poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Jabłko od Bauhausu

fot: Andreas Feninger

Każdy skądś tam wyrasta. Choć nie każdy się do tego przyznaje.
Na wielkim dębie każdy wyrasta z jakiejś gałęzi, a ta z kolei z jakiegoś konara. Dołem korzenie. Gdzieś tkwią w człowieku geny i kształtowanie. Czasami da się je wypatrzeć w rzeczach ulotnych.

Jak zobaczyłem zdjęcia jednego z fotoreporterów Life'u- Andreasa Feningera, to pomyślałem sobie- oho, coś w tym musi być! Te zdjęcia są inne. Grafika i struktura w nich aż bucha.
Franz, to nasz! (cytat)

fot: Andreas Feninger


fot: Andreas Feninger

Na razie Andreasa nie ma jeszcze na świecie:

Karl

Karl Feninger pierwszy raz przyjechał z Niemiec do USA wraz z rodzicami, w wieku 9 lat. Jego zdolności muzyczne odkryto w St. Mary's College w Columbii, gdzie trafił na dobrego nauczyciela, który skierował go w stronę kariery solisty skrzypcowego. Zadebiutował szybko koncertem Bethovena w wieku 14 lat. Wrócił niedługo potem do ojczyzny, gdzie kontynuował studia w Lipskim Konserwatorium. Oprócz rozwijających się perspektyw muzyka- solisty spróbował także pracy dyrygenta.

Potem w USA wybuchła Wojna Secesyjna.
Bo to wszystko w XIX wieku było.
Młody Feninger rzuca Niemcy i jedzie z powrotem do USA, gdzie zapisuje się do armii unionistów i służy pod rozkazami generała Quincy Gillmoura.
Kim się czuł zatem? Niemcem? Amerykaninem?

Krwawy konflikt na szczęście nie wpłynął na jego dalsze losy. Po wojnie domowej wrócił do muzyki i koncertowania. Dał kilka chwalonych występów w Nowym Jorku, a potem pojechał do Afryki Południowej na tourné. Wrócił do Niemiec, gdzie jego kariera muzyka rozwijała się w najlepsze.
Kilka lat później sprawdził swoje zdolności jako kompozytor. Napisał koncerty, poematy muzyczne, operę i symfonie, komplementowane przez samego Franciszka Liszta. Zajął się także uczeniem gry na fortepianie. W Niemczech wypracowywał swój dydaktyczny styl i metody, jednak już niedługo znów przeniósł się do USA.

W Stanach został dyrektorem do spraw muzyki w żeńskim koledżu w Stamford, gdzie pracował przez 32 lata. Opracował własny sposób uczenia muzyki, „oparty na znajomości ludzkiego charakteru”, opisał go w książce „An experiential psychology of music”.
Karl ożenił się z pianistką i śpiewaczką z którą koncertował długie lata. W 1871 w Nowym Jorku urodził im się syn Lyonel Feninger.

A co to wszsystko ma wspólnego ze zdjęciami Andreasa Feningera? Niby jeszcze nic. Nadal jeszcze nie ma go na świecie.


Lyonel

Nowojorczyk Lyonel (używający także imienia Leonell) po raz pierwszy odwiedził Niemcy w wieku 16 lat, wraz z rodzicami, którzy odbywali tam trasę koncertową. Zdaje się że kraj przodków bardzo mu się spodobał, a może nawiązał tam jakieś dobre kontakty, bo za zgodą rodziców postanowił zostać i studiować w Szkole Sztuk Plastycznych w Hamburgu. Młody Lyonel od dzieciństwa dobrze rysował. Już wkrótce przeniósł się na Królewską Akademię w Berlinie. Już tam, jeszcze jako nastolatek nawiązywał współpracę z czasopismami, przesyłając im swoje karykatury i obrazki. Rok później studiował już w Paryżu na Academié Collarosi, założonej przez włoskiego rzeźbiarza. Wytrzymał tam siedem miesięcy i ponownie pojawił się w Berlinie, gdzie zdecydował się na rozpędzenie swojej kariery rysownika prasowego. Wkrótce jego rysunki satyryczne i ilustracje opanowały cztery popularne berlińskie czasopisma.
Poznał szybko pierwszą żonę, z którą równie szybko się rozszedł. Związał się wkrótce ponownie z malarką Julią Berg, studentką akademii plastycznej z Weimaru. Lyonel i Julia wyjechali niedługo potem do Paryża, gdzie w 1906 roku urodził się syn- Andreas Feninger.

Ten rok był dla Lyonela przełomowy także ze względu na kontakty jakie nawiązał we Francji- z Robertem Delaunay'em i Henrim Matissem- pod ich wpływem ze zdolnego rysownika gazetowego zaczął rodzić się artysta. Nowe pomysły na malarstwo kiełkują w twórczości Lyonela zwrotem w stronę kubizmu i ekspresjonizmu.
Rodzina Feningerów- Lyonel, Julia i mały Andreas krążyła wciąż między Francją a Niemcami, w zależności od kontraktów jakie uzyskiwał ojciec.

W 1908 roku James Keely wydawca amerykańskiego Chicago Tribune stwierdził, że wobec olbrzymiej niemieckiej diaspory emigrantów (stanowili wówczas 1/4 mieszkańców Chicago) musi zaproponować im coś atrakcyjnego w swojej gazecie. Pojechał do Niemiec szukać sprawnych rysowników i karykaturzystów, chętnych do stałej współpracy. Trafił na Lyonela Feningera, z którym podpisał kontrakt na rysowanie komiksów do "Chicago Tribune". Były to jedne z pierwszych gazetowych historyjek obrazkowych, pod tytułem „Kin-der-Kids”, dzisiaj kultowe wśród znawców wczesnego komiksu- pierwsze z wyrafinowanym, inteligentnym humorem, drukowane w kolorze.
Sława Feningera po obu stronach oceanu sięgnęła zenitu i wkrótce obsługiwał on kilkanaście czasopism w Niemczech i USA.
Tymczasem Lyonel także malował.


Lyonel Feninger, 1924.
Fair use, https://en.wikipedia.org/w/index.php?curid=11168237

Miesiące letnie rodzina Feningerów spędzała nad Morzem Bałtyckim- w Kołobrzegu (Kolberg) na przykład, ale głównie jednak na wyspie Uznam, w miejscowości Benz. Lyonel malował tam architekturę i pejzaże. Motywy z tych wypraw pojawiały się później w wielu jego pracach, tam szukał swojego stylu i tam cyzelował swój warsztat świetnego obserwatora światła i cienia.
Lyonel Feninger, "Benz IV,", 1914
By Lyonel Feininger - artnet, PD-US, https://en.wikipedia.org/w/index.php?curid=39298301

Pierwsze wystawy jego kubistycznych obrazów odbyły się w Paryżu i Berlinie, wstąpił też do grupy artystycznej Berliner Sezession, a potem do kolejnych grup ekspresjonistów. W zainicjowanym przez siebie stowarzyszeniu Novembergruppe poznaje Waltera Gropiusa.

Tutaj brwi czytelników- architektów unoszą się lekko do góry.

To Walter Gropius zatrudni wkrótce Lyonela Feningera w swojej nowej szkole, zwanej Bauhaus.

Bauhaus

Co to w ogóle był ten Bauhaus, którego nazwa przewija się przy różnych przejawach sztuki, architektury i kultury w XX wieku? Ba, nawet roadster Audi TT w czasie pokazów prototypu w 1995 roku, był opisywany jako nawiązanie do Bauhausu.
No, właściwie duża część naszej estetycznej i architektonicznej współczesności to są ewolucje idei Bauhausu- co ma dobre, ale też (dla niektórych) i złe strony.

Bauhaus był, założoną w 1919 w Weimarze przez Gropiusa - szkołą rzemiosł artystycznych, mającą wypuszczać wszechstronnie wyedukowanych twórców. Był szkołą realizującą częściowo realne, a częściowo utopijne idee. Sam Gropius był socjalistą z przekonań, jeżeli nie komunistą nawet. W swoim Bauhausie zjednoczył w całość praktyczno- filozoficzną różne prądy i tendencje jakimi pulsował świat lat 20-tych. Przede wszystkim prądy modernizmu i nowoczesnych technologii.

Głównymi założeniami Bauhausu była funkcjonalność połączona z prostotą formy. Odrzucono wszelką ornamentację, która była dominującym elementem architektury poprzednich wieków- budynki miały być proste, bez ozdób, szczere w swych materiałach, nie udające niczego. Czyste formalnie. Gropius i kadra jego szkoły kładli duży nacisk na społeczny i psychologiczny odbiór architektury- dobro człowieka i jego rozwój miały być nadrzędnym prawem, dlatego należało w projektowaniu wziąć pod uwagę efekty badań wszelkich nauk o człowieku- psychologii, biologii, socjologii, ergonomii.
Te pozytywne w swych założeniach idee prowadziły de facto z jednej strony do starannego przemyślenia funkcjonalności mieszkania (im to np. zawdzięczamy dzisiejsze „eurokuchnie” w miejsce pieca i stołu naszych prababć, a także w sporej części- wentylację, izolację i duże przeszklenia), a z drugie strony- do „twardego”, a priori, odrzucenia tradycyjnej architektury.
Prawdopodobnie pierwsza na świecie współczesna kuchnia- na zdjęciu rekonstrukcja domu idealnego "Haus am Horn" wg. Bauhausu- z 1923 roku.
Bauhaus podkreślał rolę społeczną architekta, jako zawodu projektującego przestrzeń, a przez to wpływającego poważnie na stosunki społeczne, kulturę, przyrodę i „kształtowanie człowieka”. Z jednej strony prowadziło to do przemyślenia odpowiedzialności architektów i urbanistów wobec społeczeństwa, z drugiej (po latach) wykształciło dzisiejszy pop- kult tzw. stararchitektów. Czyli tych, którzy jednym projektem powalonego muzeum w Bilbao zdolni są do „kształtowania życia w mieście na zupełnie nową modłę”, za co różne władze różnych innych miejscowości gotowe są wręczać miliardowe gratyfikacje.

Bauhaus zauważał rewolucyjność swojego podejścia do budowania i projektowania, więc idee szkoły głosiły „że należy wychować nowego człowieka” do odbioru owej architektury i sztuki. Te idee wychowawcze zrobiły później, jak wiemy, wielką karierę od lat 30-tych do dzisiaj. Dzisiaj co prawda nie wychowuje nas już towarzysz Stalin, ale za to wychowuje nas na ten czy inny sposób np. Google, który żywi, broni i zapewnia dostęp do rozrywki.

Przemyślana od nowa funkcjonalność i sposoby budowania Bauhausu brały też pod uwagę postęp w nowoczesnych materiałach i technologiach, jaki dokonywał się od początku wieku, a przyspieszył jeszcze w latach I wojny światowej.
Jak wiadomo- budowa bunkrów znacznie rozszerzyła wiedzę o zbrojonym betonie i możliwościach jego stosowania. Wielki postęp zanotowała też technologia stali, nowe stopy, znacznie wytrzymalsze, pozwalające używać cieńszych elementów. Wszystko to w Bauhausie było wprzęgnięte w system edukacyjny.

Walter Gropius dostrzegł też duże zalety jakie daje modularność i prefabrykacja- przyspieszenie i potanienie budowania. I promował je, w oparciu o dobre i przemyślane projekty. Masowej produkcji przemysłowej było przeciwnych wielu rzemieślników, między innymi meblarze. Gropius postanowił pogodzić obydwa żywioły i wpleść artystyczne działanie w nowe ramy, dostosować je do nowych wyzwań. Skłonić do współpracy przemysł z artystami.
Zasadą była też w Bauhausie „szczerość używania materiałów”, czyli technologiczne ich zastosowanie, z uwzględnieniem i wykorzystaniem właściwości. A ponieważ stosowano szeroko nowe, wcześniej rzadko używane we wzornictwie materiały- dawało to zupełnie nowe horyzonty projektantom.

Prefabrykacja opanowała świat i w ciągu kilkudziesięciu lat w niektórych miejscach została rozkręcona do granic absurdu (np. w komunizmie, ale też w modernistycznych osiedlach Europy Zachodniej), wypaczając pierwotne zamierzenia Bauhausu, ale też, zgodnie z ideą szkoły- pozwalając budować tanio i dostępnie.
Choć z wysoką jakością projektowania i wykonania nie zawsze miało to coś wspólnego.

A czy ma to coś wspólnego ze zdjęciami Andreasa Feningera?
Może ma, a może nie ma.

Szczerość użycia materiałów- czyli drewna jako drewna, stali jako stali i betonu jako betonu w późniejszych czasach została także zdecydowanie wypaczona. Najprostszy przykład- spójrzcie pod nogi. Czy trzymacie je właśnie na dębowym parkiecie? Czy może jednak na plastiku, który ten parkiet udaje? Kwestia szczerości legła na ołtarzu kosztów i została poświęcona- za czasów Gropiusa tańsze były nie tylko materiały, ale też przede wszystkim praca.

Modularyzacja natomiast, czyli oparcie się projektantów na pewnych podstawowych, powtarzalnych jednostkach, a także dostosowanie ich do rozmiarów człowieka, oraz jego możliwości ruchowych (tu ściśle wiąże się z ergonomią)- to są podstawy dzisiejszego działania architektów. Część z nich stała się normą, a nawet prawem określanym przepisami budowlanymi.
Walter Gropius zatrudnił w Bauhausie najlepszych według siebie fachowców. Za modularyzację i systematyzację projektowania odpowiadał mistrz budowlany Ernst Neufert. Nazwisko znane dziś każdemu architektowi i studentowi, a przynajmniej każdemu w Europie. Opracował on książkę „Bauentwurfslehre” czyli „Podręcznik projektowania architektoniczno- budowlanego”, wielką książkową cegłę nad którą pracował do śmierci, zawierała wytyczne dotyczące projektowania z grubsza WSZYSTKIEGO. Dlatego jak teraz nie wiesz jakie wymiary powinna mieć hala do gry w badmintona, to mówisz do kolegi przy sąsiednim biurku- „podaj no mi Nojferta z półki”.

Dygresja:
Bauhaus został rozpędzony na cztery wiatry za czasów nazistowskich. Już za czasów Gropiusa, w latach 20-tych szkoła była uznawana za wywrotową i dopiero wystawa z zaprojektowanym przez Bauhaus domem wzorcowym (prawdopodobnie pierwsze na świecie szafki kuchenne ustawione w jeden ciąg i przykryte blatem), która okazała się wielkim sukcesem oddaliła nieco od Bauhausu groźbę zamknięcia. Potem kiedy władze Weimaru nie okazały się nadal zbyt przychylne- uczelnia przeniosła się do Dessau. Gdy nastali naziści- Bauhaus został zamknięty. Spora część jego wykładowców wyemigrowała do USA, jednak jeden- Ernst Neufert właśnie, został doceniony przez hitlerowców.

Albert Speer zlecił Neufertowi opracowanie norm prawnych dla budownictwa. Co lepsze- Ernst Neufert trafił na tzw. „Gottbegnadeten-Liste”.
Nie wiecie co to jest? Ja też nie wiedziałem. To lista „Obdarzonych łaską Bożą (w III Rzeszy)”- artystów NIETYKALNYCH, stworzono ją na polecenie Hitlera. Owi artyści byli zwolnieni ze służby w Wehrmachcie i przez całą wojnę mieli służyć sprawie państwowej. Trafiło na nią 1041 twórców, architektów, malarzy, kompozytorów i filmowców. Dzięki stworzeniu tejże listy i za pomocą jej członków Ministerstwo Propagandy i Oświaty jeszcze w 1945 roku nakręciło najdroższy w swojej historii propagandowy film wojenny „Kolberg”, zamiast wysłać filmowców na front.

Koniec dygresji.

Bauhaus stawiał na zniesienie podziałów pomiędzy artystą, rzemieślnikiem i przemysłowcem. Współdziałanie wszystkich specjalistów we wspólnym dziele tworzenia.

Zauważa się dzisiaj głównie technologiczną wartość tego pomysłu- zjednoczenie procesu projektowego w zespołach, grupach fachowców różnych branż, które wspólnie opracowują budynek czy przedmiot użytkowy, łącząc swoje umiejętności, współdziałając i inspirując swoją pracę. Jednak w pewnym sensie było to też emanacją egalitaryzmu, w stronę którego świat skierował się po I wojnie światowej.
Emancypacja kobiet, wobec zniknięcia facetów, którzy zaszyli się na kilka lat w okopach i masowo ginęli, także równość wobec śmierci, jaką większość europejczyków doznała na własne oczy, wpłynęła na zmniejszanie się różnic klasowych i ogólnie- kontakty pomiędzy pracownikami a pracodawcami.
Bauhaus naciskał na edukację wszystkich branż- projektantów, rzemieślników, wykonawców- pod każdym kątem. Łączył twórców w interdyscyplinarne zespoły. Łączył sztukę i naukę w jedno, w spójnej filozofii kształcenia.

Oczywiście, niektóre z postulatów tej szczytnej idei tworzenia nie zostało wcale zrealizowanych. Choćby postulat „wprowadzania do formy architektonicznej warunków regionalnych, klimatów, krajobrazów i zwyczajów mieszkańców”. Nawet w samym budynku szkoły, która w 1929 roku przeniosła się z Weimaru do Dessau i zbudowała cały kampus (istniejący do dziś) według własnych założeń. Małe pytanie: czy tenże kompleks ze względów na „warunki regionalne, klimat, krajobraz” nie mógłby stanąć w jakimkolwiek INNYM kraju? Mógłby. Modernizm, odrzucając tradycyjne formy stworzył „styl międzynarodowy”, dziś powszechnie akceptowany, ale mający często mało wspólnego z „warunkami regionalnymi, klimatem, krajobrazem”.
Budynki Bauhausu w Dessau, proj. Walter Gropius z zespołem, 1926. Fot- Wikipedia

Budynek warsztatów Bauhausu w Dessau, proj. Walter Gropius z zespołem, 1926. Fot- Wikipedia

Nie wszystkie te nowoczesne idee były realizowane w samym Bauhausie, nawet podczas jego istnienia. Dlaczego? Hm. No cóż- twórcy to na ogół indywidualiści.
Tutaj przytoczymy znany w środowisku dowcip, autorstwa Krzysztofa Gol' a Piotrowskiego:

Spotyka się dwóch architektów na ulicy. Jeden jest z dzieckiem.
- O cześć stary, kopę lat! Nie widzieliśmy się chyba od studiów! Poznaj- to jest mój syn.
- Cześć! Hm...- (krytyczne spojrzenie)- JA BYM GO ZROBIŁ INACZEJ.

Dzisiaj wygodnie pisze mi się krytykę Bauhausu, kiedy jestem mądrzejszy o całe stulecie. Każdy może być taki krytyczny jak trochę pożyje.
Niemniej Bauhaus, choć nieco idealistyczny, wyznaczył drogę do współczesnego projektowania, współczesnego kształcenia artystów i techników i do współczesnego mieszkania. De facto stworzył podwaliny wnętrzarskiego stylu międzynarodowego w duchu IKEI. Z mebli projektowanych w latach 20-tych w Weimarze da się dzisiaj złożyć ABSOLUTNIE WSPÓŁCZESNE wnętrze. No, może pozbawione telewizora.

proj. Marcel Breuer, lata 20-te.
Fotel D42 proj. Mies van der Rohe, lata 20-te

Kołyska dla dziecka, proj. Peter Keller, lata 20-te.

 Jeżeli jesteście zwolennikami modernizmu- możecie być tej szkole wdzięczni. Jeżeli jesteście tradycjonalistami- być może- nie.

Lyonel Feninger został w 1919 roku zatrudniony w weimarskim Bauhausie jako wykładowca technik drukarskich i szef warsztatów druku. Opracowywał liczne wydawnictwa szkoły i uczył młodych grafików. Po przenosinach szkoły do Dessau dostał, tak jak i inni „mistrzowie- wykładowcy” swój własny dom w szkolnym kampusie. Jednak z biegiem lat własna twórczość zaczęła pochłaniać Lyonela Feningera coraz bardziej i już w 1926 roku prosił Gropiusa o zwolnienie z funkcji. Za jego namową wytrwał w szkole do 1932 roku.

Andreas

I tu wreszcie, po wielowersowym przygotowaniu gruntu, przechodzimy do najmłodszego z Feningerów. W czasie gdy jego ojciec zatrudnia się w Bauhausie Andreas ma 16 lat. Uczęszcza do szkoły w Berlinie, gdzie Feningerowie emigrują z Francji, ale wkrótce ją rzuca. Kiedy w Weimarze jego ojciec obejmuje katedrę druku, Andreas zamiast do szkoły powszechnej chodzi na zajęcia Bauhausu, gdzie kończy kurs stolarza meblowego. Gdy szkoła rzemiosł przenosi się do Dessau Andreas Feninger zapisuje się na studia architektoniczne w pobliskim Zerbst.
Jest to ciekawe, i świadczy o niezależności młodego artysty, który nie wybiera najłatwiejszej drogi, jaką byłoby zapisanie się na kursy Bauhausu do Waltera Gropiusa, albo słynnego Miesa van der Rohe.
Niemniej szkoła Gropiusa wywiera na nim jednak poważny wpływ- to tam uczy się robić zdjęcia, a za sąsiada w Dessau ma samego László Moholy-Nagy'a, wykładowcę fotografii i słynnego już wtedy artystę.
Na początku lat 30-tych młody Feninger rozpoczyna pracę w zawodzie architekta. Projektuje w Niemczech kilka domów. Wzorem dziadka i ojca nie usiedzi jednak w jednym miejscu- przenosi się do Paryża, gdzie zatrudnia się u samego Le Corbusiera, czyli Charlesa Paula Jeanneret'a- dzisiejszą ikonę modernizmu, a wtedy wziętego projektanta i wizjonera. Corbusier zrewolucjonizował spojrzenie, na architekturę jeszcze bardziej niż Bauhaus- jego idee miast-ogrodów i potraktowanie budynków jako „maszyn do mieszkania” zawładnęły myślami architektów i urbanistów na następne dziesięciolecia.

Feninger wytrzymuje w Paryżu osiem miesięcy i za namową swej dziewczyny przenosi się do Szwecji. Podejmuje pracę w biurze architektonicznym, ale fotografia pociąga go coraz mocniej. Skupia się na zdjęciach architektury czym zyskuje popularność, zostaje uznanym specjalistą od techniki fotograficznej, zajmuje się pracą w ciemni i wykorzystaniem długich ogniskowych.
Ale robią się już późne lata 30-te. W Europie zaczyna się ferment i wszyscy mówią o wojnie. Andreas, syn niemieckiej Żydówki wyjeżdża do Ameryki.
fot: Andreas Feninger

Lyonel

Tymczasem po skończeniu pracy w Bauhausie w połowie lat 30-tych Lyonel Feninger- ojciec Andreasa na zaproszenie władz Haale i dzięki ich stypendium, przez kilka lat maluje ekspresjonistyczne, piękne widoki miejskie, które trafiły do tamtejszego muzeum i ratusza i zyskały uznanie krytyków.


Lyonel Feninger, Katedra w Halle 1931
Von Lyonel Feininger - Eigenes Werk (own photograph), Gemeinfrei, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=19971736

Niedługo tam powisiały
Naziści zamknęli Bauhaus i zajęli się organizowaniem swojego podwórka wedle własnej modły. Obrazy kubistyczne i ekspresjonistyczne zostały uznane za sztukę non grata, a sam Feninger i jego żona zaczęli mieć kłopoty. W 1937 roku na polecenie hitlerowców zorganizowano wielką wystawę w Monachium, pod tytułem „Sztuka zdegenerowana” („Entartete Kunst „) na którym obrazy Lyonela zawisły na poczesnym miejscu. W tym samym roku Feninger wraz z żoną, dzięki pomocy swojego marszanda, wyjechali do USA.
Mimo początkowego poczucia alienacji, po kilkunastu latach spędzonych poza miejscem urodzenia, Lyonel powoli zyskiwał sławę i wtapiał się w środowisko amerykańskich malarzy. Jego ulubionym „tematem” stał się Manhattan, gdzie malował akwarele i robił zdjęcia. W 1944 roku, dzięki poznanemu Fernandowi Legere' owi zorganizował swoją wystawę retrospektywną w Museum of Modern Art, z obrazami przywiezionymi z Niemiec i tymi malowanymi już w Ameryce. Wkrótce zyskał uznanie środowiska i w 1947 roku został prezesem „Federacji amerykańskich malarzy i rzeźbiarzy”.
W latach 50-tych odzyskał należną sławę także w Niemczech, jednak wiele z jego obrazów z okresu przedwojennego zostało bezpowrotnie zniszczonych przez hitlerowców lub utraconych w wojennym wirze.

Fotograf

Andreas Feninger- syn Lyonela, zdeklarowany fotograf z architektury rodem, rozpoczął w USA nową karierę. W Szwecji jeszcze dopracowywał technikę fotografowania, zwłaszcza użycie superteleobiektywów. Podobnie jak u ojca- Nowy Jork został jego ulubionym amerykańskim motywem i poświęcił mu większość ze swoich zdjęć. Na jego fotografiach Manhattan przyjmuje ten ikoniczny, uwznioślony wyraz z jakim to miejsce dzisiaj kojarzymy- staje się symbolem cywilizacji. Strukturą wzniesioną rękami człowieka, która staje się równa monumentalnym pejzażom natury.
fot: Andreas Feninger

fot: Andreas Feninger

fot: Andreas Feninger

fot: Andreas Feninger

fot: Andreas Feninger

fot: Andreas Feninger

fot: Andreas Feninger

fot: Andreas Feninger

Bo struktura, to coś co Andreas Feninger wydobywa ze wszystkich swoich kadrów.
fot: Andreas Feninger

fot: Andreas Feninger

fot: Andreas Feninger

fot: Andreas Feninger

Fascynowały go miejskie pejzaże i budynki, które fotografował wielce efektownie, niemal jakby była to reklama miasta, ale interesowała go także natura, strukturalność jej wytworów w skali mikro i makro.
fot: Andreas Feninger

fot: Andreas Feninger

fot: Andreas Feninger, szkielet żmiji.

fot: Andreas Feninger
fot: Andreas Feninger

Jego zdjęcia były doskonałe technicznie i wyraziste. De facto były zdjęciami dokumentalnymi. Miały w sobie pewien podziw, szacunek dla świata. Zachwyt, który przekazywał widzowi.

Realizm i superrealizm to coś, co popieram. Świat jest pełen rzeczy, które oko nie dostrzega. Aparat może zobaczyć więcej, i czasem dziesięć razy lepiej”

(..)tak jak język mówiony czy pisany można wykorzystywać albo w inteligentny sposób celem poszerzenia wiedzy, wymiany myśli, duchowego rozwoju, albo marnować na bezsensowne plotki, tak i fotografia może przekazać odbiorcy coś cennego lub też zmarnować jego czas na nic nie warte bla-bla-bla. Najistotniejszą cechą fotografii jest zatem jej treść”
Andreas Feninger

Feninger pracował z początku dla agencji Black Star Picture, dla której robił wszelkiego typu reportaże na zlecenie. Później poznał Wilsona Hicksa, szefa działu fotograficznego w czasopiśmie „Life”, który zaproponował mu współpracę. Andreas po dwóch latach został fotografem etatowym. Pod skrzydłami „Life” miał duże pole swobody i poświęcał się temu co lubił najbardziej- fascynującej dokumentacji świata techniki i przyrody. Przepracował w gazecie ponad 20 lat, w trakcie których zamieszczono tam kilkaset jego fotoreportaży i zdjęć okładkowych. De facto styl fotografii Feningera wpisywał się idealnie w założenia gazety, która powstała dla czytelników:
Aby mogli zobaczyć życie; zobaczyć świat, naocznych świadków wielkich wydarzeń, oglądać twarze biednych i gesty dumnych. Zobaczyć dziwne rzeczy - maszyny, wojska, tłumy, cienie w dżungli i na Księżycu; Zobaczyć dzieła człowieka - jego obrazy, wieże i odkrycia. Aby mogli zobaczyć rzeczy odległe o tysiące mil, rzeczy ukryte za murami i wewnątrz pomieszczeń, rzeczy zbyt niebezpieczne aby samodzielnie do nich pojechać. (...) Aby mogli widzieć i cieszyć się widząc. Widzieć i być zachwyconymi. Zobaczyć i być pouczonymi.
Henry Luce, założyciel „Life'u” jako magazynu fotoreporterów.
fot: Andreas Feninger

fot: Andreas Feninger

fot: Andreas Feninger

fot: Andreas Feninger

fot: Andreas Feninger

Andreas Feninger z biegiem lat odkrywa w sobie talenty pisarza i dydaktyka. Za namową Hicksa wydaje w 1945 roku pierwszą swoją książkę „Feninger o fotografii”. Później pisze następne. Gdy w 1962 odchodzi z magazynu „Life”, żeby zająć się własną twórczością ma ich na koncie już kilkadziesiąt. W Polsce, jeszcze za komunizmu ukazała się jego „Filozofia fotografowania”. Publikuje poradniki i analizy fotograficzne do końca życia.

Czy edukacja młodzieńcza w Bauhausie, wpływ rodziny, która nigdy nie zagrzała dłużej miejsca, zawodowe wykształcenie, miało wpływ na zdjęcia Andreasa Feningera?
Oceńcie to sami.

fot: Andreas Feninger
Ale według mnie nawet jego najsłynniejsze- ikoniczne zdjęcie, przedstawiające fotoreportera Denisa Stock'a z aparatem Leica, zdjęcie które przerosło sławą zarówno sławę samego Stock'a (późniejszego fotografa Magnum), jak i sławę innych zdjęć Feningera, mogę określić jednym stwierdzeniem: „jak z Bauhausu”.

Fabrykant


P.S.
Zapraszam na Facebooka Fotodinozy:
https://pl-pl.facebook.com/fotodinoza/


Źródła i źródełka:

„The Great Life Photographers”- praca zbiorowa edytorów „Life'u”

Różne nudne książki o architekturze, jakie trzeba było czytać na studiach.










12 komentarzy:

  1. Na półce od lat mam "Naukę o fotografii" - jedną z pierwszych książek z których się fotograficznie edukowałem. I dopiero teraz pokojarzyłem autora...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie miałem tej książki, ale stała na półce u kolegi. I też nie wiedziałem nic o autorze. Przaśne wydanie książki i niemieckie nazwisko kojarzyło mi się do tej pory z NRD.

      Usuń
  2. Hurgot Sztancy4 kwietnia 2017 20:14

    dobry artykuł - dużo dobrych zdjęć - najbardziej podobała mi się oczywiście goła żmija!

    bo pan z aparatem ma jakieś przerażająco nierówne oczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Goła żmija perwersyjna! Wiedziałem że z Pana Szanownego to reptiliolog jak się patrzy! A jak się nie patrzy- to nie.

      Usuń
    2. Hurgot Sztancy5 kwietnia 2017 15:07

      swoją drogą to ten goły śmigłowiec wygląda niezmiernie podobnie do tej gołej żmii - tylko łeb ma inaczej zakończony; teraz to ze mnie helicoptiliolog!

      Usuń
  3. A propos modularności i prefabrykacji w architekturze (hasła Bauhausu) to jak Poznański budowałswój pałac w Łodzi, to jego architekci zamówili we Wiedniu modularne, prefabrykowane elementy ozdobne do fasady. A były one tańsze i szybciej dostarczane niż rzemieślniczo robione...

    OdpowiedzUsuń
  4. Feninger - jedna z moich fotograficznych miłości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był jeszcze czwarty Feninger- T.Lux Feninger, brat Andreasa, także fotograf, także kształcony w Bauhausie. Ale nie napisałem o nim w artykule ani słowa, stwierdzając że trzech Feningerów to aż nadto. T.Lux jest ewentualnym tematem na osobny wpis ;) Bardzo ciekawy.

      Usuń
  5. swietne zdjecia i swietny artykul, nie wiedzialem tez o Bauhausie a bardzo mi sie podobaja jego "wytwory"

    tylko nie lubie slowa "modularne" bo "modulowe" znaczy to samo, a nie jest takim dziwolagiem :)

    oczywiscie, ze artykol powinien zawietac tez pana T.Lux-a :) czyzby on wymyslil pomiar swiatla w luxach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Każdy jakoś się przyzwyczaja do słów. "Modularne" biorę z architektonicznego określenia, zwłaszcza że wzorzec- schemat proporcji człowieka jaki narysował słynny Le Corbusier zwał się "modulorem".
      Ten T.Lux to miał niezłą ksywę, co nie? To z pseudonimu było, żeby się odróżnić od ojca- malarza. Może kiedyś się napisze.

      Usuń
    2. a jeszcze dzis sobie czyszcze w srodku telewizor i patrze...
      http://mreq.republika.pl/1/bauhaus1.jpg
      kurcze jak bym wiedzial wczesniej to bym nie brudzil :) moze jest warty miliony :)

      Usuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.