wyświetlenia:

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Przewief. Łódź jako Sanfrancisko. 400mm

Sigma 120-400,400mm f/8, Łódź- ul. Zgierska w kierunku północnym.


Lecąc tropem starego sprzętu co nieco zaniedbuje się nowy. Dość wygodnie rozsiadło się, w niszy lat 80-tych i 90-tych, siedzi się po cichutku w tej norce, jedząc kanapki, a świat ucieka- coraz trudniej go dogonić, materialny ten, nadprzyrodzony. A pościgu nie ułatwia ta ułańska czapka z pomponem (cytat).

Zaniedbawszy tak współczesność, jakbyśmy wciąż udawanym Ferrari jeździli z Donem Johnsonem po ulicach Miami, i to ubrani w marynarkę na T-shirt, nagle mieliśmy okazję zetknąć się i zderzyć z nówką sztuką.

400 milimetrów. To jest jednak coś.

Bardzo to było korzystne zderzenie, nie trzeba było od razu kwitka opłat za OC wyciągać, a wręcz przeciwnie- zderzenie było pod kontrolą, jak w wielkim zderzaczu hadronów. To była taka próba mikrofonu na pożyczonym mikrofonie. Udana próba. Z nadziejami i marzeniami na własny mikrofon. Znaczy własne M400.



Była to pożyczona Sigma 120-400/4,5- 5,6 OS (dzięki Piotrze!). Szkło całkiem niedawne, stabilizowane i słuszne. Takie rozsądne monstum dla zapaleńców- nie kosztujące milionów, nie będące superjasną lunetą kosmiczną, ale zapewniające równie ciekawe wrażenia i robiące swoją robotę.



Czterysta milimetrów to niezłe tele. I chociaż nie tak niezłe jak testowana przez Fotodinozę Sigma1000mm, to i tak przekraczające pewne ramy. Są to umowne ramy dostępności, na które wszyscy producenci obiektywów umówili się bez słów. Gdyby wypowiedzieli jednak te słowa, brzmiałby one tak: "Do 300mm robimy tanio, niech sobie postrzelają, a powyżej 300mm- walimy ceny dla głupków". Po japońsku to mniej więcej tak : "300 Made damī no tame yasuku, 300 ijō no MM - kakaku o MM - hanbai shite imasu", (wg Google translatora).

Różnice cenowe brane z Ceneo: nowe 300mm można kupić za 500 zł. Najtańsze nowe 400mm można kupić za 2870 zł.

Czy ktoś chętny na 100 mm więcej? Zapraszamy serdecznie.



Nie ma wg mnie żadnej obiektywnej przyczyny aż takiej różnicy cenowej. Szkła niewiele więcej, plastiku i elektroniki tyle samo.



Czterysetka to nawet obiektywnie patrząc jest jednak coś. Coke is it. Tylko what is it?



Długa ogniskowa jak prasa spłaszcza plany, kompresuje dal z bliżą i w przeciwieństwie do obiektywów szerokokątnych- nasyca obraz, tak że niewiele trzeba, żeby wydobyć ze zdjęcia urok, klimat, światło. O ile jeszcze superszerokokątne obiektywy mają coś wspólnego z ludzkim postrzeganiem- zastępują niejako kilka spojrzeń człowieka na raz i łączą je w jeden kadr, natomiast tak spojrzeć jak spogląda 400mm bez lornetki- nie sposób. Tak zewrzeć dal z bliżą- nie da się okiem nieuzbrojonym.

Użyło się 400mm na aparacie z małą matrycą APS-C, która wycina z pełnej klatki filmu samą środkową część (rusycyzm), więc liczyliśmy po cichu, że jak nam wytnie, to będziemy hołubce wycinać ze szczęścia. Czy co tam się jeszcze da wycinać. Troszkę bełkoczę, ale to się wytnie.

Zatem tele jest sprzętem dającym jako rezultat coś nieco odhumanizowanego, dalekiego od codzienności.



Rozmiarem takie 120-400 jest dość potężne, zwłaszcza że wysuwane. Wsunięte jest bliskie wielkości 70-200/2,8, ale w wersji maksymalnej ogniskowej- sporo dłuższe. Mimo wszystko niezbyt wysoka jasność pozwoliła na zachowanie dość rozsądnego gabarytu, nie powodującego bulu i nadzieji pleców przy całodziennym noszeniu, oraz przy umiejętnym przewieszeniu przez ramię- nie powodującego ulicznych sensacji wśród przygodnych przechodniów. Ma też skromny kolor czarny, przez co nie jest się branym od razu za Fakt, Superekspres i Przegląd Sportowy, jak to się czasem dzieje przy białych teleobiektywach Canona. Można próbować nawet wtapiać się w tłum, byle nie używając najdłuższej ogniskowej.
Sigma 120-400/4,5-5,6 DG Apo OS HSM


Na temat teleobiektywów można by śpiewać poezję śpiewaną. Ale co tu śpiewać, trzeba patrzeć w wizjer, ustawiać ładne obrazki i naciskać spust. I przerabiać, przerabiać Łódź na Sanfrancisko, tyle że bez mostu. I bez zatoki. Chociaż z Portem.

Sigma 120-400, 400mm f/11, ul. Zgierska- Łódź


Jakie wrażenia? Do użytkowania takiego długasa trzeba się trochę przyzwyczaić. Nie jest to light, przynajmniej dla mnie. Od lat noszę 70-200 i te właśnie, skromniejsze ogniskowe uważam za najbardziej praktyczne- można nie wysilając się strzelać portrety, zbliżać, ale też ogarniać nieco szerszy kadr, robiąc kilka kroków do tyłu.

120-400 nie jest taki zwykły. Raczej nazwałbym go sprzętem do zdjęć specjalnych- to nie jest obiektyw do łapania tej rzeczywistości, jaką na codzień się postrzega, tylko teleskop do podpatrywania innych galaktyk, obrotów gwiazd i mgławic dalekich spirali.


(...)Tak sobie wyobrażam Kielce, symbol, jako szczyt ohydy,
I jako jakieś Paramount najgorszej małomiasteczkowej brzydy.
A może piękne to jest, ach, miasteczko, ach, i nawet miłe
I niełatwo jest w nim złapać nawet kiłę...
W każdym razie tam przyjacielem być i w tych warunkach
Trudniej jest niż w afrykańskich najtropikalniejszych choćby wprost stosunkach.
Gdy człowiek gębą sra,
A tyłkiem podpatruje obroty gwiazd i mgławic dalekich spirale (...)

Witkacy "Do przyjaciół gówniarzy"



To znaczy- jak to w fotografii- trzeba się przyzwyczaić do patrzenia na świat, tak jak robi to obiektyw. Trzeba się zmusić do spojrzenia na rzeczywistość jak przez jego soczewki.

Dlatego przy używaniu szerokiego kąta ma się na ogół oczy dookoła głowy, natomiast już po półgodzinie użytkowania 120-400 mój wzrok błądził błędnie w niezmierzonej oddali i wyłapywał nikłe detale na horyzoncie, pomijając rzeczy bliższe niż 100 metrów.

Luneta.

Sigma 120-400, 400 f/10. Łódź- Kościół Św. Teresy, czarny budynek Infosys'u, w tle dawne zakłady Feniks i totem marketu M1 na ul. Brzezińskiej.

Sigma 120-400, 400mm f/9, budowa Dworca Fabrycznego w Nowym Centrum Łodzi
Sigma 120-400, 323mm f/11, budowa Dworca Fabrycznego w Nowym Centrum Łodzi
Sigma 120-400, 400mm f/10, Łódź ul. Zachodnia w kierunku południowym. Jakie to wieloznaczne.
 
Sigma 120-400, 400mm f/5,6, Łódź- Hotel Andels, ex- zakłady im Marchlewskiego, ex- Fabryka Poznańskiego.
Sigma 120-400, 400mm f/5,6, Łódź- Tadeusz Kościuszko spiżowy.
Dzięki tej lunecie świat jest inny. Może nawet i ładniejszy. Taki filmowy. Coraz częściej zauważam w filmach kadry ujęte superteleobiektywami- to piękna rzecz, bo pozwala ograniczyć pole widzenia do tego co potrzebne, i przez nakładające się na siebie plany stworzyć efekt spojrzenia z oddali.


Przyznaję szczerze, że zdjęcia zrobione były niefachowo, tj. w ramach pełnego półprofesjonalizmu- bez osłony przeciwsłonecznej. Na kilku zdjęciach kontrast jest z tego powodu słabszy niż by mógł. Zdjęcia z ramką zostały, tradycyjnie na Fotodinozie- obrobione, a zdjęcia bez ramki są nie tknięte, a jedynie zmniejszone bez wyostrzania. Wszystkie zdjęcia za pomocą Canona EOS 40D.
Sigma 120-400, 400mm f/9, Łódź ul. Piotrkowska w kierunku południowym.

 
Sigma 120-400, 400mm f/10, Łódź ul. Legionów

Sigma 120-400, 400mm f/10, Łódź ul. Narutowicza- po prawej Filharmonia.
Sigma 120-400, 400mm f/11, ul. Sienkiewicza, Łódź

Niekiedy da się uzyskać kompletnie odjechaną kompresję planów- na jednym ujęciu: Hotel Grand, Kościół Garnizonowy na Placu Wolności, Kościuszko na cokole, Kośćiół NMP na pl. Kościelnym, bloki na Bałutach. Dla zobrazowania zamieszczę nawet mapę owych obiektów:
Sigma 120-400, 400mm f/11, Łódź- ul. Piotrkowska w kierunku północnym.


Z telekonwerterem x 1,4 niestety nie działa autofokus- jak to w Canonie, należałoby zakleić styki na obiektywie, żeby człowiek mógł oszukać maszynę. Jednak nie zdecydowałem się przylepiać. Zdjęcie z konwerterem na manualnym fokusie:
Sigma 120-400 + Ext x 1,4, 560mm f/29, Zaćmienie słońca


Sigma 120-400, 400mm f7,1, Łódź- ul. Biegańskiego w kierunku zachodnim.

Sigma 120-400, 400mm f/5,6, Łódź- ul. Zgierska w kierunku południowym.
Sigma 120-400, 273mm f/8, Łódź- pomnik "Radegast" przy torach Łódź- Zgierz

Te tory... ach te tory. One są strasznie pociągające w obiektywie 400mm. Co chwila włażą w kadr jakieś urocze tory. Dobrze że to Łódź jest, jakby był to Kołobrzeg to nie byłoby połowy zdjęć. Jednakże nie tylko tory są fascynujące. Cienie przed bramą na mojej ulicy:
Sigma 120-400, 400mm f/5,6
 No a potem znowu tory:

Sigma 120-400, 400mm f/10, Łódź ul. Zachodnia w kierunku południowym
Sigma 120-400, 273mm f/8, Łódź- elektrownia EC2

Sigma 120-400, 232mm f/9, Łódź- Centrum Kultury EC1, dawna elektrownia.

 Dla równowagi podajemy także krótsze ogniskowe. Na Bugu we Włodawie ubyło dwieście sześćdziesiąt dziewięć: 
Sigma 120-400, 131mm f/9, Łódź- park im. St. Radwana, ex cmentarz protestancki

Sigma 120-400, 131mm f/11, Łódź- park im. St. Radwana, w tle komin- chłodnica elektrowni EC2.


Summa summarum

120-400 zostawił po sobie niezatarte dobre wrażenia, jako pierwszy stosunkowo ciemny teleobiektyw, który się używało. Nic to- że ciemny. Atrakcja jest wyjątkowa- tak spójrz, jak nikt nie spojrzy, łam czego rozum nie złamie! To poważny sprzęt, dający bardzo ładną ostrość, no i mający stabilizację, która ustabilizuje wasze fotograficzne życie i pozwoli używać 400-setki w warunkach światła znacznie gorszych niż byśmy się spodziewali.
Autofokus HSM szybki i cichy, choć czasem trochę nerwowy. Jedyne do czego możnaby się przyczepić to słabszy kontrast pod światło.

Jakby kto chciał na lwyby, lub choćby i na grzyby, albo lubi fotografować pokazy lotnicze, albo jak szanowny właściciel tej Sigmy rajdy samochodowe- jest to bardzo sensowne szkło. W całkiem niezłej cenie.

Kto chce test Sigmy- musi zajrzeć na Optyczne.pl- tutaj.

To co tu zaprezentowaliśmy to jedynie tzw. przewief (ang. preview) obiektywu. I to przewief we własnym interesie- dla czczej ciekawości- jak też się fotografuje takim 400mm

120-400 Sigmy zainteresował Fotodinozę na tyle, że nie przerywając marzeń postanowiliśmy zorientować się czy nie da się czasem znaleźć jakiejś taniej wiekowej Sigmy 400mm, która nie współpracuje z cyfrowymi Canonami inaczej niż na pełnym otworze.

Da się.

Franz, tego bierz!

Co z tego będzie- okaże się. Może się coś napisze.

Fabrykant - Marcin Andrzejewski

dyrektor kreatywny z przewiefem interesu

P.S. Podziękowanie za pożyczkę Sigmy dla Piotrka W.
P.S. 
 
Polecam moje oryginalne kryminały z klimatyczną Łodzią w tle:
 
"Tramwaj Tanfaniego" dziejący się w czasach świetności przemysłowej Łodzi w roku 1905. Rzecz inspirowana prawdziwymi wydarzeniami - zabójstwem Juliusza Kunitzera, twórcy łódzkich tramwajów. Książka nagrodzona Exlibrisem Biblioteki im. Piłsudskiego za najlepszą powieść o Łodzi w 2021 roku. Polecana przez Władysława Pasikowskiego.

"Tramwaj Tanfaniego" jest do kupienia wysyłkowo tutaj: LINK

"Złoty peugeot" - niebanalny kryminał motoryzacyjny z epoki wczesnego Gierka. Tajemnicza zbrodnia, nieudolna milicja, zakulisowe przepychanki z władzą PRL. Skromny mechanik z ulicy Wschodniej chcąc nie chcąc musi zabrać się za dociekanie, dlaczego ktoś musiał zginąć i kto go zabił. Są wciągające tajemnice, splątane wątki, brawurowe pościgi samochodowe. Kryminał zawiera liczne aluzje do literatury popularnej z czasów PRL szczególnie do książek Niziurskiego i Nienackiego. 

Do kupienia wysyłkowo - TUTAJ 

"Deluks" - kryminał dziejący się w roku 1976 złożyłem się z kilku warstw, od tematyki automobilowej, poprzez dawne tajemnice Łodzi, kończąc na echach II Wojny Światowej. Tym razem aluzyjnie nawiązuje do tzw. kryminału milicyjnego, jednak dekonstruuje schemat i ironizuje z klimatów PRL. Mamy zespół pełnokrwistych bohaterów - od lumpów i milicjantów po profesorów i prywaciarzy, a między wierszami ówczesne stosunki polsko-niemiecko-żydowskie. Będziecie zaskoczeni!

"Deluks" do kupienia wysyłkowo - TUTAJ 

"Wariatka ze Spornej" - napisana wspólnie z Tomaszem Włodkowskim -Młoda policjantka, niedawno przybyła do Łodzi ma poprowadzić śledztwo, które będzie wymagało od niej szczególnego zaangażowania, cierpliwości, uwagi i... erudycji. Tytułowa ulica Sporna zdaje się trwać w niezmiennym od stu lat stanie, ale to tylko pozory. Miasto dookoła przekształca się w bólach, jest rok 2003, Polska ma zaraz wejść do Unii Europejskiej, niechciany bagaż PRL jest wciąż obecny, również w policji. Kto i dlaczego zabił znanego wykładowcę filmówki? Co ma wspólnego wielka sztuka i małe morderstwo? 

"Wariatka ze Spornej" do kupienia wysyłkowo TUTAJ

 




























czwartek, 9 kwietnia 2015

Fotografowie do urbanistów, za pomocą kundli.




No i kto mógł zrobić to zdjęcie, hę? Ja się pytam.



Po pierwsze- co widzimy na tym zdjęciu? Widzimy na nim wygon, błotnisty, z drogą, a za wygonem urbanizm modernistyczny. Dlaczego modernistyczny? Bo graniasty i bez detalu. W języku architektów określany jako klabzdron bez dziobów.

Niektórzy oburzą się, że bez detalu (znamy takich), niektórzy się ucieszą i powiedzą że cudny (znamy takich).

Gdzież to może być? Widział kto taki urbanizm? Widział. Za rogiem w każdym mieście. Kto nam go załatwił? Moderniści oczywiście. Le Corbusiery i inne sławne epigony. Na tym zdjęciu też jest dzieło sławnych epigonów, choć nieco schowane za wzgórzem. Ale też nieco wystające. Wyobraźnia się włącza, gdy widzimy taki kontrastowy widoczek.

No więc kto zrobił to zdjęcie?

Na którym w trzech czwartych panuje wiejski pejzażyk polno-ugorowy, rozmiękła gliniasta droga, niczym na Podkarpaciu, rachityczne drzewka, ciemna ziemia.

A nad nią tajemniczy rząd białych modernizmów spadłych z kosmosu na ziemię orną.

Byłoby to Podkarpacie, ale jednak jest to Ameryka Południowa. Brazylia. Czy coś kojarzy się Państwu z modernizmem spadłym z kosmosu na ugór?



Brasilia.



Miasto zbudowane jako jedna z niezbyt licznych zrealizowanych modernistycznych utopii. Na surowym korzeniu- wcześniej nic tam nie było, oprócz dżunglowego brazylijskiego Podkarpacia. W 1956 zdecydowano o wybudowaniu całkowicie nowej stolicy Brazylii na zupełnym pustkowiu, 1000 kilometrów od Rio de Janeiro. Nie było tam nawet drogi. Materiały budowlane, robotników i maszyny dostarczano samolotami.

Za dzieło zabrali się Lúcio Costa- urbanista i Oscar Niemeyer- architekt. Brasilię skomponowano w sposób absolutnie idealny- na planie zbliżonym do samolotu- po osi skrzydeł powstały osiedla mieszkaniowe, na osi kadłuba zbudowano budynki użyteczności publicznej i siedziby rządowe. 

Miasto było na wskroś modernistyczne, jednorodne i podążające za ideami Le Corbusiera- przestrzenią, światłem, zielenią. Rozdzieleniem funkcji.

Miasto na 140 tysięcy ludzi (docelowo planowano około 500 tys.) powstało w całości w 3,5 roku, z wielkim nakładem sił i środków i transportowaniem materiałów budowlanych samolotami.



Białe, modernistyczne, stal, szkło i aluminium, linie, rytmy i osie, organiczna lekka architektura Niemeyera z żelbetu.


Plan idealny okazał się w praniu planem nader idealistycznym.

Przestrzeń okazała się straszliwą przestrzenią- dość podobne odhumanizowanie przejawia Moskwa ze swoimi wygonami, analogia wydaje się dobra, bo Oscar Niemeyer, był przez całe życie (żył 105 lat)- ideowym komunistą.

Główna ulica, Eixo Monumental, przypominająca autostradę przedzieloną pasem zieleni ma 300 metrów szerokości. Niestety w znakomitej większości miasta darowano sobie budowanie chodników. Może nawet słusznie. Komu by się chciało chodzić na takie odległości. Niektóre zdjęcia z Brasilii wyglądają wstrząsająco:

Bruno Barbey, 1973

Bruno Barbey, 1973.

Osiedla mieszkaniowe na "skrzydłach samolotu" są zaprojektowane jako jednostki samowystarczalne- ze sklepami, szkołami, kościołami itp. Mieszkańcy nie mają zbyt wielu motywacji, żeby pospacerować sobie w niedzielę po centrum- piesze wycieczki nie zostały zaplanowane przez planistów, choć zaplanowali oni nie tylko kolor taksówek, ale także mundury kierowców autobusów.

Lúcio Costa i Oscar Niemeyer swą Brasilią wspięli się na wyżyny sławy, ale jednak dość krótko była to sława przynosząca chwałę. Potem była zaprawiona dużą dawką krytyki, choć miasto zostało w 1987 roku wpisane na listę UNESCO. Ochrona Brasilii jako unikatu nie uchroniła jej od nieplanowanej dalszej rozbudowy- wokół stolicy pojawiły się osiedla satelitarne- teraz ilość ludności przekroczyła już pięciokrotnie pierwotnie założone pół miliona. Przedmieścia mocno zeslumsiały, centrum pozostało w pierwotnym kształcie, naruszanym jedynie przez wydeptane przez wygony dzikie ścieżki. Przestępczość w stolicy jest niestety na wysokim poziomie, a bezrobocie osiąga okolice 40%. "Dzieło wymknęło się spod kontroli"- stwierdził 102 letni Niemeyer.

Zdania mieszkańców są podzielone. Niektórym podoba się życie w mieście przestrzeni i światła, całkowicie innym niż tradycyjne miasta Brazylii. Ale nie jest to łatwe miasto.



Zdjęcie.

Byłoby to zdjęcie prostym, brutalnym zderzeniem dwóch pejzaży- miejskiego osiedla z wiejską okolicą, zderzeniem dającym po oczach i umyśle.

Byłoby- ale jest pies.

Pies zmiękcza. Pies rozwesela. jak to on- czy to w życiu, czy na zdjęciu. Wiejski kundel szczekający kontra stararchitekt Oscar Niemeyer (ten kundel- to tak jak ja). Ten kundel dodaje absurdu do fotografowanego kadru i szczyptę ironii. Tu wieś i kundel, a tu wysokie C Oskara Niemeyera i Lucio Costy.

Która część kadru jest bardziej ludzka? Czy nawet- po czyjej stronie jest sympatia fotografa? Zdaje się, że po stronie kundla. Dla tego fotografa psia zawsze byłanajlepsia. To rzecz jasna Eliott Erwitt, tropiciel absurdu, wirtuoz psiej fotografii doprawionej ciepłą ironią. Nawet w takim neutralnym i fotoreportażowym temacie udało mu się wykrystalizować oba ulubione elementy. 
Eliot Erwitt, Brasilia 1961.

Co ciekawe- już w 1961 roku, tuż po zbudowaniu Brasilii Eliott Erwitt w prosty i przenikliwy sposób podsumował tym zdjęciem eksperyment urbanistyczny na pustkowiu. Zupełnie inaczej niż jego koledzy z Magnum, zwłaszcza Rene Burri, który związał się z Brasilią na pół życia, ale fotografował tam głównie strzeliste arterie i budynki, oraz Oskara Niemeyera w zadumie.

Brasilia Eliotta Erwitta wygląda na tym zdjęciu niezbyt atrakcyjnie i myślę, że szpilka ironii jest skierowana raczej przeciwko nowym blokom, niż przeciwko brazylijskiemu Podkarpaciu. To ujęcie podkreślające obcość nowej architektury.



I jest to jakiś komentarz do wewnętrznej sprzeczności człowieka, który z jednej strony marzy o czystych, nietkniętych żadnym zaburzeniem strukturach, schludności idealnej i idealnym porządku, ale z drugiej strony oddala go to od tradycyjnego porządku świata- który bez wątpienia jest chaosem i bigosem kipiącym w garnku. I człowiek by chciał, żeby taki klarowny i sterylny porządek był śladem jego istnienia na tym padole- znakiem cywilizacji ustawiającej na swoją modłę świat. Ale gdzieś gubi umiar i nie zwraca uwagi na to co mówi jego pień mózgu, struktura kory starej i ciało migdałowate (odpowiedzialne za uczucia negatywne- no ktoś musi), cały ten procesor odziedziczony po gadach i płazach. Nie zwraca. Słucha tylko swojej kory nowej, neocortexu, uczuć wyższych, porządkujących, gdy tymczasem te stare krzyczą- stop, stop, my już tu wysiadamy! My chcemy natury, nie cywilizacji! Kundla nam dajcie!



To teraz już wiemy kto zrobił to zdjęcie i kto zbudował to miasto. Czas na wnioski.



Wniosek 1:

Fotografowie! Patrzcie uważnie przez wizjery i jak tylko widzicie coś, co obrazuje wasze uczucia i stosunek do świata- naciskajcie spust!

Wniosek 2:

Architekci! Urbaniści! Pamiętajcie o psach marki kundel podczas projektowania osiedli mieszkaniowych. Pies kundel musi się dać harmonijnie skomponować z nowym osiedlem. Bez tego nic! (jak mawiał Lem).



Fabrykant

z www.fabrykaslubow.pl




Zdjęcia z Magnum na temat Brasilii:




wtorek, 31 marca 2015

Faktury Łodzi czyli Trabant plastich ist fantastich. Soligor 19-35/3,5-4,5

Znowu o mieście będzie. I o Trabancie.
Trabant

O, to nie jest to co miała Ciocia Ania- plastikowy pojazd pachnący kazeiną i spaliną dwusuwową. To będzie Trabant z silnikiem Volkswagena co najmniej, a może i nawet wersja rajdowa. Mocny duch w słabym ciele. Tak jak Trabant zmotoryzował NRD, tak Cosina produkując pod dwunastoma nazwami swój obiektyw, sprowadziła szeroki kat pod strzechy fotoamatorów. O nazwach było już napisane: http://fotodinoza.blogspot.com/2015/03/nie-trojaczek-z-kolina-tylko.html, teraz będzie nieprawdziwy test samego obiektywu. 
Kto chce prawdziwy- może go znaleźć tu, w starym Popular Photography z lipca 1996:




W latach 90-tych był to najtańszy szeroki kąt poniżej 20mm, nie dość tego- stosunkowo jasny, nie dość tego- szerszy niż porównywalne firmowe zoomy o 1 mm. Niby nic- a cieszy, proszę państwa. A o ile cieszy? O tyle:



A dlaczego Trabant? Tak jest nazywany u nas, a w anglojęzycznej części internetu znany jest jako "Plastic Fantastic". Parę innych obiektywów też tak nazywają, jakby co.



Co można sobie pomyśleć, mając w ręku taki zoom? Można sobie pomyśleć, że narzekania jakie słychać na plastikowość 19-35/3,5- 4,5 są wydawane przez jakichś purystów wyjątkowych, wychowanych na mleku, miodzie i L-kach Canona.

No owszem- jest plastikowy, ale robi bardzo przyjemne wrażenie, nic nie puka, nic nie stuka- tylko lać paliwo i jeździć tym Trabantem. Pierścień zooma chodzi z odpowiednim oporem, nie czuć żadnych luzów, wszystko sprawia wrażenie porządne. Jedynie do pierścienia ostrości można się doczepić- jest wykonany na zasadzie coś za coś- dużo szerszy niż w amatorskich Canonach, ale obraca się wraz z przednią częścią tubusu, więc przy włączonym autofokusie trzeba trzymać paluchy z dala od niego.

Główną kontrybucją jaką zapłacono na rzecz niskiej ceny jest obracająca się przednia soczewka, która utrudnia życie tym, którzy chcą używać filtra polaryzacyjnego. Filtrem tym trzeba kręcić niczym Zbigniew Kręcina, a za każdym razem gdy wyostrzymy zmieni się jego położenie.

Myślę że główny powód dla nazywania go niepochlebnym przydomkiem jest taki, że zrobiono go z gładkiego, satynowo błyszczącego plastiku.



Kształt zwarty, niezaduży. Metalowy bagnet. Na pierścieniu charakterystyczny znak "AF", podkreślający napęd- występował ten znaczek niemal w każdej wersji tego szkła. Skala ostrości zrealizowana bardzo prosto, ale skutecznie- duże cyfry namalowano na obracającym się pierścieniu ostrości.

Szerokie były pola wszechświatowych rynków, na jakich był sprzedawany. Bo był to, zupełnie inaczej niż Trabant- obywatel świata. Myślę że nie sprzedawano go tylko na Antarktydzie i w Arktyce, a i to tylko dlatego że tam- biało dość (cytat). Może trzeba by nakręcić o tym film, skoro o Trabancie się udało. Byłby to film w którym na przykład rzesza japońskich turystów zwiedzałaby świat i w każdym odwiedzanym kraju napotykałaby innych turystów z takim samym obiektywem, tylko inaczej obmarkowanym. To by było coś! Muszę zacząć pisać scenariusz- wiążę z tym duże nadzieje- budżet będzie musiał być duży, sporo zagranicznych plenerów- można by trochę pozwiedzać.



Tymczasem postanowiło się pozwiedzać trochę bliższych okolic, żeby móc je zsamplować jako sample.

I tym razem postanowiłem podejść do zdjęć programowo. Program intelektualny do nich stworzyć o ile intelekt pozwoli. Tak zwaną nadbudowę. Klucz.

Kluczem tym otworzymy jakieś drzwiczki w umyśle, żeby się lepiej fotografowało. Bo lepiej fotografować przez otwarte drzwi, niż przez zamknięte.

No i jest taki klucz. Znalazł się:



Faktury miasta


Każde tam miasto ma jakieś faktury. Nasze też. I chciałem złapać kilka takich faktur, które inne miasta nie mają. Chciałem z bliska oblizać takie faktury i podać je w łódzkim sosie. Nie jestem przekonany czy się udało. No widokówkę z Łodzi chciałem zrobić, no dobra, niech już będzie, bez tych filozoficznych dywagacji.



Soligora Cosinę miałem tu za sojusznika. Plan był na zdjęcia szerokie i dużą głębię ostrości, a przy tym maksymalne zbliżenie. Zdjęcia powstały zatem na obszarze przesłon, w jakie się nigdy nie zapuszczam- prawie wszystkie na maksymalnie zamkniętej, lub ledwo kroczek przed. Pozazdrościło się Anselowi Adamsowi. Mogę już teraz zakładać legendarną grupę fotograficzną "f22" (bo większej cyferki w Soligorze nie ma), jeszcze tylko wymyśleć jakiś system strefowy i już. Sława i chwała. Na razie co prawda słaba i chała.

System strefowy- tak. Łódź ma taki. W niektórych strefach można dostać po mordzie w biały dzień, a w niektórych nie. Ale i tak ją lubię.

Blacha lakierowana
Cegła, szkło, aluminium
Mur, beton, ŁKS
Żeliwo burzowe
Żeliwo pamiatnikowe, kostka betonowa

Chlorofil
Klinkier
Stal ocynkowana (wszechobecna)
Spiż
Żeliwo, beton, bruk (to zdjęcie wymaga komentarza- wszystko tu trochę krzywe. Ale pomyślałem- nie będę prostował, skoro krzywe)
Cegła, obręcze stalowe, jedne z ostatnich

Żeliwo, cegła
Brąz

Co do faktur Łodzi, to owszem, na pierwszy ogień poszła Manu-faktura. Ale były też inne faktury.

Nie wiem czy to faktury wyjątkowe. Możliwe, że i w innych miastach są takie. Tak się jakoś same nawinęły pod wspomniany obiektyw. Bardzo się jeszcze zastanawiałem nad fakturą fontanny przed Teatrem Wielkim, ale jest mi ona wrogą fakturą. Czy też ja jej? No nie wiem. Być może zabrakło paru bardziej współczesnych faktur. Ale nie. Jest przecież najbardziej współczesna łódzka faktura ocynkowanego płotu budowlanego.

Projekt jest nieskończony. Może jeszcze się będzie go kończyć, a może już tak zostanie, zaczęte i nieskończone.

Właściwie- nie taka jest Łódź, jak na tych zdjęciach. Nie taka do końca. Ale czy da się zrobić coś w dwóch słowach czy w pięciu obrazach? Pewnie nie. To taka trochę turystyczna Łódź przekręcona obiektywem Soligor na drugą stronę, wedle klucza. Może lepiej byłoby zgubić ten klucz?



Wszystkie te zdjęcia były poddane drobnym zabiegom dokontrastujacym i przyciemniającym, więc nie dają ani prawdziwego obrazu miasta, ani prawdziwego obrazu z obiektywu. Dla miłośników obiektywów, na pohybel miłośnikom miast damy także zdjęcia bez obróbki (zmniejszone) i bez kluczy i bez przesłon maksymalnych:

Soligor 19-35 + Canon 6D, 19mm f/9 ISO 100, Łódź- Park im. St. Radwana
Soligor 19-35 + Canon 6D, 30mm, f/11 ISO 100, Łódź- budowa nowego Dworca Fabrycznego, po prawej u góry- rewitalizowana elektrownia EC1.
Soligor 19-35 + Canon 6D, 35mm f/20 ISO 125, Łódź- nazwy ulic na tabliczkach.
Soligor 19-35 + Canon 6D, 19mm f/11, ISO 100, Komentarz: dach tego budynku był krzywy, owszem, ale nie aż tak jak na zdjęciu- to krzywi Soligor na 19mm.
Soligor 19-35 + Canon 6D, f/13 ISO 100, Łódź- ex Fabryka Poznańskiego, ex Zakłady im. Marchlewskiego, akt. Hotel Andels
Soligor 19-35 + Canon 6D, 19mm f/10 ISO 100, Łódź- elektrownia EC 2 + ptak kawka


Tutaj jakby trochę większa prawda o Łodzi się zapisała. Chyba.



Obiektyw

Jak się fotografowało Soligorem- Cosiną? To zależy do czego przypiętą. Szczerze mówiąc na APS-C Soligor wiosny nie czyni i jeżeli ktoś chce go używać tylko na małej klatce- nie zobaczy jakiejś wielkiej różnicy w porównaniu z obiektywem kitowym (mowa o nowszych kitach, z IS, te starsze będą słabsze od Cosiny), a Soligor jest jednak wobec nich mniej uniwersalny. Natomiast chętni na używanie go z pełną klatką, obojętne- cyfrową czy filmową- o, ci dostaną kremdelakrem, szerokokątność wielce szeroką i pociągającą.

Dlatego po przypięciu Soligora do Canona 6D przypiąłem się na tydzień do tego zestawu i nie chciałem się odpiąć.

Ma ten obiektyw swoje pewne, niezbyt wielkie wady, z pewnością nie jest złym wyborem. Jest wart wydanej kasy, po prostu. Bardzo go polubiłem. Bo ja to w ogóle- lubię obiektywy.



Skrótowo:



Zalety

+ bardzo dobra relacja cena- jakość

+ dobra ostrość od pełnego otworu, po przymknięciu o pół działki- bardzo dobra

+ przyzwoicie mała minimalna odległość ostrzenia (około 0,5m)

+ cichy i dość szybki autofokus





Walety:

- słabe zachowanie pod światło- liczne bliki

- wyraźne i mocne geometryczne wady obrazu na 19mm

- winietowanie na 19mm na pełnym otworze

- obracająca się przednia soczewka



Fabrykant

dyrektor kreatywny walnięty o sprzęty

P.S. 
 
Polecam moje oryginalne kryminały z klimatyczną Łodzią w tle:
 
"Tramwaj Tanfaniego" dziejący się w czasach świetności przemysłowej Łodzi w roku 1905. Rzecz inspirowana prawdziwymi wydarzeniami - zabójstwem Juliusza Kunitzera, twórcy łódzkich tramwajów. Książka nagrodzona Exlibrisem Biblioteki im. Piłsudskiego za najlepszą powieść o Łodzi w 2021 roku. Polecana przez Władysława Pasikowskiego.

"Tramwaj Tanfaniego" jest do kupienia wysyłkowo tutaj: LINK

"Złoty peugeot" - niebanalny kryminał motoryzacyjny z epoki wczesnego Gierka. Tajemnicza zbrodnia, nieudolna milicja, zakulisowe przepychanki z władzą PRL. Skromny mechanik z ulicy Wschodniej chcąc nie chcąc musi zabrać się za dociekanie, dlaczego ktoś musiał zginąć i kto go zabił. Są wciągające tajemnice, splątane wątki, brawurowe pościgi samochodowe. Kryminał zawiera liczne aluzje do literatury popularnej z czasów PRL szczególnie do książek Niziurskiego i Nienackiego. 

Do kupienia wysyłkowo - TUTAJ 

"Deluks" - kryminał dziejący się w roku 1976 złożyłem się z kilku warstw, od tematyki automobilowej, poprzez dawne tajemnice Łodzi, kończąc na echach II Wojny Światowej. Tym razem aluzyjnie nawiązuje do tzw. kryminału milicyjnego, jednak dekonstruuje schemat i ironizuje z klimatów PRL. Mamy zespół pełnokrwistych bohaterów - od lumpów i milicjantów po profesorów i prywaciarzy, a między wierszami ówczesne stosunki polsko-niemiecko-żydowskie. Będziecie zaskoczeni!

"Deluks" do kupienia wysyłkowo - TUTAJ 

"Wariatka ze Spornej" - napisana wspólnie z Tomaszem Włodkowskim -Młoda policjantka, niedawno przybyła do Łodzi ma poprowadzić śledztwo, które będzie wymagało od niej szczególnego zaangażowania, cierpliwości, uwagi i... erudycji. Tytułowa ulica Sporna zdaje się trwać w niezmiennym od stu lat stanie, ale to tylko pozory. Miasto dookoła przekształca się w bólach, jest rok 2003, Polska ma zaraz wejść do Unii Europejskiej, niechciany bagaż PRL jest wciąż obecny, również w policji. Kto i dlaczego zabił znanego wykładowcę filmówki? Co ma wspólnego wielka sztuka i małe morderstwo? 

"Wariatka ze Spornej" do kupienia wysyłkowo TUTAJ