wyświetlenia:

poniedziałek, 20 października 2014

Słuchowisko do oglądania. Polityczny Cornell Capa.

I.
(szum restauracyjny, skrzyp widelców na szczypcach homarów, pobrzękiwanie szkła)

- Ceziu, co tak późno!

- Jestem, jestem, Ewuś, już lecę. Z narady jadę, korek był.
- Siadaj, musimy pogadać.
- No siadam, siadam. O co chodzi?
- Bo widzisz, wybory idą.
- E, tam. No wiem, no i co? Co ja ci poradzę, Ewka, słupki spadają, raczej przerypiemy, jak w banku. Ludzie się trochę wkurzyli, mają dosć. Co z tego że im obiecamy jakieś skrócenie wieku emerytalnego, albo urlopy na dzieci. Ten na górze też im obiecywał i wiesz- kamieni kupa. Przestali wierzyć.

- Ja Ceziu myślałabym o innym chwycie. Wiesz, dzisiaj ludzie już nie zwracają uwagi na słowa, tylko obraz się liczy. Narracja obrazem.

- Co ty mi tu Ewka jakimś Mistewiczem jedziesz! Gdzieś ty to podsłuchała?

- Noo, wiesz. Na wakacjach książkę taką sobie kupiłam- o.

(szelest kartek)

- Eeee tam, czytałem to. Same frazesy, do ludzi już to nie trafia. Trenowaliśmy te narracje jeszcze jak się Igorowi chciało, Ile można? W końcu każdy się znudzi tymi wrzutkami. Tu trzeba jakichś nowych sposobów. Nowego otwarcia, rozumiesz?

- Ceziu, ale ja po to cię tu zawołałam. O to otwarcie chodzi właśnie. Ja tu dobrze ci mówię o tej narracji obrazem. To jest pomysł.

- Ale, że niby co?

- No, a kiedy ty widziałeś jakiś poruszający obraz, który był z polską polityką związany? Taki co go zapamiętałeś?

- Noo, wiesz... Eeee...O! Mazowiecki z viktorią w sejmie!

- Ceeziu, to dwadzieścia pięć lat temu było.

- Noo, dobra. Czekaj... Już wiem- jak nasi ciągnęli ten samolot OLT. O! To niedawno było.

- Ceziu, ale tym wyborów nie wygramy, prawda?

- No co ty chcesz ode mnie Ewka? O co ci chodzi?

- Zobacz. Tu taką stronkę znalazłam w internecie- o. Zobacz jakie zdjęcia! I to polityczne!
Cornell Capa

Cornell Capa
Cornell Capa
Cornell Capa
Cornell Capa

Cornell Capa
- Mmmm. No rzeczywiście! Bajer! Emocje są! To by było coś. Kto te fotki Kennedy'emu pstryknął? Chyba to dawno było?

- Taaa, Capa się nazywał.

- Zaraz, zaraz, widziałem kiedyś taką wystawę w Zachęcie. To ten co Warszawę sfotografował po powstaniu? Zaraz... Robert Capa?

- Nie, to brat. Cornell. Młodszy. Ale nie ma co liczyć, zmarł w 2008-mym. Z resztą to brat go wciągnął w tą fotografię. Nie wiem czy wiesz, ale miał być w młodości lekarzem. To zupełnie tak jak...

- Dobra. No, to jaki masz plan, Ewuś?

- Ja to tak pomyslałam, że ten od tej strony, to mógłby nam kampanię zrobić. O zobacz ile tu artykułów o fotografowaniu, analizy, zdjecia...o tu i tu.
. Jak on się tu podpisuje... o, Fabrykant.

- Tylko czy się zgodzi?

- Sprawdź, Ceziu, bo on dużo zdjęć z Łodzi zamieszcza, on chyba z Łodzi jest- czy tam jakichś wspólnych znajomych nie macie...

(wyciszenie)


II.

(mruczenie kota, pomlaskiwanie, dźwięk otwieranych drzwi)

- Panie prezesie, melduję wykonanie zadania!

- No, co tam masz Adam? Coś się nagrało?

- Tak, panie prezesie! Rewelacja! Znamy całą ich strategię! Mamy ich!

- Nie ciesz się tak, Adam, bo jak ty się za bardzo cieszysz, to cię muszę potem zawieszać.

- Przepraszam, panie prezesie.

- No referuj.

- A więc tak. Nagraliśmy ich w knajpie Wowa i Druzja. Mają niezły plan na narrację obrazem. Konkretnie- na dobre zdjęcia z kampanii, takie które poruszą ludzi, rozumie pan.

- No. Dobre nawet. A skąd im się to wzięło?

- A tu jest taka strona w internecie- o! Ja na ajpadzie pokażę, panie Prezesie. O tutaj, tutaj...A nie, zaraz... to przemówienie naszego profesora z okazji kandydowania na ten... no... No nieważne. O tu- proszę.

- Nie, nie, Adam, na kolanach nie musisz klęczeć, lepiej tu na stole połóż, o.

- O tu, panie prezesie, widział pan te zdjęcia? Super! Co za emocje! Jaka atmosfera! Niech pan zobaczy jak tu ludzie szaleją! Jakie tłumy! Jak to wszystko sfotografowane! 
Cornell Capa

Cornell Capa
 
Cornell Capa

Cornell Capa
Cornell Capa
- Aha (mlaskanie). Dobre. No i co? Chcą wykorzystać fotografa Kennedych? Przecież to chyba stary dziad jest?

- Nie. Tego gościa, który to na blogu zamieszcza- on tu pisze takie sążniste artykuły o fotografii. O tutaj, i tu, niech pan spojrzy.

- Hm. No dobra, Adam. To do roboty. Trzeba go szybko przejąć. Tylko najpierw sprawdźcie u Antka jego teczkę.




Przypomina teksty Warzechy. Ale jak pisał Witkacy „przypomina Słowackiego, ale nie ma na to rady”.
 

Fabrykant
dyrektor kreatywny walnięty o sprzęty



poniedziałek, 13 października 2014

Technologia przez krótką chwilę jakby przestała mnie bić.



To jest mały krok dla ludzkości, ale wielki krok dla Fotodinozy. Najnowsza technologia w służbie zdechłej fotografii. Zdechłej, wyjętej z dna szafy fotografii.



Zacznijmy ab ovo.



Niektóre obiektywy są bardziej kochane niż inne. To jest zupełnie tak samo jak z samochodami. Nie zawsze najfajniejsze są te dobre i rozsądne (Daewoo), czasami najfajniejsze są te niezbyt dobre, ale z charakterem (Alfa Romeo).



Mam też taki obiektyw do którego czuję wyjątkowy sentyment. To zupełnie niepopularne szkło- Tamron 20-40/2,7-3,5, od dziesięciu lat nieprodukowany. Gdyby był samochodem, to mógłby nawet być zarejestrowany na żółte tablice. Pisałem o nim krótko w Spisie cukierniczym.

Za co się lubi takiego Tamrona?

Za niezwykle uniwersalne ogniskowe- pasuje zarówno do pełnej klatki, jak i do małego APS-C, o niewielu obiektywach szerokokątnych da się to powiedzieć. Na każdym z tych aparatów daje zupełnie różne efekty- od superszerokiego kąta, aż po niemal krótką portretówkę.Za dobrą ostrość, i wysoką jasność.

Sentyment czuję także do niego z tego powodu, że jest jednym z najstarszych naszych obiektywów, kupionym, bodaj, w 2002 roku. Dzięki niemu zrobiłem parę zdjęć konkursowych, zabierałem go też na wszystkie wakacyjne wyjazdy.



Można go też nie lubić.

Za to że się zepsuł, przede wszystkim. W dziesiątym roku użytkowania padł silnik autofokusa, nie do kupienia dzisiaj. Udało się jednak zreanimować go rękami które leczą, należącymi do znajomego elektronika Pawła. Niestety- pół roku później nastąpiło zużycie materiału w innym miejscu- plastikowy trybik, poruszający członem ustawienia ostrości, jadł zbyt mało witaminek, doznał szkorbutu i wypadła mu połowa zębów.



Silnik autofokusa działa jak złoto, tylko nie ma już czym kręcić.

Co dalej ósma klaso?



Nasuwają się pewne pytania. Dlaczego ten trybik jest z plastiku? Czy nie można było zrobić go z metalu, tak jak jego stałego współpracownika?

Może chodziło o kwestie technologiczne, a może o potanienie produkcji. Nie wiadomo.


Nie za bardzo wiadomo też co teraz z tym zrobić.



Piewsza koncepcja- może jakiś bardziej popularny obiektyw Tamrona używa takiego samego mechanizmu? Typowałem 28-105/3,5-5,6- ma bardzo podobny tył. Też go nie produkują od lat, ale na Allegro ich pełno. Koncepcję usiłowałem sprawdzić u źródeł, tj. zadając pytania w serwisie autoryzowanym Tamrona. Dzwoniłem tam i mailowałem kilka razy, za każdym razem byłem miło i sympatycznie odraczany i spuszczany na bambus. W sumie- nie dziwię się (cytat).

Potem daliśmy do tego serwisu nasz inny obiektyw Tamrona i dołączyłem do niego list z propozycją korupcyjną- ja napiszę reklamę serwisu na blogu (jako wielce wpływowy bloger), a oni znajdą dla mnie odpowiedź- z jakiego obiektywu będą pasować trybiki. Propozycja pozostała bez odpowiedzi, zupełnie jak w poprzedniej historii z autoryzowanymi: nie dla nas ananas .



No dobra. To co? Jakie mamy inne koncepcje?



Z czym tu kojarzą się trybiki?



Koncepcja nr 2. Z zegarmistrzem.



Zegarmistrz kaczkę starannie

Piekł, jak należy w brytfannie.

(a nie, to nie ten cytat).



Pan Zegarmistrz obejrzał mój trybik z lupą w oku, ale zawiódł mnie po całości. Okazuje się że trybiki nie są normowane- produkuje się je indywidualnie dla każdego mechanizmu. Nie ma czegoś takiego jak standard. Zupełnie tak jak w życiu. W Afryce cieszą się jak lepianka stoi zaledwie trzy kilometry od studni, w Hiszpanii cieszą się gdy wreszcie dostaną pracę w filetowni, a Borys Bieriezowski ciszy się gdy starguje cenę swojego prawnika z 8 milionów euro na 7.550.000. (Co za globalizacja na tej Fotodinozie!).

Pan Zegarmistrz z doświadczeń własnych doradził mi koncepcję nr 1- szukanie podobnego obiektywu.



No i wtedy Filip Appel podesłał mi artykuł celem inspiracji i ja napisałem o tym wpis.: Mashup: połączenie Świąt Wielkiej Nocy ze świętami Bożego Narodzenia. Inspiracja okazała się kroplą, która drąży skałę, która przepełnia czarę i która wylewa dziecko z kąpielą i która nalewa z próżnego.



Druk 3D.



Bardzo chciałbym napisać, że mamy w mieście świetną firmę, o tę: Easy Design, która zajmuje się drukiem 3D. Mógłbym tak napisać, ale niestety ta firma w zeszłym tygodniu przeniosła się do Kutna. Jak wiemy Łódź się powoli ditroizuje (neologizm taki, od Detroit). Lotnisko znika, jak sen jaki złoty, a dwie wielkie, nikomu niepotrzebne dziury zieją w samym centrum. Nawet mnie ta wyprowadzka nie dziwi.

Nie będę tu własnego gniazda kalać, bo wyjdzie na to, że jestem malkontentem toujour mal content. A ja jestem tylko wesołym pesymistą.



W charakterze maskującego się, wesołego pesymisty udało mi się spotkać z panem od firmy z Kutna.



Na razie temat został zadany. Co z tego będzie- się zobaczy. A potem może się napisze. Szacunkowy koszt wykonania trybiku, wraz z narysowaniem go w CAD'zie- 30 złotych.



Pan z firmy z Kutna sprzedał mi smaczną historię. Otóż dorabiali ostatnio element do słuchawek firmy Sony. Temat zbadali dogłębnie. W plastikowym profilu tych słuchawek, kosztujących 1500,- zł jest wydrążony wewnątrz, do niczego nie służący pusty kanał. To znaczy- wróć!- kanał ma jedno niewątpliwe zadanie- osłabiać ów profil, tak żeby był bardziej łamliwy. Czy myślicie że Sony uwzględnia takie uszkodzenia na gwarancji? No jasne że nie- to uszkodzenie mechaniczne. Czy myślicie że ułamanie słuchawek to jednostkowy przypadek? Wyguglajcie sobie „ułamane słuchawki Sony”. Czy nie ma na to ratunku? Czy korporacja zrobi nas w trąbę, jak zwykle?



Hej sowy, puchacze, kruki

Znowu nas zrobili w turka

Szarpajmy syfon na sztuki

Niechaj naga świeci rurka

K.I. Gałczyński



Nie! Mamy już druk 3D. Chciałbym uprzejmie oznajmić firmie Sony, oraz innym firmom- nie będziemy kupować następnych słuchawek, tylko naprawimy stare. I co nam pan zrobi?



Fabrykant







poniedziałek, 6 października 2014

Sigma AF 21-35/3,5-4,5 Ślepa miłość ślepego hipstera








Wyznacznikiem stylu hipsterów jest deklarowana niezależność wobec głównego nurtu kultury masowej (tzw. "mainstreamu") i ironiczny stosunek do niego oraz przesadne akcentowanie swojej oryginalności i indywidualności (...)


Hipsterski bunt sprowadza się, w swoich założeniach, do krytyki nieoryginalności, a więc rozwiązań proponowanych przez kulturę głównego nurtu. Hipsterzy stawiają się w opozycji do kultury mainstreamu i swoim oryginalnym strojem i niszowymi zainteresowaniami pragną odciąć się od dominującej kultury.

Wikipedia.



Znalazłem idealny obiektyw dla hipstera. Hipsteria otacza go niewidzialnym nimbem i emanuje z niego niczym promieniowanie z czwartego bloku w Czernobylu.

Nie ma nic wspólnego z mainstreamem.

Prawie nikt go nie widział i nie miał.

Nikt o nim nic nie wie.
(Uwaga dla osób nie znoszących testów obiektywów- na końcu są ładne zdjęcia z miasta Łodzi, skąd się pochodzi)



Hipsterska egzotyka tego szkła jest porażająca. Jeżeli wpisać w Google jego nazwę, wyskakują następujące rzeczy:

- zapytania na wszystkich forach zachodniego świata: Czy ktoś zna ten obiektyw? Czy warto go kupić?

-odpowiedzi: trzymaj się z daleka od starych Sigm i nie podchodź

-kombatanckie jednozdaniowe wspomnienia: miałem kiedyś takiego, był całkiem dobry.

-jeden jedyny zbiór krótkich recenzji tutaj:




Jak wiemy, Google wyświetla każdemu użytkownikowi co innego, więc takiemu mnie, który namiętnie od miesięcy wpisuje w wyszukiwarkę „Sigma AF lens” powinien się wyświetlić sam miód malina i ultramaryna. Niestety nie znalazłem do 10 strony gugla żadnego prawdziwego testu tego szkła, żadnego porządnego zestawu zdjęć.

(„Gdzie najlepiej ukryć tajemnicę? Na trzeciej stronie google” cytat)



(Google to głąb, dochodzę do wniosku. Wyobraźcie sobie że ostatnio trafił na Fotodinozę ktoś kto wpisał w wyszukiwarkę „Tamron 16-300 cena”. Czy ja sprzedaję Tamrony? Czy to ma jakiś sens??? )



Robimy zatem pierwszy w internecie (no przynajmniej w zachodniej części internetu) hipsterski test Sigmy AF 21-35/3,5-4,2



Drodzy hipsterzy. Zakochałem się w tym szkle miłością ślepą, od pierwszego ślepego wejrzenia. Będzie to zatem tak zwany test ślepy.



Sięgamy zatem do worka z obiektywami i z zamkniętymi oczami wyciągamy obiektyw, którym przypadkowo jest Sigma 21-35. Na ślepo montujemy instrument do aparatu, montujemy...montujemy... A nie! Trafiła się Minolta- nie pasuje! To mocowanie Canon. Do mocowana Canon to my przypinamy obiektyw z zamkniętymi oczami!

Przypinamy zatem.



Robimy na ślepo pierwsze zdjęcie:



No nie! Zapomnieliśmy zdjąć dekielek.

Trudności w przeprowadzeniu ślepego testu skłaniają nas do porzucenia tej rygorystycznej procedury. Uznajmy że zaślepienie ślepą miłością wystarczy.



HISTORIK HIPSTERIK BEKGRAŁND



Napisałem już o tym obiektywie dwie wzmianki w artykule o Sigmach manualnych:


i artykule o pierwszych Sigmach autofokus:


Ma on długą tradycję, ten obiektyw. Nie wiem co na to hipsterzy. Ten sprzęt wyznaczył strategię Sigmy na długie lata, aż do dnia dzisiejszego. Strategia brzmi: „Maksymalnie szeroko, tak szeroko, żeby nikomu innemu nie przyszło to do głowy. A jakby przyszło- to my jeszcze szerzej”



Dlatego Sigma 21-35/3,5-4,2 była produkowana krótko- od 1990 do 1994 roku. Wkrótce zastąpił ją szerszy 18-35/3,5-4,5, którego zastąpił szerszy 17-35/2,8-4, którego uzupełnił niedługo 15-30/3,5-5,6, którego uzupełnił wkrótce 12-24/ 3,5-5,6, którego niezadługo uzupełnił...i.t.d.



To nie był taki sobie obiektyw. To był ówcześnie NAJSZERSZY ZOOM autofokus świata! Pomimo umiarkowanej jasności jego zakres robił wrażenie na każdym fotografie i nie był to sprzęt z niskiej półki cenowej. Gdy po kilku latach pojawiły się tańsze odpowiedniki innych firm, głównie niedrogi i słynny 19-35/3,5-4,5 Cosiny (produkowany przez następne 20 lat pod markami różnych producentów) Sigma stosowała ucieczkę do przodu i projektowała zoom jeszcze szerszy, albo jaśniejszy.



Sigma była znacznie droższa od owej Cosiny- kosztowała, jako obiektyw schodzący z rynku w 1996 roku 340 dolarów, podczas gdy konkurentka tylko 174 $, natomiast w bezpośrednim porównaniu można się było łatwo zorientować jaki jest tego powód:



TAK TO WYGLĄDA OCZAMI GIOCONDA (cytat)



Sigmą można by zabić niejednego hipstera. Jej kształt jest maksymalnie hipstersko oryginalny- jest jedynym obiektywem autofokus jakie znam, o potężnej osłonie przeciwsłonecznej zespolonej na stałe z korpusem! Wszystko to jest wykonane ze stali przeciwczołgowej i waży pół tony. No dobra. Nie pół tony tylko 480 gramów, co w porównaniu z Cosiną o wadze 300 gram stanowi jednak znaczącą różnicę.

Sigma spełnia zapewne normę ochrony balistycznej VR4 i wytrzymuje prawdopodobnie ostrzał z broni ręcznej na dystansie do 15 metrów. A przynajmniej tak wygląda.



Jest to zrozumiałe- cienkie skrzydełka tulipanowej osłony muszą wytrzymać ten sam nacisk co przeciętny, pełny i gruby tubus zwykłego obiektywu (np. noszenie w ciasnej torbie fotograficznej)- osłona jest przecież niezdejmowalna, a Sigma liczyła na użytek profesjonalistów, pracujących często w ogniu reporterskiej walki.



Z ciekawości zmierzyłem grubość metalu na osłonie- 1,8mm



Tubus jest metalowy, a ze środka obiektywu wysuwa się przy zoomowaniu również metalowy element. Jedynie niemetalowy jest pierścień ostrzenia na jego końcu, (stanowiący także mocowanie filtrów) oraz pokryty gumą pierścień zoomowania.



Wewnętrzny tubus wysuwa się dość mocno przy skracaniu ogniskowej, ale jest chroniony tulipanem osłony przeciwsłonecznej.



Na korpusie okienko ze skalą odległości i skalą głębi ostrości.



Bagnet, rzecz jasna metalowy. Z tyłu mamy stosunkowo niewielką soczewkę- przy regulacji zooma przedni i tylny zespół soczewek przesuwa się niezależnie- jest to tzw. system floating elements . Sigma chwaliła się tym w reklamach i słusznie, bo była to skomplikowana inżyniersko nowość pozwalająca w teorii zachować dobrą jakość obrazu przy tak szerokokątnym zakresie. Przechwałki Sigmy o jakościowym zastąpieniu tym zoomem stałoogniskowych obiektywów 21, 24, 28 i 35 mm za chwilę sprawdzimy. No, z pewnością jasnością nie dorównuje stałkom.

Całość jest pokryta kretyńskim wynalazkiem Sigmy w postaci gumowatego lakieru o nazwie "ZEN". Wygląda to po latach jakby zdzierać powierzchnię pilnikiem. Na szczęście lakier niewiele przyczynia się do powstawania zdjęć.



UŻYTEK WŁASNY

Niestety dla canonowców, Fotodinoza stara się być maksymalnie hipsterska i nie zniża się do testowania normalnie działających obiektywów. Na niemal wszystkich cyfrówkach Canona Sigma 21-35/3,5-4,5 działa tylko na w pełni otwartej przesłonie.

Powinna działać bez problemów na wszystkich analogowych Canonach, z wyjątkiem 300v, 3000v, 30/33 i 30v/33v, na cyfrowym D30 i D60.
Użytkownicy innych systemów nie będą raczej mieli żadnych problemów.

UWAGA: Wszystkie zamieszczone zdjęcia bez ramki są zmniejszone, ale niepoprawiane. Zdjęcia z ramką- są obrobione.

A. Na cyfrowym APS-C: obiektyw ma niezły zakres, odpowiadający na pełnej klatce 35- 56 mm- czyli umiarkowany szeroki kąt do dłuższego standardowego. Portretowo nie jest to może zakres idealny, za to dla reportera hipstera nadaje się całkiem fajnie.






Canon D60, f/7,1,  niepoprawiane

Canon D60, f/4, poprawiane

Canon D60, f/7,1, poprawiane


Canon D60, f/4,  niepoprawiane
Bardzo dobrą wiadomością dla hipsterów i niehipsterów, jest dobra ostrość na pełnym otworze przesłony. Obraz jest wyrazisty i ma odpowiednie kolory i kontrast. Nie mamy żadnych zastrzeżeń! Fajoskie szkło!

Test na Canonie D60 (APS-C), ISO 200, zdjęcia niepoprawiane:












 Środek kadru 21mm 1:1



A tu na 35 mm. Aparat pokazywał przesłonę maksymalną f/4, ale jak wiemy tak naprawdę to f/4,2:




Środek kadru 35mm, 1:1:


Wyniki ostrości, naszym zdaniem- bardzo dobre. Nawet w hipsterskich okularach trudno odróżnić ostrość w centrum na f/3,5 od tej na f/8.


Wady chromatyczne są znikome.



Śluza na Kanale Mazurskim. Canon D60 F/8

Śluza na Kanale Mazurskim. Canon D60 F/8

Nieczynny most kolejowy na Kanale Mazurskim. Canon D60 F/5,6

W odróżnieniu od ostatnio testowanej Sigmy AF 18/3,5

zachowuje się nasz zoom bardzo grzecznie pod słońce. Jest to wręcz zadziwiające, jak różne pod tym względem są te obiektywy, produkowane przecież w tym samym okresie przez tą samą firmę i do tego mające dość podobne ogniskowe.



B. Na cyfrowej pełnej klatce (FF):

Przyjemna winieta skupia wzrok na centrum zdjęcia. Obiektyw, jako superszeroki na pełną klatkę jest dobry, nawet jeśli jesteśmy zmuszeni używać go na pełnym otworze. Ostrość bardzo wysoka w centrum, same różki kadru pozostają nieco rozmyte.

Canon 6D + Sigma 21-35, f/3,5
Canon 6D + Sigma 21-35, f/3,5
Canon 6D + Sigma 21-35, f/3,5 Wycinek z centrum ze zdjęcia powyżej.
Canon 6D + Sigma 21-35, f/3,5
Canon 6D + Sigma 21-35, f/3,5, wycinek z centrum ze zdjęcia powyżej
Canon 6D + Sigma 21-35, f/3,5, wycinek z narożnika
Canon 6D + Sigma 21-35, @21mm
Canon 6D + Sigma 21-35, @35mm
Dystorsja na szerokim kącie (najbardziej kluczowa) jest od biedy opanowana, kreski wzdłuż krawędzi są co prawda nie do końca proste ale gdy nieco odsuniemy motyw od krawędzi pozwalają fotografować nie tylko architekturę, ale i inne prostokreślne rzeczy, jakie mogą zainteresować hipstera (Płyty chodnikowe? Wzorek na spodniach? Książki o gender na regale?)



C. Na filmie(FF). Zakładamy film do ulubionego Canona 50e i wychodzimy w plein air.

Pogoda była nieco deszczowa, co wzmogło nieco melancholijny klimat zdjęć. Stary Cmentarz w Łodzi, część protestancka. Skan z filmu, niepoprawiany:

Fuji Superia 400, f/4,5
Fuji Superia 400, f/5,6
Fuji Superia 400, f/5,6
Fuji Superia 400, f/5,6
Fuji Superia 400, f/5,6
A tu już w słoneczny dzień, mocniejsze przymknięcie:


Fuji Superia 400, f/8

Sigma, jak na bardzo krótką ogniskową daje ładne rozmycie tła.

Ponieważ wreszcie, na analogowym Canonie, znudzonym acz wystudiowanym hipsterskim ruchem palca możemy pokręcić sobie kółeczkiem regulującym przesłonę- zauważamy rzecz ciekawą- Sigma jest w centrum kadru równie dobra na pełnym otworze, jak i przy f/5,6. Niemal nie widać różnicy! Co dalej? Powyżej f/6,3 wydaje się że ostrość pomalutku spada. To zupełnie nie mainstrimowe i bardzo korzystne dla tych, którzy chcą (no bo przecież hispsterzy nic nie muszą, nawet jeśli mają tylko cyfrowego Canona) fotografować blisko pełnego otwarcia przesłony.
Fuji Superia 400 f/5,6




Fuji Superia 400 f/3,5

Na filmie udało nam się strzelić najlepsze (wg nas) zdjęcie. To potwierdza przypuszczenie, że używanie filmów wpływa dodatnio na jakość zdjęć. Człowiek przed naciśnięciem spustu trochę więcej się zastanawia. Oto zdjęcie:




WADY i ZADY


Najsłabszym punktem Sigmy 21-35 jest autofokus. Obiektyw ma już swoje lata, więc trudno powiedzieć jak się to miało, gdy hipsterzy jeszcze nie chodzili po tym świecie. Dzisiaj Sigma wydaje bzycząco chroboczący, dość głośny dźwięk i nie jest demonem szybkości. Ale przynajmniej trafia w cel. To obiektyw dla takiego spokojnego, marzycielskiego hipstera, który z melancholią na brodatej twarzy fotografuje jakieś statyczne zabytki, a mniej skupia się na obiektach w szybkim ruchu.


Co dziwne, więcej poważnych wad w tym obiektywie nie znajduję.



I to by było na tyle (cytat).


SUMA WSZYSTKICH GRZECHÓW:

+Bardzo dobra jakość zdjęć w centrum kadru na pełnym otworze przesłony i wszystkich ogniskowych

+Praktycznie niewidoczne wady chromatyczne

+Ładnie skorygowana dystorsja na szerokim kącie

+Niezwykle solidna budowa

+Fajne superszerokie szkło na pełną klatkę. Dość uniwersalne na APS-C


-Brak współpracy z cyfrowymi Canonami inaczej niż na pełnym otworze przesłony (nie dotyczy D30 i D60)

-Wolny i głośny autofokus
-Fatalny, niszczący się lakier.
-Na pełnej klatce (FF) brzegi są ostre od ok. f/5
-Widoczna dystorsja na szerokim kącie




Fabrykant

z www.fabrykaslubow.pl
Dyrektor kreatywny walnięty o sprzęty.

P.S.:

Polecam moje oryginalne kryminały z klimatyczną Łodzią w tle:
 

"Tramwaj Tanfaniego" dziejący się w czasach świetności przemysłowej Łodzi w roku 1905. Rzecz inspirowana prawdziwymi wydarzeniami - zabójstwem Juliusza Kunitzera, twórcy łódzkich tramwajów. Książka nagrodzona Exlibrisem Biblioteki im. Piłsudskiego za najlepszą powieść o Łodzi w 2021 roku.

"Tramwaj Tanfaniego" jest do kupienia wysyłkowo tutaj: LINK

"Złoty peugeot" - niebanalny kryminał motoryzacyjny z epoki wczesnego Gierka. Tajemnicza zbrodnia, nieudolna milicja, zakulisowe przepychanki z władzą PRL. Skromny mechanik z ulicy Wschodniej chcąc nie chcąc musi zabrać się za dociekanie, dlaczego ktoś musiał zginąć i kto go zabił. Są wciągające tajemnice, splątane wątki, brawurowe pościgi samochodowe. Kryminał zawiera liczne aluzje do literatury popularnej z czasów PRL szczególnie do książek Niziurskiego i Nienackiego. 

Do kupienia wysyłkowo - TUTAJ 

"Deluks" - kryminał dziejący się w roku 1976 złożyłem się z kilku warstw, od tematyki automobilowej, poprzez dawne tajemnice Łodzi, kończąc na echach II Wojny Światowej. Tym razem aluzyjnie nawiązuje do tzw. kryminału milicyjnego, jednak dekonstruuje schemat i ironizuje z klimatów PRL. Mamy zespół pełnokrwistych bohaterów - od lumpów i milicjantów po profesorów i prywaciarzy, a między wierszami ówczesne stosunki polsko-niemiecko-żydowskie. Będziecie zaskoczeni!

"Deluks" do kupienia wysyłkowo - TUTAJ 

"Wariatka ze Spornej" - napisana wspólnie z Tomaszem Włodkowskim -Młoda policjantka, niedawno przybyła do Łodzi ma poprowadzić śledztwo, które będzie wymagało od niej szczególnego zaangażowania, cierpliwości, uwagi i... erudycji. Tytułowa ulica Sporna zdaje się trwać w niezmiennym od stu lat stanie, ale to tylko pozory. Miasto dookoła przekształca się w bólach, jest rok 2003, Polska ma zaraz wejść do Unii Europejskiej, niechciany bagaż PRL jest wciąż obecny, również w policji. Kto i dlaczego zabił znanego wykładowcę filmówki? Co ma wspólnego wielka sztuka i małe morderstwo? 

"Wariatka ze Spornej" do kupienia wysyłkowo TUTAJ 

Pozdrowienia dla Czytelników.