Każdy chciałby mieć takie Katowice.
wyświetlenia:
niedziela, 24 kwietnia 2016
Katowice od euforii do depresji i z powrotem. Analog półprzewodnika część 2
Każdy chciałby mieć takie Katowice.
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
Analog półprzewodnika. Katowice.
Myślałem sobie- a, miasto jak miasto. Myślałem- zabytki jak zabytki, stoją wszędzie. Poprzemysłowych zabytków ci u nas dostatek. Myślałem że będzie jak u nas- fabrycznie, trochę przykurzono, trochę odnowiono, trochę zaszłości, nieco nowości. Właściwie to nie wiem czego się spodziewałem, ale nie jakichś wielkich ekscytacji.
Wszystko co śląskie kojarzy się tak solidnie i ciężko, przyziemnie, a może i wgłąbziemnie, przytłaczająco. Nie sądziłem, że można tam latać na skrzydłach zachwytu.
wtorek, 12 kwietnia 2016
Matka jest tylko jedna, a bramki są dwie. APS.
Na wstępie mojego wstępu pragnę oświadczyć, że jest to wpis nieudany. To znaczy w połowie nieudany. Znaczy się w połowie jest dobry. Nie wszystko poszło tak jak by się chciało.
piątek, 1 kwietnia 2016
Strasznie krótki wpis, bo nieplanowany. Za to można się napić.
No znowu jest okazja do jubileuszu. Setka nam stuknęła, znaczy się Fotodinozie. Mnie jeszcze nie. 100.000 wyświetleń na Fotodinozie.
No i, o dziwo- to nie jest prima aprilis.
Wałęsa dawaj moje sto milionów!(cytat)
Sto tysięcy. Cóż to za liczba? Po denominacji to tylko dziesięć złotych.
Znam ja, co prawda te wyświetlenia. Połowa z nich to zapewne takie wyświetlenia, jak ja czasem sobie wyświetlam. Klik i... no nie, to jednak nie to. I wychodzę. Jak na polskim filmie. No ale jednak te 50 tysięcy to jest jednak coś. Czasami statystyki odwiedzin są zupełnie zaskakujące i jakiś nieznany koniec świata ogląda wpisy jakich nie ogląda nikt w Polsce.
O, proszę bardzo- tutaj na przykład był Dzień Niemiecki:
sobota, 26 marca 2016
Pan z pomnika. Ansel Adams
![]() |
| The Tetons, and the Snake River- foto: Ansel Adams |
![]() |
| Ansel Adams Yosemite Valley Clearing Winter Storm 1944. |
![]() |
| Ansel Adams: Yosemite Valley Clearing Winter Storm 1944. |
W 1930 Adams wydał swój drugi album pod tytułem „Taos Pueblo”. Autorką tekstu do niego była Mary Austin, znana z mistycznej i uduchowionych powieści o Sierra Nevada. Z tego albumu pochodzi zdjęcie, przed którym leżę plackiem na podłodze.
![]() |
| Taos Pueblo By Ansel Adams - Source: http://www.archives.gov/exhibit_hall/picturing_the_century/port_adams/port_adams_img109.htmlTen plik jest dostępny w zbiorach National Archives and Records Administration i skatalogowany pod numerem ARC (National Archives Identifier) 519983., Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=118224 |
![]() |
| By Ansel Adams - From 20 MB TIFF scan of original print, cropped to remove print edges, denoising, contrast adjustments, rescaled and converted to JPEG. Photo from Ansel Adams's Manzanar war relocation center photographs (alternative overview). Z zasobów Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych, oddziału Prints and Photographs division jest dostępny pod numerem ppprs.00370., Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=29493 |
![]() |
| Ansel Adams: Portrait of Half Dome-Yosemite National Park |
![]() |
| Ansel Adams na tle swojego pejzażu z księżycem- po lewej wersja najwcześniejsza, po prawej- najpóźniejsza. |
"Czasem zjawiam się wtedy gdy Bóg jest gotowy na to. aby ktoś tylko kilknął spust migawki"- mawiał.
![]() |
| Ansel Adams: Thundercloud, Lake Tahoe 1938 |
![]() |
| Ansel Adams: Dunes, Oceano |
![]() |
| Ansel Adams: Tenaya Lake Clouds |
![]() |
| Ansel Adams: Teton National Park |
![]() |
| Ansel Adams: Old Faithful Geyser, Yellowstone |
![]() |
| Ansel Adams: Zabriskie Point, Death Valley National Monument. |
![]() |
| Ansel Adams: Fountain Geyser Pool, Yellowstone National Park 1942 |
Jeszcze we wczesnych latach 40-tych Adams skonstruował na dachu swojego auta specjalną platformę dla fotografowania i montował ją później na swoich kolejno zmienianych środkach lokomocji. Zastanawia mnie tylko, czy owa platforma rzeczywiście aż tak bardzo ułatwiała wielkoformatowe zdjęcia- podwyższała korzystnie punkt widzenia, jednak zważywszy na miękkie resory amerykańskich aut i dłuższe czasy naświetlania...
W latach 50-tych Ansel Adams udzielał się też dziennikarsko, organizując fotograficzne pismo „Aperture” i pisząc liczne artykuły. Był zapalonym i naprawdę wytrwałym edukatorem. Od roku 1955 przez ciągłe dwadzieścia sześć lat prowadził roczne kursy dla studentów fotografii. Przy tym nadal poświęcał się komercyjnym zleceniom, aż do wspomnianej reedycji „Moonrise”, która ustawiła go finansowo- między innymi był stałym współpracownikiem firmy Polaroid, tej od zdjęć natychmiastowych.
Napisał dla niej nawet poradnik fotograficzny. Zdjęcia na Polaroidach wykonane przez Adamsa zapewne są jednymi z najlepszych pejzażowych zdjęć zrobionych tym formatem.
![]() |
| foto: Ansel Adams |
![]() |
| Najbardziej znane zdjęcie Ansela Adamsa na Polaroidzie: El Capitan Winter |
Oprócz tego wydawał własne książki- poradniki o fotografii.
Ansel Adams
"Życie jest twoją sztuką. Otwarte i świadome serce to twój aparat fotograficzny. Twoja jedność ze światem jest twoim filmem. Twoje jasne oczy i łatwy uśmiech to twoje archiwum"
Ilość epigonów jakiej dorobił się Adams jest po prostu niezliczona. W każdej Castoramie i Ikei stoją dziesiątki czarno-białych fotografii za 49,90, które powtarzają techniki Adamsa w jakich przedstawiał swoje imponujące pejzaże- maksymalną głębię ostrości, staranną rozpiętość tonów, harmonijną kompozycję.
![]() |
| Zdjęcie Ansela Adamsa z oryginalnej złotej płyty wysłanej Voyagerem 1 (porównajcie z pierwszym zdjęciem tego wpisu) |
Wiedząc, gdzie mają ideały
I ujść nie mogą z tej zasadzki,
Litością zdjęty Kosmos cały
Nad wami załamuje macki.
Wesołych świąt!
Fabrykant
P.S. Artykuł ten nie powstałby, gdyby nie inspiracja na Fotoblogii, gdzie Ansel Adams został opisany stosunkowo skrótowo, tak że rzuciłem się do pogłębiania wiedzy: http://fotoblogia.pl/8554,dlaczego-ansel-adams-stal-sie-legenda
P.S.:
"Tramwaj Tanfaniego" jest do kupienia wysyłkowo tutaj: LINK
"Złoty peugeot" - niebanalny kryminał motoryzacyjny z epoki wczesnego Gierka. Tajemnicza zbrodnia, nieudolna milicja, zakulisowe przepychanki z władzą PRL. Skromny mechanik z ulicy Wschodniej chcąc nie chcąc musi zabrać się za dociekanie, dlaczego ktoś musiał zginąć i kto go zabił. Są wciągające tajemnice, splątane wątki, brawurowe pościgi samochodowe. Kryminał zawiera liczne aluzje do literatury popularnej z czasów PRL szczególnie do książek Niziurskiego i Nienackiego.
Do kupienia wysyłkowo - TUTAJ
"Deluks" - kryminał dziejący się w roku 1976 złożyłem się z kilku warstw, od tematyki automobilowej, poprzez dawne tajemnice Łodzi, kończąc na echach II Wojny Światowej. Tym razem aluzyjnie nawiązuje do tzw. kryminału milicyjnego, jednak dekonstruuje schemat i ironizuje z klimatów PRL. Mamy zespół pełnokrwistych bohaterów - od lumpów i milicjantów po profesorów i prywaciarzy, a między wierszami ówczesne stosunki polsko-niemiecko-żydowskie. Będziecie zaskoczeni!
"Deluks" do kupienia wysyłkowo - TUTAJ
"Wariatka ze Spornej" - napisana wspólnie z Tomaszem Włodkowskim -Młoda policjantka, niedawno przybyła do Łodzi ma poprowadzić śledztwo, które będzie wymagało od niej szczególnego zaangażowania, cierpliwości, uwagi i... erudycji. Tytułowa ulica Sporna zdaje się trwać w niezmiennym od stu lat stanie, ale to tylko pozory. Miasto dookoła przekształca się w bólach, jest rok 2003, Polska ma zaraz wejść do Unii Europejskiej, niechciany bagaż PRL jest wciąż obecny, również w policji. Kto i dlaczego zabił znanego wykładowcę filmówki? Co ma wspólnego wielka sztuka i małe morderstwo?
"Wariatka ze Spornej" do kupienia wysyłkowo TUTAJ
Pozdrowienia dla Czytelników.
poniedziałek, 21 marca 2016
Musi być przyszłość. Pierwszy wywiad na Fotodinozie.
- Fotodinoza: Zdycha ta fotografia analogowa, czy jednak nie zdycha?
- Dariusz Krakowian: Nie. Aktualnie myślę że w Polsce jest tendencja wzrostowa. Natomiast zdychać to ona zdychała jakieś osiem dziewięć lat temu.
- Właśnie czy był jakiś kryzys w tej branży?
- Był. Osiem- dziewięć lat temu, to był duży kryzys, kiedy generalnie duża ilość osób zafascynowała się nową technologią.
- Cyfrówka weszła i wszyscy się na nią rzucili.
- Tak. A w tej chwili myślę, że dużo młodych ludzi zainteresowało się fotografią analogową, a poza nimi spora część osób, w wieku powiedzmy koło czterdziestu, czterdziestu pięciu, pięćdziesięciu lat
- Czuje nostalgię? I chce sobie przypomnieć młodość?
- Tak. Dokładnie. Ci którzy mają czas. I warunki finansowe przede wszystkim. Bo niestety jest to dosyć drogie, jak na polskie warunki hobby. Charakterystyczne jest to, że przychodzi taki klient i mówi "Wie pan co, kiedyś miałem całą ciemnię, powiększalnik, a teraz muszę to wszystko u pana kupić, za ciężkie pieniądze. A to wydałem, a tamto wyrzuciłem, przeprowadzałem się, w piwnicy leżało, nie było potrzebne". Rozumiem ich, bo niestety teraz nie ma nic taniego. Jeśli chcemy kupić podstawowe rzeczy, koreks na przykład- to niestety jest to wydatek od 110 do 120 złotych. Fakt, że koreksy, w stosunku do polskich Krokusów, czy do radzieckich koreksów są dziś zdecydowanie lepsze, szczelniejsze, i przede wszystkim te szpule są takie, że łatwo jest włożyć film. Ale jeżeli ktoś w skali roku wywoła jakieś 20- 25 filmów, to już mu się ten wydatek opłaci, dlatego że usługi są drogie i jakość tych usług pozostawia często sporo do życzenia. Ze slajdami, czyli procesem E6 to jest już w ogóle problem, bo w Łodzi są może jeszcze dwa zakłady, które to wywołują. Nawet jeżeli ktoś chce samemu wywoływać kolorowe negatywy, czy slajdy to nie jest to aż takie kosztowne, fakt że trzeba na to trochę czasu poświęcić. Przy kupnie małego zestawu wychodzi, jak liczyłem, koło 11 złotych za film- zatem nie jest to 30 złotych jak za usługowe wywołanie. I jest duża powtarzalność wyników.
- Nie jest źle.
- Jakoś ten rynek się utrzymuje, pomimo głoszonej śmierci klasycznego negatywu, czy filmu srebrowego.Ci właśnie, dawni i nowi użytkownicy zaczęli robić zdjęcia... To znaczy- może nie dokładnie robić zdjęcia- raczej naświetlać filmy. I skanować. Teraz jest to najpopularniejsza tendencja. Mniej osób na pewno robi odbitki.
- Czyli ta chemia do wywoływania i odbitek nie jest aż tak popularna?
- Proporcjonalnie- nie sprzedaje się jej aż tak dużo.
- A jeśli chodzi o ilość asortymentu jaki jest na rynku? Czy nadal każdy dostanie wszystko co mu potrzeba?
- Nie. Na pewno nie. Przez ostatnie parę lat sporo producentów się jednak wykruszyło. Zacznijmy od producentów- Ilford utrzymał się. Po ostatnich zmianach, które się w tej firmie zdarzyły w jej managemencie, ich produkcja, te znane, podstawowe materiały od x lat produkowane- są produkowane nadal. W formatach małoobrazkowych, średnich, czyli 120, a część produkcji w błonach ciętych w formatach od 9x12 aż do tzw. UTF-ów, czyli różnych dziwnych formatów na zamówienie, ciętych nawet do rozmiaru 24x32 cm
- O rany, aż takie?
- Nawet większe jeszcze. Ilford produkuje, ma się dobrze, podobno mają dosyć duży wzrost sprzedaży materiałów. Na pewno w Polsce odnotowali spory wzrost sprzedaży filmów, zwłaszcza w porównaniu roku 2015 do 2014.
- W ogóle?
- Tak. Od trzech czy czterech lat nie ma w ogóle w asortymencie Kodaka slajdów. Zostały tylko negatywy barwne, małoobrazkowe czyli cztery serie profesjonalne, no i ta klasyka, filmy popularne, czyli Kodak Color, Kodak Gold i Ultra Max.Okazuje się jednak, że Kodak w zeszłym roku zanotował bardzo duży wzrost sprzedaży. Owszem, udało się to na pewno też dzięki wprowadzonym podwyżkom. Po prostu producenci gremialnie podnieśli ceny- tak samo Fuji, które wprowadziło podwyżki w listopadzie, dwudziesto- dwudziestoparo procentowe, ograniczając asortyment. Ale wydaje mi się, że teraz się to ustabilizowało, i ta część asortymentu która jest produkowana- będzie nadal produkowana.Kiedyś ceny filmów były bardzo związane z cenami srebra, bo to jest główny komponent. Ale potem się to pozmieniało. Producenci teraz... no teraz jest taka tendencja, że nadchodzi koniec roku obrachunkowego i nie zdarzyło się jeszcze, żeby producent obniżył cenę, wprost przeciwnie- zawsze jest tam coś dołożone.
- Ale widać popyt nie spada, czyli wszystko jakoś się tam równoważy...
- No, oni wiedzą co robią. Tak to wygląda.
- Jakaś przyszłość jest.
- Musi być przyszłość, skoro są wprowadzane nowe rzeczy. Czy też nawet podejmuje się próby przywrócenia różnych materiałów, które wcześniej zniknęły. Jest tak w przypadku niemieckiego Adoxa, który wprowadza nowe papiery i nowe filmy. Ale jest to firma która bardzo prężnie, bardzo sprawnie działa na rynku ogólnoświatowym, nie tylko europejskim. No i Czesi, czeska Foma.
- Trzyma się nieźle.
- Trzyma się nieźle, mają bardzo dobrą sprzedaż na rynkach światowych, opinie mają świetne w Stanach, w Japonii, wprowadzili rok temu całkowicie nowy materiał czarno-biały Retro-Pan 320, na razie tylko w formacie małoobrazkowym i jako błony cięte. U mnie ten film jest dostępny w rozmiarach od 9x12 do 8x10 cala.Nawet Rosjanie podobno przywrócili produkcję, chociaż to nie jest ta sama ilość co kiedyś. Ale w amerykańskim sklepie widziałem te filmy ostatnio- reklamowali najnowszą rosyjską produkcję.Nie działa to wszystko może na taką skalę, jak w fotografii cyfrowej, gdzie wprowadza się co chwila nowości, matryce, aparaty i tak dalej, ale jak na tę niszowość i specyfikę rynku, to jednak coś się nowego pojawia. Reaktywują się jakieś małe firmy, które odkupują licencje na tradycyjne produkty... Myślę, i mam nadzieję że się to ustabilizuje na takim poziomie jakim jest. Ja bym chciał, żeby było na takim poziomie jaki jest i żeby nic już nie było wycofywane z produkcji. Jeżeli będzie tak jak jest- to już jest dobrze, jeżeli pojawi się jeszcze coś nowego- to super.
- A jeśli chodzi o strukturę sprzedaży u Pana? Czy dużo takich, że tak ich nazwę pstrykaczy niedzielnych, co to kupują film i zanoszą do laboratorium żeby wywołać w C41, czy raczej hobbyści, którzy sami wywołują?
- Wydaje mi się że w większości są to ludzie, którzy szukają tego, czego na ogół nie można dostać w Polsce . Asortyment mam dość szeroki i mam na półce materiały, których na ogół w Polsce się nie uświadczy.
- Na stronie rzuciły mi się w oczy nawet materiały do solaryzacji.
- Do kręcenia filmów, rozumiem? Do tradycyjnych kamer?
- Tak. I do Super Osiem. Tego jest w tej chwili u mnie, policzmy raz, dwa... siedem materiałów do Super Ósemki na bieżąco. I kolory i czarno-białe. Do Ósemek też spory wybór jest.
- No proszę, nie spodziewałem się.
- Jeśli chodzi o proporcje sprzedaży, to wiadoma sprawa, że najlepiej się sprzedaje klasyka- z filmów negatywowych Ilford HP5, zarówno w wersji małoobrazkowej jak i typ 120, i Kodak Tri-X 400. Wśród innych materiałów jest już duży rozrzut ilościowy. Z tanich materiałów dobrze sprzedają się na przykład Ilford-Pan'y, ale aktualnie to jest to niższy poziom sprzedaży niż czeskiej Fomy, która ma teraz w Polsce spory renesans popularności.
- A w Polsce w ogóle ktoś jeszcze produkuje filmy?
- Nikt. Już nikt. W Polsce od momentu kiedy padł Foton już się nic nie produkuje. Foton był przejęty przez Fomę, przez dwa lata utrzymywali jeszcze fabrykę, potem zabrali cały park maszynowy, część produkcji chemii proszkowej została przeniesiona do Czech i tam jest produkowana pod starą polską fabryczną nazwą, pięć pozycji nadal jest sprzedawanych.
- Chemii, typu utrwalacze, wywoływacze też się w Polsce nie robi?
- Nie. Nic. Wszystko jest sprowadzane.
- A pan sprowadza bezpośrednio od producentów?
- Tak. Wie pan, jeśli chodzi o dystrybucję różnych firm w Polsce, to po pierwsze jest to zbyt niszowa sprawa, żeby opłacało się producentom utrzymywać duże przedstawicielstwa. Te wszystkie materiały mają krótkie terminy ważności, nie opłaca się tego trzymać i nie ma też aż takiego zapotrzebowania. Niestety.Właściwie są tylko dwie firmy, które są przedstawicielstwami dużych „brandów”- pierwsza to chemia Tetenala, która ma swoją markę i jest bardzo dobra- oni utrzymują towar na bieżąco.
A drugi to Ilford. Jeśli chodzi o Ilforda, to mają taką zasadę, że fabryka nie chce sprzedawać mniejszym firmom tylko kieruje je do centrów dystrybucyjnych. Ale w polskich warunkach to funkcjonuje niezbyt dobrze. Sami się do tego przyznają, mówią zresztą, że opłacalność utrzymywania sieci sprzedaży w Polsce jest niewielka. Tak to wygląda.No i większość chemii, nie tylko zresztą chemii, bo i filmów i papierów jest sprowadzana bezpośrednio z fabryk. Z resztą uważam, że to jest korzystne, bo jest bardzo wielu małych producentów, także w Europie, którzy produkują różne specjalistyczne rzeczy. Owszem, relacje cenowe do zarobków w Polsce są dosyć wysokie, cały czas jest pewna bariera finansowa, jak z każdą inną importowaną rzeczą. Jeżeli ktoś traktuje fotografię jako hobby i chce się w to bawić, to niestety musi poświęcić trochę grosza. Tak samo jest z płytami analogowymi, z golfem, z łowiectwem, z każdym hobby jest tak samo- im bardziej się "wjeżdża w temat", tym większe koszta się niestety ponosi, ale robi się to bądź co bądź dla własnej satysfakcji. - A jak pan myśli- w którą stronę ten rynek pójdzie? W stronę ekskluzywną i całkowicie niszową? Czy ma to jeszcze szansę na jakąś szerszą popularność?
- Myślę że może być to jakaś seria cyklów popularności, co trzy- cztery lata kolejne, ale... Nie. Myślę że to już nie będzie żaden wysoki wzrost. To się utrzyma na jakimś tam pułapie, z małymi skokami in plus, bo zawsze są pewne mody. Są kreowane mody na fotografię. Wiadomo, była Lomografia parę lat temu...
- A teraz? Teraz już nie? Przysiadło?
Myślę że trochę przysiadło. W Polsce przysiadło na pewno. Jest teraz moda na wkłady natychmiastowe, czyli to co dawniej się nazywało Polaroidem, to co produkuje w tej chwili Impossible, co jest niestety stosunkowo drogą rzeczą jak na polskie relacje.
Ale jest to moda i jest tutaj wyraźna tendencja wzrostowa. Nie wiadomo jak długo to potrwa, ale jeżeli fabryka Impossible co chwila wprowadza coś nowego do oferty, to znaczy że...- Biznes się kręci.
- Tak. Wie pan, Polska to jest jednak bardzo ciężki rynek. To wynika z tego, że u nas jest pewna tradycja fotografowania, ale jak patrzę na sąsiednie kraje, nie mówię już o Niemczech, ale choćby w Czechach- trochę lepiej to wygląda. Tam jest bardzo głęboko zakorzeniona ta tradycja i powiedziałbym- kultura dobrego zdjęcia. Nie jest to może najlepsze określenie, ale...
- Fotografia jest bardziej popularna po prostu.
- Tak.
- A jeśli chodzi o zagranicznych klientów to też się panu trafiają?
- Tak, tak. Jak najbardziej- Szwecja, Norwegia, generalnie nie jest ich dużo, bo pewien problem kosztowy stanowi przesyłka, ale mam kilku- kilkunastu stałych klientów, którzy się u mnie zaopatrują. Może przez to że parytet nabywczy złotówka/ euro trochę lepiej tam wygląda. Poza tym prawda jest taka, że nawet w dużych zachodnich sklepach internetowych często pewnych materiałów po prostu nie ma na stanie. Czasem trzeba sporo czekać. Ja mam firmę mniejszą, ale wszystko to co jest oferowane na stronie internetowej jest dostępne i aktualizowane co 30 minut. Nie sprzedaję fikcji. Mam swoją stałą, konkretną ofertę, która jest aktualna. Jeżeli ktoś szuka czegoś bardzo specjalnego, czego na stronie akurat nie ma, no to wtedy ewentualnie szuka się źródła zaopatrzenia i klient musi chwilę poczekać.
- Skąd pomysł na ten biznes? Zawsze pan w Łodzi gdzieś tam był, od kiedy pamiętam.
- Dwadzieścia sześć lat w tej branży. Skąd pomysł? Dlatego, że zawsze się interesowałem fotografią. Stąd, że robiłem odbitki od jedenastego roku życia. Miałem własną ciemnię, razem z moim ojcem. W pewnym momencie- lata osiemdziesiąte- wiadomo jak to wyglądało. Zaopatrzenie, zdobycie czegokolwiek graniczyło z cudem, trzeba było mieć znajomości, układy.
- Szperać i szukać.
- Tak. Wtedy jedyne filmy jakie były dostępne, pojawiały się tylko wtedy, kiedy rzucili dostawę na do sklepu na Piotrkowskiej 85. I to były polskie Fotopany. Fotopan HL jeżeli rzucili to było super! No i ORWO-skie MP 20, MP 22. MP 27, który był po prostu strasznym materiałem. Tragicznym
- Kojarzę ten sklep.
- Kojarzy pan? U Dziadka, tak zwanego. Jak rzucili te filmy Orwowskie, to tylko jak się miało układy to się je dało kupić. Potem otworzył się sklep na Zgierskiej, przy Bałuckim Rynku, był potem sklep na Piotrkowskiej 26, później firma Tomaszewski go przejęła... W roku 90- tym, albo 91-szym... Nie to w 1990 tym roku było, z kolegą, który też fotografował, stwierdziliśmy, że pojedziemy do Czech, po raz pierwszy, do fabryki Fomy, spróbujemy załatwić jakiś kontrakt. No i przez długi czas ciągnęliśmy bardzo duże ilości Fomy, prowadziliśmy spółkę. To wszystko się rozeszło, mój kolega splajtował... To było właśnie jakieś dziewięć, dziesięć lat temu, kiedy jak wspomniałem szanse na przetrwanie fotografii analogowej wydawały się bardzo słabe. Mimo tego, że ilość materiałów na rynku była jeszcze wtedy- ogromna. Jednak nastąpił radykalny spadek sprzedaży. Radykalny. Myślę, że mogło to być nawet 80 procent w dół- obrót porównywany rok do roku. Ponieważ interesowała mnie ta branża, znałem się na tym, stwierdziłem że, no cóż- jest to nisza, ale przynajmniej wiem co sprzedaję. Nie wciskam kitu.
- I co? Bawił się pan wszystkimi zabaweczkami jakie ma pan na stanie?
- Czy się bawiłem? No, w dziewięćdziesięciu, dziewięćdziesięciu pięciu procentach bawiłem się. Na pewno. Może nie każdą chemią, którą posiadam, bo w tej chwili nie mam już na to czasu, natomiast znam opinie moich klientów. Znajomych klientów, którzy tę chemię używają. Szukam też stale informacji w światowych publikacjach, bo na polskich opiniach, powiem szczerze, czasem strach się opierać. Nie neguję tego, rozumiem, jednemu coś będzie odpowiadało, drugiemu- nie, ale jest mnóstwo miażdżących opinii, pisanych a priori. Ludzie przekombinowują po prostu.No i tak się to zaczęło, a w międzyczasie zdawałem też do FAMU na fotografię (Filmová A Televizní Fakulta Akademie Múzických Umění V Praze- przypis Fotodinoza), to była najlepsza szkoła fotografii w obozie socjalistycznym, no ale niestety... Nie dostałem się. Potem próbowałem na operatorkę zdawać, ale to jest już inna historia... I tak sobie koegzystuję z tego interesu.
- Żyć się da?
- Ciężko, bo ciężko, i nie jest to takie proste- problemem jest ciągłość zaopatrzenia. Niestety trzeba inwestować własną kasę, nikt nie daje kredytów odroczonych. No i kwestia najważniejsza- trwałość tych materiałów. To jest bardzo istotne, staram się, z resztą chyba jako jeden z nielicznych sprzedawców w Polsce, aktualizować terminy ważności materiałów na stronie internetowej- tam gdzie jest to możliwe. Staram się brać materiał z dłuższym terminem ważności, no ale czasami się zdarza, że partner handlowy poinformuje że będzie to taki a taki termin, a okazuje się, że przychodzi materiał z terminem dużo krótszym, na przykład trzymiesięcznym. To jest czasem nie do przeskoczenia. Trudny rynek. Nie jest też do końca tak, że wszystko z katalogu jest u producenta dostępne. Okazuje się, że składając zamówienie na pięć błon ciętych- tych błon producent fizycznie nie ma na stanie. Trzeba czekać dwa trzy miesiące na realizację- dla producenta nie jest to duże zamówienie, to nie jest sto metrów kwadratowych, tylko jakieś dwadzieścia czy piętnaście i trzeba poczekać, aż będzie mógł to zrealizować. Tak to wygląda. Ciężki, bardzo ciężki system zapatrzenia.Nie oszukujmy się- wiem że ludzie mówią, że jestem droższy. Jestem droższy, ale trzeba wziąć pod uwagę, że stałe trzymanie na stanie takich ilości materiałów, chemii, papierów wymaga składowania. Koszty przesyłek także- na przykład takiej butelki wywoływacza- waży z 1,5 kg. Jeśli ja biorę takich flaszek dziesięć- i jeszcze następnych do paczki i następnych, bo producent nie chce sprzedawać tego po jednej sztuce, tylko hurtowo , to koszt przesyłki, wyceniony w euro wychodzi 40-50 euro. Nie jest to niestety pięć złotych.
- Na pana ryzyko i z określonym terminem ważności.
- Jest ryzyko, owszem. Sam też ryzykuję. Czasem biorę coś na wyczucie. Znajduję coś ciekawego, wyszukuję dostawcę i zamawiam ten towar, pomimo tego że nie jest on znany w Polsce. Mam nadzieję, że jakiś klient się tym zainteresuje. Są na szczęście ludzie, którzy szperają i szukają różnych nowych rzeczy. To jest plus mojej działalności. Rzeczywiście, czytam czasem opinie o sobie, że sporo rzeczy u mnie można dostać, których nie ma gdzie indziej w Polsce. Tym wygrywam, być może. Może i towar jest droższy- ale jest dostępny. Nie czeka się na na to. Staram się organizować to tak, że jeżeli jest wystawiona oferta na stronie internetowej, to mam towar na stanie, a nie gdzieś tam wirtualnie "na cle", czy u Chińczyków- do sprowadzenia. Oczywiście czasem trzeba poczekać, jeżeli ktoś chce zamówić większe ilości.
- A filmy APS ktoś jeszcze robi?
- W tej chwili nie. Nic. Ale jeśli chodzi o dziwne formaty, to na przykład 127- taki osobliwy format, czy 110-tki- tak zwane "pocketowe" są produkowane, a właściwie konfekcjonowane przez Lomography, chociaż to w dużej części są materiały popularnych firm, brandowane marką Lomography, no... choć Lomography nie przyznaje się do tego. O na przyklad Lomography 120 Earl Grey- czarno-białe, w ładnym pudełeczku, kosztuje sporo, bo jest tu znaczek Lomography...
- Oni się dość słono cenią.
- Tak. A jest to po prostu czeska Foma. Ludzie na to nie zwracają uwagi, ale jest tu od spodu napis "Made in Czech Republic". To samo jest z czterysetką czarno-białą. Jest opakowanie, jest estetyka, jest chodliwe logo i mamy za to opłatę.Z nietypowych rzeczy- 127-mki. W tej chwili to robią tylko Japończycy. Ostatnio też wyszperałem- jest taka firma Blue Moon, amerykańska, oni konfekcjonują na przykład materiały do Minoxa, tych szpiegowskich aparatów, tylko to kosztuje na ich stronie około 20 dolarów, dosyć drogo jak na film tego typu.
- Kto się chce bawić w Bonda, ten musi trochę zabulić...
- Kiedyś były u mnie kasetki do Minoxa, ale od kiedy w Europie przestali je produkować- już ich nie mam. Pewnie jednak wyjdzie taniej sprowadzić je indywidualnie ze Stanów, paczką, o ile tylko nie dowalą na granicy cła.
- James Bond nie ma lekko, jednym słowem.Pana sklep jest głównie internetowy?
- Niekoniecznie. Co prawda większość zamówień, 85% jest "na wysyłki". To jest sklep internetowo wysyłkowy, ale jak ktoś ma ochotę mnie odwiedzić to zapraszam. Zawsze można podjechać i sobie coś fajnego zakupić.
- Życzę zatem żeby panu wariatów nie zabrakło, tych co to filmy kupują. Dziękuję za wywiad.
- Dziękuję i zapraszam.
























