wyświetlenia:

piątek, 7 marca 2014

Sigma- Tajna Historia, Smaczne Kąski, Gorzkie pigułki




Na świecie, jak wiadomo nie ma równości. Wśród producentów sprzętu foto od lat 80-tych zarysował się niczym rysa podział na tak zwanych First Party- dużych graczy, produkujących zarówno aparaty, jak i obiektywy, oraz wszelkie osprzęty do nich- w tym gronie na przykład Nikon, Canon, Sony/ Minolta, Pentax, Olympus, oraz tzw. Third Party- producentów obiektywów dostosowanych do mocowań tych pierwszych.
Rysa podzieliła na poważnie rynek w czasie gdy nastała era automatycznego ustawiania ostrości.
Był to moment przełomu w sporej ilości fotograficznych dziedzin, wielu komentatorów, fotografów i specjalistów nie zdawało sobie z tego sprawy. Wielu pisało o autofokusie z lekceważeniem, wiele firm przespało temat (Olympus).

Niezależni producenci obiektywów w ogóle mało chwalą się swoją historią. Szkoda. Byłoby się czym pochwalić - oni jako owi Dawidowie wśród Goliatów, często ich strategia jest bardzo ciekawa, zwłaszcza dla nas, maluczkich. Możemy się nawet z nimi trochę utożsamiać. Podgryzać Goliata, to motto firm niezależnych.

HISTORIK BEKGRAŁND

Sigma zadziałała zraźnie i prężnie- po tym jak na rynku pojawiła się Minolta 7000, pierwszy udany aparat z AF i okazała się sukcesem- już w rok później w 1986 r. zadebiutowały Sigmy z mocowaniem minoltowskim. Nalezy tu zauważyć że było to NA ROK PRZED wypuszczeniem pierwszego aparatu i obiektywów AF Canona (o pierwszym Canonie EOS 650 napisałem tutaj: http://fotodinoza.blogspot.com/#!/2014/01/eos-650-pradziadek-spozniony-test-tylko.html ).
Jeszcze za czasów manualnych Sigma wypracowała swoje sposoby podgryzania i wskakiwania w luki i nisze, podbierania klientów (tutaj wcześniejsza, skrótowa historia Sigmy w moim wydaniu: http://fotodinoza.blogspot.com/#!/2014/01/sigma-kundel-czempion.html ), ale przejście większości dużych graczy na autofokus paradoksalnie wzmocniło pozycję do uderzenia.

Otóż po pierwsze - za czasów analogowych wszyscy producenci First Party, a w szczególności Nikon, rozwinęli maksymalnie szerokie gamy obiektywów do lustrzanek. Można było nabyć WSZYSTKO. Wszystko co dało się wyprodukować. Była to tylko kwestia ceny. Kto dysponował kwotą kilkudziesięciu tys. DM (Deutsche Mark, tak tak, była kiedyś taka szacowna waluta!) mógł fundnąć sobie zarówno rybie oko 6mm, o kącie widzenia 220° (a więc widzące DO TYŁU!), albo zainwestować tę kwotę w obiektyw 2000mm, o wadze 17,5 kg, służący chyba tylko Strażnikowi Teksasu do strzeżenia Teksasu podczas urlopu w Alabamie.
Otóż po drugie- póki ustawiano ostrość manualnie, projektowanie i produkcja obiektywów nie była dziedziną tajemną. Dawali radę nawet komuniści z ZSRR, a na rynku było multum producentów z wszelkich półek jakościowych i cenowych. Wymieńmy tu tylko kilku tych, których rewolucja autofokus zmiotła z głównej sceny: Porst, Revuenon, Beroflex, Ricoh, Fuji (Fujinon),Pentacon, Zeiss Jena, Osawa, Makinon, Hoya, Tokura, Optomax. I sporo innych. Niektórzy zmienili branżę, lub związali się z innymi producentami (Ricoh- aparaty kompaktowe, kopiarki, Hoya- filtry fotograficzne w koncernie Cosina). W każdym bądź razie chętnych do inwestycji w elektronikę obiektywową nie było tak wielu.

W pierwszych latach po autofokusowym przełomie sytuacja zmieniła się diametralnie- nastąpiła chwilowa posucha obiektywów autofokus. Największa u Canona i nieco mniejsza u Minolty, bo firmy te zmieniły mocowanie bagnetowe i stare obiektywy tych firm nie pasowały do nowych aparatów. Nowa gama firmowych autofokusów powstawała stopniowo i była z początku skromna. Marketingowcy z dużych firm do końca nie ufali że nowy wynalazek będzie sukcesem. Niektórzy pewnie mieli nadzieję że ta choroba minie. Oto gama pierwszych obiektywów AF Canona i Minolty:

Obiektywy Minolty wypuszczone jako
pierwsze w1985r:

24mm f/2,8
28mm f/2,8
50mm f/1,7
50mm f/1,4
50mm f/2,8 macro (1:1)
135 mm f/2,8
300mm f/2,8 Apo
28-85mm f/3,5-4,5
28-135mm f/4- 4,5
35-70mm f/4
35-105mm f/3,5-4,5
70-210mm f/4


Obiektywy Canona wypuszczone jako pierwsze w 1987r:

50/1,8
35-105/ 3,5-4,5
35-70/ 3,5-4,5
100-300/5,6
w drugiej partii w 1987r.:
15/2,8 fisheye
28/2,8
50/2,5 Macro+ Life size converter
135/2,8 sf
300/2,8l
28-70/ 3,5-4,5
70-210/4
100-300/5,6L
Do roku 1991-go powstało w sumie około 35 obiektywów minoltowskich i canonowskich i ich gama wyglądała tak:

Minolta:

stałoogniskowe:
16 f/2,8 fisheye
24mm f/2,8
28mm f/2,8
28 f/2
35 f/1,4
50mm f/1,7
50mm f/1,4
50mm f/2,8 macro (1:1)
50mm/3,5 macro
85 f/1,4
100 f/2,8 macro
100 f/2,8 Softfocus
135 mm f/2,8
135mm f/2,8 Softfocus
200 f/2,8
200 f/4 Apo G
300mm f/2,8 Apo
500 f/8 mirror
600 f/4

zoomy:
28-70/2,8 G
28-85mm f/3,5-4,5
28-80mmf/4- 5,6
28-105 /3,5-4,5
28-135mm f/4- 4,5
35-70mm f/4
35-70/ 3,5-4,5
35-80 f/4-5,6
35-105mm f/3,5-4,5
35-200/4,5-5,6 Macro
70-210mm f/4
75-300 f/4,5-5,6
100-200 f/4,5
100-300 f/4,5-5,6
80-200 f/2,8
80-200 f/4,5-5,6

Canon:

stałoogniskowe
14/2,8 L
15/2,8 fisheye
24/2,8
35/2
35/1,4L
28/2,8
50/1,8
50/2,5 Macro+ Life size converter
50/1,0L
85/1,2L
100/2,8 macro
100/2,0
135/2,8 soft focus
200/2,8 L
300/2,8L
300/4 L
400/2,8 L
600/4L

zoomy:
20-35/ 2,8L
28-80/ 2,8-4 L
28-80/ 3,5-5,6
28-70/ 3,5-4,5
35-70/ 3,5-4,5
35-80/ 4-5,6 PZ
35-105/ 3,5-4,5
35/105/4,5-5,6
35-135/ 3,5- 4,5
35-135/ 4-5,6
50-200/ 3,5-4,5L
70-210/ 4
70-210/ 3,5-4,5 USM
75-300/ 4- 5,6
80-200/ 2,8L
80-200/ 4,5-5,6
100-300/ 5,6L
100-300/ 5,6
100-200/ 4,5 A
Uwaga:
Powyższa lista jest uproszczona i w wypadku Minolty może być niepełna. Niektóre obiektywy występowały w kilku wersjach, niektóre wypadły z gamy do 1991 roku i zostały zastąpione przez inne, wymienione w tabeli modele.

Na listach tych widnieje sporo obiektywów legend (na ogół bardzo drogich w chwili powstawania), na przykład Canon 50/1,0 L, najjaśniejszy do dzisiaj obiektyw autofocus, jak pisano: „brighter then the human eye”, albo jedyny do dzisiaj obiektyw lustrzany z autofokusem 500 f/8 Mirror Minolty (b. mały, ale ciemny).
Czy czegoś na tych listach brakuje? Na pierwszy rzut oka niczego. Ale gdy podrążyć:

- z wyjątkiem rybich oczek (15 i 16 mm) wśród stałoogniskowych jest tylko jeden superszeroki i superdrogi 14/2,8 L , a oprócz niego nie ma żadnego obiektywu szerszego niż 24mm. Co lepsza- Minolta do roku 2000 (czyli przez 15 lat!) nie miała żadnego obiektywu stałoogniskowego szerszego niż 20mm!

-z wyjątkiem bardzo drogiego, profesjonalnego 20-30/ 2,8 L Canona, nie ma w tych ofertach zoomów szerszych niż 28mm!

- u Minolty jest dziura w ofercie, pomiędzy ogniskową 300 a 600mm, słabo wypełniona tylko wspomnianym, ciemnym, lustrzanym 500/ 8 Mirror. Minolta czekała z tym aż do 1997 roku.

- wszystkie obiektywy stałoogniskowe poniżej 35mm, za wyjątkiem jedynej Minolty 28 f/2,0 mają jasność nie większą niż f/2,8.

To tylko cztero- pięcio-letni wycinek z historii Canona i Minolty. Sytuacja zmieniała się dalej dynamicznie i w kolejnych latach dziury zostawały zapełniane obiektywami firmowymi. Jednak przez pierwsze lata firmy niezależne miały pole do popisu żeby przyciągnąć klientów, nie tylko oferując tańsze zamienniki firmówek, ale także produkując to, czego w gamie First Party brakowało.

Sigma prowadziła od początku autofokusowej ofensywy kilkutorową politykę:
  1. Tańsze zamienniki firmowych obiektywów np. pierwsze autofokusy Sigmy 75-300/ 4- 5,6 i 35-135/4- 5,6 z roku 1986-go.
  2. Obiektywy o parametrach lepszych od firmówek, sprzedawane niewiele drożej- tutaj można podać za przykład popularne 28-70/ 2,8-4 (1995), oraz późniejsze 17-35/ 2,8-4 , nie mające odpowiedników jasności wśród oferty First Party.
  3. Obiektywy wypełniające różne dziury w ofertach głównych graczy- te wydają się najciekawsze.

SMACZNE KĄSKI

Z gamy sigmówek najbardziej kuszące wydają się szerokokątne, które atakowały dużych graczy od podbrzusza. Sigma do dzisiaj jest producentem, który raz na rok - dwa bije rekordy szerokokątności, albo rekordy jasności w tej dziedzinie. Drugi zestaw kuszący stanowią obiektywy makro - o podobnych parametrach jak firmówki First Party, ale tańsze i wcale nie gorsze. Trzeci zestaw- długie teleobiektywy. Początki były takie:
Najpierwej ukazał się wieloletni hit:

Sigma AF 24/2,8 Super Wide Macro- rok 1986
Pisałem już o jego wersji manualnej- nie miał bardzo przebojowych parametrów, ale miał dużo zalet. Po pierwsze był „marzeniem bizmesmena” dla każdego zaawansowanego amatora- był szerszy niż jakikolwiek zoom firmowy, był dobrej jakości i solidnej konstrukcji i był wyraźnie tańszy od 24-rek First Party. Sądząc po jego licznym pojawianiu się na portalach aukcyjnych był w latach produkcji najczęściej sprzedawaną stałką Sigmy. Był nieco udawanym makro, dającym odwzorowanie 1:4, i możliwość wyostrzenia celu od dystansu 14 cm przed przednią soczewką.
A tutaj nasz test tego obiektywu: http://fotodinoza.blogspot.com/2014/07/kingsajz-dla-kazdego-populares-uber.html


Później ukazał się pierwszy rekordowiec Sigmy- najszerszy zoom autofokus na rynku:

AF 21-35/ 3,5- 4,2, wyprzedził on wszystkie superszerokie zoomy Minolty, a porównywalne światłem Nikony i Canony 20-35/ 3,5-4,5 o 3 lata. Z początku konkurował z nim jedynie jaśniejszy i pięciokrotnie droższy Canon 20-35/2,8 serii L. AF 21-35/ 3,5-4,2 miała skomplikowany układ optyczny i mechanizm tzw. floating focus, czyli jednoczesny ruch kilku grup soczewek. Frontowa soczewka nie obracała się przy tym, co pozwalało stosować ładną, tulipanową osłonę przeciwsłoneczną i filtry polaryzacyjne. Sigma 21-35 była tym obiektywem, który sprowadzał ekstremalnie szerokie kąty pod strzechy przeciętnych użytkowników. 
Tutaj test tego szkła na Fotodinozie: http://fotodinoza.blogspot.com/2014/10/sigma-af-21-3535-45-slepa-miosc-slepego.html

Potem nastąpił atak makro, wystawiający do boju odpowiedniki firmowych szkieł, ale z zastosowaniem małych nad nimi przewag- przede wszystkim ceny i możliwości zbliżenia do obiektu: AF 50/2,8 Macro i AF 90/2,8 Macro.

50-tka była pierwszą wersją obiektywu produkowanego do dzisiaj- do dzisiaj o tej samej konstrukcji optycznej, ze zmienianą jedynie mechaniką i obudową. W porównaniu z Canonem 50 Macro dawała odwzorowanie 1:1 bez użycia żadnych konwerterów. To był bardzo dobry obiektyw, ostry od pełnego otworu, o którym jeszcze napiszemy na Fotodinozie.

AF 90/2,8 Macro była produkowana stosunkowo krótko, zastąpiona przez 105/2,8 macro.

A w 1991 roku wypuszczono następną rekordówkę, godną podziwu Sigmę AF 28/1,8 High Speed Wide Aspherical. Był to najjaśniejszy sprzęt o tej ogniskowej i tytuł ten utrzymał przez kilka lat, miał skomplikowaną konstrukcję z użyciem soczewki asferycznej. Był to pierwszy z długiej linii obiektywów szerokokątnych Sigmy z doskonałym światłem f/1,8, jakich nie produkowała żadna inna firma. Test tego obiektywiku zrobiłem tutaj:



W tym samym roku nastąpiło wypuszczenie z klatki sigmowskiej bestii mającej walczyć z mainstrimem- wersja autofokus znanego manualnego szkła AF 14mm f/3,5. Był to wielce konkurencyjny ruch. Otóż jedyna w tym czasie 14-stka autofokus Canona była (i do dzisiaj jest) obiektywem o olbrzymiej cenie, jako jasna i profesjonalnie zrobiona seria L (jak Luxury). Tak samo było u Nikona, a Minolta w swojej historii nie dorobiła się NIGDY takiego obiektywu. Sigmowska 14-tka była pół przesłony ciemniejsza, ale (o ile się nie mylę) o połowę tańsza. Proszę pókadź jeźlikto hcepo rady (cytat) że pół przesłony przy tak szerokim kącie to tyle co nic. Był to więc sprzęt niewiele słabszy, ale wiele tańszy.


Zrobimy tu mały anachronizm w stosunku do 1991 roku i wspomnimy o kolejnym szkle z tego gatunku- Sigmie AF18/3,5 Zen- dwa lata późniejszym. To znów obiektyw o umiarkowanej jasności, za to bardzo szerokokątny. Dla minoltowców i canonowców stanowił jednyną możliwość stosowania ogniskowej szerszej niż 20mm w cenie rozsądnej. O tym obiektywie też jeszcze będzie na Fotodinozie.

( o tu właśnie przetestowaliśmy go: http://fotodinoza.blogspot.com/2014/04/samuraj-z-absencja-miecza-sigma-af-1835.html )























Tutaj wydobyta z brytyjskiego "Photo Technique" notka o cenach 18-tki (działo się to tuż przed zakończeniem jej produkcji w 1996 roku, co enigmatycznie określono jako "limited period"):


Teraz „serdecznie witamy nowe smaczne kąski” (cytat), w postaci teleobiektywów. Oferowano jeszcze przed 1990 rokiem, więc były doskonałym uzupełnieniem oferty Minolty i sporą konkurencją dla Canona i Nikona- zacznijmy od Baha (zatoka taka) i na początek coś co nie występowało w ofercie First Party nigdy:
AF 800/ 5,6 APO i AF 1000/ 8 APO
(po lewej 500/7,2 APO- o nim nieco niżej)

Najdłuższe dostępne w sklepach obiektywy autofokus głównych graczy, to do dzisiaj- 600mm. Co prawda Canon produkował swojego 1200mm, ale po pierwsze nikt go nigdy nie widział, bo po drugie- kosztował pół tony dolarów i był na zamówienie.
Sigma, jako jedyna oferowała przez długie lata 800mm i (krótko) 1000mm, w wersjach z soczewkami apochromatycznymi.

Następne ciekawostki tele, to ładnie wpisujące się w rynek:
AF 500/ 4,5 APO- o 1/2 działki przesłony ciemniejszy niż markowe firmówki- to była kusząca propozycja, zwłaszcza że kosztująca blisko połowę mniej niż one. Światłosiła f/4,5 jest w ogóle bardzo „marketingowa”- na papierze wygląda „prawie jak” dość jasne f/4, parę razy później Sigma projektowała obiektywy o takim świetle, co wzmagało wzrost słupków sprzedaży (przykład dzisiejszy- Sigma DC 18-50/ 2,8-4,5- parametry podniecające na papierze- w realu już nie tak pięknie, ale skończmy tą dygresję)


Oraz AF 400/5,6 i AF 500/7,2 APO – ciemnizny, w których jasność poświęcono na rzecz niewielkich rozmiarów i niskiej ceny- obydwa były najmniejszymi obiektywami na rynku.

Trzysetka f/2,8 APO była powtórzeniem parametrów obiektywów firmowych, ale kosztowała 2/3 ich ceny. 

Nie oznacza to że teleobiektywy Sigmy były TANIE. One były drogie, ale kosztowały znacznie mniej niż BARDZO DROGIE obiektywy First Party.

Polityka dużych graczy, na szczęście dla Sigmy, była, i jest do dzisiaj taka, by mocno rozdzielać linie przeciętnych produktów amatorskich od atrakcyjnych profesjonalnych. Najtańszego standardowego zooma można było kupić za około 500,- zł (Canon 28-80/ 3,5-5,6), zooma o parametrach ze średniej, ale nie powalającej jakościowo półki za ok. 1300,- zł (Canon 28-105/ 3,5- 4,5), a doskonałego zooma profesjonalnego za niebosiężną kwotę 4500,- zł (28-80/2,8-4L). Pomiędzy 1300,- a 4500,- zieje jednakowoż cenowa dziura, którą producenci Third Party zatykali swoją ofertą.

GORZKIE PIGUŁKI DNIA DZISIEJSZEGO

Fotodinoza ostrzega: Ministerstwo Zdrowia albo Opieki Społecznej- wybór należy do Ciebie! (cytat- Krzysztof Gol) Niestety wszystkie te piękne powyższe sprzęty działają z cyfrowymi Canonami wyłącznie na maksymalnie otwartej przesłonie! Podobno nie dotyczy to Canonów D30 i D60 (uwaga: NIE 30D i 60D, kolejnośc cyferek istotna!). Obiektywy Sigmy zachowują się jednak grzecznie i przyjemnie na aparatach analogowych wyłączywszy modele produkowane od 2001 roku: 300v, 300x, 3000v, 30v/33v.
Minoltowcy, czyli dzisiejsza Sony Alfa nie mają, o ile wiem, żadnych takich problemów.
Nikoniarze muszą tylko brać pod uwagę obecność lub nieobecność silników autofokusa w swoich aparatach, zupełnie tak jak ze starymi obiektywami Nikona (zawsze to była dla mnie czarna magia).
Uprzejmie nie biorę odpowiedzialności za wszelkie straty moralne i finansowe, spowodowane powyższymi ostrzeżeniami, pisałem je w dobrej wierze, ale moja wiedza jest na pewno niepełna. Szanowny Fotografie! Przed zakupem przestestuj!
Działaniem starych Sigm z Canonami zajmiemy się w najbliższym lub trochę dalszym czasie na Fotodinozie. A w ogóle to czym my się tu nie zajmiemy! Stej tjuned.

Fabrykant
dyrektor kreatywny walnięty o sprzęty


P.S. Dopisek po czterech latach - stare Sigmy można już rechipować, przystosowując do pełnej współpracy z Canonem.

sobota, 1 marca 2014

Ekscytacja pełnym otworem- czyli Sigma 28/1,8 High-Speed Wide Aspherical i inne stare Sigmy.


Test w stylu pełnego półprofesjonalizmu:

ARTEFAKTY
System Canon EOS powstał już dość dawno temu. Na tyle dawno, że wczesne obiektywy do tego systemu stają się powoli obiektami archeologicznymi, czymś na kształt wymarłych dinozaurów. 

Większość z nas zna na wylot dzisiejszą gamę szkieł do Canona- zarówno oryginalnych, jak i firm trzecich. Ale czy ktokolwiek z użytkowników miał w ręku, lub chociażby widział na żywo takie obiektywy jak EF 50-200/ 3,5-4,5 L, 35-135/3,5-4,5 albo 28-80/ 2,8-4 L? Zapewne niewielu wie że istniały, a jeszcze mniej osób ich używało. Początki systemu EOS to nie była dzisiejsza masowa sprzedaż. Jak wiemy Canon zerwał całkowicie ze swoim dziedzictwem mocowania FD i na początku słychać było głównie głosy oburzenia dawnych użytkowników, nagle odciętych od możliwości stosowania nowych szkieł do starszych aparatów. Fotografowie zapewne powoli przyzwyczajali się do nowych Canonów EOS i ostrożnie dokonywali zakupów.
Dzisiaj na rynku te wymienione i inne obiektywy z końca lat 80-tych i początku 90-tych są rzadkością, białym krukiem (niezależnie od ich jakości i wartości)- a na polskim rynku w szczególności, co łatwo zrozumieć, o ile przypomnimy sobie jak wyglądała Polska w tym czasie.

Ta recenzja będzie gawędą dotyczącą jednego z gatunków dinozaurów, którego gałąź rodowa nie wygasła, tylko wyewoluowała w późniejsze, lepiej znane modele (np.Sigmę 28/1,8 EX DG).

HISTORIA
Sądząc po małej ilości informacji jakie można znaleźć w internecie na temat 28/1,8 High-speed Wide Aspherical mogę przypuszczać że był rzadki również w czasie gdy był produkowany. Wypuszczono go w 1990 roku i był na owe czasy najjaśniejszym obiektywem autofokus o tej ogniskowej (Canon EF 28/1,8 pojawił się dopiero 5 lat później). Konstrukcja optyczna zawierała jedną soczewkę asferyczną- ówczesną nowość. Dość szybko też zakończono produkcję- już w 1994 roku wszedł następca 28/1,8 Aspherical II- o podobnej konstrukcji optycznej (z dwiema soczewkami asferycznymi) i innym, bardziej plastikowym wyglądzie. Obydwa te obiektywy są mylone i mylone są także lata ich produkcji.

Firma Sigma nie jest zbyt wylewna jeśli chodzi o swoją historię (a szkoda), na jej stronie internetowej można dowiedzieć się wyłącznie o aktualnie produkowanych szkłach. Troszkę informacji znalazłem tutaj: kalendarium Sigmy, oraz linki do broszur reklamowych, najstarsza z 1993 roku (!), zawiera opisywaną 28/1,8:
http://www.sigmauser.co.uk/index.php?option=com_content&view=article&id=51&Itemid=67

Tutaj mój artykuł o obiektywach z początków autofokusowych Sigmy- latach 1986- 1991:
http://fotodinoza.blogspot.com/2014/03/sigma-tajna-historia-smaczne-kaski.html



Była to pierwsza generacja obiektywów Sigmy z autofokusem, z długimi , opisowymi przydomkami („High- Speed Wide”) wywodzącymi się jeszcze z modeli manualnych. Najbardziej znanym jej przedstawicielem jest Sigma 24/2,8 Super Wide Aspherical (rok 1986), pojawiająca się dość często w aukcjach na Allegro- dość podobna zewnętrznie do naszej 28/1,8. Sigma już w 1985 roku, po tym jak Minolta wypuściła pierwszy „rynkowy” aparat autofokus (Minolta 7000), wzięła się do projektowania i przeprojektowywania swoich obiektywów na automatyczne ostrzenie. Znając dzisiejszą, niezłą pozycję Sigmy był to dobry ruch. O ile dobrze się doczytałem pierwszym autofokusem Sigmy był 70-300/3,5-5,6 z roku 1986-go, popularny i długo produkowany.
Z ZEWNĄTRZ
28/1,8 High-Speed Wide jest szkłem niewielkim jak na parametry- porównywalnym do EF 28/1,8 Canona i znacznie, znacznie mniejszym od swoich późniejszych wersji- wystarczy porównać średnicę filtrów: High- Speed Wide Ø 58 mm, 28/1,8 EX DG- Ø 77 mm. Co do wagi natomiast to jest wyjątkowo ciężka jak na rozmiar- 350 gram versus 310 gram ciut większego Canona 28/1,8. Wszystko z powodu konstrukcji- Sigma obleczona jest w prawdziwie metalowy pancerz zewnętrzny, od mocowania bagnetowego, aż po bagnet osłony przeciwsłonecznej. Obiektyw jest pokryty gumowatym lakierem zwanym w broszurach reklamowych „Zen”. No, Sigma niestety nigdy nie miała szczęścia do swoich zewnętrznych pokryć (pamiętamy złażący EX)- „Zen” wyglądał dobrze zapewne na półce sklepowej, a po 23 latach od premiery widać na nim jednak dużo rys... Plastiku jest bardzo mało- użyto go jedynie w elemencie wewnętrznym mocującym przednią soczewkę- część ta przy ostrzeniu wysuwa się na max 3,5 mm do przodu, ale nie rotuje. (Mocowanie filtra średnicy 58 mm jest przyjemnie zgodne ze stałkami Canona średniej klasy np. 85/1,8 czy 50/1,4). Na tubusie zamontowano okienko ze skalą odległości i zakresem głębi ostrości. W komplecie osłona przeciwsłoneczna typu tulipan, wyłożona od wewnątrz czarnym aksamitem. Jednym słowem- ful profeska. Sigma widać chciała zrobić wrażenie na posiadaczach nowych aparatów z autofokusem.

WOJNA
No teraz będzie beczka dziegciu w tej łyżce miodu.
Niestety używający systemu Canona mają gorzej niż wszyscy inni fotografujący (Nikon, Sony/Minolta, Pentax...)- Canon w latach 90-tych stoczył ukrytą wojnę z Sigmą, polegającą na zmianie protokołów elektronicznych którymi aparat steruje obiektywem. Stare szkła Sigmy przestały nagle współdziałać z nowymi aparatami Canona- rzecz zaczęła się od analogowych EOS'ów 30/33 (debiut w październiku 2000), a w cyfrówkach od 10D (luty 2003). Według niektórych źródeł aparaty z oprogramowaniem które gryzą się ze starymi Sigmami Canon zaczął wypuszczać od 2001 roku.
Problemy z kompatybilnością nasiliły się w ostatnich modelach analogowych Canonów, od 3000V (sierpień 2004)- ten model, niezależnie od ustawień blokuje się przy próbie zrobienia zdjęcia starym obiektywem Sigmy i wyświetla symbol rozładowanej baterii.
Sigma przyjęła bitwę i obiektywy produkowane po 2001 roku otrzymywały inne oprogramowanie, a niezbyt wiekowe starsze modele mogły zostać „upgradowane” za pomocą nowego chipa sterującego. Modele które podlegały temu serwisowi (w zależności od numeru seryjnego SN) można znaleźć tutaj:
Nie należały niestety do nich najstarsze, pierwsze generacje autofokusów Sigmy.
Opis jak zachowują się poszczególne modele Sigmy z aparatami canona można znaleźć tutaj, w zakładce „Dedicated lens”:

Echa wojny trwały jeszcze w połowie lat 2000- słychać było głosy o problemach z przesłoną z najnowszymi modelami Sigmy z serii EX i EX HSM (jeszcze bez oznaczenia DG) i analogowymi Canonami 30/33, 30v/33v oraz 1n i 1v.
Generalnie szkoda, że to akurat my Canonowcy jesteśmy najbardziej poszkodowani w tej całej walce firm...

ŻYCIE NA PEŁNYM OTWORZE
Jak to wygląda w praktyce? Z większością starych obiektywów Sigmy nowe Canony zrobią zdjęcie na w pełni otwartej przesłonie, gdy jednak przesłona zostanie jakkolwiek przymknięta, aparat zawiesza się i wyświetla komunikat „Error 99”.

Oznacza to że w cyfrówkach musimy ustawić program Av lub M i używać WYŁĄCZNIE nastawy na najmniejszą możliwą wartość przesłony ( w tym wypadku f/1,8). Wszystkie inne wartości uniemożliwią nam zrobienie zdjęcia. Powoduje to liczne utrudnienia życiowe:
-kupujemy obiektyw do specjalistycznych zastosowań- do zdjęć wyłącznie z najmniejszą możliwą głębią ostrości. Ma to znaczenie przy jasnych szkłach, a mniejsze przy przeciętnych i ciemnych.
- brak możliwości zwiększenia przesłony zmusza do manewrów czasem migawki i czułością matrycy. Niekiedy i tak będzie zbyt jasno żeby zrobić zdjęcie na f/1,8 (ale w innych, ciemniejszych obiektywach Sigmy wygląda to już lepiej)
- przy najbardziej otwartej przesłonie obiektywy wykazują najsłabszą ostrość, przy przymykaniu ostrość rośnie, a jak powiedzieliśmy- przymknąć się nie da.

Jeśli to dla kogoś hardkor, to na szczęście z aparatami na film, starszymi niż EOS 30/33 wiekowe Sigmy wracają do pełnej funkcjonalności i nie wymagają wyrzeczeń.

Nie mogę gwarantować niestety że wszystkie stare Sigmy będą zachowywać się identycznie, ale tak zachowywały się na EOSach 10D, 30D i 40D znane mi modele 28-200/3,8-5,6 UC Aspherical, 100-300/4,5-6,7 DL, sprawdzany w komisie 24/2,8 Super Wide Aspherical i bohater naszego artykułu 28/1,8 High-Speed Wide. Na aparatach analogowych EOSie 50e i EOSie 100 i EOSie 650 pracowały bez żadnych problemów (tutaj mój test EOS'a 650:http://fotodinoza.blogspot.com/2014/01/eos-650-pradziadek-spozniony-test-tylko.html )

Co ciekawe w aparatach cyfrowych, ze starymi Sigmami nie działa podgląd głębi ostrości- czyli przymknięcie przesłony do wartości roboczej niezależne od spustu migawki.

Najważniejszym zatem kryterium jakie musimy ocenić jest zachowanie 28/1,8 na pełnym otworze.

NA MAŁEJ KLATCE CYFROWEJ (APS-C)
Pierwsze co mnie urzekło w 28-mce to bosko śliczny (wg mnie) bokeh. Godny najlepszych w lidze obiektywów stałoogniskowych. Dla tego efektu gotów jestem na wszystkie wyrzeczenia. W końcu najważniejsze jest ładne zdjęcie:



 
Ponieważ najczęściej fotografuję portrety, bardzo podoba mi się także mała głębia ostrości, uzyskiwana bez problemów na APS-C



Uwaga:
Wszystkie powyższe i poniższe zdjęcia z obiektywu, mające ramkę, zostały po zmniejszeniu rozmiaru do 1280px na długim boku minimalnie podostrzone.
Wszystkie następne zdjęcia bez ramki NIE BYŁY W OGÓLE WYOSTRZANE.

NA PEŁNEJ KLATCE CYFROWEJ (FF)
Powiem szczerze- jest pięknie. Po pierwsze- większość pełnoklatkowców Canona ma regulacje ostrzenia autofokusem z dostosowaniem do każdego obiektywu z osobna- ustawiłem w 6D punkt ostrzenia tam gdzie potrzeba (o tym pod koniec artykułu). Po drugie- pełnoklatkowy obiektyw na pełnoklatkowej cyfrówce pokazuje nareszcie taki obrazek jaki zaprojektowali mu konstruktorzy tj. głębia ostrości staje się jeszcze płytsza, a naturalne łagodne winietowanie pojawia się w rogach obrazu. Do tego nieostre oddanie tła poza celem... Wszystko to razem wzmacnia klimatyczność zdjęć. Zobaczcie sami.





PORÓWNAWCZE TESTY OSTROŚCI
Z góry przepraszam za nieprofesjonalne podejście do testowania ostrości.
Nie jestem, mówię od razu, zawodowym, ani nawet zapalonym testerem obiektywów- więc de facto nie można tego artykułu nazwać testem, co najwyżej subiektywną opinią. Sprawdziłem jedynie dla porównania jak wygląda zdjęcie zrobione na w pełni otwartej przesłonie trzema obiektywami które mam we władaniu. Nie mam nawet statywu na którym mógłbym umocować aparat- leżał on (aparat) na blacie i celował w orzeszki :).
Obiektywy to:
Canon 50/1,8 serii I, rocznik ok. 1988
opisywana Sigma 28/1,8 High-Speed Wide Aspherical, rocznik ok. 1990
Sigma 30/1,4 EX DC HSM rocznik 2009



Test 1 Środek kadru
Tak wygląda kadr strzelony 28/1,8 High-Speed Wide (f/1,8):


Tak wygląda zdjęcie z 30/1,4 EX DC HSM na (f/1,4)


Przesunąłem orzeszki i zrobiłem zdjęcie 50/1,8 MkI (f/1,8)


Na koniec powiększenia ze środka kadru:










Test 2 Różnica pomiędzy środkiem a brzegiem
Dwa kadry rzeżuchy zrobione z podobnej odległości- cel w środku i na brzegu zdjęcia.



Tutaj wycinki kadrów z centrum i z brzegu


Jakie (moje, subiektywne) wnioski?
W centrum kadru
Sigma 28/1,8 daje dobry obraz w centrum przy f/1,8, podobny jak przy maksymalnym otworze 30/1,4.
Ostrość Canona 50/1,8 MkI jest nieco słabsza.

Na brzgu kadru
Canon 50/1,8 daje najostrzejsze zdjęcia, druga w kolejności jest 28/1,8 High-Speed Wide, Sigma 30 daje najsłabszą ostrość (co zrozumiałe, bo jest obiektywem na klatkę APS-C, a dwa pierwsze- pełnoklatkowe).

Generalnie High-Speed Wide daje radę.

TESTY NA PEŁNEJ KLATCE FILMU
Kilka zdjęć strzelonych na filmie Kodak BW 400 CN zrobionych na wyższych przesłonach (patrz napisy na fotografiach). Aparat Canon 50e, do jakości zdjęć dokłada się oczywiście jakość skanera. Skan 2x3 mpx. Na taki test należałoby także zużyć ze dwa filmy, powtarzając zdjęcia i wyciągając średnią, a nie poświęcając na to zaledwie 5 klatek. No ale cóż...











Wnioski:
Ostrość w centrum kadru jest dobra od maksymalnego otworu, od przesłony f/2,5 jest bardzo dobra.
Winietowanie wyraźnie widoczne na f/1,8, zanika przy f/3,5
Bokeh- wg mnie świetny.
Zdjęcia klimatyczno portretowe najlepiej wyglądają na f/2 lub f/2,5, maksymalną ostrość szkło uzyskuje w okolicy f/5,6
Troszkę zdjęć przykładowych:




WINIETA, DYSTORSJA I INNE CHROMATYZMY
Na APS-C winietowanie jest niemal niewidoczne, na pełnej klatce filmowej- wyraźne (ściemnienie narożników). Żeby nie było widoczne trzeba przymknąć obiektyw do około f/3,5.
Wady chromatyczne na APS-C prz f/1,8 są bardzo nieznacznie widoczne na krawędzi obrazu- wyraźnie mniejsze niż w 30/1,4 na pełnym otworze.




MINUSY
Największym mankamentem Sigmy High-Speed Wide, jest słaba dokładność autofokusa. Jest to przypadłość mojego egzemplarza, niekoniecznie wszystkich pozostałych. Obiektyw wykazuje frontfokus na dużej części zdjęć robionych na One Shot (ok. 30% zdjęć jest zepsutych z Canonem 40D), Mała głębia ostrości przy pełnej przesłonie nie ułatwia sprawy, więc zwykle dla pewności strzelam 2- 3 razy ten sam kadr. Autofokus w tak wiekowych modelach nie jest niestety korygowalny za pomocą oprogramowania- w autoryzowanym serwisie Sigmy nie ma możliwości interwencji. Pogarsza to nieco sprawę stosowanie High-Speed Wide jako obiektywu reporterskiego.
Znacznie lepiej sprawy się mają na 6D, wyposażonym we wspomnianą mikroregulację autofokusa dostosowaną do obiektywu. Po ustawieniu punktu ostrości 13 kresek w stronę celu obiektyw zaczął trafiać w 98%- tach zdjęć.

Autofokus, notabene jest cichy, Sigma w swoich reklamówkach chwaliła się że silnik jest specjalnie wyciszany w tym modelu. Obiektyw jest znacznie cichszy niż głośno bzyczący Canon 50/1,8 Mk I.

Drugim poważnym minusem 28-mki jest wrażliwość na światło w kontrze i utrata kontrastu- w porównaniu ze współczesną Sigmą 30/1,4 EX DC jest to duża różnica. High-Speed Wide była konstruowana w czasach gdy klatka filmu nie świeciła odbitym światłem jak lusterko, tak jak to czyni filtr przed cyfrową matrycą. Powłoki przeciwodbiciowe i sposoby ich stosowania zrobiły gigantyczny postęp od tamtych czasów- dzisiaj nawet najtańsze szkła (vide- kit 18-55 IS) dają dobry kontrast nawet w trudnych warunkach.
Kontrast można zwiększyć obrabiając zdjęcie, niewiele tracąc na jakości, ale oczywiście lepiej mieć go od razu z obiektywu.

PODSUMOWANIE

Sigma jest sprzętem jednocześnie dającym dużo przyjemności, jak też stawiającym pewne wyzwania. Lubię takie obiektywy, bo człowiek wyzwala w sobie trochę więcej kreatywności. Podobnie działa na mnie rybie oko, które też nie jest szkłem do wszystkiego.
Duża jasność i dobra ostrość predestynują High-Speed Wide do portretów i detali, gdy strzelamy aparatem cyfrowym, a na analogówce nadaje się też ładnie do krajobrazów. Jego dzisiejsza niewielka cena, chyba czterokrotnie niższa niż używanego Canona 28/1,8, sprawia że można wybaczyć mu wszystkie wady, zwłaszcza że w porównaniu z Canonem jest solidniej zbudowana. Można ją polecić osobom bardziej zaawansowanym, którzy potrafią korzystać z preselekcji przesłon i mają baczenie na parametry robionych zdjęć. Najlepsze efekty daje na pełnej klatce.

Plusy:
+ dobra ostrość od pełnego otworu w centrum i na brzegu
  APS-C, przyzwoita na FF
+ solidna metalowa budowa
+ ładny bokeh i papierowa głębia ostrości
+ dobrze korygowane wady chromatyczne
+ cichy autofokus
+ bardzo dobra współpraca z pełnoklatkowymi aparatami na film (sprzed 2001 r)


Minusy:
- współpraca z cyfrówką Canona tylko na przesłonie maksymalnej (f/1,8)
- niedokładny autofokus
- duża podatność na światło w kontrze
- brak wsparcia serwisowego i części

DANE TECHNICZNE
Sigma 28/1,8 High-Speed Wide Aspherical

Konstrukcja: 8 grup, 9 elementów, jedna soczewka asferyczna.
Przesłona minimalna: f/22
Minimalna odległość ostrzenia: 30 cm
Max powiększenie: 1:7,2
Średnica filtrów: 58 mm
Rozmiary: 69,5 x 56,8 mm
Waga: 350 g
Dostępne mocowania: Sigma, Minolta/Sony A, Nikon, Canon.
Lata produkcji: 1990- 1994 (wg mojej dedukcji, Watsonie).


Fabrykant

Ten obiektyw przetestowałem także po rechipowaniu (działa z Canonem na wszystkich przesłonach). Reportaż jest tutaj LINK


P.S.
Mój artykuł o wycinkach z historii manualnych obiektywów Sigmy jest tutaj:
http://fotodinoza.blogspot.com/#!/2014/01/sigma-kundel-czempion.html