami (i rękami) pewnego mechanika z
ulicy Wschodniej, który chcąc nie chcąc musi zabrać się za dociekanie,
dlaczego ktoś musiał zginąć i kto go zabił. Są wciągające tajemnice,
splątane wątki, brawurowe pościgi samochodowe, jest wiele charakterystycznych
postaci budujących mikrospołeczność powieści. W warstwie trzeciej
książka jest nasycona aluzjami do literatury popularnej z czasów PRL a
wynajdowanie tych i innych smaczków z Niziurskiego czy Nienackiego jest dodatkową rozrywką.
Do kupienia wysyłkowo - TUTAJ
"Deluks" - wielowątkowy kryminał dziejący się w roku 1976 składa się z kilku
warstw, począwszy od tematyki automobilowej, poprzez dawne tajemnice Łodzi, kończąc na echach II Wojny
Światowej. Książka tym razem aluzyjnie nawiązuje do tzw. kryminału milicyjnego, jednak dekonstruuje ten schemat, inaczej rozkłada racje i ironizuje z klimatów PRL. W świat
dawnej Łodzi pomaga czytelnikowi przenieść się zespół pełnokrwistych
bohaterów - od lumpów i milicjantów po profesorów i prywaciarzy. Akcja zawiązuje się wokół warsztatu
samochodowego, poniekąd kontynuując klimat "Złotego Peugeota", jednak cała
opowieść jest autonomiczną fabułą. Będziecie zaskoczeni!
"Deluks" do kupienia wysyłkowo - TUTAJ
"Wariatka
ze Spornej" - napisana wspólnie z Tomaszem Włodkowskim -Światowej
sławy reżyser usiłuje skończyć swoje ostatnie filmowe dzieło
niekonwencjonalnymi metodami. Równolegle ginie jego wieloletni
współpracownik i asystent.
Młoda policjantka, niedawno przybyła do
Łodzi ma poprowadzić śledztwo, które będzie wymagało od niej
szczególnego zaangażowania, cierpliwości, uwagi i... erudycji.
Tytułowa
ulica Sporna zdaje się trwać w niezmiennym od stu lat stanie, ale to
tylko pozory. Miasto dookoła przekształca się w bólach, jest rok 2003, Polska ma zaraz wejść
do Unii Europejskiej, ale niechciany bagaż PRL jest wciąż obecny,
również w policji. Kto i dlaczego zabił? Co ma wspólnego wielka sztuka i
małe morderstwo?
"Wariatka ze Spornej do kupienia wysyłkowo TUTAJ
Bardzo rzeczowy test. W podeszłym wieku jest się trochę wolniejszy więc (wolniejszy) autofocus Chińczyka dotrzymuje (wolniejszego) kroku, szczególnie (olaboga, moja noga) jak w kroku, no wicie sami... Jako portretówka Chińczyk, z uwagi na gorszy kontrast pasuje do Greya (tego Doriana, portretowego od lorda). Chinese reform yourself and keep on running...
OdpowiedzUsuńJest jakaś nadzieja w panach Chińczykach. Rozpędzają się. W ogóle trochę zaczęło się dziać dla mnie na tym rynku fotograficznym. To znaczy na tej tańszej części rynku.
Usuńo, już dawno testu nie było - fajnie, fajnie, dostatecznie
OdpowiedzUsuńCytat paniał.
UsuńWow, kawał dobrze opisanego testu :) Moim zdaniem bardzo fajny obiektyw, chociaż nie miałem przyjemności przetestować go tak dokładnie jak u Pana w teście :). Przy takiej cenie to i kulejący kontrast pod światło byłbym w stanie przeboleć, tak sobie myślę.
OdpowiedzUsuńGdybym nie miał już Canonowskich odpowiedników, to bym się nad tym Yongnuo zastanawiał. Są wady, ale są i zalety. Jak napisał mój kolega: Kontrast akurat łatwo poprawić, cenę nie bardzo.
Usuńfajne :)
OdpowiedzUsuńdo czego sluza te smieszne wezyki ze zdjecia? https://4.bp.blogspot.com/-8IgbDdbKNIg/Wo3uBgYZ4-I/AAAAAAAAIDg/L87yGTPIxWIn166DoynMHJaV50dveLVcgCLcBGAs/s640/IMG_9928.JPG
A to są mikrostatywy typu Gorillapod, można takiemu wygiąć nóżki i ustawić aparat pod pożądanym kątem, ale też zaczepić chwytnie o coś, np. o płot, czy gałąź, z przymocowanym aparatem. Kolega ma i sobie chwali.
Usuńdzieki, dobrze wiedziec :) natknalem sie pare razy na takie cos i nie mialem pojecia do czego to moze sluzyc :)
Usuń