piątek, 21 listopada 2014

Hąk Kąk rządzi.




Pozdrowienia z Hong- Kongu

Jestem prawie w zasiągu

Wrednych macek Pekinu

Tego złego rekinu.

St. Barańczak



Po wpisie z szerokokątnymi zdjęciamiz filmu APS, Szanowny Robert B. zwrócił moją uwagę na serię klasycznych zdjęć Horsta Hamanna pt. „New York Vertical” i „Paris Vertical”,. Robert zaproponował temat: „Łódź vertical”, analogiczny do tych, zrobionych przez Hamanna za pomocą aparatu Hasselblad X-Pan.

To nie ten Pan- odpisałem, ale myśli pobiegły w tę stronę.

Coś tam kojarzyłem zdjęcia pana Hamanna, choć słabo, bo ja dużo rzeczy kojarzę, mimo iż coraz słabiej. W każdym razie musiałem te zdjęcia widzieć, najpewniej w czasopismach fotograficznych.


Horst Hamann
 
Horst Hamann


Horst Hamann
Hasselblad X-Pan był ciekawym, wręcz wyjątkowym sprzętem końcówki lat 90-tych- pozwalał, oprócz normalnego formatu zdjęcia, zrobić panoramę o rozmiarze klatki 24x65 mm, czyli o bardzo dużej powierzchni, co oczywiście przekładało się na bardzo dobrą jakość obrazu. Wspomagały tą jakość niezbyt jasne, ale doskonałe obiektywy.

X-Pan był bardzo udanym kompromisem, pomiędzy tradycyjnymi aparatami manualnymi, a średnim formatem, do tego wspartym legendą solidnej szwedzkiej marki. Legenda ta, nawiasem mówiąc jest właśnie rozmieniana na drobne- link. Czego to się nie zrobi dla pieniędzy...

Hamann użył aparatu w sposób niekonwencjonalny- zastosował go pionowo, tropiąc w Nowym Jorku i Paryżu pionowe motywy:



W skrócie : moja pionowa fotografia przekształciła się w rodzaj pionowego
 widzenia kadrów , z całym spektrum postrzegania i doświadczenia , jakie 
idzie razem z nim. Kieruję się teraz w znacznie większym stopniu pionową 
kompozycją niż obrazem samych pionowych obiektów. Postrzegając w ten sposób , 
mogę potwierdzić, co inni mówili mi cały czas: Paryż nie jest pionowym miastem .
Jednakże tętniące życie ludzi, długie cienie , wąskie korytarze, smukłe figury ,
strome schody, spiczaste wieże kościołów , i tak, nawet bagietki i wysokie obcasy 
francuskich kobiet – wszystko to podnosi alarm na moim pionowym ekranie radaru.

 Jeśli zwrócić uwagę , można zobaczyć , że świat w którym żyjemy jest 
rzeczywiście pionowy na wiele różnych sposobów.”
       Horst Hamann
 
Temu, który trzyma w ręku młotek- wszystko wygląda jak gwóźdź, chciałoby się złośliwie napisać. Ale Horst Hamann dał dowody, że ma wiele innych twarzy- można je zobaczyć na jego stronie internetowej:


Zauważam, że zupełnie nieświadomie zerżnąłem kompozycje od Horsta Hamanna, przecież te zdjęcia są takie same. I moje jest prawie, nieomalże właściwie tak samo atrakcyjne. Tylko samolotu nie ma:

Horst Hamann
www.fotodinoza.blogspot.com


W tym samym dniu Sz. P. Halina podsunęła mi zdjęcia Hong Kongu. I to było coś:


Zrobił je młodziak- Romain Jacquet-Lagrèze, rocznik młodszy niż system EOS Canona, Francuz, zakorzeniony na dalekim Wschodzie. Te zdjęcia można nazwać nawet wtórnymi do zdjęć Hamanna, nawet tytuł mają podobny (zapewne celowo): „Vertical Horizon”. Kilka ukradłem, a resztę zobaczcie na jego stronie:

Romain Jacquet-Lagrèze
Romain Jacquet-Lagrèze
Romain Jacquet-Lagrèze
Romain Jacquet-Lagrèze
Romain Jacquet-Lagrèze

No i teraz- co ja zrobię? Nieco bardziej podobają mi się zdjęcia z Hąkkągu, niż oryginalne Hamannowskie.

Tylko dlaczego?! Dlaczego???

Dlaczego bardziej podoba mi się Hąk Kąk, zrobiony niewątpliwie jakąś bezduszną cyfrówką, niż czarno biały, idealny wręcz kolaż pionowych kadrów, strzelony kultowym aparatem manualnym?



Hamann, swoim X-Panem zrobił przepiękne zdjęcia, są wspaniale zakomponowane, doskonałej jakości, eleganckie, przyjemne do oglądania. Klasyczne. Gładkie. Może ta gładkość jest w nich zbyt wysoka, może są czasami zbyt sterylne, syntetyczne troszeczkę. Czerń i biel wzmaga elegancję i potęguje znaczenie kształtu, ale obiera z realności.

Po drugie- te zdjęcia z Paryża i Nowego Jorku są łatwe.

Są piękne, ale łatwe. W miastach, w których co przecznicę stoi jakaś pop- ikona, Statuja Wolności, Wieża Ajfla. Czy chociaż słupki metra. Pi razy oko, mniej czy więcej- znamy ten Paryż wszyscy, wiemy z mapy dokąd pójść, by sfotografować znany monument w pionowym, czy poziomym kadrze. Wiemy czego się spodziewać. Natomiast Hongkong- o, to już zagadka. Zagadka do rozwiązania.



Hong- Kong Jacquet-Lagrèze'go ma kilka rzeczy, których nie ma Paryż Hamanna. Ma drapieżność, ma kolory, ma egzotykę, ma zdjęcia zrobione nocą i na długim czasie ekspozycji, które dodają specjalnych przypraw do kadrów. Ma pewną brutalną realność. Są to zdjęcia anonimowej architektury- de facto, ale wyszukane na tyle, żeby podkreślić, że nie zostały zrobione np. w Bratysławie. Mają specyficzny klimat. Strzelenie zdjęć w tym stylu w mieście bez statuji i bez świętej wieży (cytat), wymagało pokonania znacznie większych trudności niż w miastach ikoncznych.

Bardzo ciekawa jest też różnorodność, jaką udało się w nich uzyskać, pomimo podobnych, często symetrycznych ujęć.

Jest w nich jakieś fascynujące piękno (cytat z „Madagaskaru”). Niektóre chciałoby się oglądać pod lupą i wnikać w każdy obskurny zakątek. Może kiedyś dane nam będzie zobaczyć ten wszechświat na żywo...



Obejrzałem strony obydwu panów- bardzo dobre zdjęcia, choć, en masse Hamann'a bardziej wyważone, bardziej różnorodne i chyba jednak lepsze. Jest starszy- widział więcej, więcej zdjęć pstryknął.



Tak właściwie ogłaszam remis. Tak- ja, arbiter elegantium ze śmietnika- ogłaszam międzynarodowy remis. A obu panom- chwała.



Fabrykant

z www.fabrykaslubow.pl



Pozdrowienia z Hong- Kongu

Gdzie etyka powściągu

Znikła. Dobrobyt niezły

Ale wartości sczezły

           St. Barańczak






4 komentarze:

  1. Oczy mnie normalnie wypadli z wrażenia, jakem te zdjencia oglondał. Mogem sobie któreś rzucić na pulpit jako tapetkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja je na przykład ukradłem (Ku chwale obu fotografów, co prawda). Ukraść złodziejowi to chyba nie grzech.
      Jeśli chodzi o jakiekolwiek moje zdjęcia- to wychodzę z założenia, że nie po to wrzuca się zdjęcia do internetu, żeby potem zabraniać z nich komukolwiek korzystać. Moje własne można brać bez pytania.

      Usuń
    2. Dziękujem, a zatem skorzystam!!!

      Usuń
  2. Ten Horst Hamann to trochę mistyfikator – robił zdjęcia w formacie 24x65 mm choć Hasselblad zasadniczo miał format 60x65mm (kinematograficzny, jak na Apolloni na Księżycu).Mógł przecież wykorzystać pełną klatkę i dopiero w powiększalniku zdecydować się na „vertykalny” kadr. Trochę sztuczkowate jak w APSie opisywanym przez Fabrykanta. Alewszystko bardzo klasyczne i nadające się od razu do Muzeum Fotografii a nawet Fotografiki. Co było do udowodnienia (jak to jest po łacinie? Quod ...)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.