poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Canon D60- Wiek niewinności


Nie powiem że jestem debiutantem. Troszkę już zdjęć postrzelałem. Jako dyrektor kreatywny walnięty o sprzęty, miałem w łapakach dość dużo aparatów własnego, canonowskiego systemu. Włóczyłem się za młodu, tfu, w młodszej części młodości, po komisach i sklepach fotograficznych, które dzisiaj już od dawna nie egzystują i oglądałem różne cuda.(Co robią tu bryczesy Wuja Eugeniusza, skoro ostatni koń na którym jeździł Wuj Eugeniusz zmarł bezpotomnie trzydzieści lat temu?!- cytat) Z gruba obejrzałem prawie wszystkie modele Canonów wyprodukowane po 1987 roku, może z wyjątkiem analogowych jedynek, bo ich w tych komisach nie było. Dość wcześnie, jak na Polskę, dorobiłem się też cyfrówki, zaczynaliśmy od Canona 10D, potem były następne modele.

Nie spotkałem się jednak nigdy z wcześniejszymi niż 10D cyfrówkami, bo były to niebosiężne luksusy. A przecież pierwszy cyfrowy EOS Canona powstał już w roku 1995. Był to EOS DCS 3 o matrycy zawierającej 1,3 miliona pikseli, potrafiący zrobić aż 189 zdjęć. A potem trzeba było opróżniać wewnętrzny twardy dysk.

Ale już 6 miesięcy później ukazał się następca EOS DCS 1, miał już przyzwoite 6 milionów pikseli, niestety miało to pewną wadę- na wyjmowanym dysku można było zapisać 53 zdjęcia. A potem trzeba było go opróżnić. Była też druga wada. Aparat kosztował, uwaga podaję: 25.000 brytyjskich funciaków, a każdy z królową Elżbietą na awersie.

Następny sprzęcior z 1998 roku staniał niesamowicie- kosztował zaledwie 11 tysięcy funtów (69.000 zł), miał 2 miliony pikseli, nazywał się EOS D2000 i wyglądał już, jak wypisz wymaluj zwykły Canon 1n z założonym power boosterem. Można nim było zrobić 160 zdjęć. A potem trzeba było itd. Ten model widziałem ci ja raz w życiu na Allegro, znaczy przynajmniej jeden jest w Polsce.

O ile można się zorientować na Japonię wypuszczono ten model także z matrycą 6 megapikselową, pod nazwą D6000. Miał powalający zakres ISO: 80-200.
Wszystkie powyższe modele powstały w ścisłej współpracy ze świętej pamięci Kodakiem. No i na co ci przyszło Kodaku?

Następne modele Canon produkował już samotnie. 
Zdaje się że zabrali się sami za produkcję matryc i nie potrzebowali już Kodaka
 Kolejnym cyfrowym aparatem był EOS D30, 3,2 megapikseli. Rok 2000. Z grubsza był to pierwszy najnormalniejszy cyfrowy aparat, całkiem podobny do naszych lustrzanek, zapisujący wreszcie zdjęcia na kartach pamięci Compact Flash, a nawet używający tych samych baterii co o wiele lat późniejszy EOS 40D. Tylko cena była niezbyt dzisiejsza- kosztował on 12.500 zł, a był zaledwie aparatem dla zaawansowanego amatora, z migawką dającą minimalny czas 1/4000 sekundy.

No i nareszcie w roku 2002 pojawił się EOS D60. Tak jak właśnie pojawił się w życiu Fotodinozy, w zeszłym tygodniu na Allegro.

Czytać o aparacie w dostępnych źródłach pisanych to coś zupełnie innego niż trzymać go w rękach. Myślałem że żaden Canon EOS mnie już nie zdziwi, ale się myliłem.

UŻYTEK WŁASNY (cytat z dzieciństwa- skądż?)
Od czasów 10D z roku 2003, starałem się być na bieżąco z nowymi modelami. Pamiętam do dziś piękne pancerne wrażenie jakie sprawiał 10D- chłodny, ciężki metalowy korpus, wydający zamiast suchego trzasku cichutkie mlaśnięcie migawki. Wcielenie solidności, po prostu. Mniej więcej podobnie było w następnych modelach aż do 50D i byłem przekonany że tak było od zawsze.
Pomyłka.
D60 jest owszem a) wielki, b)bardzo ciężki , ale też c) całkowicie plastikowy!
Aparat ma lekko rozdęte rozmiary, jest pierwszym Canonem nieco za dużym do moich rąk, nieco grubaśnym, czego może nie widać na zdjęciach, bo jest też lekko obły.

To co najbardziej przypomina w pierwszym wrażeniu to Canona 650, pierwszego EOS'a w historii. Też był duży, ciężki, plastikowy i trochę inny niż dzisiejsze.
http://fotodinoza.blogspot.com/2014/01/eos-650-pradziadek-spozniony-test-tylko.html


Na samym wstępie rzucają się w oczy pewne zastanawiające detale:

Aparat, przeznaczony dla zaawansowanego amatora wyposażono w trzypolowy autofokus. Heloł! Drogi Canonie, jest rok 2002!

Przecież od roku 1992 stosowano 5-cio polowy autofokus w półprofesjonalnym modelu EOS 5!

Przecież od 1999 roku stosowano 7-mio polowy autofokus w Canonie 300, przeznaczonym dla amatora!

Ten sam 7 mio czujnikowy system wprowadzono do amatorskiego Canona EOS 300v w roku w którym ujrzał świat nasz trzyczujnikowy D60!

Moja imaginacja podsuwa mi obraz inżyniera z działu elektroniki cyfrowej i matryc, który siedząc w barze po godzinach, na przymusowym socjalizowaniu się z firmą przy piwie ryżowym, mówi do gościa z działu migawek i luster- Toshiro, daj mi coś prostego, coś co nie będzie robić problemów. No i dobrze żeby to nie zabierało za dużo miejsca. Tu dołącza się Asaki z działu marketingu- tak, Toshiro daj mu cokolwiek, ludzie i tak sikną jak zobaczą cyfrówkę z mocowaniem EOS, kupią to, a my wreszcie upłynnimy te stosy migawek z 50e, które leżą w magazynach od czasu jak dyrektor Hayamura przeinwestował i popełnił seppuku.

Inną bardzo zastanawiającą cechą jest BRAK, Paranormalny brak parararararara (cytat) trybu autofokusa zwanego AI Focus gdy używamy zaawansowanych funkcji fotografowania P,Av, Tv lub M. Jest, owszem, na niego miejsce na wyświetlaczu, ale samego trybu wtedy nie ma. Można zmieniać wyłącznie One Shot (ostrzenie pojedyncze na nieruchomy cel) i AI Servo (ostrzenie ciągłe na ruchomy obiekt). Tryb AI Focus pozwalał aparatowi przełączać automatycznie pomiędzy tymi trybami. Była to funkcja dostępna u Canona w dowolnym trybie P,Av,Tv,M od roku 1990! Tutaj takiej możliwości NIE MA. Heloł! Canonie!

Wpakowano mu więc autofokus z jakiegoś starszego modelu, zapewne żeby uprościć projektowanie elektroniki. Z tego samego powodu dano jakiś sprawdzony algorytm do sterowania obiektywami. I tu okazuje się ze D60 jest ostatnią cyfrówką chcącą działać bezproblemowo ze WSZYSTKIMI starymi Sigmami
Znowu heloł! Canonie! Nie pamiętasz, że już od 1995 roku zacząłeś projektować aparaty tak żeby najstarsze obiektywy Sigmy nie mogły z nimi współpracować? Już Canon EOS 50e gryzł się z najstarszymi, metalowymi Sigmami.
A Canon EOS D60 nie!
I dlatego kupiliśmy to muzeum.

To przykład jednej z największych deprecjacji w historii elektroniki. Aparaty cyfrowe. Naszego starego 10D sprzedaliśmy rok temu za 1/10 kwoty zakupu. Ale D60 został teraz kupiony za, uwaga uwaga- za 0,02 swojej pierwotnej ceny. Dwie setne.
Nic dziwnego. Jako nowy kosztował 12.500zł i to było dwanaście lat temu.
Za te 2% pierwotnej wartości otrzymujemy całkiem całkiem normalny aparat, idealnie przyjazny dla każdego, kto strzelał już zdjęcia Canonami- wszystko na swoim miejscu (no może prócz włącznika), menu starego typu, ale takie było we wszystkich cyfrówkach przez trzy następne generacje, aż do 30D. Reszta się zgadza. Ciężki, całkiem solidny, nie sprawiający specjalnych problemów.

Szybkość seryjna 3 klatki na sekundę też jest całkiem porządna- da się zrobić 8 klatek z tą prędkością, potem D60 musi trochę odpocząć i strzela po 1 klatce na sekundę, w międzyczasie opróżniając bufor.

WIEK NIEWINNOŚCI

W niektórych cechach jest wzruszająco wręcz nieporadny. Cyfra to była jednak niezła rewolucja dla projektantów. Oto przykłady- zmiana wartości ISO jest ukryta w menu i nie ma swojego guziczka na obudowie. Dzisiaj nawet najgłupszy kompakt ma taki przycisk, lub opcje na ekranie. Pominięcie go przy projektowaniu mogło się zdarzyć tylko tym, którzy dotąd projektowali tylko aparaty na film, w którym zmiana ISO była czymś nieistotnym.
Na szczęście zorientowali się i wymyślili ratunek- D60 ma programowalny przycisk Set, w środku tylnego kółeczka- i można go zamienić (m. in) w sterowanie czułością, co natychmiast zrobiłem.

Japońscy inżynierowie byli także niezwykle ostrożni w pozwalaniu fotografującemu na własne majstrowanie przy zdjęciach i ustawieniach obrazu. Ustawienia kontrastu, nasycenia i ostrości? No dobra, ale tylko o jeden kroczek do góry lub na dół. Ustawienia jasności monitora? Owszem, są dwa ustawienia- normalne i jasne. Powiększanie zrobionego zdjęcia? Tak tylko 3 krotne. Tylko i nic innego. Języki obsługi? Nooo, dobra- cztery.
Canon D60 2002
Canon 40D 2007
W jednym tylko inżynierka od matryc była zgodna z inżynierką od tradycyjnych aparatów, to widać- dajmy dużo funkcji indywidualnych (Custom Functions). To wyszło D60-tce bardzo na dobre- aparat jest bardzo przyjemnie ustawialny jeśli chodzi o funkcjonalność samego fotografowania- ma 15 takich ustawień. Wybranie skoku nastawienia przysłon co 1/2 lub 1/3 stopnia- proszę bardzo, blokada podniesionego lustra – jest, błysk lampy na otwarcie/ zamknięcie migawki- do wyboru.

A tak wygląda ładowarka do akumulatorów dzisiejsza (z lewej) i ta sprzed 15 lat.


CO JEST PONIŻEJ DZISIEJSZYCH STANDARDÓW?

Ekran tylny, wielkości 1,8 cala- widać że zdjęcie zostało zrobione, ale jakie jest, czy ostre, czy nieprześwietlone- nie wiadomo. Dowiesz się w domu. (Tak samo było w 10D)

W tym kontekście zupełnie nieistotnie jest już to że trzeba poczekać ze 2 sekundy zanim zdjęcie się wyświetli na ekraniku. Na ekraniczku. Za to gdy włożymy do D60 zapełnioną kartę z 40D można napotkać taki komunikat:

I już zupełnie nie widać że na zdjęciu jest sfotografowany wąsaty Kurt Scheller.

D60-tka nie jest dla nerwowych. Włącza się w czasie jakichś 3 sekund, w tym czasie Para Młoda pokonuje dystans 4-ch metrów, premier Donald Tusk około 6 metrów, a samochód Formuły 1 jakieś 800 metrów. Jeżeli właśnie w nich celowaliście, to macie przerąbane- zdjęcie życia jest stracone.

Nasz Canon nie jest czułym stworzeniem. Mocne czułości to nie dla niego. Daje niezbyt potężny zakres ISO- od 100 do 1000. Wobec dzisiejszych kryteriów- strasznie mikro. Nie ma co się równać do jakiejkolwiek aktualnej lustrzanki. Ale jak na tamte czasy- całkiem nieźle. Pamiętam używanego przez nas równolatka- Olympusa Camedia E20P- jego maksymalne ISO to było 320. Comedia, normalnie.

JAK TAM Z JAKOŚCIĄ ZDJĘĆ?
Aparat naświetla z tendencją do prześwietlenia o ok. 1,5 działki, lekkie rozregulowanie systemu pomiaru światła to rzecz normalna, wg mojego doświadczenia- można go oddać do serwisu, ale można też lecieć na nastawionym niedoświetleniu.

Przy ISO 100 i 200 zdjęcia są gładkie jak pupka niemowlaka, co było bardzo chwalone w czasach powstania aparatu. Na ISO 400 widać już, jak się przyjrzeć drobny szum, pomijalny w zdjęciach ze światłem dziennym, na ISO 800 szum widać w ciemnych partiach zdjęcia, na maksymalnym ISO 1000 szum jest wyraźny, można go porównać do szumu na ISO 1600 w Canonie 40D. Poziom całkiem dobry.


ISO od lewej: 100/ 200/ 400/ 800/ 1000

Widać że nie potrafiono poradzić sobie inżyniersko z szumem na wysokich czułościach- poprzednik (Canon D30) oferował ISO 1600, ale miał o połowę mniej pikseli- tutaj zwiększono pikselaż, ale ograniczono możliwości wyczulenia.

Ma się to też nijak do możliwości lustrzanek pełnoklatkowych, zwłaszcza dzisiejszych.

Wszystko to z powodu jednego powodu. Otóż w swoim Canonie masz posiadaczu procesor, jaki wsadzano zapewne także w drukarki, skanery i telefaksy. A może nawet w co bardziej zaawansowane wiertarki i suszarki do włosów. Był to zwykły, ogólnego zastosowania procesor, tutaj zaprzężony do zaprzęgu obróbki obrazu. Dopiero od następnego modelu EOS 10D zaczęto stosować tzw. DIGIC, czyli procesor przeznaczony stricte do aparatów cyfrowych Canona.
(Swoją drogą jak te firmy ładnie nazywają swoje procesory, normalnie jak na filmach sajens fikszyn. Ale i tak nie dorównają nazwom kolorów dawanych przez przemysł farbiarski, można haiku pisać np.: Tajemnica Gejszy, to Poranne Kakao po Kawie z Przyjacielem (Dulux))

WSPÓŁPRACA Z PEŁNOLETNIMI SIGMAMI

Git! Yes! Działa!


Sigma AF 28/1,8 Asp. 1/4000 f/5,0, poprawiane

Ale w jednym miejscu nie do końca. Ja już nic z tego nie rozumiem. Kosmos Sigmy i Canona jest (jak u Lema) Łaciaty. Otóż z Sigmą 28/1,8 przysłonę można przymknąć, ale aparat błędnie mierzy światło!

Dlaczego??????!!!!
Ten model obiektywu, nie jest wcale najstarszy wśród mojej kolekcji, pochodzi z drugiej serii obiektywów Sigmy. Jest za to najjaśniejszy z dostępnych mi Sigm.

I o co tu chodzi?????

Wizja zrobienia habilitacji na współpracy starych Sigm i Canona oddala się. Głębia nie do zbadania.

Trzeba robić zdjęcia w trybie M, ustawiając samemu parametry przesłony i czasu. W innych trybach aparat prześwietla z Sigmą 28/1,8 sromotnie, chyba że światła jest mało i ciemne warunki.
Zatem możemy rozróżnić jeszcze jedną odmianę Canona, oprócz tych wspomnianych w poprzednim felietonie:
-aparat który współpracuje w pełni z każdą Sigmą, za wyjątkiem pomiaru światła z niektórymi starymi Sigmami.
Sigma AF 18/3,5 1/40sek. f/22 (bez poprawek)

Sigma AF 50/2,8 Macro 1/200sek. f/3,5 poprawiane
Sigma AF 50/2,8 Macro 1/3200sek. f/3,2 poprawiane

Za to z pozostałymi obiektywami lat 23 i lat 25 wymiata.
O to właśnie chodziło.
Tego byśmy sobie życzyli.
I tego byśmy Wam życzyli, tylko dość trudno kupić taki aparat. Nie sprzedało ich się zbyt dużo.

W każdym bądź razie otwiera to nowe możliwości pisania artykułów na Fotodinozie i tego trzeba oczekiwać.

Oczekujcie.

Fabrykant
P.S.
Kto ma ochotę na super wnikliwy test D60 w obcym języku to jest tutaj:
Kto ma ochotę na porównanie D60 z roku 2002 z aktualnie produkowanym 70D (2013)  to zamieszczam krótkie i suche szokujące (albo i nie) dane:
                           D60                       70D

Rozdzielczość:             6,3 Mpx                   20 Mpx

Czułość ISO                100-1000                  100-25600

Punkty autofokusa          3                         19

Zakres działania AF        +0,5- 18 EV               -0,5- 18 EV

Czujnik pomiaru światła    35 stref                  63 strefy

Ekran tylny                1,8 cala                  3 calowy,
                           114 tys pikseli           dotykowy
                                                     odchylany
                                                     1.040 tys piks.

Szybkość zdjęć seryjnych   3/ sek                    7/ sek
                           do 8 zdjęć jpg            do 65 zdjęć jpg

Języki obsługi menu        4                         25

Massa                      780g na goło              675 g bez bat.


P.S.II Podziękowania dla forumowicza FlatEric z Canon-Board za zwrócenie uwagi na błąd w artykule.







5 komentarzy:

  1. No to ja też nabyłem D60, co prawda nie za 2% pierwotnej ceny, gdyż musiałem dopłacić do tych 2% połowę 100 złotowego banknotu, ale za to: pełny komplet z pudełkiem, papierami, płytą i akcesoriami (jest nawet zasilacz stacjonarny) oraz z oryginalnym gripem Canona tylko do modeli D30 i D60 - a wszystko w prawie idealnym stanie. Sigmy hulają, a 1Ds (ten pierwszy) ma braciszka. Jedynie czego nie mam, a co potrzebowałbym użyć, to nietypowy kabelek USB - nie ma Pan pożyczyć na chwilę? :) Pozdrawiem serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Superaśnie! I grip! Rzecz podniecająca.
      Niestety kabelka USB z przyzwyczajenia nie podłączam nigdy do aparatu. Wyjmuję kartę i zrzucam przez czytnik, bo szybciej idzie.

      Usuń
  2. Nie, nie - ten kabelek to nie do zrzucania zdjęć, chciałem poprez dedykowane oprogramowanie wpisać właściciela aparatu, co by się w exifie wyświetlał, a co? :) Poszukam może na Ebayu

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten nietypowy kabelek USB o symbolu IFC-200PCU można kupic nowy na polskim portalu aukcyjnym za ca. 30 PLN. Oczywiście nabyłem, mogę pożyczyć :), choć polecam mieć na własność do kompletu, a i zdjęcia przez komputer (win XP)można pstrykać, nawet z interwałem, oczywiście trzeba zainstalować oprogramowanie z oryginalnej płytki do tego aparatu (mogę pożyczyć:). Płytka ta posiada drivery do D30, D60, 1D i ma oznaczenie: Canon EOS Digital Solution Disk v3.1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hohohoho! Dziękuję za te miłe propozycje. Niestety na interwały chyba mi wyrafinowania i czasu nie starczy. Ostatnio mocno zaniedbuję mojego D60. Muszę go odkurzyć.

      Usuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.