czwartek, 27 marca 2014

Esencja z ziemniaka

Martin Kollar

Gdzie my właściwie żyjemy? Kim my właściwie jesteśmy?
Fotografia, o dziwo, także potrafi zadawać takie pytania. Nie każdy fotograf potrafi je zadawać, ale Martin Kollar potrafi.

Robi to z ironią, wierny tradycji czeskiej i czechosłowackiej fotografii, która jak rzadko która łączy tradycję Eliota Erwitta, specjalisty od ironicznych zdjęć, z prześmiewczo- wyrozumiałym spojrzeniem szeregowca Szwejka. Pokazuje rzeczywistość taką jaka ona niby jest, ale jakby troszkę weselej. Przykładem niech tu będzie Viktor Kolař (nazwisko podobne, ale starszy)- genialny wprost, przyjazny obserwator absurdu wizualnego. O nim też kiedyś napiszę, jego zdjęcia wzbudzają u mnie często paroksyzmy śmiechu. 
Viktor Kolař, Ostrava 1989

Viktor Kolař, Ostrava 1992
Jego zdjęcia można zobaczyć tutaj: www.viktorkolar.com



Wracajmy jednak do Martina Kollara.

Martin Kollar jest Czechosłowakiem, jest przede wszystkim operatorem filmowym, a także rejestratorem otaczającego nas świata. Jego dorobek, sądząc po stronie internetowej www.martinkollar.com nie jest zbyt potężny, ale jeden z jego projektów, zatytułowany „Nic szczególnego”, jest według mnie nie tylko oryginalny na tle ironicznych czeskich fotografów, ale też epokowy.
Martin Kollar
Otóż fotografowi udało się uchwycić nieuchwytną, wszechogarniającą Nicość, jaka przenika na wskroś nas wszystkich, i to uchwycić tak żeby było trochę śmiesznie.

Co widzimy na jego zdjęciach? Widzimy to co znamy, o ile jesteśmy Mitteleuropejczykami. Widzimy trochę bałaganu, trochę wiejskiej kultury, widzimy trochę niedoróbek, sprzeczności i trochę podróbek zachodniego blichtru, widzimy rudery, ale nie „Tradizzioni Ruderi Anticci”, tylko nasze, swojskie rudery, bez specjalnych przymiotników.
Możemy tam znaleźć licznych Cytrynów i Gumiaków, nie tylko z branży motoryzacyjnej, ale rzec by można- wszechbranżowych. (https://www.facebook.com/CytrynGumiak)

Zwykle, u innych, niezbyt ugładzona i niezbyt grzeczna Europa Środkowo Wschodnia jest przedstawiana za pomocą spojrzenia krytycznego, lub też spojrzenia reżysera horroru- na ponuro na buro i na poważnie. Z naciskiem na egzotykę, na epatowanie syfem, na obraz znacznie bardziej czarny niż biały. Sam czasami tak ją rejestruję.

Martin Kollar konstruuje obraz od innej strony- jest prześmiewczy, ale wyrozumiały. Opowiada nam raczej dowcipy, ale nie leci ad personam. Mówi- my wszyscy z Nicości, ale tu zawsze tak było i nie przeszkadza to w życiu. A czasami nawet pomaga- niepotrzebne nam Lazurowe Wybrzeże- wystarczy rów melioracyjny.
Martin Kollar

Sam o tematyce swoich zdjęć mówił tak: „ (…) Tu nie ma nic szczególnego. Wszystko jest w jakiś sposób średnie.(...) Ja zaś jestem obserwatorem. Nie wtrącam się w życie ludzi. Pracuję w sytuacjach publicznych, robię to samo co moi bohaterowie. (...) Przygotowuję projekt o zwykłych ludziach, żyjących w zwykłym miejscu. Nie interesują mnie ciekawostki, ani skrajności.” (Tu kokieteria nieco- przypis Fabrykant). Moje zdjęcia na pewno nie są smutne, może niekiedy śmieszą, ponieważ jestem wesołym człowiekiem. Pragnę by fotografie coś mówiły, żeby wywoływały jakieś wrażenie na tych, którzy je oglądają. Chcę by ludzie pomyśleli chwilę o sobie. Dla niektórych być może takie podejście będzie cynizmem, ale ktoś inny powie że to po prostu nudne.”

Inne zdjęcia z albumu "Nic specjalnego" można obejrzeć tutaj:
http://www.martinkollar.com/nothing-special

To jest moje ulubione zdjęcie Kollara. To jest moje ulubione zdjęcie z naszej części świata. Czuję się z tą częścią tożsamy. Jestem jak ten człowiek, z głową zanurzoną w studzienkę kanalizacyjną przy rowerze Ukraina (lub obiektywie Tokina), a za mną biegnie nieco spanikowana kura. A może to kogut jest?

Martin Kollar
Fabrykant
z www.fabrykaslubow.pl


Źródła podane w tekście, oraz "Pozytyw" nr 1/2005







1 komentarz:

  1. Nawiążę do poruszonej w fotodinozie (28 Apr.), bardzo przemyślnie, kwestii plagiatu w fotografii. Chyba splagiatuję ulubione zdjęcie Kollara, ulubione przez Fotodinozaura. Bo muszę zrewindykować (to haczyk lingwistyczny) studzienki kanalizacyjne - jedną w Wolnzach (okropnie wczoraj padało) a drugą w Pegui / Włochy /okropnie padało jak była powódź w Toskanii i Ligurii w roku 2012. Moje podanie o odszkodowania leży chyba ciągle w Wysokim Urzędzie w Genui/.Przy okazji rewindykacji splagiatuję Martina Kollara i jego "jizdni kolo". Kurę lub koguta załatwi mi sąsiad Gianni Raggi, który rozszerzył ostatni swą menażerię. Ma piękne biało-beżowe oki. To znaczy sam Gianni ma oczy czarne, jak to śródziemnomoriec. A więc "Płynie, płynie oka , jak Wisła szeroka...i jak... " No właśnie, jak? Aha, zapomniałem wyjaśnić , że po włosku "oca" to "gęś" A po czesku? Zgadnijcie? Pamiętacie Gałczyńskiiego Ildefonsa Teatrzyk "Zelena Hus" ? Mam oryginalne wydanie z Pragi, rok 1968, w twardej oprawie. Ale wracam do plagiatu studzienek kanalizacyjnych.Czy będzie plagiatem jeśli moja studzienka kanalizacyjna będzie nie okrągła jak u Martina Kollara ale kwadratowa? Bo taka jest w Pegui. Mam też okrągłą a nawet dwie sztuki. (Czego się nie robi dla sztuki...) Z tych dwóch studzienek w Wolnzach wypompowałem po wczorajszych deszczach parę tysięcy litrów wody podskórnej. Właściwie miały te tysiące litrów być użyte do podlewania ogódka i wymiany wody w stawie. Ale czy jest sens podlewać ogródek jak leje? Spytan Martina Kollara albo Szwejka (dzielnego wojaka). Ahoj!

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.