poniedziałek, 3 września 2018

Mototürk

Na Automobilowni ukazał się mój gościnny artykuł na temat tureckiej motoryzacji. Artykuł na temat tureckiej niemotoryzacji ukaże się na Fotodinozie wkrótce. A tymczasem Mototürk:




Mój znajomy wypożyczył auto w Turcji na dwa dni. Po powrocie zakrzyknął - nigdy więcej takiej traumy!!! Ja jednak, zupełnie odwrotnie krzyczę - więcej, więcej! Więcej takich przełamujących doznań!
Turcja jest strasznie wielka. Przerażająco wielka, prawie dwa i pół raza większa od Polski, a jeśli jedzie się przez nią samochodem, to wydaje się kontynentem prawie. Bo się dość wolno jedzie. To kraj górzysty wielce.
Liznąwszy 5% terytorium Turcji spieszę z reportażem. Nie znam się, to się wypowiem. Co też tam jeździ? A jeszcze bardziej - co też tam gnije po krzakach? 

Nic co zgnite nie jest nam obce. Rozpad formy to rzecz malownicza i ukochana.

A oto forma
Kwadratowa, potworna.
Tak jak lubię - rozpada się.
Rozpada się i cześć.

O, moja formo!
Moja ty Kalifornio!
Nie bądź plastik i nie bądź żel.
Unikaj się, unikaj się
Omijaj tlen i azot też.
A oczka niech już śpią,
Weź je sobie zmruż.
I nigdy więcej barbecue z szefem służb.

Zaznaczmy tu, że zdjęcia pochodzą z najbardziej zachodniej części Turcji, tej egejskiej, turystycznej i europejskiej na wskroś. Na pierwszy rzut oka europejsko tu jak nie wiem co. Palmy, jachty, dolce vita i Dolce Gabana, lazur i piękne góry schodzące do morza. Bardzo ładna urbanistyka, bez wielkich hoteli i molochów dominujących krajobraz. Naprawdę jestem pełen uznania dla tureckich planistów i władz miejskich.
Samochody same nowe.
Nowsze niż w Polsce i to wyraźnie, tak o pięć - sześć lat. Prawie żadnych Pasatów B5 w tedeiku, żadnych Mercedesów W210, Golfów II jak na lekarstwo, żadnej Astry A, bardzo mało czegoś starszego niż 15 lat - wszystko nówki. Głównie Renault Clio, Meganki, Fiaty Linea i Egea (nasze Tipo sedan), Volkswageny i Citroeny. Ale luksus nie gorszy niż w Polsce - sporo Cayenne, dużych BMW i suv'ów Audi. Wypas.
Ale jak się tak wpatrzeć dokładniej...
Cały wyjazd spędziłem na wpatrywaniu się dokładniej i rzucaniu spojrzeń za ucho (celując w krzaki), podczas prowadzenia samochodu. Pragnę tu podziękować Współfabrykantce, która na moje paniczne wrzaski: "TEGO STRZELAJ! TEGO CZERWONEGO ZA TYM BIAŁYM!!!" nie wahała się pociągać za spust aparatu. Spora część fotek jest jej autorstwa.




Czytaj całość na Automobilowni - LINK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku! Pragnę ostrzec, że wredny portal blogowy na jakim piszę bardzo lubi zjadać bez ostrzeżenia wpisy czytelników podczas ich zamieszczania. BARDZO PROSZĘ PO NAPISANIU KOMENTARZA SKOPIOWAĆ GO i w razie czego wstawić ponownie, na pohybel Google Blogger. Fabrykant.