wyświetlenia:

niedziela, 10 lutego 2019

Trzydziestka. Demony przeszłości i przyszłości. Chris Niedenthal



Prawie każde zdjęcie w tym albumie coś znaczy. Albo jest znaczące, albo znajduję na nim podteksty i ukryte symbole, albo po prostu znaczy coś dla mnie prywatnie i bezpośrednio. Dobrze wybrane zdjęcia. Trzydzieści lat, panie kochany. Trzydzieści lat od roku nadziei, która, jak wiadomo, umiera ostatnia. Czy już umarła? Czy przeminęła? Czy jeszcze się tli?
Rok 1989. Album fotograficzny Chrisa Niedenthala.
Właściwy człowiek, na właściwym miejscu. Myślę, że oprócz zdolności fotograficznych i wydolności do noszenia toreb z toną aparatów, fotoreporterowi najbardziej przydaje się świadomość. Zrozumienie i empatia dla tego co widzi. Wtedy dopiero dobrze ocenia rzeczy przed obiektywem i wie w co ten obiektyw należy wycelować. Redakcja „Times'a” nie mogła trafić lepiej – w Europie Wschodniej i Bałkanach pracował dla niej potomek polskich imigrantów do Wielkiej Brytanii, Chris (Krzysztof) Niedenthal, urodzony w Londynie, który języka polskiego nauczył się w szkółce sobotniej dla dzieci polonusów, a do kraju rodziców przyjechał na stałe w 1973 roku. Zanurzenie we wschodnioeuropejskim świecie i brytyjski paszport pozwoliły mu patrzeć uważniej, oceniać lepiej i mieć więcej możliwości, niż inni fotoreporterzy zachodni i niż fotoreporterzy polscy. Niedenthal wyrobił sobie renomę, pracując w Polsce jako wolny strzelec dla „Sterna” i „Newsweeka”, między innymi słynnym zdjęciem z wojny polsko – jaruzelskiej spod kina Moskwa, z transporterem opancerzonym na tle reklamy filmu „Czas apokalipsy”.
W 1989 roku był fotoreporterem „Times'a”. W czasie tego roku miał za zadanie towarzyszyć Michaiłowi Gorbaczowowi w jego wizytach w tym regionie i fotografować przemiany, jakie zapowiadały się w Polsce lutowym okrągłym stołem.
Czy ktoś dziś jeszcze świętuje okrągłą lutową rocznicę okrągłego stołu? Dziękuję, nie widzę. Idźmy dalej.
Okrągły stół. Zdjęcia Niedenthala mogą wspaniale ilustrować narrację lewicową, o pokojowym i bezkrwawym przekazaniu władzy w Polsce, zgodzie narodowej i porozumieniu, jak i świetnie ilustrują narrację prawicową, o niegodnym zblatowaniu elit i układach ze zbrodniczymi funkcjonariuszami reżimu. Którą narrację wybieracie? Bijemy się? Wyskakujemy na solo, w temacie albumu fotograficznego Chrisa Niedenthala?
Chris Niedenthal "1989 - rok nadziei"


Chris Niedenthal "1989 - rok nadziei"


Na zdjęciach widzimy jak w sejmie Jacek Kuroń ściska symbolicznie dłoń Czesławowi Kiszczakowi. Kogo tam dostrzegacie? Ludzi, dzięki którym w 1989 roku milicja nie strzelała na ostro do społeczeństwa w obronie ustroju, czy też dwóch członków PZPR, z których jeden zmienił poglądy, a drugi ma ręce unurzane we krwi?
Zostawmy te dylematy. Na zdjęciach Niedenthala jest przede wszystkim ferment, bigos, żywioł. Protesty przeciwko wyborowi Jaruzelskiego na prezydenta. Plakatowanie wyborcze, „w samo południe 4 czerwca”, „Głosuj na” plus zdjęcie z Lechem Wałęsą, kocioł ludzi przed lokalami wyborczymi, ciżba przed ciężarówką z której handlują masłem, nagłe i dzikie zmiany kiedy mięso nagle pojawiło się w sklepach, a magnetowidy w Peweksie. Za chwilę nowo wybrany senat i senatorowie Holoubek i Wende. Ja jednak dostrzegam tuż obok nich Gabriela Janowskiego, i natychmiast przypominam sobie udaną próbę jego skompromitowania, kiedy protestował przed sprzedażą polskich cukrowni, pamiętacie: „Gabriel Janowski przedawkował proszki, śmiesznie podskakuje, wszystkich dziś całuje” - jak śpiewał Maleńczuk. Zatem przy oglądaniu tych fotografii niby radość, zgoda i nostalgia za pięknym czasem, ale tuż za nią jakiś niepokój.
Człowiek chyba za dużo wie i za dużo myśli.


Fot. Chris Niedenthal. Milicja podczas demonstracji przeciwko wyborowi Jaruzelskiego na prezydenta.


Polska w przemianach – fura z węglem obok Nissana z Peweksu, demolka pomników, pięknie sfotografowana modlitwa majowa pod przydrożnym krzyżem, zadowolony Lech Wałęsa, obok roześmianego Helmuta Kohla. A potem jest jeszcze ciekawiej.

Chris Nidenthal "1989 - rok nadziei"


Kohl i Wałęsa jeszcze nic nie wiedzą, rozmawiają w Warszawie. 9 listopada – tego wieczora zaczyna się demontaż berlińskiego muru. Następnego dnia Chris Niedenthal leci, drugi raz w tym roku, do Berlina Wschodniego.

Był tam już w październiku. Na czterdziestoleciu Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Przywitanie Michaiła Gorbaczowa z Honeckerem na lotnisku Schonefeld. Całują się ogniście, przywołując na myśl słynny mural z Honeckerem i Breżniewem, wymalowany później na berlińskim murze. Niedenthal fotografuje manifestację młodzieży z pochodniami przed trybuną rządową. Ale fotografuje też samą trybunę. A na niej – Honecker, Gorbaczow, Jaruzelski, Ceausescu, na tle przegigantycznego godła DDR. Znak czasu. Ceausescu pojawi się jeszcze raz w tym albumie – jako pochowany już w bezimiennym nagrobku na środku alejki cmentarnej w Bukareszcie – po to, by przechodnie mogli deptać po jego grobie.


Chris Niedenthal "1989 - rok nadziei"

Chris Niedenthal "1989 - rok nadziei"


Ale już w listopadzie – fantastyczne zdjęcia z niemieckich wyłomów w murze, na czele z superobrazowym pejzażem z przejścia – w jednym kadrze: tabliczka z przekreśloną nazwą miasta „Berlin”, Trabant przejeżdżający przez bramę, wśród szpaleru zachodnich berlińczyków z kwiatami, słynna tablica „ You are leavin the american sector, Wy wyjezżatie iz amerikanskowo siektora, vous sortez du secteur américain”, a wyżej wielkie pole zasieków na wygonie berlińskiego muru.
Ileż skojarzeń i nostalgii.
W roku 1993 mnie też napadł mur berliński. Byłem tam wtedy pierwszy raz, na wymianie studenckiej, mając oczywiście jakie-takie pojęcie o wcześniejszym podziale Berlina, ale bardzo słabe o topografii miasta i jego przedwojennej przeszłości. Drugiego dnia miałem się udać na przeciwne po przekątnej przedmieścia, zatem zstąpiłem do metra, przestudiowawszy uprzednio czym na te przedmieścia dojechać. Przesiadka na inną linię wypadała na stacji Potsdamer Platz. Plac poczdamski, pomyślałem sobie – ładna nazwa. Trzeba by przy okazji zerknąć, co też tam jest na powierzchni, pewnie coś ciekawego. Wsiadłem do wagonu w środku Berlina Zachodniego i pociąg pognał, jak oświetlony transatlantyk, w ciemnościach metropolitalnego tunelu. Wysiadłem na stacji Potsdamer Platz jako jedyny pasażer tego pociągu. W ogóle, jakoś tak nieswojo było na tej stacji, pusto kompletnie, dość obskurnie i liszajowato. Pomyślałem jednak, że to stacja we Wschodnim Berlinie, zatem brak luksusu nie wydał się zbyt dziwny. Raźno poszedłem ku schodom i jaśniejącemu wyjściu, omijając po drodze jakieś dziwne barierki zasłaniające sterty gruzu. Po brudnych stopniach wydostałem się na powierzchnię i stanąłem jak wryty, ze szczęką na ziemi. Znajdowałem się w środku kompletnej nicości! Daleeeko na horyzoncie majaczyły jakieś budynki przede mną. Kilometr za mną widać było sylwetkę odległego miasta. A ja wylazłem z mrocznej dziury na środku tysiąchektarowego nieużytku, w samym centrum!
Niepowtarzalne uczucie. I już nie do powtórzenia. Teraz tam stoi, zdaje się Sony Center i wypas na miarę XXI wieku.

Chris Niedenthal nie odpuszcza. Bo historia mu nie odpuszcza – Czechosłowacja, przeogromne manifestacje na Vaclawskim placu, znicze, armatki wodne i malowanie transparentów. Vaclav Havel na konferencji prasowej, przepychanki z milicją. Różowy czołg Davida Černego. Ale jest i drugi, o którym nie miałem pojęcia – przewrócony na bok czołg, na pamiątkę wydarzeń z 1968 roku. Z olbrzymim, wymalowanym napisem „Solidarność”.


Chris Nidenthal "1989 - rok nadziei"

Migawki z życia, wręcz streetfoto, ze Związku Radzieckiego, w tym prezentacja największego latającego transportowca świata – Antonova 225, który mnie zawsze fascynował. Armia radziecka z tobą od dziecka. Sklep na Ukrainie, w którym na jednej półce stoi 20 słoików, a wszystkie pozostałe są puste. Migawki z Azerbejdżanu i Uzbekistanu (to później, kiedy Niedenthal robi im zdjęcia są jeszcze Raspublikami Sojuza). Z Chin i placu Tienanmen. Z Bułgarii i Węgier.
Dużo z tych zdjęć jest po prostu dobrą fotografią z reporterskiej akcji, z ewidentnymi elementami ryzyka tej roboty. Zaprawione nutką mojej własnej nostalgii przekazują ówczesne emocje i dostarczają pożywki do przemyśleń. Czasem gorzkich. Każdy fotograf chciałby wydać tak emocjonujący album.


Chris Niedenthal "1989 - rok nadziei"

Chris Niedenthal "1989 - rok nadziei"

Chris Niedenthal "1989 - rok nadziei"

Autor pisze na koniec: „Bardzo na to liczę, że dziś – kiedy znowu ożywają demony nacjonalistyczne w różnych miejscach na świecie – uda nam się pokonać te niebezpieczeństwa i piękny rok 1989 nie pójdzie na marne”. Też mam wiele nadziei i oczekiwań, ale nie zgadzam się z Niedenthalem – czy nie dostrzega, że gdyby nie, między innymi, „demony nacjonalizmu”, to wielu sfotografowanych w 1989 roku ludzi byłoby nadal obywatelami internacjonalnego Sowietskiego Sojuza?

W sam raz przejrzeć sobie taki album, na trzydziestolecie przełomu. Obyśmy się tylko przy tym nie pobili.


Fabrykant
 

P.S.:

Polecam moje oryginalne kryminały z klimatyczną Łodzią w tle:
 
"Tramwaj Tanfaniego" dziejący się w czasach świetności przemysłowej Łodzi w roku 1905. Rzecz inspirowana prawdziwymi wydarzeniami - zabójstwem Juliusza Kunitzera, twórcy łódzkich tramwajów. Książka nagrodzona Exlibrisem Biblioteki im. Piłsudskiego za najlepszą powieść o Łodzi w 2021 roku.
Reżyser Władysław Pasikowski o "Tramwaju Tanfaniego":
"Wciągające. Rewolucja upadła, ale rewolucjoniści zostali... W Łodzi w zamachach giną zamożni fabrykanci. Kto stoi za tymi zbrodniami? Frapująca intryga i pełnokrwiści bohaterowie, ale prawdziwą bohaterką jest Łódź pod koniec 1905 roku. Jedno z najbarwniejszych i najbardziej oryginalnych miast tamtych czasów. To nie kino, to autentyczny fotoplastikon z epoki... Ja nie mogłem oderwać oczu od okularu. Polecam!"

"Tramwaj Tanfaniego" jest do kupienia wysyłkowo tutaj: LINK

"Złoty peugeot" to niebanalny kryminał motoryzacyjny z Łodzi epoki wczesnego Gierka. Tajemnicza zbrodnia, nieudolna milicja, zakulisowe przepychanki z władzą PRL a po drugie kawałek historii polskiej motoryzacji i łódzkiej architektury oczami (i rękami) pewnego mechanika z ulicy Wschodniej, który chcąc nie chcąc musi zabrać się za dociekanie, dlaczego ktoś musiał zginąć i kto go zabił. Są wciągające tajemnice, splątane wątki, brawurowe pościgi samochodowe, jest wiele charakterystycznych postaci budujących mikrospołeczność powieści. W warstwie trzeciej książka jest nasycona aluzjami do literatury popularnej z czasów PRL a wynajdowanie tych i innych smaczków z Niziurskiego czy Nienackiego jest dodatkową rozrywką. 

Do kupienia wysyłkowo - TUTAJ 

"Deluks" - wielowątkowy kryminał dziejący się w roku 1976 składa się z kilku warstw, począwszy od tematyki automobilowej, poprzez dawne tajemnice Łodzi, kończąc na echach II Wojny Światowej. Książka tym razem aluzyjnie nawiązuje do tzw. kryminału milicyjnego, jednak dekonstruuje ten schemat, inaczej rozkłada racje i ironizuje z klimatów PRL. W świat dawnej Łodzi pomaga czytelnikowi przenieść się zespół pełnokrwistych bohaterów - od lumpów i milicjantów po profesorów i prywaciarzy. Akcja zawiązuje się wokół warsztatu samochodowego, poniekąd kontynuując klimat "Złotego Peugeota", jednak cała opowieść jest autonomiczną fabułą. Będziecie zaskoczeni!

"Deluks" do kupienia wysyłkowo - TUTAJ 

"Wariatka ze Spornej" - napisana wspólnie z Tomaszem Włodkowskim -Światowej sławy reżyser usiłuje skończyć swoje ostatnie filmowe dzieło niekonwencjonalnymi metodami. Równolegle ginie jego wieloletni współpracownik i asystent.
Młoda policjantka, niedawno przybyła do Łodzi ma poprowadzić śledztwo, które będzie wymagało od niej szczególnego zaangażowania, cierpliwości, uwagi i... erudycji.
Tytułowa ulica Sporna zdaje się trwać w niezmiennym od stu lat stanie, ale to tylko pozory. Miasto dookoła przekształca się w bólach, jest rok 2003, Polska ma zaraz wejść do Unii Europejskiej, ale niechciany bagaż PRL jest wciąż obecny, również w policji. Kto i dlaczego zabił? Co ma wspólnego wielka sztuka i małe morderstwo? 

"Wariatka ze Spornej do kupienia wysyłkowo TUTAJ 


8 komentarzy:

  1. Dziękuję za wpis, mam ochotę na ten album. W moim księgozbiorze mam inne wydawnictwo Niedenthala Polska Rzeczpospolita Ludowa - Rekwizyty. Bardzo lubię do niego wracać. Proszę tylko o skorygowanie pisowni nazwiska, z "e" na Niedenthal

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jak ty - "ale nie zgadzam się z Niedenthalem – czy nie dostrzega, że gdyby nie, między innymi, „demony nacjonalizmu”, to wielu sfotografowanych w 1989 roku ludzi byłoby nadal obywatelami internacjonalnego Sowietskiego Sojuza?"

    OdpowiedzUsuń
  3. Po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się ulec marketingowej sile Fotodinozy. Album Niedenthala już do mnie jedzie paczkomatem. Dziękuję!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też dziękuję, w imieniu nieznanego mi Niedenthala.

      Usuń
    2. Ja już ulegałem. Nawet Szanownej Małżonce zapowiedziałem, że jak nie będzie miala pomysłu na prezent, to ma brać w ciemno co Fabrykant poleca na Fotodinozie :-)

      Usuń
    3. Bardzo mi miło, aczkolwiek a) każden jeden ma swój gust i on może nie być taki sam (ten gust) b) mam tendencję do nadmiernego entuzjazmu. Proszę z najwyższą ostrożnością sięgać po portfel.

      Usuń
    4. Tymczasem w najnowszym wpisie książka zupełnie za darmo: https://fotodinoza.blogspot.com/2019/02/aparaty-kamstwa-i-obrazy-fotografizne.html

      Usuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.