wyświetlenia:

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą APS. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą APS. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 kwietnia 2016

Matka jest tylko jedna, a bramki są dwie. APS.

 


Wszystko nie tak. Wszystko nie tak.
Na wstępie mojego wstępu pragnę oświadczyć, że jest to wpis nieudany. To znaczy w połowie nieudany. Znaczy się w połowie jest dobry. Nie wszystko poszło tak jak by się chciało.

Bo ta fotografia, to jest narzędzie dokumentacyjne.
Najpierw fizyka.
Światło proszę Państwa leci sobie po prostej, napotyka soczewkę, załamuje się z rozpaczy, potem dyfrakcja, refrakcja, odbicie, dobicie i już się rysuje obraz na klatce filmu.

Na klatce filmu powiadam.

Potem fotony, atomy, reakcja, halogenki srebra, wywołanie, utrwalanie, naświetlanie, suszenie.
Chemia jednym słowem.
Potem oglądamy.
O- tak było! Tu stało. A teraz już nie stoi. Tylko autostrada leci po horyzont. A kiedyś stało, to były czasy! Wzruszające...
Znaczy się jednym słowem psychologia.

No i ta fotografia to sztuka, panie, że ho ho. Niezła sztuka.

Kiedy zabrać się do wystrzelenia w kosmos filmu APS, jak dowiedzieliśmy się z ostatniego wywiadu- już niedostępnego na wieki, to ręka drży nad spustem. Żeby drżączkę opanować- to jest niezła sztuka.

I co by tu utrwalić dla potomności? Co by tu uratować na wieki wieków amen. Najlepiej wszystko. Wszystkiego się nie da.

I odkopaliśmy z dna szafy Canona IX7, którego się już kiedyś szczegółowo opisywało- aparat nieistniejącego już systemu, który to system jest językiem martwym fotografii, jak jakaś lingua latina. Bardziej martwym niż wszystkie inne, bardziej nieżywym niż fotografia litowa, bardziej źdechłym niż solaryzacja. (Ale nie martwcie się moje maleństwa. Tatuś wsistkich ich się poźbędzie. I wtedy będą ciałkiem źdechli- cytat.)

Jak mawiają Czesi APS již neexistuje.

piątek, 20 lutego 2015

Były książę Danii. Canon 22-55/4-5,6 USM



Być albo nie być
Oto jest pytanie...

To ciekawy przykład kariery pewnego obiektywu, obrazujący to, co się działo z fotografią w ciągu 15- 20 ostatnich lat. (W Polskim Radiu ostatnio przypominają w reklamie, że "cyfrowa fotografia ma już 35 lat", mię się wydaje, że o pięć więcej, zależy co uznać za początek- pisało się o tym tutaj: "Pożegnanie z sojusznikiem".
Pożądanie jakie czuli fotografowie do tego obiektywu można zobrazować wykresem:
Jak widzimy, poziomu ekstatycznej drżączki nie osiągnął nigdy. Nie nastawiajcie się zatem na thriller.

Podkład prehistoryczny
Jak pamiętamy, w 1996 roku konsorcjum złożone z czołowych producentów zawiązało spółę, żeby przekształcić fotografię analogową w coś bardziej pożądanego i coolerskiego niż była, usprawnić, zmodernizować i jeszcze zgarnąć na tym kupę szmalu (fajnie, nie?). Nazwało się to APS (Advanced Photo System) i było nowym systemem filmów i aparatów, korzystającym z mniejszego formatu klatki, uzupełnionego o nośnik w postaci taśmy magnetycznej naniesionej na film. Dzięki temu zapisowi danych, można było zaordynować sobie z poziomu aparatu liczbę odbitek, format panoramiczny lub klasyczny i inne cuda, a przede wszystkim uzyskać możliwość zmiany jednej rolki filmu na inną w trakcie robienia zdjęć. Aparat po włożeniu na wpół wykorzystanej rolki sam przewijał ją do pierwszej wolnej klatki. Ogólne zalety APS opisałem tutaj:"Przyszłość zaczęła się wczoraj. Ale się skończyła" , a zabawiliśmy się aparatem i filmem tego systemu tutaj i tutaj
APS był nowością pod wieloma względami, a przede wszystkim pod względem formatu zdjęcia, mniejszego niż klatka klasycznego filmu, który (ten format) istnieje z nami do dziś, pod postacią cyfrowego APS-C.

Mniejsza klatka oznaczała obcięcie marginesów z pola widzenia klasycznej fotografii. Jeśli używaliśmy tego samego obiektywu np. 28mm na klasycznym filmie, to widzieliśmy przez wizjer krajobraz o kącie widzenia 75 stopni, jeśli ten sam obiektyw założyliśmy do aparatu nowego systemu APS- mały format klatki obcinał widok do zaledwie 53 stopni. Oznaczało to, że obiektywy o szerokim kącie można było szurnąć w kąt.

Szeroki kąt na APS zniknął. Należało zrobić zatem obiektywy jeszcze szersze, żeby uzupełnić lukę, jaką wytworzył nowy format. Biura projektowe firm fotograficznych zajęły się tym pełną parą. Nikon stworzył ciekawe, acz nieużyteczne poza APS'em 20-60mm/3,5-5,6 i 30-60mm/4-5,6, a prócz tego jeszcze dwa dłuższe zoomy o bardziej standardowych ogniskowych. Wszystkie te obiektywy nie miały pierścienia ostrzenia i pierścienia przesłon, ówczesnego standardu dla obiektywów Nikona, czym wyprzedziły o 4 lata obiektywy do standardowego mocowania 35mm, oznaczane dziś jako Nikkor G. Wszystkie te szkła miały cofnięty tylny zespół soczewek, tak że nie dawało się ich zamontować do standardowych Nikonów na film 35mm.
Dzisiaj są w związku z tym zapomnianą ciekawostką, o której przypomina zaledwie jedyny Marcin Górko w swoich artykułach o historii Nikona:
http://www.optyczne.pl/index.php?art=106

Minolta, drugi partner projektu APS postanowiła pójść całkiem inną drogą i wymyśliła całkowicie nowe mocowanie bagnetowe do swojego systemu APS. Nazywało się Minolta V-mount i nie było kompatybilne z ich aparatami na standardowe klisze. Żeby dać nowym użytkownikom Advanced Photo Systemu trochę do wyboru, Minoltowcy zaprojektowali zaadvancowane 8 obiektywów z tym mocowaniem, w tym trzy stałki: 17/3,5, 50/3,5 macro i uwaga- lustrzane 400mm f/8, analogiczne do 500-tki f/8, która wychodziła z mocowaniem Maxxum/Dynax i do dziś jest uznawana za jedyny lustrzany obiektyw z autofokusem ever. Jak widać- to nieprawda, był i drugi autofokusowy lustrzany teleobiektyw-400mm pod APS, tylko że dziś nie da się go podłączyć już do niczego. Oczko się urwało temu misiu, a aparaty wymarły temu obiektywu. Minolty systemu APS są dziś w związku z tym najbardziej zbliżone do elektrooptycznych śmieci- jako boczna gałąź, która uschła.

Najbardziej z tego wszystkiego aktualny ostał się Canon. Canonowcy poszli inną drogą. Mocowanie obiektywów zostało to samo, pomimo że zmniejszyło się pole obrazowe. To ułatwiło wiele rozwiązań- gama obiektywów pozostała ta sama, zatem nie trzeba było opracowywać nowych, za wyjątkiem szerokich kątów. Cała reszta była już dostępna. "Dostosowano" do APS obiektyw 24-85, za pomocą bardzo apeesowego srebrnego lakieru, analogicznego do tego jakim malowano aparaty IX7. Pod APS przeznaczono też z założenia obiektyw 55-200/4-5,6, upraszczając i odelżając jego konstrukcję, ten także mógł być jednak z powodzeniem stosowany także na klatce filmu 35mm.

Pozostawał szeroki kąt.

I tu na scenę wchodzi główny szekspirowski bohater artykułu. Niech ryczy z bólu ranny łoś, zwierz niech przebiega knieje. Nie spać proszę!
Inżynieria canonowska zaprojektowała obiektyw o słabszych parametrach, niż nikonowe 20- 60/3,5-5,6 i niż minoltowe 22-80/4-5,6. Ten pierwszy był szerszy i jaśniejszy, ten drugi- miał większy zakres. Canon 22-55/4- 5,6 ustępował im parametrami, ale jako jedyny dawał się zastosować do zwykłych aparatów na film 35mm. I to go uratowało. Nikkory i Minolty zakończyły karierę w roku 2000. Co do daty zakończenia produkcji Canona- nie zdołałem jej znaleźć w necie, ale 22-55 w 2005 roku był jeszcze produkowany.

EF 22-55/ 4-5,6 USM- Jak wam się podoba?
Zaprezentowano go w 1998 roku, razem z lustrzanką systemu APS- canonem IX7. Był to czas gdy APS robił karierę i był na krzywej wznoszącej, wzbudzając zainteresowanie wszelkich fotografujących, za wyjątkiem zatwardziałych profesjonałów. Nowość najnowszego sortu była pożądana.

22-55/4- 5,6, był obiektywem o konstrukcji stricte amatorskiej, podobnej do innych amatorskich Canonów- plastikowy, z plastikowym mocowaniem bagnetowym, słabo wyposażony, lekki i tani w produkcji- zawierał tylko 9 soczewek/ elementów, co jak na tak szeroki kąt jest ilością bardzo małą. Miał za to polimerową soczewkę asferyczną, która poprawiała jakość obrazu, oraz supercichy silnik ultrasonic (USM), będący domeną raczej wyższych modeli. No i, jak pozostałe amatorskie Canony- nie był zbyt jasny. Miał jednak jedną prekursorską cechę- był pierwszym canonowskim superszerokim obiektywem z przeznaczeniem dla amatorów. Takim, który dawał obraz o kącie widzenia 78,6º i nie kosztował fortuny (nie przekraczał 3/4 ceny najtańszej lustrzanki).
Na następny podobnego typu superszeroki obiektyw, wypuszczony przez Canona dla amatorów musieliśmy czekać... 16 lat! (Dopiero w 2014 roku wypuszczono nareszcie EF-S 10-18/4,5-5,6 na matryce APS-C. Kosztuje około 1000 zł, może więc czuć się duchowym następcą naszego 22-55)

Niektórzy się oburzą- jak to? Przecież od lat sprzedają Canony z bardzo tanim, też plastikowym EF-S 18-55? Przecież ogniskowe podobne i cena niska. No tak, ale to obiektyw przeznaczony tylko do aparatów APS-C, na zmniejszonej klatce cyfrowej daje obraz jak 29-80 na pełnej klatce, zatem kąt widzenia tylko ok. 67º. I nie da się go założyć do żadnego pełnoklatkowego aparatu. Zonk!

A stary apeesowy 22-55? Otóż Canon nie miał wyjścia. Skoro do aparatów APS, z mniejszą klatką filmową nie zaprojektowano nowego bagnetu mocowania- musiano liczyć się z tym, że obiektyw będzie używany także z tradycyjnymi lustrzankami na film 35mm. No i tak go zaprojektowano. Pełnił zatem dwie role- sługa dwóch panów- dla lustrzanek APS był zwykłym standardem, robiąc tam za coś odpowiadającego 28-70 na pełnej klacie. Ale założony do pełnej klatki- stawał się szkłem o superszerokim polu widzenia.
Z początku Canon niespecjalnie się chwalił tą jego uniwersalnością. Inaczej- z początku, w środku i na końcu się nią specjalnie nie chwalił. Dziś piszą: "However, this lens is fully compatible with 35mm EOS series SLR cameras as well ". "However"i ostatecznie "as well". Marketing wymyślił, że to będzie obiektyw z przeznaczeniem do najnowszego APS, a o zastosowaniu do pełnej klatki 35mm ma nie być zbyt głośno. Najlepiej żeby nikt się nie dowiedział. O co chodziło?
Bali się wielce, że zabije im sprzedaż dwukrotnie droższego 20-35/3,5-4,5, bo owszem- 22-55 ciemniejszy, ale też ze znacznie większym zakresem.
Na szczęście dla marketingowców Canona aparaty na film APS dość szybko skończyły karierę i 22-55 został w ofercie na dalekim, tylnym planie. "However" i "as well". Produkowany, ale też często w ogóle pomijany w katalogach, zwłaszcza na niektórych rynkach (np. polskim).

Potem nastały czasy cyfrówek. Najpierw była podnieta, że coś takiego jak cyfrowa lustrzanka w ogóle istnieje. Ponieważ trzeba było zapłacić za nią wagon pieniędzy, dokupienie do niej szerokokątnego, profesjonalnego obiektywu np. 16-35/2,8L za kolejny wagonik, nie stanowiło dla użytkowników większego problemu. ("Ja jestem potwornie bogaty, proszę pana. Wszystko mam. Jak pan chce, to zaraz tu wjedzie Żuk złota i Tarpan platyny"- cytat). Ale czasy się zmieniały i lustrzanki cyfrowe taniały.

My i on. Być, albo nie być.
W 2003 roku fundnęliśmy sobie używanego Canona 10D. To był aparat za dość rozsądne pieniądze. Ale niestety nie było do niego szerokokątnego obiektywu za rozsądną cenę. Można było wydać blisko 2000 zł na Canona ze średniej półki- 20-35/3,5-4,5, ale nie byliśmy do niego przekonani. W 2004 roku pojawił się tani, znany i kiepski EF-S 18-55/3,5-5,6. Był tylko mały problem- nie dało się go zamontować do 10D, bo nasz aparat nie miał jeszcze bagnetu do mocowania canonowskich EF-S. Czy dla umysłu godniej jest znosić strzały i razy nieprzytomne losu? Czy też wystąpić czynnie przeciwko morzu nieszczęść i poprzez opór- skończyć z nimi? Zgnieść je?
Wszystko co było dostępne, kosztowało kilka tysięcy złotych. Bardzo poważnie zastanawialiśmy się wtedy nad 22-55/4-5,6, bo używany był dość tani- o ile dobrze pamiętam- koło 800 złotych za używkę. Słono, jak za plastikowy obiektyw amatorski, z jedną tylko zaletą- szeroką ogniskową.
Nie być najgorszym, jest to już zaletą
W zepsuciu tego świata.
Nieomalże byśmy go nabyli, ale na szczęście Fotojoker zrobił wyprzedaż Tamrona 20-40/2,7-3,5, o którym się pisało już tutaj "Tamron- przegląd cukierniczy" To było to.

22-55/4-5,6 poszedł w zapomnienie u nas i na świecie.

Historia niekoniecznie powtarza się, ale ma jednak rymy.
Kiedy na rynek wypuszczono pierwszy półamatorski, ale pełnoklatkowy aparat cyfrowy- drogi, ale nie kosztujący tyle co profesjonalne jedynki- Canon 5D.
Problem niedrogiego, szerokokątnego obiektywu dla pełnej klatki nie dotyczył 5D tak mocno- bo znów- po dołożeniu drugiej kupki gotówki użytkownicy 5D sprawiali sobie profesjonalny obiektyw serii L, na przykład 17-40/4L i nie było to dla nich problemem.

Czas płynął, imperia upadały i na świecie pojawiały się kolejne generacje Canona 5D, a poprzednie generacje taniały. Stary amatorski Canon 20-35/3,5-4,5 przestał być w międzyczasie produkowany i przestano produkować także naszego Hamleta 22-55. I powoli, powoli sytuacja wróciła do punktu wyjścia. Najtańszy nowy szerokokątny obiektyw Canona do pełnej klatki, który jest szerszy niż 24mm kosztuje dziś najmniej 1800 zł, jeżeli jest stałką 20mm i 2800 jeżeli jest zoomem 17-40.
W międzyczasie przestali produkować superszerokie obiektywy firm niezależnych, które swego czasu były tańsze (17-35 Sigmy i Tamrona).

A tu tymczasem taniało i taniało i teraz zajechane jak koń po westernie Canony 5D pierwszej generacji kosztują już w okolicach 1600 zł! Nie są to drogie rzeczy. Ale żeby kupić do nich superszerokokątny obiektyw w niedrogiej cenie- trzeba szukać wśród starych używanych szkieł, których na rynku coraz mniej. Albo szukać manualnych. Źle się dzieje w duńskim państwie.
To luka rynkowa. Haaalo! Chinczycyyyy! To luka rynkowaaa!

Testowanie, samplowanie
I tu mniej majętni posiadacze pełnych klatek mogą skierować swoje łaskawe spojrzenie ku obiektywowi, jaki tkwi w tytule.
Spójrz na Kasjusza: chudy, jakby głodny; Zbyt wiele myśli; tacy najgroźniejsi.
Amatorski ci on, ale szeroki.
Jest to, panie, dziewica uboga i brzydka jak nieszczęście, ale niewątpliwie dziewica i niewątpliwie moja wybranka: taki już mam gest, że wybieram to, czego nikt inny nie chce.
Ciekawe ile warta.
Na początek założyliśmy go do Canona 50e, załadowanego, jak wiecie, sojuszniczym ostatnim Mohikaninem- filmem czarno-białym Kodak Profoto 400BW. Część jego cennych klatek wykorzystaliśmy na zdjęcia za pomocą obiektywu 22-55. Wysamplowane sample z filmu można obejrzeć w poprzednim wpisie "o Melancholii ("Konkurs na blog roku")"
A teraz na cyfrowo, pełnoklatkowo. Wszystkie zdjęcia bez ramki zostały zmniejszone i zamieszczone bez obróbki, zdjęcia z ramką mają podwyższoną ostrość i korektę kontrastu. Wszystkie zdjęcia powiększają się po kliknięciu nań:
Canon 6D + EF22-55/4-5,6: 22mm, f/9
 

Canon 6D + EF22-55/4-5,6: 22mm, f/6,3, według Josefa Hofflehnera.
Canon 6D + EF22-55/4-5,6: 22mm, f/5,0, obiektyw oferuje niezłe możliwości zbliżenia- minimalna odległość od obiektu to 35 cm.
Canon 6D + EF22-55/4-5,6: 22mm, f/9

Canon 6D + EF22-55/4-5,6: 22mm, f/5,6
Canon 6D + EF22-55/4-5,6: 45mm, f/7,1
Canon 6D + EF22-55/4-5,6: 22mm, f/8

Żeby zbadać jego walory rzeczywiste podłączymy 22-55 do 6D. Najpierw zdjęcia plenerowe z ręki:
















Wycinki- 10% kadru na trzech ogniskowych: 22, 35 i 55 mm, powiększają się po kliknięciu nań:





Potem portrety rodzinne we wnętrzu:







































Otóż nasz 22-55 jest całkiem niezły na pełnym otworze- ma dobrą ostrość w całym zakresie ogniskowych, jednakże:
na ogniskowej 22mm:
- bardzo wyraźnie winietuje. Winieta mało widoczna przy f/5, przy f/8 znika całkowicie.
- maksymalną, wysoką ostrość osiąga w okolicy f/5,0- f/5,6

na ogniskowej 35mm
- winieta mało widoczna już od pełnego otworu
- niemal identyczna ostrość na przesłonie maksymalnej f/5 jak i f/5,6. Przy wyższych przesłonach ostrość spada.

na ogniskowej 55mm
- winieta mało dostrzegalna nawet na pełnym otworze
- maksymalną, dobrą ostrość osiąga w pełni otwarty (f/5,6), na wyższych przesłonach ostrość spada (kilkakrotnie sprawdzałem).

-dystorsja w miarę ładnie skorygowana

Jest to obiektyw, będący dobrze przemyślanym inżynierskim kompromisem między ceną i jakością, bardzo ładnie użyteczny dla świadomego użytkownika
Tam gdzie większość osób najbardziej potrzebuje naszego Canona, tj. na najszerszym końcu- tenże Canon daje mu największe możliwości zabawy- jest dobry na pełnym otworze, z przymykaniem polepsza się jeszcze.
Pozostałe ogniskowe, niestety ciemniejsze, zatem najczęściej używane bez przymykania- akuratnie na pełnym otworze dają najlepszą ostrość i nie winietują.

Nie jest to zatem obiektyw idealny, ale w tej cenie i tej kategorii nie oczekujmy instrumentu całkowicie pozbawionego błędów. Wolę błąd, który mnie uraduje, aniżeli słuszny postępek, który mnie zasmuci.

Dla kogo ten obiektyw?
Są dwa typy idealnego użytkownika tego szkła. Dwaj panowie z Werony:
1. Analogowi użytkownicy aparatów na film 35mm. Wszystko się tu zgadza- aparaty na film są tanie i niezłe, obiektyw 22-55 jest tani i niezły i fotografowie analogowi są niezłymi wariatami wg dzisiejszych standardów.

2. Użytkownicy aktualni i potencjalni aparatów Canon 5D pierwszej serii- tu też się wszystko prawie tak samo zgadza, choć z wyjątkiem fotografów. No i z wyjątkiem aparatów. No, w każdym razie EF 22-55/4-5,6 jest niedrogą drogą do wyjątkowo szerokiego kąta bez rujnacji konta.

Drodzy użytkownicy wiekowych Canonów 5D, lub też aspirujący do tego użytkownictwa- taki EF 22-55 wart jest zainteresowania, o ile nie macie jeszcze szerokokątnej pejzażówki, a nie zależy wam na wysokiej jasności. Ma ci on co prawda trochę konkurentów z różnych stron, że wymienimy tu wieloimienną Cosinę/ Soligora/ Vivitara/ Tokinę/ Tamrona/ Exaktę 19-35/3,5-4,5, czy też wiekowe Sigmy 18-35 i 21-35/3,5-4,2 działające z 5D tylko na pełnym otworze przesłony. To są alternatywy najtańsze. Wszystko zależy od kasy, bo inni konkurenci będą jednakże sporo drożsi niż nasz Canon.

Jeszcze jeden typ zainteresowanego fotografa przychodzi mi do głowy- to właściciele wczesnych cyfrówek- Canonów D30, D60, 10D, w których nie da się zamocować obiektywów z bagnetem EF-S, takich jak 18-55/3,5-5,6. Dla nich 22-55 może być zastępstwem kit'owego obiektywu.

No i tak dobrnęliśmy do końca naszego testowania, pisząc samą prawdę i tylko prawdę. Prawda jest to pies, którego korbaczem wyganiają do budy; gdy tymczasem jaśnie wielmożnej bonońskiej suczce wolno przy kominie leżeć i cuchnąć.

Zatem koniec.
Wszystko dobre, co się dobrze kończy.

Fabrykant
współpraca; William Sz i Mark T.

P.S.
Praca domowa dla wytrwałych erudytów: policzyć w ilu miejscach przyczynił się do powstania tego testu William Sz., a w ilu Mark T. (Ja sam nie liczyłem).



źródła i źródełka:






piątek, 30 stycznia 2015

APS. Antysemicki Potworny Spisek.

List otwarty do:


Canon-  Shimomaruko 3-chome, Ohta-ku, Tokyo, Japan

Fuji- 7-3, Akasaka 9-chome, Minato-ku, Tokyo, Japan

Kodak- 343 State Street, Rochester, NY, USA

Minolta- JP TOWER, Marunouchi, Chiyoda-ku, Tokyo, Japan

Nikon- Shinagawa Intercity Tower C, 2-15-3, Konan, Minato-ku, Tokyo, Japan




Skandal! Z najwyższym obrzydzeniem, acz z uwagą obejrzeliśmy listę napisów, stworzoną przez konsorcjum Państwa firm, mającą służyć użytkownikom aparatów systemu APS, jako podpisy i ozdobniki zdjęć:




Nasza Fundacja Przeciwko Wszelkim Zniesławieniom Wszystkich W Ogóle Narodów (FPWZWWON), działająca pod egidą Komisji Europejskiej pragnie zaprotestować przeciwko rażącym nacjonalistycznym wykroczeniom i przekłamaniom jakie widoczne są w Liście Tytułów.



Z oburzeniem skonstatowaliśmy następujące fakty:



Po pierwsze- lista jest przejawem daleko posuniętego antysemityzmu, przy czym jest to antysemityzm lokalny. Napisy związane z kulturą i religią judaistyczna dostępne są wyłącznie dla języków: Angielskiego- Amerykańskiego, Angielskiego- Zjednoczonokrólewskiego, Francuskiego i Włoskiego. Dla pozostałych ośmiu języków napisy nie są dostępne.



Żydzi obchodzący Yom Kippur mogą wg twórców systemu APS świętować je tylko w USA, a Bar Micwę wyłącznie we Francji.



Czyżby wyznawanie judaizmu w języku fińskim, duńskim, szwedzkim lub niemieckim uznali Państwo za nieuprawnione?



Do tego cała lista jest przykładem rażących nacjonalizmów, ksenofobii i powielania stereotypów narodowych. O ile jeszcze do numeru, mniej więcej dwudziestego napisy są analogiczne w każdym z języków, to powyżej tego numeru stanowią wolną amerykankę skojarzeń najgorszego sortu.

Pozwoliliśmy sobie, w pełni oburzenia, zestawić co bardziej rażące przykłady ksenofobicznego nacjonalizmu twórców tej tabeli:



Stawia to w bardzo niekorzystnym świetle wszystkie nacje Europy i Ameryki Północnej- następujące fakty możemy wysnuć z powyższych zestawień:



Niemcy, to zatwardziali socjaliści, balujący na Oktoberfeście, wtedy gdy katoliccy Włosi obchodzą grzecznie święta Wielkanocne. Do tego gdy inni obchodzą Dzień Niepodległości- Niemcy urządzają sobie hucznego Sylwestra, zapewne w alkoholowym zamroczeniu. Potwierdza to również fakt, że gdy Amerykanie mają Dzień Pracy, rozbestwieni Niemcy- bawią się w Karnawale. W skrócie- komuniści i pijacy.



Włosi- ich katolickie wychowanie zabrania im obchodzenia nawet Walentynek. Tam gdzie Anglicy mają Good Friday, a Francuzi- Nowy Rok (najprawdopodobniej wypadł w piątek) oni się na potęgę bierzmują. W Walentynki natomiast- obowiązkowa Komunia Święta. W skrócie- kraj ubóstwiania i ascezy.



Francuzi- naród religijny, zarówno jako katolicy jak i wyznawcy judaizmu. W Walentynki- Bat Micwa, w Dzień Pracy- Bar Micwa. Kanadyjczyków uwielbiają- uznają ich za Wszystkich Świętych. Niepodległość nie jest ich ulubionym konikiem- obchodzą w tym czasie rocznicę ślubu.



Duńczycy, podobnie jak Niemcy- w Dniu Pamięci tracą pamięć za pomocą odurzenia alkoholowego.



Nasza Fundacja pragnie także zwrócić uwagę na nieracjonalną i zupełnie niezgodną z duchem wspólnoty odrębność niektórych europejskich języków, z którą nie wiadomo co zrobić:



English US/U.K., Italiano, Espaniol, Francais, Deutsh,: Tour

Svenska: Rundtur

Dansk: Påtur



Suomi: Tutustumismatka



Oraz inny przykład:



English US/ UK: Honeymoon,

Italiano: Luna di Miele

Espaňol: Luna de Miel

Português: Lua de Mel

Français: Lune de Miel

Svenska: Smekmånad

Deutsh: Hohzeitsreise

Dansk, Norsk: Bryllupsreise



Suomi: Kuherruskuukausi



Rozumiemy, że lista była stworzona w zamierzchłych i wrogich postępowi latach 90-tych. Świadczy o tym to, że nie znalazły się na niej żadne wyrażenia słownika arabskiego, choćby coraz popularniejsze ostatnio "Allach Akbar", ani żadne słowniki cyrylicą, czy popularne wyrażenia, na przykład "Наша Крым".

W związku z powyższymi, smutnymi faktami, zalecamy stworzenie w Państwa firmach odpowiednich komórek, które w porozumieniu z naszą Fundacją zajmą się opracowaniem listy tytułów od nowa, tak by spełnić multikulturowe wyzwania naszych czasów, zlikwidować nierówności społeczne i zrównać prawa narodów.

W ramach likwidowania nierówności narodów wystąpiliśmy już do Komisjii Europejskiej o stworzenie dofinansowania z budżetu UE nowego programu "Likwidacja wszystkich nieznanych powszechnie języków Wspólnoty Europejskiej, które są używane przez mniej niż 6 milionów ludzi, a wywołują tylko wesołość" Na razie do programu zakwalifikowały się Finlandia i Słowacja, ale lobbujemy o podniesienie kwoty osobowej do 11 milionów obywateli i w 2018 roku pragniemy objąć działaniami także Czechy i Węgry. W przyszłości, być może inne kraje.



Z poważaniem



Fabrykant

Prezes Fundacji, który nigdy nie ma racji.

P.S. Podziękowania dla Joosoof'a za podesłanie Title List,
Dla Szu za zwrócenie uwagi na "Matkę". Matka jest tylko jedna.

P.S. 2. Jako deser, proponuję dla rozluźnienia IDENTOGRAF nieodżałowanego ś.p. Stanisława Barańczaka:
po niemiecku:
"Kurz: Wozu? Womit? Suche, Pole! Anders mit Stare puste, kurze den flach Grab'! Im "Ich", kram' ich gar nie... Ich gang da im Wille, da im Wind gang ich mich... Wann? O, was, wie? Los! Wie jeden im Turm Loch, kurze Grube: suche, Pole warte ich nie...Warte, Mann!"
po polsku:
"Kurz wozu... Womit... Suche pole... Anders? Mit! Stare, puste kurze den flach. Grab im ten kram, ich gar! Nie?... Ich gang da im wille, da im wind gang ich, mich, wann; o was- wie los? Wie: "Jeden im turm loch: kurze grube, suche pole, warte ich- nie warte mann!!"



poniedziałek, 26 stycznia 2015

"Hanukkah" czy "Baptism"- wybór należy do Canona. EOS IX7/ IX Lite

Canon EOS IX7 / IX Lite


Tak jakoś niespodziewanie i zupełniusim przypadkiem Fotodinoza stała się posiadaczem/ posiadaczką niemal wszystkich sprzętów APS z mocowaniem EOS/ EF jakie wyprodukował w swej historii Canon. Nie było tego zbyt wiele, więc kolekcjonowanie nie zabrało zbyt wiele czasu. Do tego pieniędzy też niewiele. Prawdę powiedziawszy- wszystkie zakupy razem wzięte nie przekroczyły stu złotych. Tańsze jest tylko zbieranie zapałek. Oto kolekcja.



Skład tego składronu to :

EOS IX- uroczy iron men, ze stali kwasoodpornej, którego już się omówiło od strony teorii i praktyki

Canon 22-55/4-5,6- sługa dwóch panów, APS- owego i pełnoklatkowego, którego się jeszcze omówi od strony teorii, praktyki i mistyki historycznej.

Oraz najważniejszy, bo najnowszy, najciekawszy, najbardziej wypasiony i maksymalnie dofunkcjonalizowany za pomocą ficzerów APS- Canon EOS IX7 (IX Lite- na rynek USA)



Tenż ostatni tak podniecił mnie możliwością nadruku na zdjęciu jednego ze 90 napisów w 12 językach, że imaginujcie sobie- kupiłem drugi w życiu film APS. Na Allegro za 30 złotych.

Ja nie wiem co to sen.

Sprzedaję w nocy

To co kupiłem w dzień

Przychodzą różni

A co do cen

Czydzieści złoty

To nie jest żaden ten.

    Elektryczne Gitary (cover "I'm waitin' for my men")
 

Film jest przeterminowany oczywiście. Expiry date 2008. Ale sprzedający "przysięga się", że jest wspaniały, cudowny i pełnosprawny.

Astralna pół- żabusia przysięgała się, ze nikt nigdy nie zginął w torturach, w jej prawie urojonych zamkach (Witkacy)



Wśród napisów z Canona IX7, możliwych do nadruku na filmie występują prawdziwe hity. Na przykład w języku US English- "Reunion", doskonały napis do zilustrowania zdjęć z wyspy Reunion, obok Madagaskaru, albo "Yom Kippur", w razie używania Canona IX7 jako sprzętu reporterskiego w konfliktach zbrojnych, albo "Trip" w razie nadużycia przez fotografa środków odurzających, albo "Victoria Day"- to na wypadek znalezienia na Allegro następnego filmu APS.



Najpierw o samym Canonie IX7.

Potem spróbujemy dorobić teorię do zakupionego filmu i posiadanego aparatu, bo, jak wiadomo wtórna racjonalizacja własnych wydatków jest niezbędna do równowagi psychicznej.

po lewej Canon EOS IX, po prawej IX 7 Lite


W dzisiejszych aparatach firmy Canon widać ciągłość i podobieństwo filozofii i designu kolejnych modeli, pomimo tego, że co generację dyrektor projektu mówi do inżynierów: "Już wiem! Teraz te same przyciski damy w nowym modelu pionowo! A nie... były już pionowo? No to teraz poziomo!". Canon IX7 i Canon IX, oprócz bratniej APS-owej duszy wyglądają na zaprojektowane w sąsiadujących pokojach, pomimo dużych różnic w wyglądzie. IX7 wypuszczono na rynek dwa lata po debiucie metalowego brata. W międzyczasie zastanowiono się co należałoby zmienić w tej konstrukcji, żeby się nią lepiej fotografowało. Rezultatem jest aparat znacznie, znacznie, znacznie mniej dizajnerski, ale też dużo wygodniejszy. W założeniu- przeznaczony dla amatora, łatwiejszy w obsłudze, ale też bardziej automatyczny.
po lewej Canon EOS IX 7, po prawej IX

Po pierwsze- jest plastikowy ze wszech stron. Ma nawet plastikowe mocowanie obiektywów. Plastik pozwolił też na głębsze profilowania i wygięcia korpusu, z czego skorzystano skwapliwie i w różnych miejscach.

Dzięki temu ma większy uchwyt dla prawej ręki i wyprofilowanie w okolicach kciuka.

Podobne do IX'a, tylko zrobione z innego materiału są lampa błyskowa i okolice magazynku na film.


po lewej Canon EOS IX 7, po prawej IX
Na dole Canon EOS IX, u góry IX 7


Ulepszono nawet zamek pokrywki na film- teraz wystarczy docisnąć ją do korpusu, żeby szczelnie zamknąć całość, poprzednio należało jeszcze przekręcić na miejsce wihajster.



Nie powstrzymano się też przed, tradycyjnym dla Canona, poprzestawianiu ważnych guziczków w inne miejsca. Dwa kurioza należy tu odnotować, takie które nie występują chyba w żadnym innym EOSie- przycisk prześwietlenia/ niedoświetlenia umieszczony z przodu korpusu, tam gdzie inne Canony mają przycisk roboczego przymknięcia przesłony. Dłuższy czas zabrało mi znalezienie go, ale może byłem zmulony zimową pogodą.
Canon EOS IX 7/ IX Lite

 Oraz punkt drugi- pokrętło regulacyjne, tzw przednie kółeczko umiejscowione poziomo wokół spustu migawki. To niestety nie wyszło canonowcom- jest znacznie mniej wygodne niż tradycyjnie, pionowo, pod paluszkiem wskazującym.

po lewej Canon EOS IX, po prawej IX 7 Lite


Przyciski jakie IX chowa pod tajną klapką dla tajnych agentów, w IX7 zyskały demokratyczną jawność. IX7 nie ma nic do ukrycia.

na dole Canon EOS IX, u góry IX 7 Lite

Także format zdjęcia- panoramiczny, wydłużony i klasyczny jest ustawiany okrągłym heblem, dzięki czemu ustawienie jest widoczne od jednego spojrzenia. Co lepsza, choć niby co gorsza- zamiast elektronicznego maskowania formatów zdjęcia w wizjerze, realizowanego ciekłokrystalicznie w stalowym IX-ie, w plastikowym IX7 maskowanie odbywa się całkowicie mechanicznie! Żadnych ciekłych kryształów! Tylko ciała stałe- plastikowe lamelki wyskakują z boków matówki i znacznie wyraźniej niż w poprzedniku znaczą granice kadru. Zdecydowana poprawa efektu, przy jednoczesnym zmniejszeniu poziomu bajeru. Dzisiaj by nie przeszło. Dzisiaj bajer jest na pierwszym miejscu.



W obu aparatach różnią się też kółka nastaw, pod co najmniej dwoma względami- zamiast praktycznego programu głębi ostrości- DEP, w nowszym zawodniku występuje automatyczny A-DEP, nie będziemy się nad tym szerzej rozwodzić, bo już się szerzej rozwiedliśmy- tutaj: http://fotodinoza.blogspot.com/2014/08/a-dep-imho-wtf.html
po lewej Canon EOS IX, po prawej IX 7 Lite

Druga rzecz to nowy program na kółeczku- nazwany "IX". To zestawienie wszystkich odjechanych funkcji, jakie oferuje system filmów APS. 

Po pierwsze- słynne napisy. Mozna je zaordynować na pojedynczej klatce, lub na wszystkich naraz. Wybieramy język, niestety polskiego nie przewidziano, ale jest za to portugalski, fiński, oraz aż dwa rodzaje angielskiego. Nie przewidziano niestety ani Australian, ani International English np: "I give you gut price, mister, special price for you, my friend".



Potem według numerków w tabeli wybieramy teksty jakie przewidział Canon. Tylko według jakiej tabeli?

W instrukcji do aparatu widnieje tylko tabelowy spis dla US English. Mający ochotę na napisy w pozostałych językach są odsyłani do "osobnej listy tytułów". "Osobna listo tytułów", gdzieś ty?

Internet milczy jak zaklęty na temat tej "Title list". Ni ma.

Wygląda na to, że Finowie, Francuzi, Portugalczycy (Portugalczyku, ach, bezlitosny! Naciąłeś dziewcząt jak róż, w kraju sosny) Hiszpanie, Niemcy, a nawet Brytyjczycy są dziś skazani na strzelanie zdjęć z całkowicie losowo wybranymi napisami, ze sporym ryzykiem trafienia na "Hanukkah" (US English no. 05) w miejscu w którym woleliby mieć raczej "Baptism" (US English no 30), Lub co gorsza odwrotnie. Cóż, no risk - no fun.



Następna funkcja, to ustalanie z poziomu aparatu ilości odbitek, która zostanie zapisana do wiadomości fotolabu.



Kolejna- to zlecenie neutralnego ustawienia maszyny drukującej odbitki- czyli fotograf sam decyduje o naświetleniu klatki i nie życzy sobie korekty. Można to zalecić na pojedynczej klatce, można też na całym filmie, byle ustawić to przed wyjęciem rolki z aparatu.



Canon IX7, inaczej niż stalowy poprzednik ma wystawione na wierzch wyświetlacza dodatkowe funkcje- braketing, dźwięk pikania przy wyostrzeniu, redukcję czerwonych oczu.

Osobny przycisk przewidziano do samowyzwalacza, bo też w przeznaczonym dla amatorów IX7 jest to jedyna zmiana szybkości przesuwu filmu jakiej można dokonać. W stalowym bracie IX była oprócz tego możliwość zmiany zdjęć pojedynczych na seryjne, ale tutaj w plastikowym IX7 szybkość zdjęć seryjnych to 1 klatka na sekundę- wystarczy po prostu dłużej przytrzymać spust i "zdjęcia seryjne" same się zrobią.

po lewej Canon EOS IX7, po prawej Canon EOS IX


Jak w każdej lustrzance systemu APS jest też najfajniejszy guziczek- zwijania filmu, żeby móc dokonać upragnionej przez fotografów Midroll Film Change- zmiany rolki filmu na inną i z powrotem- filmy automatycznie przewijają się do pierwszej niezrobionej klatki.



Ech, mieć tak film kolorowy o czułości 200 ISO, film czarno-biały 400 ISO, kolorowy 800 ISO i móc zmieniać je sobie do woli... Prawie jak cyfrowy.



Niestety, dysponujmy jedynie Kodakiem 25-cio klatkowym, raczej brutalnym, zimnym draniem niż czułym kochankiem- ma on 200 ISO.



Zawsze to trochę lepiej niż poprzednio, gdy do dyspozycji było tylko sto.



Teraz nie pozostaje nam nic innego jak w pluralis majestatis wziąć w łapkę cenny, bo jedyny, film APS i wstawić drugi w życiu film APS do drugiego w życiu aparatu APS i go naswietlić.

Nabzdyczywszy się troszeczkę

Wziął w łże- łapkę łże- łyżeczkę

Tą łyżeczkąż pomieszałże

łże- majonez i łże- małże.

               Ewa Szumańska



Musimy także szybko wymyślić teorię, wedle której zostanie naświetlony nasz film APS. Korci mnie, żeby na każdej klatce nadrukować inny napis, możliwie absurdalny wobec treści zdjęcia. Obawiam się jednak, że naświetlanie odpowiednich kadrów trwałoby wraz z namysłem, oraz odszukaniem napisu w tabelce symboli- jakiś rok z okładem, a film już jest przeterminowany.

Nie tędy droga, moja droga.



Stworzymy coś innego, jeszcze nie wiem co.



EOS IX7 pójdzie zapewne do sprzedania, o czym poinformuję w komentarzach do artykułu, a uzyskany dochód zostanie przeznaczony na cele statutowe Fotodinozy. Albo i pozastatutowe, zobaczy się- jak to w życiu.



Fabrykant



dyrektor kreatywny walnięty o sprzęty



P.S.



Na sam koniec- główne różnice techniczne obu Canonów APS:



Canon EOS IX                       Canon EOS IX7/ IX Lite



Korpus i bagnet ze stali           Korpus i bagnet 
kwasoodpornej                      plastikowy



Czasy migawki: 
30 sek- 1/4000 sek.                30 sek- 1/2000 sek.



Czas synchronizacji z lampą 
1/200 sek.                         1/125 sek.



Możliwość korekty błysku           Błysk bez możliwości korekty



Szybkość zdjęć seryjnych 
2,5 kl/ sek.                       1 kl/ sek.



Tryby przesuwu filmu- 
pojedynczy, ciągły

samowyzwalacz                      pojedynczy, samowyzwalacz



Ostrzenie AF 
do wyboru - pojedyncze, ciągłe     automatycznie



Brak możliwości nadruku napisów   Nadruk 90 napisów w 12 językach



Maskowanie formatów w wizjerze-

wyświetlane, ciekłokrystaliczne   mechaniczne maskownice